Zagraniczne podróże samochodem

Interaktywny spis treści

Strefy ograniczonego ruchu

Co kraj, to obyczaj

Eco-driving, czyli ekologiczny i ekonomiczny styl jazdy

Limity prędkości


Strefy ograniczonego ruchu

Green Zones, Zone a Traffico Limitato, zone à faibles émissions mobilité

W Polsce nie jest to jeszcze bardzo rozpowszechnione, ale w wielu krajach wprowadzono bardzo liczne strefy z ograniczonym ruchem pojazdów. Przypadkowe przeoczenie jednej tablicy zawieszonej w słabo widocznym miejscu może nas kosztować ponad sto euro – wiem to z doświadczenia, bo po 10 miesiącach dostaliśmy pamiątkę z Pizy o wartości 118 euro za sam wjazd do takiej strefy – dlatego przed wjazdem swoim samochodem do centrum miast zawsze sprawdź w Internecie, czy przypadkiem w tej lokalizacji także nie ograniczono ruchu.

O większości stref ograniczonego ruchu czy wymaganych dokumentach (często naklejkach) poczytasz na stronie urbanaccessregulations.eu (grafika poniżej) – dostępna także w języku polskim. Co ciekawe w Paryżu naklejka jest wymagana tylko od poniedziałku do piątku od 8.00 do 20.00.

urbanaccessregulations.eu

Dla urozmaicenia w Rzymie, Florencji i Pizie wprowadzono strefy ZTL (Zone a Traffico Limitato), których na wcześniej przytoczonej stronie nie znajdziesz, bo nie są powiązane z ekologią, ale ograniczeniami w ruchu turystycznym. Warto zgłębić temat i zaoszczędzić na karach.

W wolnym czasie możesz zerknąć do raportów „Strefy Czystego Transportu” przygotowanych przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, w których to bardzo szczegółowo i w bardzo atrakcyjnej formie opisują zagadnienie zielonych stref.


Co kraj, to obyczaj

Dziwne przepisy i przyzwyczajenia kierowców na świecie

Pieszy na jezdni

W Polsce dopiero od 2021 roku, a od dawna w Europie Zachodniej pieszy zbliżający się do przejścia ma pierwszeństwo. Przepis ten nie obowiązuje co prawda w całej UE, ale uważam, że warto wyrobić sobie nawyk ustępowania pierwszeństwa i stosować go wszędzie, gdzie się wybieramy. No może jednak nie do końca wszędzie. Na Bałkanach, na Bliskim Wschodzie i w Azji zatrzymywanie się w celu umożliwienia przejścia pieszemu bardzo często prowadzi do karambolu, czego osobiście byłem kilka razy świadkiem. Niespodziewane zatrzymanie się kierowcy przed pasami dla wielu kierowców jest zachowaniem tak bardzo nieprawdopodobnym, że często kończy się zaparkowaniem jednego pojazdu w drugim. Podróżowanie poza terytorium Zachodniego kręgu kulturowego może stanowić wyzwanie, dlatego koniecznie trzeba na ten temat poczytać coś więcej. O ruchu lewostronnym na drogach nie będę nawet wspominał.

Czerwone światło

To, co bardzo podoba mi się w Barcelonie (a także w wielu krajach które odwiedziłem), to powszechna akceptacja przechodzenia na czerwonym świetle. Wielokrotnie byłem świadkiem, jak w obecności policjantów piesi bez najmniejszej krępacji przechodzili na drugą stronę drogi, pomimo tego, że właśnie świeciło się czerwone światło. Gdy dopytywałem lokalsów, dlaczego tak mogą, to zwykle było to tłumaczone zaufaniem dla obywateli i traktowaniem ich jak dorosłych ludzi, którzy raczej nie są zbyt chętni do wbiegania pod rozpędzony samochód. Czerwone światło dla pieszych to komunikat mówiący, że aktualnie należy zachować szczególną ostrożność podczas próby przejścia, zielone z kolei, że możesz przekraczać drogę w pełni bezpiecznie – szczególnie kierowane dla osób starszych, niepełnosprawnych, matek z dziećmi itp. Są jednak także kraje zachodnie, gdzie przechodzenie na czerwonym spotyka się nawet z większym oburzeniem społecznym niż u nas! Parafrazując klasyka „jeśli wejdziesz między pieszych, musisz robić to, co oni” – wystarczy się rozglądać i dopasować do panujących norm społecznych. 

W Iranie oraz w Wietnamie spotkałem się z wyzwaniem w stylu „przejdź przez ośmiopasmowe przejście dla pieszych, gdy kierowcy traktują Cię jak intruza”. W wielu krajach świata pierwszeństwo na drogach ma ten, co ma większy pojazd, a tak się składa, że pieszy nie posiada żadnego. Tam dosłownie staje się na środku drogi pomiędzy – często rozpędzonymi – samochodami i próbuje się „zaliczyć” każdy kolejny pas drogi, bez najmniejszej nadziei, że ktoś się zatrzyma – gdyby się zatrzymał, to samochody za nim byłby tym faktem bardzo zaskoczone. Po kilku dniach da się do tego przywyknąć.

Klaksony

Klakson w kulturach południowych nie ma na celu ostrzegania pieszych lub innych kierowców, on ma za zadanie się z nimi komunikować! W Czarnogórze klaksony słyszałem wszędzie i to dosłownie cały czas, tylko dlatego, że gdy kierowca widział swojego znajomego na chodniku, to się w ten sposób z nim witał. We Włoszech – czym bardziej na południe, tym lepiej to widać – klakson jest także najlepszym „odstresowywaczem”. Ktoś Cię zdenerwował? Daj mu o tym znać. Wolno rusza spod świateł? To go upomnij. Mijana kobieta na chodniku dobrze dziś wygląda? Klaksonem można ją skomplementować itp. Jesteś w aucie, daj znać innym kierowcom, niech Cię usłyszą! 

Uwaga, dziury

Po Ukrainie poruszałem się zawsze autostopem, przez co trochę dróg w tym kraju mogłem „pozwiedzać” i popodziwiać z wystawionym kciukiem z pobocza. To, co utkwiło w mojej pamięci najbardziej, to szeroka droga krajowa – 3 pasy w każdą stronę – z północy na południe, na której w naturalny sposób wprowadził się ruch wahadłowy. Co to oznacza? Od kiedy pamiętam, słyszałem, że najgorsze drogi w Europie to te na Ukrainie – i to jeszcze przed wojną w 2022 r. Jednak moja wyobraźnia nie była aż tak kreatywna, aby przewidzieć to, co zobaczyłem na własne oczy. Pierwszym zaskoczeniem były progi zwalniające na autostradzie prowadzące z polskiej granicy do Lwowa – oczywiście nie takie postawione tam celowo, ale powstałe z powodu złej konstrukcji drogi. Ruch wahadłowy na wcześniej wspominanej drodze powstał dlatego, że 3 pasy jezdni w każdą ze stron nie były oddzielone pasem zieleni i nie miały namalowanych oznaczeń poziomych. Dzięki temu kierowcy mieli sporo swobody na wymijanie głębokich dziur wszystkimi pasami. Na drodze szerokiej na 6 pasów ruchu istniała tylko jedna wąska „trasa” w stanie umożliwiającym przejazd samochodu nieterenowego. Co dobrze świadczy o problemie dziur w ukraińskich drogach to to, że nawet ogólnoświatowa aplikacja wspierająca kierowców, Waze, aktywowała – z tego, co mi wiadomo, tylko tam – możliwość oznaczania dziur w jezdni.

Uwaga, lawina

W wysokich górach trzeba brać pod uwagę, że nie wszystkie drogi będą otwarte także zimą. W Gruzji można się spotkać z tunelami, które są otwierane tylko na zimę. Umożliwiają one przejazd przez wysoko położone przełęcze, gdzie odśnieżanie przypomina syzyfową pracę, a lawiny następują kilka razy do roku. Po co odśnieżać, jak można otworzyć drogę pod śniegiem albo ją zamknąć. Na rzadziej uczęszczanych górskich drogach pomiędzy małymi miejscowościami śnieg zsuwający się ze zboczy jest na tyle uciążliwy nawet wiosną, że wiele dróg jest tam otwierana tylko na pół roku.   

Kolej na samochód czy samochód na kolej

W Szwajcarii w wielu miejscach można się spotkać z kolejowym transportem samochodowym, który Google Maps traktuje jak zwykłą płatną trasę. Gdy kilka lat temu wybraliśmy się paczką znajomych samochodem na zorganizowany wyjazd snowboardowy w okolicy przepięknej miejscowości Sion, aplikacja wyznaczyła nam standardową trasę. Jakie ogromne było nasze zaskoczenie, gdy już niedaleko celu – w linii prostej na mapie – doprowadziła nas ona na dworzec, gdzie następnie obsługa próbowała pokierować nas na wagony.  Po zapoznaniu się z cennikiem, jak przystało na biednych studentów wypoczywających w Szwajcarii, zdecydowaliśmy się pojechać darmową autostradą, nadrabiając tym samym „tylko” kilka kolejnych godzin. Masakra. W Szwajcarii podczas srogich zim, aby utrzymać transport „drogowy”, podobno otwiera się jeszcze więcej takich połączeń kolejowych, często jako jedynej opcji dotarcia samochodem do odciętych dolin.

Trasy widokowe

Opłaty na drogach w Austrii, Słowenii, Włoszech i innych alpejskich krajach są pobierane nie tylko na autostradach, ale także na drogach widokowych ulokowanych często ponad 2000 m n.p.m. Mogą stanowić one osobną atrakcję turystyczną, obowiązkową dla rodzin z małymi dziećmi, dla starszych osób, a także dla motocyklistów czy rowerzystów, lub doprowadzić nas pod początek szlaku turystycznego. Niezapomniane widoki obarczone niedużym wysiłkiem.

Warto być świadomym, że niektóre z tych dróg to zwykłe trasy tranzytowe, więc jadąc w regiony narciarskie, można się gdzieś wysoko w górach natknąć na bramki poboru opłat. Bywa, że nocą są fizycznie zamykane, albo przemieszczanie się po nich jest oficjalnie zabronione.


Eco-driving, czyli ekologiczny i ekonomiczny styl jazdy

Ile dwutlenku węgla?

Podczas spalania 1 litra paliwa Twój samochód emituje aż 2,5 kg dwutlenku węgla! Plus litr wody – i nie ma tutaj większego znaczenia, czy masz silnik benzynowy czy Diesla. Skąd bierze się ta dodatkowa masa, skoro litr paliwa ważący ok. 0,8 kg zwiększa swoją masę do 2,5 kg CO2 + 1 kg wody? Dosłownie z powietrza. Tlen, wbrew temu, co podpowiada nam intuicja, też swoje waży.

Jednym z trzech największych powodów, dla których jestem ogromnym zwolennikiem ekologicznego podejścia do życia (o czym sporo piszę na swojej stronie), poza dbaniem o dobrostan naszej planety i życie kolejnych pokoleń, jest także ekonomia. Ekologia i ekonomia bardzo często – niestety nie zawsze – idą w parze, dlatego skrót „eko” kojarzy mi się z tymi dwoma wyrażeniami w takim samym stopniu.

Podstwy eco-drivingu

  • Zadbajmy o prawidłowe ciśnienie w kołach (zbyt niskie zwiększa opory toczenia).
  • Nie woźmy w bagażniku zbędnych kilogramów.
  • Nieużywany bagażnik dachowy powinniśmy zdjąć z samochodu.
  • Starajmy się jeździć jak najbardziej płynnie.
  • Omijajmy korki (przed wyruszeniem w drogę, nawet dobrze Ci znaną, sprawdzaj na GPS natężenie ruchu).
  • Zmieniajmy jak najszybciej biegi na wyższy (możesz część pomijać).
  • Jak najwięcej hamujmy silnikiem, bo tylko wtedy samochód nie spala paliwa, przemieszczając się (i nie zużywamy klocków).
  • Jeżeli poruszamy się po drogach szybkiego ruchu, to w słabszych pojazdach zmniejszenie prędkości tylko o kilka kilometrów poniżej maksymalnego dopuszczalnego limitu może bardzo zmniejszyć zużycie paliwa. Przy zmianie z 140 do 120 nawet o 25%!
  • Jak najmniej jeźdźmy na luzie, bo wtedy nie wykorzystujemy pracy wykonywanej przez nasz silnik.
  • Oszczędzajmy energię elektryczną – wszystko, co niepotrzebne, odłączmy od gniazdek i nie przesadzajmy z klimatyzacją.

Na koniec tego eko-tematu pozwolę sobie przywołać pytania, na które nie udzielę odpowiedzi. Na pierwszy rzut oka proste, ale w rzeczywistości bardzo kontrowersyjne. Zachęcam, abyś samodzielnie zgłębił temat i postarał się znaleźć na nie odpowiedzi. Czy samochody elektryczne są ekologiczne? Czy ich żywotność, sposób produkcji i utylizacji oraz pozyskiwanie energii do zasilania zmniejszają czy zwiększają degradację środowiska? I co najważniejsze, czy samochody elektryczne uda się kiedykolwiek wprowadzić na masową skalę w dużych miastach, gdzie zdecydowana większość kierowców mieszka w ogromnych blokach mieszkalnych? Pozostawiam temat do dyskusji.


Sprawdzone porady na długie rodzinne podróże samochodem

Dojazd to też część wycieczki

Nie zawsze wyjazd w góry to tylko wyjazd w góry, podobnie z kierunkiem nad morze itp. Najmniej ciekawym etapem dla młodego podróżnika jest dojazd. Spędzenie kilku godzin w samochodzie zakrawa dla dzieciaka o torturę – doskonale pamiętam rodzinne wyjazdy do Chorwacji, gdy byłem młodym nastolatkiem. Jeśli trasa ma zająć nam ponad 3 godziny, to dlaczego by nie rozbudować dojazdu o dodatkowe atrakcje – alternatywą jest transport na śpiocha.

Jeśli chodzi o dodatkowe atrakcje, to jadąc w Sudety, możesz przecież odwiedzić kopalnię złota w Złotym Stoku albo, jeśli masz więcej czasu, Twierdzę Kłodzką. Z kolei jadąc w Beskidy, mamy po drodze ładny bielski rynek, pałacyk w Żywcu i niezliczoną ilość dodatkowych atrakcji (parki linowe, mini zoo, parki rozrywki itp.). Ważne, aby dziecko mogło rozprostować nogi i trochę się wyszaleć. Dokładnie tak samo jest z powrotem, ale wtedy lepiej pomyśleć o jakieś formie relaksu np. aquaparku (Wisła, Zakopane, Białka Tatrzańska), posiłku połączonym ze zwiedzaniem centrum miasta (Katowice, Pszczyna, Cieszyn) albo interaktywnych muzeach, jak choćby Muzeum Ognia w Żorach (gorąco polecam – rewelacja).

Po drodze do Chorwacji czy Włoch można zatrzymać się na wysokości Wiednia w górach Rax (dokładniej pasmo górskie Rax-Schneeberg-Gruppe), gdzie to na małym obszarze można znaleźć aż 7 schronisk górskich. Idealne miejsce, aby rozprostować nogi i pospacerować od 1 godzinki – w każda stronę – aż do całodniowych wypraw z przerwą na smaczny posiłek. Dla fanów bardziej ekstremalnych aktywności można w tych górach znaleźć także ferraty i skałki do wspinaczki. Świetne miejsce.

Jadąc dalej na południe, koniecznie trzeba zatrzymać się na kilkugodzinny spacerek w Lublanie, najbardziej niedocenionej europejskiej stoicy.

Bardzo namawiam wszystkich podróżujących, aby podczas drogi z punktu A do B odwiedzili także punkty C, D, E i wszystkie pozostałe litery w alfabecie. Bo to jest właśnie jedna z największych zalet podróżowania samochodem – swoboda i możliwość odkrywania tego wszystkiego, co po drodze. Korzystając z samolotu, pociągu czy nawet autokaru, zawsze jedziemy prosto do celu, a świat jest przecież zbyt piękny i ciekawy, aby go w większości pominąć po drodze. Parafrazując słowa przypisywane św. Augustynowi –

„Świat jest książką i ci, którzy jadą prosto do celu, czytają tylko okładki”.

Gdy już zaczniesz planować atrakcje na trasie dojazdu, szybko okaże się, że w Twojej okolicy oraz we wszystkich regionach po drodze jest aż tyle ciekawych miejsc, że nie starczyłoby wakacji, aby je wszystkie zobaczyć. I to bardzo dobra wiadomość, bo za rok i za dwa znowu można odkryć coś nowego. A co najfajniejsze, to to, że liczne atrakcje, które są zbyt daleko, aby je odwiedzić w wolnej chwili czy nawet podczas weekendowych wycieczek, nagle okazują się być na wyciągniecie ręki, jeżeli tylko nadrobimy kilka minut drogi. Czas dojazdu z godzin zmienia się na minuty, a koszt paliwa możesz pominąć, bo przecież i tak miałeś do nich po drodze do głównego celu. Podsumowując, świat się przed nami otwiera jeszcze szerzej, jeśli tylko tego chcemy i zgodzimy się czasem zjechać z tranzytowej trasy.

Naprawdę rodzinny czas

Kiedy ostatnio mogliście spędzić wspólnie kilka godzin. Ale tak naprawdę wspólnie, bez telewizji, gonitwy myśli i listy rzeczy do zrobienia? Nieczęsto możemy poświęcić sobie tyle uwagi, ile w samochodzie, gdy to jesteśmy „zmuszeni” zamknąć się w małym metalowym pokoju na kółkach. Jest to rewelacyjny czas, aby wyłączyć radio i zwyczajnie porozmawiać.

Jeżeli podróżujesz z kilkulatkami, to warto ten czas poświęcić także na zabawy edukacyjne. My podczas ostatnich objazdowych wakacji – 15 dni i 4 tyś. przejechanych kilometrów, więc czasu w samochodzie nam nie brakowało – nauczyliśmy czteroletnią córkę dodawania i podstaw alfabetu. W przeciągu dwóch wspólnych tygodni opanowała literki do tego stopnia, że potrafiła powiedzieć, od jakiej każdy wypowiedziany wyraz się rozpoczyna. Niby niewiele, ale i tak nauczyła się więcej niż w przedszkolu, tak mimochodem, a po powrocie zaczęła już pisać wyrazy.

Jadąc samochodem, można uczyć się poprzez czytanie tablic rejestracyjnych pojazdów jadących przed nami – ja w taki sposób podczas podróży autostopem po Iranie opanowałem cyfry perskie – słówek w obcych językach na rzeczy, które widzimy. Można rozwijać wyobraźnię poprzez wymyślanie własnych historyjek, odgrywanie ról czy śpiewanie autorskich piosenek. Tylko chęci i wyobraźnia nas ograniczają – a ta druga ponoć jest nieograniczona.

Zbyt długa podróż, aby było fajnie 

Nie ma się co oszukiwać, spędzenie nawet w najlepszym towarzystwie ponad 10 godzin w samochodzie – nie wliczając przerw – zacznie każdemu dokuczać. Wtedy to z pomocą przychodzi technologia.

Należę niestety do osób bardzo zabieganych – a który rodzic nie? – i kochających czytać. Niefortunnie, spędzając wiele godzin za kierownicą, pozostaje mi mniej czasu na to drugie, dlatego jestem ogromnym fanem podcastów i audiobooków. Historie usłyszane w samochodzie mogą nie tylko stać się „umilaczami” czasu, które odwracają nasza uwagę od trudów podróży, ale także nadać jej niezapomniany charakter – niczym wyrazista przyprawa. W 2019 r. wybraliśmy się na objazdowe wakacje po północnych Włoszech i tak się dobrze złożyło, że akurat w moje „ręce” trafił audiobook biografii „Leonardo da Vinci” autorstwa Waltera Isaacsona – „jedyne” 20 godzin słuchania. Rewelacyjnie było słuchać o historii miejsc, które aktualnie odwiedzaliśmy, w towarzystwie tak wybitnej postaci. Wspominamy te wakacje nie tylko jako podróż w przestrzeni, ale także w czasie. Bardzo polecam, aby poświęcić odrobinę czasu na odpowiednie dobranie audiobooków do miejsc, w które się wybieramy.

Gdybyśmy chcieli zainteresować także nasze dzieci literaturą czytaną, to znajdziemy dla nich niezliczone opowiadania – wiele z nich za darmo w aplikacjach streamingowych. Problem pojawia się w sytuacji, gdy chcemy posłuchać różnych rzeczy jednocześnie. Osobiście nie jestem zwolennikiem słuchawek, dlatego polecam zamontować – solidnie – za fotelikiem dziecka głośniczek Bluetooth. Bez zbędnych kabli będziemy mogli wpływać na to, co nasza pociecha słucha. Polecam także poszukać w sklepach fotelików dziecięcych, które mają już wbudowane głośniczki w zagłówku – sprawdza się. Podczas podróży zagranicznych wszystko, co chcemy przesłuchać, warto wcześniej pobrać sobie na telefon, aby nie tracić cennego transferu.

Gdy podróż jest naprawdę dokuczliwa, można jeszcze wspierać się ewentualnie telefonem lub tabletem, na których to odtwarzamy uprzednio zainstalowane gry edukacyjne lub pobrane filmy i bajki. Jestem wielkim przeciwnikiem dopuszczania dzieci do smartfonów i tabletów – o czym więcej poniżej – ale podczas wielogodzinnych podróży samochodem robię wyjątek, ponieważ ciężko kolorować, pisać literki czy układać puzzle inaczej niż na ekranie dotykowym. Trzeba być jednak świadomym, że korzystanie z tego typu urządzeń oraz wszelakich twardych zabawek podczas jazdy stwarza dodatkowe zagrożenie. Podczas wypadku każdy luźny przedmiot – np. trzymany w ręce – może stać się pociskiem, który jest w stanie nas poranić, nabić guza czy wybić zęby.

Cyfrowe zagrożenie

Niestety bardzo niewiele osób jest świadomych – nad czym ubolewam i dlatego wspominam o tym także w tym miejscu – jak ogromną krzywdę może naszym dzieciom i nam samym wyrządzić technologia. Wierzę, że nowoczesne technologie w połączeniu z nowoczesną edukacją mogą „naprawić” świat, w którym żyjemy, i rozwiązać problemy związane choćby ze zmianami klimatycznymi. Jednak tak jak każde narzędzie błędnie wykorzystana technologia może stać się globalnym zagrożeniem, dlatego, aby temu zapobiegać, powołałem do życia Fundację CALM edu, której głównym celem jest edukacja ścisła, ale także nauka tworzenia i korzystania z nowoczesnych technologii.

Dając dzieciom do ręki ekran dotykowy, pozwalamy im wpływać na oglądane treści – przewijać – przez co staja się coraz mniej cierpliwe, a tym samym mają coraz większe problemy z koncentracją i uzależniają się od „efektu nowości”. „Efekt Coolidge’a” – bo tak się on w psychologii nazywa – bazuje na tym, że nieważne, co oglądasz, ważne, że jest to nowe i zaskakujące, bo wytwarza dopaminę w Twoim mózgu. Małe dzieci, które spędzają sporo czasu przed ekranami dotykowymi, w przyszłości mogą być niezdolne do czytania książek, mieć ogromne problemy z uczeniem się nowych rzeczy i mieć predyspozycje do depresji. Tyle w skrócie, warto zgłębić temat.

Photo by Joshua Hoehne on Unsplash


Limity prędkości i limity alkoholu

Jeżeli wybierasz się za granicę samochodem, to koniecznie powinieneś zainstalować sobie w telefonie aplikację wydaną przez UE, dostępną we wszystkich językach europejskich – „GoingAbroad” – w której to znajdziesz najistotniejsze informacje dla kierowców (limity prędkości, limity alkoholu, inne specjalne przepisy ruchu drogowego), wszystko w jednym miejscu w przejrzystej formie (a dodatkowo dwie gry – memory i quiz). Dobrym uzupełnianiem informacji o przepisach drogowych poza granicami naszego kraju jest wielokrotnie już przywoływana aplikacja „Polak za granicą” – wchodząca też w pakiet aplikacji mObywatel, ale niestety treści są tam prezentowane w trochę mniej przejrzystej formie.

Limity prędkości (w km/h) i stężenia alkoholu we krwi (2022 rok) w wybranych krajach europejskich.

 Teren zabudowanyPoza terenem zabudowanymDrogi ekspresowe / autostradyLimit alkoholu w krwi [w promilach]
Polska50 (całą dobę!)90120 / 1400,2
Niemcy50100brak limitu0,5
Czechy5090110/1300!
Słowacja50901300!
Litwa5090110/1300,4
Austria501001300,5
Węgry5090110/1300!
Słowenia50901300,5
Chorwacja50901300,5
Włochy50901300,5
Szwajcaria5080100/1200,5
Francja5080110/1300,5
Wielka Brytania48961120,8

Źródło informacji to portal Komisji Europejskiej dla kierowców „Going abroad”

Powyższa tablicę traktuj jako poglądowe źródło informacji, ponieważ w poszczególnych krajach w zależności od rodzaju nawierzchni drogi (Litwa) czy widoczności (Francja) limity mogą się zmieniać.

Czy o tym pamiętasz?

Limit prędkości na znaku drogowym D-42 (oznaczającym wjazd do terenu zabudowanego) narzuca ograniczenie prędkości na terenie całego obszaru zabudowanego, chyba że znaki wewnątrz tego obszaru będą ten limit zmieniać na danym odcinku drogi. Dużo więcej zamieszania spowoduje połączenie znaku nazwy miejscowości, do której wjeżdżamy, z przypiętym poniżej limitem prędkości. Ponieważ takie połączenie – szczególnie często spotykałem się z nimi w Austrii na terenach wiejskich – oznacza, że nawet po wyjechaniu poza obszar zabudowany, ale będąc w granicach tej miejscowości, limit nadal obowiązuje. Zdarzało się, że przejeżdżając przez bardzo niewielką mieścinę, na jej wjeździe widziałem limit 30 km/h obowiązujący dla całej wsi, w jej „centrum” znajdowały się dwa fotoradary, kilkaset metrów dalej zakończenie strefy zabudowanej, a dopiero kolejny kawałek dalej znak informujący o wyjeździe z miejscowości. Gdy podróżujesz na dłuższej trasie i właśnie zjechałeś z autostrady, albo poruszasz się międzymiastowymi z dozwoloną prędkością 90 km/h, takie niskie limity prędkości na kilkusetmetrowych odcinkach to istna tortura dla każdego kierowcy.

W sporej austriackiej mieścinie, Grazu, dwie rzeczy mogą Cię zaskoczyć. Pierwsza to ponoć najwyższa na świecie podziemna, 125-metrowa zjeżdżalnia wykuta we wzgórzu zamkowym, a druga pierwszy w Europie limit prędkości obowiązujący w całym zasięgu administracyjnym miasta wynoszący 30 km/h. Jedynie na głównych arteriach miasta podniesiono go do 50 km/h. 

Precyzja zachodnich fotoradarów!

Gdy przekroczysz w Niemczech prędkość o 3 km (w innych zachodnich krajach jest podobnie), to już możesz dostać mandat do 30 euro (w terenie zabudowanym). Gdy przekroczysz ją o 26 km/h, to mandat wyniesie 180 euro i możesz nawet na miesiąc stracić prawo jazdy! (źródło: aktualny cennik niemieckich mandatów – bussgeldkatalog.org)

czytaj dalej: W jaki sposób należy bezpiecznie przewozić dzieci w fotelikach

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Planowanie podróży krok po kroku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rozwojowe filmy i programy

Na skróty

Programy edukacyjne dla nastolatków i dorosłych

Fabularne historyczne i biograficzne

Filmy motywujące dla inżynierów


Dla kogo ta lista ?


Dla odpoczywających na kanapie

Siedzisz w domu i chcesz odpocząć, ale nie chcesz całkowicie zmarnować swojego czasu? Może warto obejrzeć coś wartościowego i przyjemnego jednocześnie, aby zmotywować się do pracy?

Przygotowaliśmy dla Ciebie listę filmów (i seriali bo dziś to ten sam poziom), które zainteresują nie tylko inżyniera, a każdego kogo interesują tematy inżynierskie, popularnonaukowe, technologiczne, futurystyczne……


Dla rodzica

Jesteś rodzicem nastolatka, który nie wie jeszcze co chce w życiu robić? Przygotowaliśmy tą listę z myślą o Tobie. Masz zaledwie kilkuletnia pociechę? Dla niej też coś tu znajdziesz ale w poście „Filmy i programy edukacyjne dla dzieci”.

Filmy i programy edukacyjne dla dzieci

Przed wyborem kolejnego wspólnego „wieczoroumilacza”, zamiast wybrać produkcję o superbohaterach, warto zainspirować pociechę historią w której to umysł zwyczajnych osób ma super moce do zmieniania świata (poprzez technologię i inżynierię).

Myślę, że każdy z nas kto wybrał się na politechnikę, może wskazać jakiś film, który go do tego zainspirował lub przynajmniej zapalił odpowiednie lampki w głowie. Poniższa lista ma właśnie taki cel. Zasugerować młodzieży, że zagadnienia inżynierskie (rzeczywiste lub te całkowicie science fiction) mogą być ciekawe i naprawdę zmieniać świat, ale także wskazać zagrożenia, jakie one za sobą pociągają.


Filmy motywujące

Projektuj, buduj, programuj lub ucz, ale najważniejsze to pomagaj innym. Inżynierowie od zawsze tworzą aby odmieniać życie milionów ludzi. Niezależnie czy budując akwedukty w starożytnym Rzymie, projektując telefony komórkowe, tworząc aplikacje na smartfona czy stawiając mosty w biednych regionach naszej planety, wszystko to robią dla ludzi.


Wielkie projekty wielkich inżynierów

„Dream Big: Engineering Our World” (2017) na Netflixie – pozycja obowiązkowa dla każdego ucznia, który zastanawia się jaką szkołę średnia lub studia wybrać. To właśnie ten film zainspirował mnie do stworzenia tej listy.

Jest kierowany bezpośrednio do młodych, bardzo obszernie prezentując zagadnienie szeroko rozumianej inżynierii począwszy od ogromnych budowli XXI w. poprzez projekty dla mieszkańców wsi, a skończywszy na olimpiadach dla uczniów. 42 minuty mile spędzonego czasu dla całej rodziny.
Strona twórców filmu.

Części zamienne

„Spare Parts” (2015) dostępny za darmo na CDA. Historia oparta na faktach. Czwórka licealistów z problemami startuje w konkursie inżynierskim, w którym to muszą skonstruować zdalną łódź podwodną. Ubodzy uczniowie z gorszej dzielnicy startują do rywalizacji z najbardziej zamożnymi uczelniami technicznymi w kraju (jak choćby MIT).

Przyjemny film, czasami może trochę cukierkowy. Ale na pewno jest to obowiązkowa pozycja dla każdego przyszłego inżyniera. Bardzo dobrze się go ogląda i aż nie chce się wierzyć, że te wydarzenia naprawdę miały miejsce. Jeśli chcesz dowiedzieć się co można zbudować mają w kieszeni 8 tys dolarów, lub mając tylko 800 zielonych to powinieneś zobaczyć ten film.


Wspaniały błękitny świat: Jak rozwiązać kryzys wodny

„Brave Blue World: Racing to Solve Our Water Crisis” (2020) na Netflixie. Zaskakująco dobry i motywujący do działania (nie tylko inżynierów) 50 minutowy film prezentujący genialne wynalazki które mogą uratować nasz świat. Z tego dokumentu dowiesz się w jaki sposób pewna maszyna „wyczarowuje” wodę z powietrza w Afryce, czy fabryki potrzebują czerpać wodę z zewnątrz, w jaki sposób zamienić zawartość naszych toalet w źródło ciepła (i pieniędzy) oraz jak glony zasilają nasze samochody.

Film w amerykańskim stylu, z gwiazdorską obsadą, z narracją Liama Neesona oraz wywiadami z Mattem Damonem i Jadenem Smithem


O chłopcu, który ujarzmił wiatr

„The Boy Who Harnessed the Wind” (2019) – na Netflixie. Film powstał na faktach i opowiada historię chłopca, który dzięki zdobyciu podstawowej wiedzy z książek, próbował uratować całą wioskę w obliczu katastrofalnej suszy (myślę, że temat bardzo aktualny nie tylko w Afryce).

Nie znajdziesz w tej produkcji efektów specjalnych, pościgów czy projektów inżynierskich na ogromną skalę. Jest to film opowiadający historię której bohaterem (czy wręcz superbohaterem) mógłby się stać każdy z nas gdyby urodził się w innej części świata. Wystąpienie na TED Williama Kamkwamba, bo to właśnie o nim jest ta historia, znajdziesz tutaj.

Ten tytuł najlepiej obrazuje wizję jaka przyświeca Fundacji CALM edu. Udowadnia w jaki sposób podstawowa edukacji i najprostsze elektrośmieci mogą odmienić los milionów istnień na całym świecie. Edukacja to najpotężniejsze narzędzie aby zmienić świat. Cały świat! Dlatego tym smutniejsze jest fakt, że z powodu zmian klimatycznych, politycznych i epidemii staje się powoli znowu coraz trudniej dostępna.

Film dla całej rodziny, jednak uprzedzam, że nie jest to kolorowa produkcja Disneya.


Dokumentalne i popularnonaukowe

Szczerze się przyznam, że czuję się trochę podirytowany (albo nawet bardzo) gdy włączam dziś popularnonaukowe kanały telewizyjne. Od lat przywykliśmy, że MTV oraz VIVA nie miały zbyt wiele wspólnego z muzyką, a o wiele więcej z programami „rozrywkowymi”. Jednak dalej własnym oczom nie wierzę, że to samo stało się z kanałami Discovery, Discovery Science i kilkoma innymi. Z funkcji popularyzatorów nauki stali się kolejnymi stacjami rozrywkowymi z para-dokumentami. Dlatego dziś musimy trochę bardziej się wysilić aby znaleźć wartościowe treści o tematyce inżynierskiej – mam nadzieję, że ta lista będzie w tym bardzo pomocna.


Everyday miracle

Na Netflixie. Najlepszy program dokumentalny na temat produkcji i powstania rzeczy, które nas otaczają jaki kiedykolwiek widziałem. Prowadzący nie tylko w bardzo przyjemny sposób tłumaczy powstanie roweru, pończoch, teleskopów, żelbetonu …, ale jeszcze przeprowadza bardzo proste eksperymenty podkreślające wyjątkowość tych wynalazków.

Wydawałoby się, że program dokumentalny jakich wiele. Jednak jest w nim coś więcej poprzez co zwyczajne rzeczy takie jak fotele czy krzesła, zyskują dla nas głębszy wymiar.

https://youtu.be/QaI08BOIhGQ


Abstrakt: Sztuka designu

„Abstract: The Art of Design” (2017) na Netflixie – Program, który jak żaden innych otwiera nam oczy na to jak istotną rolę odgrywa w naszym życiu design. W każdym odcinku poznajemy kolejnych twórców, zwykle na skraju inżynierii i sztuki, którzy postrzegają rzeczywistość całkiem inaczej od przeciętnego zjadacza chleba.

Każda osoba, która czuje się w choć drobnym stopniu artystą (grafikiem, architektem, rysownikiem), lub jest rozdarta pomiędzy sztuką i „normalnym życiem” powinno obowiązkowo zobaczyć ten serial.

Moim zdaniem najlepsze odcinki to:

s01e04 – Bjarke Ingels – architekt – jestem ogromnym fanem tego architekta. Uważam go za najbardziej kreatywnego twórcę, którego działa miałem okazję podziwiać na żywo (niestety tylko kilka z nich bo są one porozrzucane dosłownie po całym świecie). Miałem nawet możliwość mieszkania przez kilka dni w jednym z nich (w The 8 House w Kopenhadze). Ten odcinek serialu należy koniecznie zobaczyć!

Na YouTube dostępny jest pełny odcinek (niestety po angielsku)

s01e05 – Ralph Gilles – projektant samochodów – bardzo fajny odcinek nie tylko dla fanów motoryzacji.

s02e02 – Neri Oxman — projektantka ekorozwiązań – design o którym nawet filozofom się nie śniło….

s02e04 – Cas Holman — projektantka zabawek – odcinek o bardzo kreatywnej kobiecie, która poprzez zabawki pokazuje jak bardzo myślimy szablonowo. Jej pomysły są tak bardzo „outside the box”, że aż inspirujące. Masz dzieci ? Powinieneś zobaczyć tą część, a pewnie zaoszczędzisz sporo na „zabawkach”.

Jak powstało dzisiaj?

Seria od Discovery dostępna do obejrzenia w podstawowym płatnym abonamencie Player (TVN). 12 odcinkowa seria ciekawych filmów dokumentalnych wyjaśniających jak przypadkowe czy na pozór mało istotne zdarzenia w historii wpływały na przestrzeni dziejów na to co nas dzisiaj otacza. Program prezentuje w jaki sposób powstały najpopularniejsze dzisiaj spodnie, samochody, piwo, pistolety …. Bardzo przyjemnie się ogląda.

Cosmos possible world

Serial dokumentalny National Geographic dostępny na platformie Disney+, którego nazwa (moim zdaniem) jest bardzo nietrafiona, co przed długi czas mnie do niego zniechęcało. Program przygotowany z ogromnym rozmachem poruszający w poszczególnych odcinkach takie tematy jak: historia ludzkości, przyszłość technologi, jak powstała bomba atomowa, osiągnięcia w dziedzinie zrozumienia innych form życia (bardzo ciekawy), no i oczywiście wiele na temat kosmosu (choć mniej niż bym się spodziewał po tytule).

zobacz także: Filmy i programy rozwojowe dla młodszego widza (i rodzica)


Fabularne historyczne i biograficzne

Historie sukcesów i porażek z inżynierią w tle. Podobno dla ambitnych nie istnieje większa motywacja niż sukcesu innej osoby. I coś musi w tym być. Z kolei dla osób, które w życiu nie mogą się jeszcze pochwalić wielkimi przedsięwzięciami sukces innych wydaje się prostą i krótką drogą od pomysłu do realizacji. Niestety właściwie nigdy tak to nie wygląda. Jak jest, a właściwie jak było w przypadku wielkich twórców


The social network (2010) – film należący już do klasyki gatunku, prezentujący powstanie Facebooka. Warto zobaczyć aby dowiedzieć się jak (najprawdopodobniej) Mark Zuckerberg dostał się do grona najbardziej wpływowych ludzi na świecie.


Jobs (2013) – fragment biografii nieprostego (w kontaktach i poszczeganiu rzeczywistości) wizjonera od prostych (w obsłudze) technologi. Steve Jobs pokazany jako skomplikowana postać z jego wzlotami i upadkami. Dobry wstęp do książkowej biografii, która opisuje jego życie z większą liczbą szczegółów.


Projekt koliber (2018) – mniej znany film, ale bardzo dobrze nakręcony. Dowiemy się z niego jak szybko (bo w milisekundach) można zarabiać w czasach internetu. Historia o wojnie technologicznej.

Które filmy biograficzne warto tutaj jeszcze wymienić? Daj nam znać w komentarzach.


Czysta rozrywa i fantazje inżyniera – i tematy do przemyślenia 🙂

Kategoria filmów Sci fiction, w których technologia jest bardziej rozwinięta niż dziś (trochę lub sporo) ale poza samą rozrywką poruszają ciekawe tematy, które warto przemyśleć. Takie jak np. wpływ technologi na nasze życie (pozytywny i negatywny), zagrożenia z tym związane, zmiany społeczne zainicjowane technologią (cyfrowa świadomość, nieśmiertelność), przyszłość rozrywki, …. Uprzedzam, że nie chcę tutaj wrzucać wszystkich filmów z wątkami technologicznymi i przyszłościowymi bo takich filmów jest masa (Gwizdne Wojny, Jurasik Park, Transformers…..), a jedynie zasugerować te, które moim zdaniem poruszają najciekawsze problemy i prowokują do przemyślenia tematu inżynierskim okiem.


Black Mirror (2011 – …) – Netflix. Klasyka seriali futurystycznych! Każdy inżynier, futurolog czy fan sci-fi powinien zobaczyć ten serial, aby na nowo przemyśleć swoje wyobrażenie na temat przyszłości (nie zawsze odległej). W każdym odcinku inny reżyser opowiada inną historię więc nie trzeba się obawiać, że nie znając wcześniejszych cześć ktoś zaprasza nas do oglądania nowego sezonu. Naprawdę warto!

Serial zasłynął na całym świecie tym, że pokazuje negatywne skutki technologi przyszłości, które już dziś powinny sprowokować nas do myślenia o otaczającej rzeczywistości (a może ukazuje niczym w zwierciadło nasze aktualne problemy – naszą ciemną stronę?). Większość odcinków pokazuje w jaki sposób jedna technologia zmienia naszą codzienność. Część przenosi nas do dalszej przyszłości i pokazuje wręcz nieprawdopodobne światy, w których nigdy nie chcielibyśmy się znaleźć (np. mieszkania z ekranami zamiast ścian i ciągła manipulacja). Innym razem natrafimy na odcinek o nieco lżejszej tematyce ale jeszcze bardziej zaskakujących zakończeniach.

Każdy znajdzie coś dla siebie.


Kraina jutra (2015) – Tomorrowland – jak to na produkcje Disneya przystało film z rozmachem i kierowany do młodszych odbiorców (moim zdaniem nastolatków) ale nie tylko. Jeden z moich ulubionych filmów przygodowych. Sporo technologicznych smaczków, motywacji do inżynierów ale i trochę przemyśleń. Kto z nas nie myślał kiedyś, choć przez chwile, jak mógłby wyglądać świat zamieszkany tylko przez naukowców, ludzi kultury i wielkie technologiczne umysły? Disney w tym filmie prezentuje swoją utopijną wizję z dość mrocznymi wnioskami. Przyjemne kino familijne, i motywacyjne dla młodych ambitnych majsterkowiczów.


Ona (2013) – Her – nie tak odległa przyszłość (a może i czasy współczesne) gdy to ludzie samotni zaczynają przywiązywać się do sztucznej inteligencji zamkniętej w smartfonach. Film posty, czasem trochę nudny ale prowokujący do myślenia.


Eagle Eye (2008) – Bardzo przyjemny film sensacyjny ukazujący możliwości jak i zagrożenia AI. Film z kategorii rozrywkowych jednak tematyka bezpieczeństwa i swobód obywatelskich zapala pewna lampkę w naszej głowie.


Surogaci (2008) – Jeśli masz obawy przed wyjściem z domu to ten film jest dla Ciebie. Za progiem czeka na nas masa niebezpieczeństwa, a teraz dodatkowo jeszcze wirusów, to może by tak z niego nie wychodzić? Dopracowana wizja nie tak dalekiej przyszłości, gdy to ludzie dla swojej wygody i bezpieczeństwa opuszczają mieszkania tylko w formie manipulatorów (humanoidalnych robotów sterowanych joystickami) wyglądając dokładnie jak ich właściciel. Daje do myślenia.


WestWorld (2016) HBO – Widziałem tylko pierwszy sezon, który mnie zachwycił. Serial wyśmienicie ukazuje w jaki sposób będziemy w przyszłości wykorzystywać super zaawansowane technologie. Oczywiście, tak jak i dziś dla rozrywki. Kreatywny, super wykonany, z dobrą obsadą i rozmachem. Serial pomimo (moim zdaniem) typowo rozrywkowego może prowokować do zadawania pytań na temat niezależności naszych tworów….


Ex Machina (2015) – z jednej strony najmniej futurystyczny film z listy, a z drugiej mam nadzieję, że to jednak odległa przyszłość. Co dziś w swoich domach (pałacach) robią super zdolni i zamożni geniusze, nikt nie wie. Może technologie przyszłości są już dziś wykorzystywane w supertajnych domach najzamożniejszych tego świata ? A co jeśli sztuczna inteligencja przyćmi tą ludzką i zacznie nami manipulować? Obawy przed robotami zekranizowane z smakiem.


Poleć nam swoje ulubione filmy!

Jeżeli znasz inne produkcje, które Twoim zdaniem powinny zagościć na naszej liście to daj nam znać w komentarzach, a na pewno je obejrzymy i zamieścimy na tej stronie.

zobacz też: Książki, które warto przeczytać – miłej lektury

Podróże samochodem

Interaktywny spis treści

Porcja statystyk

Definicje: kolizja a wypadek

Gdy już dojdzie do zdarzenia na drodze

Czy o tym wiedziałeś

Kilka praktycznych porad

Porcja statystyk

Na początku tego rozdziału chciałbym podzielić się z Tobą porcją statystyk z 2021 roku pochodzących ze strony statystyka.policja.pl, aby uświadomić sobie skalę zagrożeń, z którymi spotykamy się codziennie na polskich drogach.

Po drogach naszego kraju aktualnie porusza się 34 mln zarejestrowanych w Polsce pojazdów (osobowych, ciężarowych i motocykli) i dodatkowo ponad 5 milionów przekraczających naszą granicę wewnątrz UE oraz 2,7 mln zewnętrzną – przypomnę, że Polaków jest niewiele ponad 38 mln.

Bez wątpienia do bardzo dobrych wiadomości należy zaliczyć tę dotyczącą spadku liczby wypadków na polskich drogach. Od 1997 roku zaliczamy (z drobnymi wyjątkami) nieustanny jej spadek.

Przez 10 ostatnich lat ich liczba systematycznie zmniejsza się o mniej więcej tysiąc rocznie (z 37 046 wypadków w 2012 do 22 816 w 2021) z wyjątkiem pandemii w 2020, bo wtedy spadła aż o 7 tys. w jeden rok. Podobnie jest z liczbą ofiar śmiertelnych w 2012 – 3571, 2019 – 2909, 2020 – 2491 ( [*] ).

Kiedy wypadków zdarza się najwięcej? Czym lepsza pogoda, tym bardziej niebezpiecznie, bo kusi kierowców mocniej wdepnąć pedał gazu. Liczba wypadków podskakuje w czerwcu i utrzymuje się na wysokim poziomie aż do października. Najbardziej niebezpieczne dni tygodnia to piątek, za nim plasuje się poniedziałek. Najbardziej niebezpieczne godziny to te, gdy większość z nas wraca zmęczona po pracy, czyli 14–18. Co ciekawe pomimo ogromnych prędkości i dużego ruchu pojazdów na autostradach i drogach ekspresowych dochodzi do zaledwie 3,4% wszystkich wypadków

Europa
Na koniec kilka statystyk z 2020 r. dotyczących dróg całej Unii Europejskiej (źródło: European Road Safety Observatory). Najwięcej wypadków ma miejsce w Niemczech, bo ponad ćwierć miliona (264 499), kolejne na liście są Włochy z 118 298 wypadków, Hiszpania (72 959), Francja (45 117) i dalej Austria (30 670). Polska uplasowała się na 8. miejscu na 30 krajów z 23 540 wypadkami. Z liczbą ofiar śmiertelnych stanęliśmy na ostatnim miejscu podium tuż za Niemcami i Francuzami.

Każda osoba z umysłem ścisłym zwróci mi pewnie od razu uwagę, że te dane, pomimo tego, że pochodzą z oficjalnego europejskiego raportu, solidnie zakłamują rzeczywistość. Kompletnie nic nie mówią o bezpieczeństwie na drogach, bo każdy z tych krajów ma inną populację, a logicznym jest, że czym mniej ludzi, tym mniej wypadków.

Dlatego rzućmy okiem na wartości w przeliczeniu na milion mieszkańców pochodzących ze strony op.europa.eu za 2021 rok. Tutaj uplasowaliśmy się na 5. pozycji z 59 ofiarami na milion mieszkańców, ale co warto w tym miejscu podkreślić – jako jedyni z niechlubnej czołówki zaliczyliśmy solidną poprawę: spadek liczby ofiar o 39% na przestrzeni 10 lat. Wyprzedzają nas Chorwaci (72), Litwini (78), Bułgarzy (81) i Rumuni (93).

Świat
Marnym pocieszeniem dla bliskich ofiar będzie świadomość, że na drogach Ameryki Północnej i na wschód od nas ginie co roku statystycznie 2,5 razy więcej osób na milion mieszkańców niż w UE (średnio 51 ofiar), na Bliskim Wschodzie 3 razy, Ameryce Południowej i Indiach 4 razy, a w Afryce aż 5 (źródło: Automobile Industry Pocket Guide 2021–2022).

Podsumowując, polskie drogi nie wypadają źle na tle afrykańskich czy indyjskich, ale należą do czołówki najbardziej śmiercionośnych w Unii Europejskiej, dlatego dobrze jest sobie przypomnieć kilka zasad zwiększających nasze bezpieczeństwo i temu poświecimy kilka kolejnych akapitów w tym rozdziale.

Czasem dla urozmaicenia warto połączyć trekking z zwiedzaniem lokalnych atrakcji. Na zdjęciu bawarski zamek Neuschwanstein.


Definicje: kolizja a wypadek

Czym różni się wypadek od kolizji? Tego dowiemy się z tekstu pochodzącego ze strony Komendy Powiatowej Policji w Giżycku:

Wypadek
to zdarzenie mające miejsce w ruchu lądowym spowodowane poprzez nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących w tym ruchu, którego skutkiem jest śmierć jednego z uczestników lub obrażenia ciała powodujące naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwające dłużej niż 7 dni”.


Warto w tym miejscu zaznaczyć, że naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwające dłużej niż 7 dni określa lekarz i nie jest to jednoznaczne ze zwolnieniem lekarskim wystawionym w związku z uczestniczeniem w zdarzeniu drogowym.

Kolizja
to zdarzenie mające miejsce w ruchu lądowym spowodowane poprzez nieumyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa obowiązujących w tym ruchu, którego skutkiem są straty materialne (uszkodzenie pojazdu, płotu, urządzenia drogowego, bagażu itp.) lub w którym jeden z uczestników doznał obrażeń ciała powodujących naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia trwające poniżej 7 dni”.


Określenia kolizji drogowej nie znajdziemy ani w ustawie Prawo o ruchu drogowym, ani też w kodeksie wykroczeń. To określenie potoczne, które przyjęło się i jest stosowane zarówno przez policjantów, organy sądownicze i ubezpieczeniowe, jak i przez wszystkich uczestników ruchu drogowego. Łatwiej takie zdarzenie określić mianem „kolizji” niż „wypadku, w którym nie ma ofiar”. [źródło: Komenda Powiatowa Policji w Giżycku]

Piszą o wypadkach i kolizjach nie możemy nie wspomnieć o tym co ratuje życie, gdy już do nich dojdzie, dlatego poniżej krótka notka na temat historii powstania pasów bezpieczeństwa.

Historia pasów bezpieczeństwa

Historia pasów bezpieczeństwa sięga 1958 roku, gdy to dotychczasowy inżynier bezpieczeństwa zajmujący się katapultami w samolotach myśliwskich SAAB zostaje zatrudniony w firmie Volvo. Pan Nils Bohlin – bo tak się nazywał – już po roku pracy zaproponował 3-punktowe pasy bezpieczeństwa zapinane jedną ręką – ważny szczegół – które, jak się przewiduje, do dziś uratowały ponad milion istnień ludzkich.

To, co jednak najciekawsze w tej historii, to dwa zaskakujące fakty: pierwszy – firma Volvo błyskawicznie udostępniła swój patent wszystkim chętnym całkowicie za darmo – prawdopodobnie dlatego, że krewny ówczesnego prezesa tej firmy zginął właśnie w wypadku drogowym; i drugi – na firmę i samego twórcę tego cudownego wynalazku wylała się ogromna fala krytyki.

Nazywano pasy bezpieczeństwa przerażającą ideą i oskarżano o odbieranie wolności. Na szczęście po latach, by uzmysłowić przełomowość tej technologii, Niemiecki Urząd Patentowy umieścił Nilsa Bohlina wśród twórców 8 wynalazków, które w największym stopniu przyczyniły się dla ludzkości na przestrzeni lat 1885–1985. Niestety do dziś sporo osób nie zapina pasów podczas podróży samochodem, co pociąga za sobą katastrofalne skutki. Kilka takich historii działających na wyobraźnie opisuję na końcu tego rozdziału. 

[źródło: media.volvocars.com]


Gdy już dojdzie do zdarzenia na drodze

Przyjmijmy 2 najczęstsze scenariusze: wypadek na drodze szybkiego ruchu z dala od Ciebie i złapałeś gumę – niestety na autostradzie.

Po pierwsze nie przeszkadzać – korytarz życia

Najprostszy sposób, aby uratować komuś życie, to pozwolić pracować profesjonalistom. W niektórych najgorszych wypadkach dochodzi do natychmiastowego zgonu poszkodowanej osoby, ale całe szczęście, że częściej mamy trochę czasu na podjęcie próby uratowania poszkodowanym zdrowia czy życia. Ty jako osoba postronna znacznie oddalona od miejsca zdarzenia możesz jedynie NIE PRZESZKADZAĆ, to znaczy umożliwić jak najszybsze dotarcie odpowiednich służb do poszkodowanych. Gdy widzisz korek na autostradzie, w którym za chwilę utkniesz, postaraj się zatrzymać nie na zderzaku poprzedzającego Cię pojazdu, ale zachowując jak największy rozsądny dystans od niego! Nie ma nic gorszego jak ciasno zatrzymane samochody, które nie mają nawet metra wolnej przestrzeni na wykonanie manewrów umożliwiających im zrobienie przestrzeni dla służb.

Aby ten artykuł nie należał do kategorii „przeczytać i zapomnieć”, proszę Cię, abyś wyobraził sobie sytuację, gdy to podczas rodzinnego wakacyjnego wyjazdu dochodzi do zderzenia np. na A4 na odcinku bez pasa awaryjnego – a takich jest tam zbyt wiele – z Waszym udziałem. Jedziecie sobie spokojnie z prędkością 120 km/h na upragnione wakacje we Francji. Z prawej strony wyprzedzacie niekończący się sznur ciężarówek, gdy tu nagle jedna z nich bez migacza na wysokości Waszej maski zajeżdża Wam drogę. Nie możesz nic zrobić, nie masz nawet sekundy na reakcję, tym bardziej, że z lewej strony przy samej drodze na bardzo wąskim pasie zieleni zamontowano barierki. Twoja druga połówka siedząca na miejscu pasażera zostaje ugodzona ostrym kawałkiem wygiętej karoserii. Robisz, co w Twojej mocy, aby zatamować krwawienie. Wydaje Ci się, że zaczynasz „panować” nad sytuacją, bo już nie tak daleko słyszysz syreny karetki pogotowia, która przedziera się poprzez zakorkowane samochody. Każda minuta ma w takiej sytuacji kluczowe znaczenie. Jednak karetka utknęła. Samochody zaparkowały tak ciasno, jeden za drugim, że nie istnieje fizyczna możliwość zrobienia przestrzeni dla służb ratunkowych. Jak bardzo duża bezsilność i złość by Cię wtedy ogarnęła? Nie czyń tego innym! Korytarz życia naprawdę ratuje życie.

Złapałeś gumę na autostradzie

Jeżeli podczas podróży drogą szybkiego ruchu złapałeś gumę, to masz szczęście w nieszczęściu, bo „tylko” tyle Ci się przydarzyło (chyba że nie masz koła zapasowego, to już gorzej).

  1. Zjedź na pas awaryjny lub do zatoczki.
  2. Włącz światła awaryjne.
  3. Załóż kamizelkę odblaskową.
  4. Opuść samochód (obowiązkowo wszyscy pasażerowie, najlepiej z prawej strony pojazdu), jeżeli istnieje możliwość, to przejdźcie za bariery dźwiękochłonne, bo dopiero tam będziecie naprawdę bezpieczni.
  5. Przemieszczając się za barierką, w odległości 100 metrów za pojazdem umieść trójkąt ostrzegawczy (w niektórych krajach wymagany dystans to 150 m, 100 metrów to tyle, ile wynosi odległość pomiędzy dwoma słupkami pikietażowymi – to te z kilometrami). Większy dystans od samochodu też może mieć w pewnych okolicznościach sens, jeżeli podniesie to bezpieczeństwo wszystkich użytkowników drogi (przed zakrętem, na wzniesieniu drogi itp.). Trójkąt ustawiamy nie przy samej barierce, a tym bardziej nie na pasie ruchu, a raczej na środku pasa awaryjnego.
  6. Jeżeli położenie samochodu umożliwia Ci bezpieczne wymienienie koła, to przystąp do tego zadania, jeżeli jednak nie czujesz się pewnie, powinieneś wezwać służby autostradowe (dzwoniąc np. pod numer 112 i podając Twoją dokładną lokalizację odczytaną z najbliższego słupka pikietażowego) w celu lepszego zabezpieczenia miejsca zdarzenia i umożliwienia podjęcia działań.

Wbrew temu, co można znaleźć w Internecie, dowiedziałem się od przedstawiciela policji autostradowej z Gliwic, że nie masz obowiązku wzywania służb autostradowych, gdy wymiana koła będzie przeprowadzona w zatoczce lub na pasie awaryjnym – co innego, gdy takiego w miarę bezpiecznego miejsca nie masz lub jesteś kierowcą ciężarówki. Utknąłem w 2022 roku w sporym korku na A1 spowodowanym przez samochód osobowy, który wbił się w niemożliwy do przeoczenia ogromny świecący znak zamontowany na przyczepie służb autostradowych informujący o wyłączeniu jednego pasa ruchu z powodu remontu. Z tej historii płynie wniosek, że na autostradzie i drogach szybkiego ruchu, gdzie samochody pędzą naprawdę z dużymi prędkościami, nigdzie nie możemy czuć się bezpiecznie i jak najszybciej powinniśmy stanąć jak najdalej od drogi – NIGDY NIE POZOSTAWAĆ W POJEŹDZIE! Zwykłe zamyślenie się kierowcy znużonego drogą, kichniecie, ziewnięcie, zmiana stacji w radiu lub rzut oka na dziecko przy prędkości 140 km na godzinę może skutkować staranowaniem naszego pojazdu.

czytaj też: Dlaczego aż 70% rodziców ŹLE przewozi swoje dzieci w fotelikach samochodowych

Czy o tym wiedziałeś?

Wyprzedzanie jednośladów

Podczas wyprzedzania rowerzystów zgodnie z krajowymi i większością międzynarodowych przepisów należy zachować 1 m odległości pomiędzy naszym pojazdem a rowerem lub motocyklem. Warto tutaj jednak podkreślić, że dystans uważany za bezpieczny przez większość rowerzystów (w tym mnie) i ekspertów od bezpieczeństwa w ruchu drogowym to 1,5 m. Pół metra dystansu więcej może przyczynić się do sporego spadku liczby wypadków z udziałem rowerzystów. Samemu niejednokrotnie podróżując rowerem, uniknąłem kontaktu z samochodem dosłownie o centymetry, tylko dlatego, że auto przejechało zbyt blisko mnie, gdy nagle pojawił się boczny wiatr, dziura w drodze lub wysoka koleina na skraju jezdni. Kierowco, miej na uwadze, że rowerzysta poza miastem porusza się zwykle po najbardziej uszkodzonym fragmencie pasa ruchu.

Karta ratownicza

Aby zmaksymalizować swoje szanse na przeżycie, także podczas najgorszych wypadków, warto zainteresować się tematyką kart ratowniczych – wszystkiego na ich temat dowiesz się ze strony kartyratownicze.pl, z której pochodzi poniższy tekst.

Karta Ratownicza to zestandaryzowana informacja na karcie w formacie A4 przedstawiająca schemat pojazdu z zaznaczonymi najważniejszymi dla służb ratowniczych elementami umiejscowienia wzmocnień karoserii, rozmieszczenia poduszek bezpieczeństwa czy też gazowych napinaczy pasów.

Jest pozornie zwykłą kartką papieru wożoną w samochodzie za osłoną przeciwsłoneczną, ale pozwala często skrócić nawet o 30 procent czas akcji ratowniczej potrzebny na wydobycie ofiar wypadku z wraku pojazdu i uratować życie poszkodowanym.


Kilka praktycznych porad

Pinezki

Gdy parkujesz w obcym mieście, wyrób sobie nawyk oznaczania pinezkami – czy to w Mapy.cz, GoogleMaps czy Maps.me – miejsca, w którym zaparkowałeś. Zaoszczędzisz sobie w ten sposób sporo stresu i trochę czasu – albo na odwrót.

Ceny paliwa

Podróżując po wielu krajach, sprawdzaj w Internecie (nowa funkcja Google Maps) ceny paliw na stacjach, bo niejednokrotnie byłem świadkiem, jak przekraczając granicę cena po przeliczeniu rosła nawet o 1,50 zł za litr!!! Dla przykładu w sierpniu 2022 w Chorwacji cena paliwa to 1,60 euro, na Słowenii 1,65, ale wjeżdżając do Włoszech w okolicy Triestu zapłacimy na stacjach od 1,85 do 1,94 euro. Kilkanaście eurocentów drożej niż w Austrii czy Niemczech.

Parkingi

Oszczędzanie na parkingach. Trzy sprawy: pierwsza – parkowanie za granicą przypomina często grę w kolory, ponieważ w zależności od koloru farby na drodze lub na krawężniku dane miejsce postojowe jest darmowe, płatne, zarezerwowane, zakazane lub dostępne w pewnych godzinach. W niektórych krajach decyduje o tym nie tylko kolor, ale też to, czy wymalowane kreski są proste czy łamane, dlatego przed zaparkowaniem przy drodze koniecznie zorientuj się, jak to wygląda w danym mieście, bo taki postój może Cię bardzo dużo kosztować.

Druga – gdy już znajdziesz bezpieczny parking, to w wielu krajach musisz za niego płacić monetami! W rozdziale na temat finansów już wspominałem o tym, że Polska znajduje się w czołówce krajów z najnowocześniejszą infrastrukturą bankową na świecie, dlatego zawsze noś przy sobie drobne w walucie kraju, który odwiedzasz.

I trzecia sprawa – słyszałem, że we Włoszech, jeśli złodziej, wybijając szybę w zaparkowanym pojeździe, ukradnie Ci telefon lub torebkę, to policja zrzuci odpowiedzialność na Ciebie, bo samemu lekkomyślnie pozostawiłeś cenne rzeczy w pojeździe – np. próbując wyłudzić odszkodowanie – które mogły skusić „niczego niewinnego” złodzieja – w końcu to okazja czyni złodzieja. 

Wynajem

Jesteś zmuszony wypożyczyć samochód poza granicami naszego kraju? Aby zaoszczędzić sporo pieniędzy, możesz napisać na portalach społecznościowych do polonii mieszkających w danym kraju, czy mogą polecić Ci jakąś wypożyczalnię lub, co jeszcze tańsze, zaoferować wynajem samochodu.

Za mały samochód?

Z samochodem zwykle jest jak z mieszkaniem, w którym to zawsze będzie brakować Ci tego jednego dodatkowego pokoju. Całe szczęście, że tak samo jak z brakiem miejsca w domu, tak samo i ze zbyt małym bagażnikiem poradzisz sobie, wykorzystując worki próżniowe! Genialny i prosty wynalazek. Przewożąc śpiwory, kurtki i swetry, a także ręczniki, poduszki, pluszaki czy koce, tak naprawdę najwięcej ładowności tracimy na powietrze, które się w nich „schowało” i niepotrzebnie wypycha nam bagażnik. Bez trudu za kilkadziesiąt złotych kupisz zestaw worków próżniowych, które w magiczny sposób podwoją pojemność Twojego bagażnika.

Odmrażacz

Zimą odmrażacz do zamków przechowuj w plecaku albo torebce, bo nic Ci po nim, gdy zostanie zamknięty wewnątrz samochodu. Problem Cię nie dotyczy, bo masz centralny zamek? Chyba że z powodu silnego mrozu padnie Ci na narciarskim wyjeździe akumulator…

Zagadka
Ile kilogramów dwutlenku węgla emituje Twój samochód, spalając 1 litr paliwa?

Odpowiedź:*

*Odpowiedź w dalszej części tekstu „Zagraniczne podróże samochodem: w akapicie na temat eko jazdy.

czytaj dalej:
Zagraniczne podróże samochodowe, na co lepiej uważać
oraz
Co spakować na samochodowe wakacje – interaktywna lista

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Jak bezpiecznie przewozić dzieci w fotelikach samochodowych

Planowanie podróży krok po kroku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Staże zagraniczne

Paweł Serniak – absolwent biotechnologii na Politechnice Śląskiej, w latach 2011–2017 związany ze Stowarzyszeniem IAESTE Polska, dzięki któremu miał okazje odbyć staże w Chinach i Brazylii. W tej studenckiej organizacji pełnił m.in. funkcję Prezesa Polskiego Zarządu Stowarzyszenia i Członka Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia. Podczas swoich kadencji reprezentował nasz kraj na ogólnoświatowych konferencjach. Sympatyk odkrywania piękniejszych zakątków naszej ojczyzny i poznawania jej historii – najczęściej z pomocą samochodu.

Interaktywny spis treści

Pracuj i zwiedzaj

Płatne staże w zawodzie + zwiedzanie

Rozwój umiejętności

Chiny

Brazylia

Każdy podróżuje w swoim stylu i z własnych pobudek. Jednych może motywować ciekawość świata, drugich poznanie regionalnej kuchni, kultury czy historii, ilu ludzi, tyle powodów. Niezależnie od tego, czy podróżujesz po świecie czy po Polsce, jest wiele możliwości i każdy może to zrobić w swoim stylu w zależności od preferencji. Niektórzy skrzętnie planują, a inni po prostu pakują, co mają pod ręką, i ruszają w trasę.

Pracuj i zwiedzaj

Osobiście uważam, że podczas studiów najłatwiej jest podróżować i zwiedzać. W szczególności jeżeli nie wiemy, jak zabrać się za planowanie wyjazdu. Do dyspozycji zainteresowanych jest wiele programów i akcji dedykowanych właśnie podróżom lub łączących przyjemne z pożytecznym. Jeśli jesteś studentem, to polecam skontaktowanie się z biurem współpracy z zagranicą, gdy interesują Cię studia w innym kraju. Lista uczelni współpracujących jest ogólnie dostępna. Jeżeli nie znajdziesz uczelni/miejsca, które Cię interesuje, to zawsze możesz poprosić o nawiązanie takiej współpracy. Nie zniechęcaj się, w interesie uczelni leży też, by mieć możliwie dużą sieć kontaktów i studentów wyjeżdżających na praktyki/staże/programy nauczania lub kierunki studiów. Aby nie być gołosłownym, moja siostra poprosiła swoje biuro współpracy z zagranicą o nawiązanie współpracy z uczelnią w Tajpej, z którą wcześniej takiej współpracy nie było. Gdy zostały dopięte wszystkie formalności, pojechała na jeden semestr studiować za granicą.

Kolejnym krokiem może być odwiedzenie portali internetowych prowadzących programy Camp&Travel oraz Work&Travel. Programy te, jak ich nazwy wskazują, prowadzą głównie wakacyjne projekty, gdzie zainteresowani większą część czasu pracują – czy to na obozach dla dzieci i młodzieży, czy w standardowych zakładach pracy współpracujących w przedsięwzięciu. Programy te są głównie dedykowane wyjazdom do Stanów Zjednoczonych. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, możesz wejść na strony Camp America, Camp Leaders lub CC USA, gdzie dowiesz się, jakie są warunki i wymagania, które rokrocznie się zmieniają. Przygotowanie do takiego programu trwa kilka miesięcy i często rekrutacje zaczynają się już na jesieni, aby zdążyć do lata.

Sam brałem udział w Camp&Travel, a cały wyjazd trwał 8 tygodni (6 tygodni pracy i 2 zwiedzania). Wszedłem na jedną ze stron, zarejestrowałem się, wypełniłem kwestionariusze, uiściłem opłatę partycypacyjną, pozytywnie przeszedłem etapy weryfikacji i spotkań w konsulacie. Nawet nakręciliśmy filmiki, aby zwrócić na siebie większą uwagę. Gdy cała biurokratyczna część została za mną, poinformowano mnie, że bilet został zakupiony i wyjazd odbędzie się w połowie czerwca.

W tym momencie zadasz pytanie „A co z sesją?!”. Otóż poinformowałem prowadzących, że wyjeżdżam i wracam we wrześniu, podszedłem do tych egzaminów, do których mogłem, a resztę dogadywaliśmy po moim powrocie lub zdawałem je na sesji poprawkowej. Sesja egzaminacyjna jest ważna, ale nie powinna być ograniczeniem w realizacji Twoich pasji. Jeżeli poddałbym się temu przekonaniu, to nie zobaczyłbym Wielkiego Kanionu, parków narodowych Yosemite i Zion, nie przeszedłbym się mostem Golden Gate w San Francisco, nie zjadł Philly cheesesteak w Filadelfii, nie zagrałbym w kasynie w Las Vegas i nie odtworzyłbym trasy ucieczki Kevina w Central Parku.

Największą wartością takich wyjazdów są znajomości, które naprawdę mogą pozostać z nami do końca życia.
(Photo by Mike Swigunski on Unsplash)


Płatne staże w zawodzie + zwiedzanie

Inną możliwością są praktyki, staże oraz wymiany. Te są w naszym zasięgu dzięki różnego typu organizacjom studenckim. Jeśli nie wiesz, jakie akurat działają na Twojej uczelni, to możesz udać się na targi pracy / organizacji studenckich albo zasięgnąć informacji w samorządzie studenckim lub na stronie internetowej uczelni. Organizacje, do których możesz się zgłosić:

IAESTE

(The International Association for the Exchange of Students for Technical Experience) iaeste.org  i www.iaeste.pl. Działa w 80 krajach na całym świecie. Głównym zadaniem organizacji są praktyki zagraniczne, coraz większym powodzeniem cieszą się inne inicjatywy, w tym CaseWeek – studium przypadku. Praktyki są płatne i trwają od 8 do 52 tygodni. W zależności od kraju, do którego chciałoby się pojechać, płaci się określoną stawkę. Zanim jednak do tego dojdzie, należy zaaplikować i przejść proces rekrutacji na daną praktykę. Po zakwalifikowaniu się należy dopełnić wszelkich formalności związanych z wyjazdem. Te zostaną przedstawione przez dany Komitet Lokalny. W Polsce działa ich 12.

AIESEC

(Association Internationale des Étudiants en Sciences Économiques et Commerciales) aiesec.pl
Siostrzana organizacja IAESTE, obie powstały w 1948 roku, przy czym AIESEC miało działać przy uczelniach humanistycznych, a IAESTE przy technicznych. Obecnie zakres obu jest bardzo podobny, z tą różnicą, że w AIESEC można wyjechać jako wolontariusz lub nauczyciel. Aby wyjechać, należy się zarejestrować, uiścić opłatę i wybrać interesującą pozycję z oferty oraz dopełnić wszelkich formalności. Działa w 122 krajach i 15 ośrodkach akademickich w Polsce.

AEGEE

(Association des états généraux des étudiants de l’Europe) – Europejskie Forum Studentów. Założona w 1985 w Paryżu, działa na forum europejskim. Największa interdyscyplinarna organizacja w Europie. Zajmuje się bardzo różnorodną tematyką, między innymi Partnerstwo Wschodnie oraz Europe on Track, projektami mającymi na celu wspieranie młodzieży z rejonów nie tylko Unii Europejskiej oraz analizę sytuacji młodzieży na jej terenie. Dodatkowo organizowane są praktyki wakacyjne trwające od 1 do 4 tygodni.

BEST

(Board of European Students of Technology) best.eu.org/ – Międzynarodowa organizacja studencka skupiająca 97 uczelni technicznych w 34 krajach Europy. W Polsce działa 6 grup. Co ciekawe, pomysł powstania zrodził się podczas konferencji fizyczno-matematycznej, która miała miejsce 1987 w Sztokholmie, a pierwszy zjazd inaugurujący w Berlinie dał ramy obecnie funkcjonującej BEST. Najbardziej znane inicjatywy to BEST Competition (EBEC) – konkurs inżynierski, Inżynierskie targi pracy, BEST Courses – dwutygodniowe praktyki zagraniczne i BEST Academy – studium przypadku.

Targi są organizowane średnio dwa razy do roku, natomiast kursy są całoroczne.

ERASMUS i ERASMUS PLUS

Nie mam pewności, czy większość z Was wie, skąd Program Erasmus wziął swą nazwę. W każdym razie zawdzięcza ją Erazmowi z Rotterdamu, wybitnemu uczonemu i humaniście z przełomu XV i XVI w.

Co do postania inicjatywy, 15 czerwca 1987 Komisja Europejska uruchomiła program wspierający, którego założeniem było dofinansowanie wyjazdu studentów do jednego z państw nie tylko w ramach Wspólnoty, ale także tych kandydujących. Wyjazd miał w swoim założeniu trwać do roku i integrować jednostki akademickie w ramach tworzenia programów nauczania i wymiany intelektualnej pomiędzy kadrami. Obecnie program jest bardzo rozbudowany i w swoim zakresie obejmuje już nie tylko szkolnictwo wyższe, ale też m.in. jednostki oświatowe oraz edukację dorosłych. Ponadto uruchomione zostały dodatkowe działania wspierające, np. EuroPeers czy Europejski Portal Młodzieżowy.

Status studenta Erasmusa uzyskują ci studenci, którzy spełniają kryteria udziału w wymianie Erasmusa i zostali zakwalifikowani przez macierzystą uczelnię na wyjazd do partnerskiej uczelni w Europie w celu zrealizowania tam części studiów. Zarówno uczelnia macierzysta studenta, jak i uczelnia przyjmująca muszą posiadać Kartę Uczelni Erasmusa nadaną przez Komisję Europejską.

– oraz inne organizacje i koła naukowe.

Rozwój umiejętności

Każda organizacja czy koło studenckie ma swoje grupy robocze, są to m.in. PR, HR, IT, Sponsoring. Grupy różnią się w zależności od specyfiki działalności.

Przy czym to i tak wierzchołek góry lodowej i oceanu możliwości.

W zależności od Twoich chęci i zaangażowania możesz rozwinąć swoje umiejętności miękkie oraz nawiązać wiele cennych znajomości. Projekty prowadzone w takich organizacjach mogą wiele nauczyć i pozwolić rozwinąć skrzydła w obszarach, które do tej pory mogły nie leżeć w kręgu zainteresowań. Sam działałem w kilku grupach, na początku na szczeblu lokalnym, później ogólnopolskim. Piastowałem m.in. stanowisko Prezesa Zarządu Stowarzyszenia, reprezentowałem nas na forum ogólnopolskim i międzynarodowym. Byłem odpowiedzialny prawnie i finansowo za działalność IAESTE Polska.

Nawiązałem kontakty z innymi organizacjami, firmami oraz instytucjami. Prowadzenie spotkań, szkoleń, konferencji. Dzisiaj mogę powiedzieć, że wiele mnie to nauczyło i była to cenna, czasami niełatwa lekcja. Doświadczenie, jakie z tego wyniosłem, pozwala mi podejmować lepsze decyzje i patrzeć na sytuację z innej perspektywy.

Oczywiście wcale nie trzeba się tak angażować, by móc podejmować dobre decyzje. Chodzi mi raczej o poznawanie swoich możliwości i granic. Nie bez powodu mawia się, że nie myli się ten, kto nic nie robi. Dlatego zachęcam do angażowania się i poznawania samego siebie, swoich zalet, jak i cech, nad którymi trzeba popracować.

Nie zapominajmy o ludziach! To oni tworzą środowisko, w którym przebywasz, poniekąd też oni sami Cię kształtują, wywierając często niemały wpływ na Twoje decyzje i przyszłe życie. Kończąc te rozważania, chciałbym jeszcze powiedzieć, że dla mnie organizacja to wiele cennych przyjaźni utrzymywanych po dziś dzień. Właśnie w tej organizacji poznałem się z Grześkiem [pomysłodawcą tej książki] jakieś 10 lat temu. Na studiach brałem udział w akcjach wolontariackich i konferencjach. Jedną z podjętych przeze mnie inicjatyw było członkostwo w IAESTE. Miałem możliwość pojechać do Chin i Brazylii, o czym opowiem pokrótce za chwilę. Same praktyki to jednak nie wszystko, dzięki konferencjom zwiedziłem wiele wyjątkowych miejsc w Polsce i na świecie.

[WTRĄCENIE autora książki – Grzegorza Czekały

Wszystkim znajomym o tym mówię i tutaj także nie omieszkam wtrącić, że przynależność do IAESTE dała mi o wiele więcej niż studia na Politechnice Ślaskiej. To dzięki tej organizacji nauczyłem się angielskiego, oraz jak zarządzać czasem i zespołem, pozyskiwać finansowania od sponsorów (co bezpośrednio spowodowało, że jeszcze na studiach otwarłem firmę), a co może najważniejsze (bo bezpośrednio wpłynęło na otwarcie fundacji jak i na to, że mam z czego dzisiaj żyć) czyli nauczyłem się jak szkolić, w jaki sposób przekazywać wiedzę (z zakresu technicznego jak i umiejętności miękkich).

Dzięki organizacji odkryłem moje mocne i słabe strony, a także nowe pasje. Jeżeli w młodym wieku odkryjesz co lubisz robić i co przychodzi Ci z łatwością to, jeżeli tylko wykorzystasz tą wiedzę, będzie wiódł naprawdę przyjemne życie.

Studia dadzą Ci papierek (i jeżeli masz szczęście to wiedzę), a organizacja studencka wiele nowych wartościowych umiejętności, doświadczeń i kontaktów (pod warunkiem, że będziesz się aktywnie w niej udzielał). ]

Chiny

Zanim wyjechałem na pierwszą praktykę, musiałem się do tego odpowiednio przygotować. Przejrzałem strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych i zasięgnąłem porady lekarza a propos niezbędnych szczepień. Zaszczepiłem się na WZW typu A (pokarmowe) – w 2013 r. to szczepienie było wysoce rekomendowane.

Do Chin chciałem pojechać od zawsze, chyba najbardziej pociągała mnie inność tego kraju, kultura, architektura. Mieszkałem i pracowałem w Makau, specjalnym rejonie administracyjnym, tak jak Hong Kong. Makau to azjatyckie Las Vegas. Bardzo dużo kasyn i hoteli wraz z uniwersytetem.

W Chinach rozmach zawsze robił wrażenie, miałem okazję pojechać na nowobudowany kampus i muszę powiedzieć, że był prawie jak małe miasteczko, z tą różnicą, że tam małe miasteczko kategoryzuje się na poziomie pół miliona mieszkańców.

Mieszkałem w akademiku w starym kampusie na 5. piętrze i polecam mieszkać na możliwie najwyższych piętrach przez powszechnie szwędające się karaluchy. Stołować można się było tylko i wyłącznie poza akademikiem – ze względów higienicznych, jak i bezpieczeństwa. Przy czym trzeba przyznać, że jedzenie było bardzo tanie i bardzo dobre. Co prawda po jakimś czasie ryż może się przejeść, ale śmieję się, że to fanaberie Europejczyka wychowanego na ziemniakach.

W przypadku zwiedzania, tutaj również pomogli mi poznani na miejscu ludzie. Powiedzieli, co warto zwiedzić i w jaki sposób się do tego przygotować. Oczywiście trzeba mieć na uwadze, wyjeżdżając z Chin kontynentalnych do Makau lub Hong Kongu i z powrotem, że musisz mieć wyrobioną wizę, i pamiętać, że wiza jest na określoną ilość wjazdów! Jeśli masz wizę opiewającą na jeden wjazd i pojedziesz do wyżej wymienionych rejonów, to możesz mieć problem z powrotem, a wyrobienie dodatkowej wizy odpowiednio kosztuje i trwa kilka dni.

Pod względem zwiedzania Makau było bardzo ciekawym miejscem i najmniej zatłoczonym. Hong Kong był w porównaniu jak wielkie mrowisko. Zwiedzając Pekin czy Szanghaj, w których mieszka w sumie około 50 mln ludzi, można się poczuć jak w tyglu. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie the Bund w Szanghaju, zwany Paryżem Wschodu. Z jednej strony stylizowane na europejskie budynki, a z drugiej nowoczesne chińskie drapacze chmur. Widok z nich był niesamowity. Najwyższy budynek, w którym byłem, był w Kantonie. Ma 600 m i można wjechać na wysokość 459,2 m. Sam wjazd windą zapierał dech w piersi, nie mówiąc już o byciu na dachu.

W Chinach jest wiele domów masażu, bardzo popularnych, gdzie dba się o odnowę biologiczną. Masaż, nocleg i wyżywienie kosztowały zawrotne 35 zł.

Co ciekawe, byłem też na gonitwach psów – można obstawiać, ale trzeba uważać, bo mało kto mówi w Chinach po angielsku, zmienia się to prawda z roku na rok, ale dalej bariera pozostaje. Wracając do gonitwy, udało mi się parę razy wygrać i poczułem żyłkę hazardzisty. Jednak trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zjeść niepokonanym, mi się nie udało i na sam koniec przegrałem to, co wygrałem. Cóż, życie! 😉

Najzieleńszym miastem, jakie miałem okazję zobaczyć, było Shenzhen – zielone parki, dużo drzew, zupełnie inaczej rozplanowane i zagospodarowane niż wielkie chińskie molochy. Co więcej znajduje się tam park miniatur zabytków. Spędziliśmy tam chyba z 6 godzin, poznaliśmy wiele kultur, jakie składają się na chiński naród, jak i niezliczoną ilość świątyń i pałaców z różnych okresów i dynastii.

Photo by Agustin Diaz Gargiulo on Unsplash

Brazylia

W przypadku Brazylii ostrzegano mnie, że jest to bardzo niebezpieczny kraj, i były osoby, które wręcz  namawiały mnie, bym zrezygnował z wyjazdu. Rzeczywiście w większych miastach potrafi być niebezpiecznie, ale jeśli jesteś w złym miejscu i o złym czasie, to nawet w pozornie bezpiecznym miejscu możesz być w niebezpieczeństwie. Dodatkowym czynnikiem jest ostrożność. Nie warto się obnosić z wartościowymi rzeczami, ponieważ mogą one tylko przyciągnąć uwagę osób, z którymi wolelibyśmy nie mieć do czynienia.

Jednak nie popadajmy w paranoję – gdy będziesz się stosować do ogólnych zaleceń, nie powinno Ci się stać nic złego. Trzeba również pilnować terminów przy dłuższych pobytach, gdyż może się to wiązać z karami za spóźnienie w rejestracji.

Zostawmy jednak formalności i przejdźmy do zwiedzania. Zobaczyłem w Brazylii parę pięknych miejsc. Architektura jest tam bardzo ciekawa, pod tym względem, że są miasteczka o typowej kolonialnej spuściźnie (Ouro Preto), są takie, gdzie trendy się mieszają (Assis), i na sam koniec są wielkie miasta jak Sao Paulo, które ma swoje miejsca pamięci o tamtych czasach. Jest wiele miejsc i każde na swój sposób było wyjątkowe. Dajmy na to Assis, gdzie pracowałem i mieszkałem. Jego patronem jest św. Franciszek i to nie na darmo, gdyż po mieście, a tym bardziej w spokojniejszych rejonach uczelni, było mnóstwo psów i kotów, a na dodatek koń.

Sama Brazylia jest konglomeratem wpływów. Są wpływy kolonialne, momentami można poczuć się jak na dzikim zachodzie, a czasami jak w jakimś mniejszym miasteczku w Stanach Zjednoczonych.

Wracając do podróży, autostop w Brazylii nie należy do najbezpieczniejszych, dlatego poruszałem się głównie komunikacją autobusową. Sieci dróg są bardzo dobrze rozwinięte, a flota przystosowana do długich podróży. Siedzenia są odpowiednio odsunięte, tak aby można było się położyć. Czy to jadąc z Assis do Foz do Iguaçu (ok. 620 km) czy do Rio de Janeiro (870 km), podróż przebiegała przyjemnie, dodatkowo robione są co kilka godzin postoje przy tamtejszych punktach obsługi podróżnych, gdzie można zjeść, coś kupić i się odświeżyć.

W Brazylii nie należy się spieszyć i raczej niewiele osób dba o punktualność. Także jeśli zależy Ci na czasie i jesteś nerwowy z tego powodu, to albo należy sobie odpuścić, albo przywyknąć. W większych miastach są rozkłady jazdy autobusów, ale w mniejszych zapisujesz je sobie na dworcach lub cierpliwie czekasz, aż autobus przyjedzie.

Podczas praktyki mieszkałem w osobnym pokoiku w domu z brazylijską rodziną. Poznani przeze mnie ludzie byli bardzo przyjaźni i choć może się wydawać, że jesteśmy otwartym i serdecznym narodem, to nawet ja się zdziwiłem. Gdy przyjechałem na miejsce i odbierali mnie z dworca, pomimo tego, że nie znali mnie i widzieli mnie pierwszy raz na oczy, witali mnie tak, jakbyśmy się znali od lat i bardzo się za sobą stęsknili.

Urzekli mnie też swoją wesołością i spokojem. Codzienne spotkania z rodziną, zabierali mnie na festyny, na wieś, pojechałem do dalszej rodziny do Campinas oraz byłem nawet na dwóch weselach. Dodatkowo nauczyli mnie portugalskiego i dawali dobre rady, co robić, a czego raczej nie należy. Dzięki nim miałem okazję spróbować prawdziwych brazylijskich smakołyków.

Co mnie bardzo zdziwiło to to, że organizuje się wycieczki do fawel, czyli do najbiedniejszych dzielnic, i ludzie są gotowi za to płacić pieniądze. Jest to dla mnie nieetyczne, ale to tylko moje zdanie.

czytaj dalej: SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Polska

Obecnie głównie podróżuję po Polsce. Poznaję jej zakątki, zarówno te lepiej, ale i też te mniej znane. Pięknie odrestaurowane, jak i popadające w ruinę. Źródeł inspiracji dostarczają mi historia oraz Internet. Podróżuję we własnym stylu. Wytyczam trasę i analizuję, ile czasu będę potrzebować na jej przebycie oraz ile czasu będę mniej więcej potrzebować, by zwiedzić najciekawsze atrakcje. Gdy wstępny plan zostanie nakreślony, to pakuję się, wsiadam w samochód i jadę. Podczas takich wypadów i w zależności od trasy zatrzymuję się głównie na polach kempingowych/namiotowych. Trasę ustalam na mniej więcej 5 dni, podczas których jest dużo przemieszczania się. Często jednak zdarza się, że zbaczam z kursu z powodu przypadkowego odkrycia/drogowskazu po drodze.

Do tej pory zwiedziłem Opolszczyznę i Kotlinę Kłodzką. Kolejne etapy są w przygotowaniu.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Świadome podróżowanie

Planowanie podróży krok po kroku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Mroki wolontariatu zagranicznego

Uprzedzam, że ten podrozdział nie do końca pasuje do pozostałych tekstów z tej części książki. Teksty o stażach zagranicznych czy autostopie są lekkie i – mam nadzieję – przyjemne, jednak ten, pomimo że nawiązuje do kolejnej metody podróżowania, jakim jest wolontariat zagraniczny, poruszy także bardzo wiele przykrych tematów. Tematu „sierocej turystyki” czy ogólniej wolontariatu w książce o świadomym podróżowaniu na pewno nie mogło zabraknąć.

Slogany

Jechać w świat, by go naprawiać. Niczym wygrywając na loterii, miałeś tyle szczęścia, że urodziłeś się w tym, a nie innym miejscu na świecie, dlatego warto pojechać i pomóc tym, którzy mieli go mniej.

Wolontariat zagraniczny to przygoda odmieniająca nie tylko Twoje życie, ale także tych, którym pomagasz. Jadąc na wakacje, jesteś turystą, jadąc na wolontariat zagraniczny, jesteś bohaterem.

Wszystko to pięknie brzmi, niczym slogany reklamowe dużych firm zarabiających ogromne pieniądze.

I dokładnie tak jest!

Jesteś młodym mieszkańcem Zachodniego Świata przepełnionym ideałami? Chcesz naprawiać świat? To znaczy, że jesteś też w stanie sporo za to zapłacić. Ty widzisz siebie jako wolontariusza, a firmy widzą Cię jako klienta. Płacisz tym firmom za swoje dobre samopoczucie, wyższą samoocenę, przygodę, którą będziesz opowiadać swoim znajomym – promując tym samym usługi tej firmy – i oryginalne fotki na insta.

Jak pomagać, aby nie szkodzić i nie dać się wykorzystać? Oto jest pytanie, które zbyt rzadko sobie zadajemy.

W tym miejscu przyznam się, że nie byłem nigdy na takim wolontariacie. I pewnie nie będę, choć pomagałem już dzieciom z odległych krain i będę to robił ponownie w przyszłości. Dotychczas zwiedzałem świat, poszukując odpowiedzi na pytania, kim naprawdę jestem i jak ten świat funkcjonuje. Byłem już o krok od wyruszenia na półroczny wolontariat, ale moje życiowe priorytety całkowicie się odwróciły – na szczęście.

W tym krótkim rozdziale nie będę rozpisywał się, jak wygląda taki wolontariat, bo szczerze mówiąc, nie wiem tego z pierwszej ręki. W Internecie znajdziesz masę blogów czy artykułów na ten temat. Poczytaj je, bo na pewno będzie to miło spędzony czas, ale przed rozpoczęciem poszukiwań swojej wyprawy życia, dokończ ten artykuł i koniecznie odwiedź stronę zanimpomozesz.pl.

Skoro nie byłem na wolontariacie, to dlaczego piszę ten artykuł? Czy mam do tego kompetencje? Myślę, że tak, bo po pierwsze podczas tych podróży poznałem ludzi, którzy pomagali innym, a po drugie – jeszcze istotniejsze – wraz z grupką znajomych zorganizowaliśmy pomoc dla zniszczonej powodzią szkoły w Laosie. Uatrakcyjniałem także lekcje angielskiego, gdy spałem w pewnej szkole w Wietnamie na Couchsurfingu, ale to całkowicie inna historia.

Wracając do pomocy uczniom w Laosie. Zorganizowaliśmy zbiórkę artykułów szkolnych, których tam brakowało, po czym dwie dziewczyny z naszej ekipy dostarczyły je na miejsce. Po tej akcji uświadomiłem sobie, że nie trzeba korzystać z usług drogich firm pośredniczących w „pomaganiu”, a można zrobić to na własną rękę. Dlatego otworzyłem Fundację CALM edu. Oczywiście to opis w wielkim skrócie, bo trzeba było taką zbiórkę zgłosić do ministerstwa, zdobyć środki na transport kredek, zeszytów itp. – co z perspektywy czasu okazało się idiotyczne, bo o wiele taniej jest je kupić tam na miejscu – znaleźć chętnych do pomocy… Potem jeszcze obejść problemy z lokalnymi władzami, która chce też na takiej pomocy zarobić – na szczęście kredek nie potrzebowali. Naszą akcję „LAOS Pomagamy” znajdziesz na Facebooku i na stronie fundacji.

Podsumowując. Jeśli się chce, to się da! Nie trzeba być wielkim graczem. Wystarczy tylko znaleźć kogoś, kto potrzebuje pomocy, i dowiedzieć się, jak pomagać, aby nie szkodzić.

Znajdź coś dla siebie

Wpisz w Google „volunteering abroad list of organizations”, a znajdziesz tysiące wyników, a na każdej z tych stron tysiące dopasowanych do Twoich upodobań wyobrażeń miejsca docelowego, w których chcesz pomagać, i terminów. Do wyboru do koloru. Nie wszystkie z nich są szkodliwe. Jednak, jak wynika z raportów dostępnych na stronach organizacji międzynarodowych, jest to ogromny problem. Niektórzy szacują, że nawet 95% takich wyjazdów nie ma wiele wspólnego z prawdziwym pomaganiem, a twoje pieniądze pozostaną w zachodnich kieszeniach.

Jak szkodzić, chcąc pomóc

Co może być złego w wyjeździe do Nepalu, aby pomagać przy opiece nad sierotami w domach dziecka? Wydaje się, że nic. No i niestety tylko się wydaje. Aby nakierować Cię na tok myślenia „biznesu pomocy”, spójrzmy na polski rynek. Widząc żebrzącego pod dyskontem, zastanawiamy się, czy przypadkiem nie chce on wykorzystać naszej naiwności. Czy naprawdę potrzebuje pieniędzy na jedzenie, czy może jednak na alkohol. Każdy z nas, kto poczuje się przekonany do osoby proszącej nas o pomoc, zdecyduje się raczej kupić mu w sklepie coś do jedzenia, zamiast dać pieniądze. Wracasz do domu z czystym sumieniem i dobrym uczynkiem na koncie? A może właśnie dałeś się naciągnąć?

Szybka lekcja ekonomii

Pierwsza zasada ekonomi. Gdy jest popyt – chęć pomagania – powstaje także podaż – „ofiara”, „potrzebujący”, żebrak,  którzy mogą na niej zarobić. Świeże, zapakowane produkty, które taki „podsklepowy przedsiębiorca” otrzymał, można spieniężyć w małych sklepikach. Dla sklepu to dobry interes, bo po niższej cenie niż rynkowa otrzymują dobra, które mogą sprzedać za zwykła stawkę – tym samym optymalizują zyski, a to już druga zasada ekonomii. Co żebrak zrobi z zarobionymi pieniędzmi? Nie wiemy, może kupi za nie ciepłe jedzenie, zapłaci czynsz, a może kupi alkohol. Jak w takim razie pomagać, aby nie dać się naciągnąć? Wspieraj organizacje, które mają odpowiedni know-how, czyli doświadczenie w pomaganiu od lat.

Chcesz uczyć biedne dzieci w szkole z prześwitującymi ścianami angielskiego? A jakie masz do tego kompetencje? Sprawdź wcześniej czy dzieciaki w tym kraju nie są angielskojęzyczne, bo głupio możesz wypaść. (Photo by Z on Unsplash)

Globalny rynek voluntourismo

Jeżeli w krajach rozwiniętych żyje młodzież, która jest w stanie zapłacić za pomaganie innym, to bardzo wiele osób dostrzeże popyt na wysokomarżowe usługi turystyczne. Powstaje podaż w formie organizacji, które biorą procent – zwykle większość – za zorganizowanie Twoich oryginalnych wakacji. To jeszcze nie koniec. Wiele tego typu firm nie kryje, że sprzedaje wycieczki czy liderskie szkolenia, wymianę młodzieżową itp. Na polskich stronach znajdziesz oferty wolontariatu za prawie 10 tys. zł za możliwość wyjazdu na okres od 7 dni do kilku tygodni, aby spędzić czas z rdzennymi mieszkańcami danego regionu. Słowo tam nie pada o jakiejkolwiek formie pracy czy pomocy dla nich! Czy to duży rynek? Szacowany na 10 mln wolontariuszy rocznie! Gdyby poprawnie wykorzystać ich potencjał, już po kilku latach na świecie nie byłoby problemów do rozwiązywania.

Optymalizacja zysków

W jaki sposób zarobić więcej? Takie pytanie zadaje sobie każdy przedsiębiorca, który chce rozwijać swoją działalność. Żebracy na ulicach często posyłają swoje dzieci, ponieważ one mocniej oddziałują na nasze dobre serca. Efektywność ich pracy jest wyższa niż dorosłych. Czym więcej dzieci, tym większe zyski, a i państwo się dołoży. W Polsce trochę głośniej zrobiło się o tym problemie, gdy w jednym z programów telewizyjnych nagłośniono, jak w Rumuni kaleczy się dzieci – ucina kończyny, oślepia, wydłubuje oczy – aby zwiększyć przychody z ich pracy na ulicy. Straszne, ale prawdziwe – a my, często nieświadomie, to finansujemy.


W jaki sposób mogą rozwijać działalność firmy opłacane przez wolontariuszy z Zachodu? Najłatwiejsza metoda to poszerzanie swojej oferty zgodnie z oczekiwaniami klienta. W ten sposób wyjazdy dla wolontariuszy organizuje się pod nich, a nie w celu rozwiązania konkretnych problemów. Najważniejszy jest klient, a nie istniejący problem do rozwiązania.


Jeśli jakaś pozycja w ofercie cieszy się większą popularnością, to należy zwiększać jej dostępność. Tylko jak to zrobić, gdy liczba potrzebujących – na całe szczęście – maleje, a nie rośnie? Każdy rok trwania takiej pomocy, bez klęsk żywiołowych, powinien przyczynić się do zmniejszania liczby potrzebujących, a co za tym idzie także klientów – dla firm to strzał w kolano. Jak podaje UNICEF, na przestrzeni ostatnich pięciu lat w Kambodży spadła liczba sierot, jednak liczba sierocińców wzrosła nawet o 75%! Niewiele lepiej jest w Nepalu. Skala tego zjawiska jest tak ogromna, że powstała dla niego nawet nazwa – sieroca turystyka. Według UNICEF-u na świecie żyje około 140 milionów sierot (dzieci, które utraciły przynajmniej jednego rodzica), w domach dziecka jest ich od 3 do 8 mln, jednak „jedynie” 10% z nich naprawdę nie ma rodziców. Większość dzieci trafia do sierocińców z jakiś nie do końca oczywistych powodów, a to nazywa się handlem ludźmi. Więcej na ten temat poczytasz na thinkchildsafe.org i podrozeaprawadziecka.pl.

Doczekaliśmy się tak paradoksalnych, smutnych czasów, w których to ludzie dobrej woli, całkowicie nieświadomie, wyrządzają tak ogromne szkody swoją „pomocą”, że muszą powstawać organizacje niwelujące skutki ich działań. Wolontariusze pomagają dzieciom wracać w ich rodzinne strony, które opuściły, aby inni wolontariusze mogli im „pomóc”. Organizacje, które mam na myśli, znajdziesz m.in. na: fmn.org.au, cambodianchildrenstrust.org, hopeandhomes.org i polskiej stronie podrozeaprawadziecka.pl.

Czy można naprawdę pomagać?

Oczywiście. Zwykle najlepiej zacząć od swojego podwórka. Rozejrzyj się wokoło i przeanalizuj, jak wielu potrzebujących jest w Twoim bloku, dzielnicy czy mieście. Zainteresuj się nasza akcją #CzysteSzlaki i zorganizują ją na swoim podwórku. Chcesz gdzieś wyjechać? Odwiedź potrzebujących w innych województwach. Jeśli chcesz ruszyć dalej, to zastanów się, co tak naprawdę możesz im zaoferować. Najłatwiej pomagać, jeśli jesteś profesjonalistą. Lekarz może leczyć, inżynier budować mosty, nauczyciel uczyć, a co może nastolatek bez doświadczenia?

Możesz robić najwyżej to samo, co lokalna społeczność, ale gorzej, bo ani nie znasz języka, ani nie przywykłeś do klimatu. Mało tego, Twój pobyt tam może odbierać im pracę, z której utrzymują swoje rodziny. Dla firm będziesz świetnym pracownikiem, bo darmowym. Chcesz mieć kontakt z innymi kulturami, a jednocześnie naprawdę pomóc? Na „swoim podwórku” też możesz się wykazać. Odwiedź stronę uchodzcy.info, bo w Polsce też możesz zdobyć doświadczenie w pomaganiu ludziom z różnych stron świata, a ono otworzy morze nowych możliwości.

Rozejrzy się wokoło, a zobaczysz że wokół Ciebie jest jeszcze wiele do zrobienia. Photo by Brian Yurasits on Unsplash

Wolontariat – podejrzane oferty

Może przesadzam, ale naprawdę ciężko znaleźć organizację, w której Twoje chęci zostaną naprawdę dobrze spożytkowane. Jeśli szukasz wolontariatu, to zwróć uwagę na:

– czas jego trwania – w tydzień nikomu nie pomożesz, w 3 tygodnie czy miesiące zdążysz zniszczyć psychikę dzieci, które się do Ciebie przywiążą;

– brak wymagań wobec chętnych – „wystarczą tylko dobre chęci” to najlepszy slogan tego typu biur podróży. Jeśli nic nie musisz potrafić, to nic nie wniesiesz do zespołu – rąk do pracy na całym świecie nie brakuje – brakuje jedynie umiejętności;

– czy są szkolenia – ok, powyższy punkt możesz skreślić, jeżeli firma najpierw Cię wyszkoli, tylko czy nauczy Cię, jak pomagać?

– czy taka pomoc ma sens – nie ma sensu uczyć o ekologii dzieci w slumsach, kiedy one codziennie walczą o przetrwanie. W Indiach 300 mln ludzi nie ma ani kanalizacji, ani stałego dostępu do elektryczności. Chcesz uczyć angielskiego? Super, tylko że dzieci we wszystkich byłych koloniach brytyjskich traktują ten język jako swój drugi ojczysty. Jeśli chcesz uczyć go gdzieś indziej, to jakie masz do tego kompetencje? Znasz lokalny język, aby się z nimi dogadać? Chcesz pomagać przy operacjach? A w Polsce też byś mógł?

Na koniec

Parę lat temu trafiłem na zdanie, które wyjątkowo utkwiło mi w pamięci „najgorszym, co spotkało czarny ląd, jest biały człowiek”. Nie susze, wojny czy plagi, ale my. Długo myślałem, że to zdanie dotyczy wyłącznie kolonializmu, ale dziś patrzę na to trochę szerzej, i już nie tylko w kontekście Afryki.

Ciekawe, ile organizacji tak naprawdę chce pomagać i robi to skutecznie. Nie kreuje problemów, aby pozyskać finansowanie Zachodniego Świata i mieć na swoje wypłaty. Świadomie nie uzależnia od udzielanej przez siebie pomocy, aby dalej mieć miejsca pracy. Ile organizacji przeciwdziała problemom, a nie tylko „próbuje” je rozwiązywać – całymi latami.

Na koniec odwiedź strony projektów Fundacji Go’n’Act oraz zobacz ten jednominutowy film na YouTube: „ChildSafe Movement – Don’t Create More Orphans”,ponieważ jest on najlepszym posumowaniem tego tekstu.

Czytaj dalej: Filozoficzny wymiar podróży

Więcej informacji na temat mroków wolontariatu: krytykapolityczna.pl i do posłuchania PolskieRadio.pl oraz DziałZagraniczny.pl

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zdrowie w podróży

Jestem zdania, że są tylko dwie rzeczy, na które warto w życiu bez wyrzutów sumienia wydawać pieniądze, i jedna dodatkowa (wyjątkowo przyjemna), na którą możemy czasem przymknąć oko. Tak się składa, że te trzy rzeczy, którymi są kolejno ZDROWIE, PODRÓŻE i jedzenie, łączą się w tym rozdziale.

Dlaczego warto wydawać pieniądze na zdrowie, nie muszę tutaj tłumaczyć nikomu, kto choć raz poważniej zachorował lub doznał kontuzji (lub jego bliski). Prawdopodobnie Ty, skoro trzymasz tę książkę w rękach i zawędrowałeś aż do tego rozdziału, jesteś świadomy, że podróże bez zdrowia nie są aż tak przyjemne. Po co odkładać pieniądze, skoro mamy NFZ i za usługi lekarzy nie musimy płacić? Niestety z tym nie do końca jest tak dobrze… (jednak w tym miejscu utnę zdanie i przejdźmy do kolejnego akapitu).

Zamiast leczyć choroby (co na pustyni, w dżungli czy na środku oceanu może stanowić
poważne wyzwanie), lepiej ich unikać, dlatego profilaktyka w podróży stanowi jeden
z ważniejszych jej aspektów.

Interaktywny spis treści

Ogólne porady:

Spodziewaj się niespodziewanej pogody

Komary

Minimalizacja ryzyka zatrucia

Apteczka turystyczna

EKUZ – Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

Dlaczego powinieneś zostać dawcą krwi?


Ogólne porady:

Dbaj o siebie

Nawadniaj się, wysypiaj się, nie przesadzaj z alkoholem i uważaj na klimatyzację – dzięki tym prostym zasadom Twój organizm będzie w dobrej formie przez cały wyjazd.

Myśl trochę więcej – Nawet w Polsce ludzie mają duży problem z piciem wody z kranu w toalecie, ale znacznie mniejsze opory przy piciu wody z tego kuchennego. Choć to dokładnie ta sama woda transportowana tymi samymi rurami. Podobnie w podróży mamy opory (i słusznie) przed piciem wody z kranu, ale żadnych przed piciem napojów z lodem lub myciem zębów wieczorem w łazience, a to przecież dokładnie ta sama woda.

Wzmocnij swoją florę bakteryjną – Probiotyki z apteki, a jeszcze lepiej te naturalne, czyli kefiry czy smaczne kiszonki,powinniśmy jeść nie tylko gdy przyjmujemy antybiotyk, ale też na co dzień. Wpływają one bardzo pozytywnie na nasza florę bakteryjną, a to w końcu ona wytwarza endorfiny, czyli hormony szczęścia. Dwa tygodnie przed wyjazdem w dalekie kraje dobrze regularnie jeść wyżej wspomniane kiszonki, a podczas pobytu na miejscu codziennie połknąć probiotyk. Jeżeli dobrze przygotujemy nasza florę jelitową, to może się okazać, że podczas wyjazdu czujemy się świetnie, ale dopiero po powrocie do domu przy kontakcie z „polskimi” zarazkami doświadczymy problemów jelitowych. Zdarza się to dość powszechnie u doświadczonych podróżników.

Zaszczep się! – Wjazd na terytorium niektórych krajów jest możliwy wyłącznie dla turystów posiadających potwierdzenie wykonania obowiązkowych szczepień w międzynarodowej (żółtej) książeczce szczepień. Jeżeli szczepienia nie są wymagane, a jedynie zalecane, to dla spokojnego snu też warto je wykonać.

[Więcej na temat szczepień w kolejnej aktualizacji – jeśli jesteś lekarzem, to zapraszamy do współpracy]

Jeśli nie masz lodówki

Uważaj na to, w jaki sposób przechowujesz jedzenie. Do dziś pamiętam doskonale, co było powodem mojego najgorszego zatrucia w życiu, jakieś 10 lat temu. Była to szynka zjedzona na szlaku w Tatrach. Piękna pogoda, słonecznie, gorąco i, jak się okazało, zbyt ciepło jak dla mojej szynki przechowywanej cały dzień w plecaku eksponowanym na działanie promieni słonecznych. Jak przebiegało to zatrucie, wolę nie wspominać, ale pewnie każdy się domyśla, że w schroniskach poszukiwałem głównie ubikacji. Jeżeli rozpakowałeś jedzenie, to uważaj na owady (lub większe zwierzęta), aby go nie zanieczyściły podczas Twojej nieuwagi.

Unikaj zwierząt

Przezorny zawsze ubezpieczony, dlatego należy unikać bliskiego kontaktu ze zwierzętami, które mogą przenosić wściekliznę (bezpańskie psy, małpy oraz inne ssaki, w tym nietoperze). Po kontakcie ze zwierzęciem (np. śliną) podejrzanym o zakażenie (czyli w niektórych krajach każdym) osobom wcześniej niezaszczepionym podaje się 5 dawek szczepionki w odstępach czasu 0, 3, 7, 14 oraz 28–30 dni oraz immunoglobulinę z pierwszą dawką szczepionki. Osobom wcześniej zaszczepionym podajemy 2 dawki szczepionki w odstępach czasu 0, 3 dni, bez immunoglobuliny.

Bezpieczny seks

Jeżeli będziesz uprawiać seks z osobą poznaną w podróży (niezależnie, czy to inny turysta, czy lokals), zawsze się zabezpieczaj! Pamiętaj, że odbywając stosunek seksualny z „partnerem”, odbywasz go tak samo (pod względem chorób wenerycznych i wszelakich wirusów), jakbyś odbywał go z wszystkimi jego wcześniejszymi kochankami i ich partnerami i …. W skrócie, podejdź do tego z głową i lepiej nie po pijaku, bo w wielu krajach świata choroby, o których prawie zapomnieliśmy w Polsce, nie należą do rzadkości.

Warto wytłumaczyć w tym miejscu, dlaczego większość osób (niezależnie, czy się do
tego przyznaje, czy nie) odczuwa większy pociąg do osób o innym pochodzeniu (rasowym,
kulturowym). Takie „zainteresowanie” wynika z ewolucji gatunku. Od zawsze matka
natura sugerowała nam, abyśmy mieszali swoje geny z osobnikami jak najbardziej różnymi
od nas. Im bardziej urozmaicone jest DNA naszych dzieci (nasze drzewo genealogiczne
jest porozrzucane po całej planecie), tym większa szansa, że będą posiadać
zdrowszą pulę genów.

Żel antybakteryjny

Nie tylko podczas pandemii pozycja obowiązkowa w kieszeni / torebce czy plecaku. Może się przydać, jeżeli w górach, na odludziu lub w azjatyckiej metropoliach będzie problem z dostępem do umywalki przed posiłkiem.

Chroń stopy

Biorąc prysznic lub chodząc wokół basenu, zawsze zakładaj klapki (lub japonki, które zajmują jeszcze mniej miejsca), a zapobiegniesz tym samym kontaktowi z potencjalnymi grzybami. Bawiąc się w wodzie na plaży, warto nosić specjalne buty zaprojektowane do tego celu, które zabezpieczą nasze stopy przed ostrymi kamieniami, szkłem, jak również jeżowcami.

Ostrożnie ze słońcem

Szczególnie niebezpieczne jest wylegiwanie się pomiędzy godzinami 11–14 w pierwszych dniach pobytu. Pierwszego dnia opalanie nie powinno być dłuższe niż 20–30 minut. Odwiedzasz ciepłe kraje z dziećmi lub jesteś w starszym wieku? W takim razie najlepiej kontakt z słońcem potraktuj jako potencjalnie nie- bezpieczny. Nakrycie głowy, kremy z filtrem, okulary przeciwsłoneczne czy przewiewne ubrania (najlepiej tez z filtrem) powinny stanowić nasz codzienny ekwipunek.

Gdy na prewencję będzie już na późno i schodząca skóra z pleców odbiera Ci rozum to czas zaopatrzyć się w krem na atopową skórę. Genialnie łagodzi swędzenie! Osobiście przetestowałem Lipikar Balsam AP+ od La Roche-Posay, ale podejrzewam, że każdy inny też się sprawdzi.

Dostępność podpasek i tamponów

Na stronie www.loswiaheros.pl w poście „Higiena kobieca w podróży” znajdziesz długą listę krajów z komentarzami dotyczącymi dostępności w nich podpasek i tamponów.

Spodziewaj się niespodziewanej pogody

Nie tylko w górach pogoda błyskawicznie się zmienia i może nas zaskoczyć. Odwiedzając ciepłe kraje, możemy wieczorem zmarznąć. Nawet w Polsce zaczyna się z zdarzać, że gdy ciepłą jesienią za dnia chodzimy w krótkim rękawku, to w nocy mogą zdarzać się przymrozki. Podczas wrześniowej praktyki w Macedonii w miejscowości Ochryda pewnego wieczoru, spędzając go nad brzegiem jeziora, strasznie zmarzłem, pomimo że za dnia ludzie w tym samym miejscu się opalali. Dlatego ciepła bluza powinna znaleźć się na wyposażeniu każdego turysty, niezależnie od przewidywanej pogody za dnia.

Odzież powinna zapewnić maksymalny komfort cieplny. Zarówno przegrzanie, jak nadmierne wychłodzenie organizmu są czynnikami, które zmniejszają odporność i sprzyjają rozwojowi zakażeń. Z tego powodu bardzo ważne jest używanie odzieży dostosowanej do lokalnych warunków klimatycznych. Ze względów kulturowych ubiór nie powinien rażąco naruszać miejscowych zwyczajów.

W klimacie gorącym należy nosić odzież, która nie utrudnia parowania potu – generalnie należy unikać materiałów z tworzyw sztucznych, z wyjątkiem nowoczesnych „tkanin technicznych”.

Na terenach górskich, gdzie zimy i noce są chłodne, niezbędna jest ciepła odzież – wełniana lub z „tkanin technicznych”. Obuwie musi być wygodne, najlepiej wysokie i na grubej podeszwie, co jest uzasadnione ochroną przed ukąszeniami stawonogów i innych zwierząt.

Komary

Czy wiedziałeś, że komary to najbardziej śmiercionośne zwierzęta na świecie? Szacuje się, że rocznie z ich powodu ginie nawet 700 tys. osób, w tym z powodu samej tylko malarii ponad 400 tys. Same w sobie komary nie są groźne, chyba że zaatakują Cię na wielkiej ścianie podczas wspinaczki bez zabezpieczenia. Groźne jest natomiast to, co przenoszą swoich organizmach na ogromną skalę, latając sobie niczym pszczoły z kwiatka na kwiatek, tylko że z człowieka na człowieka.

Raz w życiu doświadczyłem, co to znaczy chmura agresywnych komarów, gdy po wejściu do lasu jednocześnie (nie przesadzam) zostałem zaatakowany przez co najmniej 30 owadów i liczba ta błyskawicznie rosła. Spanikowany wyciągnąłem wtedy „ostatkiem sił” preparat na komary z substancją DEET (50%), którym natychmiast się spryskałem i… o dziwo, jak ręką odjął, wszystkie komary w ułamku sekundy zapomniały o mnie!

Jak uchronić się przed komarami?
  • zakładaj szczelne ubrania z długimi rękawami i nogawkami, a na głowę kapelusz z moskitierą (jeśli wybierasz się do dżungli)
  • przed wędrówką czy wypadem na ryby wystarczy spryskać się środkiem zawierającym DEET (oficjalnie rekomendowanym przez WHO), gama tego typu produktów jest szeroka i łatwo dostępna w naszych sklepach,
  • jeżeli śpisz w klimacie tropikalnym, to możesz rozwiesić sobie nad łóżkiem moskitierę, dostępną w wielu schroniskach czy hostelach otoczonych lasem.
  • komary bardzo nie lubią ruchomego powietrza, dlatego pozostawienie na noc załączonego wiatraka powinno wystarczyć.

Minimalizacja ryzyka zatrucia

Jednym z głównych powodów, dla których podróżuję, jest próbowanie lokalnych potraw. Nie zawsze są one smaczne, jak choćby balut albo durian, ale zawsze są ekscytującym doświadczeniem. Niezależenie od tego, czy byłem w Azji, czy na Bliskim Wschodzie, zawsze starałem się kupować jedzenie na ulicznych straganach lub nawet z ulicznych garnków i jak do tej pory nic mi (na szczęście) nie zaszkodziło, nawet gdy potrawa była podawana w gazecie zamiast serwetki i wokół mnie biegały szczury, które dojadały resztki rzucane przez innych klientów. Uwielbiam taką kuchnię, bo jest ona prawdziwa, typowo lokalna i oryginalna, a nie modyfikowana pod turystów, nie mówiąc już, że kosztuje grosze. Te potrawy są nie do podrobienia.

Zaznacz na liście te zasady, które już przestrzegasz:

  • jak najczęściej (ale znowu bez przesady) myj ręce wodą z mydłem, unikniesz w ten sposób też przeziębienia – nie możesz ich umyć, to zdezynfekuj specjalnym żelem;
  • uważaj, co wlewasz do ust – nie pij wody z kranu, nie myj nią zębów, spożywaj tylko wodę butelkowaną (oryginalnie zakręconą), lub bardziej ekologicznie przegotowaną (np. w formie herbaty czy kawy);
  • staraj się jeść tylko świeże potrawy. W Azji na wielu straganach widziałem wędliny, mięsa czy nawet jajka leżące w upalnym słońcu cały dzień bez zabezpieczenia, najlepiej unikaj takich miejsc;
  • jedz tam, gdzie jedzą lokalsi, a szczególnie matki z dziećmi. Jeżeli będąc za granicą przed Tobą w kolejce stoją kobiety z dziećmi, to prawdopodobnie ten punkt gastronomiczny jest bezpieczny (omijaj te, w których jedzą taksówkarze i robotnicy);
  • jeżeli masz ochotę na świeże owoce, to wybieraj tylko te umyte, wysuszone i obrane ze skórki czystym nożem (najlepiej sam się tym zajmij) i na wszelki wypadek unikaj surówek;
  • unikaj napojów z lodem (szczególnie tych bezalkoholowych), jeśli nie znasz metody jego produkcji, bo to zwykle nic innego jak zmrożona woda z kranu;
  • unikaj w niesprawdzonych miejscach żywności surowej lub niedogotowanej (jajka na miękko, sushi, owoce morza, tatar, jogurty i inne produkty mleczne);
  • pij wódkę na zdrowie – dosłownie. Więcej na ten temat w rozdziale „Opis rzeczy…”, punkt wódka.

Na koniec przyznam się, że osobiście nie przestrzegam jakoś nadgorliwie większości z powyższych zasad dotyczących jedzenia oprócz ostatniej, czyli zapijania najbardziej podejrzanych ulicznych potraw alkoholem. Nie miałem problemów z zatruciem w trasie, jednak w apteczce zawsze, a często i w podręcznym plecaku podczas degustacji dziwnych rzeczy, mam przy sobie kilka błyskawicznych tabletek na problemy jelitowe, których zwyczajnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Warto jednak pamiętać, że jeżeli mi do tej pory nic nie zaszkodziło, to nie znaczy, że osoby które spotkałem w trasie lub moi towarzysze podróży mieli również tylko pozytywne doświadczenia w tym temacie.

Apteczka turystyczna

Apteczce podróżniczej poświęciłem cały osobny post dostępny poniżej, w tym miejscu zamieszczę jedynie kilka sugestii jak z apteczką powinniśmy się obchodzi i o czym warto pamiętać.


Warto o tym pomyśleć:

  • Najwygodniej, jeżeli funkcję apteczki pełni zapinany przezroczysty szczelny worek. Już na pierwszy rzut oka widzimy, gdzie co można znaleźć.
  • Wszystko powinno być popakowane w przezroczyste szczelne woreczki i pogrupowane w zależności od zastosowania. Leki na zatrucie razem,te na przeziębienia też, osobno popakować opatrunki itp.
  • Wszystkie leki należy koniecznie podpisać markerem w kilku miejscach na opakowaniach wraz z datą ważności! Dzięki temu po spożyciu np. połowy tabletek i odcięciu pustych opakowań lub zwinięciu tubki jakiejś maści wiemy, do kiedy jest ona ważna.
  • Część standardowego, podstawowego wyposażenia apteczki noszę zawsze w „saszetce – niezbędniku turysty”, dlatego standardową apteczkę zabieram tylko na wypady dłuższe niż 2 dni. Tym samym część rzeczy może się na tych dwóch listach dublować. Lista apteczka zawiera komplet środków na wszelakie wyjazdy i może być skalowana w zależności od potrzeb.
  • Przy kompletowaniu apteczki pomógł mi lekarz medycyny podróży.
  • Ważne, aby wszystkie ulotki z leków (na wszelki wypadek) mieć zawsze w apteczce.
  • Ja zwykle wożę z sobą leki o słabszym i mocniejszym działaniu, aby organizm nie przyzwyczajał się zbyt szybko do silnych dawek.
  • Każdy powinien brać leki pod siebie, nauczony swoim doświadczeniem, co może go w trasie spotkać (nie wszyscy chorują na to samo).
  • Warto zamieścić w apteczce listę najpopularniejszych problemów zdrowotnych (np. grypa, zatrucie, stan zapalny ucha itp.) wraz z informacją, jakie leki i w jakich dawkach zastosować. Pomoże nam to przyśpieszyć zażycie pierwszej dawki nowych leków w nagłej sytuacji bez konieczności czytania wszystkich ulotek i opakowań (poniżej).

Czytaj dalej: Dlaczego powinieneś zostać honorowym dawcą krwi?

EKUZ – Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

EKUZ to dowód ubezpieczenia w NFZ stosowany w innych niż Polska krajach Unii Europejskiej (UE) oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA)
EKUZ wydawany przez NFZ to plastikowa karta wielkości tej bankomatowej, bez zdjęcia
EKUZ wystawiany jest na każdego ubezpieczonego z osobna, także na dziecko
EKUZ jest bezpłatny
EKUZ uprawnia do świadczeń opieki zdrowotnej:
+osoby podróżujące (głównie) w celach turystycznych w sytuacji nagłej
+w zakresie niezbędnym z przyczyn medycznych, biorąc pod uwagę charakter świadczeń
oraz przewidywany czas pobytu w kraju UE/EFTA
+w placówkach mających umowę z tamtejszą kasą chorych (odpowiednikiem NFZ)
+na zasadach obowiązujących w kraju pobytu

Powyższe informacje pochodzą ze strony internetowej zachodniopomorskiego oddziału NFZ, na której to też znajdziesz wszystkie informacje na temat leczenia poza granicami naszego kraju.

UWAGA !!!

Wydłużono okres ważności kart!
Karty EKUZ wyrabiane dla osób poniżej 18. roku życia są ważne do 5 lat (chyba że w międzyczasie osoba ta przekroczy tę granicę wiekową), dla studentów przez 18 miesięcy, a pozostałych dorosłych aż przez 36 miesięcy.*

*Cała rozbudowana tabela okresów ważności dostępna na stronach NFZ. Jeżeli masz więcej pytań na temat EKUZ, to zachęcam do odnalezienia w otchłaniach Internetu pliku „Broszura informacyjna „100 pytań do EKUZ””, który stanowi kompendium wiedzy na ten temat.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Świadome podróżowanie

Planowanie podróży krok po kroku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Bezpieczeństwo w górach – pierwsze kroki

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Turystyczna książka kucharska

Znajdziesz tutaj kilka autorskich przepisów i kilka znanych, lecz zmodyfikowanych dań, które wielokrotnie były towarzyszami moich podróży. Jeżeli chcesz dowiedzieć się wszystkiego na temat jedzenia na szlaku, to koniecznie rzuć okiem na wcześniejszy post – „Co jeść w górach, czyli podstawy górskiej dietetyki”

Interaktywna lista przepisów

Omlet „a la Czekala” – uczucie sytości na długo

Placki chlebowe lub tortille orzechowe – wygodne na szlaku

Namiotowe bolognese bez makaronu – włoska namiotowa kuchnia

Domowy izotonik – nawodnienie to podstawa

To miejsce czeka na Twój przepis!

Omlet „a la Czekala”

Pełnowartościowe solidne danie, łatwe w transporcie i spożyciu, nadające się idealnie na jednodniowe wyprawy (górskie/rowerowe itp.) jako alternatywa do jedzenia w schroniskach.

Wersja podstawowa (bez dodatków) to mniej więcej:
Węglowodany (80 g) / Tłuszcze (38 g) / Białko (33 g) / 786 kcal

Składniki:

  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka oleju kokosowego / masła
  • 50 g płatków owsianych górskich
  • 1 średni banan
  • 25 g rodzynek / żurawiny suszonej (niesłodzonej)
  • Dodatki – w zależności od upodobania można dorzucić orzechy / sezam / płatki migdałowe
  • / słonecznik

Sposób przygotowania

Kroimy banan na plasterki (ewentualnie kostkę) i wrzucamy do garnka. Dorzucamy wszystkie składniki (oprócz słonecznika i tłuszczu), a następnie dokładnie mieszamy je razem. Na patelni roztapiamy tłuszcz (olej lub masło) i gdy tylko się rozgrzeje, wlewamy zawartość garnka. Smażymy mniej więcej 5 minut na średnim ogniu (dokładny czas zależy od wielkości patelni) z jednej strony, aż do osiągnięcia „placka” o stałej konsystencji w jego dolnej części. Przed obróceniem placka można go posypać słonecznikiem (w innym wypadku, gdy zrobimy to wcześniej, może nasiąknąć jajkiem i stracić chrupkość), tak aby ziarna znalazły się w kontakcie z patelnią. Mniej więcej po 3 kolejnych minutach danie gotowe. Najlepiej zapakować w folię aluminiową.

Z pamiętnika turysty – Grzyby i inne leśne zdobycze

Jeżeli znasz się na grzybach to nic Cię nie ogranicza, aby górskie biwakowanie urozmaicić sobie trochę lokalną kuchnią.

Nigdy smażone grzyby na masełku nie smakowały tak dobrze jak na alpejskim szlaku.

Po dołożeniu do garnka jajek, rewelacyjna śniadaniowa zasmażka gotowa. Czy można chcieć czegoś więcej?

Placki chlebowe lub tortille orzechowe

To nie jest jedno konkretne danie, a cały ocean niekończących się możliwości.

Uważam, że najlepszym źródłem węglowodanów podczas każdej wyprawy jest pieczywo (szczególnie to pełnoziarniste lub uzupełniane różnego rodzaju ziarnami). Najgorszą formą pieczywa „turystycznego” jest natomiast nasz europejski chleb. Kto wpadł na pomysł, aby aż tak bardzo napompować mąkę?

W Iranie i na całym Bliskim Wschodzie je się głównie „chleb” w formie placków – khubz lub pita – w Gruzji chleb, który przypomina ten nasz, ale jest cięższy i mniej napompowany. W Meksyku tortille, jeszcze gdzieś piadiny itp. Gdy przygotowujemy posiłek na drogę, zależy nam, aby spełniał poniższe warunki: był szybki w przygotowaniu, pełnowartościowy, kaloryczny i zajmował jak najmniej miejsca (nie może być napompowany!).

Moim zdaniem dobrym pieczywem na trasę są tortille, które znamy z naszych dyskontów. Są cienkie, łatwe w transporcie i zawierają przeciętnie 50% węglowodanów oraz po 8% białka i tłuszczy (choć da się znaleźć lepsze).

Przed przygotowaniem „kanapek” należy delikatnie (po 30 sekund z każdej strony) opiec na suchej patelni placki. W ten sposób wyparuje z nich choć część substancji konserwujących, zmieni się też konsystencja, zapach, a co za tym idzie i smak. Szczelnie zapakowane tortille bez takiego przygotowania posiadają chemiczny zapach (osobiście za nim nie przepadam). Przygotowane placki z „nadzieniem” smarowalnym (np. Nutella/pasztet) najwygodniej transportować w formie rolek, a te z poważniejszym wkładem złożone na pół.

Jeżeli posiadasz minimalne zdolności kucharskie, to zamiast kupować gotowe placki w dyskoncie, możesz przygotować w domu – lub nawet w schronisku – swoje własne bez korzystania z piekarnika! Na przygotowanie średnich 8 sztuk potrzebujesz tylko 90 min, z czego godzinkę będziesz mógł spędzić, odpoczywając – brzmi dobrze? No to zaczynamy.

Irańskie chlebki, banany, Nutella i otrzymany po drodze od innego turysty krem szafranowy – takie śniadanie nie często się zdarza.

Własne placki chlebowe

Inspiracją do tego przepisu były cienkie chlebki, które niejednokrotnie jadłem podczas różnych podróży. Najlepsze z nich to te indyjskie chlebki naan, które oryginalnie wymagają specjalnego pieca tandoor. Dlatego przez wiele lat myślałem, że są one poza zasięgiem domowego kucharza, jednak to nieprawda – wystarczy zwykła patelnia.

Wartości odżywcze dla 1 chlebka:
Węglowodany 41 g / Tłuszcze 3 g / Białko 7 g / 225 kcal

Składniki

10 gram suszonych drożdży / 20 g świeżych
400 g mąki pszennej/pełnoziarnistej (można je wymieszać)
½ szklanki jogurtu*
1 łyżka cukru
1 łyżka oliwy
0,5 łyżki soli
ok ½ szklanki ciepłej wody

*jogurt powinien być w temp. pokojowej. Niektórzy preferują zastąpić go maślanką, a inni mlekiem (które powinno być dostępne także w schronisku górskim). Bez dodawania nabiału wyjdzie nam w smaku coś zbliżonego do pity.

Jeżeli przygotowujesz chlebki także dla dzieci lub to Twój pierwszy kontakt z tym wypiekiem, to użyj mąki tortowej i wsyp odrobinę więcej cukru. Otrzymasz wtedy wariant słodko-słonego pieczywa, którym każdy będzie się zachwycał i pochłaniał w sporych ilościach. Używając mąki pełnoziarnistej, wyjdzie Ci o wiele bardziej sycący wypiek. 

Sposób przygotowania

Wszystkie suche składniki wsyp i wymieszaj w sporej misce. Dodaj jogurt i ponownie dokładnie wymieszaj. Następnie czas na wodę – ona także powinna być w temperaturze pokojowej. Dolej jej trochę i dokładnie mieszaj. Powtarzaj tę czynność tyle razy, aż uzyskasz lekko kleiste ciasto o podobnej konsystencji do tego z pizzy. Jeśli nie masz doświadczenia z pracy w pizzerii – to była moja pierwsza praca po maturze – to dolewaj wodę i mieszaj do czasu, gdy w misce na ściankach nie zostanie już ani trochę mąki lub przyklejonego ciasta. Wtedy powinieneś być w stanie zrobić z niego delikatną kulkę, która nie będzie przyklejać Ci się do dłoni – możesz je sobie obsypać mąką. Najtrudniejsze mamy za sobą. Po odstawieniu miski z ciastem przykrytej ręcznikiem lub kocem na 1 godzinę w cieplejszy kąt – ja odkładam ją przy kaloryferze – masz przerwę.

Gdy ciasto zdążyło już wyrosnąć, możesz porobić z niego 8 kulek, które następnie należy cienko rozwałkować i położyć pojedynczo na gorącą i suchą – bez dodatku tłuszczu – patelnię. Jak długo powinien robić się taki chlebek? Gdy zobaczysz, że wyrastają z niego spore pęcherzyki powietrza, to pora go obrócić. Po kolejnych 2–3 minutach możesz go zdjąć, posmarować masłem – oryginalnie czosnkowym – i kłaść kolejny placek. Po drugim placku, gdy patelnia będzie już naprawdę rozgrzana powinieneś trochę zmniejszyć płomień. Aby proces „wypiekania” przyspieszyć, możesz pomóc sobie pokrywką. Domowe placki chlebowe gotowe.  

PS: jeśli planujesz zjeść placki na ciepło, to możesz położyć na placku żółty ser, a następnie zgiąć go w połowie i pozawijać krawędzie – aby ser się nie wylał. Takie serowe calzone, identycznie jak wcześniej, kładziesz na patelnię i opiekasz z dwóch stron, z tym że tym razem odrobinę dłużej, i delektujesz się jako pierwszy, aby sprawdzić czy Ci się udało. Smacznego.

Przed wyruszeniem na kilkudniowy treking w Iranie zakupiłem w piekarni 16 takich wygodnych chlebków, a od spotkanego turysty na trasie solidną porcję kremu szafranowego – Irańczycy kochają szafran. To zainspirowało mnie do wypiekania własnych.

Propozycje słodkie:

Tortille orzechowe – smarujemy placek masłem orzechowym i posypujemy mieszanką studencką, aby syciły na dłużej. Zawsze można dodatkowo dosypać garść rodzynek.

Snickers tortilla – masło orzechowe posypane orzeszkami ziemnymi (prażonymi, niesolonymi) polewamy miodem.

Z Nutellą – chyba nic nie trzeba sugerować

Propozycje słone (po całym dniu słodkości na trasie przyjdzie i na to ochota)

Kanapkowe – tutaj ogranicza nas tylko wyobraźnia. Wrzucamy szynkę, ser, ogórki w plastrach, polewamy ketchupem/majonezem/jogurtem albo jemy na sucho.
Serowe – wszystkie serowe składniki mile widziane – najlepiej zjedzone na świeżo albo odgrzewane. Wkładamy plaster sera (lub kilka), dodatki, a następnie do sandwicza (przez niektórych nazywanego opiekaczem kanapkowym). Otrzymujemy śmiesznie tani, ciepły i smaczny posiłek (odpowiednik KFC qurrito) w formie trójkącików.


Namiotowe bolognese bez makaronu

Błyskawiczny do przygotowania, superlekki, energetyczny i ciepły posiłek za nieduże pieniądze. Alternatywa dla droższej (dawniej bardzo drogiej) żywności liofilizowanej – kto wymyślił taką nazwę, marketingowy strzał w kolano. Dzięki przygotowaniu tego dania pod namiotem oszczędzamy gaz, wodę i ciepło.

Wartości odżywcze dla 100 g kaszy, 100 g kabanosów i opakowania sosu 43 g:
Węglowodany 104 g / Tłuszcze 52 g / Białko 40 g / 1040 kcal

Składniki na solidną porcję dla jednej osoby:

0,5 litra wody,
sos do spaghetti w proszku,
paczka kabanosów (100 g)
przyprawy (sól, pieprz, zioła prowansalskie itp.).

Wszystko co potrzeba, aby przygotować spaghetti bez makaronu w górach. Photo by Sage Friedman on Unsplash

Przygotowanie

Przepis jest bardzo prosty i ekonomiczny. W menażce, którą podgrzewamy na palniku, gotujemy posoloną wodę – pod przykrywką, aby zaoszczędzić gaz. Gdy woda zacznie bulgotać, gasimy palnik i połowę przelewamy do kubka. Do menażki, gdzie teraz powinno być ok 250 ml wody, wrzucamy 100 g kaszy – pół szklanki, które można wcześniej w domu poporcjować do woreczków. Ważne, żeby wody było trochę więcej niż kaszy, ponieważ bardzo szybko wsiąknie. Przykrywamy.

Po czasie zapisanym na opakowaniu – standardowo jest to dosłownie 5 min – dosypujemy nasz sos i dolewamy resztę wody. Na koniec dorzucamy wkrojone kabanosy – np. małą paczkę Tarczyńskich – i wszystko przez chwilę podgrzewamy, stale mieszając. W zależności od preferencji i zawartości plecaka całość można jeszcze doprawić.

Wolisz coś na słodko?
Kaszę kuskus możesz zalać ciepłym mlekiem w schronisku, dosypać do niej kakao albo cynamonu i rodzynek lub wcześniej przygotowanych suszonych owoców. Lekkie, tanie i słodkie śniadanie na ciepło gotowe.


Domowy izotonik

Przepis znany każdemu, kto regularnie uprawia sport i choć raz odwiedził dietetyka. Słowem wstępu warto podkreślić, że gotowe napoje izotoniczne (np. Isostar, 4move, Powerade) są wskazywane tylko i wyłącznie dla osób uprawiających aktywność o przynajmniej średniej intensywności przez PONAD godzinę!

Zawierają łatwo przyswajalne węglowodany, wzmacniacze smaku, substancje konserwujące, a tym samym, jeśli ich naprawdę nie potrzebujemy, lepiej je omijać (jak wszystkie słodzone, kolorowe napoje).

Niektórzy nie wierzą, że te napoje naprawdę pomagają osiągać lepsze wyniki. Inni sportowcy się od nich uzależniają i nie potrafią trenować bez chemii w płynie. Ja po latach eksperymentów z dietą podczas pełnych maratonów i całodniowych sportowych wypadów rowerowych mogę stwierdzić, że to naprawdę działa. I zalecam tego nie nadużywać. Tego typu napoje sprawdzą się tylko podczas zawodów i najdłuższych treningów w niesprzyjającą pogodę. Co w takim razie warto pić podczas długich wędrówek, standardowych treningów i w upalne dni?

Woda na szlaku zwykle nie stanowi wyzwania, wystarczy do niej co nieco dosypać i gotowy izotonik. Photo by Kate Joie on Unsplash

Oczywiście domowe napoje izotoniczne. Ilu sportowców, tyle przepisów, jednak najbardziej

standardowy składa się z:

  • Woda – to chyba oczywista oczywistość – najlepiej z źródła przy szlaku,
  • Witamina C – najlepiej sok z cytryny / wyciśnięty cytrus (pomarańcza, cytryna) lub witamina C w proszku (ta w tabletkach zawiera wiele wypełniaczy i jest stosunkowo droga),
  • Węglowodany – najlepiej łyżka miodu, ewentualnie łyżeczka cukru lub syrop do wody,
  • Szczypta soli kuchennej – te białe plamy na koszulce po treningu to właśnie sól odpowiedzialna za gospodarkę wodną w organizmie i prawidłowe przesyłanie impulsów nerwowych. Trzeba ją nadrobić. Jednak trzeba pamiętać, że co za dużo, to niezdrowo.

Wszystko naturalne, tanie i zawsze pod ręką. Jeśli lubisz egzotyczne smaki lub wędrujesz pod palmami to możesz pić wodę kokosową, ponieważ zawiera wszystko to, czego potrzebujesz podczas wysiłku.


To miejsce czeka na Twój przepis !

Jesteś dietetykiem lub masz swoje autorskie przepisy na jedzenie podczas trekkingu? Daj nam znać i pomóż w rozbudowie tego rozdziału.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

WSZYSTKIE POSTY O TEMATYCE GÓRSKIEJ

Przed wyruszeniem na tatrzańskie szlaki

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Co jeść w górach?

Tak samo jak samochód nie zajedzie daleko bez paliwa – chyba że z górki – tak i my potrzebujemy wartościowego źródła energii. Silnik samochodu do poprawnej pracy wymaga smarowania, nasze ciało witamin i makroelementów. Pojazd spala od 4 litrów na 100 przejechanych kilometrów – przynajmniej w katalogach – a my, w zależności od wysiłku i swojej masy, od 50 do nawet 1000 kcal na godzinę. W tym rozdziale skoncentrujemy się na diecie, przede wszystkim osób wędrujących po górach i spędzających bardzo aktywne wakacje – wspinaczka, rower, kajaki itp. Smacznego.

Interaktywny spis treści

Co warto wrzucić do plecaka

Doświadczenia z maratonów nie tylko dla sportowców

Czym jest zmęczenie?

Jak zaradzić zmęczeniu?

Jak zaradzić zmęczeniu?

Co warto wrzucić do plecaka

Piesza wędrówka po górach to ogromny wydatek energetyczny, dlatego bez solidnego śniadania ani rusz. Genialnie sprawdza się jajecznica, która dostarczy Ci sporo białka i wolno uwalnianej energii. Spożycie białka ponad godzinę przed treningiem zwiększa także ilość spalanego tłuszczu. Przed samym wyjściem w góry, tak samo jak przed treningiem fizycznym, nie powinniśmy jeść niczego ciężkostrawnego. Chyba że do wejścia na szlak mamy jeszcze 3 godziny – bo dojeżdżamy – to wtedy wypada zjeść coś solidniejszego – zimą szczególnie.

Podczas przygotowywania prowiantu na drogę uwzględniaj temperaturę na trasie. Latem niektóre mięsne kanapki lub inne potrawy trzymane w plecaku mogą zdążyć się zepsuć przed ich spożyciem. Słodkie przekąski, takie jak tabliczki czekolady, mogą się z kolei wylać z opakowania. Pomyśl o tym podczas pakowania plecaka.

Poniżej nie znajdziesz wyczerpujących porad dietetycznych, gdyż nie posiadam wykształcenia w tej dziedzinie, ale po rozmowach ze specjalistami i przeanalizowaniu kilku książek udało mi się zebrać kilka krótkich i praktycznych informacji.

Dołóż do prowiantu:

  • Sezam – zapobiega skurczom mięśni i zawiera sporo wapnia.
  • Pestki dyni, orzechy – idealne przekąski na mały głód i trwałe źródło wartości odżywczych.
  • Ochota na słodkie – rodzynki, banany i pozostałe owoce, bez wyrzeczeń można też śmiało sięgać po batoniki, najlepiej te zawierające orzechy, musli lub chałwy.
  • Łyżka lnu lub nasion chia – ewentualnie kurkuma – ułatwia spalanie tłuszczu i, co ważniejsze, przeciwdziała stanom zapalnym, tak samo jak wszystkie zielone warzywa.
  • Elektrolity – domowy izotonik, banany, woda kokosowa, woda z elektrolitami (zwykłe saszetki z apteki) lub musującymi tabletkami.
  • Czekolada – latem w formie czekotubek, bo nie rozleje Ci się po plecaku, zimą w dowolnej postaci.
  • Pieczywo – najlepiej to nienadmuchane, bo po co marnować miejsce w plecaku na noszenie powietrza. Dobrze sprawdzą się tortille, pieczywo pełnoziarniste i tym podobne.
  • Jedzenie trzymaj w bocznych kieszeniach, aby łatwo po nie sięgać.
  • Bierz to, co lubisz, bo potrzebujesz dużo energii! Rzeczy zdrowe, ale niesmaczne, mogą wraz z Tobą wrócić do domu, a przecież nie o to nam chodzi.

Bierz co lubisz dla siebie i dla całej rodziny! Co spakować dzieciom pisze tutaj.

Doświadczenia z maratonów nie tylko dla sportowców

W swoim życiu ukończyłem już 6 oficjalnych maratonów (42 km) i niezliczoną ilość tych treningowych dystansów, także po górach. Takiego biegu, wbrew temu co podpowiada logika, nie „pokonuje” się nogami – choć oczywiście to na nich biegniesz. O tym, czy oraz z jakim czasem go ukończysz, decyduje to, co siedzi w Twojej głowie i kieszeni. W tym miejscu skoncentrujemy się na kieszeni, bo w niej przechowuje się „bateryjki”, czyli przekąski. Warto zwrócić uwagę także na to, co się je przed, jak i po starcie.

Zaskakująco mało osób wie, czym jest glikogen, a to dzięki niemu możemy zasilać nasze mięśnie podczas wędrówek, biegów i dłuższych treningów.

Czy jest glikogen

Jak podaje Wikipedia:

„Glikogen – polisacharyd (wielocukier), którego cząsteczki zbudowane są z połączonych ok. 100 000 reszt D-glukozy. W organizmach zwierzęcych jest gromadzony w wątrobie, w około 7 razy mniejszym stężeniu występuje też w tkance mięśni poprzecznie prążkowanych (szkieletowych). […] Glikogen mięśni w procesie glikolizy ulega transaminacji do alaniny, która jest eksportowana z mięśni i zużywana do glukoneogenezy w wątrobie. Pomimo nietworzenia wolnej glukozy, uwalniany jest glukozo-1-fosforan niezbędny do aktywności mięśnia (przekształcany w glukozo-6-fosforan włączany do procesu glikolizy, w którym uzyskiwane jest ATP)”.

Prościej mówiąc:

Glikogen jest formą złożonego cukru przechowywanego głównie w wątrobie i trochę w mięśniach, który nasz organizm potrafi przetworzyć na ATP – co w wielkim uproszczeniu możemy kojarzyć jako źródło naszej energii.


Czym tak właściwe jest zmęczenie?

Czujesz zmęczenie po całym dniu trekkingu, które narasta z każdym kolejnym? Normalna kolej rzeczy, ale czy aby na pewno tak musi być?

To, co potocznie nazywamy zmęczeniem, przy umiarkowanym, ale długotrwałym wysiłku – związanym z chodzeniem po górach lub zwiedzaniem miast – jest albo wyczerpaniem zapasów glikogenu albo zachwianiem gospodarki wodno-elektrolitowej. Zapas glikogenu w zależności od wytrenowania może wystarczyć na 45 do 90 min biegu tempem długodystansowym – czyli stosunkowo szybkim i tylko osoby wytrenowanej – po tym czasie będzie trzeba go odbudować i przechodzimy na spalanie tłuszczu oraz białek, które dostarczają energii znacznie wolniej. Przy mniej intensywnych ćwiczeniach – chodzenie po płaskim lub z górki – nie naruszamy zbyt bardzo glikogenu, dlatego taki wysiłek jest wskazany dla osób chcących zrzucić wagę, jednak gdy zdobywamy szczyty, zaczynamy tracić zapasy łatwo przyswajalnej energii, których w kolejnych dniach prawdopodobnie zacznie nam brakować.

Dlatego z każdym kolejnym dniem będziemy odczuwać coraz większe zmęczenie, nawet przy łatwych podejściach. To tak w bardzo wielkim skrócie, osoby zainteresowane tą tematyką odsyłam do książek – fora w Internecie nie są rzetelnym źródłem informacji na ten temat – i trenerów personalnych sportów wytrzymałościowych oraz dietetyków.

Banan w trasie zawsze mile widziany, ale trzeba uważać, aby nie zrobił się z niego „mus”.


Jak zaradzić zmęczeniu?

– Zjedz sporo węglowodanów po długotrwałym wysiłku – makarony, pieczywo czy pizza świetnie się do tego nadają, ponieważ zawierają łatwo przyswajalne węglowodany, ale mają więcej wartości odżywczych niż słodycze. Zbyt szybko przyswajalne produkty nie są najlepsze, ponieważ nasz organizm ma ograniczone tempo odbudowy zapasów glikogenu – odpuść sobie cukier. Jeśli nie obawiasz się odżywek, to dobrze sprawdzą się w tym celu węglowodany do picia np. CARBONOX. CARBONIZER.

– Pij dużo wody z elektrolitami – zwykłe elektrolity, które rekomenduje się zażywać po problemach jelitowych, rozpuszczone w wodzie powinny znacznie przyśpieszyć regenerację, jeśli utraciłeś ich zbyt wiele wraz z potem. Kolorowe napoje dla sportowców też mogą być. Jeśli podczas jednodniowej wędrówki wypocisz 2% swojej masy ciała, to Twoja wydolność spadnie o ok. 10%, a z każdym kolejnym procentem wydajność będzie jeszcze szybciej spadać. Czujesz się zmęczony? Aby zdiagnozować, czy się odwodniłeś, wystarczy kontrolować kolor swojego moczu. Ciemnożółty lub wręcz brązowawy oznacza spore braki płynów w organizmie.

– Wyśpij się – bez dobrej jakości snu nie jest możliwa prawidłowa regeneracja.

Czy kawa jest dobra na zmęczenie?
Dla zainteresowanych. Dlaczego energetyki nas pobudzają? Najprościej mówiąc, kofeina przyśpiesza rozpad ATP (blokuje też neuroprzekaźniki zmęczenia w naszym mózgu), dlatego wielu z nas traktuje kawę jako „zastrzyk energii”. Kofeina nie wpływa na regenerację, a jedynie na odczucie zmęczenia.


Prowiant na kilkudniowy trekking

Podstawowe pytania, jakie trzeba sobie zadać przed rozplanowaniem posiłków na kilka dni w górach, to:

  • czy po drodze będzie można coś zjeść – schroniska górskie, lokale gastronomiczne w dolinach, lokalne osady;
  • czy po drodze będzie możliwość dokonania zakupów – schroniska górskie, sklepy w dolinach, ludność lokalna;
  • ile chcę wydać na jedzenie – biorę konserwy, kabanosy czy żywność liofilizowaną.

Wszystko zależy od tego, gdzie się wybieram i jak bardzo chcę poczuć niezależność. Wędrując po Polsce lub Alpach, bez większego problemu odbudujemy swoje zapasy codziennie. Jeśli wybierasz się w góry Kaukazu, to licz się z tym, że będziesz potrzebować kilkudniowych zapasów, które odbudujesz wyłącznie, pukając po drzwiach w napotkanych wioskach – o sklepach zapomnij. Czasem ktoś zaprosi Cię na świeże śniadanie – oczywiście za sporą opłatą – innym razem samemu będziesz zmuszony szukać pożywienia do odkupienia. Przy odrobinie szczęścia może nawet trafisz na wypieki wyciągane z pieca na Twoich oczach – bo, choć ciężko w to uwierzyć mieszczuchom, w górach nie ma piekarni i wszystko trzeba przygotowywać samodzielnie (sery, masło, kiszonki itp.).

Kilka praktycznych porad:

  • pakuj konserwy, nigdy słoiki – szkło jest ciężkie;
  • lubisz mięso – kabanosy sprawdzą się super, konserwy nawet lepiej;
  • sól, cukier, pieprz, witamina C, multiwitamina – też warto spakować;
  • o ryżu zapomnij, lepsze będą makaron ryżowy lub kasza kuskus, ponieważ nie wymagają gotowania, a jedynie zalania wrzątkiem, dzięki czemu zaoszczędzisz sporo gazu;
  • landrynki – zaspokoją głód cukru;
  • lubisz kawę? Koniecznie spakuj do plecaka kawę 3 w 1. Gdy z rana nie wypiję kawy, przez pierwsze kilka dni wędrówki boli mnie głowa. Znasz to?
  • orzechy, orzechy i jeszcze raz mieszanka studencka – nie tylko na czarną godzinę, ale jako naturalne superwydajne źródło energii i białka, niewymagające specjalnych warunków przechowywania;
  • gdy chcesz przyoszczędzić, będziesz zmuszony więcej nosić na plecach. Jeśli się postarasz, możesz wtedy zrezygnować z odwiedzania schronisk. Planuj wtedy trasę tak, aby co kilka dni zejść do jakiegoś sklepu w dolinie, zamiast nosić zapas na 15 dni;
  • gdy finanse Cię nie ograniczają, zaplanuj trasę tak, aby schroniska odwiedzać przed najtrudniejszym odcinkiem danego dnia, ponieważ energia ze schabowego i kartofli będzie wtedy optymalnie spożytkowana;
  • napoje izotoniczne w formie tabletek, które możesz rozpuścić w wodzie pozyskanej na trasie, to idealne rozwiązanie, aby szybko się nawodnić i utrzymać energię na wysokim poziomie. Gdy wędrujesz w upale lub na bardziej wymagającym odcinku, na pewno docenisz ich zalety.
  • dowiedz się więcej na temat odżywek sportowych, ponieważ ważą niewiele i będziesz zaskoczony, jak bardzo zwiększą twoje możliwości lub przyśpieszą regenerację.

Czy wiedziałeś, że…

herbata w wysokich górach smakuje znacznie gorzej. Czytając liczne wspomnienia himalaistów,
można dojść do dziwnych wniosków, że gdy tylko zaczną zdobywać wyższe partie gór, zaczynają narzekać na smak herbaty. Brzmi to jak nonsens, ale z naukowego punktu widzenia jest to jak najbardziej sensowne spostrzeżenie. Czym niższe ciśnienie, tym niższa temperatura wrzenia wody. Czym jesteś wyżej, tym trudniej prawidłowo zaparzyć herbatę, bo woda zaczyna „gotować” się w zbyt niskiej temperaturze – liściom herbaty jest „za zimno”, aby wypuściły swój aromat. Spróbuj przygotować herbatę w ciepłej wodzie z kranu, a poznasz smak „herbaty himalajskiej”.

Photo by Ella Olsson on Unsplash

Nie tylko dla wegan i wegetarian – białko

Najbardziej problematyczny składnik odżywczy, który powinniśmy codziennie przyswajać w proporcji przynajmniej 1 g na kg naszego ciała –podczas cięższego treningu czy trekkingu nawet znacznie więcej – to białko. Nie tylko w górach może być z tym problem, ale także w wielu krajach na świecie, jeżeli nasze upodobania żywieniowe nie są w danym regionie traktowane za „normalne” czy ładniej „popularne”. W krajach, gdzie występuje Buddyzm, nie będzie problemu z dietą wegańską, ale w krajach, gdzie posiłek opiera się przede wszystkim na mięsie (np. Gruzja), zaczynają się schody. Dlatego jeszcze przed wyjazdem warto pomyśleć o odżywkach białkowych. Kolejną zaletą sypkich odżywek proteinowych jest ich niska masa i łatwość przygotowania napoju w podróży. 

czytaj dalej: Turystyczna książka kucharska

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

WSZYSTKIE POSTY O TEMATYCE GÓRSKIEJ

Przed wyruszeniem na tatrzańskie szlaki

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Kalendarium podróżnicze

Post ten kierowany jest do osób, które planują – warto podkreślić słówko „planują” któremu zagadnieniu poświęcony jest cały wcześniejszy post dostępny TUTAJ – przynajmniej kilkudniową podróż po Europie lub poza jej granicami i chcą przygotować się na wszystko, co nieplanowane.

Jeżeli pozostało Ci jeszcze ….

7 miesięcy

2 miesiące

2 tygodnie

1 tydzień

1 dzień

1 godzina

1 minuta


7 miesięcy

  • Przed podróżą dobrze jest zacząć robić wszystkie rekomendowane szczepienia. Większość z nich można zrobić w niecałe dwa miesiące, ale takie jak np. na wściekliznę (3 dawki) to akurat już 6 miesięcy.*
  • Pinezki! Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, to najwyższa pora, aby zacząć zaznaczać sobie pinezkami – niezależnie od tego, czy to na papierowej mapie czy w aplikacjach – miejsca i atrakcje, które chcesz podczas danej wyprawy odwiedzić (więcej na temat pinezek).

*Niewiele jest szczepień obowiązkowych, dlatego wyruszając w większość kierunków, można ten punkt pominąć. Ja jednak jestem zwolennikiem zapobiegania niż leczenia. Dlatego wyruszając do Azji, zaszczepiłem się na wszystko, co było rekomendowane. Warto też wspomnieć, że część tych szczepionek jest dożywotnia albo wystarczy na wiele lat. Dlatego jeśli zrobimy je raz, gdy mamy na to czas, to później możemy spać spokojnie i planować kolejne spontaniczne wypady z mniejszym wyprzedzeniem.


2 miesiące

  • Przed wyjazdem dobrze sprawdzić cennik opłat bankowych. Może się zdarzyć tak, że został on zmieniony w ostatnim czasie na bardziej niekorzystny dla osób podróżujących. Warto zainteresować się tym problemem wystarczająco wcześniej, ponieważ banki zwykle rezerwują sobie przynajmniej 14 dni roboczych na wyrobienie i dostarczenie karty płatniczej (zwykle jednak trwa to znacznie krócej).
  • Zorientować się, czy atrakcje turystyczne, które planujesz odwiedzić, wymagają rezerwacji!
  • Przed kupnem biletów dobrze sprawdzić ważność paszportu i dowodów osobistych, aby uniknąć niespodzianek na granicy. W większości krajów paszport musi być ważny przynajmniej 6 miesięcy od przekroczenia granicy, ale czasem aż 2 lata. Dla dziecka też dobrze wyrobić dowód osobisty, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliśmy. Należy sprawdzić też aktualność dokumentów typu ubezpieczenie osobiste (NNW) i na samochód, ważność
  • przeglądu pojazdu itp., bo masz jeszcze na nadrobienie zaległości wystarczająco dużo czasu. Pamiętaj, że dokumenty dzieci mają inne daty ważności niż osób dorosłych. Dowód osobisty i paszport dla dzieci przed ukończeniem 12 roku życia jest ważny przez 5 lat, a powyżej tego wieku 10 lat. Należy sprawdzić też aktualność dokumentów typu ubezpieczenie osobiste (NNW). Data kolejnego przeglądu pojazdu itp., bo masz jeszcze na nadrobienie zaległości wystarczająco dużo czasu. Podróżując samochodem zagranicę lepiej zrobić przegląd o 2 tys. km za wcześnie niż za późno.
  • Wyrobić EKUZ (Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego) dla wszystkich członków rodziny.
  • Jeżeli zaskoczy nas kolejna pandemia, to dobrze wydrukować aktualne certyfikaty oświadczające zaszczepienie – nam za czasów koronawirusa sprawdzali je nawet w restauracjach przy autostradzie.
  • Można już zacząć szukać noclegów.
  • Zdjąć SIM-locka z telefonu, aby umożliwić działanie kart lokalnych sieci komórkowych z dostępem do taniego Internetu.
  • Odwiedzić dentystę i upewnić się, czy nasze zęby nie sprawią nam niespodzianki w trasie.
  • (W pandemii) Wydrukować aktualne certyfikaty poświadczające zaszczepienie – nam sprawdzali je nawet w restauracjach przy autostradzie.
  • Wybierając się samochodem na zachód koniecznie powinieneś kupić zawczasu przez internet plakietkę “EURO 4” pozwalającą Ci wjechać do wszystkich centrów niemieckich miast.
  • Jeżeli wyruszasz zagranicę jako opiekun nie swoich dzieci, to pomyśl o wyrobieniu dokumentów opisanych poniżej, których ważność to zwykle 6 miesięcy. Jeśli planujesz zabrać wnuczkę, chrześniaka lub dziecko znajomych na zagraniczne wakacje, pamiętaj o załatwieniu odpowiednich formalności. Konieczna będzie zgoda na wyjazd oraz zgoda na opiekę medyczną, podpisane przez oboje rodziców u notariusza i przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego na język angielski oraz język kraju docelowego. Choć europejskie przepisy i regulacje wielu krajów tego bezpośrednio nie wymagają, brak takiego dokumentu może zepsuć całe wakacje. W przypadku, gdy kraj docelowy nie określa jednoznacznie takich wymogów, problem może pojawić się w krajach tranzytowych, które mają szczegółowe regulacje w tym zakresie. We wszystkich krajach zgoda taka może okazać się niezbędna w sytuacji standardowej wizyty w szpitalu, np. z powodu skręconej kostki podczas spaceru.
  • Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronie YourEurope. Jeśli nie znajdziesz tam potrzebnych informacji, skontaktuj się z odpowiednimi ambasadami i konsulatami.


2 tygodnie

  • Można już zacząć szukać noclegów (jak to skutecznie zrobić, piszę tutaj).
  • Zdobyć informacje, czy będziesz potrzebować na miejscu adapter do gniazdka.
  • Zorientować się, czy atrakcje turystyczne, które planujesz odwiedzić, wymagają rezerwacji!
  • Aktywować na poczcie e-awizo. Gdyby jakieś trafiło do twojej skrzynki na listy dowiesz się o tym już tego samego dnia i będziesz mógł skontaktować się z pocztą.
  • Przejrzeć daty ważność leków z naszej apteczki i uzupełnić ewentualne braki (Uwaga! Leki dobrze przewozić w oryginalnych opakowaniach, aby się nie narazić na oskarżenia o handel zakazanymi substancjami) – więcej na ten temat piszę tutaj.
  • Potrzebujesz kupić winietę? Zapomnij o naklejkach. Najwygodniej kupisz je z dużym wyprzedzeniem poprzez platformy e-winietowe (akceptowane w całej Europie).

Dobry plan i dobre nastawienie to 97% satysfakcji z wyjazdu.
Photo by Estée Janssens on Unsplash


1 tydzień

Przed wylotem dobrze sprawdzić/zrobić jeszcze kilka rzeczy:

  • Jeżeli lecisz samolotem to przypomnij sobie, co można brać na pokład samolotu.
  • Jakie są ograniczenia związane z ilością przewożonych przez granicę mięsa, alkoholu, papierosów itp.
  • Impregnować odzież, pokrowce przeciwdeszczowe.
  • Zapisać w notatniku adresy i telefony polskich placówek dyplomatycznych z regionu, do którego się wybieramy, lub służb ratunkowych: GOPR / TOPR (985 lub 601 100 300), WOPR (601 100 100). Numer do banku, aby w nieoczekiwanej sytuacji móc zastrzec kartę płatniczą.
  • Przygotować się na bycie offline i oszczędzanie pakietu Internetu za granicą. Pościągaj na Google Maps i Maps.me obszary krajów, które planujesz odwiedzić (lub je zaktualizuj). Podczas dalekich zagranicznych podróży dobrze pościągać sobie na telefon czy tablet ulubioną muzykę (jako mp3 lub z aplikacji Spotify i YouTube Music, które oferuje taką możliwość), a jeżeli jedziemy na wakacje samochodem, to dla najmłodszego członka wyprawy warto pobrać też bajki (Netflix i YouTube Premium).
  • Naładować akumulatorki, powerbank i sprawdzić działanie całej naszej elektroniki.
  • Zrobić na telefonie miejsce na nowe zdjęcia i filmy z podróży. 
  • Zarejestrować się w systemie Odyseusz i wprowadzić informacje na temat planowanej podroży.


1 dzień

  • To ostatni moment, aby przed wyjazdem porozkładać cały ekwipunek na ziemi tak, aby wszystko przeanalizować. Sprawdzić, czy jest to, co konieczne, i czy o czymś nie zapomnieliśmy. Następnie podzielić rzeczy – jeżeli podróżujemy samolotem – do bagażu podręcznego, rejestrowanego i kieszeni. Koniecznie – część najważniejszych lekarstw przerzucić do bagażu podręcznego, aby w sytuacji zagubienia bagażu rejestrowanego nie zostać na lodzie – jak to robię przeczytasz w tym poście.
  • Sprawdzać stan konta, porobić ewentualne przelewy na karty płatnicze itp. Jeśli podróż jest dłuższa, to warto popłacić rachunki, a jeśli masz firmę, to uporządkować faktury i zanieść je do księgowej.
  • Wymienić awaryjną gotówkę w solidnych walutach – dolarach i euro – na czarną godzinę.
  • Polecam zautomatyzować wszystkie przelewy za stałe rachunki i raty lub zaplanować zlecenia przelewów do końca roku. W ten sposób co miesiąc zaoszczędzisz kilka minut, a będąc w podróży nie będziesz się martwić, że o czymś takim zapomniałeś – fatalnie byłoby wrócić do domu z wakacji i zorientować się, że odcięli prąd.
  • Sprawdzić, czy wjeżdżając do danego kraju, trzeba wypełniać jakieś dokumenty (nie tylko w pandemii takie regulacje istnieją). Warto dowiedzieć się tego wcześniej, bo na części takich papierków należy wpisać adres, pod którym będziesz zakwaterowany / adres znajomego / adres hotelu, w którym masz rezerwację i na lotnisku możesz mieć trochę stresu z tym związanego (szczególnie bez dostępu do Internetu).
  • Odprawić się przez Internet.
  • Wizyta u fryzjera? Czemu nie. Czym włosy krótsze, tym mniej przeszkadzają w trasie, szczególnie gdy wybieramy się na dłuższy trekking.
  • Opróżnić lodówkę.
  • Przygotować lub kupić i zapakować sobie przekąski na trasę.
  • Zabezpieczyć rzeczy na balkonie czy parapetach.
  • Przekazać pod opiekę kwiaty i zwierzaki – ewentualnie zorganizować opiekuna/babcię.
  • Monitoring sąsiedzki – poinformować najbardziej zaufanego sąsiada o swoich planach i pozostawić u niego swoje zapasowe klucze na wypadek klęsk żywiołowych – zaufany sąsiad to skarb. Najlepiej, gdyby odbierał także pocztę ze skrzynki na listy, aby sterta papierów nie sugerowała potencjalnemu włamywaczowi Waszej dłuższej nieobecności.

Wytyczne dla kierowców dotyczące tego, co zrobić przed podróżą samochodem, znajdziesz na liście dla zmotoryzowanych w rozdziale „Listy rzeczy”.

1 godzina

  • Nakleić etykietę na swój bagaż rejestrowany (imię, nazwisko, adres, telefon).
  • Zapakować sobie świeże przekąski, owoce i kanapki na trasę – polska tradycja nakazuje spakować jajko na twardo, pomidora i kotleta w panierce.
  • Wynieść śmieci.
  • Zabezpieczyć okna przed włamaniem.
  • Delikatne, najczęściej używane rzeczy, które zwykle są trzymane w zewnętrznych kieszeniach plecaka, włożyć do środka, aby na lotnisku podczas transportu nie uległy uszkodzeniu.
  • W kilka miejsc (bagaż podręczny, rejestrowany, portfel) wrzucić karteczki z IMIENIEM, NAZWISKIEM, NARODOWOŚCIĄ i swoim numerem TELEFONU, jak i numerem telefonu innej osoby znającej angielski – na wszelki wypadek, gdyby się coś zgubiło lub ktoś ukradł i gdzieś porzucił.

1 minuta

  • Zakręcić zawory z wodą
  • Wyłączyć wszystkie bezpieczniki (pod warunkiem, że odmroziliśmy i opustoszyliśmy zamrażarkę oraz lodówkę – jeśli nie, to przełączyć ją w tryb wakacyjny).
  • Sprawdzić czy okna są pozamykane.
  • Sprawdzić trzy razy czy dobrze zamknęliśmy drzwi – nawiązując do kabaretu, można w tym momencie potwierdzić zamknięci drzwi uderzeniem się w piszczel, aby dłużej o tym pamiętać, bo inaczej zrobimy to automatycznie i nawet tego nie zarejestrujemy.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Świadome podróżowanie

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

W jaki sposób NAPRAWDĘ bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Planowanie podróży

Czytaj 1 cz. tego tekstu: Czy planowanie podróży nas uszczęśliwia – badania naukowe.

Interaktywny spis treści

Wybór terminu wyjazdu

Wybór stylu podróżowania

Gdzie można zdobyć „nieturystyczne informacje turystyczne”

Za ile? Jak zminimalizować wydatki.

Czas na odpoczynek

Łagodny powrót do normalności

Gdzie się wybrać tym razem?

Jeśli zaczynasz planować najbliższy urlop albo z rozmachem cały podróżniczy rok, to rzut oka na pinezki (pisze o nich TUTAJ) i już wiesz, gdzie najlepiej pojechać tym razem – czym ich więcej w danym kraju czy na danym obszarze, tym więcej „za”, aby wybrać dany kierunek. Możesz następnie swoje najważniejsze pinezki połączyć sznurkiem (fizycznym lub wirtualnym) i w ten sposób stworzysz szkic przebiegu swojej kolejnej podróży – przydatny do rezerwowania noclegów i biletów.

Wybór najlepszego terminu wyjazdu

W kolejnym kroku warto zerknąć do kalendarza i na wykresy klimatyczne, bo tam znajdziesz odpowiedź, kiedy warto poszczególne miejsca odwiedzić. W zależności od tego, czy szukasz rozmachu czy naturalności, to te same miejsca odwiedzisz w innych terminach. Jeśli bardziej stawiasz na unikalne wydarzenia takie jak festiwal w Rio, karnawał w Wenecji, festiwal w Cannes, Palio w Sienie, Encierro w Pampelunie lub Konkurs Szopek Krakowskich, to musisz tym samym nastawić się na tłumy i podwyższone ceny, a także rezerwować miejsca na konkretny termin z bardzo dużym wyprzedzeniem.  Jeśli jednak bardziej cenisz sobie uroczystości z kategorii „nie pod turystyczną publiczkę” takie jak lokalne święta (tłumy mniejsze, ale mogą także z tego powodu wynikać pewne utrudnienia zakupach, transporcie czy noclegach), przeglądając kalendarz, będziesz wiedział, w jakim terminie dane okolice odwiedzać, a w jakim ich unikać. Pora monsunowa, pierwsze śniegi, wiosenne roztopy albo koniec pory suchej – w zależności od planowanych aktywności (wspinaczka, trekking, snowboard) czy atrakcji też mogą wpłynąć na wybór terminu, podobnie jak ceny biletów lotniczych.

Jeżeli dobrze poszukasz, to może uda Ci się znaleźć tak unikalny termin, że to co zobaczysz będziesz pamiętać do końca życia (Na zdjęciu niepowtarzalny Festiwal Balonów w Kapadocji) .Photo by Mesut Kaya on Unsplash


Wybór stylu podróżowania

(Może czasem warto spróbować czegoś nowego dla odmiany?)

Z moich obserwacji wynika, że wszyscy podróżujący dzielą się tylko na dwie główne grupy – o różnych ich odmianach więcej w rozdziale „W swoim stylu”. Możesz podróżować jako czytelnik przewodników, albo jako ich autor.

Możesz zwiedzać świat takim, jakim został opisany w przewodnikach lub, co gorsza, w folderach wakacyjnych, albo taki, jaki uda Cię się „odkryć” samodzielnie. Ja prawie zawsze podróżuję z papierowym przewodnikiem – lubię mieć wszystko w jednym miejscu – przy każdej okazji odwiedzam też lokalne punkty informacyjne po darmowe ulotki oraz mapy (uwielbiam te z narysowanymi atrakcjami). Szczególnie w Europie lubię wiedzieć, na co patrzę, ponieważ architektonicznie i historycznie jesteśmy bardzo urozmaiceni – w 1000 roku n.e. nasz kontynent był podzielony aż na 500 (!) księstw i obszarów, z których zbudowane są współczesne państwa.

Jednak gdy naprawdę chcę odkryć współczesną kulturę danego regionu – aby lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, dowiedzieć się jak tam żyją, pracują i co jedzą dziś mieszkańcy – to po przeczytaniu rozdziału „historia” odkładam przewodnik do plecaka i przełączam się w tryb odkrywcy/pisarza (niepotrzebne skreślić).

Odkrywać miasta i kultury możesz na dwa sposoby. Możesz płacić i stać w długich kolejkach, od atrakcji do atrakcji, aby odkrywać je takimi, jakimi sobie je wyobraziłeś – co zamyka Cię w klatce stereotypów budowanej przez reklamy i media. Możesz też skręcić w pierwszą lepszą uliczkę i odwiedzać te mniej cukierkowe, ale – co by tu nie mówić – prawdziwe oblicza. Szwendanie się jest przez wiele osób postrzegane za coś dziwnego, bo po co pojechać na drugi koniec świata, aby spacerować po brzydkich miejscach bez planu – tak samo uważa policja na całym świecie, bo więcej razy zostałem przez nich spisany i przeszukany za granicą niż w Polsce – ale na tym właśnie polega świadome odkrywanie i próba zrozumienia innych ludzi.

Dopiero gdy zobaczysz, jak mieszkają, co jedzą, w jakich porach, gdzie, ile czasu poświęcają w pracy, w jaki sposób się do niej dostają itd., zrozumiesz, czy może poprawniej powiedzieć „zbudujesz” sobie pewne subiektywne wyobrażenie – na tyle, na ile to możliwe w przeciągu kilku dni z perspektywy pojedynczej osoby, bazując na rozmowach z kilkoma czy kilkunastoma przedstawicielami danej społeczności poznanych na ulicy, w autostopie czy przez CouchSurfing – co to znaczy żyć w danym mieście. Nie wspominając już o tym, że nieraz przypadkiem natkniesz się na coś naprawdę unikalnego, o czym będziesz mógł później godzinami rozmawiać ze znajomymi.


Gdzie można zdobyć „nieturystyczne informacje turystyczne”

Niezależnie od tego, czy biegasz z przewodnikiem od atrakcji do atrakcji czy próbujesz samodzielnie takowy napisać i odkrywać inne kultury, to warto czasem sięgnąć po mniej oficjalne źródła informacji – te z pierwszej ręki. Gdzie takich szukać?

Oczywiście w Internecie. Jeżeli nie władasz biegle językiem angielskim, to odszukaj na Facebooku lub różnych forach grupy i tematy w stylu „Polacy na Islandii”, „Polacy na Malcie”, „Tajlandia FAQ”, „Polacy w kosmosie” – ta grupa niezbyt liczna – i tam dopytaj, co nietypowego warto jest odkryć. Jeszcze lepiej jest spróbować umówić się na wspólny obiad z oprowadzaniem po okolicy, w której mieszka dana osoba. Jeżeli jesteś introwertykiem, to część takich informacji zdobędziesz także, siedząc przed ekranem telewizora, bo w ostatnich latach dość popularne stały się programy z serii „Jestem z Polski”, „Polacy za granicą”, w których to nasi rodacy mieszkający poza granicami naszego kraju pokazują widzom to, jak wygląda ich nowe, codzienne życie – zwracając uwagę na to, co z naszej polskiej perspektywy ich najbardziej zaskoczyło.

Jeżeli Twoja znajomość języków obcych jest na komunikatywnym poziomie, to te same sposoby możesz zastosować na szerszą skalę, kierując swoje zapytania bezpośrednio do lokalsów. Poprzez CouchSurfing i Facebooka bez problemu odnajdziesz podobne angielskojęzyczne grupy. Istnieje także wiele portali w stylu „Znajdź lokalnego przewodnika”, które wyspecjalizowały się w łączeniu osób poszukujących informacji z tymi, którzy je posiadają i chcą się nimi podzielić w ciekawej formie – warto wcześniej poczytać opinie o tych przewodnikach. Jeżeli jesteś zawzięty, to także tłumacz wbudowany w przeglądarkę Chrome umożliwi Ci dostęp do tych wszystkich informacji, które jeszcze kilka lat temu byłby poza Twoim zasięgiem. Dzięki niemu na każdej stronie każdej atrakcji znajdziesz rzetelne informacje u samego źródła, które mogą Ci się przydać, a nie zawsze kierowane dla turystów angielskojęzycznych. W ten sposób płynnie docieramy do…

GPT w podróży – Jak AI ułatwia odkrywanie świata

Jak zdobyć informacje, aby podejść w nieszablonowy sposób do zwiedzania miasta, inaczej niż większość znajomych? Co powiesz na… wykorzystać nowego „przyjaciela, wszechstronnie wykształconego”, który nazywa się GPT.

Dowiedz się jak to zrobić

Za ile? Jak zminimalizować wydatki.

Gdy już wiemy, gdzie, kiedy i w jakim stylu, to przechodzimy do pytania „za ile”. Jeżeli wiesz już wszystko o wszystkich miejscach, które chcesz odwiedzić, to warto zacząć kombinować, jak to zrobić, aby zobaczyć jak najwięcej za jak najmniej. Czym bardziej elastyczny będzie Twój kalendarz i mniejsze wymagania co do pogody, tym prawdopodobnie więcej uda Ci się zaoszczędzić na biletach i noclegach – a to są bez wątpienia największe wydatki. Kolejnym składnikiem ostatecznej ceny wyjazdu będzie jedzenie i to, na czym skupimy się w tym punkcie, czyli ceny atrakcji, które ku zaskoczeniu mniej wtajemniczonych wędrowców często mogą wynosić równe zero złotych!

W niektórych miastach większość muzeów jest darmowa. Czasem codziennie, częściej jednak w poszczególnych godzinach albo dniach tygodnia. Spore zniżki, wynoszące nawet do 100% ceny, możesz ustrzelić, kupując bilet jako student. Pamiętaj, że wiele największych atrakcji turystycznych jest dostępnych także – lub TYLKO – bez kolejek pod warunkiem, że wcześniej zarezerwujemy bilet na konkretną godzinę przez Internet, czasem także darmowe wejściówki tego wymagają. Wybierając się na wysypy gdzieś pośrodku oceanu, koniecznie sprawdź, czy nie obowiązują na nich limity wejść na trasy trekkingowe i do Parków Narodowych, bo bez wcześniejszych rezerwacji może się okazać, że nie odwiedzisz najciekawszych miejsc w okolicy. Wszystko, co związane z tematem oszczędzania w podróży, obszernie opisuję w rozdziale „Finanse w podróży”.

Dobrze wiedzieć – to też rozplanuj – Uważaj na awizo
Jestem przekonany, że nikt, kto wyjeżdża na dłuższa przygodę, nie zastanawia się, kto pod jego nieobecność odbierze za niego przesyłki na poczcie, a już w szczególności awizo z sądu. Niestety takie drobne niedopatrzenie może nas wiele kosztować, a nawet skrócić podróż dookoła świata. Przyjmijmy hipotetyczną sytuację, że zostałeś uwieczniony na nagraniu z kamery przemysłowej (jakiegoś sklepu) jak przechodziłeś przez drogę w miejscu, gdzie 4 min później doszło do potracenia człowieka. Nic nie widziałeś, nic nie słyszałeś, nawet nie wiesz o tym zdarzeniu ale sąd chce wezwać Cię na świadka.

Ty jesteś w podróży od miesiąca, a w międzyczasie w Twojej skrzynce na listy pojawiło się awizo oraz tydzień później ponowione awizo. I w tym miejscu zaczynają się schody, ponieważ niezależnie od tego, czy ktoś odebrał list i zapoznał się z treścią pisma, czy też zignorował oba awiza, dla sądu będzie to miało ten sam skutek i po upływie 14 dni zostanie uznane za prawidłowe doręczenie! Co z tego? W sytuacji gdy nie stawisz się w sądzie jako świadek (o czym nawet nie wiesz), możesz zostać ukarany grzywną lub, w pewnych okolicznościach, możesz ponieść nawet poważniejsze konsekwencje. Dlatego dobrze upoważnić kogoś z bliskich do odbierania poczty i zostawić mu kluczyk do skrzynki na listy.

Zaplanuj także czas na odpoczynek

Na wstępie podkreślę, że mowa tutaj o aktywnych podróżach, a nie o wygodnych wakacjach spędzanych w jednym miejscu stylu All inclusive – choć i to może znudzić. Podróże szczęścia nie dają, a już na pewno nie gwarantują! Ile razy podczas swoich podróży czułeś się smutny? Czułeś, że jesteś w miejscu, o którym marzyłeś od miesięcy, a jednak coś jest tą rysą na przysłowiowym szkle, przez co nie czujesz się tak normalnie szczęśliwy.

Po pierwsze radość i szczęście to dwie różne rzeczy. Radość to chwilowe energiczne okazywanie „szczęśliwości” – eksponowanie jej na zewnątrz – a szczęście to długotrwałe pozytywne postrzeganie swojego zadowolenia z życia, które masz w swojej głowie całkowicie niezależne od tego co widać na zewnątrz. Ciężko się radować, gdy po tygodniu wędrówki w deszczu czy śniegu i nieprzespaniu ostatnich dwóch nocy docierasz do celu, pomimo tego, że czujesz satysfakcję i ogólne zadowolenie z siebie (szczęście). Możesz też głośno się śmiać i podskakiwać z radości na fotkach z Insta, będąc wewnątrz totalnie załamanym. Najlepiej, gdy udaje się nam połączyć radość i szczęście, ale aby to osiągnąć, musimy być w miarę wypoczęci.

Zaplanuj dni na odpoczynek – narastające fizyczne, a tym bardziej psychiczne zmęczenie odbiera radość. Jeżeli każdą noc spędzasz w innymi mieście, albo nawet środku transportu, do tego pokonujesz pieszo dziesiątki kilometrów i szkoda Ci czasu, aby w jakimś miejscu się zrelaksować – bo przecież nie po to leciałeś na drugi koniec świata, aby tracić czas na odpoczynek i sen – to długo tak nie pociągniesz. Sam mam z tym ogromny problem i wiem, że podobnego zmęczenia doświadcza też wiele osób „wypoczywających” na zorganizowanych objazdowych wycieczkach – całe dnie w ruchu albo w autokarze. Gdy podróż jest długa – powiedzmy powyżej 10 dni – to zaplanuj jeden dzień w tygodniu na leniwą regenerację w domowym stylu – przed telewizorem, z książką, w parku itp.

Przez długi czas nie potrafiłem zrozumieć osoby spotkane w hostelach, albo u hosta na Couchsurfingu, które spędzały kilka dni siedzą w pokoju, oglądając filmy czy nudząc się bez planu (tysiące kilometrów od domu!). Po kilku dłuższych podróżach już je zrozumiałem – choć to wcale nie oznacza, że łatwo przychodzi mi wyluzowanie podczas wyjazdu. W ten sposób łapały równowagę i ładowały swoje akumulatory. Zaplanuj czas na leniwy dni, bo inaczej po wakacjach będziesz potrzebować odpoczynku, a i w trasie nie nacieszysz się tym co widzisz.

Dla wielu wyjazd to leniwy odpoczynek, jednak dla innych to satysfakcjonujący maraton turystyczny. Czasem warto zaplanować czas na załadowanie baterii.Photo by Samuel Regan-Asante on Unsplash

Interaktywne kalendarium

Niezależnie czy masz jeszcze 6 miesięcy do wymarzonego wyjazdu, czy dzień albo właśnie opuszczasz swoje mieszkanie do którego wrócisz dopiero po półrocznej podróży, to rzuć okiem do tego osobnego interaktywnego posta, aby mieć gwarancję, że nie zapomnisz wyłączyć żelazka i pozyskać wszystkie wymagane wizy.

INTERAKTYWNY KALENDARZ PRZEDWYJAZDOWY

Przyjemny powrót do normalności

Właściwie wszyscy moi znajomi, z którymi rozmawiałem na temat samopoczucia po powrocie z podróży, skarżyli się na coś, co ja nazywam „depresją po powrotną”. Chodzi o to, że niezależnie od tego, czy Twój wyjazd trwający przynajmniej 5 dni był udany czy superudany, to podczas jego trwania Twój mózg był atakowanymi nowymi bodźcami (nowe miejsca, smaki, zapachy, ludzie), co powodowało uwalnianie dopaminy – jednego z hormonów szczęścia. Jeżeli przez kilka dni co chwilę coś Cię zaskakiwało, nieustannie odkrywałeś nowości czy byłeś zwyczajnie zadowolony, to do pewnego stopnia uzależniasz się od tego typu przeżyć.

Efekt nowości to też główna przyczyna uzależnienia od Internetu i technologii. Gdy wrócisz do domu, mniej więcej przez pierwszy tydzień będzie Ci tego brakowało – nawet gdy wyjazd nie był jakoś szczególnie udany i właściwie cieszyłeś się z powrotu do domu, to brak tych dopaminowych bodźców będzie Ci doskwierał.

Jak sobie z tym radzić?
Zacznij planować kolejny wyjazd (metoda klina), idź na rower albo pobiegać, spotkaj się ze znajomymi i przeglądaj zrobione podczas podróży zdjęcia, aby sobie uświadomić, jak cudowne masz życie! Bardzo polecam poświęcić w mieszkaniu jedno widoczne miejsce na ściankę – tablicę, siatkę, półkę – wspomnień. To na niej będziesz zamieszczać zdjęcia, bilety, widokówki i pamiątki, czyli wszystko to, co będzie Ci przypominać o tym, jak wiele przez ostatni rok w Twoim życiu miłych rzeczy miało miejsce, a o czym w codziennym pędzie zwyczajnie zapominasz.  

Na koniec temat warty nagłośnienia

Te statystyki nie są w żadnym stopniu powiązane z tematyką podróżniczą, ale myślę, że wymagają nagłośnienia.

Jeśli podczas podróży nie potrafisz cieszyć się z tego, co widzisz, czy po powrocie do domu dopada Cię chandra, to doświadczasz w 1% tego, co innym odbiera chęć do życia. W naszym społeczeństwie istnieje bardzo zaniedbywany problem zdrowia psychicznego, co przynosi katastrofalne skutki. W 2021 roku zgłoszono aż 13 798 prób samobójczych z czego niestety 5201 zakończyło się odebraniem sobie życia. Wśród dzieci i młodzieży jest jeszcze gorzej! W 2021 roku 1496 dzieci i nastolatków poniżej 18. roku życia podjęło próbę samobójczą, a aż 127 z tych prób zakończyło się śmiercią.

W stosunku do 2020 roku jest to wzrost odpowiednio o 77% (!!!) zachowań samobójczych oraz o 19% śmierci samobójczych. Czy to wina pandemii? Nie tylko, bo w 2019 roku wszystkich prób było 11 196, z czego 5255 zakończyło się „sukcesem”. Trzeba być jednak świadomym, że te statystyki i tak mogą być w bardzo dużej mierze zaniżone, a już szczególnie te dotyczące prób samobójczych.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Świadome podróżowanie

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

W jaki sposób NAPRAWDĘ bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Planowanie podróży nas uszczęśliwia?

W tym rozdziale (serii postów) poruszę wiele tematów związanych z planowaniem podroży, które powinny Cię zainteresować niezależnie od tego, czy wybierasz się rodzinnie na wakacje all inclusive czy samotne podróżowanie z plecakiem.

Dowiesz się z niego, w jaki sposób planować podróże, aby zaoszczędzić sporo pieniędzy, spróbować niczym autor przewodników odkrywać ukryte miejsca i zrozumieć inne kultury, a także w jaki sposób wykorzystać tę wiedzę do poprawy poziomu szczęścia w codziennym życiu.

Od tego ostatniego zdania zaczniemy.

Mieć czy być?

Z badań prowadzonych przez – nie tylko – amerykańskich naukowców jasno wynika, że poziom zadowolenia z życia wzrastał, jeżeli uczestnik ankiety miał zaplanowane podróże. Innym sposobem na długotrwałą poprawę nastroju jest wydawanie pieniędzy, jednak nie na rzeczy materialne, ale na doświadczenia (np. podróże, koncerty). Tłumaczone jest to tym, że o takich przeżyciach więcej się rozmawia niż o zakupach materialnych. Gdy rozmawiamy, lepiej integrujemy się z osobami o podobnych zainteresowaniach, co dla nas, jako istot stadnych, odgrywa kluczową rolę w aspekcie zdrowia psychicznego.

Kolejne, bardziej zaskakujące badania dowodzą, że poziom zadowolenia z życia osób po powrocie z wakacji do domu właściwie nie różnił się od ankietowanych, którzy na wakacje nie wyjechali. Z wyjątkiem tych superzadowolonych z wyjazdu, co, jak autorzy podkreślili, stanowiło jedynie marginalny procent wyników! (link.springer.com, news.cornell.edu, www.ustravel.org, happyproject.in, journals.sagepub.com, journals.sagepub.com, journals.sagepub.com)


Dlaczego już samo planowanie podróży nas uszczęśliwia?

Cytując klasyka, „w życiu piękne są tylko chwile” i cała sztuka szczęśliwego życia polega właśnie na tym, aby jakoś zagospodarować czas pomiędzy nimi. Wydaje się, że my jako ludzie – w przeważającej większości – znudzeni monotonią dnia codziennego wyjątkowo często lubimy uciekać mentalnie w inne światy (serialowe, filmowe, książkowe, wirtualne) i do krainy marzeń.

I w ten sposób docieramy do jednego z najprostszych sposobów, aby tych nienudnych chwil w życiu było jak najwięcej – podróży. W podróży poznajemy innych ludzi – a przypomnę, że jesteśmy zwierzętami stadnymi – podziwiamy piękne miejsca, kosztujemy nowych smaków i, co chyba najważniejsze z psychologicznego punktu widzenia, odcinamy się od codzienności, trochę przenosząc się w świat naszych marzeń. Poza granicami codzienności czujemy się trochę jak bohaterowie książek podróżniczych, historii o odkrywcach, a po powrocie do znajomych wcielamy się w rolę atrakcyjnych prowadzących programy podróżnicze, obsypując wszystkich wokoło ciekawostkami w stylu pana Makłowicza.

Podróże mogą mieć jednak jedną istotna wadę, mogą nas rozczarować! Zbyt wysokie oczekiwania, zła pogoda, fatalne towarzystwo, choroba, wysokie ceny, nieprzyjemności, kolejki – w kolejnych rozdziałach Rajzyfiber piszę, jak się na to wszystko przygotować. Planowanie wyjazdu ma właściwie wszystkie z zalet podróżowania i jest pozbawione jego potencjalnych wad.

Kojarzysz te chwile, gdy podczas przygotowywania planów myślami odpływasz już do tych miejsc? Jesteś tam. Słyszysz dźwięki miasteczka. Spacerujesz po tętniących życiem nierównych wąskich uliczkach, czujesz zapach intensywnych przypraw z pobliskiego straganu, a na skórze ostatnie ciepłe promyki słońca chowającego się poza horyzont – spora dawka pozytywnych endorfin. Można podsumować ten akapit słowami „jedynie podróżowanie palcem po mapie to gwarancja zadowolenia z podróży”, jednak w dalszej części tekstu skoncentrujemy się na takim planowaniu, aby jak najwięcej realnych wyjazdów zaliczyć do tych udanych.


Przed podróżą – pozytywne planowanie

Skoro już wiemy, że planowanie podróży naprawdę nas uszczęśliwia, to w jaki sposób możemy tę wiedzę wykorzystać dla naszego dobra? Może by tak codziennie planować kolejne wyjazdy – od razu kilka, bo czemu by ograniczać się do jednego?

Planuj na mapie
Jeżeli jesteś staroświecki, to wystarczy, że na jednej ze ścian mieszkania rozwiesisz dużą, dość szczegółową mapę świata (albo Europy lub Azji – to w zależności od wymarzonego kierunku), a gdy tylko natrafisz na jakieś miejsce godne odwidzenia, zaznaczysz je na mapie pinezką i zanotujesz w notatniku. Zaletą takiej mapy jest to, że będziesz ją widywać kilka razy dziennie, a podczas wizyty znajomych (pewnie też podróżników) tematy do rozmów będą nasuwać się same – pojawiać się będą również nowe pinezki na ścianie.

Wyzwanie – Widząc taką mapę powieszoną u znajomego na ścianie, spruj do niego na ten temat nie zagadać. Jeżeli jesteś czytelnikiem Rajzyfiber, to na pewno Ci się nie może to udać.

Mapa może być też cyfrowa
Dla fanów technologii wygodniejszą może być metoda, którą praktykuję od czasu, kiedy pojawiły się w moim życiu małe dzieci – wtedy więcej planujesz na przyszłość, a mniej podróżujesz – to opcja „Zapisz” w Google Maps. Dzięki niej każde warte odwiedzenia miejsce, które ktoś mi poleci, lub takie, które pojawi się w hollywoodzkim filmie, na YouTube, w gazecie czy książce, odnajduję raz dwa w wyszukiwarce i dodaję do list „Chcę odwiedzić”, „Odwiedzić przejazdem”, „Miejsca edukacyjne”, „Fajne dla dzieci”, „Polecane” itp.

Odwiedzić przejazdem
Na liście „Odwiedzić przejazdem” zamieszczam też miejsca, które zastąpią nam autostradowe parkingi podczas przerw w trasie. Będziesz naprawdę zaskoczony tym, jak bardzo urokliwe i ciekawe miejsca możesz znaleźć nieopodal autostradowych zjazdów we Włoszech, na Bałkanach, w całych Alpach czy nawet w Polsce (np. hipnotyzujące Niebieskie Źródła w Tomaszowie Mazowieckim czy atrakcyjne Muzeum Mitologii Słowiańskiej w Owidzu). Na tę listę wrzucam też wyróżniające się place zabaw, aby nasze pociechy miały okazję rozprostować nogi. Najlepszym przykładem takiego miejsca, dla którego warto nawet nadrobić trasy, jest park Bajka w podwarszawskim Błoniu.

Najbardziej unikatowe miejsca na świecie
Na sam koniec do mojej kolekcji „pinezek wartych odwiedzenia” dokładam jeszcze klejnoty z Listy Światowego Dziedzictwa (UNESCO). Z doświadczenia wiem, że to, co się na niej znajduje, jest niemalże zawsze warte odwiedzenia. Podkreślę „niemalże zawsze”, ponieważ miejsca z tej listy ZAWSZE są unikatowe w skali światowej – inaczej nie trafiłyby do tego prestiżowego spisu – ale czasem, aby zachwycić się niektórymi z nich, trzeba być profesorem historii albo amatorem archeologii.

czytaj dalej: Jak dobrze zaplanować podróż ?

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Świadome podróżowanie

Rezerwacja dobrych noclegów krok po kroku

W jaki sposób NAPRAWDĘ bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Poszukiwanie noclegów

W tym poście skupimy się na poszukiwaniu noclegów płatnych (hotel, hostel, apartamenty, domki, pole namiotowe itp) dla całej rodziny. Podczas rodzinnych objazdowych wakacji po Europie trwających zwykle 3 tygodnie, bardzo dużo się przemieszczamy (bywa, że robimy nawet 7 tys. km) i co drugi/trzeci dzień zmieniamy miejsc noclegu. W tym tekście chciałbym się z Tobą podzielić swoimi doświadczeniami z poszukiwaniem noclegów, ponieważ przez nieuwagę możemy naprawdę sporo stracić (pieniędzy lub przyjemnego pobytu). Jeżeli nie bardzo chcesz / możesz wydawać pieniądze na spanie i jesteś chętny, aby lepiej zgłębić kulturę odwiedzanych miejsc to rzuć okiem na ten tekst – CouchSurfing dla niewtajemniczonych.

Interaktywny spis treści

Wstęp

Udana rezerwacja krok po kroku

Na co zwrócić uwagę przed zarezerwowaniem miejsca

Kempingi i pola namiotowe – jakie wybrać?

Wyszukiwanie noclegu w namiocie krok po kroku

Nocleg wybrany? Nie rezerwuj, najpierw ….

Wstęp

Niezależnie od typu noclegu (hotel, hostel, pole namiotowe) poszukiwania najlepiej zawsze rozpocząć wśród znajomych, bo tylko w ten sposób możemy być pewni niekomercyjnej rekomendacji. Jeśli mamy czas, to wielkim kierunkowskazem mogą być lokale polecone na blogach i forach podróżniczych w języku polskim (mała szansa, że jakiś hiszpański właściciel hotelu zapłacił za taką opinię).

Jeżeli planujemy wyjazd objazdowy, to dobrze w naszym planie wydatków uwzględnić dni tygodnia, ponieważ w weekendy noclegi w ośrodkach wypoczynkowych i turystycznych szybują ostro w górę (nawet o 30%), a z dala od centrów miast lub na odludziach mogą nie ulegać zmianie. Podobnie sprawa wygląda z lokalnymi świętami i długimi weekendami.

Niezależnie od tego, czy poszukujesz noclegu, z którego skorzystasz za 15 minut czy za 15 dni, najwygodniej do tego celu wykorzystać aplikacje typu Trivago, Hostelworld, Booking.com, Airbnb (więcej o nich w rozdziale „Aplikacje przydatne w podróży”). To, co dla niektórych osób może być zaskakujące, to fakt, że Google Maps również i do tego zadania może okazać się niezastąpione, szczególnie w sytuacji, gdy wcześniej wymienione aplikacje zawiodą.


Udana rezerwacja pokoju krok po kroku

Jeżeli poszukujemy noclegu poprzez wcześniej wspomniane aplikacje typu hotel czy hostel, to do aplikacji wpisujemy docelową lokalizację (ewentualnie wybieramy opcję „W pobliżu aktualnej”), zaznaczamy datę naszego przybycia i wyjazdu, określamy liczbę osób (czy przyjedziemy z dzieckiem i w jakim wieku) i gotowe. A przynajmniej tak mogło by się nam wydawać, bo to dopiero teraz zaczynają się schody.

W następnym kroku warto skorzystać z opcji „Filtry”. To za jej pomocą możemy wyeliminować noclegi zbyt drogie (i ewentualnie zbyt tanie), o za niskim standardzie, bez parkingu, lub takie, gdzie nasz czworonożny przyjaciel nie będzie mile widziany. Dzięki filtrom zaoszczędzimy trochę czasu, a jeszcze więcej zdziałamy, korzystając z opcji „Sortuj”. W tym wypadku prawie zawsze wybierzemy cenę (od najniższej) lub ewentualnie oceny gości. W przypadku aplikacji Trivago możemy połączyć te dwie pozycje w „Cena i polecane”.

W ten sposób wygenerowaliśmy spersonalizowaną listę wszystkich mogących nas zainteresować hoteli, z którą możemy przejść do kolejnego kroku. Przyszła pora na sprawdzenie, czy w pożądanej miejscowości znajdziemy jakikolwiek pokój (zdarzało mi się już, że nie wyświetlał się żaden wynik) za rozsądne pieniądze (może warto przeplanować nasz wakacyjny budżet) i o oczekiwanym standardzie.

Zwróć na to uwagę !!!

Wygenerowanie powyższej posortowanej listy proponowanych noclegów to najprostsze zadanie, teraz pora na podjęcie prawidłowego (w domyśle najlepszego) wyboru. Dlatego koniecznie pamiętaj, aby zwrócić szczególną uwagę na :

Komentarze (te prawdziwe)

Komentarze!!! Czytaj przede wszystkim te negatywne, ale pamiętaj, że ludziom znacznie łatwiej przychodzi napisać negatywny komentarz, niż kogokolwiek pochwalić, nawet gdy będą pod wrażeniem (przypomnij sobie, kiedy to Ty kogoś pochwaliłeś lub wystawiłeś pozytywną opinię w Internecie.

W tym momencie, póki o tym pamiętasz, sugeruję wystawić pozytywny komentarz swojemu mechanikowi samochodowemu (np. BLPD Serwis), odwiedzanej restauracji lub dentyście, bo warto nagradzać za wysoki standard świadczonych przez nich usług i ich rekomendować.

Największą uwagę zwracaj na te komentarze napisane w języku polskim (mała szansa, że zostały nieuczciwie kupione) lub przez Polaków po angielsku, ponieważ nasze oczekiwania i standardy mogą całkowicie różnić się od tych szwajcarskich, wietnamskich czy kenijskich.

Zdjęcia (innych gości)

Przyjrzyj się zdjęciom wystawionym przez gości, ponieważ tak samo jak instagramowe śniadania czy fotki z portali randkowych nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, tak fotki wrzucone przez firmy mogą odbiegać od aktualnych realiów. Bieżące zdjęcia znajdziesz po wrzuceniu nazwy hotelu do Googla opcja „Zobacz zdjęcia”, a następnie „Wszystkie zdjęcia” najlepiej w zakładce „Od gości”.

Jeżeli na stronie internetowej chorwackiego hostelu znajdziesz takie zdjęcia, wiedź, że wygląda to trochę podejrzanie.

Lokalizację (dopasowaną do Ciebie)

Lokalizacja!! Co z tego, że hotel jest o wysokim standardzie za rozsądne pieniądze, jeśli nie masz samochodu, a jego lokalizacja, delikatnie mówiąc, wskazuje na obrzeża. Z powodu dojazdu do miejsca noclegu możesz stracić na komunikację miejską mnóstwo czasu, który mógłbyś poświęcić na zwiedzanie, albo sporo pieniędzy na taksówkę. Lokalizacje najlepiej określimy, wybierając tryb „mapy” wyświetlania wyników i zwykle będziemy mogli porównać, jak kształtują się ceny dla danych dzielnic. Wtedy też najwygodniej przyjdzie nam określić, czy może warto wynająć pokój dalej, ale taniej, czy też drożej jednak najbliżej głównego punktu wycieczki (np. przy plaży, opery, centrum handlowego, Disneylandu).

Darmowe plaże (ogólnodostępne)

Jeżeli jesteśmy nad morzem, sprawdzamy, czy nieopodal naszego noclegu znajdują się prywatne czy publiczne plaże. Jest to o tyle istotne dla naszego portfela, że np. we włoskim kurorcie Rimini za nocleg w hotelu możemy zapłacić 30 euro za dwie osoby, a za miejsca na lokalnej plaży kolejne 17 euro. Na prywatnych plażach, czyli takich, na których są rozłożone już leżaki i parasole przez firmy posiadające umowę z miastem lub hotele, nie można rozkładać swoich ręczników. Wejście do wody na takich plażach jest ogólnodostępne (choć też nie wszędzie) i jedynym wyjściem z opresji jest rozłożenie się na falochronach, które według włoskiego prawa nie są częścią prywatnej plaży (niektórzy lokalsi z tego korzystają).

Możemy też udać się na kilkukilometrowe poszukiwania darmowej plaży, bo zwykle w każdym mieście znajduje się przynajmniej jedna. Ogólnodostępne piaszczyste brzegi są czasem ulokowane w gorszej lokalizacji, np. przy porcie. Jest to zrozumiałe, bo skoro nie płacimy, to nie możemy wymagać. Ale jeśli mamy szczęście, znajdziemy je także w najlepszych częściach wybrzeża, pomiędzy prywatnymi odcinkami. Informacji najlepiej zaczerpnąć od lokalsów (nie liczyłbym na obsługę hotelu) lub ewentualnie w Internecie.


Kempingi i pola namiotowe – jakie wybrać?

Tutaj sprawy trochę bardziej się komplikują, ponieważ na zachodzie często nie rozróżnia się pola namiotowego od ekskluzywnych kempingów w formie osiedli drewnianych domków. Jeśli chcemy zaoszczędzić i podróżujemy samochodem, to możemy albo spać gdzieś na dziko i ryzykować zatrzymanie przez policję (nie w każdym kraju można spać w aucie lub rozbijać namiot, gdzie nam się podoba), albo szukać typowych pól namiotowych, co może okazać się dość czasochłonne.

Aplikacje, które sprawdzają się dobrze w wypadku hoteli czy te dla hosteli, nie sprawdzają się niestety w przypadku namiotów (co nie jest właściwie wielkim zaskoczeniem, bo oficjalnie nazywają się wyszukiwarkami HOTELI). W takiej sytuacji możemy spróbować znaleźć jakiś kemping na specjalnych portalach w tym celu utworzonych – niestety zwykle mają one zasięg jednego kraju i nie są zbyt dopracowane, co może stwarzać pewne problemy – albo posłużyć się aplikacją Google Maps.

Nasz ulubiony słoweński glamping, na którym pozwolono nam robić namiot, znaleźliśmy przez przypadek, ponieważ wszystkie w okolicy były wypełnione po brzegi, a ten na Google Maps widniał jako zamknięty, a mimo to spróbowaliśmy go odwiedzić. BYŁO WARTO! (więcej na ten temat)


Wyszukiwanie noclegu w namiocie krok po kroku

Jeśli w pasku wyszukiwania Google Maps wpiszemy „pole namiotowe”, to w Polsce wszystko zadziała sprawnie. Za granicą natomiast wyświetlą nam się głównie wcześniej wspomniane pola kempingowe dla fanów małych domków lub posiadaczy pojazdów typu kamper, na których niestety często nie przyjmuje się „ubogich” posiadaczy namiotów. W kolejnym kroku musimy dokonać wstępnej selekcji obiektów, które zostały nam zasugerowane na danym obszarze (najwygodniej korzystać z opcji „Szukaj w tym obszarze”) i sprawdzać wszystkie zdjęcia. Jeśli na którejś z fotografii znaleźliśmy namiot, to oznacza, że prawdopodobnie i nam pozwolą się tam rozbić. Jeśli namiotów nie widać, to pozostaje nam odwiedzić ich stronę internetową i tam poszukać sformułowania „tent pitches” lub coś w tym stylu.

Jeśli udało nam się znaleźć odpowiedni ośrodek, co wcale nie jest takie łatwe, bo np. w okolicy przepięknego Salzburga na 4 „kempingi” udało mi się znaleźć tylko jeden, który umożliwia rozbicie namiotu (Camping Schloss Aigen, polecam), to przystępujemy do selekcji. Na początku sprawdzamy cenę. Kilka akapitów powyżej użyłem sformułowania „ubogich posiadaczy namiotu”, dlatego że tego typu noclegi wcale nie muszą należeć do najtańszych, patrząc z perspektywy polskiego portfela.

Z pamiętnika podróżnika – ceny
Za miejsce na polu namiotowym nieopodal Florencji („Camping Village Panoramico Fiesole”) za dwie osoby zapłaciliśmy 160 zł, na szczęście w cenie było już wszystko, nawet basen, a w gratisie przepiękna panorama miasta. Natomiast na polu namiotowym przy włoskim jeziorze Bolsena (ceny w euro: 6 za osobę, 3 za dziecko, 6 za namiot i 3 za samochód) nie było właściwe nawet zaplecza sanitarnego, sklepu (o restauracji nie wspominając), a ciepły prysznic był dodatkowo płatny.

Czytaj też: Interaktywna lista rzeczy do spakowania na rodzinne wakacje

Nie zapomnij sprawdzić też:

Jeżeli jakaś pozycja spełnia nasze wymagania, powinniśmy pamiętać, aby sprawdzić
jeszcze:

  • co zawiera cena (czy dodatkowo płatne są ciepłe prysznice, pozostawienie samochodu, basen dla posiadaczy czepka!, prąd – z tym wszystkim bywa bardzo różnie),
  • czy nieopodal znajdziemy sklep (najlepiej Lidl, Billa itp., bo tam najtaniej kupimy to,
  • co nam potrzebne do przygotowania posiłku) lub restaurację,
  • gdzie znajduje się toaleta i prysznice (czy trzeba przechodzić przez drogę lub czy jest tylko jeden gdzieś daleko lub zbyt blisko nas),
  • czy będziemy mogli zaparkować samochód przy namiocie (a to bardzo ułatwia życie),
  • czy są na tym obszarze dostępne atrakcje dla dzieci (plac zabaw) i dla dorosłych (piłkarzyki, bilard),
  • jak wygląda dojazd do centrum lub atrakcji, które chcemy odwiedzić (bo jeśli musimy jechać tam swoim autem, to ryzykujemy stratę czasu w korkach i opłaty parkingowe).
  • Przykładowo na polu namiotowym Serenissimo możemy kupić bilet autobusowy za 3 euro (w dwie strony), aby dojechać bezpośrednio z niego do centrum Wenecji, gdzie za parking samochodowy zapłacilibyśmy przynajmniej 21 euro,
  • jeżeli jesteśmy nad morzem, to czy nieopodal naszego campingu znajdują się prywatne czy publiczne plaże.
Przykładowy Kemping (największy w Chorwacji). Dwa aquaparki, niezliczone place zabaw, codzienne przedstawienia teatralne i w kilku miejscach muzyka na żywo, sporo supermarketów i to wszystko na brzegu Adriatyku. Nie lubisz tłumów, to nie miejsce dla Ciebie, ale gdy Ci to nie przeszkadzają to na brak atrakcji nie będziesz mógł narzekać.

Znalazłem nocleg w pokoju lub na polu i co dalej?

Jeżeli znalazłeś nocleg na jakimś portalu np. Booking.com, to pewnie bardzo Cię kusi, aby od razu go zarezerwować i mieć święty spokój. Zresztą dokładnie w tym celu ciągle wyświetlają Ci się komunikaty informujące, że został ostatni pokój w tej cenie itp. Możesz jednak zaoszczędzić kilka złotych, jeśli zarezerwujesz ten sam nocleg telefonicznie, przez stronę hotelu (bez prowizji dla Booking.com) albo osobiście.

Jeśli w okolicy jest jeszcze wiele wolnych pokoi, bo już wrzesień, czyli po sezonie, to możesz całkowicie zrezygnować z rezerwacji. To ostatnie rozwiązanie jest moim ulubionym, bo wtedy zawsze możesz zobaczyć swój „tymczasowy domek” i okolicę osobiście, przed dokonaniem opłaty. Nie rezerwując noclegów, zyskujemy dużą elastyczność w podróży. Wtedy nic nas nie zmusza, aby dotrzeć do tego konkretnego celu, jeśli w międzyczasie znaleźliśmy albo słyszeliśmy o czymś lepszym do zobaczenia w innym mieście.

Kilkukrotnie zdarzyło mi się również zmieniać hostel lub nawet miasto, w którym miałem spędzić noc, z powodu osób, które przypadkowo poznałem na trasie. Nocowałem już u dziewczyny, która podrzuciła mnie na stopa w Luksemburgu, jak i również ze studentami z Krakowa poznanymi o 4 nad ranem w Teheranie po przygodzie z tajną policją (wspólnie łatwiej było coś znaleźć i negocjować ceny).

Brak rezerwacji poza sezonem (wakacyjnym, świątecznym itp.) rzadko jest ryzykownym posunięciem, a daje sporo wolności. Niezależnie od tego, czy masz rezerwację, czy nie, warto dla lokalizacji wykorzystać opcję „Zapisz” na Google i Google Maps lub pinezkę w Maps.Me, aby w bardzo łatwy sposób odnaleźć to miejsce w przyszłości.

czytaj dalej: Sztuka rodzinnego biwakowania

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Tanie latanie

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

W jaki sposób NAPRAWDĘ bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Zamknij