Mówi się, że „podróże kształcą i rozwijają”, a niektórzy dodają do tego, że „kształcą, ale tylko tych mądrych, a rozwijają tylko ciekawskich i otwartych”.
W tym poście postaram się spisać, krótkie (często jednozdaniowe) WASZE i moje zaskakujące obserwacje podróżnicze, ciekawostki znalezione w prasie i internecie (wymagające potwierdzenia) ale także informacje, które lepiej przeczytać przed podróżami, bo dotyczące dziwnych przepisów i zakazów na świecie.
Podkreślę na wstępie, że post ten ma za zadanie zaciekawić czytelnika i zaskoczyć go, zachęcić do zgłębiania poszczególnych tematów, lub otworzyć oczy na różnice kulturowe, dlatego należy do kategorii #naMarginesie – zapisanych na marginesie w przewodniku, pamiętniku z podróży i oczywiście Rajzyfiber!!! Nie traktuj go jako rzetelnego źródła przepisów zagranicznych (bo on zbyt szybko się zmieniają, a po drugie jest wiele bardziej rzetelnych rządowych stron i aplikacji do poszukiwania tak ważnych informacji).
Jeżeli zastanawiasz się dlaczego łącze w jednym poście ciekawostki i odkrycia podróżnicze z ciężkim tematem jakim są przepisy i zakazy, to już odpowiadam. Ponieważ przepisy prawa w wielu krajach mogą być dla nas ogromnym zaskoczeniem!
Przepisy i zakazy dotyczące turystów
W Singapurze nie wolno karmić gołębi, rzuć gumy i palić w miejscach publicznych. Co jednak najbardziej zaskakujące można tam dostać mandat za niespuszczanie wody po skorzystaniu z toalety publicznej!!! Więcej o Singapurze piszę tutaj.
W historycznych turystycznych miejscowościach (np. w Grecji) możesz się spotkać z zakazem chodzenia w szpilkach, co ma za zadanie zabezpieczyć zabytkowe posadzki i chodniki przed uszkodzeniem.
W Tajlandii polizanie znaczka z wizerunkiem władcy albo „nieprawidłowe” używanie banknotów z jego wizerunkiem grozi poważnymi konsekwencjami, bo jest interpretowane jako obraza majestatu. (Interia)
Od 2014 roku w Tajlandii wprowadzono zakazy związane z e-papierosami, za które grożą bardzo wysokie kary! (thephuketexpress.pl)
Noszenie odzieży kamuflażowej, czyli moro (wojskowej) jest nielegalne w wielu krajach, takich jak: Nigerii, Ugandzie, Zimbabwe, Arabii Saudyjskiej, na Filipinach i krajach karaibskich. (worldnomads)
Posiadanie przy sobie gazu pieprzowego w wielu krajach na świecie jest NIELEGALNE. Mało kto wie, że również w Europie nie możesz go posiadać bez pozwolenia w Danii, Grecji, Irlandii, Holandii, Norwegii …. W Niemczech możesz posiadać gaz pieprzowy, ale tylko wyłącznie gdy na opakowaniu jest wyraźnie zaznaczone, że jest on do obrony przed zwierzętami! (SpyShop)
Od 2011 roku na ulicach Barcelony nie wolno paradować w strojach kąpielowych. W 2014 roku takie same ograniczenia wprowadzono na Majorce. Osobiście spotkałem się podobnymi wykluczeniami w wielu turystycznych miejscach, ale tylko wprowadzonych w obrębie „lepszych” restauracji. Podobne ograniczenia wprowadza się też w Wenecji, Splicie, Dubrowniku … (fly4free.pl)
Prawo do opalania się topless gwarantuje przyjęta przez rząd Katalonii w 2020 roku ustawa o równości. Za wprowadzenie zakazu opalania się topless na zamkniętych basenach grozi ich właścicielom kara. (TVN24)
W absurdalnie dużej liczbie krajów wwożenie zabawek erotycznych takich jak np. wibratory może wiązać się z poważnymi konsekwencjami – lista krajów dostępna tutaj.
Jeżeli celnicy niektórych krajach muzułmańskich znajdą w twoim bagażu Super Express (szczególnie ostatnią stronę), Playboy lub pornograficzne gazetki, możesz ściągnąć na siebie ogromne problemy.
Planujesz wyjazd do Holandii (aktualna pełna nazwa to „Królestwo Niderlandów”) i jako rozrywkowy turysta masz zamiar odwiedzić coffeeshop? Zanim się tam wybierzesz, sprawdź lokalne przepisy obowiązujące w miejscowości, którą zamierzasz odwiedzić. Na przykład, w Amsterdamie wystarczy plastikowy dowód osobisty, aby wejść do „coffeeshopu „kawiarni”. Natomiast w Maastricht będziesz musiał obowiązkowo potwierdzić, że mieszkasz lub studiujesz obecnie w Holandii. Upewnij się, że znasz te zasady, aby uniknąć niespodzianek podczas swojej wizyty.
W Wenecji od pierwszego sierpnia 2024 roku wprowadzono limit uczestników wycieczek do 25 osób!! Nie wliczają się w to dzieci i studenci uczestniczący w wycieczkach edukacyjnych. Wprowadzono także całkowity zakaz używania głośników przez przewodników miejskich. (onet.pl)
Dobre zwyczaje
W Iranie przepuszczanie kobiety przodem NIE jest uznawane za dobry zwyczaj. Koleżanka tłumaczyła mi, że dla nich dziwne jest to, aby mężczyzna obserwował tył kobiety. (Więcej o Iranie)
W krajach muzułmańskich pokazywanie podeszwy buta (np. podczas siedzenia) jest BARDZO ŹLE POSTRZEGANE, niemalże na równi z obrażaniem kogoś. (Więcej o Iranie)
W krajach Dalekiego Wschodu podawanie czegoś dwiema rękami jest traktowane jako okazywanie szacunku drogiej osobie.
W Tajlandii nie wolno dotykać cudzej głowy (nawet dziecięcej), czy dla żartu kogoś rozczochrać, bo jest ona uznawana za siedzibę duszy. (SmartTravel)
W wielu krajach (np. w Tajlandii) bardzo niemile widziane jest używanie wizerunku Buddy na tatuażach, selfie czy zwykłych ulicznych pamiątkach. Ponoć na Sri Lance grozi za tatuaż z Buddą wydaleniem z kraju.
Głośne bekanie po posiłku w krajach byłego Związku Radzieckiego uznawane jest za komplement dla kucharza.
W Chinach głośne odchrząkanie i spluwanie nie jest złym zwyczajem, a wręcz częścią tradycji.
Na Sardynii zakaz wywożenia muszli i piasku poszedł aż tak daleko, że na plaży zabrania się rozkładania własnych ręczników, ponieważ może to spowodować przypadkowe zabranie jej „cząstek”? (Angora 9 lipca 2023)
W całej Hiszpanii nie wolno palić na plażach papierosów. Za złamanie tego zakazu grozi kara 450 euro. (Angora 9 lipca 2023)
W Grecji podczas nurkowania, nie wolno podnosić niczego z dna. (Angora 9 lipca 2023)
Ciekawe obserwacje
W barcelońskich kamienicach okrągłą klamkę montuje się nie z boku, ale na środku drzwi.
„W indyjskim ruchu ulicznym krowa ma pierwszeństwo, którego nikt nie ośmieli się podważyć. Po niej dopiero zaczyna się hierarchia pojazdów, od największych do najmniejszych. Jeśli jesteś pieszym, to jesteś gdzieś na szarym końcu, no chyba że idziesz z krową.” (źródło „oIndiach.pl”)
Irańczycy to najmniej religijni mieszkańcy z wszystkich krajów muzułmańskich. Znaleźć tam kogoś praktykującego, czy znającego kogoś praktykującego graniczyło z cudem. Tam niczym w Polsce rząd konserwatywny powoduje poprzez narzucanie wiary odwrót od niej. Jak wielkie było zaskoczenie Irańczyków, gdy im wspomniałem, że u nas się święci mosty, drogi … dla nich to coś dziwnego. (Więcej o Iranie)
W Korei Południowej jest tak dużo ogólnodostępnych darmowych punktów wifi, że turyści nie potrzebują kupować tam kart SIM [Tomek]
Katalończycy nazywają siebie „Los Polacos”
NAJWAŻNIEJSZE !!!! Podziel się w komentarzach swoimi obserwacjami i odkryciami, albo przepisami które trzeba znać.
Jajko jako symbol bogactwa różnic kulturowych
Jednym z głównych powodów, dlaczego podróżuję po świecie, jest odkrywanie nowych smaków, a o dziwo także nowych smaków jajek. Tak, jajek! W Polsce często jada się na śniadanie jajecznicę, niektórzy preferują jajka na mięko, inni z kolei te przygotowane na twardo. Możesz także zjeść omlet, wrzucić jajko do żurka, a rzadziej do rosołu. Jednak to dopiero początek zaskakująco długiej listy zastosowań dla jajek.
Aby lista nie rozrosła się do długości kolejnej książki, wymienię tylko kilka sposobów serwowania jajek i potraw, w których jajko jest głównym aktorem, a nie tylko dodatkiem. Część z nich może być dla Ciebie zaskakująca, inne aż zbyt normalne, ale zamieszczam je tutaj, bo mogą zaskoczyć Twoich znajomych z dalekich stron.
Można w tym miejscu rzec, że co “kraj to obyczaj … serwowania jajek”.
Uprzedzam, że poniższa lista to mój osobisty wybór dań, z którymi spotkałem się w takiej konkretnej formie, a nie notatka z encyklopedii czy jakiejś książki kucharskiej.
“Po polsku” – zwykle jadamy jajka ugotowane na miękko doprawione szczyptą soli, albo na twardo z dodatkiem łyżeczki majonezu (lub innego sosu) Po wiedeńsku – jajko na miękko, albo i dwa, serwowane z masełkiem na wierzchu, jedzone poprawnie z szklanki Po singapursku – jajko na miękko doprawione sosem sojowym i wypijane, Po angielsku – jajko sadzone podawane z fasolą w sosie pomidorowym, Po włosku – Frittata – omlet pieczony w piekarniku z dodatkiem warzyw, ziół, serów i czasem mięsa. Po hiszpańsku – tortilla – tutaj odrobinę oszukuję, bo w tym daniu więcej ziemniaków niż jajek, które wszystko zlepiają, ale bardzo lubię to jajeczne danie więce też trzeba o nim wspomnieć – odmiana omletu, podsmażony na oleju placek z jaj z dodatkiem ziemniaków i innych składników, Po wietnamsku – balut – Jajko ugotowane na twardo z częściowo wykształconym kaczym zarodkiem doprawione sokiem z cytryny. Oficjalnie pochodzi z Filipin, jednak ja jadłem je w Wietnamie. Jak smakuje? Jak zwykłe jajko na twardo, ale z oczywistych powodów ma inną konsystencję, Po meksykańsku – Huevos rancheros – zwane też farmerskim, serwowane na ostro z niezliczonymi dodatkami podawana z patelni lub tortilli, Po turecku -Çılbır – jajka w koszulkach, podawane na “łóżeczku” z gęstego czosnkowego jogurtu, polane masełkiem z czerwoną papryką, Po japońsku – tamago sushi – doprawiony omlet jajeczny, kładziony na porcji ryżu i podawany jako nigiri sushi. Pierwszy raz natknąłem się na nie… w gliwickim barze sushi. Po chińsku – Century Eggs – jajka konserwowane w mieszance gliny, popiołu, wapna i soli, przez kilka tygodni do kilku miesięcy, co daje im żelazisty posmak i galaretowatą konsystencję, Po francusku – Oeufs en Meurette – jajko w koszulce, podawane z sosem – bo jakby inaczej w Francji – z czerwonego wina, z dodatkiem boczku, cebuli i grzanki. Po dziecięcemu – Kogel Mogel – smak znany każdemu kto kiedyś oglądał wieczorynki. Deser przygotowany z surowych żółtek utartych z cukrem. W wersji na bogato z dodatkiem kakao.
Jak widzisz jest tego naprawdę sporo, a to tylko kilka dań. Jeżeli chcesz odkryć więcej sposobów na przyrządzenie jajek zapraszam …. w świat!
Czy DZIŚ możemy powiedzieć, że tak naprawdę to JUTRO rozpoczęło się już WCZORAJ?
Kiedy zastanawiamy się nad przyszłością (powiedzmy taką za 20 lat, abyśmy byli w stanie ją sobie wyobrazić), nasza wyobraźnia nieuchronnie ucieka w stronę kreskówki o Jetsonach (czytaj Dżetsonach), na której pewnie spora część czytelników się wychowała. Dla młodszych osób wrzucam poniżej obrazek, który Wasi rodzice właśnie mają przed oczami 😉
Pozwolę sobie także zamieścić notkę z Wikipedii na ich temat, ponieważ stanowi ona dobry wstęp do reszty posta.
„Jetsonowie (ang. The Jetsons) – amerykański serial animowany, jedna z najbardziej znanych w Polsce produkcji wytwórni Hanna-Barbera. Został wymyślony jako dokładne przeciwieństwo Flintstonów – o ile bohaterowie tamtego serialu byli jaskiniowcami, Jetsonowie żyją w odległej przyszłości, gdzieś w latach 60. XXI wieku. Według pierwotnego zamysłu producentów, akcja miała się rozgrywać dokładnie 100 lat od premiery serialu, czyli w roku 2062.”
Wizja dotycząca 2062 roku na pewno bardzo odbiega od tego, czego będziemy świadkami….. ale czy na pewno aż tak bardzo? A może jest nawet zbyt ostrożna w swoich przewidywaniach? Nie chodzi mi oczywiście o latające samochody i unoszące się w powietrzu budynki, ale o wszystkie pozostałe aspekty codziennego życia.
Nie wiesz, co mam na myśli? W takim razie spójrz na jeden dzień z mojego życia, który przydarzył mi się kilka dni wcześniej. Byłem zaszokowany, ile nowoczesnych technologii mi tego dnia towarzyszyło, w momencie, gdy to sobie uświadomiłem.
Geneza – Rodzinny wyjazd na Paradę Smoków do Krakowa
Wyjazd jak to wyjazd. Nigdy jeszcze nie uczestniczyliśmy w takiej paradzie, a że podobno warto, to zdecydowaliśmy się wyruszyć. Sporym utrudnieniem był fakt, że dopiero dzień przed paradą dowiedzieliśmy się, kiedy ona ma się odbyć w tym roku. Trzeba było wszystko szybko zaplanować.
Planowanie w XX wieku polegało na wypytaniu znajomych i poczytaniu przewodników. Na początku XXI w. zaczęliśmy od wyszukania informacji w Google. Tylko dlaczego piszę w czasie przeszłym? Ponieważ opłacam abonament na korzystanie z Chat GPT-4 (około 100 zł miesięcznie) i to z jego pomocą postanowiłem wyszukać wszystkie informacje na temat „jutrzejszego” wyjazdu.”
Planowanie – ChatGPT 4
Jeżeli jeszcze nie wiesz, na jakim poziomie jest dzisiaj sztuczna inteligencja i do czego można ją wykorzystać (nawet za darmo), to wprowadzenie do tej technologii znajdziesz pod tym linkiem – „Czym jest ChatGPT”.
Zapytałem go (czy właściwie poprawnie powinno się napisać „to”):
„Czy mógłbyś zaproponować plan wyjazdu na paradę smoków z Gliwic, samochodem dla całej rodziny?”
Otrzymana odpowiedź: „Oczywiście, mogę zaproponować plan wyjazdu. Zanim to zrobię, potrzebuję kilku dodatkowych informacji:
Ile osób planuje podróż i jaki jest wiek dzieci, jeśli są w grupie?
Czy planujecie wracać do Gliwic tego samego dnia, czy zatrzymacie się w Krakowie na noc?
Czy są jakieś konkretne atrakcje lub miejsca w Krakowie, które chcielibyście odwiedzić poza Paradą Smoków?
Czy jest jakiś konkretny budżet na ten wyjazd?
Czy preferujecie jakieś konkretne typy posiłków lub restauracji?
Podróż samochodem z Gliwic do Krakowa trwa zazwyczaj około 2 godziny, ale warto doliczyć dodatkowy czas na znalezienie parkingu i dotarcie do miejsca wydarzenia.”
W takim razie doprecyzowałem: „1. Cztery osoby w tym dzieci 3 i 6 letnie. 2. Tak tego samego dnia. 3. Synek marzył, aby zobaczyć Wawel i oboje z córką lubią smoki. 4. Taki raczej niskobudżetowy, ale konkretnej kwoty nie mamy zaplanowanej. 5. Tak, typowe domowe jedzenie, omijamy fast foody.”
A oto odpowiedź: (pogrubienia w treści poniższej wypowiedzi to także dzieło GPT, nic nie formatowałem)
„Dziękuję za te informacje! Teraz mogę zaproponować plan wyjazdu na Parada Smoków. Proszę pamiętać, że czasy mogą się nieznacznie różnić w zależności od warunków na drodze i innych niespodziewanych okoliczności.
Plan wyjazdu
6:00 – Wyjazd z Gliwic. Pamiętajcie o zabraniu ze sobą przekąsek, napojów, a dla dzieci zabawek lub książeczek, które mogą je zająć podczas podróży.
8:00 – 8:30 – Przyjazd do Krakowa. Możecie spróbować znaleźć parking w okolicy Wawelu lub w jednym z parkingów miejskich w centrum miasta.
9:00 – 10:00 – Śniadanie. Polecam kawiarnię „Pod Wawelem”, która serwuje tradycyjne polskie śniadanie i jest blisko zamku.
10:00 – 12:00 – Zwiedzanie Zamku Królewskiego na Wawelu. W zamku jest wiele atrakcji dla dzieci, w tym komnaty królewskie, katedra, dziedziniec i oczywiście legendarne Smocze Kości. Pamiętaj, że wiele atrakcji jest płatnych, ale samo zwiedzanie dziedzińca i zobaczenie Smoczych Kości jest darmowe.
12:00 – Rozpoczyna się Parada Smoków. W tym czasie powinniście już być na trasie parady (ul. Grodzka-Rynek Główny).
14:00 – 15:00 – Obiad. Po paradzie możecie pójść na obiad do jednej z wielu restauracji serwujących tradycyjne polskie jedzenie w centrum Krakowa. Na przykład, restauracja „Pod Baranem” jest dobrze oceniana i jest blisko trasy parady.
15:00 – 17:00 – Czas na relaks i swobodne zwiedzanie. Możecie odwiedzić Rynek Główny, Sukiennice, Kościół Mariacki lub po prostu spacerować po pięknej starówce.
17:00 – Wyjazd do Gliwic. Po pełnym emocji dniu, czas wrócić do domu.
Mam nadzieję, że ten plan będzie dla Was pomocny i że spędzicie wspaniały dzień w Krakowie! Pamiętajcie jednak, że to tylko propozycja – czujcie się swobodnie, aby dostosować go do własnych potrzeb i upodobań.”
Nie mam więcej pytań! Dla ciekawskich na końcu wpisu zamieszczam zrzut ekranu pełnej naszej rozmowy.
Niewidzialne technologie
Bardzo podoba mi się twierdzenie, że technologia dopiero wtedy jest wystarczająco zaawansowana i ergonomiczna, a tym samy wygodna w obsłudze dopiero wtedy kiedy jej nie zauważamy.
Jednak podczas tego pamiętnego opisywanego dnia uświadomiłem sobie, jak wiele takich technologii otacza nas już dzisiaj.
Dojazd do Krakowa
Gdy zgodnie z zaleceniami sztucznej inteligencji wyruszyliśmy z domu z samego rana, podjechaliśmy jeszcze do piekarni, by kupić (zgodnie z zaleceniami GPT) kanapki na drogę. Żona zapłaciła ZBLIŻENIOWO, a w sąsiedniej Biedronce, do której wskoczyłem dosłownie na 3 min. dzięki KASOM SAMOOBSŁUGOWYM PŁACĄ W NICH BLIKIEM – bo zapomniałem zabrać z domu portfel – mieliśmy już wszystko, co potrzeba.
Czy wróciłem się po portfel do domu? NIEbo i po co? Nie ma już obowiązku wożenia przy sobie dowodu rejestracyjnego (podczas kilku standardowych kontroli, policja o niego nie pytała, bo wszystko mają w BAZIE DANYCH więc przestałem go nosić), a zamiast dowodu osobistego mam jego CYFROWY ODPOWIEDNIK w aplikacji mObywatel na telefonie.
Po odpaleniu samochodu, poprosiłem ANDROID AUTO O WYZNACZENIE TRASY DO GALERII KRAKOWSKIEJ (GŁOSOWO, bo prowadząc samochód ręcznie się nie powinno). Nim dotarliśmy na autostradę A4, skorzystaliśmy z SYSTEMU INTELIGENTNEGO STEROWANIA RUCHEM który jest zamontowany w Gliwicach i optymalizuje (skraca czas) postojów kierowców na wielu skrzyżowaniach w mieście. Działa znakomicie! Każdy, kto musiał przejechać przez dowolne miasto późnym wieczorem, doceni działanie systemu gliwickiego, który już niejednokrotnie zaprogramował dla mnie zieloną falę! Dzięki niej mogłem przejechać przez całe Gliwice, mijając po drodze 8 sygnalizacji na skrzyżowaniach ani razu się nie zatrzymując. Jak to działa? Gdy zbliżałem się jako jedyny pojazd do skrzyżowania (co zarejestrowały kamery zamontowane nad sygnalizatorami), nim do niego dotarłem, mogłem przez nie bezpiecznie, bez zatrzymywania się, przejechać.
Wyjeżdżając z Aglomeracji Śląskiej, natrafiliśmy na bramki na autostradzie, na których oczywiście nie musieliśmy się zatrzymywać, ponieważ skorzystaliśmy z prawego pasa dedykowanego PŁATNOŚCIOM Z APLIKACJI BANKOWEJ SKONFIGUROWANEJ W TELEFONIE. Zaletą takiego rozwiązania jest fakt, że nie potrzebujemy instalować niczego dodatkowego na telefonie, stać w korku do standardowych płatności, a kwota z odliczonym rabatem jest pobierana z naszego rodzinnego konta w czasie rzeczywistym. Jak to działa? SYSTEM WIZYJNY odczytuje numer rejestracyjny pojazdu i natychmiast przeszukuje bazę danych, aby określić, czy jest w niej zarejestrowany wraz z numerem konta bankowego.
Natężenie ruchu drogowego w centrum Krakowa NADZOROWALIŚMY W CZASIE RZECZYWISTYM w Mapach Google, dzięki czemu udało nam się dojechać płynnie do celu, kilkukrotnie optymalizując trasę. Mnóstwo ludzi przyjechało do miasta nie tylko na Paradę Smoków, ale także krakowską odsłonę warszawskiego Marszu Wolności, zorganizowanego przez Donalda Tuska, a rozpropagowaną w SOCIAL MEDIACH na ogromną skalę.
ŚLEDZENIE WSZYSTKICH TELEFONÓW Z ANDROIDEM oraz WYZNACZANIE OPTYMALNEJ TRASY PRZEJAZDU dzięki CHMURZE OBLICZENIOWEJ, a następnie PRECYZYJNA GEOLOKALIZACJA z wykorzystaniem (dosłownie) kosmicznych technologii, czyli SATELITÓW podczas prowadzenia samochodu z wykorzystaniem algorytmów uwzględniających DYLATACJI CZASU i ZAKRZYWIENIA CZASOPRZESTRZENIE polem grawitacyjnym Ziemi to TYLKO KILKA Z ZAAWANSOWANYCH FUNKCJONALNOŚCI GOOGLE MAPS z których wszyscy nieświadomie korzystają (bez znajomości fizyki kwantowej, dokładność systemów GPS byłaby o wiele gorsza).
Jeśli mowa o aplikacjach, to teraz o prostszej – na tyle prostej, że aż dziwne, że potrzebowaliśmy tyle wieków korzystać z poczty i kurierów. Właśnie otrzymałem informację, że moja paczka czeka na mnie w PACZKOMACIE. Skoro czeka, to jeszcze dwa dni poczeka, więc nie trzeba się śpieszyć z jej odbiorem (i umawiać na konkretną godzinę, aby ją od kogoś osobiście odebrać, kiedy to mu by pasowało), wiec odbierzemy ją po powrocie. Warto w tym miejscu dodać, że z dużym prawdopodobieństwem paczka została dostarczona na miejsce samochodem elektrycznym (których historia ma już co prawda ponad 140 lat), postrzeganym jako kolejny cud nowoczesnych technologii.
Skoro wspomniałem o SAMOCHODACH ELEKTRYCZNYCH to nie mogę nie wspomnieć o BATERIACH FOTOWOLTAICZNYCH (coraz częściej je zasilającymi), które już dziś stały się standardem na dachach wielu budynków w większości polskich miejscowości. Nie inaczej jest z ogromnymi TURBINAMI (WIATRAKAMI) wchodzącymi w skład elektrowni wiatrowych. Czy pozyskiwanie energii elektrycznej z słońca i wiatru to nie jest także podstawowa technologia opisywana od zawsze przez większość pisarzy fantastyki naukowej?
W KRAKOWIE
Po dotarciu na parking Galerii Krakowskiej, ponownie skorzystaliśmy z SYSTEMU WIZYJNEGO, który podczas drukowania bileciku parkingowego zarejestrował również nasz numer rejestracyjny. Dzięki temu przy wyjeździe z parkingu nie będziemy musieli ponownie go skanować.
Po opuszczeniu centrum handlowego, udaliśmy się w stronę Rynku. Jednak po drodze nasze maluchy zaczęły narzekać na brak napojów. Postanowiliśmy więc w pierwszym napotkanym sklepie kupić coś do picia. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że tym sklepem była ŻABKA NANO – czyli samoobsługowa wersja sklepu bez kasy. Nigdy z niej jeszcze nie korzystaliśmy, dlatego zasugerowałem, abyśmy poszli dalej, jednak żona stwierdziła, że może jest to prostsze niż się wydaje. I TAKIE BYŁO !!! Wystarczyło, że zeskanowaliśmy kartę płatniczą w terminalu przed wejściem do sklepu i podaliśmy numer telefonu, na który zostanie wysłany rachunek po opuszczeniu sklepu.
W sklepie były już dwie inne osoby, a my byliśmy we czwórkę, więc braliśmy pod uwagę, że coś może pójść nie tak. Tym bardziej, że nasz prawie trzyletni synek, gdy zorientował się, że w sklepie nie ma obsługi, a my bierzemy co chcemy, rzucił się na półkę ze słodyczami, a potem na napoje. Po trudnych negocjacjach odłożył kilka z zabranych rzeczy na swoje miejsca. Szokujące było to, że pomimo tego zamieszania, że było nas czworo (a poza nami inne osoby), że braliśmy produkty do rąk jednocześnie, a potem część odłożyliśmy, na finalnym rachunku wszystko się zgadzało !!!!! WOW to jest naprawdę XXII wiek, a Jetsonowie mogą tylko o tym pomarzyć.
Przed odwiedzeniem, ŻABKI NANO myślałem, że sieć sklepów sportowych Decathlon narzuca standardy samoobsługowej „obsługi”, ponieważ ich kasy samoobsługowe nie wymagają nawet kasowania kodów kreskowych przez klientów. Jakim cudem bez korzystania z kamer kasa wie, co ma skasować? Wszystko opiera się na technologii NFC (znanej z płatności zbliżeniowych) w połączeniu z chipami RFID (znane z przemysłu). Skrzynia przy kasie ma wbudowaną antenę, która wysyła słabe impulsy elektromagnetyczne, o ładunku wystarczającym do zasilenia przyklejonego do metki każdego produktu chipu. Dzięki tej energii jest w stanie wysłać do anteny odpowiedź z informacją, czym jest, a kasa w bazie znajduje odpowiednią przypisaną do produktu cenę, finalnie widoczną na paragonie.
Po bardzo ładnej Paradzie Smoków, którą kilka osób nagrywało z BEZZAŁOGOWYCH POJAZDÓW LATAJĄCYCH czyli KIESZONKOWYCH DRONÓW udaliśmy się na Wawel, gdzie naszym oczom ukazała się AUTONOMICZNA KOSIARKA DO TRAWY. Pojazd sam kosił trawniki na średniowiecznym zamku, bawiąc się nieświadomie z dziećmi, które za wszelką cenę (pomimo uwag służb porządkowych) chciały sprawdzić, czy robot zdąży przed nimi wyhamować.
Resztę czasu w Krakowie spędziliśmy w standardowy, staroświecki sposób, odwiedzając Smoczą Jamę, korzystając z licznych „analogowych” darmowych tego dnia atrakcji dla najmłodszych.
Powrót
Pomimo pełnego aktywności i bardzo słonecznego dnia, nasze pociechy nie wykazywały chęci szybkiego zasypiania, dlatego postanowiliśmy wykorzystać ten czas na naukę poprzez zabawę (lub zabawę poprzez naukę). W naszym repertuarze samochodowych zabaw mamy kilka sprawdzonych pozycji m.in takich jak: zabawę w matematykę (wymienianie się prostymi działaniami do policzenia w głowie), kreatywne historie (po zakończeniu wypowiedzi jednej osoby, kolejna musi kontynuować opowieść w dowolnym kierunku) czy naukę języka angielskiego z „wujkiem Google”. Ta ostatnia polega na tym, że Maja wymyśla słowa do przetłumaczenia i jeśli nie znamy ich znaczenia, albo Maja chce się upewnić, to prosi Android Auto poprzez polecenie „OK Google – jak jest po angielsku…”, o przetłumaczenie, które następnie powtarza. Jest to skromna forma (lub raczej uatrakcyjnienie) standardowej nauki słówek.
Każdy, kto korzysta z Android Auto, na pewno przywykł do KOMUNIKACJA GŁOSOWA z swoim telefonem, stosując polecenia takie jak „Zadzwoń do żony”, „wyznacz trasę do…”, czy „wyślij SMS”. Ale niewielu osób wie, że Asystent Google jest w stanie zrobić o wiele więcej. Jeśli tylko wejdziesz w ustawienia i tam wpiszesz „ustawienia asystenta”, otworzy się przed tobą cały świat możliwości. Tam warto wybrać opcję, aby asystent działał przy zablokowanym ekranie. Jeśli to dla Ciebie za mało, możesz stworzyć swoje własne akcje – wystarczy, że wybierzesz pozycję „skróty”. Warto też zapoznać się z „Rutynami”.
Po pewnym czasie, gdy nasze dzieciaki zaczęły odczuwać zmęczenie, włączyłem w samochodzie naszą rodzinna playlistę na Spotify (na zmianę z utworami dla dzieci i „dla dorosłych”). Problem polegał na tym, że znajdowało się na niej tylko kilka utworów, bo zacząłem ją tworzyć dopiero poprzedniego dnia i nie miałem czasu na jej rozbudowę. Co można zrobić z takim problemem w 2023 roku? Można skorzystać z algorytmu rekomendacji, który sam zaproponuje i doda do playlisty utwory, które będą do niej pasować, bazując na tym, co już tam jest i co do tej pory polubiłem. Na Spotify tę opcję nazywamy „INTELIGENTNE REKOMENDACJE„.
Kiedy dotarliśmy do Gliwic, musieliśmy zatankować. Czy na stacji benzynowej także spotkamy technologię XXI w? Czy tankowanie da się unowocześnić? Owszem, choć niestety nie na wszystkich stacjach, bo tutaj potentatem jest Orlen, nie w kwestii nalewania paliwa, ale płacenia za nie i wystawiania faktury. To moja chyba moja ulubiona „nowinka” technologiczna. Mam na myśli płatności za zatankowane paliwo poprzez zeskanowanie KODU QR na dystrybutorze. Po odłożeniu pistoletu paliwowego wystarczy, że swoim telefonem zeskanuję ten kod, a nim zdążę usiąść za kierownicą, już dana kwota zostanie potrącona z konta bankowego, a na mój email trafi faktura. Zajmuje to dosłownie mniej niż minutę, bez konieczności stania w kolejce (nawet dojścia do kasy), bez pokusy hot dogami czy kawą 😉 .Jeżeli w wakacje trafisz na tłum na stacji benzynowej, dzięki tej opcji można skrócić czas postoju o ponad połowę. W tym miejscu dodam tylko, że niestety, prezes Obajtek nie płaci mi za pisanie tych słów (niestety).
Po wizycie na stacji benzynowej przyszła pora na Paczkomat. I tutaj sytuacja jest niezwykle podobna. Dzięki połączeniu zalet GEOLOKALIZACJI i APLIKACJI, nim zdążę wysiąść z samochodu, skrytka otworzy się zdalnie (bardzo przydatne podczas burzy), więc biorę paczkę i ruszamy dalej.
Co było później? Praca w XXI w.
Jak zapewne się domyślasz, powyższy tekst mógł powstać i powstał przy wsparciu sztucznej inteligencji. Niestety, nie najlepiej posługuję się „piórem” (dziś to już klawiaturą) dlatego poprosiłem Chat GPT o delikatne przeredagowanie powyższego tekstu – eliminację błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i gramatycznych, a przy okazji o nadanie zdaniom lepszego brzmienia. Efekty tej współpracy możesz oceniać sam.
Im więcej pomysłów mi przychodzi do głowy, im więcej książek i artykułów przeczytam, im więcej podcastów i audiobooków wysłucham, tym bardziej pragnę dzielić się swoimi przemyśleniami, wiedzą i doświadczeniami z czytelnikami. Dzięki ChatGPT mogę teraz tworzyć teksty, skupiając się bardziej na ich zawartości, przekazie i treści, niż na formie czy języku – nie wspominając już o interpunkcji. Czy nie powinno być właśnie tak? Czy osoby, które mają wiedzę i chcą się nią podzielić nie powinny wykorzystywać nowoczesnych narzędzi, aby pisały je w współpracy z nimi, a osoby posiadające talent pisarski mogły kontynuować swoją pracę, dając czytelnikom prawdziwą ucztę estetyczną bez pomocy technologii?
Tekstu promocyjnego na Facebooka dosłownie nienawidzę wymyślać, więc wszystko co zobaczysz na tej platformie, to również dzieło GPT.
Ważne jest jednak, by technologia nas nie zastępowała, a jedynie ułatwiała życie, odciążała w nudnych zadaniach i przyspieszała te bardziej interesujące. Tak było przy tworzeniu obrazka coverowego z tego posta. Nie traciłem czasu na przeszukiwanie baz darmowych lub płatnych grafik – wystarczyło, że opisałem, czego potrzebuję na platformie Leonardo.ai, a po 30 sekundach otrzymałem prawa autorskie do grafiki przedstawiającej smoka na tle Krakowa, z elementami nowoczesnej technologii.
Dygresja dla osób znających się na komputerach – jeśli nie jesteś nerdem lub automatykiem nie czytaj tego (!) Zawodowo zajmuję się szkoleniami technicznymi i od czasu pandemii dostaliśmy impuls (czy raczej silnego kopniaka), aby przejść na zdalne nauczanie. Po ponad roku udało nam się dopracować wewnętrzny system do takiego poziomu, że przeciętna osoba na ulicy może trochę potraktować to za technologie kosmiczną, a tak naprawdę dostępną na każdym (też Twoim) komputerze za darmo jeśli tylko wiesz co włączyć. Mam tu na myśli moje ostatnie szkolenie ( w wielkim skrócie i uproszczeniu) z obsługi zaawansowanego systemu sterowania pracą fabryki (system SCADY). „Magia” polegała na tym, że siedziałem w sali z której byli kursanci i kilkoro kursantów uczestniczyło w szkoleniu zdalnie. Takie osoby maja dostęp (niezależnie gdzie na świecie się znajdują) do komputerów, które fizycznie są obok mnie. Na tym szkoleniu korzystamy z WIRTUALNYCH MASZYN, czyli wirtualnych komputerów, które są uruchomione na tych fizycznych komputerach i widziane jako inne cyfrowy „fizyczny komputer”. Gdy kursant miał jakiś problem u siebie w programie to ja poprzez mój komputer przejmowałem kontrolę nad jego fizycznym komputerem (który mógł znajdować się w Brazylia, Chinach lub Sosnowcu), aby poprzez niego połączyć się z tym fizycznym komputerem obok mnie, na którym z kolei był uruchomiony inny wirtualny komputer z odpalonym programem z którym był problem. Jakby tego było mało samo to oprogramowanie SCADA uruchamia na tamtym wirtualnym komputerze serwer umożliwiający załączenie całego tego systemu w celu przetestowania. Wszystko to co napisałem powyżej mogli na żywo podziwiaj znajdujący się w mojej sali kursanci, którym wyświetlałem wszystko na rzutniki, aby także i oni mogli wyciągać z tego wnioski. To co wykorzystuję w pracy pewnie nawet twórcom filmu Incepcja mogłoby nie zmieścić się w głowie 😉
Kończąc temat pracy wspomnę jeszcze tylko o tym jak w zeszłym tygodniu kolega Łukasz siedząc na delegacji w Elblągu po godzince rozmowy na kamerce, podczas której widziałem jego ekran jak modelował mi w 3D pewien projekt (a ja mogłem mu rysować, po ekranie aby lepiej rozumiał o czym mówię) wysłał go do swojej drukarki 3D znajdującej się jedno piętro poniżej mnie. Dzięki czemu następnego dnia, miałem już w rękach fizyczny obiekt, który dzień wcześniej zaprojektowaliśmy.
Podsumowanie …. i przemyślenia
Podsumowując, dzięki technologii zaoszczędzamy tak dużo czasu, że aż zaczynamy z tego powodu chorować. Jedna z teorii psychologii głosi, że w XXI w. dzięki dobrobytowi i technologii dopada nas nadmiar wolnego czasu, podczas którego możemy sobie zadawać pytania, czy to, co robimy, ma sens i czy jesteśmy szczęśliwi.
Jakkolwiek to brzmi, to faktycznie, moim zdaniem, tak jest – pomyśl, że moja babcia, która dziś korzysta z aplikacji bankowej w smartfonie, jeszcze wspomina, jak prała w dzieciństwie z swoją mamą ubrania na tarce. A inna moja prababcia, która otworzyła lodziarnię przed erą chłodziarek, jeździła z dziadkiem po lodowe bloki na staw i przysypywała je trocinami, aby wytrzymały cały rok i umożliwiły zamrażanie lodów.
Dziś nie musimy prać ubrań, zmywać naczyń, sprzątać podłóg czy kosić trawników osobiście, bo od tego wszystkiego mamy w naszych domach asystentów. Nawet od gotowania mamy w końcu roboty, nie tylko z nazwy jak „robot kuchenny”, ale takie pełnoprawne jak Thermomix-y. Przemieszczanie się zapchanym pociągiem w żółwim tempie zamieniliśmy dzisiaj na darmowe (przynajmniej w większości) autostrady, po których możemy w Polsce przemieszczać się z najwyższym ograniczeniem prędkości na świecie (140 km/h – nigdzie indziej limit prędkości nie jest tak wysoki), w przeciwieństwie do podróży na wozie napędzanym jednym koniem (biologicznym, a nie mechanicznym).
Co robimy z tym czasem? W przeważającej większości go marnotrawimy na seriale na życzenie, gry wideo i inne nowoczesne technologie, które nigdy nie mogłyby nam zabrać aż tyle zaoszczędzonego przez inne technologie czasu, aby odciągać nasze myśli od depresyjnego uświadomienia sobie, jak bardzo ten czas tracimy. Nigdy jeszcze tak wiele osób nie cierpiało z powodu depresji (RAPORT – „Młode głowy”), i nigdy tak wielu nie narzekało na samotność… Tak naprawdę wygląda XXI w.
Zostawiam Was z tym tematem do przemyślenia …. albo lepiej nie….
Zobacz więcej
Dodatek
Pełna moja rozmowa z ChatGPT na temat wyjazdu do Krakowa.
Po kilku bardzo „ciemnych” wiekach w Europie – zwanych dziś średniowieczem – świat wcale nie stał w miejscu. Rozwijał się wtedy dynamicznie na Wschodzie, zarówno tym bliższym, jak i dalszym. W Europie natomiast ogromną część energii kierowano ku religii: wysławianiu Boga, budowaniu ku jego chwale monumentalnych świątyń (co dla architektury i budownictwa wcale nie było okresem ciemnym) oraz konstruowaniu machin wojennych (a więc i w inżynierii trudno mówić o całkowitym zastoju). Jednocześnie w wielu kluczowych obszarach nauki i technologii to inne regiony świata nadawały tempo zmianom. I właśnie w tym momencie nasza historia automatyzacji zaczyna stopniowo docierać na „Stary Kontynent” – szczególnie na jego północno-zachodnią część.
[Na wstępie komentarz autora na prośbę czytelników: Warto jednak sprostować, że przez większość współczesnych historyków średniowiecze nie jest już uznawane za „ciemne wieki” na kartach historii Europy. Określenie to funkcjonowało przez stulecia, ale dzisiejsza historiografia patrzy na ten okres znacznie bardziej zniuansowanie. Pozwolę sobie jednak – jako autor tego tekstu – spojrzeć na ten czas z nieco prowokacyjnej perspektywy. W wielu dziedzinach nauki i technologii Europa przez długi czas nie wyznaczała tempa rozwoju. Ciężar odkryć matematycznych, astronomicznych, medycznych czy inżynieryjnych spoczywał w dużej mierze na uczonych ze świata islamu oraz z północnej Afryki. To tam rozwijano algebrę, doskonalono medycynę i tłumaczono starożytne księgi, które później powróciły do Europy.
Nie oznacza to oczywiście, że Europa średniowieczna była intelektualną pustynią. Powstawały pierwsze uniwersytety, udoskonalano młyny wodne i wiatrowe, rozwijała się technika hutnicza, a architektura sakralna osiągała imponujący poziom. Jednak patrząc w szerszym, globalnym kontekście, w wielu obszarach to inne regiony świata wyznaczały kierunek rozwoju. Z tego właśnie kontrastu – między tym, co działo się w Europie, a tym, co rozwijało się równolegle poza nią – wyłania się historia przyspieszenia, które nastąpiło później.
Każdy czytelnik ma oczywiście prawo do własnej interpretacji tych faktów. Moim celem nie jest wydanie ostatecznego wyroku na jakąkolwiek epokę, lecz pokazanie, jak bardzo świat był już wtedy połączony i jak przepływ wiedzy między kulturami wpłynął na rozwój technologii, który doprowadzi nas w końcu do epoki automatyzacji.
Chciałbym również zaznaczyć, że tekst tego artykułu nie jest rozdziałem z podręcznika historii, lecz przystępnie napisanym materiałem, który ma zaciekawić uczniów szkoły podstawowej i średniej, aby w wolnym czasie dalej zgłębiali poruszane tu zagadnienia.
Wszystkim komentującym dziękuję za wkład w dopracowanie tego tekstu. ]
To właśnie tam pan Denis Papin w 1679 roku zaprezentował szybkowar (który mu ponoć wybuchł podczas prezentacji w Londyńskim Towarzystwie Królewskim). Wbrew temu, co może się wydawać na pierwszy rzut oka, szybkowar okazał się jednym z najistotniejszych wynalazków w naszej historii, ponieważ zasugerował kilku wynalazcom, że energię pary (którą dotychczas była „tylko” w stanie podnieść pokrywkę garnka) można wykorzystać do bardziej sensownych celów. Pan Papin wykorzystał moc pary, aby gotować potrawy w wyższym ciśnieniu pod działaniem wyższych temperatur, co mogło doprowadzić nawet do rozerwania pojemnika. To był już tylko krok od tego, aby kilka osób dostrzegło potencjał w tej ogromnej energii. [5]
Pierwszą postacią, której udało się okiełznać parę i wykorzystać jej moc w jak najbardziej potrzebnym w tamtym czasie i pożądanym urządzeniu, był Thomas Savery. Opatentował on w 1698 roku pompę parową, która mogła wynosić wodę na wysokość prawie 8 metrów. Więc, jak się łatwo można domyśleć, nie był to wynalazek, który znalazł szerokie zastosowanie w przemyśle wydobywczym.
Thomas Newcomen – pierwszy silnik parowy
W tym samym czasie pan Newcomen, ponoć prosty górnik ze smykałką do majsterkowania (choć PWN podaje, że był on o wiele mniej romantyczną postacią, bo zubożałym arystokratą handlujący na dużą skalę wyrobami z żelaza), wymyślił coś o wiele lepszego – atmosferyczny silnik parowy. Znając zawód naszego bohatera, łatwo się domyśleć, gdzie jego wynalazek znalazł szerokie zastosowanie. Były to kopalnie, to tam w owym czasie były dostępne największe pieniądze i chęci zarobienia jeszcze większych. Silnik parowy został wprowadzony do pracy w kopalniach, a konkretniej do wypompowywania wody zalewającej szyby (udoskonalił wynalazek Savery’ego, z którym finalnie wszedł w spółkę, bo mieszkali niedaleko siebie), co miało na celu pozbawienie pracy tysiące koni wykorzystywanych wtedy do tego celu. [5]
Jest rok 1705, gdy silnik parowy, znany dziś jako silnik Newcomena, zostaje opatentowany, a 6 lat później zamontowany w kopalni Wolverhampton. Zasada działania mechanizmu jest zaskakująco prosta, a co jeszcze bardziej zaskakujące, ekstremalnie niewydajna, pomimo że powszechnie wykorzystywana na całym uprzemysłowionym (tamtej epoki) świecie – to jest na terenie Wielkiej Brytanii i trochę Europy Środkowej. Do czasu śmierci wynalazcy, która miała miejsce już w 1729 roku, zainstalowano ich ponad 100. [1]
Zasada działania silnika Newcomena
Zbiornik z woda podgrzewany jest przez palenisko (A), co jak łatwo się domyśleć powodowało powstanie pary, jednak co tutaj bardzo istotne tylko pod niskim ciśnieniem i nie szła za tym jeszcze żadna energia (stąd też ten silnik należy do maszyn parowych niskiego ciśnienia – wysokiego są lokomotywy). Tłok (P) podnosi się pod działaniem przeciwwagi (F). Gdy osiągnie swoją najwyższą pozycję zaczyna się dziać magia, ponieważ zostaje zamknięty tłok doprowadzający parę, a otwarty z zimną wodą. Gdy zimna woda spotka się z parą, to studzi jej zapał do wypełniania tłoka i błyskawicznie prowadzi do obniżenia jej temperatury, (a jak wiadomo czym wyższa tym większa objętość i na odwrót). Szybki spadek temperatury powoduje powstanie próżni i sporej mocy, która zasysa tłok z powrotem do dolnej pozycji. Gdy tłok idzie w dół podnosi to co zamontowano z drugiej strony, a więc wypompowuje wodę.
Wbrew temu co może się wydawać, w tej prymitywnej maszynie to nie para, a próżnia napędza pracę tłoka. Spośród wielu problemów tej konstrukcji, dwa stanowiły największe ograniczenia.
Po pierwsze, potrzebny był ktoś, kto te zawory otwierał i zamykał naprzemiennie. Po drugie, wlanie zimnej wody do gorącego cylindra powoduje jego ochłodzenie, co jest zjawiskiem bardzo niepożądanym, w sytuacji, gdzie chcemy wypełniać go za chwilę ponownie gorącą parą. Takie naprzemienne nagrzewanie i wychładzanie cylindra bardzo skracało jego żywotność, a także solidnie wydłużało ten pierwszy etap. [1]
Automatyczna maszyna parowa?
Tutaj docieramy do sylwetki pana, czy raczej młodego nastolatka, Humphrey’a Pottera, który został zatrudniony jako operator maszyny Newcomena. Do jego zadań należało otwieranie i zamykanie naprzemiennie dwóch wcześniej omówionych zaworów (z parą i zimną wodą) przez 12 godzin dziennie, 6, a może nawet 7 dni w tygodniu.
Jak głosi historia (opisana w „Niezwykłych perypetiach odkryć i wynalazków”), pewnego słonecznego dnia, gdy zobaczył w swojej okolicy bawiących się rówieśników, postanowił zrobić wszystko, aby, nie rezygnując z pracy, dołączyć do nich. Wysilił swoją kreatywność i dostrzegł coś, co na pewno wszyscy inżynierowie i właściciele kopalń widzieli, ale jako że nie musieli stać przy tej maszynie całymi dniami, nie mieli wystarczającej motywacji, aby ten proces zautomatyzować. Mowa o zależności otwierania zaworu z parą w dolnej pozycji tłoka i zamykania go w górnej, a otwierania tego z wodą na górze i zamykania na dole.
W takim razie pan Potter „wyczarował” solidny sznurek, którym połączył wszystkie te ruchome części w jeden logiczny, samokontrolujący pracę układ. Ponoć maszyna działała bez zarzutów. Zabawa skończyła się jednak z chwilą, gdy jego kierownik spostrzegł go na boisku, a nie przy – o dziwo autonomicznie – pracującej maszynie. Po otrzymaniu solidnej kary cielesnej wrócił do swojej monotonnej pracy, a wszyscy inni nawet nie zwrócili uwagi na to, czego przez kilka godzin byli świadkami. [7]
Układ mechanicznego sterowania zaworami wprowadzono w 1712 roku jednak niestety nie znalazłem źródeł dokumentujących czyj to oficjalnie był pomysł.
Iwan Połzunow – pierwsze solidne udoskonalenia
Kolejną postacią, o której warto wspomnieć jednym zdaniem, jest rosyjski majster Iwan Połzunow, który wpadł na pomysł, jak udoskonalić maszynę Newcomena, podwajając jej zasadę działania. Skoro ta maszyna wykonywała pracę tylko podczas ruchu w dół tłoka (dość szybkiego) i powoli wracała na „jałowym biegu” do góry, należało połączyć dwa tłoki razem, aby wykonywały pracę naprzemiennie. I w ten sposób docieramy do silników wielotłokowych tłokowych, z których powszechnie korzystamy do dziś, choćby w naszych samochodach czy statkach.
Napęd Połzunowa został uruchomiony w 1766 roku i służył do poruszania miechów w hucie w Barnaule. Tragedią w tej całej historii jest to, że pracę swojej maszyny, której poświęcił wiele lat swojego życia, mógł podziwiać tylko przez kilka dni, i to jeszcze podczas testów, przed wdrożeniem jej do zwyczajnej pracy, ponieważ w tym samym roku zmarł na gruźlicę w wieku zaledwie 38 lat. Choroba męczyła wynalazcę przez dłuższy czas, ale niestety nie było go stać na lekarstwa, ponieważ całe swoje oszczędności inwestował w tę maszynę, za uruchomienie której caryca Katarzyna II obiecała mu ogromną nagrodę w wysokości 400 rubli (ponoć była to wtedy cała fortuna). Jak władza obiecała, tak i obdarowała majstra, ale wtedy było już za późno na podjęcie leczenia. [7]
James Watt twórca „nowoczesnej” maszyny parowej
Pora na głównego bohatera historii maszyny parowej, nie obawiam się napisać superbohatera, ponieważ to dopiero jego pomysły pozwoliły w pełni ukazać potencjał mocy pary i wprawić w ruch pierwszą rewolucję przemysłową. Mowa o Jamesie Wattsie, z którego nazwiskiem spotkali się wszyscy ludzie kupujący jakiekolwiek urządzenie elektryczne, choćby żarówkę, ponieważ to właśnie na jego cześć jednostką mocy w układzie SI jest dzisiaj wat (W). Podczas swojej pracy jako złota rączka na uniwersytecie w Glasgow – zatrudnił się tam, gdy jego mały warsztat splajtował – załapał zlecenie od jednego z profesorów na usprawnienie jego projektu maszyny parowej bazującej na planach Newcomena.
Jako że pan James należał bez wątpienia do bystrych majsterkowiczów, bardzo szybko dostrzegł w czym tkwi problem, czy raczej niezliczone wady dotychczasowej konstrukcji. Zaczął od osłony termicznej na kotle, bo uznał, że to ogromna strata energii cieplnej, a co za tym idzie także pieniędzy na paliwo, czyli w tym przypadku węgiel. Kolejne usprawnienie stanowiło tak naprawdę ciąg logiczny tego pierwszego. Gdzie jeszcze traci się najwięcej ciepła? Oczywiście w cylindrze podczas wlewania do niego zimnej wody. I tutaj docieramy do jego największego, najbardziej genialnego pomysłu, jakim był osobny kondensator – taka chłodnica. (grafika pochodzi z :commons.wikimedia.org)
Skoro chcemy utrzymać cylinder cały czas gorący, to może by tak chłodzić parę poza jego obrębem. Jakie to proste i genialne, aż dziwne, że potrzebowaliśmy – jako cywilizacja – aż do 1865 roku, czyli 60 lat od wprowadzenia na rynek maszyny Newcomena.
Niezależnie od pomysłu Połzunowa – który w tym samym czasie konstruował swoje dzieło, gdzieś w głębi Rosji – Watts wpadł na bardziej optymalne rozwiązanie dotyczące problemu ruchu jałowego, gdyż udało mu się zamknąć dwa siłowniki w jednym. Skoro ochłodzenie pary wytwarza podciśnienie z jednej strony tłoka, dzięki czemu wykonywał pracę, to może by tak udało się powtarzać to samo przemiennie także z drugiej strony tłoka? I się udało, stworzył w ten sposób siłownik parowy dwustronnego działania.
To musisz zobaczyć na własne oczy!!! Działającą maszynę parową (prawdopodobnie najstarszą działającą w Europie, a kto wiem może i na świecie, bo wybudowaną w 1915 przez Hutę Eisenhütte Prinz Rudolph w Dülmen) możesz podziwiać wSztolni Królowej Luizy w Zabrzu w strefie Carnall. Jest ona za darmo udostępniona do zwiedzania i uruchamiana o każdej pełnej godzinie (w godzinach funkcjonowania strefy – dobrze jednak wczesnej przedzwonić i się upewnić).
Kolejną wadą, którą dostrzegł, była nieregularna praca takiego tłoka, który musiał trząść się niczym Fiat 126p, czyli Maluch – tam silnik posiadał dwa cylindry – tylko z powodu swoich rozmiarów znacznie wolniej. Jednym z sposobów na łagodzenie takiej nieregularnej pracy do dnia dzisiejszego jest koło zamachowe. Jest to ogromne – nomen omen – koło właśnie, o dużej masie, które, jak się już uda wprowadzić w ruch, posiada spory ładunek energii kinetycznej umożliwiający usystematyzowanie ruchu – czasem szarpnie, a innym razem dociśnie tłoczysko.
Jako ciekawostkę dodam, że koła zamachowe są w dalszym ciągu powszechnie wykorzystywane w przemyśle ciężkim i można by rzec, że przeżywają właśnie renesans. W 2022 roku działa kilka firm, które wyspecjalizowały się w magazynowaniu energii pochodzącej choćby z układów fotowoltaicznych za pomocą kół zamachowych.
W jaki sposób działa silnik Watta?
Silnik parowy Watta działa w następujący sposób: para (oznaczona czerwoną strzałką) dociera do suwaka zaworu (8), który raz prowadzi ją z jednej strony tłoka (1), a później z drugiej – o czym decyduje pozycja koła zamachowego (7). Tłok, jak już wiemy, jest wprawiany w ruch poprzez ochłodzenie pary (w tym układzie w zewnętrznym kondensatorze – chłodnicy) – gdy do tego dojdzie, pozyskana w ten sposób energia jest przekazywana na koło zamachowe i przechowywana na nim w postaci ruchu obrotowego (energia kinetyczna ruchu obrotowego), co łagodzi ruch całego układu.
Maszyna Watta działała naprawdę dobrze, jednak bardzo ciężko było zapanować nad jej prędkością. Do pracy przy wypompowywaniu wody z kopalń działała aż za dobrze (o czym za chwilę), jednak do zastosowania na torach, statkach czy w tkalniach zbyt chaotycznie. W zależności od temperatury pary, otoczenia, wody itp., wykazywała inną prędkość pracy. I tutaj docieramy do praprapradziadka sterownika PLC, jakim był pokazany światu w 1788 roku regulator – tutaj bez zaskoczenia – znany jako regulator Watta (inaczej znany pod mało marketingową nazwą regulatorem odśrodkowym obrotów) na ilustracji pod numerem 9.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Maszyna_parowa
https://pl.wikipedia.org/wiki/Maszyna_parowa
Regulator Watta to mechanizm składający się z dwóch wahadeł, których ramiona są zamocowane na wspólnym, obrotowym trzpieniu. Wraz ze wzrostem prędkości obrotów silnika, siła odśrodkowa sprawia, że wahadełka unoszą się na zewnątrz. W odpowiedzi na te ruchy, mechanizm regulatora wpływa na suwak zaworu (8), zmieniając ilość doprowadzanej pary i tym samym kontrolując prędkość obrotów silnika. Dzięki temu wynalazkowi, maszyna parowa Watta stała się bardziej przewidywalna i możliwa do zastosowania w różnych dziedzinach przemysłu.
Zasada działania regulatora Watta
Regulator Watta, dzięki swojej prostocie i oparciu o zjawisko siły odśrodkowej, umożliwił pełne poskromienie pracy maszyny parowej i zastosowanie jej wszędzie tam, gdzie potrzebowano przekształcić energię mechaniczną na wartościową pracę.
Regulator Watta, dzięki swojej prostocie i oparciu o zjawisko siły odśrodkowej, umożliwił pełne poskromienie pracy maszyny parowej i zastosowanie jej wszędzie tam, gdzie potrzebowano przekształcić energię mechaniczną na wartościową pracę.
Zasada działania regulatora Watta opiera się na następujących krokach:
Wzrost prędkości obrotowej koła zamachowego zwiększa prędkość obrotową dwóch wirujących ciężarków zamontowanych na regulatorze względem wspólnej osi.
Zwiększona prędkość powoduje działanie większej siły odśrodkowej na ciężarki, które odsuwają się od osi obrotu (niczym dzieci na karuzeli z podwieszanymi na łańcuchach siedliskami).
Ruch ciężarków w dalszą odległość od osi obrotu powoduje domykanie zaworu z parą doprowadzaną do tłoka, co skutkuje zmniejszeniem mocy silnika i obrotów koła zamachowego.
Przy spadku prędkości obrotowej ciężarki zbliżają się ponownie do siebie, powodując większe otwarcie zaworu z parą.
Cały układ samodzielnie się reguluje dzięki sprzężeniu zwrotnemu. Wprowadzenie zmiany prędkości pracy maszyny może odbywać się poprzez zmianę ciężarków na cięższe (przyśpieszenie) lub lżejsze (spowolnienie). Później wprowadzenie regulowanej sprężyny do układu znacznie ułatwiło bezstopniowe wpływanie na prędkość maszyny bez konieczności zmiany ciężarków.
Dzięki wynalazkowi regulatora Watta, maszyna parowa zyskała szerokie zastosowanie w różnych dziedzinach przemysłu, wpływając na rozwój technologii i przyczyniając się do pierwszej rewolucji przemysłowej.
Dla ciekawskich, którzy zdecydują się odwiedzić Zabrze i na własne oczy zobaczyć działającą maszynę parową, dodam, że jej praca nie jest kontrolowana regulatorem Watta, a zamontowanymi na walach krzywkami (które otwierają i zamykają dopływ pary naprzemiennie raz do jednego, a raz do drugiego jej cylindra). Regulator Watta można za to podziwiać w Muzeum Hutnictwa Cynku: WALCOWNIA, zlokalizowanym w Katowicach Szopienicach.
Kończąc temat maszyny parowej
W tym miejscu można by zakończyć ten tekst, ponieważ miał on dotyczyć głównie historii maszyny parowej. A jak możesz przeczytać powyżej wszystko wskazuje, że przy opatentowaniu tak wydajnej nowoczesnej – jak na ówczesne czasy – technologii wszyscy żyli długo i szczęśliwie niczym w bajce – i z bajecznym bogactwem. Ale nic z tego.
Już trzy wieki temu obowiązywały prawa głoszące, że bez dobrego marketingu, nawet najlepsza technologia sama się nie obroni i tutaj docieramy do sedna geniuszu Watta, który nie tylko był genialnym inżynierem, ale także wcale nie gorszym marketingowcem.
Jednak to temat na kolejną historię. Historię problemów i wyzwań związanych z prowadzeniem technologi odmieniającej życie wszystkich ludzi na naszej planecie (bo dobra technologia to tylko połowa sukcesu komercyjnego) i sprycie genialnego pana Watta, który pokonał wszystkie przeciwności losu (a także przyczynił się do powstania Spotify, Netflixa, samochodów sportowych i nowoczesnego marketingu). Zapraszam do dalszej lektury pod poniższym linkiem.
czytaj dalej: James Watt rozpowszechnia maszynę parową. (wkrótce)
Pierwszy układ regulacji, który udało mi się potwierdzić w kilku źródłach był ten skonstruowany przez Ktesibiosa (gr. Κτησίβιος ὁ Ἀλεξανδρεύς, ur. 285 p.n.e., zm. 228 p.n.e.) wielkiego greckiego uczonego i konstruktora. Przez wielu nazywany ojcem pneumatyki, a przez innych nawet ojcem inżynierii, który początkowo prawdopodobnie zarabiał jako fryzjer, bo taki zawód wykonywał jego ojciec.
Nim omówimy sobie pierwszy układ regulacji ciśnienia wykorzystany w górnym zbiorniku klepsydry wodnej (znamy dziś ten system jako zegar Ktesibiosa), dzięki któremu to zapisał się na kartach historii – pechowym zrządzeniem losu żadne jego karty z notatkami nie przetrwały do dnia dzisiejszego – poznajmy bliżej, szerzej nie znanego genialnego wynalazcę.
To on wymyślił pierwsze organy – zasilane wodą, dzięki czemu uzyskał stałe ciśnienie powietrza w piszczałkach -, oraz karabin i katapultę pneumatyczną* – stąd przydomek ojca pneumatyki – w swoich wynalazkach wykorzystał pierwszy raz coś, co my dzisiaj nazywamy sprężynami. Wiele wskazuje na to, że smykałkę do wynalazków rozwijał od najmłodszych lat, ponieważ pierwszy skonstruowany przez niego mechanizm miał postać regulowanego lustra – umożliwiającego zmianę jego wysokości – w zakładzie fryzjerskim ojca.
Czy wiemy coś więcej na temat jego dalszego życia? Co robił na starość? Wiemy, i jak można było domyślać się, jego młodzieńcze wynalazki doprowadziły go na sam szczyt naukowego prestiżu. Był on zarządcą całej ówczesnej wiedzy. Został prawdopodobnie pierwszym – nie zachowały się zmiany o nikim przed nim – zarządcą biblioteki Aleksandryjskiej.
Co powinieneś wiedzieć o bibliotece Aleksandryjski??
Alexandria to supermodne miasto założone przez Aleksandra Macedońskiego, w którym znajdowały się największe na świecie zbiory wiedzy. Podejrzewa się, że cała ówczesna wiedza z całego świata była kopiowana na język egipski, a być może także na język grecki i przechowywana w murach miasta. Biblioteka Aleksandryjska była częścią ogromnego instytutu naukowego, zwanego Wielkim Muzeum lub po prostu Muzeum Aleksandryjskim, którym prawdopodobnie kierował nasz bohater. W skład Muzeum wchodziło obserwatorium astronomiczne oraz ogród botaniczny, do którego zjeżdżali się wszyscy uczeni z obszaru Morza Śródziemnego. Ponadto osoba kierująca tym wszystkim była głównym nauczycielem władcy całego regionu.
Mechanizm Ktesibiosa
My jednak chcielibyśmy skupić się tutaj na pierwszym mechanizmie regulacji, który składał się z trzech naczyń wodnych. Aby nie musieć na siłę wymyślać przysłowiowego koła na nowo, skorzystam z notatki z Wikipedii na ten temat:
„Woda z pierwszego naczynia spływała szybciej niż z drugiego. Nadmiar wody z drugiego naczynia przelewał się, dzięki czemu drugie naczynie było cały czas pełne. To tworzyło samoczynny regulator przepływu wody, co pozwalało uzyskać stałą prędkość przepływu wody do trzeciego naczynia. W innych konstrukcjach na wodzie w drugim zbiorniku unosił się pływak zamykający dopływ, gdy osiągnął on odpowiedni poziom. Woda spływała do trzeciego naczynia, w którym znajdował się pływak, który wznosił się wraz z podnoszącym się poziomem wody. Na pływaku umieszczona była figurka, która wskazywała na obracającym się bębnie czasu. Gdy na koniec dnia zbiornik się napełnił, opróżniał się poprzez syfon lub pływający zawór w dnie naczynia (identycznie jak w spłuczkach w toalecie). Starożytni Grecy i Rzymianie dzielili dzień na dwanaście godzin, od wschodu do zachodu słońca. Ponieważ dni letnie są dłuższe niż zimowe, godziny letnie były dłuższe niż zimowe. Do wskazywania czasu zgodnie z przyjętym systemem służył obracający się bęben z odpowiednio zaznaczonymi liniami do wskazywania godzin. Woda wypływająca z zegara na koniec dnia spadała na koło wodne, które poprzez przekładnie obracało bęben o niewielki kąt, tak że wykonywał on jeden obrót na rok. Zegar Ktesibiosa był wyposażony również w system dźwiękowy i wizualny do sygnalizacji upływu godzin, bazujący m.in. na układzie kół zębatych.” – link do źródła (na podstawie [4])
Jako ciekawostkę można w tym miejscu dodać, że pisząc te słowa mija właśnie miesiąc od oficjalnego otwarcia Biblioteki Aleksandryjskiej – tej nowej otwartej 16 października 2002 roku – jednej z największych i na pewno najnowocześniejszych obiektów tego typu na świecie, bo ta pierwsza ktoś zniszczył i nie wiadomo dokładnie, kto i kiedy (może byli to Muzułmanie, Arabowie albo Chrześcijanie, lub wyznawcy innych religii). Wstęp do biblioteki jest darmowy po wcześniejszej rezerwacji – tej nowej, a nie tej zniszczonej, której nie znamy nawet ówczesnej lokalizacji.
Informacje z tego rozdziału pochodzą z [1][2][3][5]
Heron – Pierwszy napęd parowy
Zdecydowana większość osób, którym zadaje pytanie „w którym wieku powstał pierwszy silnik parowy” odpowiada, że był to wiek XVIII ewentualnie XIX. Trzeba przyznać im rację, ale tylko do pewnego stopnia i pod pewnymi warunkami. Z tego okresu pochodzą pierwsze „współczesne” silniki parowe, o których sporo dowiemy się w dalszej części tego tekstu, w tym jednak miejscu poznamy historię ich „dziadka” sięgającą I w.n.e.
Niejednokrotnie w dziejach naszej cywilizacji dochodziło do skonstruowania przełomowych wynalazków, które mogły zmienić oblicze naszej planety, jednak nastąpiło to zbyt wcześnie. Nim świat był na nie gotowy, przez co ich konstruktorzy odchodzili w zapomnienie. Część z tych wynalazków nawet rozpowszechniła się na sporych obszarach, ale z powodu dziwnych kolei losu zapominaliśmy o nich na wiele wieków. Najlepszym tego przykładem jest kanalizacją, z której powszechnie korzystali w czasach minojskich na Krecie (jakieś 5 tysięcy lat temu), a także niewiele później w Atenach czy Rzymie, niestety jednak w średniowieczu jakimś cudem o niej zapomnieliśmy. Dokładnie tak samo było z doskonale opisanym w wielu źródłach pierwszym napędzie parowym stworzonym przez Herona z Aleksandrii. Tak tej samej Aleksandrii, o której pisałem wcześniej, co tylko potwierdza tezę, że przez pewien okres, za czasów świetlności słynnej biblioteki, to właśnie w tym mieście najtężsi naukowcy i wynalazcy odpowiadali za postęp intelektualny tej części świata.
Co wiem o Heronie?
Wiemy o nim między innymi to, że urodził się około 10 r.n.e. i zmarł jakiś 60 lat później. Był uczniem Ktesibiosa, którego omówiłem wcześniej i który żył około II wieku przed Chrystusem. Heron uczył się z pism, które pozostawił po sobie Ktesibios w swojej bibliotece. Wiemy to z trzech ksiąg, które przetrwały do naszych czasów i które sam Heron napisał. Gdy już sobie wyjaśniliśmy te zawiłości i skąd wiemy, co o nich wiemy, możemy przejść do rzeczy nieporównywalnie bardziej związanych z tematem tego tekstu, czyli starożytnej automatyki. [2]
Dwa najsłynniejsze projekty Herona to automatycznie otwierane drzwi do świątyni oraz – co brzmi jeszcze bardziej nieprawdopodobnie – pierwsza turbina parowa. Stworzył także automat na monety odmierzający porcje wody do obmycia się podczas ceremonii religijnych, ale o tym napiszę innym razem. Tak, dobrze przeczytałeś! W starożytności, czyli w tym wypadku jakieś 2 tysiąclecia temu, ludzkość znała już drzwi otwierane „samoczynnie” oraz napęd parowy. Co prawda jedno i drugie służyło głównie do rozrywki i wysławiania bóstw, a nie do przemysłu, ale dokładnie tak samo było z prochem.
Od fajerwerków do rakiet
Wynaleziony przez Chińczyków w okolicach IX wieku proch, przez wiele wieków był wykorzystywany tylko w celach rozrywkowych, jako sztuczne ognie. Dopiero w roku 1232 po raz pierwszy wykorzystano go do celów militarnych. Ponoć dowódca obrony jednego z chińskich miast, szukając pomysłu na odparcie ataków o wiele większej mongolskiej armii, przemierzając miasto, dostrzegł ludzi świętujących i odpalających fajerwerki. Wtedy w jego głowie pojawił się kreatywny pomysł, aby strzały łuczników połączyć w fajerwerki. I to właśnie w ten sposób powstały pierwsze rakiety, które rozproszyły przeciwników, wybuchając w ich szeregach lub nad ich głowami. [6]
Pierwsze automatycznie otwierane drzwi
źródło: Niezwykłe perypetie odkryć i wynalazków – Juliusz Jerzy Herlinger
Zaprezentowany na powyższej ilustracji mechanizm ma wręcz śmiesznie proste, ale jakże genialne działanie. Wyobraź sobie sytuację, że przed ogromną świątynią, której mury sięgają aż do nieba (lub innego konkretnego punktu na niebie), stoi tłum wiernych, którzy chcą przez równie ogromne zamknięte wrota wejść do środka. Wtedy z pewnym opóźnieniem, niczym wielka rockowa gwiazda (choć tak naprawdę nie odmierzano wtedy powszechnie czasu), staje przed tłumem z pochodnią i na tamtejszym ołtarzu (1 na ilustracji) rozpala niezbyt duże palenisko. Po chwili wszystkim wiernym przed oczami „ukazuje” się jakaś niewidzialna boska siła, będąca w stanie wprawić w ruch te ogromne wrota. Łatwo sobie wyobrazić, jakie ogromne wrażenie musiało to wywierać na biednych ludziach przybyłych z okolicznych wiosek, aby wziąć udział w uroczystościach. [7]
W jaki sposób działał ten mechanizm? Rozpalenie ognia na pustym w środku ołtarzu spowodowało, że powietrze w jego wnętrzu się rozgrzało, co bezpośrednio przełożyła się na wzrost w nim ciśnienia. Ciepłe powietrze miało tylko jedną drogę ucieczki, do pojemnika z wodą (2), ale aby się w nim zmieścić musiało tą wodę z niego wypchać. Ta z kolei mają także tylko jedną drogę ucieczki. Woda była wpychana do wiadra (3 – pewnie sporych rozmiarów), które czym bardziej się wypełniało to z większą siłą wprawiało w ruch wał (4) do którego przymontowano wrota. [7]
Starożytna turbina parowa
Jeżeli drzwi robiły na ludziach wrażenie, to samoczynnie obracająca się z dużymi prędkościami błyszcząca kula buchająca parą musiała być czymś totalnie magicznym, za co byli w stanie zapłacić. W ten sposób docieramy do teatrzyku kukiełkowego mistrza Herona.
Jak podają pewne źródło [konkretnie to o numerze 7 na liście pod tekstem] ), teatrzyk Herona cieszył się największą popularnością wśród dzieci w całej Aleksandrii, które zawsze tłumnie zbiegały się przed jego występami. Walczące figurki w pierwszej części show były dość standardową rozrywką, ale gdy tylko po przerwie wyciągał za kurtyny „magiczną kulę”, wszystkim zapierało dech w oczekiwaniu, aż zacznie się sama obracać.
Ten mechanizm działał na jeszcze prostszej zasadzie niż wcześniej omówiony, ale bazował na tych samych prawach – jeśli podnosisz komuś ciśnienie, to może on albo wybuchnąć, albo uciec. Poprzez podgrzewanie od spodu szczelnego zbiornika wypełnionego wodą, para odnajduje jedyną drogę ucieczki poprzez dwie rurki prowadzące do kuli, do której zamontowano kolejne dwie rurki, ale tym razem wykrzywione pod kątem prostym (tak jak na ilustracji). Gdy ciśnienie wystarczająco wzrośnie, para uciekająca z kuli nabierze wystarczającego impetu, aby wprawiać ją w ruch obrotowy ku uciesze zebranego tłumu.
Podobną konstrukcję jesteś w stanie odtworzyć w garażu bazując na przedziurawionej puszcze po napoju podgrzewanej od spodu świeczką, co udokumentowano na licznych filmikach dostępnych na YouTube (przykład poniżej).
Ismail al-Jazari – pierwszy konstruktor robotów
Po pożegnaniu się z panem Heronem musimy przeskoczyć do XII wieku, gdzie spotykamy genialnego wynalazcę, o którym my Europejczycy właściwie niewiele wiemy, a był nim Ismail al-Jazari. Zasłynął on publikacją „Księgi wiedzy o pomysłowych urządzeniach mechanicznych” w 1206 roku, czyli w roku swojej śmierci, w której to pisał o wielu zaawansowanych mechanizmach oraz instrukcjach, jak je skonstruować.
Niektóre źródła podają, że opisał on 50 mechanizmów, inne 160, a jeszcze inne nawet 260. Najsłynniejszymi z nich są mechaniczny zegar w kształcie słonia i, co dla nas jest jeszcze ciekawsze, pierwszy programowalny robot. Podkreślę w tym miejscu, że większość historyków to właśnie al-Jazariego uważa za twórcę pierwszych robotów, a to było w XII wieku, kiedy my, Europejczycy, wylewaliśmy nieczystości na chodniki przed domami i wymyślaliśmy metody walki z czarami. Wiele z tych mechanizmów jest szczegółowo opisanych na stronie dedykowanej tej książce – AljazariBook.com – a poniżej dostępny film promocyjny z wizyt w muzeum dedykowanemu temu genialnemu wynalazcy.
Pierwsze programowalne roboty
Może brzmi to absurdalnie ale już na przełomie XII i XIII wieku nasz wynalazca stworzył pierwsze programowalne roboty (pewnie nie do końca takie jak sobie wyobrażamy mówić roboty), który schematy zachowały się do dnia dzisiejszego. Jeżeli nie do końca rozumiesz w jaki sposób ten mechanizm miał być „programowany” to już służę pomocą. Z lewej strony na poniższej ilustracji widać dość solidnie zmazane krzywki (lub koła zębate) zamontowane na wale napędzanym opadającą z zbiornika wodą. Poprzez zmianę układu kół zębatych (lub kształtu krzywek) figurki grajków mogły zmieniać wygrywaną melodię. WOW, niczym pływający odpowiednik Spotify 😉
źródło Wikipedia
Jeżeli powyższy schemat nie jest dla Ciebie zbyt czytelny do w gratisie zamieszczam poniżej animację, która w niezwykle precyzyjny i atrakcyjny sposób tłumaczy zasadę działania tej grającej łodzi (niestety bez dźwięku).
Wiek węgla i stali – współczesne maszyny parowe
Mówiąc o historii automatyzacji, po poznaniu kilku ciekawostek z starożytności powinniśmy całą naszą uwagę skoncentrować na potężnych maszynach parowych. Kolosalnych, bardzo głośnych mechanizmach z piekła rodem, w których to ogień miesza się z wodą wprawiając za pomocą „magicznych mocy” ogromne elementy w ruch. To właśnie rewolucja mechanizmów parowych wprawiła świat w ruch (po torach, morzach i nawet na drogach), ubrała go (mechaniczne krosna), wykarmiła (młyny napędzane parą) i co najważniejsze pozwoliły go zbudować (powstały ogromne huty i kopalnie).
W skrócie: „Maszyna parowa to współczesność, maszyna parowa to przemysł, maszyna parowa to skok rozwojowy naszej całej globalnej cywilizacji”, ale o tym wszystkim w kolejnym artykule, który znajdziesz w poniższym linku.
„Kreatywna szkoła” i „Oblicza umysłu” Ken Robinson
Dwie książki z kategorii „Co z szkołą jest nie tak i dlaczego niektórym udało się to zrobić lepiej”.
Autor dzieli się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami, a także przytacza wiele konkretnych szkół i organizacji, którym się udaje skutecznie wprowadzać innowacje.
„Oblicza umysłu” to interesująca książka która opisuje różne aspekty ludzkiego myślenia i kreatywności. Autor stawia tezę, że nasze obecne systemy edukacji nie rozwijają pełnego potencjału naszych umysłów, a nawet ograniczają nasze zdolności intelektualne. Robinson proponuje alternatywne podejście do nauczania, które uwzględnia różnorodność stylów i tempa nauki, a także rozwija nasze naturalne zdolności do kreatywnego myślenia i innowacji. Książka zawiera wiele przykładów z różnych dziedzin, takich jak sztuka, biznes i nauka, które ilustrują teorię autora. Czytanie tej książki może być inspirujące dla każdego, kto szuka sposobów na rozwój swojego umysłu i kreatywności. Niezależnie od tego, czy jesteś nauczycielem, przedsiębiorcą czy po prostu osobą zainteresowaną rozwijaniem swojego umysłu, „Oblicza umysłu” jest książką, którą warto przeczytać.
„Kreatywna szkoła” to inna interesująca książka w której autor koncentruje się na innowacyjnych sposobach nauczania i rozwoju kreatywności w systemach edukacji. Pan Ken wskazuje, że obecne systemy edukacyjne często skupiają się na testach i standardach, a tym samym zaniedbują rozwijanie indywidualnych talentów i pasji uczniów. Robinson proponuje wiele pomysłów na zmianę tego podejścia, w tym nauczanie interdyscyplinarne, używanie sztuki i kreatywnych działań jako narzędzi nauczania, a także zwiększenie roli nauczycieli jako mentorów i inspiratorów. Książka zawiera wiele konkretnych przykładów szkół, które wdrożyły takie podejście z sukcesem i przynoszą pozytywne efekty. Podobnie jak w przypadku „Obliczy umysłu”, język książki jest przystępny i łatwy do zrozumienia. Czytanie tej książki może być pomocne dla nauczycieli, rodziców i innych osób zainteresowanych zmianą systemów edukacyjnych na bardziej kreatywne i innowacyjne. Książka ta to zbiór ciekawych pomysłów nauczania, które mogą pomóc w rozwijaniu potencjału i kreatywności uczniów, a także wzbudzić zainteresowanie edukacją i jej rolą w życiu społecznym.
Ken Robinson dla wielu osób jest znany z słynnego (wyświetlonego 22mln razy) wystąpienia na TED w którym to porusza temat, dlaczego szkoła zabija kreatywność.
więcej list rekomendowanych książek znajdziesz tutaj: #książki
Jeśli z jakichś powodów odciąłeś się od mediów i internetu w 2023 roku, albo nie kupujesz gazet, to być może jeszcze nie wiesz, czym jest aplikacja ChatGPT (pisana częściej niepoprawnie osobno „Chat GPT”). W każdym innym przypadku musiałeś przynajmniej przez przypadek natknąć się na wzmianki o tej najszybciej rozwijającej się aplikacji w historii (1 milion użytkowników w 5 dni, a w 2 miesiące ponad 100 milionów!).
Zapraszam do kolejnego artykułu z serii „Prostymi słowami” w której to staram się jak najprościej tylko potrafię wprowadzić czytelnika w nowe skomplikowane zagadnienie.
W celu uporządkowania wszystkich informacji na ten temat aktualnie dostępnej wersji sztucznej inteligencji (piszę te słowa w kwietniu 2023), zapytałem Chat GPT, czym jest i w jaki sposób mógłbym go przedstawić uczniom i nauczycielom w moim artykule. Poniższy fragment to tekst autorstwa aplikacji (bez wprowadzonych jakichkolwiek poprawek).
Czym jest ChatGPT
„Chat GPT to zaawansowana technologia sztucznej inteligencji, która może zrewolucjonizować sposób, w jaki uczniowie i nauczyciele uczą się i pracują. Chat GPT to rodzaj algorytmu przetwarzania języka naturalnego, który potrafi nauczyć się rozumieć kontekst oraz kontekstowo generować nowe wypowiedzi. Dzięki temu jest w stanie odpowiadać na pytania, rozmawiać, tłumaczyć i generować nowe teksty.
Dla uczniów, Chat GPT może stanowić pomoc w odrabianiu zadań domowych i przygotowywaniu się do egzaminów. Na przykład, można wykorzystać Chat GPT do wygenerowania zestawów testów z danego przedmiotu lub do przetłumaczenia materiałów dydaktycznych na inny język. Ponadto, Chat GPT może również pomóc uczniom w zrozumieniu trudnych koncepcji poprzez streszczenie artykułów naukowych lub innych tekstów.
Dla nauczycieli, Chat GPT może stanowić narzędzie do tworzenia bardziej interaktywnych lekcji i programów nauczania. Na przykład, nauczyciel może wykorzystać Chat GPT do przygotowania scenariusza lekcji lub generowania spersonalizowanych wiadomości e-mail do uczniów. Chat GPT może również pomóc nauczycielom w zrozumieniu problemów uczniów poprzez analizę odpowiedzi i sugestie dotyczące sposobu udzielania wyjaśnień lub materiałów dydaktycznych.
Podsumowując, Chat GPT to zaawansowana technologia sztucznej inteligencji, która może mieć wiele zastosowań dla uczniów i nauczycieli. Dzięki swojej zdolności do rozumienia języka naturalnego, Chat GPT może ułatwić proces nauki, umożliwiając uczniom i nauczycielom dostęp do bardziej interaktywnych i spersonalizowanych zasobów.”
– Chat GPT
Co musisz o nim wiedzieć?
Wcześniejszy punkt wygenerowany automatycznie wydaje się napisany bardzo poprawnie, konkretnie, przyjemnym językiem i bardzo na temat. Stworzenie go (wraz z przyklejeniem i sformatowaniem pod stronę) zajęło mi mniej niż 30 sek. To się nazywa wydajność!
ChatGPT to chat – dokładniej chatbot
W gigantycznym skrócie, to aplikacja pierwotnie dedykowana do rozmów na każdy temat. Jednakże, w XXI wieku to za mało, dlatego rozszerzono jej możliwości o korektę tekstów, tłumaczenie ich na wszystkie języki, pisanie programów komputerowych, stron internetowych oraz aplikacji mobilnych zgodnie z wytycznymi, a także kreatywne wsparcie podczas wymyślania scenariuszy, bajek, treści marketingowych oraz wszystkiego, czego tylko potrzebujemy.
Po wejściu na stronę chat.openai.com/ wyświetli nam się okno w którym w j. angielskim (tylko tutaj musisz znać język angielski, bo reszta komunikacji może być prowadzona w dowolnym innym języku – zna ich przynajmniej 35), zamieszczono 9 informacji dla użytkownika. 3 przykłady zastosowania, 3 możliwości i 3 ograniczenia.
No i to tyle! Możesz już rozpocząć zwyczajny dialog ze sztuczną inteligencją. To wszystko, co musisz wiedzieć na ten temat. No może prawie wszystko, ponieważ pod ilustracją zamieszczę kilka ostrzeżeń dotyczących dość istotnych ograniczeń.
Ograniczenia i zagrożenia związane z ChatGPT
1. Nie ma dostępu do internetu Jeżeli czytając artykuł lub słuchając podcastów na temat ChatGPT natraficie na zdanie, że „aplikacja bazuje na treściach znalezionych w internecie” lub „szuka w internecie” to możesz mieć pewność, że autor nie ma pojęcia o czym pisze.
Czy brak dostępu do internetu to wada czy zaleta? Zaleta, bo, dzięki temu nie szuka on informacji na bezwartościowych stronach internetowych poświęconym teoriom spiskowym czy mowie nienawiści. Niestety też wada, bo z tego powodu nie ma także dostępu do aktualnych informacji, wyników badań ani treści literackich.
Jego najbardziej aktualne dane (wersji aktualnie dostępnej GPT 3.5) pochodzą z października 2021 roku, bo to wtedy ostatni raz je mu załadowano w rozmiarze 45 terabajtów tekstów, co odpowiada około 570 miliardom słów.
2. Ma halucynacje Model językowy – bo tak w tym wypadku powinniśmy precyzyjnie nazywać to narzędzie – nie wie wszystkiego, a co gorsza nie wie tego co nie wie, i bardzo nie lubi się przyznawać do swojej niewiedzy. Jeżeli czat opisuje i szczegółowo tłumaczy zagadnienia, książki, prace badawcze, które nigdy nie istniały, a dodatkowo wymyśla autorów tekstów i postacie literackie to mówimy, że ma halucynacje.
Dlatego zapytany „O czym jest książka Rajzyfiber” Odpowiedział „Przepraszam, ale nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie ma takiej książki o takim tytule. Być może chodzi Ci o jakąś inną książkę, którą mógłbym opisać?” Ale zapytany jeszcze raz „Książka Rajzyfiber, autorstwa Grzegorza Czekała o czym jest” Odpowiedział: „
Książka „Rajzyfiber” autorstwa Grzegorza Czekała opowiada historię młodej dziewczyny imieniem Ola, która pragnie poznać tajemnicę swojego pochodzenia. Główna bohaterka odkrywa, że jest potomkinią znanej rodziny przedsiębiorców, a jednocześnie spadkobierczynią tajemniczej technologii nazwanej Rajzyfiber. Technologia ta pozwala na przesyłanie danych bez użycia kabli i tradycyjnych systemów komunikacyjnych.
Ola wraz z grupą przyjaciół postanawia odkryć sekret technologii Rajzyfiber i odnaleźć zaginione połączenia, które są kluczem do sukcesu w biznesie. Akcja książki toczy się w Polsce oraz w Stanach Zjednoczonych, gdzie bohaterowie spotykają się z wieloma przeszkodami, które stają na drodze do osiągnięcia celu. Książka porusza wiele tematów, takich jak: technologia, biznes, przyjaźń i miłość, a także zawiera elementy sensacyjne i tajemnicze wątki.”
Dla niewtajemniczonych dodam, że naprawdę istnieje taka książka którą napisałem kilka lat temu i za darmo publikuję w internecie pod tym linkiem. Nie jest w niej opisywana żadna sekretna technologia, a jedynie zbiór praktycznych informacji na temat bezpiecznego i świadomego podróżowania.
ChatGPT z dostępem do internetu Bing
Najgłośniejszą odsłoną aplikacji ChatGPT jest bez wątpienia ChatGPT, ale to nie jedyna odsłona tego potężnego narzędzia. Twórcy innych aplikacji (niezliczona ilość – futurepedia.io/), portali edukacyjnych (Khan) czy oprogramowania (np. firma Microsoft, która zainwestowała w to narzędzie ponad 10 miliardów dolarów) mogą zaimplementować ją w swoich programach.
Przykładem, o którym trzeba tutaj wspomnieć jest wyszukiwarka firmy Microsoft Bing i jej nowa funkcjonalność chat dostępna w przeglądarce Edge.
Nie tylko ma dostęp do internetu, ale dokładnie tak samo jak chat odpowiada na pytania i dodatkowo podaje źródła swojej wiedzy.
Gdy do Binga wpisałem to samo pytanie: „Książka Rajzyfiber, autorstwa Grzegorza Czekała o czym jest” Odpowiedział prawidłowo: „Rajzyfiber to darmowy podręcznik świadomego i bezpiecznego podróżowania autorstwa Grzegorza Czekała. Jest to poradnik dla osób, które wyruszają w podróż i zawiera listy rzeczy, które warto spakować do plecaka w zależności od typu, czasu trwania i celu podróży. Kolejne rozdziały zawierają informacje na tematy bezpieczeństwa, finansów, konserwacji ekwipunku itp1. Czy chcesz wiedzieć coś więcej na ten temat?”
Nie tylko odpowiedziało ale i podało link do strony, na której znajdę więcej informacji.
3. Rozmowy są czytane Jako, że jest to nieustanie rozwijane narzędzie, działające już bardzo dobrze, jednak w dalszym ciągu jest to wersja testowa, to dla celów naprawy błędów zamieszczane podczas rozmowy z Chatem mogą być przeglądane przez programistów firmy OpenIA – sami możemy nawet wypowiedzi zwracane przez Chat zaznaczać jako błędne.
4. ChatGPT nic nie rozumie i nie wie co pisze
To jest rzecz, którą najtrudniej nam ludziom jest zrozumieć, bo w jaki sposób program, który nie rozumie o co go pytamy jest nam w stanie odpowiadać w tak sensowny a do tego zwykle prawidłowy sposób?
ChatGPT to model językowy (skrót GPT pochodzi od „Generative Pre-trained Transformer” czyli program wytrenowany na wcześniej wgranych tekstach) który tylko przewiduje jakie słowo (czy zdanie) powinno się znaleźć w danym miejscu bazując na naszym pytaniu i wcześniejszym przebiegu rozmowy.
Używając bardziej precyzyjnego wytłumaczenia:
„Model językowy to matematyczny model, który próbuje przewidzieć prawdopodobieństwo wystąpienia danego słowa lub sekwencji słów w kontekście danego języka. Innymi słowy, model językowy próbuje zrozumieć, jakie słowa powinny wystąpić po danym słowie lub sekwencji słów w zdaniu lub tekście. Model ten jest używany w sztucznej inteligencji i przetwarzaniu języka naturalnego do zrozumienia i generowania języka naturalnego. Im bardziej dokładny model językowy, tym lepiej jest w stanie przewidzieć, jakie słowa powinny wystąpić w danym kontekście, co jest szczególnie ważne w zastosowaniach takich jak rozpoznawanie mowy, tłumaczenie maszynowe czy generowanie tekstu.” – ChatGPT
5. Potrafi kłamać w „żywe oczy”
Osobiście wykorzystuję głównie tę aplikację do redakcji i korekty moich tekstów, które tworzę na potrzeby tej strony internetowej lub książek. Do tej pory musiałem prosić o pomoc znajomych lub rodzinę. Najłatwiej wkleić tekst i poprosić o „dokładne sprawdzenie interpunkcji, gramatyki, stylistyki oraz poprawę ewentualnych błędów czy nieścisłości”.
Tekst jest poprawiany bez zarzutów, ale gdy poproszę o opisanie wszystkich wprowadzonych poprawek, to w sytuacji, gdy nie miał co zmieniać, zaczyna wymyślać „poprawki”, których nie wprowadził, ponieważ oryginalny tekst był napisany poprawnie. W jednym tekście wymienił mi lokalizację trzech przecinków, które ponoć wstawił, pomimo że w pierwotnym tekście już znajdowały się na tych wszystkich pozycjach!
Mam wrażenie, że gdy nie jest w stanie poprawić dobrze napisanego tekstu, zaczyna „na siłę” szukać miejsc, w których tekst jest poprawnie napisany i się pod tym „podpisuje” 🙂
6. Zmienia sens naszych wypowiedzi
Jeżeli wykorzystujesz ChatGPT do sprawdzenia literówek w tekście to musisz OBOWIĄZKOWO poprawiony tekst jeszcze raz przeczytać, bo może się okazać, że bot wprowadził na tyle istotne zmiany w tekście, że całkowicie zmienił – bez pytania – sens Twoich wypowiedzi.
Dla przykładu. Poprosiłem go o sprawdzenie literówek w wstępie do drugiej części tego tekstu
„Czy możesz pomóc w poprawie poniższego tekstu poprzez dokładne sprawdzenie interpunkcji, gramatyki, stylistyki oraz poprawę ewentualnych błędów czy nieścisłości. Czy technologie typu ChatGPT, modele językowe i wszystkie pozostałe systemy „sztucznej inteligencji” wpłyną w przyszłości w jakiś sposób na system edukacji, na to jak funkcjonują szkoły i to w jaki sposób się uczymy? Odpowiedź brzmi: stanowcze NIE! Nie wpłyną w przyszłości, one już „wczoraj” (mamy początku roku 2023) zmieniły to wszystko w stopniu w jakim ….”
a on poprawił mi tekst w następujący sposób:
„Czy technologie typu ChatGPT, modele językowe i pozostałe systemy „sztucznej inteligencji” wpłyną w przyszłości na system edukacji, na funkcjonowanie szkół i sposób, w jaki uczymy się? Odpowiedź brzmi: stanowcze TAK. W rzeczywistości, już „wczoraj” (mając na myśli początek roku 2023), te technologie znacząco zmieniły sposób edukacji,”
Myślę, że na tą chwile jest to najlepsze narzędzie do sprawdzania tekstów pisanych, detronizujące autokorektę Worda, ale nie można go darzyć 100% zaufaniem, jak każde narzędzie wymaga naszej kontroli.
Do czego jeszcze można wykorzystać ChatGPT
Przed przejściem do zastosowań bezpośrednio powiązanych z edukacją,chciałbym Ci jeszcze zaprezentować konkretne przykłady, bazujące na moim oraz doświadczeniu moich przyjaciół i kursantów (oprócz ostatniego). Na początku podkreślę, że wszystkie przykłady wymienione poniżej zostały użyte, aby zweryfikować potencjał tego narzędzia i osoby, które je testowały, bardzo się przyłożyły, aby finalnie ocenić „prawdomówność” tej aplikacji.
Planowanie wycieczek czy nawet całych wakacji Przyjaciel planuje wybrać się do Meksyku, więc przed wyjazdem robi przegląd tego, co można znaleźć ciekawego w okolicy, do której się wybiera. Jako że po kilku godzinach czytania wszystko zaczyna się zlewać, poprosił ChatGPT o porównanie dwóch tekstów (podał do nich linki) i wygenerowanie listy najciekawszych atrakcji. Po kilkunastu sekundach miał dokładnie to, o co poprosił, a nawet więcej.
Pisanie aplikacji na smartfona Jeden z moich nastoletnich kursantów, nie posiadający żadnego doświadczenia programistycznego, poprosił czat, aby pomógł mu napisać aplikację na jego telefon, wyliczającą sumę z wygenerowanych lub podanych liczb (nie miał konkretnego pomysłu na apkę, a chciał to przetestować). Po jednym wieczorze miał działający „produkt”, którym miałem okazję się pobawić! Chat napisał mu krok po kroku, co musi zainstalować, co uruchomić, jaki kod gdzie wkleić, i ….powstała działająca aplikacja.
Pisanie i korekta zaawansowanych programów Skoro ChatGPT potrafi tworzyć proste aplikacje, to czy nadaje się jako pomocnik dla profesjonalnych programistów? Nie wyobrażasz sobie nawet jak bardzo. Znajomy, gdy podczas pisania programu zleconego przez firmę gdzieś się zatnie, wyrobił już sobie nawyk wklejania kodu do tej aplikacji i pytanie go dlaczego to nie działa! I ponoć to zawsze działa. Nie mówiąc już o tym, że program ten można wykorzystywać w zastępstwie lub uzupełnianiu do bibliotek programistycznych.
Tworzenie planów diety Pewien kursant amatorsko uprawiający sport na wysokim poziomie postanowił sprawdzić, czy ChatGPT jest w stanie wygenerować dla niego spersonalizowany plan żywieniowy, podając wszystkie swoje wymiary, dane, dyscypliny sportowe, plan treningowy i oczekiwania. W kilka sekund otrzymał to za co do tej pory musiał nie mało płacić i na co musiał czekać nawet kilka dni. Jako że to nie był jego pierwszy plan żywieniowy mógł potwierdzić, że to co dostał było w jego mniemaniu poprawne w 100%.
Przepisy, podatki, ustawy itp Pewien znajomy musiał napisać odwołanie z powodu nieprawidłowo naliczonej pewnej kary. Samodzielnie posklejanie takiego pisma (nie mając doświadczenia) zajęło mu ponoć dwa dłuższe wieczory, przede wszystkim dlatego, że miał ogromne problemy z znalezieniem konkretnych przepisów i uchwał. Kilka tygodni później, gdy usłyszał o ChatGPT, postanowił sprawdzić, czy ta aplikacja pomogłaby mu wcześniej i czy z jej pomocą poświęciłby na to zadanie mniej czasu. No i oczywiście ChatGPT bez trudu stworzył dla niego listę potrzebnych aktów prawnych oraz pomógł w zredagowaniu odwołania.
Ratować życie pupili Jednym z najgłośniejszych przykładów zastosowania tej aplikacji było wykorzystanie jej do diagnostyki weterynaryjnej u jednego z pupili. Pies cierpiał na bardzo rzadką chorobę krwi, której nie udało się zdiagnozować żadnemu z odwiedzonych przez właściciela weterynarzy. Gdy po powrocie do domy właściciel psa wpisał objawy do ChatGPT, ten od razu zdiagnozował tą niezwykle rzadką przypadłość, co następnie potwierdzili specjaliści!
Tak może wyglądać przyszłość medycyny, a już na pewno lekarzy pierwszego kontaktu wspieranych przez sztuczną inteligencję w diagnostyce chorób. System IA posiadający w swoich bazach wszystkie aktualne prace medyczne i informacje na temat wprowadzonych właśnie lekarstw (w czasie rzeczywistym) byłby niezastąpionym asystentem. WOW
8.9.10. ….. Lista się nie kończy Podziel się w komentarzu do jakiego celu Ty wykorzystałeś ChatGPT i jakie były tego skutki (te pozytywne i negatywne)
Po kilku tygodniach korzystania z płatnej wersji (GPT-4), myślę, że mogę już podzielić się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami.
Dla mnie ChatGPT nie jest źródłem wiedzy, lecz wsparciem asystenta / studenta na stażu, który wykona najbardziej nudne zadania. Jest także korektorem / redaktorem / doradcą kreatywnym, dzięki któremu moja praca może być wykonywania lepiej (z mniejszą liczbą błędów).
Jeśli po przeczytaniu kilku książek siadam do opisania jakiegoś tematu, proszę ChatGPT, aby napisał wstęp wprowadzający czytelnika w dane zagadnienie. Szkoda czasu na „kreatywne” pisanie tego samego, podstawowego wprowadzenia, które trzeba napisać w każdym tekście na ten temat. Jako że znam temat, wiem, czy ChatGPT pisze głupoty czy nie.
Jeżeli potrzebuję dowiedzieć się czegoś nowego z rzetelnego źródła (np. na temat wyników badań), proszę ChatGPT o streszczenie tekstu napisanego ciężkim naukowym językiem. W ten sposób dowiaduję się, czy warto poświęcać swój czas na wczytywanie się w dane badania. Nie wierzę ChatGPT „na słowo”, ale wiem, czy warto coś czytać.
Potem, gdy już napiszę jakiś tekst, wklejam go do ChatGPT, aby wyłapał literówki i błędy interpunkcyjne. Ewentualnie pytam, czy ma pomysł, czym warto byłoby uzupełnić tekst.
Do wyszukiwania informacji korzystam też z wyszukiwarki Bing i dostępnej tam opcji chat, która odsyła do źródeł swoich informacji (wartościowy dodatek).
Czy warto płacić za ChatGPT-4?
Jeżeli zależy Ci na tłumaczeniach, korektach, streszczeniach itp to nie, bo darmowa wersja robi to wszystko wystarczająco dobrze. Ale jeżeli chcesz bazować na jego kreatywności, wiedzy i traktować jako wykształconego asystenta, to TAK. W tym miejscu muszę się pożalić czy raczej OSTRZEC, że płatna wersja pozwala zadać JEDYNIE 25 rozkazów na każde 3 godziny pracy z nim (więc i tak trzeba się przełączać na tą darmową, jeżeli potrzebujemy więcej).
Przykład z pierwszej ręki: Gdy zapytałem wersję darmową „Czego uczniowie w XXI wieku powinni się uczyć w szkołach”, otrzymałem listę sensownych punktów, popartych argumentami. Musiałem jednak samodzielnie poszerzyć i uzupełnić te informacje. Gdy jednak to samo zadanie wpisałem do wersji płatnej, otrzymałem punkty już od początku uzupełnione (niemalże) o wszystkie moje uwagi z wcześniejszego tekstu. Dzięki płatnej wersji mniej musiałem później dopisywać i poprawiać, więc zaoszczędziłem jeszcze więcej czasu. WOW
Czy sztuczna inteligencja zabierze nam wszystkim kiedyś pracę ?
Na koniec tej części artykułu, muszę przytoczyć najczęściej zadawane pytanie dotyczące sztucznej inteligencji – „Czy sztuczna inteligencja odbierze nam wszystkim pracę?”.
Tak samo jak w czasach pierwszych maszyn parowych (o czym obszernie piszę w innym tekście o historii automatyzacji), czy do niedawna w kwestii robotów przemysłowych, wiele osób obawiało się, że nowe technologie odbiorą im pracę. Tak samo dzieje się dzisiaj, w obliczu skoku rozwojowego AI, chociaż widzę, że jeszcze nie na zbyt dużą skalę.
Po pierwsze, jeśli ktoś miałby Ci odbierać pracę, to raczej nie będzie to sztuczna inteligencja, a jedynie inni ludzie, którzy wiedzą, jak dzięki sztucznej inteligencji zwiększać swoją wydajność. Co bez wątpienia jest dobrą wiadomością, ponieważ jeśli nauczysz się korzystać z tych nowych narzędzi, będziesz mógł uplasować się na uprzywilejowanej pozycji w wyścigu o lepszą pracę.
Po drugie, przy aktualnie tak niskim bezrobociu i kryzysie demograficznym, każdy pracownik jest, a tym bardziej będzie na wagę złota. Jeżeli stracisz pracę, bo ktoś zastąpi Cię kimś, kto zna się lepiej na nowych technologiach, będziesz miał jeszcze więcej niż dziś możliwości znalezienia innej, ciekawszej pracy (głównie z ludźmi czy w bardziej ergonomicznym środowisku niż na hali produkcyjnej czy w ogromnym open space).
Po trzecie, wzrost wydajności pracowników poprzez wykorzystanie choćby GPT w swojej biurowej pracy (tworzenie szablonów programów, pisaniu emaili, tłumaczeniach, pisaniu podsumowań, itp.) zwiększy wzrost gospodarczy naszego kraju (i pewnie wszystkich innych), co przy spadku liczby ludności może być kluczowe w kwestii uratowania systemu emerytalnego.
To tak w bardzo wielkim skrócie. A co na ten temat uważa sam ChatGPT?
„Istnieją obawy, że sztuczna inteligencja (SI) może zastąpić niektóre ludzkie prace w przyszłości. Jednakże, nie oznacza to, że wszyscy stracimy pracę. Zmiany w miejscu pracy zawsze miały miejsce w historii, a wprowadzenie nowych technologii często prowadziło do utraty niektórych stanowisk, ale jednocześnie otwierało nowe możliwości zatrudnienia w innych dziedzinach.
Należy zaznaczyć, że niektóre prace są bardziej podatne na zastąpienie przez SI niż inne. Zadania, które wymagają powtarzalnych czynności, np. w produkcji, czy przy pakowaniu, mogą zostać zautomatyzowane z użyciem robotów i SI. Jednakże, wciąż istnieją wiele prac, które wymagają umiejętności miękkich, takich jak kreatywność, empatia, intuicja, podejmowanie decyzji i rozwiązywanie problemów, które obecnie trudno zautomatyzować.
Ważne jest, aby społeczeństwo i rządy były przygotowane na zmiany, które niesie ze sobą rozwój SI, poprzez inwestowanie w rozwój umiejętności cyfrowych, edukację oraz przyspieszenie transformacji cyfrowej w różnych dziedzinach. Jednocześnie, należy podkreślić, że sztuczna inteligencja może być również narzędziem wspomagającym i ułatwiającym ludziom wykonywanie ich zadań, a nie tylko zastępującym ich w pracy.” – ChatGPT
W jaki sposób wykorzystać ChatGPT w edukacji
Skoro już wiemy czym jest ChatGPT pora zawęzić pole jego zastosowań do edukacji. W jak wykorzystać potencjał AI w szkole, w pracy nauczyciela, przez uczniów lub studentów i przez wszystkich, którzy chcą się rozwijać i zwiększać swoją wydajność opisuję bazując na konkretnych przykładach w kolejnej części tego artykułu pod tym linkiem – ChatGPT w edukacji.
Dodatek (od ChatGPT) PS: Podczas pracy nad drugą częścią tego artykułu postanowiłem zapytać ChatGPT czy warto, by jeszcze coś dopisać na jego temat na tej stronie. Poniżej zamieszczam dodatkowe informacje, których jego zdaniem tutaj brakuje.
Czy technologie typu ChatGPT, modele językowe i wszystkie pozostałe systemy „sztucznej inteligencji” wpłyną w przyszłości w jakiś sposób na system edukacji, na to jak funkcjonują szkoły i to w jaki sposób się uczymy?
Odpowiedź brzmi: stanowcze NIE.
Nie wpłyną w przyszłości, one już „wczoraj” (mamy początku roku 2023) zmieniły to wszystko w stopniu w jakim większość ludzi nie jest jeszcze świadoma (w dużej mierze nauczycieli w przeciwieństwie do uczniów) i odmieniają nasze społeczeństwa w stopniu porównywalnym do rozpowszechnienie druku, a większym nawet niż internet.
Dlaczego porównuje chat do książek? W poniższym (jednym z moich ulubionych cytatów) zamień słowo „książki” na „ChatyGPT” i dalej to będzie prawda.
„Książki to solidni doradcy i apostołowie. Zawsze pod ręką i zawsze bezinteresowne; mają tę przewagę nad wszelkimi mówiącymi wykładowcami, że są gotowe powtarzać swoje lekcje tak często, jak tego zechcemy.”
Louis Nizer
Warto do powyższego cytatu dodać jeszcze jedno zdanie „...że są gotowe powtarzać swoje lekcje tak często, jak tego zechcemy i tak bardzo je upraszczając, na tyle różnych sposób obrazowo wyjaśniając jak bardzo będziemy tego potrzebować, aby w pełni zrozumieć dane zagadnienie nie tracąc zasobów nieskończonej cierpliwości. „
Przed przejściem do sedna tego tekstu muszę odpowiedzieć na powyżej postawione pytanie ponieważ to jest istota całego problemu współczesnej edukacji w świecie technologii.
Odpowiedź brzmi: Stanowcze to zależy, ponieważ niektórych ogłupi, a u innych rozwinie potencjał intelektualny.
Internet, social media, AI czy nawet książki mogą być niczym nóż wykorzystane do celów wartościowych albo nikczemnych. Mogą promować samorozwój, przekazywać wiedze, optymalizować naszą pracę i poszerzać horyzonty lub rozsiewać dezinformację, niszczyć umiejętność koncentrowania się i odbierać jeden z najcenniejszych zasobów jaki posiadamy czyli czas.
Jeżeli będziesz wykorzystywać tę technologię do pisania za Ciebie tekstów (prac domowych), aplikacji na zajęcia z programowania lub tłumaczenia tekstów na zadania z języka angielskiego, które następnie będziesz przekopiowywać do „zeszytu”, to technologia Cię ogłupi i właściwie całkowicie zastąpi (bo zrobi wszystko za Ciebie), więc w oczach przyszłego pracodawcy nie będziesz atrakcyjnie się prezentował.
Jeżeli jednak z pomocą tej technologii będziesz pisać teksty, tworzyć programy lub tłumaczyć teksty, to rozwiniesz swoje możliwości i podniesiesz swoją wydajność, stając się pracownikiem, inżynierem, prawnikiem, lekarzem czy po prostu człowiekiem na miarę XXI wieku.
Jeżeli nie do końca rozumiesz, jaka jest różnica pomiędzy „wykorzystaniem technologii do”, a „wspomaganiem się technologiami”, to zapraszam do dalszej części tekstu.
Konkretne przykłady wykorzystania ChatGPT dla edukacji
Ponieważ ten tekst w takim samym stopniu jest kierowany dla uczniów, jak i nauczycieli, miałem w planach podzielić go na dwie części dedykowane dla każdego z odbiorców z osobna. Jednak po chwili namysłu, zgodnie z ideą szkoły przyszłości „Szkoły 4.0”, w której to nauczyciele nieustannie się rozwijają (stają się uczniami), a uczniowie, którzy są uczeni, dzielą się swoją wiedzą (z rówieśnikami, ale i nauczycielami), stwierdziłem, że podział taki nie miałby sensu.
Do sprawdzania swojej wiedzy
Możesz poprosić tą aplikację o przepytanie Cię z danego zakresu. Poniżej przykład z „kartkówki” z stolic Europejskich. Zwróć uwagę, że gdy się pomyliłem, to chat dopisał kilka zdań wyjaśnienia, co na pewno w przyszłości ułatwi mi zapamiętanie tej informacji.
Wygeneruje dla Ciebie (lub uczniów) dowolny test
Na pytanie czy możesz wygenerować dla mnie test z stolic europejskich otrzymałem coś takiego:
Na pytanie o poprawne odpowiedzi zamieściła odpowiedzi do wcześniejszego testu o który ją poprosiłem z poprzeplatanymi odpowiedziami z aktualnego i dodała bez powodu jeszcze odpowiedź na pytanie o numerze 6, które nigdzie się nie pojawiło!
To jest tylko narzędzie! Na pewno każda kolejna wersja będzie popełniać mniej takich błędów ale to zawsze Ty finalnie powinieneś upewnić się w innych źródłach, czy to co Ci napisał ma jakikolwiek sens.
Wygeneruje test dla każdego z uczniów z osobna (grup uczniów)
Nauczycielom umożliwia wygenerowanie kilku kartkówek jednocześnie, dotyczących tego samego tematu, ale na różnych poziomach, aby dobrzy uczniowie się nie nudzili, a słabsi nie czuli zdezorientowani. Kolejną zaleta takiego podejścia jest to, że pytania już są zapisane wystarczy je przekopiować do aplikacji dla testów, lub wyświetlić na rzutniku.
„A oto pełny wygenerowany tekst testów:
Oto trzy testy z zakresu zdrowego odżywiania dla uczniów szkoły podstawowej:
Test 1 (Poziom początkujący):
Który z tych produktów jest owocem? A. Marchewka B. Sałata C. Jabłko D. Brokuł E. Ziemniak F. Cebula
Co powinniśmy pić najczęściej w ciągu dnia? A. Soki owocowe B. Napoje gazowane C. Woda D. Kawa E. Herbaty z cukrem F. Kakao
Który z tych produktów jest bogaty w białko? A. Cukierki B. Chleb C. Jajka D. Czipsy E. Lody F. Ciastka
Test 2 (Poziom średni):
Które tłuszcze są uważane za zdrowe? A. Tłuszcze trans B. Tłuszcze nasycone C. Olej lniany D. Margaryna E. Olej kokosowy F. Olej z oliwek
Jakie witaminy zawierają pomarańcze? A. Witamina D B. Witamina C C. Witamina A D. Witamina K E. Witamina B12 F. Witamina E
Co jest głównym źródłem energii dla naszego ciała? A. Witaminy B. Minerały C. Białko D. Tłuszcze E. Woda F. Węglowodany
Test 3 (Poziom zaawansowany):
Który z tych produktów jest źródłem zdrowych wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-3? A. Kiełbasa B. Ryby tłuste (np. łosoś) C. Makaron D. Chleb pszenny E. Ser żółty F. Kurczak
Jakie składniki odżywcze są ważne dla budowy i naprawy tkanek w naszym ciele? A. Węglowodany B. Witamina C C. Białko D. Tłuszcze E. Witamina D F. Woda
Który z tych produktów jest bogaty w błonnik, który pomaga w trawieniu? A. Lody waniliowe B. Biała bułka C. Czekolada mleczna D. Owsianka E. Cola F. Cukierki
Mam nadzieję, że te testy okażą się przydatne!”
Przetłumaczy dla Ciebie każdy tekst
Jeśli szukasz rzetelnych źródeł informacji w internecie (pamiętaj, aby przeglądać tylko strony uznane za rzetelne), a nie znasz języka, w którym dana strona jest napisana, masz trzy możliwości: 1. Poszukać innego rzetelnego źródła w Twoim języku, 2. Wykorzystać wbudowany tłumacz w przeglądarkę Chrome (co nie zawsze jest dostępne) 3. Poprosić o pomoc ChatGPT
Ja poprosiłem go o przetłumaczenie tekstu pochodzącego z strony agencji NASA i otrzymałem taką odpowiedź:
Strona, której treść miała zostać przetłumaczona to https://spaceplace.nasa.gov/gps/en/. Już z podstawową znajomością angielskiego można szybko dojść do wniosku, że to tłumaczenie nie ma totalnie nić wspólnego z tekstem oryginalnym (oprócz tematu oczywiście).
Można więc podejrzewać, że ChatGPT jest leniwym narzędziem i jeżeli coś wie na dany temat, to nie chce mu się tłumaczyć i odpowie po swojemu, a przynajmniej tak robi, gdy podamy mu link do tekstu.
Gdy jednak zmusimy się i przykleimy mu tekst z strony do przetłumaczenia, to wtedy wykona już swoje zadanie bezbłędnie. Trzeba jednak pamiętać, że tekst należy wklejać w fragmentach po maksymalnie 2048 znaków.
Przetłumaczy, streści i wytłumaczy każdy artykuł
Jeśli jesteś osobą głodną wiedzy, to na pewno niejednokrotnie żałowałeś, że dany naukowy tekst, który został właśnie opublikowany, jest napisany w języku angielskim (choć to mniejszy problem) i do tego w bardzo długiej formie z wykorzystaniem specjalistycznych pojęć (to większy problem). Tym samym próba przebrnięcia przez niego nie będzie miała nic wspólnego z przyjemnością.
W tym miejscu, z pomocą pojawia się ChatGPT.
Gdy zadałem mu pytanie „O co chodzi w tym tekście – https://www.nature.com/articles/s43016-022-00530-x” początkowo zaczął opisywać jakiś losowy artykuł z tematyki analizy obrazów za pomocą sztucznej inteligencji.
Gdy zwróciłem mu uwagę, że pisze głupoty – „czy na pewno?”
Potwierdził, że na pewno wie, o czym pisze, ale co ciekawe, opisał już inny losowy tekst.
Gdy jednak doprecyzowałem mu o jaki konkretnie artykuł zamieszczony na tej stronie mi chodzi (a jest tam tylko jeden główny) cały proces przebiegł już lepiej niż sprawnie.
Na co warto zwrócić uwagę w powyższym przypadku
Powyższy przykład wykorzystania tego systemu to, moim zdaniem, prawdziwy skok technologiczny, jakiego jeszcze nie doświadczyliśmy. Teraz każdy może mieć dostęp do każdego publikowanego w Internecie badania, pracy naukowej czy artykułu, niezależnie od języka, w którym został napisany. Co więcej, może być to zaprezentowane w sposób całkowicie zrozumiały! To nowość, ponieważ do tej pory nawet na uczelniach nie do końca zależało profesorom na dzieleniu się swoją wiedzą z studentami w naprawdę zrozumiałej formie (doświadczenia wielu osób na to wskazują).
Warto jednak podkreślić, że satysfakcjonujący efekt udało mi się uzyskać dopiero po kilku próbach i do tego musiałem znać angielski, aby sprawnie ocenić, czy tłumaczenie jest oparte na wskazanym tekście.
Podsumowując jest to rewelacyjne narzędzie, ale tylko narzędzie, które to my ludzie musimy nauczyć się obsługiwać.
Poprawi, dopełni / poszerzy Twój tekst …
Jeżeli napiszesz wypracowanie, w którym oceniana jest jego treść, a nie ortografia, forma itp. (mam na myśli zadania nie z języka polskiego, w których oceniany jest przekaz merytoryczny), to możesz poprosić o sprawdzenie go ChatGPT w następujący sposób: „Czy możesz pomóc w poprawie poniższego tekstu poprzez dokładne sprawdzenie interpunkcji, gramatyki, stylistyki oraz poprawę ewentualnych błędów czy nieścisłości?” Z doświadczenia wiem, że zrobi to naprawdę dobrze, choć nie raz może trochę namieszać, ale o tym piszę w pierwszej części tego artykułu.
Co jednak bardziej zaskakujące, potrafi on nawet zasugerować, co możesz jeszcze dopisać (właśnie do pierwszej części artykułu)!
Bardzo fajnie sprawdzi się także, gdy nie do końca masz pomysł na tekst, który musisz napisać albo już przelałeś na „papier” wszystko co miałeś w głowie i jest tego trochę zamało.
… ale nie napisze go za Ciebie !
Przynajmniej z języka polskiego. Gdybyś chciał wykorzystać tę aplikację do napisania wypracowania na temat lektur szkolnych, to możesz się zaskoczyć. Jeśli nie czytałeś „Pana Tadeusza”, to poniższe przykłady pewnie nie powiedzą Ci zbyt wiele, ale stanowią ostrzeżenie dla pozostałych.
Myślę, że można pozostawić te przykłady bez komentarza 😉
Zna się na matematyce
Choć nie do końca, i czasem nie jest pewny tego co napisał, choć trzeba przyznać, że przy prostych działaniach potrafi (nie pytany) bardzo fajnie je wytłumaczyć.
Jest najlepszym z korepetytorów nauki języków
Jeśli chodzi o jakość i dostępność do ceny – bo jest darmowy i prawie zawsze dostępny :).
Ogromną zaletą tej aplikacji jest możliwość prowadzenia luźnej rozmowy (w dowolnej scenerii jako odgrywanie scenek: na dworcu, na stadionie, na pokładzie samolotu, czy w restauracji).
Po wcześniejszych pozycjach, chyba już nie trzeba pisać, że potrafi także nasze teksty poprawiać, tłumaczyć, sugerować synonimy, tłumaczyć znaczenia słów i idiomów.
Zalety ChatGPT przy nauce języków nie mają końca, bo w końcu to on powstał jako chatbot, czyli narzędzie do prowadzenia rozmów w rożnych językach.
Podsumowanie
Jak można zauważyć z powyższych przykładów, jasno wynika, że jest to jak na razie zaskakująco niedopracowane narzędzie i jednocześnie nieprawdopodobnie skuteczne. Jednak pod dwoma warunkami: nauczymy się je obsługiwać i posiadamy wystarczająca wiedzę, aby na bieżąco oceniać poprawność otrzymywanych wyników.
Można wręcz rzec, że ChatGPT na ten moment jest niczym zaawansowany kalkulator, który na pozór wydaje się dziecinnie prosty, jednak w nieumiejętny sposób obsługiwany zwracał totalne głupoty.
Kończąc przytoczę słowa z początku tej strony:
„Nie wpłyną w przyszłości, one już „wczoraj” (mamy początku roku 2023) zmieniły to wszystko w stopniu w jakim większość ludzi nie jest jeszcze świadoma”
… i My możemy na tym zyskać pod warunkiem, że nauczymy się, i młodsze pokolenia jak z niego korzystać.
Jeżeli Twoi uczniowie już odkryli możliwości ChatGPT, to mogą czuć się skrajnie zdemotywowani do uczenia się czegokolwiek skoro sztuczna inteligencja może zrobić już dziś wszystko za nich. Masz też tak? Jeżeli tak, to poniższy tekst jest właśnie dla Ciebie:
Gdy uczeń się pyta „a po co się uczyć, skoro mam GPT?”
Rozwój umiejętności myślenia krytycznego Wiedza ogólna pomaga w rozumieniu, analizie i ocenie różnych informacji, co jest kluczowe w procesie podejmowania decyzji. Jeżeli nic nie wiesz, bo wszystko musisz sprawdzać, to możesz uwierzyć w wszystko co znajdziesz w internecie lub ktoś Ci powie. Stajesz się podatny na manipulacje.
Poprawa komunikacji Posiadanie wiedzy ogólnej ułatwia rozmowy z innymi ludźmi, umożliwiając lepsze zrozumienie ich punktów widzenia i wyrażanie własnych opinii. Zadaj sobie pytanie czy w oczach przyszłego pracodawcy, teścia czy teściowej, albo dziewczyny lub chłopaka chcesz być postrzegany jako ktoś inteligenty, mający wiedzę, czy … ktoś inny?
Rozwój kreatywności Poznawanie różnych dziedzin wiedzy może pobudzić wyobraźnię, co może prowadzić do nowych pomysłów i rozwiązań problemów. Wiedzę w swojej głowie powinieneś postrzegać jako kropki (informacje), które łączysz między sobą, gdy dosłownie łączysz fakty. Kreatywność to łączenie ich w niestandardowy czy nieszablonowy sposób. Jeżeli nie masz co łączyć to nie będziesz mądry, kreatywny ani innowacyjny.
Wzmocnienie umiejętności uczenia się Uczenie się wiedzy ogólnej może pomóc w rozwijaniu umiejętności uczenia się i zdolności do adaptacji do nowych sytuacji. Pomyśl kim możesz zostać, gdy nie będziesz potrafił uczyć się nowych rzeczy? Na pewno chcesz tego?
Budowanie poczucia własnej wartości Posiadanie wiedzy ogólnej może zwiększyć poczucie własnej wartości i pewności siebie, co może mieć pozytywny wpływ na różne aspekty życia.
Lepsze zrozumienie aktualnych wydarzeń Znajomość wiedzy ogólnej pozwala lepiej zrozumieć i analizować aktualne wydarzenia oraz ich kontekst historyczny i kulturowy.
Szybsze podejmowanie decyzji Posiadanie wiedzy ogólnej pozwala na szybsze podejmowanie decyzji, ponieważ nie musisz szukać informacji w Internecie za każdym razem, gdy potrzebujesz jej do oceny sytuacji.
Ograniczenie dezinformacji Wiedza ogólna może pomóc w rozpoznawaniu i unikaniu dezinformacji oraz fałszywych wiadomości, co staje się coraz ważniejsze w dzisiejszym świecie.
Pokazując młodzieży szkolnej wartość nauki na pamięć oraz prezentując różne techniki i strategie naukowe, można zwiększyć ich zainteresowanie i zaangażowanie w proces edukacyjny. Ważne jest, aby dostosować metody do potrzeb i zainteresowań uczniów, aby nauka była dla nich ciekawa, angażująca i efektywna.
Pierwsza zasada prawidłowego pakowania plecaka brzmi: „Zawsze pakuj swój plecak w ten sam sposób!”. Jest to bardzo ważne, aby w ciemności czy podczas burzy zawsze, nawet po omacku, błyskawicznie znaleźć to, czego aktualnie potrzebujesz.
Druga zasada brzmi: „Jeśli można coś poprawić w sposobie pakowania plecaka, to zapomnij o pierwszej zasadzie i nieustannie usprawniaj”.
Optymalna waga plecaka
W środowisku osób uprawiających trekking przyjmuje się, że całkowita początkowa waga plecaka na kilkudniową wyprawę nie powinna wynosić więcej niż 16 kg – 10 kg ekwipunek i ok. 6 kg zaopatrzenie (woda + jedzenie + paliwo). Oczywiście czym mniejsza czy lżejsza jest osoba, tym ładunek powinien być skalowany zgodnie z jej fizycznymi możliwościami i nie przekraczać 25% jej masy ciała. Mówimy w tym miejscu o letnim trekkingu, a nie wyprawie w Himalaje, więc nie uwzględniamy masy butli z tlenem, lin, rakiet śnieżnych itp.
Każdy dźwiga swój plecak i swoje najważniejsze rzeczy.
Osoby bardzo doświadczone w minimalizacji wagi swojego ekwipunku są w stanie zejść do 10 kg, a maniacy, którzy piszą książki na ten temat, nawet poniżej 5 kg (!). Na pocieszenie dodam, abyś zapomniał o tych wyśrubowanych liczbach, które właśnie przeczytałeś, bo 16 kg to naprawdę rozsądny wynik. W tej książce skupiamy się właśnie na takim „normalnym” i zdroworozsądkowym, a nie ekstremalnym, pakowaniu plecaków.
Gdy byłem młodszy i pierwszy raz wybrałem się na takie kilkudniowe przejście, mój plecak ważył 45% mojej masy ciała. To była katorga – szkoda, że nie przeczytałem wtedy żadnej książki na ten temat. Czasy przejść mnożyłem razy 3, a nawet 4 pomimo tego, że byłem w rewelacyjnej formie. Człowiek najlepiej uczy się na swoich błędach, dlatego po tej przygodzie – a było to jeszcze za czasów szkoły średniej – przestałem nosić jedzenie w słoikach!!! Doceniłem wagę konserw i zacząłem okazjonalnie stołować się w schroniskach – jeśli takowe były na trasie, pomimo tego, że dla młodego człowieka były zwyczajnie drogie. O żywności liofilizowanej w tamtych czasach jeszcze mało kto słyszał. Więcej na temat odzywania podczas górskich wędrówek przeczytasz w rozdziale „Co jeść w górach” i „Turystyczna książka kucharska„.
Rozłożenie masy ekwipunku wewnątrz plecaka
Najważniejszą i podstawową zasadą pakowania plecaka turystycznego, jest: „najcięższe rzeczy (konserwy, baterie itp.) trzymamy jak najbliżej osi pleców”, mniej więcej w połowie wysokości plecaka, nigdy na jego spodzie! Jest to ważne, aby nie dawać ich za nisko ani za wysoko, bo w momencie poluzowania szelek (pasów na ramionach) źle ułożony ciężar zacznie nas ciągnąć do tyłu lub co gorsza wykręcać plecy na boki. Moment siły będzie tym mniejszy, czym bliżej naszych pleców rozlokujemy środek ciężkości plecaka.
Przy wkładaniu przedmiotów do naszego plecaka najważniejsze jest, aby środek ciężkości całego naszego plecaka znajdował się dokładnie nad naszym, czyli na środku pasa biodrowego. Zgodnie z powyższą i poniższą ilustracją przygotowaną przed jednego z czołowych producentów plecaków zaleca się, aby w prostszym terenie najcięższe rzeczy lokować trochę wyżej, a w trudniejszym – dla zachowania lepszej równowagi – odrobinę niżej.
Gdy idziemy po prostym, to nasza postawa jest bardziej wyprostowana i środek ciężkości plecaka powinien znajdować się nad naszym. Gdy natomiast wędrujemy w górę po bardziej stromej trasie, naturalnie się pochylamy, co powoduje, że dotychczasowy środek ciężkości plecaka przesuwa się do przodu, naciskając mocniej na nasze łopatki i tym samym zaburzając naszą równowagę – pcha nas do ziemi. Aby temu zapobiec, warto najcięższe rzeczy ulokować trochę niżej.
W tym właśnie celu powstały zaawansowane systemy regulacji. W plecaku jedną ręką można szybko napiąć lub poluzować każdy z pasów. Gdy wchodzimy pod górę, lepiej jest mocniej osadzić plecak na barkach. Jeśli jednak idziemy po prostym, to powinniśmy wykorzystać taki odcinek drogi na odpoczynek dla naszych pleców i barków. W takiej sytuacji rozluźniamy górne paski systemu nośnego – barkowe – tak, aby ciężar plecaka utrzymywał się na pasie biodrowym. Wtedy też plecak samoistnie odsunie się trochę od naszych pleców, dzięki czemu uzyskamy dla nich przyjemny przewiew powietrza.
Przed tym jak spakować rzeczy, zastanów się, które rzeczy tak naprawdę powinieneś spakować. Rajzylisty (listy rzeczy do spakowania z Rajzyfiber) zawierają masę rzeczy, które mogą Ci się przydać, ale to nie znaczy, że muszą Ci się przydać. Tak jak wspominałem już na początku tego rozdziału, podkreślę i tutaj, aby wszystkie rzeczy jeszcze przed włożeniem do plecaka rozłożyć na kilka dni na podłodze i na spokojnie przeanalizować, czy będzie sens dźwigać to wszystko na swoich plecach podczas wyprawy.
Może zabierz mniej koszulek i skarpetek (te dobrej jakości w dobrych butach posłużą Ci nawet kilka dni bez nieprzyjemnego zapachu), płyn pod prysznic w mniejszym opakowaniu, szczoteczkę zamień na turystyczną składaną, a solidne markowe klapki na najlżejsze i najtańsze japonki – gdy planujesz brać prysznic po drodze – albo całkowicie z nich zrezygnuj, bo wykorzystasz do tego celu swoje sandały – lub na odwrót. Nie uwierzysz, jak w magiczny sposób – odejmując tu kilka gram, a tam kilogram – obniżysz wagę plecaka, co bardzo docenisz najpóźniej trzeciego dnia wędrówki – pierwsze zmęczenie.
Wyluzuj / poluzuj
Kolejny krok przed włożeniem ekwipunku do plecaka to poluzowanie wszystkich jego pasków, które kiedyś pozaciągałeś i zapomniałeś o ich istnieniu, przez co ograniczasz faktyczną pojemność. Jeżeli pożyczałeś go komuś, to znaczy, że plecak jest dopasowany do innego użytkownika, przez co nie wykorzystasz w pełni zalet zaawansowanego systemu nośnego – jeśli takowy posiada. Teraz możesz przejść do wypełniania go, a dopiero później, gdy będzie realistycznie obciążony, do regulacji systemu nośnego – pustego nie dopasujesz „na sucho”.
Na dno śpiwór
Na spód plecaka wciskamy śpiwór wyjęty z pokrowca kompresyjnego, azapakowany w szczelny nieprzemakający worek, np. na śmieci. Zaletą luźno wciśniętego śpiwora jest to, że bardzo dokładnie wypełni całe dno i zabezpieczy wszystkie rzeczy, które położysz nad nim, przed wstrząsami spowodowanymi odkładaniem plecaka na podłogę. Złym pomysłem jest włożenie na dno skompresowanego śpiwora, dlatego że przyjmuje on bardzo nieregularny kształt, utrudniający dokładne wypełnienie komory głównej bez powstawania wolnych przestrzeni. Worek na śmieci stanowi bardzo prymitywne, a co za tym idzie i tanie, ale skuteczne zabezpieczenie przed wilgocią. Uchronisz w ten sposób śpiwór przed zmoczeniem podczas silnej ulewy i odłożeniem na coś niespodziewanie mokrego, ale też zalaniem jakimś płynem wewnątrz plecaka. Do śpiwora dobrze włożyć rzeczy do spania, bo gdy wyciągniesz śpiwór, to prawdopodobnie za chwilę będziesz też szukać pidżamy. Ja zawsze pakuję też poszewkę od jaśka lub komin sportowy, aby wepchać do niego polar i uzyskać w te sposób wygodną małą poduszkę.
Podsumowanie tego rozdziału: na dole śpiwór, przy plecach ciężkie, na górze i w kieszeniach podręczne, a reszta w pozostałej przestrzeni. (źródło: https://oak-n-iron.tumblr.com/post/94857360125/letsgoforahike-lets-go-for-a-hike)
Ciężary
Na śpiwór od strony pleców układamy najcięższe rzeczy – pamiętaj o odpowiednim rozlokowaniu środka ciężkości, aby nie był za wysoko ani za nisko. Szczególną uwagę zwróć na to, aby plecak po postawieniu nie przechylał się ani na lewo, ani na prawo – podobnie zachowa się po założeniu – bo tego nie uda Ci się w trasie wyregulować za pomocą pasków. Na śpiworze jest miejsce na konserwy, paczkę orzeszków czy awaryjną małą butelkę wody, które zwykle mają też najmniej wygodne kształty, dlatego powinniśmy wokół nich na ciasno powciskać ręcznik, koszulki itp. Zabezpieczysz się w ten sposób przed powstawaniem pustych przestrzeni – bielizna dobrze nadaje się do zapychania takich wnęk. Tam też powinny znaleźć miejsce lekarstwa, bo dzięki takiemu sąsiedztwu zapewnisz im w miarę stałą temperaturę. Resztę komory głównej wypełniamy wedle uznania.
W celu zaoszczędzenia miejsca w plecaku, możesz dodatkowe / zapasowe ubrania bardzo ciasno poobwijać foliom streczową, dzięki czemu zyskasz trochę tak cennej przestrzeni. Możesz w ten sam sposób „spakować” brudne ubrania, z których podczas dalszej części wyprawy nie planujesz już skorzytać.
Uwaga na deszcz – pokrowce
Jeżeli nie masz zaufania co do niezawodności pokrowca przeciwdeszczowego lub masz plecak obwieszony także z zewnątrz – przez co rain cover nie pokrywa go prawidłowo – to możesz powkładać wszystkie rzeczy z komory głównej do grubszego worka na śmieci lub bardziej profesjonalnie – i przez to znacznie drożej – do backpack linera. Kilka razy zdarzyło mi się już wieczorem wyciągać trochę wilgotne ubrania z plecaka, ponieważ nie zabezpieczyłem ich w taki sposób. Dawniej, gdy konstrukcja plecaków była o wiele prostsza, niektórzy wędrowcy wkładali do głównej komory trochę rozwiniętą karimatę w kształcie pustego cylindra, a następnie w jej środek wciskali wszystkie przedmioty – to kolejna forma zabezpieczenia plecaka przed dostaniem się wilgoci do środka.
Kieszenie
Teraz można przejść do kieszeni bocznych, w których również dobrze, gdy wszystko ma swoje miejsce. Dla przykładu rolkę papieru toaletowego w szczelnym worku trzymaj w prawej bocznej kieszeni (może być w lewej, jeśli wolisz), dzięki czemu będziesz miał do niej łatwy dostęp w każdej nagłej sytuacji, a zapasową na spodzie w okolicy śpiwora. Zawsze w tym samym miejscu trzymamy chusteczki, czołówkę, baterie i scyzoryk. Portfel wraz z kluczami do mieszkania czy samochodu najlepiej trzymać w wewnętrznej kieszeni pokrywy górnej – do której dostęp jest solidnie utrudniony – aby przypadkiem te najcenniejsze rzeczy nie wypadły nam podczas wieczornego rozbijania obozowiska lub sięgania po przekąski na szlaku.
Jeśli już mowa o jedzeniu, to przekąski do spożycia podczas danego dnia wędrówki (czekolady w formie tubek, mleczko zagęszczone w tubce, orzechy, batony, kabanosy, kanapki itp.) dobrze trzymać w kieszeniach bocznych. Dzięki temu bez przeszukiwania i zdejmowania plecaka nasz partner może nam je w każdej chwili podać – jest to szczególnie istotne zimą, gdy nie chcemy się zatrzymywać nawet na chwilę, aby nie tracić temperatury. Owoce są niestety bardzo delikatne w transporcie – w porównaniu do konserw czy słodyczy – dlatego lepiej przechowywać je szczelnie zapakowane w środku plecaka i otulone ubraniami, aby ich nie uszkodzić. Jeżeli wędrujesz wiele dni, to każdego poranka wkładaj do kieszeni plecaka tylko tyle prowiantu, ile możesz zjeść danego dnia. W innym wypadku już drugiego dnia mógłbyś się zaskoczyć, że tygodniowy zapas twoich ulubionych przekąsek jakimś dziwnym trafem wyparował. Gaz pieprzowy – jeśli nosisz – to nie w plecaku, a w kieszeni.
Podczas najdłuższych trekingów narzucam sobie stałe tempo, aby nie robić zbyt wielu przerw, dlatego prowiant na dany dzień mam dla równowagi zawieszony z przodu w materiałowym worku.
Przetrwanie
Sprzęt do gotowania trzymamy – na ile to możliwe i wygodne – razem. Ja dla przykładu w menażce trzymam opakowanie z palnikiem, a w nim przechowuje też zapalniczkę i woreczek soli, czyli to, co na pewno będę używał razem. Wszystkie kosmetyki najlepiej przechowywać też razem w rozwieszanej kosmetyczce, którą nawet podczas porannej toalety, np. w strumieniu, można powiesić na gałęzi lub w schroniskowej łazience.
Gdy planujesz odciąć się od cywilizacji na kilka dni, to wystarczy spakować po 3 sztuki bielizny i koszulek (jedna na sobie, jedna wyprana się suszy, jedna do spania i jedna zapasowa). Brudne rzeczy możesz wyprać i następnie wysuszyć podczas drogi przypięte do plecaka za pomocą np. małych karabinków i troków. Nie przejmuj się, jeśli nie uda Ci się wyprać dokładnie rzeczy w zimnym strumyku – oczywiście tylko ekologicznym mydłem – ponieważ silne słońce i górskie powietrze zajmą się bakteriami powodującymi nieprzyjemne zapachy – nie bez powodu w szpitalach dezynfekuje się powierzchnie promieniowaniem UV.
Jeżeli planujesz zabrać w trasę coś fabrycznie szczelnie zapakowanego w woreczkach – np. kaszę kuskus – to je przetnij, wypuść z nich powietrze i zaklej tę szczelinę taśmą klejącą. W ten sposób nie będziesz nosił niepotrzebnego powietrza, które co prawda niewiele waży, ale zajmuje tak cenną przestrzeń w Twoim plecaku. Takie dwa odpowietrzone woreczki idealnie mieszczą mi się w menażce wraz z opakowaniem palnika.
Jak transportować namiot
Kolejną zasadą pakowania plecaka jest wkładanie wszystkiego do plecaka. Niby logiczne, ale… wiele osób w celu zaoszczędzenia miejsca przypina karimatę na zewnątrz – w czym raczej nie ma nic złego, chyba że podczas deszczu pokrowiec naciągnięty na plecak nie będzie idealnie go zabezpieczał. Tak samo z twoim tymczasowym domkiem. Najgorsze miejsce dla namiotu to przypięcie go na zewnątrz na klapie plecaka – lub pod klapą, jeżeli nie masz wiele troków na plecaku – ponieważ diametralnie podniesie on środek ciężkości plecaka. Gdy masz mały namiot – jedynkę – to bez problemu włożysz go do plecaka w okolicy konserw. Gdy masz kilkuosobowy, to już lepiej postaraj się go przypiąć od spodu plecaka. Wtedy jednak przy każdorazowym odkładaniu plecaka będziesz musiał uważać, aby nie uszkodzić konstrukcji namiotu – pałąków, szczególnie tych z włókna szklanego. Czym bliżej Twoich pleców będziesz transportować ciężki namiot, tym lepiej dla Twoich – tu bez zaskoczenia – pleców. Zapinanie kurtek, bluzy czy innych części garderoby na zewnątrz to dobry pomysł, aby mieć je wygodnie pod ręką i je trochę przewietrzyć, ale zły, gdy musimy przeciskać się jakąś zarośniętą trasą, a jeszcze gorszy, gdy zaczyna padać.
Regulacja plecaka
Gdy wszystko spakowane, możesz przejść do skompresowania plecaka – za pomocą tych wszystkich pasków – w celu zmniejszenia jego bryły, a tym samym momentu siły działającego na Twoje barki. W kolejnym kroku czas na wyregulowanie systemu nośnego – szczególnie gdy jest nowy albo dawno nieużywany. Temat regulacji jest dość trudny do opisania i może różnić się w zależności od marki, dlatego warto dowiedzieć się wszystkiego na ten temat w sklepie specjalistycznym podczas zakupu konkretnego modelu. Uniwersalne zasady wyregulowania plecaka poniżej wraz z całkiem luźnym trzyminutowym filmem producenta plecaków Gregory.
Bardzo fajny film na ten temat, z firmy której sprzęt osobiście używam i to nie tylko z powodu zbieżności nazwy 😉
Poluzuj wszystkie paski systemu nośnego, jeżeli jeszcze tego nie zrobiłeś – ale już nie te kompresyjne.
Załóż plecak na barki i wyśrodkuj klamrę pasa biodrowego, który stanowi najważniejszą składową całego systemu nośnego, bo to na nim spoczywa znacząca większość masy całego twojego plecaka. Duży plecak turystyczny wbrew temu co podpowiada logika nie spoczywa tak naprawdę na plecach czy barkach ale na biodrach. Górna część tego pasa powinna znaleźć się jakieś 2 do 3 cm nad Twoimi kośćmi biodrowymi – profesjonalnie nazywanymi grzebieniami kości biodrowych.
Naciągamy pasy naramienne – szelki. Gdy idziesz w górę to zaciągasz je bardziej, gdy po prostym to luzujesz, aby masa plecaka bardziej spoczywała na biodrach. Dla regulacji w domowym zaciszu znajdź na razie złoty środek – naciągnij je na tyle mocno, aby szelki dobrze oplatały ramiona i tylko część ciężaru plecak spoczywała na twoich barkach. W następnym kroku, w plecakach turystycznych (w miejskich i mniejszych wycieczkowych tego nie znajdziesz) poszukaj pasów stabilizujących, które zaczynają się na szelkach mniej więcej na wysokości środka barków patrząc z góry i są przymocowane do systemu nośnego plecaka. To dzięki nim decydujemy jak daleko od szelek ma być zawieszona górna część plecaka. Gdy są zbyt słabo naciągnięte to plecak odstaje od pleców, gdy zbyt mocno to podnoszą pasy ramienne do góry co generuje dyskomfort. Producenci plecaków zalecają, aby te pasy stabilizujące były wyregulowane pod kontem 30 a 45 stopni względem poziomu plecaka. Jeżeli nie udaje Ci się osiągnąć wygodnego dopasowania to najprawdopodobniej musimy sięgnąć do zmiany położenia szelek z tyłu plecaka – długości systemu nośnego. Większość producentów plecaków – polskich i zagranicznych – umożliwia użytkownikom przesuwanie punktu zaczepienie pasów barkowych z tyłu plecaka – za pomocą troków, rzepów czy przeciągania pomiędzy paskami – ale są na rynku także dostępne modele z stałym zamocowaniem go dlatego przy zakupie dobrze się zorientować czy naprawdę pasuje na nasze plecy. Gdy ściągniesz plecak i rzucisz okiem na jego powierzchnię plecową to od razu się zorientujesz czy punkt mocowania szelek podlega regulacji czy nie. Gdy jesteś niższy przesuń mocowanie niże, a gdy wyższy to – bez zaskoczenia – do góry.
Przedostatni etap do dopasowanie paska piersiowego – zwykle elastycznego z domieszką gumy, aby się naciągał podczas głębokich oddechów. To on zagwarantuje, że szelki podczas wielogodzinnego marszu nie będą ocierać wewnętrznych części twoich ramion. Gdy zaciągniesz go zbyt mocno basy barkowe będą ocierać się o Twój kark. Gdy dobrze wyregulujesz cały system nośny to podczas spokojniejszych odcinków wyprawy, dla zmiany obciążenia mięśni będziesz mógł ten pasek odpiąć, a zapinać tylko podczas podejść. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że ten pasek w wielu modelach plecaków możemy przesuwać na szelkach niżej lub wyżej, czego można nie dostrzec na pierwszy rzut oka. Zbyt wysoko przesunięty może nas nawet podduszać, dlatego warto go także wyregulować, aby nie ograniczał nas podczas oddychania.
Ostatni krok to – eksperymenty. Zmieniaj. Poszukaj wygodnego układu i powtórz wcześniejsze punkty aż do osiągnięcia satysfakcjonującego poziomu komfortu. Nawet drobne niedogodności gdy ruszasz na szlak po kilku dniach wędrówki odczujesz jako coś odbierającego przyjemność z trasy. W zależności od ukształtowania terenu i twojego poziomu zmęczenia, czasem może udać Ci się w kolejnych dniach wyprawy znaleźć jeszcze wygodniejsze ułożenie systemu nośnego. Pamiętaj, że jedyną stałą podczas każdej podroży jest zmiana.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!
Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.
Rozdział ostatni, ale i pierwszy. Ostatni w książce, aby łatwo do niego zaglądać, ale pierwszy, który powstał. Ten rozdział to esencja całej książki i to, od czego wszystko się rozpoczęło. Listy rzeczy do spakowania to pierwsze treści Rajzyfiber, które powstały, aby ułatwić sobie życie i nawet nie myślałem, że ktoś poza mną je kiedykolwiek przeczyta.
Przygotowując się do wyprawy do Azji, poświęciłem sporo czasu, aby znaleźć wygodną listę rzeczy wartych spakowania. Stresowałem się przed podróżą – czyli dopadł mnie Rajzyfiber – bo to była moja pierwsza podróż na inny kontynent i do tego samotna. Jako że nie znalazłem żadnej naprawdę praktycznej listy rzeczy, która by mnie w pełni satysfakcjonowała, to zdecydowałem się stworzyć własną. Później zacząłem tworzyć kolejne listy rzeczy – także z wsparciem znajomych – dzięki którym mniej się stresowałem, a o wiele szybciej pakowałem w góry, na Woodstock, na rodzinny kamping itp.
Z czasem zacząłem spisywać dodatkowe informacje, o których chciałem pamiętać podczas pakowania, dokładałem opisy rzeczy, pytałem znajomych, a z czasem także ekspertów o ich doświadczenia i wskazówki… Kartek przybywało, więc trzeba było je jakość poskładać w jedną logiczną i przejrzystą całość. To w ten sposób powstawały kolejne wersje książki, której finalne wydanie trzymasz właśnie w rękach (lub jej młodszą, cyfrową i interaktywną siostrę bliźniaczkę, z której to z kolei narodził się cały projekt Rajzyfiber). Listy rzeczy do spakowania z książki Rajzyfiber będę tutaj dla wygody nazywać w skrócie Rajzylisty.
Listy rzeczy zostały zaprojektowane w taki sposób, aby ułatwić nam spakowanie się na każdą wyprawę w zaledwie kilka minut i móc wyruszyć w trasę bez obawy, że o czymś zapomnieliśmy.
Pamiętaj o tym
Na Rajzylistach znajdują się już setki niepowtarzalnych pozycji – wiele w tej książce, ale jeszcze więcej na Rajzyblogu. Każda lista stanowi spis rzeczy, które zabieram w podróż, w zależności od specyfiki wyprawy. Dodałem do nich także przedmioty sugerowane przez pozostałych współautorów wynikające z ich indywidualnych doświadczeń. Dlatego z list wybieraj to, co uznasz za istotnie, a niekoniecznie wszystko.
Pamiętaj, że każdy z nas jest inny, czego innego potrzebuje i oczekuje, dlatego zastanów się przed wyruszeniem w trasę, czy warto coś jeszcze do tych list dopisać – coś specjalnie dla Ciebie – albo przeciwnie, coś z nich pominąć.
W rozdziale na temat pakowania idealnie pasują słowa autora „Małego Księcia”, które pozwolę sobie tutaj przytoczyć w kontekście pakowania plecaka:
„Doskonałość nie jest osiągana wtedy, gdy nie można już nic więcej dodać, ale wtedy, gdy nie można już nic więcej odjąć”.
Antoine de Saint-Exupery
W trasie, codziennie rano lubię wysypać wszystko z plecaka i przepakować go w trybie „na trekking”, aby to co najważniejsze było łatwo dostępne.
Taktyka pakowania
Moja taktyka pakowania przed dłuższym wyjazdem polega na kilku krokach:
Rozłożeniu całego ekwipunku z Rajzylist na podłodze na kilka dni przed wyjazdem – w celu przeanalizowania, czy coś jest zbędne albo do zastąpienia, a może czegoś brakuje i powinienem udać się jeszcze na ostatnie zakupy. Oczywiście ten krok odpada, kiedy mieszka się z małymi dziećmi. Samo odnalezienie w mieszkaniu tego, co chcę, i spakowanie to dosłownie kilka minut, ponieważ wszystko trzymam w kilku przezroczystych pudłach, w których przechowuję cały sprzęt podzielony na kategorie: ubrania w góry, asortyment kampingowy, sprzęt zimowy itp. Polecam każdemu takie podejście, bo to spora oszczędność czasu. Gdy masz mniej rzeczy, wystarczy jedna głęboka szuflada np. ta w łóżku na pościel.
Spakowaniu wszystkiego do plecaka/walizki i odhaczeniu z listy to ostatni moment, aby na spokojnie rozplanować ułożenie rzeczy w kieszeniach, przegrodach i woreczkach. Mam taki nawyk, że wszystko, co pakuję na kilkudniowy trekking, czy choćby do pracy, ma swoje miejsce w kieszeniach plecaka, aby bez zaglądania do niego np. po ciemku w namiocie, móc wszystko szybko znaleźć – dla sprostowania: nie, nie pracuję w namiocie.
Przygotowaniu prowiantu na drogę i spisaniu krótkiej listy rzeczy, których jeszcze nie mogłem spakować (np. ładowarka, portfel, codziennie zażywane lekki itp.) lub czynności, które powinienem przed wyjściem wykonać (zakręcenie zaworów z wodą i wyłączenie wszystkich bezpieczników oprócz tego odpowiedzialnego za zamrażarkę).
Sprawdzeniu przed samym wyjściem ostatniej listy i czy w moich kieszeniach oraz podręcznym plecaku znajduje się wszystko to, co powinno – szczególnie gdy podróżuję samolotem.
Dopiero jak porozkładamy wszystko na podłodze możemy wszystko dwa razy przemyśleć. Photo by Muhammad Masood on Unsplash
Jak spakować plecak trekingowy
W jaki sposób spakować plecak, aby ciężar się prawidłowo rozkłada, aby nic nie uszkodzić, aby mieć wszystko co potrzebne zawsze pod ręką …. to temat rzeka, dlatego temu tematowi poświęcam cały osobny post.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!
Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.
Bez wątpienia najwygodniejszą opcją skorzystania z Rajzylist jest odpalenie na swoim telefonie strony internetowej projektu Rajzyfiber „grzegorzczekala.pl/rajzyfiber/” lub bezpośrednio strony z listą wszystkich list „grzegorzczekala.pl/tag/ListaRzeczy/”. Tam znajdziesz (znalazłeś bo właśnie na niej jesteś) wszystkie Rajzylisty w stale aktualizowanej, superwygodnej interaktywnej formie, rozbudowane o zdjęcia i dodatkowe wskazówki – w stosunku do książki papierowej.
Dlaczego tam jest więcej niż w książce? Ponieważ w Internecie liczba kartek mnie nie ogranicza – a jak już pewnie zauważyłeś, mam tendencję do rozpisywania się, czego szczerze nienawidzą osoby, z którymi współpracuję przy tym projekcie, za co serdecznie je przepraszam i jeszcze bardziej dziękuję za cierpliwość.
Na stronie projektu zamieszczam także porady i historie moich czytelników – może i Twoje – oraz wywiady z osobami związanymi z szeroko rozumianym podróżowaniem. Podczas pakowania plecaka klikasz te przedmioty, które już włożyłeś, a one zmieniają swój kolor – dzięki temu na bieżąco wiesz, czego Ci jeszcze brakuje. Prościej się nie da.
Jedyną wadą tego rozwiązania jest wymóg dostępu do Internetu, co w dżungli i na pustyni może być utrudnione – choć pewnie w tych miejscach nie będziesz się pakować – ale i na to znaleźliśmy sposób opisany poniżej.
Skrót na pulpicie
Jeżeli interaktywne listy przypadną Ci do gustu, to powinieneś na swoim pulpicie zamieścić bezpośrednie skróty odsyłające do tych, z których korzystasz najczęściej – wygodniej się już nie da 😀
Poniższe ilustracje pokazują jak stworzyć skrót na telefonie z Androidem korzystając z wbudowanej przeglądarki Chrome. W górnym prawym rogu okna klikamy na trzy kropki (zwane potocznie hamburgerem), a następnie z menu które się pojawi wybieramy opcję „Dodaj do ekranu głównego” i potwierdzamy nasz wybór.
Listy rzeczy w trybie offline
Jak korzystać z list, gdy jesteś offline? – aplikacja Google Keep
Instalujesz na swoim telefonie najlepszą – moim zdaniem – aplikację do zarządzania listami, jaką jest Google Keep. (Ta aplikacja genialnie sprawdza się także jako współdzielona z wszystkimi domownikami lista zakupów lub podczas podróży spisu ciekawych atrakcji, które każdy z Was chce odwiedzić.)
Gdy już ją uruchomisz, to w dolnym lewym rogu klikasz przycisk fajki/ptaszka w kwadracie, aby utworzyć nową listę (czerwona ramka na środkowej poniższej ilustracji).
Następnie pozostaje Ci już tylko przekopiować ze strony Rajzyfiber zawartość listy, która Cię interesuje, i wkleić do nowo utworzonej notatki zgodnie z poniższą ilustracją.
Korzystasz!!! Możesz się już w pełni cieszyć interaktywnymi Rajzylistami, niezależnie od tego, czy jesteś na Saharze, Atlantydzie, w Radomiu czy na dalekiej Syberii.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!
Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.
Ten post jest kontynuacją (albo uzupełnieniem) wcześniejszego artykułu na temat szeroko rozumianego bezpieczeństwa podczas podróży. Z wcześniejszego dowiesz się w jaki sposób nie dać się okraść w realu, a w tym poście skupimy się na bezpieczeństwie związanym z wykorzystaniem internetu.
Dzisiaj silne hasło nie może być w formie słowa, ale musi być o długości całych zdań!! Najpopularniejsze hasła na świecie to kolejno: 123456, password, 123456789, 12345678, 12345, 111111 – kreatywne, prawda?
A jak bardzo oryginalne jest Twoje hasło? Jeśli jest to data urodzenia, czyli same cyfry, lub tylko jedno słowo, to równie dobrze możesz go nie stosować, bo dla „łamaczy haseł” nie stanowi wyzwania. Edward Snowden w programie rozrywkowym stacji HBO radził, aby korzystać ze skomplikowanych zwrotów. Używajcie całych zdań, długich, wyjątkowych i tym samym łatwych do zapamiętania, jak „margaretthatcheris110% SEXY” – zaproponował.
W 2019 roku plagą stały się wyłudzenia pieniędzy po włamaniach na konta do Facebooka i mailowych (umożliwiających zmianę hasła do konta na FB). Oszuści w prywatnych wiadomościach proszą rodziny i znajomych o szybkie finansowe wsparcie czy zrzutkę poprzez podanie kodu BLIK! Będąc w podróży, stajemy się łatwiejszym łupem, ponieważ jesteśmy z dala od bliskich i prośba o wsparcie finansowe wydaje się jeszcze bardziej uzasadniona!
Sprawdzaj siłę swoich haseł (nie dokładnie ich, ale podobnych!) w aplikacjach internetowych (wpisz w Google „Jak silne jest moje hasło”), dzięki temu zyskasz świadomość, czy łatwo je złamać w kilka minut, czy potrzeba na to wielu lat.
A jak silne jest Twoje hasło
Firma Hive Systems z Richmond zajmująca się bezpieczeństwem sieciowym co roku publikuje tabelki, w których porównuje różne systemy, i podaje, ile czasu potrzebowały na złamanie haseł w zależności od tego, z czego się składają. Tutaj znajdziesz streszczenie informacji opublikowanych w 2022 roku (po pełny raport odsyłam na ich stronę).
Jeżeli Twoje hasło składa się tylko z 11 cyfr, to na jego złamanie komputery potrzebują dziś 0 sekund, bo robią to natychmiast. Z kolei na 17 cyfr potrzeba im aż 2 dni („aż” – tu powinieneś odczytać ironię w moim głosie). Jeżeli stworzysz hasło tylko z małych liter to w ciągu 2 dni poradzą sobie z ciągiem o długości 12 znaków, jednak już przy 15 literach zejdzie im na to 100 lat. Miks dużych i małych liter w haśle o długości 13 znaków to już 1000 lat pracy komputerów, a po dodaniu do tego cyfr 12 000. Na koniec dodam jeszcze tylko, że długość hasła jest kluczowa, gdyż konstruując je z wszystkiego, co możliwe (cyfr, liter małych i dużych, a także specjalnych znaków) wcale nie gwarantujemy sobie bezpieczeństwa. Takie „urozmaicone” hasła do 6 znaków są łamane natychmiast, przy 10 znakach potrzeba na to 5 miesięcy, przy 12 znakach już 3000 lat, a tylko wydłużając je o jeden znak nawet 202 000 lat (dwa lata temu było to jednak 2 000 000 lat). Długość hasła ma tutaj ogromne znaczenie!
Istnieją jednak systemy, które i takie hasła „łamią” natychmiast!!! Pod warunkiem, że używamy ich od „zawsze” i kiedyś komuś udało się je przechwycić. Bezpieczne i solidne hasło to wyrażenie systematycznie zmieniane.
Jeżeli chcesz czuć się naprawdę bezpiecznie, zacznij korzystać z aplikacji do zarządzania hasłami (np. KeePass). A jeżeli to w dalszym ciągu jest dla Ciebie za mało i chcesz także zabezpieczyć się przed wykradzeniem haseł, zakup sobie klucz na USB typu U2F.
Menedżery haseł
Każda osoba korzystająca z przeglądarki internetowej (Chrome, Mozilla, Edge, Opera itp.) po wpisaniu hasła służącego do zalogowania się do danego konta zostaje zapytana czy chce sobie te dane do logowania zapisać. I tutaj mamy dwie opcje: pierwsza – wybrać „zapisz” i liczyć na to, że nikt nie włamie się na nasz komputer albo fizycznie nam go nie ukradnie, oraz druga – wybrać opcję „nie” i zanotować te dane logowania na kartce (co będzie bardzo niewygodne, ale o wiele bezpieczniejsze).
W celu podniesienia poziomu bezpieczeństwa podczas korzystania z tego typu wbudowanych menedżerów haseł w przeglądarkach powinniśmy za każdym razem, to znaczy dla każdej aplikacji stworzyć całkowicie inne hasło. Kolejnym sposobem na podniesienie poziomu bezpieczeństwa jest solidniejsze zabezpieczenie dostępu do komputera (logowania do systemu), poprzez skomplikowane hasło, klucz USB czy czytniki biometryczne. Ponieważ w sytuacji kradzieży (czy zgubienia) słabe zabezpieczenia umożliwią złodziejowi wgląd do wszystkich naszych haseł.
Uwierzytelnianie dwuskładnikowe
Rozwiązanie bardzo proste, stosunkowo wygodne i bardzo bezpieczne. Jeżeli podczas próby zalogowania się na swoim koncie (Google, banku itp.) zostanie wysłany kod smsem to, aby się podszyć pod Ciebie złodziej musi znać i twoje hasło i posiadać twój telefon (oraz potrafić się na nim zalogować). Bardzo mało prawdopodobne, aby ktoś bez Twojej wiedzy był w stanie złamać te wszystkie zabezpieczenia.
Jest to jednak ogromnie niepraktyczne zabezpieczenie podczas podróży zagranicznych (!!!) bo zdarza się, że w takiej sytuacji smsy z kodami aktywacyjnymi dotrą z zbyt dużym opóźnieniem. Samemu podczas pierwszej podroży do Azji miałem z tym nie mały problem.
Inną formą zabezpieczenia dwuskładniowego jest wpisywanie hasła i potwierdzanie biometryczne tożsamości, co także w dużej mierze zapewni Ci bezpieczeństwo danych.
Klucze U2F
Klucze bezpieczeństwa znane jako U2F (ang. Universal 2 Factor) to pendrive, nie służące jednak do przechowywania plików, a wyspecjalizowane do przechowywania haseł oraz oprogramowania do weryfikacji witryn. Ich zadaniem jest wzmacnianie i uproszczenie uwierzytelniania dwuskładnikowego – posiadanie tego fizycznego klucza świadczy o tym, że „ja to ja”.
Klucz U2F to jedyna metoda dwuetapowego uwierzytelniania, która skutecznie uchroni Cię przed skutkami phishingu, czyli zalogowania się prawdziwymi danymi na fałszywej stronie (często banku). Dzięki oprogramowaniu zabezpieczającemu zainstalowanym na tym pendrive klucza U2F nie pozwoli hakerowi przejąć Twojego konta.
Jak to działa? Klucz U2F to urządzenie wpinane do portu USB podczas logowania do dowolnej aplikacji. W trakcie tego procesu, urządzenie tworzy specjalne kody, które umożliwiają zalogowanie się do naszych kont. Podczas ponownego logowania, serwer sprawdza, czy użytkownik posiada odpowiedni klucz (zapisany na włożonym do portu USB nośniku). Co istotne, jeden klucz sprzętowy umożliwi nam uwierzytelnianie i zalogowanie się do dowolnej aplikacji czy serwisu, jednak wciąż musimy pamiętać nasze podstawowe dane do logowania, czyli login oraz hasło.
Obszerny i przejrzysty opis tego rozwiązania znajdziesz na stronie rządowej www.gov.pl
KeePass i inne zewnętrzne aplikacje menadżerów haseł
Dobre rozwiązanie dla indywidualnych osób które posiadają dużą liczbę kont, a co za tym idzie także haseł i chcą mieć je gdzieś bezpieczne zapisane. Zaletą tych aplikacji jest możliwość logowania się bez wpisywania (nawet bez znajomości) loginu oraz hasła, ponieważ posiadają one funkcjonalność autouzupełniania. Tego typu aplikacje to także chyba jedyne słuszne rozwiązane dla osób, które pracują w zespołach i czasem (lub nieustannie) muszą dane do logowania współdzielić w jak najbardziej bezpieczny sposób.
Zewnętrzne menadżerowie haseł umożliwiają nam przechowywanie wszystkich haseł w jednej zewnętrznej aplikacji, do której dostęp jest o wiele bardziej utrudniony, iż zwykłe odpalenie przeglądarki internetowej (wewnętrzne aplikacje menedżerów haseł). Dobrym rozwiązaniem jest przechowywanie na pendrivie pliku umożliwiającego zalogowanie się do tej aplikacji, dzięki czemu ktoś kto ukradnie nam komputer i tak, bez dodatkowego urządzenia USB nic nie zrobi.
Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest także wcześniej wspomniane autouzupełnianie (przy uruchomionej aplikacji) danych do logowania na danej stronie poprzez wybranie skrótu klawiszowego, dzięki czemu nawet nie musimy wyświetlać hasła do przeklejenia (co może zostać także przechwycone).
Kawiarenki internetowe to już przeżytek? NIE wszędzie. Photo by Leon Seibert on Unsplash
Bądź incognito
Jeżeli Twoje hasło ma pełnić swoją rolę, to nie tylko nie powinieneś go nikomu świadomie podawać, ale również nie powinieneś z niego korzystać w standardowych przeglądarkach na ogólnodostępnych komputerach (co już samo w sobie stwarza niemałe ryzyko).
Kontynuując temat bezpieczeństwa w wirtualnym świecie, nie można zapomnieć o „trybie prywatnym” (inaczej zwanym incognito) w przeglądarkach internetowych. Jeżeli przyjdzie nam korzystać z publicznego komputera w kafejce internetowej, w hostelu, u hosta lub u znajomych warto włączyć tryb prywatny, aby wpisane hasła, przeglądane strony itp. nie zostały zapisane na urządzeniu. Oczywiście jeżeli ktoś zainstalował oprogramowanie szpiegujące, to nic nam nie pomoże zachowanie prywatności i takie podejrzane komputery powinniśmy omijać szerokim łukiem, jednak gdy nie mamy innego wyjścia, to pamiętajmy przynajmniej o trybie incognito.
Odwiedź stronę haveibeenpwned.com (lub podobne) i sprawdź czy Twoje dane do tej pory nie wyciekły, w którymś z wykrytych wycieków danych.
Niebezpieczne WiFi
Czy czujesz się bezpiecznie, korzystając z swojego telefonu, wchodząc na aplikację bankową, przeglądając internet czy logując się do portali poprzez przeglądarki mobilne? Jeżeli masz antywirus zainstalowany na swoim smartfonie i nikomu z tego powodu nie udało się zainfekować go jakąś aplikacją szpiegującą, to wcale nie znaczy, że nikt nie widzi tego, co na nim robisz!
Już uczniowie szkoły średniej bez posiadania jakiejś zaawansowanej technologii i wiedzy specjalistycznej są wstanie podglądać wpisywane hasła osób korzystających z ogólnodostępnych sieci WiFi (byłem tego świadkiem). Dlatego jeżeli jesteś za granicą i korzystasz z ogólnodostępnych WiFi, nigdy, ale to przenigdy, nie korzystaj wtedy z aplikacji bankowych!
Jedynym w miarę pewnym sposobem zabezpieczenia się w takiej sytuacji jest zakup lokalnej karty sim z dostępem do Internetu (co osobiście zawsze robię po dotarciu do kraju, w którym spędzę więcej niż trzy dni).
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!
Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.
Jeżeli należysz do grona osób oglądających wiadomości w telewizji lub przeglądających portale informacyjne, to najprawdopodobniej raz na pewien czas zagości w Twojej głowie myśl „aż strach z domu wyjść”. Przecież tyle zła, przestępczości i niebezpieczeństwa każdego dnia przewija się na świecie. Codziennie słyszymy, że kogoś okradziono, ktoś gdzieś zginął potrącony przez samochód, innym razem w Syrii uprowadzono wolontariuszy, a w Meksyku kogoś zastrzelono.
Dokąd ten świat zmierza? Tylko samobójcy dzisiaj podróżują, do tego samotnie i jeszcze autostopem, a po krajach muzułmańskich to już na pewno – najniebezpieczniejsza składanka. Kto jeszcze 300 lat temu pomyślałby, aby uprowadzić samolot pełen niewinnych ludzi albo podłożyć ładunki wybuchowe pod wieżowiec? – ironia w głosie. Czy naprawdę żyjemy w aż tak strasznych i niebezpiecznych czasach?
Odpowiedź może być tylko jedna. NIE! Żyjemy w najbezpieczniejszych czasach w historii naszej cywilizacji, z najmniejszą liczbą przestępstw i morderstw w Europie oraz konfliktów zbrojnych na świecie – choć w 2022 dość znaczącą uległo to zmianie. Żyjemy w czasach tanich lotów, zniżek studenckich i globalnej wioski, gdzie niemalże na każdym krańcu świata możemy dogadać się po angielsku. I niewybaczalnym grzechem przy tych wszystkich okazjach jest zamykać się z powodu strachu w 4 ścianach. To dlaczego w takim razie mamy wrażenie, że jest aż tak źle, kiedy tak naprawdę jest aż tak dobrze?
Powodem zakrzywienia obrazu rzeczywistości w naszych głowach jest prędkość światła i nowoczesne gadżety. Nigdy wcześniej informacje nie okrążały Ziemi z taką prędkością, jak dziś (z prędkością światła po dnie oceanów), i nie były generowane w takiej ilości przez miliardy użytkowników sieci. Każdy, kto ma telefon, może wrzucić NEWS (mała dygresja – czy wiedziałeś, że NEWS to akronim pochodzący od kierunków świata?) do sieci lub odczytać informację o tym, jak na drugim krańcu świata dokonano napadu na bank, zobaczyć film z bijatyki w szkole czy zdjęcia, jak krowa weszła na dach.
Ogromnym problemem dzisiejszego świata jest terroryzm. Terroryści nauczyli się, jak korzystać z social mediów w bardzo skuteczny sposób. Każdy z nas bez wyjątków ma po obejrzeniu doniesień o zamachach terrorystycznych obawy, czy wyjeżdżając za granicę – lub nawet w drodze po zakupy -, może też stać się ich ofiarą. Wiele osób z tego powodu zrezygnowało w ostatnich latach z wyjazdów do Egiptu i Turcji na korzyść Albanii czy Czarnogóry. Terroryści istnieli już w starożytnym Rzymie i mieli dokładnie taki sam cel, jak dziś, siać strach wśród społeczeństw.
Czy to jest powód, aby nie ruszać się z domu? Kto wtedy wygra? Pamiętaj, że zła wiadomość, to dobra wiadomość (powiedzenie z newsroomów), miej to na uwadze, wyruszając w kolejną podróż, aby odkrywać świat takim, jakim jest naprawdę. Aby spać spokojnie, powinieneś jedynie przestrzegać podstawowych zasad bezpieczeństwa opisanych w tym rozdziale i, szczególnie na początku, obdarzać obcych ograniczonym zaufaniem. Jeżeli to uczynisz, to jestem całkowicie pewny tego, że szybko się zorientujesz, „że ludzi dobrej woli jest więcej…”.
Własne doświadczenia
Na początek ostrzeżenie. W miejscowościach, które prawdopodobnie odwiedzisz, jeżeli będziesz tylko omijać ciemne zaułki i dzielnice cieszące się wątpliwą renomą, jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że przydarzy Ci się coś złego, jednak nie byłbym już tego tak całkiem pewien, jeśli chodzi o Twoje wartościowe rzeczy. Na to powinieneś szczególnie uważać. Nie dać się okraść. Bo to jest dla Twoich rzeczy realne zagrożenie.
Są na świecie takie miejsca, w których to sława oszustów i złodziei przyćmiewa sławę atrakcji turystycznych. Najlepszym przykładem jest moja ukochana Barcelona, gdzie sprawność kieszonkowców jest tak samo słynna jak Sagrada Familia. Samemu byłem świadkiem, jak na moich oczach niepostrzeżenie znikały zawartości torebek lub kieszeni turystów stojących wokół mnie. Nie dostrzegłem, kiedy kieszonkowcy zabierali ich portfele, a jedynie przerażenie ludzi, gdy orientowali się, że przed chwilą poznikały ich rzeczy.
W całej Azji południowo-wschodniej działają gangi wyrywające torebki i plecaki kobietom idącym po chodniku. Niestety moja „przewodniczka” po Sajgonie podczas wspólnego spaceru też stała się ich ofiarą (resztę wieczoru spędziliśmy na komisariacie).
Przestępstwa tego typu są tak powszechne, że nawet informują o nich znaki drogowe, Photo by Markus Winkler on Unsplash
Innym razem zaprzyjaźniona parka została okradziona, gdy spała na plaży pod Walencją. Najpierw za pomocą gazu „wzmocnili ich sen”, a następnie na spokojnie przeszukali wszystkie ich kieszenie i plecaki, pomimo że spali w śpiworach. Nawet w Polskich miastach nie do końca możemy czuć się bezpiecznie (choć to się faktycznie poprawiło), bo gdy chodziliśmy wiele lat temu z tatą po giełdzie w Gliwicach, ktoś próbował poprzez przecięcie kieszeni spodni dostać się do naszego portfela. Na szczęście spodnie okazały się na tyle wytrzymałe, że pomimo sporej dziury w kieszeni, złodziej obszedł się smakiem.
Gwarancją bezpieczeństwa jest słuchanie swojego głosu rozsądku i przestrzeganie poniższych zasad:
Sprawdzone zasady bezpieczeństwa
Przechodzimy do konkretów, ołówek w dłoń i zapisz to o czym powinieneś pamiętać.
Sprawdzaj komunikaty Ministerstwa Spraw Zagranicznych!
Nie istnieje zbyt wiele państwowych projektów, które sprawdzają się tak dobrze, jak aplikacja mobilna „iPolak” (dziś w pakiecie mObywatel – więcej o niej pisze tutaj). Nie dość, że zawarte są w niej aktualne informacje o wszystkich krajach na świecie (o wizach, przepisach, ostrzeżenia, wskazówki dla kierowców itp.), to zawiera też dane teleadresowe polskich placówek za granicą, zestaw niezbędnych informacji potrzebnych w podróży, dotyczących in. wiz i bezpieczeństwa, ostrzeżenia MSZ o niebezpieczeństwach na świecie, przycisk S.O.S, który ułatwi szybki kontakt z polską placówką dyplomatyczną… Koniecznie powinna się znaleźć na telefonie każdej osoby podróżującej za granicę.
Zgłoś swoją podróż w programie Odyseusz (Ministerstwa Spraw Zagranicznych) na stronie odyseusz.msz.gov.pl. Dzięki zgłoszonej podróży lub założeniu profilu na tej stronie w sytuacji awaryjnej (konflikt zbrojny, klęska żywiołowa, katastrofa itp.) MSZ będzie mógł podjąć z Tobą kontakt, udzielić niezbędnych informacji oraz pomocy poprzez właściwą placówkę dyplomatyczno-konsularną.
Okazja kusi złodzieja
W zatłoczonych miejscach (przy atrakcjach turystycznych, w metrze, na przystankach, na targowiskach) trzymamy plecaki i torebki szczelnie zamknięte przed sobą, a nigdy na plecach! Nie powinniśmy nigdy tracić ich z oczu. Zawsze zamykamy je na zamek lub, jeśli producent wymyślił coś innego, to na sznurek, rzepy itp.!
Jeszcze lepiej, gdy mamy możliwość zastosowania kilku zabezpieczeń jednocześnie. Po to są te zamknięcia, aby z nich korzystać! Jestem przekonany, że wiele kradzieży w podróży to nie sprawka złodziei, ale naszej nieuwagi. Nieświadomie wypadają nam telefony, portfele itp. z otwartych kieszeni lub pozostawiamy je na stołach w restauracjach, gdy jesteśmy oszołomieni pięknem krajobrazu, architektury czy mijanej koleżanki.
W jednym z najbezpieczniejszych miast na świecie jakim jest Kopenhaga, mój znajomy zgubił swój telefon już 4 razy (w przeciągu roku!), za każdym razem gdy przysnął w autobusie / metrze podczas powrotu z imprezy. W gruncie rzeczy to nigdy się nie dowiemy czy został okradziony, czy naprawdę jest aż takim pechowcem.
Aby zabezpieczyć najważniejsze rzeczy (paszport) lub te najcenniejsze (rezerwowa karta płatnicza) przed skutkami naszej nieuwagi czy po prostu złodziei, powinniśmy je nosić schowane pod ubraniem przy skórze (najwygodniej w zawieszanej na szyi paszportówce). Jeżeli jesteś w stanie wydać na zabezpieczenia trochę gotówki to warto pomyśleć o specjalistycznych pododzieżowych rozbudowanych paszportówkach lub nawet całych plecakach „antykradzieżowych”.
Czy istnieją plecaki, których nie da się ukraść? Oczywiście, że nie ale istnieją firmy, które wyspecjalizowały się w takie projektowanie plecaków, toreb, nerek itp, aby potencjalnym złodziejom maksymalnie utrudnić zadanie. Najbardziej znana z tego jest chyba firma (niestety darmowe lokowanie produktu) Pacsafe, która do pasków i linek wszywa metalowe zabezpieczenia, których zwykłym nożem nikt nie przetnie.
Okazja kusi też w aucie
Samemu tego na szczęście nie doświadczyłem, ale ponoć w niektórych krajach okradziony może być sam sobie winien. Jeżeli pozostawisz w samochodzie torebkę, plecak, telefon lub portfel na widoku, to w sytuacji kradzieży policja może zrzucić cała winę na Ciebie. Zapytasz „jak to”? Podobno w takiej sytuacji usłyszysz od stróżów prawa, że to normalne, że zostałeś okradziony, bo sam się o to prosiłeś. Co kraj to obyczaj, bo nawet w UE, spędzają czas w kawiarni z laptopem, w niektórych krajach idąc do toalety możesz, go bez obawy zostawić na stoliku, a w innych strach zostawić go zamknięty w aucie.
Po co Ci portfel?
Dokumentów i kart płatniczych nie trzymamy w portfelu wraz z pieniędzmi, ale w paszportówce zawieszonej na szyi i schowanej pod koszulką, bo raczej ciężko będzie złodziejowi włożyć tam niepostrzeżenie swoje ręce. Ja podczas podróży w ogóle nie wożę ze sobą portfela, który zajmuje zbyt wiele miejsca (szczególnie gdy posiadamy zbędne na wakacjach karty lojalnościowe i wizytówki, zdjęcia rodziny ….) i stanowi pokusę dla złodzieja.
Telefon na smyczy
Jeżeli trzymasz telefon w kieszeni (oczywiście nie tylnej, bo to proszenie się o uwagę złodzieja), najlepiej zamykanej na zamek, to dodatkowo można się zabezpieczyć smyczą. Jeden koniec przymocowujemy do portfela / case na komórkę, a drugi np. do szlufki w spodniach / paska – na pewno szybko nas nie okradną, plus no po prostu warto uważać i nie kusić losu.
Kradzieże pieniędzy z kart płatniczych
Temat zawiły i okazuje się, że to jednak bardziej legenda miejsca (choć jak w każdej to i w tej znajduje się ziarenko prawdy) Ale po kolei. Co mogłeś usłyszeć:
„W dużych turystycznych miastach PODOBNO plagą stają się powoli kradzieże sygnału z karty zbliżeniowej!!! Szczególnie wielu przestępców (dotychczasowych kieszonkowców) zainteresowało się taką nowoczesną metodą w 2019 roku, choć już na TVN Turbo udowodnio taką możliwość 10 lat temu. Wystarczy, że ktoś w naszym pobliżu przejdzie się ze specjalnym odbiornikiem sygnałów i już zostaliśmy okradzeni. Takie urządzenia mogą pobrać z naszej karty dane, które następnie ktoś sobie wykorzysta w domowym zaciszu lub, tak jak w sklepie przy płatnościach zbliżeniowych, wykona za ich pomocą (bez naszego udziału) kilka transakcji niewymagających podania PINu. Aby zabezpieczyć się przed kradzieżą, należy nosić wszystkie karty (z aktywną funkcją płatności zbliżeniowych) w etui wykonanym ze specjalnej foli ochronnej nieprzepuszczającej sygnałów radiowych (choć, prawdę mówiąc, aluminiowa kuchenna też powinna zadziałać).”
Samemu noszę wszystkie karty płatnicze w takich pokrowcach, a także rozdałem je w rodzinie, bo lepiej się zabezpieczać niż żałować. Jeśli chcesz to możesz kupić cały portfel zabezpieczający przed takimi kradzieżami sygnału, bo posiadający wszytą folę w materiał, z którego jest zrobiony.
Ale chyba nie warto, tym problemem się zbytnio przejmować ponieważ po przeszukaniu internetu w celu znalezienia informacji na temat tego typu kradzieży, niczego nie znalazłem. W warunkach laboratoryjnych udało się podobne „kradzieże” wykonać (choćby przytoczony wcześniej artykuł z TVN) ale nie udokumentowano dotychczas radnej kradzieży w warunkach ulicznych.
Temat na pewno wróci w przyszłości, jednak na ten moment na szczęście dotyczy „tylko” kradzieży samochodów. Może słowo „tylko” jest nie na miejscu, bo wartość samochodu przekracza zwykle nasze środki na koncie, jednak z ryzykiem muszą się mierzyć wyłącznie – stosunkowo nieliczni – właściciel droższych aut otwieranych i odpalanych bez kluczyka (takie kradzieże na walizkę – bo w niej mieści się odbiornik sygnału z kluczyka właściciela – należą ponoć do najprostszych – filmik z kilku kradzieży ). Po przetestowaniu przez niemiecką organizację ADAC 530 samochodów w lutym 2022 roku okazało się, że tylko 5% aut jest lepiej zabezpieczonych przed kradzieżą na walizkę. (!!!!)
Podpisywać dzieci
Na festiwalach zaleca się dosłownie „podpisywać małych dzieci niezmywalnym markerem na ręce” i myślę, że warto zastosować tą metodę w każdym innym zatłoczonym miejscu.
Gdy pierwszy raz zobaczyłem małe dziecko (na festiwalu Woodstock) z wypisanymi na ręce niezmywalnym markerem imieniem, nazwiskiem i numerem telefonu do rodzica, bardzo mnie ten widok rozbawił. Poza festiwalami podobne obrazki można zobaczyć na zatłoczonych plażach. Dziś, gdy sam jestem tatą, dostrzegam w takim postępowaniu bardzo dużo sensu. Dlatego podczas każdego (a już na pewno kilkudniowego) wyjazdu z małą, ledwie mówiącą, ale już szybko biegającą pociechą warto zastosować podobną strategię.
Chwila nieuwagi, czasem dosłownie 3 sekundy, i nasze dziecko już wtopiło się niepostrzeżenie w tłum festiwalowiczów, plażowiczów czy turystów w parku rozrywki. Jeżeli ktokolwiek znajdzie naszego malucha i dostrzeże jego „tatuaż” na ramieniu czy karku, to mamy bardzo duże prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że błyskawicznie spróbuje się z nami skontaktować. Dzięki zwykłemu napisowi na ciele możemy zaoszczędzić całej rodzinie długotrwałego stresu i wielu problemów z tym związanych.
Bezpieczny nocleg
Sporo informacji na temat zachowania bezpieczeństwa śpiąc u obcych osób umieściłem przy opisie korzystania z CouchSurfingu w podrozdziale dotyczącym poszukiwania noclegów.
Godzina kontrolna
Jeżeli podróżujesz samotnie to obowiązkowo, a jeżeli w grupie to rekomendowane, określ z kimś bliskim, co jaki czas – jeśli codzienne to o której godzinie 0 będziesz informować go, że wszystko z Tobą / Wami jest ok i po jakim czasie opóźnienia w kontakcie z Twojej strony powinien się już zacząć martwić. Podczas samotnych wędrówek po górach na Bliskim Wschodzie nie miałem zasięgu prawie przez 3 dni z rzędu, ale całe szczęści pod koniec 3 doby udało mi się skontaktować z rodzicami. Dlatego częstotliwość kontaktu telefonicznego warto dwa razy przemyśleć, bo nie wszędzie jest zasięg.
Miej kopie dokumentów w chmurze
Zawsze przechowuj kopie dokumentów (paszport, ubezpieczenie, wszystkie bilety) na swojej poczcie internetowej lub w chmurze, aby w sytuacji kryzysowej móc je wydrukować albo komuś przesłać. Oczywiście tutaj pojawia się natomiast problem z niebezpieczeństwem, ale na ten temat więcej piszę w kolejnej sekcji tego artykułu.
Nowe gadżety, smartfon, tablet, a już na pewno nowy laptop warto wizualnie postarzeć. Możesz je włożyć do brzydkiego pokrowca, obkleić starymi znaczkami i nie korzystać z nich ostentacyjnie w otoczeniu obcych sobie osób.
Wiadomo, że jedyny Europejczyk w azjatyckiej lub afrykańskiej wiosce będzie się rzucać w oczy i z założenia będzie kojarzony jako osoba bardziej majętna od lokalsów, jednak po co upewniać o tym fakcie potencjalnego kieszonkowca lub co gorsza lokalnego gangstera.
Nie ma to jak kłódka
Powinieneś brać w podróż małą kłódkę. Niewiele ona kosztuje i waży, a w hostelowych salach wieloosobowych, tak samo jak w szatniach na siłowniach, można spotkać się z szafkami zamykanymi na własną kłódkę (pod warunkiem, że taką posiadamy). Zawsze to spokojniejszy sen czy zwiedzanie miasta, gdy wiesz, że ktoś musiałby się trochę namęczyć i nahałasować, aby dostać się do Twoich rzeczy.
Ciekawym rozwiązaniem, z którego osobiście jeszcze nie korzystałem są metalowe siatki do zabezpieczenia dużego plecaka przed kradzieżą na lotnisku, na dworcu pod naszą nieobecnością (dość mało prawdopodobna sytuacja) które najlepiej powinny się właśnie sprawdzić w hostelowych warunkach, jeżeli nie masz gdzie schować dużego plecaka wypełnionego drogocennymi pamiątkami (o elektronice nie wspominając).
Do celu za dnia
Planuj podróż w taki sposób, aby do miejsca noclegu (hotel, host) docierać jeszcze w ciągu dnia. Jeżeli będziesz mieć problemy z odnalezieniem danego adresu, to znacznie bezpieczniej błądzić w dziennym świetle, niż zwracać na siebie uwagę po zmroku.
Szczególnie w krajach afrykańskich pośród gęstej zabudowy takiej jak w marokańskim Marakeszu. Bo już po kilku minutach podejdzie do Ciebie „pan przewodnik” który chętnie zaprowadzi Cię do wskazanego punktu (oczywiście nienajkrótsza drogą i jeżeli będziesz mieć sporo szczęścia upomni się tylko o napiwek).
Poza trasami
Jeżeli też lubisz zbaczać z głównych szlaków turystycznych i odkrywać miasto takim, jakim jest naprawdę, a nie takim, jakie je prezentują w przewodnikach, to dobrze poprosić obsługę swojego hostelu o zaznaczenie na mapce turystycznej tych mniej bezpiecznych części miasta, które lepiej omijać szerokim łukiem.
Osoby na recepcji mogą też okazać się najlepiej poinformowane (w końcu mają okazję porozmawiać z każdym gościem) w kwestii „nieprzyjemności”, które przydarzają się turystom, a tym samym doradzą, na co warto uważać. Dowiesz się od nich, czy problemy mogą stwarzać pijani kierowcy, napady z nożem w ręku (np. w Barcelonie w strefie Olimpijskiej takie napady kilkukrotnie się przydarzyły zagranicznym turystom), pogryzienia przez małpy, kieszonkowcy w metrze czy wyrywanie torebek przez osoby na skuterach itp.
Używaj pinezek
Zawsze po zameldowaniu się zaznaczaj na mapie pinezkami lokalizację (jeszcze lepiej robić to podczas rezerwacji noclegu przez internet), w której się zatrzymujesz (więcej na ten temat w rozdziale o planowaniu podróży i opisie aplikacji) lub/i pobieraj wizytówkę z adresem, aby w razie stracenia orientacji lub próby powrotu taksówką można było wskazać destynację kierowcy. W krajach, w których alfabet bardziej przypomina artystyczne wygibasy (Iran, Chiny, Rosja) niż polskie abecadło, może Ci to zaoszczędzić wiele godzin błądzenia po niejednej metropolii.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!
Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.
Twoja opinia
Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym serwisie, dostosowania ich do Państwa indywidualnych potrzeb korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.