Jakie tematy będę poruszać posty z kategorii prowokacje. Kim są osoby nadwydajne mentalnie oraz nonkonformiści? Dlaczego tak niewiele osób zadaje sobie poważne pytania? Dowiesz się z tego artykułu.
Tą kategorię postów zacząłem tworzyć już jako uczeń podstawówki. Pamiętam jak kładłem się na podłodze z wzrokiem skierowanym w sufit i rozmyślałem. Czasem rozmyślałem dlaczego robią się bąbelki gdy gotuje się woda, innym razem czy Bóg istnieje albo czy żółty ser i Nutella to dobre połączenie.
„Myślenie to najcięższa praca z możliwych i pewnie dlatego tak niewielu ją podejmuje.”
Henry Ford
Dla kogo piszę te posty?
Gdy byliśmy młodsi mieliśmy znacznie więcej czasu na przemyślenia. Dziś świat tak pędzi, że wiele rzeczy akceptujemy. Często nie mamy czasu ani chęci na odsiewanie wartościowych treści.
Wybieramy pewne źródła, które traktujemy jako rzetelne (Wiadomości czy Fakty, Newsweek czy W sieci, RMF czy Radio Maryja, wcześniej kolega z podwórka czy rodzic itp) i na ich podstawie opieramy swój obraz świat.
Nie myślimy, nie analizujemy po prostu akceptujemy autorytety czy źródła.
Nie mam zamiaru umieszczać postów związanych z polityką, religią czy aktualną sytuacją na świecie ponieważ w tym celu uruchomiono już wiele portali tematycznych.
Będę natomiast zamieszczać w tym miejscu posty o sprawach nad którymi w pewnym momencie życia sam się zastanawiałem. Część z postów będzie tworzona w oparciu o współpracę z specjalistami (księgowymi, lekarzami itp), inne będą oparte na moich doświadczeniach lub przemyśleniach.
Postaram się poruszać tematy, które mogą dotyczyć każdego z nas (np. anonimowość w Internecie, fake news) lub kierowane do węższego grona odbiorców. Na pewno nonkonformiści i „osoby nadwydajne mentalnie” znajdą tutaj wiele tematów dla siebie.
Część pytań pozostawię bez odpowiedzi, na inne obszernie się rozpiszę. To co będzie je natomiast wszystkie łączyć to zachęta do samodzielnego (lub w towarzystwie) zastanowienia się nad nimi.
Nonkonformiści i osoby nadwydajne mentalnie – czyli kto?
Jeżeli postanowiłeś poświęcić chwilę swojego cennego czasu aby przeczytać ten post i dotarłeś do tego miejsca to najprawdopodobniej nie jesteś osoba przesiadującą na pudelku i demotywatorach, a przedstawicielem znacznie mniejszego grona osób starających się myśleć samodzielnie i to na poważniejsze tematy. Prawdopodobnie jesteś nonkonformistą.
Definicje PWN
nonkonformizm – odrzucenie przez jednostkę przyjętych przez grupę norm, wartości i celów;
nonkonformista – człowiek sprzeciwiający się bezkrytycznemu uleganiu normom i opiniom obowiązującym w danym środowisku
Jeżeli powyższa definicja pasuje do Ciebie to niestety ale prawdopodobnie należysz do wymierającego gatunku osób poszukujących odpowiedzi. Nie masz i nie będziesz miał w życiu łatwo. Ale spokojnie. Mogło być znacznie gorzej. Może masz to szczęście, że nie należysz do grona osób nadwydajnie mentalnie. Kto to taki? Już tłumaczę.
Według Christel Petitcollin autorki książki „Jak myśleć mniej”, osoby nadwydajne mentalnie to, osoby które:
uważają, że myślą za dużo bo stale analizują otoczenie, a w ich głowie kłębią się przemyślenia których nie potrafią wyłączyć, nawet w nocy,
są ponadprzeciętnie inteligentni, jednak na tyle naturalnie skromni, że nie są tego do końca świadomi i często przez najbliższe otoczenie traktowani jakby byli z innej planety (zresztą tak właśnie się czują),
nigdy nie traktują ludzi jako konkurencji, ani przeciwników bo nie widzą w tym najmniejszego sensu, ponieważ postrzegają ludzkość jako całość i dostrzegają całokształt możliwości współpracujących jednostek, są naturalnymi altruistami,
posiadają wyjątkową łatwość w dostrzeganiu powiązań i całokształtu nawet najbardziej złożonych procesów. Często powoduje to głód wiedzy i chęć zrozumienia nawet najdrobniejszych składowych danego problemu co z kolei prowadzi do problemów skupienia uwagi na jednym temacie,
przez rodziny i otoczenie uważani są za osoby nieobecne, ciche, introwertyczne. Takie zachowania spowodowane są niustanną analizą natłoku pytań i wątpliwości w ich głowach. Wątpliwości często dotyczą swoich poglądów, ponieważ jak skrajna forma nonkonformizmu starają się nieustannie podważać wszystko, nawet to co wiedzą i w co sami wierzą,
Jeżeli powyższe twierdzenie opisują twoją osobę to niestety zostałeś skazany na wieczne niedopasowanie do „normalnego społeczeństwa”. I prawdopodobnie jesteś już tego świadomy. Pocieszę Cię trochę w tym miejscu, ponieważ posty z tej kategorii są kierowane właśnie do takich osób jak Ty 🙂 .
Jeżeli odnajdujesz swój opis w powyższych punktach to w takiej sytuacji odsyłam do wcześniej wspomnianej książki („Jak myśleć mniej”), ponieważ jest topierwsza pozycja, która tłumaczy dlaczego osoby posiadające powyższe cechy czują się tak bardzo niedopasowane do społeczeństwa i jak sobie powinny z tym radzić.
Czekam na Wasze komentarze, życzę miłej lektury postów (nie tylko) z tej kategorii i owocnych przemyśleń.
W trzeciej części (czyli w tym poście, ponieważ artykuł podzieliłem na kilka postów aby nie przerażać rozmiarem, link do wcześniejszej części zamieściłem powyżej) skupię się na ostatnich, nowatorskich dokonaniach branży przemysłowej, mam tu na myśli roboty współpracujące (CoBots, Collaborative Robots) czyli manipulatorów najnowszej generacji będących integralna częścią Industry 4.0.
Czym są CoBoty ?
Roboty współpracujące z j. ang CoBots, Co–Robots lub Collaborative Robots stanowią najnowszą grupę robotów wykorzystywanych w przemyśle. Cechą charakterystyczną tego typu manipulatorów jest możliwość bezpośredniej kolaboracji (czyli pracować z, współpracować) z człowiekiem. Można by rzec, że dopiero CoBoty są urzeczywistnieniem wizji wszystkich dawnych futurologów na temat robotów przyszłości, pomagających pracownikom fabryk w ich codziennych obowiązkach. Tego typu roboty w przeciwieństwie do manipulatorów powszechnie wykorzystywanych w fabrykach nie wymagając specjalnych zabezpieczeń oddzielających ich stanowiska pracy od ludzkich co stanowi ogromny przeskok jakościowy na płaszczyźnie współpracy człowiek maszyna.
Pierwszy CoBot UR5
W 2008 r. firma Universal Robots, założona 3 lata wcześniej przez trójkę pracowników Uniwersytetu Południowej Danii w Odense, wypuszcza pierwszego na świecie robota mogącego współpracować w bezpośrednim kontakcie z człowiekiem. Można bez kontrowersji powiedzieć, że wybudowali pierwszego robota współpracującego. UR5 o wadze 18 kg, zasięgu 850 mm i udźwigu 5 kg, sprzedał się w ciągu 4 lat w liczbie 1600 szt. W roku 2012 dopracowano wcześniejsze rozwiązania inżynierskie w modelu UR10, który z podwójnie zwiększonym udźwigiem i zasięgiem 1300 mm trafił do produkcji seryjnej.
Roboty współpracujące firmy Universal Robots charakteryzują się prostotą konfiguracji, bardzo intuicyjną, opatentowaną metodą graficznego programowania lub poprzez prowadzenie. Prowadzenie to ręczne ułożenie ramienia manipulatora w żądanych pozycjach, a następnie zapisanie konfiguracji położenia wszystkich napędów dla kolejnych etapów pracy. Producent chwali się, że zakup jego robotów szybko się zwraca ponieważ nie wymaga korzystania z usług drogich programistów. Na stronie dostępne jest szkolenie online składające się z 6 modułów. Są to: wprowadzenie, zasada działania, konfiguracja narzędzi, tworzenie programu, komunikacja z urządzeniami zewnętrznymi i bezpieczeństwo – których czas realizacji zajmuje tylko 87min. Po tym czasie „nowy programista” powinien być w stanie skonfigurować manipulator do nowego zadania.
Aktualnie dostępne są trzy modele UR3, UR5, UR10 charakteryzujące się 6 przegubami obrotowymi i powtarzalnością wynoszącą ±0,1 mm. Zakres pracy modułów wynosi od 180 do 360 stopni przy prędkości dla UR3 wynoszącej ± 360°/s, dla pozostałych ± 180°/s, co daje prędkość narzędzia wynoszącą 1m/s w ruchu liniowy. Każdy z robotów zbudowany jest z aluminium i tworzywa polipropylenowego, dzięki czemu waga najlżejszego z nich to jedynie 11 kg wraz z przewodami, a najcięższego 28.9 kg. (10) . Na zdjęciu najnowsza generacja.
Na koniec warto zwrócić uwagę na oryginalne podejście firmy Universal Robots do pojęcia kolaboracji pomiędzy maszynami. Standardowo wszystkie urządzenia / roboty współpracujące są podpięte do jednej sieci przemysłowej za pomocą, której wymieniają z sobą dane i potwierdzają zakończenie poszczególnych etapów. Przeglądając udostępnione dane na temat wykorzystania tych robotów w zakładach produkcyjnych można dostrzec, że w celu minimalizacji kosztów jak i czasu poświęconego na programowanie manipulatory wykorzystują przyciski, klamki czy zabezpieczenia zaprojektowane dla ludzi. Automatyczne ramię po otrzymaniu tylko jednej informacji (np. jednego bitu wejściowego) z obrabiarki CNC, jest w stanie samodzielnie otworzyć jej drzwi, wymienić obiekt, zamknąć drzwi, a na koniec uruchomić proces obróbczy poprzez standardowy przycisk zamontowany na panelu stacji obróbczej. Czas jak i liczba pracowników, a co za tym idzie również koszt potrzebnych do zaprogramowania takiej współpracy dwóch urządzeń jest nieporównywalnie mniejszy.
Universal Robots o sobie ….
Rethink Robotics – roboty współpracujące z twarzą
Kolejna młoda firma założona w 2008 r. w Bostonie, która prześcignęła światowe giganty to Rethink Robotics. Założyciel firmy Rodney Brooks pracował wcześniej przy produkcji autonomicznych odkurzaczy w iRobot, gdzie dostrzegł, że roboty przemysłowe przestały od pewnego czasu ewaluować. Stwierdził on, że skoro roboty, odkurzacze, kosiarki, drony itp. zostały stworzone od zera w przeciągu ostatniej dekady, to i roboty przemysłowe powinny przejść gruntowną rewolucję, aby lepiej dopasować się do współczesnego przemysłu.
W 2012 r. firma zaprezentowała pierwszego dwuramiennego CoBota (robota współpracującego), był to Baxter®. Nadano mu ludzką twarz, zmieniając tym samym pogląd ludzi na to, jak może wyglądać robot przemysłowy. Roboty tej firmy przypominają do pewnego stopnia większe dziecięce zabawki, ważą od 19 kg, dzięki czemu łatwo je przemieszczać i posiadają atrakcyjny design. Cechą charakterystyczną Baxtera oraz Sawyera (mniejszy model z jednym ramieniem) jest monitor umieszczony w miejscu, gdzie powinna znaleźć się twarz w przypadku maszyn humanoidalnych.
Na ekranie na bieżąco wyświetlane są animowane oczy śledzące wykonywane przez ramiona operacje. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to całkowicie zbędnym rozwiązaniem, służącym jedynie zwiększeniu atrakcyjności fizycznej urządzenia, co w przemyśle nigdy nie stanowiło istotnej wartości – choć i to się powoli zmienia. Firma jednak doszła do wniosku, że skoro jest to robot współpracujący z człowiekiem, to z powodów psychologicznych ludziom będzie się lepiej przebywało w jego towarzystwie, jeśli będzie po prostu sympatyczny i zachowaniem w pewnym stopniu upodobni się do „kolegi z pracy”. Jest to całkowicie nowe podejście do zagadnienia współpracy ludzi z maszynami. Może w dalekiej przyszłości na imprezy integracyjne dla pracowników firm będą zapraszane również inteligentne urządzenia?
Po co mu oczy?
Sam ekran oczywiście nie służy wyłącznie w celu wyświetlania oczu. W bardzo wygodny i intuicyjny sposób umożliwia zmianę konfiguracji wykonywanego programu. Przy projektowaniu manipulatorów, inżynierowie zwrócili również uwagę na fakt, że czas przekalibrowania maszyny po przesunięciu jej tylko o kilka centymetrów nie powinien zajmować zbyt wiele czasu, a standardowo może wiązać się nawet z napisaniem programu od nowa. Dlatego w każdym ramieniu robota zamontowano niezależną kamerę służącą do wykrywania kluczowych markerów dla jej pracy. Po zmianie położenia Baxtera wystarczy naprowadzić jego ramiona na nowe znaczniki 2D (pozycja początkowa, końcowa, ewentualnie pośrednie) i zatwierdzić wprowadzone zmiany. Nie trzeba w najmniejszym stopniu znać się na programowaniu robotów, dzięki czemu tego typu urządzenie codziennie może wykonywać inne zadania.
Jeśli przewiduje się, że maszyny będą często przeprogramowywane i przemieszczane, to w naturalny sposób pojawia się też problem kolizji. Na tymczasowych stanowiskach eksploatacji tych urządzeń nie chcemy poświęcać zbyt wiele czasu na rozpatrzenie wszystkich niestandardowych sytuacji, które mogą mieć miejsce podczas pracy. Roboty Rethink Robotics oprócz standardowych układów kontrolujących kolizje na podstawie detekcji siły, na bieżąco monitorują swoje środowisko poszukując anomalii za pomocą wcześniej wspomnianych kamer.
Obydwa manipulatory / roboty współpracujące posiadają 7 stopni swobody, dzięki czemu dobrze sprawdzą się w nawet bardzo ciasnych przestrzeniach. Mniejszy z nich Sawyer waży 19 kg , posiada udźwig do 4 kg, zasięg maksymalny 1260 mm i powtarzalność 0.1mm, gwarantowana żywotność to 35.000 h. W przypadku dwuramiennego modelu charakterystyka wygląda trochę gorzej, ponieważ zasięg na każde ramię wynosi tyle samo co wcześniej, przy obniżonym udźwigu do 2.2kg i zwiększonej masie do 75kg. (11)
Czy duże firmy zostały w tyle w dziedzinie współpracujących robotów?
W powyższym artykule opisującym roboty przemysłowe, nie pojawiła się do tej pory jeszcze ani jedna wzmianka o największych graczach na rynku, takich jak ABB, KUKA czy FANUC. Nie oznacza to, że w ich ofertach nie znalazły się żadne produkty, które można by dopasować do kategorii CoBots, jednak moim zdaniem nic, co można by nazwać pionierskim rozwiązaniem. Czy te trzy duże koncerny podzielą losy Nokii, która nie odnalazła się na rynku smartfonów? W dalszej części artykułu omówione zostaną roboty kooperacyjne wspomnianych marek.
ABB YuMi®
Firma ABB w 1974 r. wprowadziła na rynek model IRB 6, który w dużym stopniu nadał impet do rozwoju rynku robotów przemysłowych. Dokładnie 41 lat później, 13 kwietnia 2015 r. na targach w Hanowerze zaprezentowała urządzenie, które ponownie przyśpieszy kierunek tej branży.
YuMi, bo tak nazywa się nowy robot od ABB, to skrót od wyrazów „You” i „Me”, czyli z angielskiego „Ty” i „Ja”, co oznacza współpracownika, którego możemy mieć przy swoim stanowisku. Jest to niewielki, bo ważący jedynie 38 kg, dwuramienny manipulator, zaprojektowany do pracy z drobną elektroniką. Udźwig każdego z ramion wynosi jedynie 0.5 kg, natomiast dokładność ruchu wynosi 0.02 mm, czyli pięciokrotnie lepiej niż u konkurencji. Prędkość przemieszczenia na poszczególnych osiach waha się od 180o/s aż do 400o /s.
Prawdopodobnie i tym razem ABB będzie miało bardzo duży wpływ na rozwój tej gałęzi robotów przemysłowych, ale nie z powodu bardzo przełomowych rozwiązań, a ze względu na gigantyczną akcję marketingową. YuMi reklamowany jest jako pierwszy w historii, dwuramienny rzeczywisty robot kolaboracyjny. Prezentacje dotyczące tego robota można aktualnie spotkać nie tylko na targach branżowych, ale również dniach nauki kierowanych w stronę najmłodszych, co świadczy tylko o ambicjach i rozmachu giganta ABB.
Dzięki bardzo precyzyjnej powtarzalności ruchów jak na tą grupę urządzeń YuMi jako jedyny doskonale nadaje się do wspomagania pracowników w zakładach produkujących urządzenia elektryczne. Od samego początku został zaprojektowany z myślą o składaniu smartfonów, tabletów czy też kontrolowaniu ich jakości. Warto wspomnieć o dwóch systemach, które w znacznym stopniu zwiększają zakres dostępnych zastosowań. Składanie elementów z wykorzystaniem kamery wbudowanej w chwytak co umożliwia wykonywanie korekcji trajektorii ruchu ramienia w czasie rzeczywistym. Robot nie będzie już więcej zatrzymywał pracy gdy poszczególne elementy, które ma z sobą połączyć będą położeniem delikatnie odbiegały od przyjętych wzorców. Drugi system to precyzyjna kontrola docisku dwóch elementów znajdujących się w obu ramionach. Niczym człowiek jest w stanie również w takiej pozycji z odpowiednim „wyczuciem” połączyć elementy za pomocą np. plastikowych złączek wymagających odpowiedniej siły (12).
FANUC CR-35iA
FANUC tym razem nie poszedł śladem pozostałych firm i nie chce robić rewolucji, chce natomiast wykonać drobne ewolucje. Na filmach promocyjnych i materiałach zawierających parametry techniczne robota od razu dostrzeżemy – czym zresztą sam producent się chwali – że firma nie stworzyła niczego nowego. Manipulator CR-35iA to klasyczny robot przemysłowy ubrany w „gumowy kombinezon” i wyposażony w bardziej czułe układy bezpieczeństwa. Pociąga to oczywiście za sobą kilka zalet, jak chociażby największy udźwig w tej kategorii wynoszący 35 kg, sprawdzoną przez lata konstrukcję i dokładność rzędu ±0.08 mm. Niestety tym samym również pewne wady, jak np. masa 990 kg, co w tej kategorii również jest rekordowe.
KUKA LBR iiwa
KUKA LBR iiwa, LBR to skrót od „Leichtbauroboter” (lekki robot przemysłowy), iiwa oznacza „intelligent industrial work assistant”. KUKA wprowadziła na rynek dwa modele robotów współpracujących z 7 stopniami swobody, posiadającymi udźwig 7 i 14 kg oraz zasięgiem kolejno 800 i 820 mm. (14) Robot ten został zaprojektowany do zadań kosmicznych, więc również design posiada bardzo futurystyczny i tak naprawdę wygląd jest tutaj jedyną cechą wyróżniającą tego manipulatora na tle pozostałych. (15)
Roboty współpracujące
Iiwa posiada spory zasięg ramienia (800mm i 8220mm), które jest w stosunku do pozostałych wcześniej omawianych robotów współpracujących włożone do bardzo smukłej obudowie bez żadnych wystających zbędnych elementów. Dzięki takiej konstrukcji robot ten znajduje zastosowanie między innymi do skręcania karoserii samochodowych od wnętrza w zakładach produkcyjnych Daimler Mercedes. 7 stopni swobody, 23kg wagi i czuła detekcja kolizji tworzą z niego jedynego w swojej klasie przedstawiciela zdolnego wykonywać zadania wymagających dużej „zwinności” w bardzo wąskich przestrzeniach, do których może on zostać wprowadzony za pomocą choćby FANUCA CR-35iA. 7kg udźwigu lub w większej wersji 14kg spokojnie wystarczy do utrzymania wkrętarki lub innego narzędzie potrzebnego w tego typu zadaniach montażowych.
Podsumowanie
Pomimo iż coraz więcej pracowników fabryk – również w Polsce – ma obawy, czy ich stanowiska nie zostaną zastąpione manipulatorami przemysłowymi, zaczynamy zauważać nowy trend, w którym to roboty mają stawać „ramię” w ramię z pracownikami, a nie ich zastępować. XXI w. zapowiada się jako okres, w którym zaawansowana technologia będzie wspierać (np. roboty współpracujące) nas w każdym zakładzie produkcyjnym, począwszy od dużych fabryk, a skończywszy na małych warsztatach, czyniąc tym samym naszą pracę bardziej ergonomiczną i co bardziej istotne, bezpieczniejszą.
Na koniec luźne podsumowanie tematu współpracy ludzie – roboty
Na koniec chciałbym oficjalnie podziękować Jadwidze Woźnik, która to pomogła mi w tym obszernym tekście poradzić sobie z wyzwaniami j. polskiego (czyli wykonała korektę tekstu) i zaprosić Ci do kolejnych artykułów i materiałów edukacyjnych (oraz luźnego bloga).
W drugiej części przedstawię udokumentowane fakty historyczne początków rozwoju robotyzacji i przejdę do dokonań z ostatniej dekady. Następnie w kolejnych rozdziałach skupię się na ostatnich, nowatorskich dokonaniach branży przemysłowej w dziedzinie robotów współpracujących (CoBots, Collaborative Robots).
Pierwszy robot przemysłowy
Początek historii robotów zaprojektowanych w celu wykorzystania w przemyśle datuje się na rok 1959, kiedy to skonstruowany został robot nazwany Unimate. Dwa lata później został on zainstalowany na linii montażowej w zakładzie General Motors Inland Fisher Guide, w stanie New Jersey (5), stając się pierwszym, produkowanym seryjnie, pracującym robotem przemysłowym.
Jak na dzisiejsze standardy robot ten wydaje się śmiesznie prymitywni ale jego możliwości wcale nie były aż tak ograniczone. (foto http://rraj.rsj-web.org)
George Devol, który opatentował manipulator, a dokładniej automatyczne mechaniczne urządzenie wraz z chwytakiem (służące do wykonywania operacji przenoszenia z dopasowanym układem aparatury kontrolnej), kilka lat wcześniej spotkał na przyjęciu inżyniera Joseph’a Engelbergera, po czym wspólnie stworzyli ideę robota przemysłowego, którego następnie skonstruowali.
Unimate został wyprodukowany przez firmę Unimation Inc, założoną w 1956 r. właśnie przez Josepha Engelberga. Konstrukcja manipulatora ważyła 2 tony, a jako układy napędowe wykorzystano siłowniki hydrauliczne. Układ sterowania opierał się na bębnie magnetycznym z zapisaną sekwencją ruchów. Ciekawą informacją umieszczoną na stronie IFR (Międzynarodowej Federacji Robotyki) jest cena pierwszych robotów wynosząca 18.000 USD od sztuki, podczas gdy ich produkcja kosztowała aż 65.000 USD (5). Pierwsze zadanie robota przemysłowego polegało na przenoszeniu gorących elementów nadwozia samochodowego, ponieważ zabieg ten nie tylko wymagał użycia sporej siły, ale również stanowił bardzo duże zagrożenie dla pracowników.
(foto. www.nytimes.com)
Od samego początku powstania przemysłu ludzie obawiali się, że maszyny, a tym bardziej roboty zastąpią ich miejsca pracy. Wielokrotnie opinia taka powodowała społeczne niepokoje. Do bardzo głośnych dochodziło już w latach 1811–1813 gdy to luddyści niszczyli mechaniczne krosna w zakładach tkackich. Świadomi tego byli również producenci robota Unimate, dlatego pierwsze zadanie, do którego wykorzystano tę maszynę miało przede wszystkim na celu przekonanie szerokiego grona pracowników zakładów, że manipulatory nie mają ich pozbawić pracy, a wręcz przeciwnie – odciążyć fizycznie i podnieść poziom bezpieczeństwa w zakładzie.
Trzy prawa robotów Asimova
Należałoby się w tym miejscu cofnąć kilkanaście lat wstecz – do 1942 r., w którym to I. Asimov (Rosjanin, 1919-1992) sformułował trzy prawa robotów, ponieważ właśnie do nich przed uruchomieniem pierwszego robota w fabryce, wielokrotnie odwoływał się George Devol. To, co ówcześnie wydawało się fikcją literacką, od 1959 r. miało stać się rzeczywistością, bo dokładnie od tego roku ludzie rozpoczęli współpracę z maszynami w codziennej pracy.
A to ciekawe, Isaac Asimov …
W tym miejscu pozwolę sobie na delikatną odskocznię od tematu głównego, ale gdy trafiła mi przypadkiem w ręce jedna z książek Isaaka Judowicza Ozimowa (ros. Исаак Юдович Озимов ur. 2 stycznia 1920, Pietrowicze k. Smoleńska, zm. 6 IV 1992 ) poczytałem o tym pisarzu trochę więcej i okazało się, że jest on autorem i redaktorem ponad 500 książek (!!!) (a Ty ile napisałeś ?), był jednym z najbardziej płodnych pisarzy wszech czasów.
Wracając jednak do tematu…
Trzy prawa robotów:
1. Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy. 2. Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem. 3. Robot musi chronić samego siebie, o ile tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.
Później Asimov dodał jeszcze nadrzędne prawo (tzw. prawo zerowe) nie dotyczące już tylko człowieka, a brzmiało ono tak:
0. Robot nie może skrzywdzić ludzkości, ani przez zaniechanie działania doprowadzić do uszczerbku dla ludzkości.
Dzięki przestrzeganiu przez roboty praw Asimova nie powinien (istotne stwierdzenie „nie powinien”) powtórzyć się w realu scenariusz filmu Terminator lub Matrix. Tylko kto będzie tego pilnował?
Kończąc ten rozdział dla zainteresowanych tematem dodam tylko, że na Wikipedii (która nie jest najbardziej rzetelnym źródłem informacji ale dość dobrym do rozpoczęcia poszukiwań informacji) można znaleźć też listę innych praw kilku mniej znanych autorów.
Dzisiaj – robot w zakładzie, zagrożenie czy przyjaciel?
W XXI wieku Prawa Robotów ponownie zaczynają być wyjątkowo aktualnym tematem, gdyż nigdy wcześniej roboty nie pracowały w bezpośrednim otoczeniu człowieka, bez kratek, kurtyn i innych fizycznych zabezpieczeń. Rozwój informatyki daje maszynom coraz większe możliwości decyzyjne, odciążając nas już nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Systemy wizyjne w połączeniu z sztucznymi sieciami neuronowymi, czy to montowane w manipulatorach, czy samochodach autonomicznych, działają szybciej i bardziej niezawodnie.
FESTO Bionic Handling Assistant
Jest to bodajże pierwsze na świecie, zaprezentowane szerokiej publiczności w 2010 r., rozwiązanie manipulatora mogącego bez żadnych zewnętrznych zabezpieczeń współpracować bezpośrednio z człowiekiem. Układ tak nowatorski, że pomimo 7 lat istnienia nie został jeszcze wykorzystany w warunkach przemysłowych – Festo nie podało informacji potwierdzających zastosowanie przemysłowe układu, jedynie instruktażowe, edukacyjne oraz marketingowe. Pomimo tego, wyznaczyło całkowicie nowy kierunek robotyzacji.
Standardowe roboty zbudowane są z twardych materiałów, charakteryzujących się dużą sztywnością i wykorzystujących przede wszystkich napędy elektryczne. Całkowicie odwrotny kierunek Festo obrało przy BHA (Bionic Handling Assistant). Inspiracją twórców tego rozwiązania była „trąba słonia” (co widać na filmie powyżej), charakteryzująca się dużą elastycznością, zwinnością i pomimo swojej siły – delikatnością.
Zasada działania
Konstrukcja składa się z trzech prążkowanych, elastycznych „poduszek pneumatycznych” połączonych ze sobą. Odpowiednie wypełnianie powietrzem każdej z komór umożliwia bardzo precyzyjne manipulowanie położeniem chwytaka (7) (8). W nowszych konstrukcjach „trąba” jest zastąpiona lub wydłużona o elastyczny tripod, zwiększający zasięg układu – the Bionic Tripod 3.0.
Zderzenie człowieka z elastyczną poduszką pneumatyczną wypełnianą pod niewielkim ciśnieniem, nie grozi poważnym uszczerbkiem na zdrowiu współpracowników, pod warunkiem, że wszystkie elementy konstrukcji będą wykonane z delikatnych, nieposiadających ostrych krawędzi materiałów.
Chwytak
Również chwytak musi być zaprojektowany w nowatorski sposób. Inżynierowie Festo poradzili sobie również i z tym problemem, ponieważ równolegle zaprojektowali elastyczny, adaptacyjny chwytak z wykorzystaniem systemu Ray Effect®, wzorowanego na rybich płetwach ogonowych. Masa takiego chwytaka jest o 80% mniejsza niż standardowego, wykonanego z metalu. Kolejną zaletą tego rozwiązania jest możliwość pewnego chwytania nawet bardzo delikatnych obiektów, o bardzo niestandardowym kształcie, jak chociażby kurzego jaja lub owoców. W Internecie można znaleźć wiele filmów prezentujących wyjątkowe cechy tego futurystycznego manipulatora niemieckiego producenta i jego następnych wersji (transformacje możecie zobaczyć na poniższym filmie).
Technologia rozwija się dziś tak szybko, że artykuły pisane rok czy 2 temu już dziś są całkowicie przestarzałe dlatego trochę je zaktualizowałem 🙂
BHS nie został zaprojektowany z myślą o zastosowaniu go przy procesach spawania, manipulowania ciężkimi obiektami lub wykonywania innych, typowych dla ciężkich manipulatorów zadań. Pomysł był tutaj inny. Konstruktorzy doszli do wniosku, że robot współpracujący z człowiekiem np. na linii montażowej czy nawet w mniejszych warsztatach – Festo wypuściło plakaty z wizerunkiem mechanika samochodowego wspieranego przez BHS (9) – mógłby znacznie przyspieszyć proces składania produktów. Tego typu ramię mogłoby podawać człowiekowi bezpośrednio do ręki elementy w kolejności składania lub narzędzia, nawet o bardzo niestandardowym kształcie czy delikatnej konstrukcji.
Na koniec chciałbym oficjalnie podziękować Jadwidze Woźnik, która to pomogła mi w tym obszernym tekście poradzić sobie z wyzwaniami j. polskiego (czyli wykonała korektę tekstu) i zaprosić Ci do kolejnej części artykułu.
Odwołania:
1. Britannica Encyklpedia. www.britannica.com/. [Online] 12 01 2017. https://www.britannica.com/biography/Ctesibius-of-Alexandria. 2. Challoner Jack. 1001 Wynalazków które zminiły świat. Poznań : Elipsa, 2009. 3. http://encyklopedia.pwn.pl. Encyklpedia PWN. [Online] [Zacytowano: 12 01 2017.] http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/robot;3968150.html. 4. Automata of Al-Jazari. Istanbul : The Topkapı Palace Museum, 2003. 5. www.ifr.org. [Online] International Federation of Robotics. http://www.ifr.org/history/. 6. Polski Komitet Normalizacyjny. sklep.pkn.p. [Online] 16 01 2017. http://sklep.pkn.pl/pn-en-iso-13482-2014-05e.html. 7. Broszura FESTO Bionic Handling Assistant 54778 en 4/2012. 8. Making Stuff Wilder. http://www.pbs.org, 2013. 9. http://www.dpaonthenet.net. [Online] [Zacytowano: 16 01 2017.] http://www.dpaonthenet.net/article/38543/Award-honours-commercial-development-of-elephant-s-trunk–bionic-handling-assistant.aspx.
Historia robotyki – Materiał ten stanowi uzupełnienie (i przetłumaczenie na prosty język) artykułu, który miałem okazję napisać dla czasopisma branżowego: Utrzymanie Ruchu wydanie nr 1/2017 .
W pierwszej części czyli w tym poście, (ponieważ artykuł podzieliłem na kilka postów aby nie przerażać rozmiarem) przedstawię udokumentowane fakty historyczne początków rozwoju automatyki i robotyzacji, nieznane szerszej opinii publicznej. Następnie w kolejnych rozdziałach skupię się na ostatnich, nowatorskich dokonaniach branży przemysłowej w dziedzinie robotów współpracujących (CoBots, Collaborative Robots).
Historia – prekursorzy automatyki
Omówienie bardzo wczesnych początków przemysłu należy rozpocząć od wynalazków Starożytnej Grecji, która jest ojczyzną prawdziwych automatów.
Pomimo, że słyszała o nim jedynie garstka pasjonatów historii techniki (1), w różnych źródłach zachowało się wiele wzmianek, potwierdzających jego szeroki wpływ na nasze codzienne życie. Nie możemy przecież wyobrazić sobie dzisiejszej automatyki bez takich urządzeń, jak pompa hydrauliczna, układy pneumatyczne (twórca złożonych organów grających) (2) czy chociażby tak podstawowego elementu konstrukcyjnego, jakim jest koło zębate.
Przytaczając ostatni wynalazek nie można nie wspomnieć też o innym wielkim uczonym tamtych czasów – Archimedesie (Grek, 287 – 212 p.n.e). Rozwój jego „zaawansowanych” maszyn wojennych został szeroko opisany w literaturze, warto więc zwrócić tutaj uwagę na jeden bardzo istotny mechanizm w nich wykorzystany. Brakuje jednoznacznych dowodów, że Archimedes wynalazł przekładnie zębate, ale nie brakuje wzmianek, które sugerują, iż dopracował technologię wytwarzania bardzo precyzyjnych kół zębatych wykorzystanych w pierwszym analogowym komputerze mechanicznym – Mechanizmie z Antikythery (1).
Słynny i tajemniczy mechanizm z Antikythery. Najbardziej zaawansowana i precyzyjnie wykonana konstrukcja jaką udało się odnaleźć z czasów starożytnych. (fot. Wikipedia)
Początki robotyzacji
Dyskusja na temat tego, kto jest twórcą pierwszego robota trwa już od 1920 r., kiedy to Czech K. Čapka pierwszy raz użył tego wyrazu w swojej sztuce R.U.R. (Roboty Uniwersalne Rossuma) na określenie człekokształtnej maszyny, nieposiadającej uczuć, potrafiącej natomiast podejmować samodzielne decyzje (3).
Z początkami robotyki jest tak samo, jak z wynalezieniem ruchomej czcionki i drukiem pierwszych książek.
Czy wiedziałeś, że ruchome czcionki ….
powszechnie uważane za wynalazek J. Gutenberga (Niemiec, 1400 – 1468) około roku 1450. Wiele źródeł dokumentuje podobne lub niemal identyczne wynalazki na terenie Chin i Korei już w 1041 r., a udoskonalane w późniejszych latach (2). Niemiecki wynalazca miał po prostu więcej szczęścia, że jego alfabet składał się z 25 podstawowych liter, a nie tak jak azjatycki 5 tys. i to właśnie on zapisał się na „kartach” historii.
Zdjęcie z przedstawienia teatralnego podczas, którego pierwszy raz w historii użyto słowa „ROBOT”. (Fot. Wikimedia)
W źródłach drukowanych najczęściej przewijającym się nazwiskiem, wymienianym jako ojciec dzisiejszej robotyki, jest Al-Dżazari (Arab, 1150-1220), autor pierwszego podręcznika na ten temat, wydanego w 1206 r., pt. „Księga wiedzy o pomysłowych urządzeniach mechanicznych”. W czasach, gdy był on głównym inżynierem w pałacu Diyarbakir, skonstruował łódź (w podręczniku opisał ich 80 oraz 20 innych mechanizmów), która jest uważana za pierwszy w pełni programowalny mechanizm.
Łódka wcześniej wspomniana (i zaprezentowana powyżej) pływała po jeziorze i zabawiała gości pałacu melodią „wygrywaną” przez 4 manekiny na bębnach, flecie oraz harfie (2). Mechanizm ten był napędzany przez wypływającą ze zbiornika wodę, obracającą wał, na którym nałożone były koła zębate oddziałujące na „ręce” figurek z instrumentami. Urządzenie programowało się przez zmianę położenia kół zębatych na wale (czyli w ten sam sposób jak to się robiło przy obrabiarkach konwencjonalnych jeszcze 20 lat temu), czym można było zmieniać melodię wygrywaną przez statek. (foto Wikimedia)
Kolejnym przykładem kreatywności arabskiego naukowca, wynalazkiem, bez którego nie mogłyby istnieć dzisiejsze manipulatory przemysłowe jest wielosegmentowa skrzynia biegów (4), która ponownie została wynaleziona dopiero w latach 80. XIX w. przez G. Daimlera lub W. Maybacha i zastosowana w samochodach, które produkowali. (To oni są założycielami firmy, którą potocznie nazywa się Mercedesem)
Warto odwiedzić
Powiem więcej, nie tylko warto odwiedzić ale nawet obowiązkowo trzeba zagościć w „Mercedes-Benz Museum Stuttgart”.
Polecam. Jest to najciekawsze i najbardziej obszerne pod względem informacji muzeum jakie odwiedziłem. Nie tylko fani technologi czy motoryzacji znajdą w nim coś dla siebie. Moim zdaniem jest to Muzeum historia Niemiec (technologiczne, przemian społecznych, gospodarcze) wszystkie tematy się w nim przeplatają.
Pierwsze „prawdziwe” roboty
Pierwsze autonomiczne roboty zostały skonstruowane dopiero w 1948 r. przez W.G. Waltera (Amerykanin, 1910-1977 widoczny na zdjeciu obok) i nosiły imiona Elmer i Elsie. Były to mechanizmy wyposażone w liczne czujniki, przypominające kształtem żółwie poruszające się po podłodze i potrafiące samodzielnie odnaleźć stacje ładowania, gdy poziom ich zasilania był bliski wyczerpaniu, co możemy zobaczyć na zdjęciu obok (2).
Właściwie to te roboty są „dziadkami” dzisiejszych autonomicznych odkurzaczy.
(foto. Wikimedia)
Jeżeli podoba Cię się ten artykuł i chciałbyś dowiedzieć się więcej na temat historii wynalazków opartych na rzetelnych źródłach (które widzisz poniżej) to zostaw w komentarzu sugestię o czym powinienem napisać kolejny post.
Na koniec chciałbym oficjalnie podziękować Jadwidze Woźnik, która to pomogła mi w tym obszernym tekście poradzić sobie z wyzwaniami j. polskiego (czyli wykonała korektę tekstu) i zaprosić Ci do kolejnej części artykułu.
Postanowiłem zamieścić artykuł z magazynu „Utrzymanie Ruchu” – wyd. 01/2016 str. 38,39, którego jestem współautorem, ponieważ poruszamy w nim bardzo ciekawe zagadnienie „dlaczego w Polsce nie ma robotów?”. Jak się okazuje w treści, nie chodzi o …. Sami się przekonacie.
Staraliśmy się używać języka zrozumiałego dla każdego czytelnika (jak zresztą w wszystkich innym artykułach na tej stronie) wiec mam nadzieję, że będzie to przyjemna i lekkostrawna lektura.
Autorzy: Mgr inż. Grzegorz Czekała, trener szkoleń z programowania sterowników logicznych w EMT-Systems sp. z o. o. Centrum Szkoleń Inżynierskich Mgr inż. Agnieszka Hyla, specjalista ds. marketingu i komunikacji w EMT-Systems sp. z o. o. Centrum Szkoleń Inżynierskich
Braki w kadrach
Ostatnie lata minęły przedstawicielom polskiej branży produkcyjnej pod znakiem przeciwdziałania kryzysowi. Problemy ekonomiczne z lat 2008-2010 powoli odpływają w zapomnienie. Przybywa zleceń i zapotrzebowania na produkowane wyroby. Poważnym problemem okazuje się więc niedobór wykwalifikowanych pracowników w różnych obszarach produkcji: automatyce, robotyce, pneumatyce, hydraulice, czy mechanice.
W związku z niedostatecznymi kompetencjami kadr i poszerzającą się luką wiedzy i umiejętności na rynku, coraz więcej firm produkcyjnych decyduje się na większą automatyzację linii. Pozwala to zarówno na zmianę profilu zatrudnianego zespołu, zwiększenie szybkości procesów oraz bezpieczeństwa, optymalizację wykorzystania surowców. Jak i zwiększenie powtarzalności czynności, a w konsekwencji jakości produkowanych elementów.
Spóźniony start Polaków
Mimo wielu zalet automatyzacji produkcji, nasz kraj pozostaje w tyle w porównaniu nie tylko z czołowymi producentami komponentów samochodowych, czy elektroniki na świecie, lecz także w porównaniu do naszych najbliższych sąsiadów [4]. Dobrym miernikiem automatyzacji linii produkcyjnych jest liczba kupowanych przez firmy robotów przemysłowych. Według danych IFR Statistical Department, od lat dziewięćdziesiątych zakup robotów tego typu miarowo rośnie, przy czym wyraźny spadek zaobserwowano w roku 2009 w bezpośredniej odpowiedzi na światowy kryzys gospodarczy. Już rok 2010 to szybki wzrost o 92%. W kolejnych latach wzrost zakupów w tym sektorze był jeszcze bardziej dynamiczny, szczególnie w krajach rozwijających się, o dodatnim PKB, do których zaliczana jest także Polska [5]. Niestety, w porównaniu do pozostałych krajów Europy środkowej wypadamy blado.
Według szacunków Międzynarodowej Federacji Robotyki gęstość robotyzacji w Polsce i wybranych krajach regionu w latach 2003-2011 miarowo rosła, by pod koniec tego okresu ustalić się na poziomie 80 urządzeń na 10 tysięcy mieszkańców. W porównaniu do tej średniej europejskiej najlepiej wypada Słowacja, która plasując się na poziomie 48 robotów na 10 tys. mieszkańców, wykazuje miarowy i systematyczny wzrost robotyzacji. Czechy, które aż do 2008 roku pozostawały w kiepskiej kondycji w tym zakresie, już rok później rozpoczęły dynamiczny, szybki rozwój by w niedługim czasie przerosnąć wyniki Słowaków. W dużo gorszej sytuacji są Węgrzy i Polacy, wykazując miarowy wzrost, lecz na znacznie niższym poziomie – w porównaniu do Europy gęstość robotyzacji w ostatnich latach na poziomie 15 – 25 w przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców. Dane te pokazują, że w porównaniu z większością krajów Europy Środkowo-Wschodniej wzrost poziomu automatyzacji polskiej produkcji jest zdecydowanie zbyt wolny [7].
Automatyzacja świata
Wyznacznikiem sukcesu jest konkurencyjność. Z „Europejskiego Raportu Konkurencyjności 2014” Komisji Europejskiej wynika, że największym minusem polskiej gospodarki są wciąż niewielkie inwestycje w innowacje. Mimo licznych ośrodków wspierających uzupełnianie wniosków o środki finansowe z Unii Europejskiej, Polacy wciąż borykają się z problemami związanymi z opisywaniem innowacyjnych rozwiązań, które planują wykorzystać oraz z wykazaniem innowacyjności już świadczonych usług. Przez to dofinansowania te, choć niezwykle obiecujące i ważne, pozostają na relatywnie niskim poziomie [1]. Nadzieją jest Horyzont 2020 i nacisk kładziony właśnie na innowacje.
W najbliższych latach Unia Europejska wspierać będzie kraje najbardziej rozwojowe, stawiając właśnie na nowe technologie i automatyzację przemysłu. Podobne tendencje utrzymują się na całym świecie. Według Statystyki GUS na rok 2013 w polskich zakładach produkcyjnych działało wówczas 7,7 tysięcy robotów. Dla porównania, w tym samym czasie na świecie pracowało około 1,6 miliona robotów przemysłowych [8]. Z roku na rok na całym świecie rośnie gęstość robotyzacji w przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców. Polska pozostaje w tyle, lecz dzielnie walczy o lepszą pozycję. Dzięki wykorzystaniu automatyki przemysłowej, urządzeń CNC i robotów rośnie komfort i bezpieczeństwo pracy w produkcji. Zwiększa się efektywność linii i jej elastyczność. Co najistotniejsze – podnosi się jakość produktu finalnego. Niezwykle ważnym zagadnieniem jest tutaj niezawodność, która powinna stanowić kluczowy argument podczas doboru kupowanego sprzętu automatyki przemysłowej [2, 3].
Wraz z postępem idzie nauka
W Polsce, roboty przemysłowe i elementy automatyki najczęściej wykorzystywane są do produkcji tworzyw sztucznych, metalowym, elektronicznym oraz automotive. Wciąż pozostaje szerokie pole do automatyzacji przemysłu spożywczego, chemicznego, czy nowych technologii [5, 6]. Jednak wciąż nierozwiązanym problemem pozostaje w takiej sytuacji kształcenie kadr. Razem z postępem automatyzacji, opartym o wykorzystanie coraz nowszych, bardziej zaawansowanych i wymagających technologii, rośnie zapotrzebowanie na wykształcony technicznie personel, świadomie podchodzący do kwestii obsługi, serwisu i utrzymania ruchu linii produkcyjnych i urządzeń. Firmy produkcyjne prześcigają się w rekrutowaniu dobrze wykształconych inżynierów. Już na poziomie studiów pierwszego stopnia, studenci takich kierunków jak automatyka i robotyka, mechanika i budowa maszyn, informatyka, czy inżynieria produkcji otrzymują liczne propozycje praktyk i staży.
Tylko niewielki procent absolwentów tych kierunków nie znajduje dobrze płatnej pracy w zawodzie. Jednak mimo wstępnego przygotowania technicznego, które zapewnia uczelnia, niejednokrotnie konieczne jest przejście dodatkowego przeszkolenia w celu pogłębienia wiedzy i umiejętności praktycznych pracy z maszynami. Na przykładzie sterowników logicznych firmy Siemens łatwo pokazać, iż nowe rozwiązania, lepsze systemy sterowania, zapewniające wyższy poziom niezawodności i lepszą funkcjonalność, pojawiają się na rynku coraz częściej, W najlepszym przypadku – do kilka lat, w najgorszym – co kilka miesięcy powinno się brać udział w kursie aktualizującym wiedzę. Tylko zespół pracowników o odpowiednim wykształceniu, chęci pogłębiania wiedzy i aktualnych umiejętnościach pozwala na efektywną pracę na linii produkcyjnej, czy w parku maszynowym. Implementowanie najnowszych technologii i ciągły rozwój kompetencji pracowników to prosta droga do bezpiecznej i efektywnej produkcji.
Niestety, o personel techniczny jest obecnie coraz trudniej. Dlatego waśnie taką popularnością cieszą się między innymi roboty przemysłowe, na szeroką skalę zastępujące zarówno wysoko wykwalifikowanych jak i nisko wykwalifikowanych pracowników produkcji. Dzięki wykorzystaniu robotów możliwe jest także zwiększenie bezpieczeństwa pracy poprzez wykluczenie działania człowieka w szkodliwych bądź utrudnionych warunkach. Zautomatyzowana linia produkcyjna angażująca roboty przemysłowe w proces nie wymaga zatrudnienia pracowników wykonawczych niższego rzędu, których – także w Polsce – na rynku jest coraz mniej. Pozwala to na obniżenie kosztów produkcji w perspektywie długoczasowej, wynikające z mniejszego poziomu zatrudnienia, a także ograniczenia zużycia surowców oraz minimalizacji liczby produktów wadliwych. Dodatkowo, robot utrzymany w dobrym stanie przez specjalistów utrzymania ruchu, przechodzący regularne przeglądy i remonty, może pracować 24 godziny na dobę, bez przerwy. Dzięki temu znacznie poprawia się wydajność zrobotyzowanej produkcji. Spawanie, zgrzewanie, montaż, paletyzacja – to zazwyczaj procesy wykonywane przez zastępy ludzi.
Dzięki wysokiej elastyczności kupowanego aktualnie sprzętu automatyki przemysłowej, po wykorzystaniu odpowiednich narzędzi wiele linii produkcyjnych może zostać dostosowane do wykonywania każdego z nich. Pozwala to na prawie nieograniczoną reorganizację produkcji bez konieczności wymiany sprzętu oraz umożliwia daleko idące planowanie procesów oraz zwiększanie wydajności produkcyjnej zakładów. Urządzenia zautomatyzowane najczęściej wyposażone są w system monitoringu parametrów kluczowych, sygnalizujących o zbliżających się usterkach. Dzięki temu znacznie łatwiejsze jest planowanie przeglądów i remontów oraz ewentualnych przestojów produkcyjnych w taki sposób, by jak najefektywniej wykorzystać ten czas i zminimalizować jego trwanie [1].
Photo by Franck V. on Unsplash
Co więc jest największą przeszkodą w implementowaniu zrobotyzowanych pracowników w zakładach produkcyjnych? Według wielu źródeł – sceptycyzm i niewiedza. Nie każdy przedsiębiorca wie, jak wiele zalet ma automatyzacja. Dodatkowo, panuje błędne przekonanie, że zakup najnowszej generacji urządzeń uzasadnione jest wyłącznie w przypadku produkcji masowej. Dodatkowo, szczególnie dla Polaków, dla których stosunek złotówki do euro i dolara stanowi o możliwościach zakupowych sprzętu importowanego, ceny jednostkowej robotów, sterowników logicznych, czy systemów monitoringu stanu parku maszynowego wciąż są istotną przeszkodą na drodze ku automatyzacji. Dopiero tworzenie kilkuletnich planów finansowych i rozwojowych ukazuje pełnię korzyści wynikających z zakupu tego typu sprzętu [4]. Dodatkowy koszt stanowi przekwalifikowanie personelu, bądź rekrutacja innego poziomu pracowników. I choć jest to koszt, który należy wziąć pod uwagę, w ostatecznym rozrachunku stanowi on jedynie kroplę, która w ciągu niedługiego okresu zwraca się z nawiązką. Dlatego też warto spojrzeć na działalność swojej firmy świeżym okiem. Zastanowić się, w jaki sposób można zwiększyć skalę produkcji i poprawić jakość wytwarzanych elementów. Szczególnie teraz, w okresie nasilonego wsparcia innowacyjności, inwestycje w nowe technologie stanowią niepowtarzalną możliwość przeniesienia rodzimych, polskich przedsiębiorstw na zupełnie nowy poziom działalności.
[1] Pfeifer T.: Rozwój rynku robotów przemysłowych w Polsce i na świecie, Przegląd Spawalnictwa, 8/2011, Agenda Wydawnicza SIM, Warszawa 2011. [2] Piątek Z.: Robotyka przemysłowa w Polsce i na świecie – sytuacja na rynku po kryzysie, Automatyka, Podzespoły, Aplikacje nr 5/2010. [3] Możaryn J., Piątek Z.: Rynek robotyki przemysłowej bez tajemnic, Automatyka, Podzespoły, Aplikacje nr 12/2008. [4] Jóźwiak K.: Czas na roboty, Uważam RZE, www.uwazamrze.pl, dostęp z dnia 16.01.2016. [5] Neczaj K.: Rynek robotów na świecie i w Polsce, raport wykonany na zlecenie firmy Roboty Przemysłowe, kamilneczaj.com, dostęp z dnia 16.01.2016. [6] Rośnie popyt na roboty – najnowszy raport ekspertów IFR, listopad 2015, robotorum.pl, dostęp z dnia 16.01.2016. [7] Trendy w robotyzacji przemysłu w Polsce i na świecie, inwestycje.pl, maj 2013, dostęp z dnia 16.01.2016 r. [8] Statystyka GUS 2013 „Innowacyjna działalność przedsiębiorstwo 2011-2013”, raport opublikowany 20 II 2015.
Jeżeli wszystko co wiesz na temat Iranu zaczerpnąłeś z amerykańskich filmów i wyobrażasz sobie ten kraj jako scenerię w której rozgrywała się Pustynna Burza to obowiązkowo powinieneś rzucić okiem na poniższe akapity, bo prawdopodobnie mylisz go z Irakiem.
Śniadanie
Pierwszy posiłek tego dnia miałem przyjemność zjeść z koleżanką poznana na CouchSurfingu, z która to zgodziła mi się pokazać jak wygląda prawdziwe życie mieszkańców tej metropolii z naciskiem na spędzanie wolnego czasu 🙂
Tradycyjne śniadanie irańskie to jajecznica ze zmielonymi pomidorami, biały, słony, ser, warzywka, herbata i oczywiście tradycyjny chleb. Może być też podany na słodko z miodem i kremem śmietankowym. Na tym zdjęciu tego nie widać ale to nie jest wysypisko śmieci tylko bardzo przyjemny lokal w ekskluzywnej dzielnicy, z widokiem na góry z jednej strony, a z drugiej na panoramę stolicy. Pod nami (bo lokal jest nad skarpą) przepływa strumyk.
Śniadanie zjedzone w typowej kawiarni, w której siedzi się na podeście z widokiem na całą okolicę. Znajduje się ona w ekskluzywnej okolicy na północ od centrum. Jest tam znacznie chłodniej i przyjemniej – przez czyste powietrze i wiatr. W końcu jak się płaci więcej za czynsz to i więcej się wymaga. Sama dzielnica leży na zboczu 4 tysiącznika, który zimą staje się głównym ośrodkiem narciarskim w kraju. Co bardziej zaskakujące, śnieg na jego szczycie leży cały rok.
Po wspólnym śniadaniu, udaliśmy się na krótki trekking w góry i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że mają tam strumienie. Są też drzewa, wodospady i co kilka metrów małe lokale w których można skosztować lokalnych specjałów.
Tutaj największy z nich to świeżo wyciskany sok z granatów z odrobiną kurkumy do smaku. Naprawdę ładna okolica i nawet nie tak bardzo wysuszona – jak mogłoby się Choć czym wyżej tym gorzej. Trekking niestety był bardzo, krótki. Niepotrzebnie zaopatrzyłem się w wodę i jedzenie na wszelki wypadek. Większość Teherańskich turystów mówiąc trekking ma na myśli godzinny spacer po tym zboczu – półgodzinki do góry i tyle samo w dół. Trochę szkoda, bo taka całodzienna wędrówka mogłaby się okazać za krótka aby dotrzeć na szczyt, więc przygoda pierwsza klasa.
Czy wiedziałeś, że Teheran …
zamieszkuje ponad 12 mln ludzi, a całą aglomerację nawet 16 mln!
leży i stóp masywu górskiego Elburs, którego najwyższy szczyt sięga 5604 m n.p.m.
zimą przyprószony jest śniegiem, a w 2008r nawiedziły go na tyle intensywne śnieżyce, że doszło do paraliżu ruchu lotniczego.
posiada 4 linie metra, 2 lotniska i wiele kilometrów zadbanych autostrad,
jest stolicą Perskiego kraju, a nie Arabskiego! To dość istotna różnica porównywalna do nazwania mieszkańca Sosnowca, Ślązakiem lub nawet katowiczaninem. Tutaj też trzeba na to bardzo uważać.
Samochody
Jak pozyskać miejsca parkingowe gdy 17mln miasto jest już w całości wybetonowane, a aut przybywa?
Odpowiedzią na to pytanie jest takie ruchome cudo. Co do ruchu drogowego to tylko dodam, że pasy na jezdni nie pełnią tu kompletnie żadnej funkcji.
Mało tego. Jeśli ktoś używa migacza, który sygnalizuje zmianę pasa na lewy to znaczy że trzeba go szybko wyminąć! Bo za chwilę wepcha się się przed nas, a tego tutaj nikt nie lubią.
Islam w wersji irańskiej
Uprzedzam że nie będzie to wyczerpujący wykład na temat tej religii, a wyłącznie podsumowanie moich obserwacji i rozmów na ten temat.
Iran jest krajem muzułmańskim, a dotychczas nie spotkałem nikogo religijnego. Koleżanka nie była w stanie odpowiedzieć jak często chodzi się do meczetu bo ani ona, ani jej rodzina, ani znajomi nie praktykują.
Iran to najmniej religijny z wszystkich islamskich krajów
Powszechna opinia Irańczyków o sobie
Zadanie dla spostrzegawczych. Znajdź przynajmniej jedną osobę, która nie przyszła do meczetu aby pobawić się telefonem w chłodnym wnętrzu.
U nas w kościele nie wypada bawić się telefonem. A tu ludzie przesiadują w meczetach aby się ochłodzić i pograć na telefonie albo porozmawiać.
Na zdjęciu widać chłopaka bawiącego się telefonem opartego o samo „serce” meczetu. Ci nieliczni religijni mieszkańcy Teheranu gdy przychodzą do tego meczetu to oddają też cześć właśnie temu co za kratami. Bardzo dziwna sytuacja.
Na temat tej religii jeszcze nieraz się rozpisze w kolejnych postach.
Na powyższym zdjęciu widać jeden z najładniejszych meczetów jakie odwiedziłem. Całe wnętrze jest wypełnione malutkimi lusterkami przyklejonymi do ściany. (zdjęcie poniżej)
Imprezy – jak to naprawdę wygląda
W Islamie oficjalnie nie można pić alkoholu. Jednak prawdopodobnie każdy student kiedyś go próbował (wszyscy znajomi mojej przewodniczki) , ponieważ na imprezach (prywatkach, bo oficjalnych imprezowni tutaj nie ma ) picie nie należy do rzadkości.
Główną rozrywką dla mieszkańców tej metropolii są kawiarnie i muzea. Nie ma tu klubów, pubów, pijalni piwa i wódki czy dyskotek. Nie ma nawet wielu boisk i sal gimnastycznych. Główna aktywność mieszkańców to rozmowy i jedzenie. Rowerów w tym mieście też nie ma. Prawdopodobnie przyczyną niepopularności uprawiania sportów na „świeżym” powietrzu jest temperatura, smog i kurz.
Kilka zdań na temat mody
Kobieta musi zakrywać ciało tylko w towarzystwie obcych ludzi, czyli na ulicach i w samochodzie. Jeśli nie ma chusty założonej na włosy, gdy prowadzi samochód mogą go jej odebrać na 21 dni. Ten przepis jest akurat bardzo uciążliwy i trochę niebezpieczny, bo kobiety zamiast patrzeć na drogę, uważają czy nikt nie robi im zdjęć
Część kobiet ma wielki dystans co do narzuconego stroju przez władzę.
Co do tematu krótkich spodenek, które bez problemu można kupić w centrum handlowym, to kobiety mogą je ubierać publicznie tylko do 10 roku życia, a mężczyźni do 15. Później wyłącznie na plaży (choć tylko mężczyźni). Pora na obalenie kilku mitów: można publicznie chodzić za rękę, można zgadywać do samotnych kobiet. Większość kobiet idzie tu na studia… a potem zostaje w domu. Kobiety wychodzą za mąż zwykle od razu po skończeniu nauki na uczelni, na których to znajdują sobie męża (zwykle nie mają zbyt wiele innych okazji).
W Iranie nie ma najmniejszego problemu aby zakupić wyzywające ubrania, ponieważ są tutaj nowoczesne centra handlowe i międzynarodowe sieciówki. Usłyszałem od pewnej dziewczyny z Azerbejdżanu, że podobno Iranki aby odreagować (narzucone im rządowe ograniczenia) w domach ubierają się bardzo bardzo wyzywająco. Idąc tym tokiem myślenia, możemy być pewni, że tego rodzaju sklepy na pewno szybko tam nie upadną 🙂
Kolejny nocleg na CouchSurfingu
Drugiego dnia znalazłem nocleg u gościa, który dziś wyjeżdża do Turcji na 10 dni. Trochę dziwne ale tak jest. Śpię w mieszkaniu hosta który właśnie wyjechał na swoje pierwsze zagraniczne wakacje w wieku 28 lat. Zostawił mi klucze i zapewnił towarzystwo współlokatora z którym prowadzę dyskusję przez Google translator – da się.
Aby wyjechać za granicę trzeba w zależności od płci : albo mieć zgodę taty albo odbyć obowiązkowe dwa lata służby w męskich służbach mundurowych. Możesz być strażakiem, wojskowym czy innym mundurowym w zależności od upodobania. Wtedy dostaje się paszport i jest się wolnym. W kolejnych dniach rozmawiałem z ludźmi na temat religii i okazało się, że to bardziej skomplikowane niż myślałem. Osoby, które nie wyznają islamu (bo wbrew pozorom w Iranie też można ich spotkać o czym wspomniałem w oknie ciekawostki powyżej), czy też inni uprzywilejowani podlegają zupełnie innym przepisom.
Przed wyjazdem hosta pogadaliśmy o polityce, religii itp. Tak się wkręcił, że pokazał mi notki z Wikipedii i filmiki na YouTube. Odbyłem naprawdę interesujący wykład. I tak jak reszta osób nie jest religijny, ani nie jest zwolennikiem rządu.
Aż tak miło
Na koniec dodam, że ludzie są tu naprawdę bardzo mili. Kilkukrotnie zagadywali do minie w metrze tylko po to aby się przywitać, przedstawić i życzyć miłego dnia. Raz usłyszałem i później zobaczyłem na telefonie, że jestem podobny do jednego z ich piłkarzy. A co najciekawsze to fakt, że po zamienieniu dwóch zdań potrafią milczeć przez następne 15 min. Mimo to, przed wyjściem z metra podadzą rękę na pożegnanie i powiedzą coś na odchodne:) Bardzo pozytywnie. Niby to taki głupi drobiazg ale gdy tak wszyscy się zachowywali – poza tym, że uważalibyśmy ich za wariatów – wszędzie było by milej.
Z innej beczki
Dziewczynki do szkoły muszą zakładać mundurki, to znaczy czarne czadory.A tutaj wspólne zdjęcie z moją koleżanką / przewodnikiem poznanym na CS (CouchSurfingu)Persowie kochają kafelki i tego typu wzorki. Najpiękniejszymi z nich podziel się z Wami w kolejnych postach.Zlot foodtrucków, a tam miedzy innymi kebab. Czuję się teraz jakbym był w Polsce 🙂 A na koniec deser. Bardzo popularny deser w tej części świata, który my byśmy nazwali dziwnymi lodami w formie makaronu a oni nazywają faLODAMI.
Na sam koniec komentarz czytelnika: dmk5712 Jak już obalać mity, to rzetelnie. 🙂 W Iranie sytuacja kobiet w porównaniu do innych muzułmańskich krajów, jest dość niezła. Dodatkowo ponoć reżim tam łagodnieje, bo obawia się kolejnych rewolucji. Tak wiec w Iranie akurat kobiety maja dość dużo swobody, mogą prowadzić samochód czy nie muszą się od stop do głów zakrywać, ale świat arabski jest bardzo zróżnicowany. W takiej Arabii Saudyjskiej już sytuacja kobiet będzie się trochę różnic od tej w Iranie czy Omanie 😉 Dla mnie nie obalasz żadnego mitu a możesz wręcz wprowadzić dezinformacje.Publiczne chodzenie za rękę czy zagadywanie do samotnych kobiet w tych bardziej liberalnych krajach może i działa, ale to nie znaczy, ze w całym arabskim świecie jest dozwolone. 🙂
Przewodnik zakupiony sześć miesięcy wcześniej, bilety cztery, a wizy załatwione miesiąc temu. Noclegi po części już ogarnięte przez internet u „losowych” osób, a transport to jak zwykle autostop. Słodycze z Polski już w plecaku, koszulka z symbolami skończona no i pamiątkowe naklejki dla pomocnych też wydrukowane. Można ruszać 🙂
Na lotnisku w Teheranie
„Czasem życie pozytywnie Cię zaskoczy, a za chwilę…” Jeszcze nigdy w życiu nie miałem takiej huśtawki pozytywnych i negatywnych przygód podczas podróży.
W samolocie z Pragi siedziały przede mną dwie Polki. Później w samolocie ze Stambułu poznałem dwóch Polaków którzy lecieli do Iranu na 2 tygodniowy trip. Pomyślałem – fajnie. Nie będę jedynym Europejczykiem w Iranie.
Gdy Ci dwaj poszli wyrobić sobie na teherańskim lotnisku wizy i wykupić ubezpieczenie, byliśmy zmuszeni się rozstać. Ja już wizy miałem załatwione w Polsce poprzez agencję specjalizującą się w tej papierkowej robocie. Przed nimi natomiast pół nocy stania w kolejce (a było już po drugiej). Gdy podszedłem do kontroli paszportowej znowu usłyszałem język polski. Tym razem stała przede mną parka z Warszawy.
Negocjacje
Cała nasza trójka przeszła odprawę bez problemu. Chwilę później, poleciałem wymienić dolary na IRR (riale) choć ceny podawane są i tak w tomanach, ale o tym później.
Kolej na taksówkę. Postanowiliśmy się targować. Słyszałem z kilku źródeł, że cena dojazdu z lotniska do centrum to ok 70 zł., więc postanowiliśmy zacząć od 50. Podchodzę stanowczo do pierwszej z taksówek i rzucam kwotę po przeliczeniu- 50zł. Kierowca w języku migowym pokazał, że mało. No to udaliśmy się do drugiej taksówki. Sytuacja się powtórzyła. Kurcze, gorzej niż w Azji z tym targowaniem. Nie są za bardzo chętni do negocjacji. Kolejny trzeci już taksówkarz wskazał nam palcem na tabliczkę przyczepioną do słupka za naszymi plecami. To był cennik. Okazało się że ceny są narzucone, przez miasto. To dobrze. Nikt nikogo nie naciąga. Choć słyszałem, że niektórym osobą udaje się zejść z ceną nawet do 30 zł.
Podczas jazdy okazało, że Irańczycy są nie tylko złymi, ale okropnymi kierowcami. Pomimo tego, że drogi mają super. Jazda zygzakiem na trzypasmowej drodze, od prawej do lewej to norma. Wyprzedzanie w korku też ujdzie. Rzuciło mi się w oczy, że autobusy są malowane zwykłymi farbami do metali lub drewna, bo widocznie szkoda pieniędzy na lakier skoro i tak zaraz będzie karoseria znowu wgnieciona.
Jazda pod prąd? Czasem trzeba. Skutery mogą wszystko! Chodnik jest w takim samym stopniu dla kierowców jak i dla pieszych.
Przygoda z policją
Gdy taksówka dotarła pod wskazany przeze mnie adres wyskoczyłem z niej, uprzednio płacąc 1/3 stawki. Szybkim krokiem udałem się w stronę mieszkania hosta, którego znalazłem przez internet na CouchSurfingu. Nagle podjechał ciemny samochód z panami w czarnych koszulkach. Zaczęli zadawać wiele pytań taksówkarzowi, który jeszcze nie zdążył odjechać. Później przyszła kolej na mnie. Panowie w czerni zadawali liczne pytania za pośrednictwem taksówkarza, ponieważ angielski nie należał do języków, które znali.
Następnie poproszono mnie abym zadzwonił po hosta, a ja na to, że nie mam numeru telefonu. Więc wykorzystaliśmy domofon i czekaliśmy we trójkę (taksówka z Polakami pojechała dalej) aż zejdzie. Po 10 minutach właściciel mieszkania w piżamie i z przerażoną twarzą dołączył do nas. Nagle zbladł i na moich oczach zalał się potem. No to nieźle – pomyślałem. Pewnie teraz ktoś na kimś wykona egzekucję, a jako, że ja nie jestem stąd …. Przez dobre kolejne 15 minut host odpowiadał na pytania, nie patrząc nawet w moją stronę.
Po kolejnych 15 minutach rozmowy z facetami w czerni, pozwoliłem sobie zapytać o co chodzi i kto to tak właściwie jest?
Okazało się że jest to policja obywatelska. Gdy dostrzegli, że na TEJ dzielnicy zatrzymuje się po 3 w nocy taksówka wzbudziło to ich zainteresowanie. Niby nie ma w tym nic złego, a jednak. Jak wszyscy wiemy, ja jestem obcokrajowcem, a ta dzielnica zalicza się do dzielnic rządowych. Jest pod specjalnym nadzorem. Nie powinni przebywać w niej obcokrajowcy, a już na pewno nie mogą w niej nocować. Obawiają się za pewne zamachów terrorystycznych ze strony wyznawców innych religii (to oczywiście tylko moja głupia insynuacja).
Kolejne „tajne” papiery
Po kolejnych 15 min podjechał do nas skuter z dwoma wydrukowanymi kartkami papieru, które musiałem uzupełnić.
Tam znalazłem standardowe pytania, które znamy doskonale z naszych papierkowych protokołów gdy zostajemy zaczepieni przez policję na ulicach np. Katowic. Jak się nazywam, czy jestem katolikiem, po co tu przyjechałem, dlaczego akurat Iran i co mam w bagażu.
Patrzę na mój 17 kg plecak, potem na nich i pytam „czy naprawdę mam wszystko wymienić?”. Po chwili zastanowienia odpowiedzieli, że nie. „Tylko te duże i droższe rzeczy. Wpisz komputer, smartfon itp.” Ok. Tak też zrobiłem.
Gdy skończyłem zaczęło się robić jeszcze dziwnej. Zaczęli mnie przepraszać za całe zajście. Prosili abym nie postrzegał tego kraju przez tą sytuację. I znowu tłumaczyli, że to ich praca i obowiązek, ale nic personalnego. Zrobiło się naprawdę miło. Może teraz zrobią wyjątek i będę mógł tu zostać. Ale nie. Kazali mojemu niedoszłemu hostowi pomóc mi w znalezieniu hostelu i pojechali.
Pytam się go co teraz? A ten, że jeszcze jest zamurowany całym zdarzeniem i marzy tylko aby wyjechać z tej dzielnicy (pomimo, że tu mieszka). Po 10 minutach byliśmy już w innej dzielnicy gdzie dotarliśmy Irańską wersją Ubera. Wtedy dopiero zaczęliśmy analizować cała sytuację na spokojnie. Zaproponował hostel. Zadzwonił do niego, a tam full.
Gdy zaczęliśmy szukać innego napotkaliśmy 3 turystów z dużymi plecakami. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że też szukają noclegu. Później, że też są z Polski. Mieli zresztą reklamówkę z Biedronki, której nie dostrzegłem na początku. W takim razie wynajęliśmy pokój razem w jednym z podrzędnych hotelików.
Wielki Bazar – największy w Iranie
Wielki Bazar ciągnie się …. właściwie to nie wiadomo jak daleko. Aby tego było mało, to miejscami ma on kilka poziomów.
W gruncie rzeczy, ani to ładne, ani zadbane (przypomina raczej
niedokończoną budowę) i nawet dawnych wieków w nim nie odczujesz.
Porównując go do Wielkiego Bazaru w Stambule to naprawdę słabo. Ale
warto poczuć ten „rozmiar”, podobno ma on znaczenie. Jeśli jest ktoś w
stanie się w nim odnaleźć to podziwiam, mnie to słabo wychodziło.
Uliczki ciągną się całkowicie chaotycznie. Gdyby przynajmniej był
poprowadzone w liniach prostych byłoby łatwiej, ale nie są. Dwa
ostrzeżenia. Trzeba uważać na kieszonkowców i na tragarzy z wyładowanymi
wózkami. Każdy handlarz jakoś musi dowozić towary do swoich straganów.
Jako, że nie ma innej opcji wszyscy korzystają z wąskich alejek.
Tragedia.
Wieża Azadi – wizytówka Teheranu
Azadi oznacza „wolność”. Została wybudowana na 2500 lecie imperium Perskiego w 1971r. Chciałbym powiedzieć, że koniecznie trzeba tutaj przyjechać ponieważ jest to najbardziej rozpoznawalna budowla w stolicy ale tak nie powiem. Wokoło nic nie ma. Dojazd jest łatwy ponieważ z dwóch stron placu na którym ją wybudowano są stacje metra. Powinieneś ją odwiedzić tylko jeśli interesujesz się architekturą. Wtedy będzie to dla Ciebie prawdziwa atrakcja. I tylko wtedy.
Czy dobrze zapuścić brodę przyjeżdżając do tego kraju? NIE, ale o tym będzie później.
Dyskryminacja w metrze?
Na zdjęciu widać wagon metra „tylko dla kobiet”. Ale to nie oznacza, że są też wagony „tylko dla mężczyzn”. Te są tylko dla kobiet, a pozostałe dla wszystkich.
A to zaskoczenie
Jeśli kobieta chce jechać z facetami to może (oficjalnie w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, ale widziałem też samotne). Co mnie bardzo zaskoczyło to fakt, że podziału na wagony męskie i żeńskie nie ma w Insfahanie (kolejna miejscowość, którą później odwiedzę). Ciekawe dlaczego? Wydaje mi się, że to ukłon władz stolicy w stronę kobiet. Zwykle w tej damskiej części jest mniejszy tłok. Mężczyźni podróżują z zakupami, zwierzętami i myślę, że sardynki w konserwie mają więcej miejsca, niż mężczyźni w Teherańskim metrze. Ale wracając do kobiet. Chyba, żadna z nich nie chciałaby aby 10 mężczyzn się do niej „tuliło”, czy przypadkiem obmacywało. Dlatego też moją osobne wagony. Tak myślę.
W Iranie ludzie nie potrafią korzystać z metra. W Singapurze, były zatrudnione specjalne osoby, które układały ludzi w równych kolejkach do poszczególnych drzwi (link). To jest kultura. Tutaj jest całkowicie odwrotnie. Jeśli wagon jest już w 100% wypełniony to oznacza, że nikt już sam nie da rady wejść do środka. Dlatego trzeba mu pomóc i go wepchać. Naprawdę! Byłem świadkiem jak ludzie pomagali wepchać innych na siłę do środka. Do pełnego wagonu na spokojnie jeszcze wejdzie 5, a może i 10 osób.
Dzieci pamiętajcie że najbezpieczniej zawsze przechodzi się po pasach (tak jak one) Kobiety są znacznie mniej ograniczone w tym kraju niżby się nam to mogło wydawać ale trzeba przyznać, że są miejsca gdzie kobiety z świecą szukać.Dokładnie tak sobie wyobrażałem dworzec w Irańskiej stolicy
Odwiedzając Gruzję po raz drugi (w 2018 roku) spotkałem się z pewnym malutki ale jednak powszechnym problemem. Jak tanio dojechać z lotniska w Kutaisi do celu podróżny i jak później na nie wrócić. Po przeszukaniu internetu znalazłem kilka starych wskazówek, które jednak zwykle nie prezentują dwóch najtańszych opcji…
Warto podkreślić
Na lotnisku w Kataisi bez problemu spędzimy noc. Możemy przespać się na szerokich kanapach lub sztucznej trawie pod „szklanym dachem” do tego celu zaprojektowanej i podładujemy telefon pod ręką za pomocą jednego z licznych gniazdek. Dostępne jest też darmowe sprawnie działające WiFi i darmowe ubikacje.
Wylądowałem i co dalej?
Po przylocie i szybkiej odprawie paszportowej polecam wybrać się do bankomatu (jednego z dwóch na lotnisku) lub jedynego kantoru. Lokalna waluta czyli lari będzie nam niezbędna aby udać się w dalszą podróż.
Jak wyjechać z lotniska w Kutaisi?
Tutaj pojawia się dość szeroka gama możliwości.
najdrożej i najwygodniej – taksówka
Do centrum Kutaisi mamy ok 25km ta przyjemność będzie nas kosztować ok 10-20 lari w zależności od umiejętności negocjacji z kierowcami,
Do Mestii – jeżeli wybierasz się w góry to najprawdopodobniej tak jak ja wybierzesz region Swanetii, który polecam z całego serca (o tym w kolejnych postach). Na lotnisku spotkałem parę z Polski dlatego zgodnie z słowami klasycznej piosenki „było nas trzech”, a właściwie to nas troje. Pierwsza cena rzucona przez kierowcę to 80 euro za przejazd (ponad 200km i jakieś 4h jazdy).Później udało się zejść do 60 euro i pojechaliśmy.
UWAGA. Trzeba tylko uważać aby nie zapłacić za taksówkę, a później pojechać busikiem (marszrutką) bo kierowcy czasem lubią zabrać kasę, przejechać pół drogi i wsadzić nas w inny znacznie tańszy transport. Trzeba wtedy się wykłócić, że zapłaciliśmy za samochód, a nie busika (dwu lub nawet 3 krotnie tańszego).
Tbilisi, Batumi – Podobnie jak powyżej. Bierzemy taksówkę. Negocjujemy 20-25 % i jedziemy (niestety aktualnych cen nie znam bo miałem okazji jechać w innych kierunkach).
tańsze – busiki zorganizowane
Mamy tutaj do wyboru zakupić transport już na stronie Wizzair podczas zakupu biletu lotniczego albo na stronie internetowej ogólnokrajowego przewoźnikaGeorgiaBUS lub u lokalnych kierowców. Ceny biletów to 5 lari do centrum, 15 do Batumi i 20 do stolicy. Na lotnisku są też podobno kasy tego przewoźnika, choć ja osobiście korzystałem z zakupu u kierowcy (gdy wracałem z Batumi).
najtańsze – marszrutki lokalne max 2 lari
Nie wiem dlaczego nie trafiłem na informacje o tym transporcie w internecie skoro to najtańsza opcja, dlatego podzielę się z nią z wami. Na głównej drodze przebiegające przy samym lotnisku znajduje się trasa przejazdu lokalnych busików, które jeżdżą z miejscowości Samtredia do Głównego Dworca Autobusowego w Kutaisi (centrum miasta z autobusami, busikami w wszystkich kierunkach).
Wystarczy stanąć przy drodze w dowolnym miejscu, bo o oficjalnym przystanku można zapomnieć. Następnie mając za plecami lotnisko wyczekać aż z lewej strony nadjedzie busik z karteczką za przednią szybą z dziwnymi szlaczkami i do niego pomachać. Po krótkim wyczekiwaniu powinniśmy jakiegoś złapać. Warto upewnić się u kierowcy czy aby jedzie do centrum Kutaisi, choć tak naprawdę nie bardzo ma gdzie indziej jechać. Płatne przy wysiadaniu 1 – 2 lari. Z dworca do części turystycznej dostaniemy się np. busikiem linii 1 za 0.4 larii.
Bez większego problemu na tej samej drodze złapiemy autostop w dowolnym kierunku.
Nie powinniśmy też zapominać, że w Gruzji funkcjonują koleje państwowa. Siatka połączeń jest bardzo skromna ale umożliwia przetransportowanie się pomiędzy głównymi miastami (np Tbilisi – Batumi) w nocy dzięki czemu zaoszczędzimy jeden dzień na podróż i trochę gotówki za nocleg.
Jak dojechać na lotnisko w Kutaisi?
Podróż w tą stronę zwykle jest odrobinę bardziej napięta dlatego jeśli nie mamy nadmiaru czasu autostop lepiej sobie odpuścić.
Dojazd z Kutaisi
– każdemu polecam aby dzień, a najlepiej dwa przed wylotem udać się do tego bardzo niedocenianego miasta. Po pierwsze lotnisko mamy na wyciągniecie ręki, a po drugie oferuje ono bardzo wiele atrakcji (o czym w kolejnych postach).
Najsensowniej z dzielnicy turystycznej dojechać linią autobusową nr 1 (0.4 lari) lub przespacerować się (ok 1 godzinki) na dworzec autobusowy na Ilia Chavchadze Avenue (obok Dworca kolejowego Kutaisi 2, McDonalda, Grand Mall). Marszrutki przejeżdżające obok lotniska zatrzymują się po drugiej stronie drogi. Najlepiej pytać kierowcę każdej z nich czy jedzie na lotnisko lub w kierunku Samtredia (docelowej miejscowości) bo niestety z karteczki za przedniej szyby nie wiele uda nam się odczytać. Koszt to 1 – 2 lari (ja płaciłem dwa przy wysiadaniu ale podobno lokalni płacą mniej).
Bez większego problemu z każdej części miasta znajdziemy taksówkę, która podrzuci nas na lotnisko. Przewidywany wydatek to 10-20 lari w zależności od tego jak bardzo potrafimy się dogadać.
Z pozostałych kierunków najwygodniej dostać się GeorgiaBUSem. Na intuicyjnej stronie internetowej dowiemy się skąd busiki odjeżdżają, a bilet zakupimy u kierowcy. W przypadku podróżowania większą grupą polecam zakupić bilet przez internet albo uprzedzić przewoźnika bo w sytuacji nieplanowanego tłumu chętnych może dość do stresujących wydarzeń.
Po dokonaniu odprawy online, nawet podróżując tylko z bagażem podręcznym trzeba udać się do odprawy po prawej stronie od kontroli bezpieczeństwa (tam gdzie odprawa bagażu rejestrowanego). Bardzo wiele osób o tym nie wie i często dochodzi do zmieszania turystów, którzy podchodzą z wydrukowaną „kartą pokładową” do kontroli bezpieczeństwa, a tam odsyłani są z kwitkiem.
Gruzini żyją bardzo powoli dlatego jeżeli przed wylotem z samego rana (przed 9.00) będziemy chcieli zakupić coś do jedzenia możemy mieć z tym mały problem na mieście, a lokal na lotnisku ma średnią ofertę gastronomiczną.
Przed wejściem do samolotu w strefie bezcłowej za 2 lari można zakupić sobie buteleczkę wody mineralnej, która może się przydać podczas 3 godzinnego lotu.
Rajzyfiber
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
To jest mój ulubionypost z tego kraju, ponieważ zawarłem w nim wiele z tego co było dla mnie wielkim zaskoczeniem.
Pierwsza rzecz, która już mogła rzucić Ci się w oczy to te dziwne dość stare (jak na Singapur to bardzo stare) zabudowania z zdjęcia na górze strony. W tym nowoczesnym kraju możesz znaleźć kilka zabytkowych zabudowań z okresu kolonialnego!
Na początek coś na temat fasoli, a konkretnie zupy fasolowej. W tym kraju zupę z zielonej fasoli zjada się jako deser, a nie danie główne. Podobnie z kilkoma innymi potrawami na ciepło.
Singapurskie lotnisko należy do najnowocześniejszych na świecie. Kontakt człowiek – człowiek (obsługa) został do tego stopnia ograniczony, że pierwszy kontakt następuje dopiero bezpośrednio przed wejściem na pokład samolotu. Wcześniej nie ma żadnych bramek i zbędnych kontroli.
Ten mężczyzna który aktualnie próbuje kupić bilet na metro na lotnisku w Singapurze nie jest koszykarzem. Po prostu ktoś zamontował ten automat za nisko, w taki sposób, że sięga do kolan normalnemu Europejczykowi. Co roku odwiedza to lotnisko ponad 50 mln pasażerów !!!! z czego bardzo duży procent korzysta z tej stacji metra i tego automatu ….. Może to rozwiązanie dla najmłodszych?
Pierwszy raz się spotkałem z tym aby główna trasa turystyczna od jednej atrakcji miasta do drugiej przebiegała przez samo serce hotelu. Nie byle jakiego hotelu bo to przecież Marina Bay Sands, który stanowi jedną z atrakcji miasta. Idą od tych niezwykłych drzew nad zatokę przechodzi się przez kładkę zamontowaną nad głównym holem i restauracją hotelu.
Słyszałem, że w tym kraju istnieje bardzo wiele zakazów i wysokich kar. O wielu z nich tylko słyszałem. Część udało mi się potwierdzić takimi tabliczkami. Jeśli jesteś na stacji metra – jeszcze przed wejściem do pociągu – to za spożywanie napojów grozi Ci grzywna 500 $ singapurskich. Czasem ciężko było się opanować, na dworze +30 stopni, a tu gdy masz chwilę aby odsapnąć nie wiele Ci wolno. Palić to właściwie wszędzie niewolno. O przewożeniu materiałów łatwopalnych też możesz zapomnieć i co najciekawsze owoców też nie. Nie można przewozić środkami komunikacji miejskiej bardzo popularnego owocu w tej części świata jakim jest durian. Dlaczego? Sam nie wiem. Choć może to mieć związek z tym, że owoc ten otrzymał tytuł najbardziej śmierdzącego owocu na świecie. Może o to chodzi? 😉 W metrze nie wolno używać rolek, hulajnogi, deskorolki, przewozić nie tylko owocu duriana ale też zwierzątek czy rowerów. Można spotkać się też z zakazem żucia gumy w miejscach publicznych. O posiadaniu narkotyków i wandalizmie nawet nie mówiłem. Za posiadanie marihuany można dostać karę śmierci, nie wspominając o mocniejszych środkach. Za namalowanie graffiti na ścianie wymierzana jest kara chłosty. Kilka lat temu grupka zagranicznych graficiarzy została zbiczowanych właśnie za takie przestępstwo.
Kilka ciekawostek na temat ruchu drogowego w Singapurze
Podwójna ciągła oznacza miejsca na drodze gdzie wolno się zatrzymywać, natomiast pojedyncza łamana to miejsca gdzie występuje zakaz zatrzymywania się i postoju. Zaczyna się robić trochę dziwnie.
Po pierwsze obowiązuje ruch lewostronny.
Po drugie jeśli jesteś obywatelem tego kraju przed zarejestrowaniem samochodu musisz pokazać władzy, że masz wykupione miejsce parkingowe. O parkowaniu gdzie popadnie w tak poukładanym kraju możesz zapomnieć.
Po trzecie podatki jakimi obarczony jest nowy pojazd należą do jednych z najwyższych na świecie i wynosi 110% wartości pojazdu – a to nie jedyny podatek za samochód.
Czerwone światło dla pieszych jest tutaj najmniej przestrzeganym zakazem. Sam zaskoczyłem się kilka razy, jak widziałem ludzi przebiegających przed pojazdami na przejściu dla pieszych gdy to powinni grzecznie czekać na swoją kolej. Mieszkańcy Singapuru nie będą rzuć gumy gdy zobaczą zakaz ale jakoś do czerwonego światła mają mniejszy sentyment.
Z innej beczki
Tak wygląda kawa na wynos.
Kubeczki plastikowe też znają ale ta forma jest o wiele bardziej praktyczna!
Jeżeli przemieszczasz się skuterem lub rowerem to jak do niego zamontujesz jednorazowy kubeczek?
Transport 100 woreczków jest nieporównywalnie bardziej ekonomiczny niż gotowych droższych plastikowych opakowań.
I kończąc. Jeżeli kupujesz 4 kawy na wynos to nie potrzebujesz do nich osobnej siateczki do transportu! Mają łeb na karku!
To nie jest sklep zoologiczny ale dział mięsny na jednym z targowisk. Żywe zwierzęta na stanowiskach z jedzeniem gwarancją świeżości produktów.
W 30 stopniowym upale wszyscy chcą zarobić. Z czegoś w końcu trzeba te świątynie utrzymać. Część obszaru świątyń nie jest zadaszona dlatego można w nich znaleźć automaty z zimnymi napojami. Ogólnie w każdym azjatyckim kraju, który odwiedziłem w miejscach przeznaczonych dla turystów – serca dżungli, jakieś starożytne budynki – łatwiej było dostać te zachodnie napoje niż jakieś regionalne czy choćby świeże soki.
Pierwszy raz spotkałem się z tym aby świętej figurce wkładać w usta zapalone papierosy. Później ktoś przychodzi i wypalony papieros odkłada do popielniczki, a kolejny wkłada na jego miejsce.
Tak podejrzewam, bo właściwie to nie byłem świadkiem tej procedury.
A może ta figurka, która sądząc po wyrazie twarzy nie przepada za paleniem sama, wypala kolejnego …..
Kto wie?
Pani z zdjęcia obsługuje kolejki na stacji metra. Podkreślę, że nie kolejkę metra ale kolejki ludzi do pociągu metra.
Jej zawodowe zadanie to tak operować ludźmi stojącymi na stacji metra, aby wymiana pasażerów następowała w jak najkrótszym czasie. Jeżeli do któregoś wejścia jest dłuższa kolejna niż do następnego to taka sytuacja jest pozbawiona sensu i niedopuszczalna.
Metro funkcjonuje w tym kraju jak jedna wielka szwajcarska maszyna. Wszystko jest zautomatyzowane, większość pociągów nie posiada motorniczego i przyjeżdża co 120 sek. nawet w weekendy!
Coś dla fanów Adama Małysza.
Taka toaleta nie jest dla mnie wielkim zaskoczeniem ponieważ spotkałem ja już wielokrotnie w róznych częściach świata ale warto o niej wspomnieć.
Tak zwana ubikacja na „Małysza” jest powszechnie wykorzystywana w krajach islamskich choć jak widać przyjęła się i tutaj. Można ja spotkać też na bałkańskich uczelniach choćby w Macedonii. Co ciekawe lekarze uważają, że taka konstrukcja pod wieloma względami jest zdrowsza niż ta, którą wykorzystujemy w naszych domach. Ale to temat na inną notatkę …
Porządek i dyscyplina to w tym kraju taki sam standard jak w Polsce rosół w niedzielę na obiad.
Nie kończąc jeszcze tematyki toalet warto pokazać jakie komiksy można w nich znaleźć. Pierwszy z nich mówi aby spłukiwać wodę po skorzystaniu z toalety. Niby sprawa oczywista ale zaskakujące jest to, że jeśli tego nie zrobimy możemy dostać mandat. Słyszałem, że policja potrafi wejść do ubikacji i sprawdzić czy spuściłeś w niej wodę, a jeśli nie to … mandat.
W jaki sposób nauczyć swoich obywateli dobrych nawyków jeśli mówią oni w kilku całkowicie różnych językach? Najłatwiej poprzez obrazki, ewentualnie komiksy. I tak właśnie władze Singapuru rozwiązały ten problem. W całym kraju można znaleźć wiele komiksów uczących ludzi dobrych manier. Bardzo pozytywne jest to, że zwykle zawierają one sporą dawkę humoru.
Przede wszystkim z niezwykłych „Super drzew”, hotelu Marina Sand Bay, niezliczonych wieżowców, znienawidzonego przez mieszkańców posągu pół lwa pół ryby i codziennych ogromnych spektakli artystycznych woda – światło – dźwięk.
Jeśli ktoś zastanawia się ile musi poświęcić czasu aby to wszystko na spokojnie zobaczyć, to już podpowiadam. Trzeba na to poświęcić od 6 do 8 godzin. Wliczając w to odprawy na lotnisku. Więc jeśli ktoś się zastanawia czy warto opuścić lotnisko w tym niezwykłym, niedużym kraju czekając na przesiadkę to odpowiadam, że TAK. Poniżej zamieszczam plan na 6 godzin zwiedzania.
Na czerwona zaznaczyłem trasę obowiązkową, a na niebiesko to co moim zdaniem warto dodać do trasy czyli samo serce dzielnicy wieżowców.
Plan 6 godzinnej wycieczki po Singapurze
Wystarczy wysiąść na trasie metra z lotniska na „City Hall”. W odległości ok 300 m znajdziemy symbol Singapuru Merlion czyli pół lwa pół rybę.
Następnie kierując się wybrzeżem na Marina Sand Bay podziwiamy z prawej naszej strony gigantyczne wieżowce, jeśli nam czas pozwala możemy na chwilę skręcić w prawo (niebieskie kropki) i wejść na dzielnicę biznesową. Osobiście polecam taką wycieczkę ponieważ w Europie nie ma ani jednego miasta w którym możemy doświadczyć obecności, aż tylu tak wysoki budynków.
Pokazy świetlne na Marina Sand Bay
Wracając na nabrzeże kierując się w stronę Marina Sand Bay jeśli mamy szczęście trafimy przed wejściem do słynnego hotelu na jedno z kilku show, które odbywają się na zatoce. Nd – Czw 20:00, 21:30, Pt i Sb 20:00, 21:30, 23:00. Przedstawienie trwa standardowo 15min.
Pokaz łączący z sobą, tańczące fontanny, muzykę i rzutowanie filmów na ścianie wody nie jest dziś czymś wyjątkowym. Tutaj natomiast mamy jeszcze dołożone gigantyczne lasery umieszczone na dachu hotelu i przepiękny widok na podświetlone drapacze chmur z lewej strony „sceny”. Po zakończonym przedstawieniu możemy przejść kładką przez wnętrze słynnego hotelu na jego drugą stronę gdzie trafimy prosto na kolejny symbol miasta czyli gigantyczne sztuczne drzewa.
Superdrzewa show
Jeśli jesteśmy wielkimi szczęściarzami to trafimy na kolejne codzienne show. Tym razem same światła i dźwięki. Ta atrakcja Singapuru prezentowana jest codziennie dwukrotnie (19:45, 20:45, w weekendy dodatkowo o 21:45). Przedstawienie to trwa 15min. Natomiast aby podziwiać ją z kładki rozwieszonej pomiędzy drzewami trzeba pojawić się na miejscu przez 21:40 min bo wtedy jest ostatnie wejście na kładkę. Jeśli goni nas czas to można wrócić na lotnisko metrem z podziemi Hotelu Merina Sands May , po drodze wskoczyć do jednego z sklepów spożywczych lub do jednej z dziesiątek restauracji.
Jeśli mamy więcej czasu możemy zamknąć pętle udając się na zachód przez długi spiralny most – znany również jako most DNA .
Po takich aktywnych kilku godzinach będziemy mieli pewność, ze wszystko co najciekawsze albo inaczej mówiąc wszystko co najsłynniejsze w tym państwie zobaczyliśmy.
Na koniec chciałbym dodać od siebie, że nie jestem zwolennikiem, aż tak szybkiego zwiedzania bo co prawda wiele się zobaczy ale nic się nie poczuje. Warto czasem się zatrzymać, posłuchać miejsca w którym się jest i porozmawiać z ludźmi najlepiej przy regionalnym posiłku. Ale z drugiej strony jeśli goni nas czas to warto wykorzystać go jak najlepiej.
Odwiedziny Singapuru to jak wycieczka na inną planetę.
Darmowy poradnik świadomego, bezpiecznego i taniego podróżowani
Jeżeli jesteś zainteresowany tematyką podróżnicza ? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
Jeśli ktoś się wybiera do Singapuru to w tym poście znajdzie same przydatne informacje i praktyczne wskazówki. Jeśli chcesz poprzeglądać fotki z tego niezwykłego kraju zapraszam do innych postów, jeśli natomiast poczytać coś ciekawego to tutaj znajdziesz to czego szukasz.
Wszystkie informacje zawarte w tekście (godziny, ceny itp) pochodzą z maja 2016r. Część z nich została przeze mnie osobiście potwierdzona, a pozostała część pochodzi bezpośrednio od mieszkańców Singapuru.
Światło – woda – dźwięk -> Singapur 🙂
W Gardens by the bay czyli tam gdzie postawiono słynne Super Drzewa codziennie odgrywane jest przedstawienie o 19:45, 20:45, oraz w weekendy dodatkowo o 21:45. Trwa zwykle 15min.
Drugie przedstawienie tym razem na wodach zatoki przed hotelem Marina Sand Bay pod tytułem „WonderFull” odbywa się od niedzieli do czwartku o 20:00 i 21:30 a w pozostałe dni dodatkowo też o 23.00
Widok z góry na miasto
Bar na dachu Marina Bay Sands dostępny jest za darmo dla odwiedzających – nie klientów hotelu – w poniedziałki i wtorki.
Level 33 w Marina Bay Financial Center, to kolejny darmowy bar na wysokości. Podobno sprzedają tam dobre piwo. Zwykle jest tam sporo turystów dlatego lepiej pojawić się tam popołudniu niż pod wieczór.
Zwykle można się też załapać na przepiękną darmową panoramę miasta z centrum handlowego Ion Orchard, a dokładnie z baru Ion Sky, który znajduje się na 55 piętrze. Lokal jest dostępny za darmo codziennie od 11:00 do 13:00 po za dniami gdy dostępny nie jest – gdyż często jest rezerwowany na prywatne wydarzenia.
Ostatni z barów, położony najwyżej z wszystkich pozostałych w kraju – niestety wstęp jest płatny – znajduje się w One Raffles Place.
Środa to cotygodniowy dzień kobiet. Wtedy panie wchodzą za darmo do większości klubów i barów. W części z nich otrzymują nawet darmowe napoje.
Clarke Quay to najpopularniejsza nocna – imprezowa – dzielnica z kolorowymi kolonialnymi zabudowaniami, muzyką na żywo i sąsiedztwem rzeki. Warto się tam wybrać na spotkanie z znajomymi lub na wieczorny romantyczny spacer.
Dzielnice „tematyczne”
Jedna z ulic miasta nazywa się Arab Street (ulica Arabska) i w przeszłości była powszechnie zamieszkana właśnie przez ludność Muzułmańską. Dziś stanowi ona sporą atrakcje turystyczną ponieważ można tam kupić wiele „pamiątek” z bliskiego wschodu, lamp, dywanów itp a wszystko to w otoczeniu kolorowych domów i okazałego meczetu.
Na jednej z równoległych ulic znajduje się Haji Lane „dzielnica” hipsterska. Jest to bardzo kolorowa ulica z starymi zabudowaniami wymalowanymi w różne pozytywne wzory. Można tutaj zakupić wiele modnych ubrań, napić się kawy w modnym hipsterskim stylu np. w towarzystwie kotów lub w lokalu w którym samodzielnie musisz sobie kawę przygotować.
Jak w każdym dużym mieście w tej części świata i tutaj znajdziesz Chińską Dzielnicę, dawniej zamieszkaną przez – co zaskakujące – chińczyków, a dziś pełniącą już tylko funkcję atrakcji turystycznej dla przyjezdnych. Można tu zjeść trochę chińskich potraw, kupić przeróżne produkty z Państwa Środka jak i oryginalne podróbki.
Jeśli znalazłeś już jedną dzielnicę to na pewno spodziewasz się też Dzielnicy Hinduskiej tutaj nazywanej Małymi Indiami. Jest to dzielnica Hinduska jakich pełno w innych miastach. Można tu kupić, przeróżne aromatyczne potrawy, jak i same przyprawy i klimatyczne ubrania. To co ją jednak wyróżnia to Mustafa Center w Farrer Park spore – bo 6 piętrowe – centrum handlowe otwarte 24h na dobę 7 dni w tygodniu podobno przez cały okrągły rok. Można w nim znaleźć wszystko począwszy od artykułów spożywczych i ubrań poprzez zegarki, biżuterię a skończywszy na pamiątkach z Wielkiej Brytanii. Warto odwiedzić to miejsce nawet jeśli nie planujemy żadnych zakupów.
Kolejne niezwykłe miejsce niczym z filmu, które warto odwiedzić to ParkviewSquare. Z zewnątrz prezentuje się jak tło z filmów o Batmanie. Wysoki monumentalny budynek, trochę surowy, szary jakby z Gotham City. We wnętrzu natomiast bogato zdobiony niczym z renesansowego pałacu czy posiadłości z filmu Wielki Gatsby. Wystrój podobno był wzorowany na posiadłościach z lat 30 dwudziestego wieku, z freskami na ścianach i staroświeckimi drewnianymi meblami.
Inne miejsce z kategorii najdziwniejsze, które warto odwiedzić jeśli lubisz niecodzienne figury to ’HAW PAR VILLA’. Jest to spory park wypełniony różnymi chińskimi dużymi figurami w tematycznych wioskach. Można tam znaleźć syreny, śmieszne miłe zwierzątka ale i 10 poziomów piekła w których zaprezentowano w jaki sposób będą ukarani grzesznicy w nawiązaniu do tradycyjnych wierzeń. Szczególnie ta ostatnia wioska cieszy się największą popularnością wśród odwiedzających.
Atrakcje w wolnym czasie
Wyspa Sentosa jest bez wątpienia jednym z najbardziej rozrywkowych miejsc na świecie. Park rozrywki Universal Studios Singapore, park wodny, oceanarium, park z atrakcjami typu extreme, tuba powietrzna do latania, a po za tym piękne plaże, liczne hotele i restauracje. Wszystko to za 4S$ jeśli podróżujesz pieszo, trochę więcej za wjazd kolejką. Pozostałe atrakcje płatne osobno lub pakietami.
Miejscowi jednak z powodu cen panujących na wyspie odradzają robienie tam zakupów jak i korzystanie z tamtejszych punktów gastronomicznych – nie wspominając już o ekskluzywnych restauracjach. Przed wejściem na wyspę w pobliskich centrum handlowym dobrze jest zrobić ewentualne zakupy lub zjeść posiłek za wiele mniejsze pieniądze.
Spędzając kilka dni w Singapurze nie można nie odwiedzić tej wyspy. Jest tam tyle atrakcji, że pewnie i cały tydzień możne nam nie wystarczyć aby się w pełni nią nacieszyć. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że odpoczywając na plażach Sentos odpoczywamy tak naprawdę na piaskach przywiezionych z Indonezji.
Udział w prawdziwym Safari w tym niezwykłym mieście też jest możliwy. Mało tego, możemy wybrać się na nocne safari czynne od 19:00 do 24:00 (jeździmy kolejką pomiędzy zwierzętami i bierzemy udział w kilku pokazach) lub rzeczne safari podziwiając zwierzęta z pokładu łódek i licznych gigantycznych akwariach.
Relaks w wielkim mieście
Jeśli po obcowaniu wśród kosmicznych drapaczy chmur i tłumu turystów z całego świata przyjdzie nam ochota na odpoczynek w spokojnym otoczeniu najlepiej wybrać się na Południową Wyspę Singapuru. Można się tam dostać promem z Sentosa o, którym nikt z turystów właściwie nie wie. Dlatego na miejscu można odkryć niemalże dzikie – jak na otoczenie metropolii – plaże. Największą wadą wyprawy w tak dzikie regiony Singapuru jest to, że powrotny prom pływa tylko raz na dobę, co automatycznie jest największą zaletą ponieważ przepustowość takiego transportu jest bardzo ograniczona 🙂 Rozkład jazdy promów lepiej sprawdzić wcześniej.
Jeśli lubisz otoczenie roślin, dzikich lasów, dużych połaci łąk i dzikich zwierząt na wolności to powinieneś wybrać się … gdzieś indziej. Ale jeśli wystarczą Ci piękne kwiaty w nowoczesnym otoczeniu to koniecznie powinieneś zawitać w ogrodach botanicznych, a szczególnie odwiedzić Orchid Garden. Wstęp tam to wydatek ok 5 S$, chyba że posiadasz legitymację studencką – nie koniecznie aktualną – to wtedy wchodzisz za darmo.
Transport miejski
Jeśli chodzi o przemieszczanie się po Singapurze to samochód odpada, o taksówce nie wspomnę. Autobus też nie jest najlepszym rozwiązaniem ponieważ system informacyjny o aktualnym położeniu pojazdu jak i kolejnym przystanku tutaj nie funkcjonuje. Korki jako to w dużym mieście nie należą do zjawisk rzadkich, raczej do naturalnych dlatego też warto zejść pod ziemię.
Metro jest rewelacyjne, dopracowane i klimatyzowane. Częstotliwość przyjazdów na stacje to w pewnych godzinach tylko 2 min – z zegarkiem na ręku. Po za tym obsługa pilnuje aby kolejki do każdych drzwi tych w pełni zautomatyzowanych pojazdów – bez kierowców – miały mniej więcej taką samą długość, dzięki czemu w ciągu tych 120 sek może wymienić się naprawdę spora masa ludzi. Czytałem parę lat temu w pewnej popularno naukowej gazecie informację, że w Singapurze wybudowano już kilkadziesiąt kolejnych stacji metra i kolejnych lini, które będą czekać kilkanaście lat na swoje otwarcie. Dlaczego? Podobno podłoże tego kraju jest na tyle stabilne, że wszystkie podziemne prace przebiegają sprawnie, natomiast naziemne z powodu zagęszczenia zabudowy już gorzej. Jednak podczas mojego pobytu tam nie udało mi się tej informacji potwierdzić.
Muzea i kultura
Pomimo, że Singapur ten słynie z bardzo rozbudowanego przemysłu turystycznego – wspominałem już, że liczba turystów co roku przekracza liczbę mieszkańców – to muzea nie należą do jego mocnych stron. Sami mieszkańcy odradzają wizyty w nich, ponieważ co mogło ciekawego wydarzyć się przez 200 lat historii kraju – nie licząc ostatnich 50 gdy to wioska zmieniła się w metropolię. Podobno większość z nich jest na tyle nudna, że dość łatwo załapać się na darmowe wystawy. Za takie pieniądze to może i warto 🙂
Ciekawą alternatywą dla typowych muzeów jest wyspa Pulau Ubin, znana również jako Ubin Island. Znajduje się na niej skansen – historyczna wioska – dzięki czemu wyprawa promem za 2.5 S$ nie tylko przeniesie nas na malutką naturalną wyspę ale również w czasie o kilkadziesiąt lat. Wyspa graniczy z Malezją i znajduje się na północ od lotniska, i to właśnie z tamtych stron Singapuru wypływa prom. Na wyspie można sobie wypożyczyć rower i dla rozruszania zrobić rundkę dookoła tej malutkiej zielonej wyspy z licznymi plażami i jeziorkami.
Esplanade lub inaczej „Teatr Esplanade nad zatoką” to dla wielu degustatorów kultury kolejna z wizytówek tego miasta. Piękna nowoczesna architektura, muzyka na żywo wewnątrz lub na zewnątrz budynku i do tego okazjonalnie za darmo. Warto więcej na temat repertuaru poszperać w Internecie ponieważ wizyta w Esplanade może okazać się miłym dodatkiem do planu zwiedzania tego miasta.
Gdzie zawsze warto zjeść? Oczywiście tam gdzie jedzą „tubylcy” czyli tani sprawdzony zawsze świeży street food. W Singapurze warto się wybrać do Hawker Center i spróbować z kuchni azjatyckich Chicken rice (kurczak z ryżem), Fried Carrot Cake (ciasto marchewkowe), char kway teow (tradycyjny malezyjski makaron z sosami sojowymi i wieloma dodatkami) , hokkien noodles( smażony żółty makaron z owocami morza), Bak Chor Mee (makaron z mieloną wieprzowiną) i Laksa (makaron gotowany z mleczkiem kokosowym i krewetkami podawany w pikantnej formie). Ponad to z kuchni Indyjskich warto spróbować roti prata (hinduski naleśnik), Appam (naleśnik z czerwonym cukrem), rojak (hinduska sałatka lub ciasto owocowe), tulang merah (jagnięcina podawana wraz z kością i szpikiem w sosie).
Z pozostałych typowo malezyjskich dań Mee rebus, nasi lemak (ryż kokosowy), mee siam, satay i mee goreng. Na deser lody kachang (sorbet z syropami smakowymi) , chendol, tao suan, zupa z czerownej fasoli, zupa z zielonej fasoli. Jeśli mowa o napojach: soursop, sok z trzciny cukrowej, bandung (bardzo słodki napój o smaku róży na bazie mleczka kondensowanego) milo i szejk z awokado z dodatkiem czekoladowego syropu.
W żadnym azjatyckim kraju nie może obejść się bez owoców morza tak więc podczas pobytu w Singapurze warto zamówić: czyli krab, krab w sosie pieprzowym, sałatka z krabich jajeczek, płaszczka, małże w sosie, Gong Gong (małże gotowane na parze) and sambal kangkong (wodorosty w paści z chili)
Jeśli zobaczysz na drodze zaparkowany motor z kolorowym parasolem to najprawdopodobniej szczęśliwie trafiłeś na sprzedawcę lodów zawiniętych w kolorowy tęczowy chleb. Obowiązkowo trzeba ich spróbować. Wszyscy je uwielbiają, a kosztują tylko 1.5 S$.
Jeśli ktoś z Twojego towarzystwa jest uczulony na ostre przyprawy lub po porostu za nimi nie przepada to warto uprzedzić o tym kelnera – jeśli stołujecie się w restauracjach. Singapur nie należy do Tajlandii ale pomimo tego skala ostrości potraw jest podobna, czterostopniowa: średnie, ostre, bardzo ostre i tylko dla ludności lokalnej.
Jeśli chodzi o śniadania to klasyczne lokalne składa się z Kaya tostu czyli tostu posmarowanego dżemem kokosowym, podobno najlepsze podają w Ya Kun Kaya.
To co widziałem w tym mieście przerosło moje oczekiwania ale odwiedziny u Merliona ( tego pół lawa i pół rybę) to przereklamowana atrakcja.
Kilka zdań co warto pominąć
Na pewno nie warto próbować Singapore Sling. Nie jest to tak jakby się mogło wydawać przysmak lokalnej ludności. Jest to najzwyklejszy drink z sokiem ananasowym, który tylko przez to że jest znany kosztuje katastrofalne 75zł za porcję w lokalu. Jeśli mimo to ktoś ma ochotę go spróbować to najlepiej kupić butelkę tego napoju w supermarkecie i delektować się nim w domu. Cena nieporównywalnie mniejsza, a smak ten sam.
Jeśli już mowa o alkoholach to trzeba uprzedzić, że w tym kraju – jak zresztą w wszystkich tego typu metropoliach – jego ceny są zawyżone. Jeśli planujesz poimprezować za rozsądne pieniądze to niestety źle trafiłeś. Butelka piwa to przeciętny wydatek 35zł w barze i 25 zł w sklepie.
Wspomniałem już gdzie jedzą mieszkańcy Singapuru więc wspomnę jeszcze gdzie na pewno nie jedzą i dlaczego. Warto omijać – jeśli jest na to czas – Food Republic, Gluttons Bay i food court w Marina Bay Sands Mall, Rasapura Masters. Są to miejsca nastawione na turystów dlatego jedzenie kosztuje tam nawet 5 razy więcej niż w pozostałych miejscach.
Piszę o tym też w innych postach ale przytoczę tutaj cenę do porównania ile może kosztować posiłek na jednym z największych lotnisk na świecie, Bangkoku. Tam jeśli udamy się do Food Court możemy zapłacić za duża porcję ryżu z mięsem, sosami i warzywami mniej niż 5 zł, z napojem i dodatkami mniej niż 10zł. W wyżej wspomnianych lokalizacjach ciężko zjeść podobne danie za mnie niż 20zł. Dlatego warto pomijać miejsca turystyczne jeśli planujemy zjeść coś smacznego i się nie spłukać.
Niestety w tym mieście znalezienie miejsca gdzie można kupić klasyczny street food o dziwo nie jest proste. Warto pytać osoby napotkane na ulicy o wskazówki. Kierować się za osobami starszymi – młodzież woli sieciówki – i wybierać stoiska z najdłuższymi kolejkami. Czasem do „straganu” który na pierwszy rzut oka nas odrzuca ludzie czekają 30 minut pomimo, że sąsiedni oferuje to samo za tą samą cenę jest pusty. Ludzie w Azji bardzo cenią sobie rekomendacje i mam wrażenie, że jeśli raz odkryją miejsce, które ich satysfakcjonuje to są mu wierni na wiele lat.
Wymiana waluty
Ja osobiście nigdy nie korzystam z kantorów, wolę podejść do dowolnego bankomatu i wypłacić z niego gotówkę kiedy tylko mam taką potrzebę, a jedząc na straganach często mi się to zdarza. Co warto wiedzieć o finansach wybierając się w trasę napiszę w osobnym poście. Jeśli jednak preferujesz trzymać w portfelu papierowe banknoty – choć w Singapurze, jak i zresztą w tej części Azji bardziej przypominają one niezniszczalny plastik niż znany nam papier – warto udać się do kantorów w Chinatown lub Little India ponieważ tam oferują najbardziej opłacalne kursy.
Zakupy elektroniki
Zakupy elektroniki są dla wielu turystów odwiedzających Azję punktem obowiązkowym każdej wyprawy. Jednym z miejsc gdzie można natrafić na bardzo okazyjne ceny jest Sim Lim Squar. Trzeba jednak w tym miejscu ostrzec, że jest to jedno z tych miejsc gdzie miejscowi są traktowani na równi z turystami – wszyscy mogą zostać oszukani i naciągnięci. Koniecznie trzeba sprawdzać cenę 4 razy, a sam zakupywany produkt nawet 5. Łatwo dać się nabrać. Kolejnym miejsce gdzie można wybrać się na zakupy elektroniki jest centrum handlowe Funan IT Mall znajdujące się w City Hall. Te jednak jest uważane, ze trochę droższe ale też bezpieczniejsze.
Co robić na lotnisku ??
Na to pytanie jest bardzo trudno odpowiedzieć nie dlatego, że nie ma co robić ale właśnie dlatego, że władze lotniska zaplanowały, aż zbyt wiele darmowych rozrywek. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Można zrelaksować się w jednym z kilku „ogrodów” między innymi w wypełnionym słonecznikami lub z wolno fruwającymi motylami. Jeśli wolisz kino to masz aż 3 do wyboru. Darmowe 24/7 sale kinowe są dostępne dla wszystkich pasażerów. Preferujesz nowe technologie to strefa 3D jest właśnie dla Ciebie. Masz ochotę poserfować w sieci to do wyboru masz WiFi lub darmowe komputery. Może chwila z rami komputerowymi? Oczywiście kilka konsol czeka na Ciebie. Jeśli zrobisz zakupy gdziekolwiek na lotnisku za przynajmniej 30zł to możesz skorzystać z największej suchej zjeżdżali – 12 metrów zabawy przy prędkości nawet 6 m/s . Na koniec dnia warto jeszcze trochę pomęczyć umysł w strefie łamigłówek i zadań zręcznościowych aby później udać się na darmowy masaż i do jednej z licznych kapsuł lub „kanap” do spania.
Lotnisko w Singapurze jest przez wielu nazywane najlepszym lotniskiem na świecie. Patrząc jakie atrakcje i usługi oferuje dla podróżnych ciężko się z tą opinią nie zgodzić.
Informacje zawarte w tym tekście pochodzą m.in od Shian Bang, którego bez problemu znajdziecie na CouchSurfingu.
PS: Ceny podane w poście są przeliczane z dolarów singapurskich (S$) na złotówki po kursie z 2016 roku czyli zaokrąglając 1S$ to 3 zł.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
Idea która nam przyświeca:
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
W tym poście znajdziesz „bucket list” czyli listę moich planów do zrealizowania w życiu i kilka przemyśleń na temat tego o czym warto marzyć. Ponadto podzielę się z Tobą lekarstwem na depresję „po-urlopową” i kilkoma filmowymi pozycjami które warto zobaczyć gdy jeszcze nie jest za późno. Miłej lektury.
Pozytywne skutki planowania
Każdy prawdopodobnie doświadczył przynajmniej raz w życiu sytuacji, że po wspaniałym wyjeździe zamiast emanować radością, popadał w „depresję pourlopową”. To naturalna kolej rzeczy. Podczas wyjazdu gdy jesteśmy zrelaksowani i cieszymy się życiem nasz mózg pompowany jest codziennie dużą porcją endorfin (hormonów szczęścia). Gdy wracamy do domu wysoki poziom tych substancji, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, musi się obniżyć, a nasz organizm poprzez spadek nastroju nam o tym tylko przypomina. Jak temu zaradzić? Czytałem kilkukrotnie, że człowiek osiąga wyższy poziom szczęścia nie podczas wakacji ale podczas planowania podróży, dlatego kolejny wyjazd warto planować już od razu po powrocie.
Dlaczego tak jest? Gdy myślimy o wakacjach czy ogólniej mówiąc przygodach, nasza wyobraźnia szaleje i kreuje wizje nieograniczonej radości podczas idealnych wojaży. Podczas samych wyjazdów zwykle aż tak idealnie nie jest, bo to pogoda nie dopisała, a to zmęczenie dopadło czy klątwa faraona, albo zwyczajny kac. Oczywiście nie zawsze i nie u każdego tak to wygląda, ale warto zrozumieć dlaczego planowanie idealnych podróży jest dla nas aż tak pozytywnym doświadczeniem.
Niestety w życiu większość osób ma dokładnie tak samo. Uwielbiamy fantazjować o sukcesie w życiu, bogactwie, idealnej sylwetce i o wszystkim innym czego nie planujemy w życiu nigdy zrealizować. Po to właśnie są marzenia aby podnosić nasz poziom szczęścia tu i teraz, gdy zaczynamy tworzyć przyjemne wizje otoczeni szarą nudną ale wygodną rzeczywistością. I tutaj z pomocą pojawia się bucket list, która dostarcza nam kolejnych planów…
Na wszystko przyjdzie czas, dlatego nie ma się co śpieszyć z realizacją swoich marzeń. W końcu po to właśnie są marzenia, aby je mieć.
Jeżeli masz problem z odkładaniem realizacji planów na później to warto zobaczyć poniższy (zaskakująco popularny) film tłumaczący co dzieje się w Twojej głowie z nieracjonalną małpką ….
Marzenia są po to aby je mieć, cele po to aby realizować
Lista celów do zrealizowania w życiu
Poniżej znajdziesz listę moich celów, które postaram się w życiu zrealizować lub już to zrobiłem. Większość pozycji dotyczy szeroko rozumianych przyjemności takich jak cele podróży czy ekstremalne wyzwania. Cześć z tych pozycji mogę zrealizować nawet dziś, ale z jakiegoś powodu nie znalazłem na to jeszcze czasu. Jednak znajdziesz na niej również ambitne i czasochłonne cele dzięki którym moje życie nabiera większego sensu i staje się bardziej ekscytujące. Są one ułożone mniej więcej w w kolejności chronologicznej w której pojawiły się w mojej głowie. Zamieściłem tam w większości pozycje o których marzyłem od zawsze i kilka takich, które wskoczyły mi nagle podczas pisania tego tekstu.
Pod tą długą listą zamieściłem jeszcze parę swoich przemyśleń objaśniających czym kierowałem się przy zamieszczaniu tych pozycji oraz co rozumiem przez pojęcie „marzenia warte marzenia” i cele warte zrealizowania. Podzielę się z Tobą również jaką metodą warto się kierować aby coraz więcej pozycji systematycznie z niej skreślać.
Bucket list:
Zobaczyć piramidy na własne oczy
Objechać Europę autostopem
Objechać Bałtyk na rowerze
Skoczyć na bungie
Skoczyć ze spadochronem z samolotu
Wejść na górę Olimp
Pojechać na zagraniczną praktykę
Zrobić tatuaż
Pojechać na Woodstock
Kibicować na meczu Barcelona Real
Spróbować Szampana w Szampanii
Zobaczyć fiordy w Norwegi
Obejrzeć Stonehenge i rozczarować się jego skalą
Spać w zamku w którym straszy
Strzelać z ostrej amunicji
Spróbować pływać na surfingu w Portugalii
Spróbować kitesurfingu
Jeździć po Alpach na desce
Jeździć w lesie poza trasą na desce w Alpach
Skoczyć z deską z helikoptera na szczyt góry
Odwiedzić Mont-Saint-Michel – górę świętego Michała
Zobaczyć na żywo korridę w Hiszpanii
Przejechać się skuterem wodnym
Przejechać się skuterem śnieżnym
Przejechać się motorem ponad 200km/h
Odwiedzić karnawał w Rio
Zjeść kasztany z pl. Pigalle
Napić się herbatki o 17.00 w Londynie
Napić się kawy espresso w Rzymie
Przepłynąć kanał gondolą w Wenecji
Zorganizować akcję pomocową
Przebiec maraton
Ukończyć triatlon
Zdobyć Rysy
Zdobyć Mont Blanc
Zjeść oryginalnego kebaba
Wejść na wieżę Eiffel
Sylwester w Nowym Jorku
Przejść się po murze Chińskim
Zobaczyć dzikiego kangura w Australii
Odwiedzić operę w Sydney
Odwiedzić Centrum Nauki Kopernik
Odwiedzić Nowe Muzeum Śląskie
Odwiedzić Muzeum Picassa w Barcelonie
Odwiedzić Muzeum Powstań Śląskich
Odwiedzić muzeum Powstania Warszawskiego
Pływać wraz z delfinami
Popływać na wakesurfingu po wodach zatoki Ha Long Bay za motorówką
Przelecieć się lotnią
Przelecieć się szybowcem
Przelecieć się balonem
Zanurkować z butlą na rafie koralowej
Spróbować sushi w Tokio
Zjeść belgijską czekoladę w Brukseli
Spróbować sera w Zurichu
Poprowadzić Lamborghini
Wydać kalendarz historyczny o Katowicach
Spędzić w ogromnej jaskinie ponad 24h
Kupić Matrioszkę w Moskwie
Wziąć udział w walce na pomidory w Hiszpanii
Odwiedzić oceanarium w Walencji
Pojeździć na snowboardzie w Dubaju
Napić się Whisky w Szkocji
Zobaczyć zorze polarną
Polatać w tunelu aerodynamicznym
Odwiedzić Disneyland na Florydzie
Odwiedzić Disneyland w Paryżu
Napić się piwa na Oktoberfescie
Odwiedzić targi nowoczesnych technologi w Barcelonie
Ukończyć maraton w Bostonie (najstarszy maraton na świecie)
Odwiedzić EXPO
Sylwester pod wieżą Eiffla
Odwiedzić muzeum Tesli w Belgradzie
Otworzyć firmę
Założyć własny blog
Napisać książkę
Wydać książkę
Odkryć prawdziwą skamielinę
Otworzyć fundację
Opatentować wynalazek
Odwiedzić wszystkie 7 kontynentów
Otworzyć muzeum edukacji
Nazwać nowy gatunek zwierzęcia
Odwiedzić przynajmniej połowę +1 pozycję z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO
Jeśli jakieś pozycje na tej liście pokrywają się z tymi na Twojej, to może wspólnie coś podziałamy aby je zrealizować?
Pozostając w tej tematyce warto zobaczyć bardzo pozytywny film „Choć goni nas czas” z 2007 roku w obsadzie z Morganem Freemanem i Jackiem Nicholsonem (trailer poniżej).
Uwagi dotyczące bucket list
Bardzo ważne jest aby z takiej listy nie usuwać zrealizowanych pozycji. Dzięki nim dostrzegamy jak ciekawe było do tej pory nasze życie (o czym w gorszych chwilach zapominamy) oraz takie skreślone pozycje działają na nas motywacyjnie. Skoro tyle się udało dotychczas to i z kolejnymi pójdzie łatwo.
O czym warto marzyć, a co warto planować
Nie wiem, czy dostrzegłeś ale na powyższej liście nie znajduje się żaden materialny przedmiot o którym marzę aby zakupić na własność. Cześć pozycji jest bezpośrednio powiązana z wydawaniem pieniędzy (choćby wejście na wieżę Eiffla) ale należą one do mniejszości. Nieporównywalna większość z pozycji może być zrealizowana bez wydawania na nią, ani jednej złotówki (euro czy dolara). Kawy w Rzymie mogę napić się u znajomego na mieszkaniu, popływać na surfingu u przyjaciół, którzy ma swoje deskę, a Alpy na snowboardzie to także kwestia znajomości porozrzucanych na całym świecie. Dotrzeć tam można autostopem, a nocować na CouchSurfingu.
Wiesz dlaczego jest to dla mnie takie ważne aby moje cele nie były powiązane z finansami? Bo już na starcie odpada mi jedna z wymówek!
Jedna z moich tapet motywacyjnych dostępnych na stronie #motywacja
Wydaje mi się, że nie warto marzyć o rzeczach materialnych bo te bardzo szybko tracą na atrakcyjności. Porównaj sobie wspomnienie zakupu nowego telefonu 5 lat temu, a uczucie zdobycia najwyższego w swoim życiu szczytu górskiego 10 lat temu. Co milej wspominasz i częściej przywołujesz z pamięci podczas spotkań z znajomymi?
Ponoć w życiu warto wydawać pieniądze tylko na podróże, lub szerzej mówiąc na wspomnienia i emocje. [Jako dygresję dodam tutaj jeszcze, że nie warto oszczędzać na zdrowiu i doznaniach kulinarnych.] Bo takie pamiątki zostaną w naszej pamięci najdłużej.
Marzyć warto o
O czym warto tylko marzyć ? Chyba o takich rzeczach, przeżyciach czy czynnościach, które w naszej wyobraźni nas podbudują, uszczęśliwią ale tak naprawdę nie chcemy ich realizować. Co na przykład? Samotna długa podróż, zdobycie Mount Everest czy odkrywanie dzikich obszarów amazońskiej dżungli. Realizacja tych wszystkich marzeń jest tak wyczerpująca, uciążliwa, długoterminowa i niebezpieczna, że dla przeciętnego zjadacza chleba „prawie” poza zasięgiem. Rozmyślenia jakby to było odkryć zaginiony grobowiec, bardzo nas odprężają i pozwalają złapać oddech w korporacyjnym wyścigu szczurów dlatego nie ma w nich nic złego. W takich fantazjach pomijamy miliony komarów, wilgotność powietrza prawie 100% i nieznośny smród własnego ciała co ni jak się ma do romantycznych scen z Indiana Jonesa. Zresztą w tym celu powstały gry komputerowe aby wprowadzać nas w krainy naszych fantazji.
Nie ma też nic złego w marzeniach o nowym sportowym samochodzie, smartfonie, drogim zegarku lub dziesiątej parze butów. Nie ma, dopóki jest to dla nas motywacja aby odkładać pieniądze (kredyt konsumencki to największy idiotyzm w takiej sytuacji). Gwarantuję Ci, że w sytuacji gdy będzie Cię na coś stać, o czym marzyłeś wiele lat i będziesz w stanie przed zakupem z tego zrezygnować to też będziesz szczęśliwy. Sama świadomość, że na coś Cię stać i potrafisz z tego zrezygnować to genialne uczucie. Pomyśl, że za cenę nowego sportowego samochodu mógłbyś spędzić kilka lat w podróży!
Nawet gdy wyjedziesz tylko na trzy miesiące gdzieś w trasę (w takiej sytuacji stać Cię na bezpłatny urlop) to nazbierasz więcej niezapomnianych marzeń niż przez resztę standardowego konsumenckiego życia. Jeżeli jednak bardzo Ci zależy na tym aucie (albo smartfonie, laptopie) bo Twój sąsiad właśnie kupił taki wóz, to zastanów się czy wydasz te pieniądze na spełnienie swoich marzeń czy skopiowaniu marzeń „kolegi”?
Jak nie przespać życia ?
Kiedy zrealizujesz swoje plany? Jutro? Za rok? Na emeryturze? Gdy odwiedzi Cię „panic monster” (z filmiku powyżej)?
Dla mnie największym motywatorem do działania jest świadomość (dla wielu osób dość okrutna) że kiedyś umrę i nie mam nieskończenie wiele czasu na realizację wszystkiego co chciałby zrobić. Kiedy to będzie? Tego akurat nikt nie wie ale statystycznie bardzo łatwo to wyliczyć. Choćby GUS udostępnia takie dane na tej stronie.
Matematycznie rzecz ujmując, od lipca 2019 roku pozostało mi jeszcze 577 miesięcy na realizację planów. Niestety nie wszystkie plany będę wstanie zrealizować za 20 czy choćby 10 lat życia z powodu spadku wydajności mojego organizmu, ograniczeń związanych z założeniem rodziny itp. Mało tego! Niektórych miejsc nie będę w stanie odwiedzić za ileś lat ponieważ degradacja środowiska, zmiany klimatyczne i wandalizm, zwyczajnie „skasują” je z każdej listy. Warto też nie odkładać planów na później ponieważ w każdej chwili możemy poważnie zachorować, doznać kontuzji lub ucierpieć w wypadku. Wiem, że to smutne i wolimy o tym zbytnio nie myśleć, ale takie jest życie i jeżeli naprawdę nam zależy aby brać z niego jak najwięcej to warto zacząć brać już dziś!
O tym musisz pamiętać!
Pamiętaj, że umrzesz
dlatego ciesz się życiem i znajdź w nim równowagę! Ciesz się z życia tak, jakby jutra miało nie być, ale i ciężko systematycznie pracuj na poczet przyszłych sukcesów. Czym większe wyzwania tym większa radość po osiągnięciu celu. Każdego roku bez wyjątków realizuj kilka celów z swojej listy i stawiaj przed sobą kilka ambitnych wyzwań, dzięki którym będziesz się rozwijał. Tylko w ten sposób znajdziesz równowagę w życiu i przejdziesz przez nie w satysfakcjonującym stylu.
Pierwszym krokiem w stronę ciekawego życia pełnego niezwykłych przygód jest spisanie podobne listy jak ta powyżej. Zresztą przelanie myśli na papier, często stanowi magiczny pierwszy krok na drodze do każdego celu. Papier jest czymś materialnym więc jeżeli go zapiszesz swoimi marzeniami zaczynasz je materializować. To mały krok prowadzący do wielkich sukcesów!
Kolejnym krokiem jest zamiana marzeń na cele i przygotowanie planów. Ja w takiej sytuacji zawsze wprowadzam w życie technikę nazywaną w przemyśle inżynierią wsteczną. Polega ona na bardzo precyzyjnym wyobrażeniu sobie celu i określeniu co musiałem przed chwilą zrobić aby ten na ostatnim etapie zrealizować. Później gdy znasz ostatni etap, zaczynasz analizować przed ostatni i jeszcze wcześniejszy itd. Najlepiej wytłumaczyć to na przykładzie ukończenia maratonu poniżej 4 godzin co jest bardzo częstym celem wielu osób lub wyjazdu urlopowego.
Inżynieria wsteczna, czyli Twoja tajna broń
Widzisz jak przebiegasz linie mety! Zerkasz na zegarek i widzisz czas 3:59:30! Sukces. Teraz zastanawiasz się co było wcześniej. Jaka jest szansa, że przebiegniesz taki długi dystans bez przygotowania i to za pierwszym razem z takim czasem? Raczej znikoma. Dlatego po przeczytaniu wskazówek na blogach realnie planujesz przynajmniej dwa, a najlepiej trzy starty. Pierwszy start będzie polegał tylko na ukończeniu tego dystansu, kolejny na walce o czas i ostatni to będzie ten poniżej 4 godzin. Znasz swój cel i kilka ostatnich etapów, teraz pora ustalić z jakiego miejsca startujesz. Idziesz na dwór i przebiegasz na luzie 10km. Wtedy uświadamiasz sobie, że musisz wzmocnić kondycję. Może zrzucić wagę?
W gruncie rzeczy warto by też coś na ten temat więcej poczytać. Wtedy uświadomisz sobie też, że warto zapoznać się z planami treningowymi i dietetycznymi. W zwykłych trampkach uszkodzisz sobie kolana więc musisz kupić nowe buty. Po treningach 20km zorientujesz się (to wiesz po przeczytaniu blogu, książek lub rozmowach z innymi biegaczami), że stare spodenki pokaleczą Twoje uda, a gdy jesteś mężczyzną to Twoje sutki mogą zacząć krwawić (pokaleczone przez standardową koszulkę). Inwestujesz w nowy sprzęt. Potrzebujesz pieniędzy.
Musisz określić datę startu aby wiedzieć ile masz czasu na oszczędzanie. Zresztą gdy określisz termin startu to też powinieneś go już opłacić (będzie to dla Ciebie dodatkowa motywacja). Analizujesz teraz jak te wszystkie punkty z sobą pogodzić i przyśpieszyć drogę do celu. Liczysz, że gdy zrezygnujesz z dwóch spotkań na piwo z kolegami w tygodniu i niezdrowych przekąsek zaoszczędzić pieniądze na sprzęt, zmniejszysz wagę i zaoszczędzić czas na treningi. Trzy pieczenie na jednym ogniu! Następnie w praktyce znajdziesz jeszcze kilka innych dróg na skróty ale tego nie jesteś w stanie przewidzieć.
Podsumowując. Masz bardzo precyzyjnie określony cel, konkretną datę i znasz drogę do jego realizacji. Wiesz też doskonale z jakiego poziomu startujesz. Zainwestowałeś w zewnętrzne motywatory, bo opłaciłeś przynajmniej pierwszy z startów i zakupiłeś sprzęt. Co najważniejsze wiesz też, że nie możesz odkładać pierwszych treningów na później bo zwyczajnie zabraknie Ci czasu na opracowanie formy dlatego zaczynasz już dziś. Nie jutro! Dziś!
I to się nazywa realistyczne podejście do swoich planów.
Planowanie podróży
Inny, krótszy przykład to podróże. Tutaj bardzo często wszyscy nieświadomie planujemy wstecz. Określasz miejsce. Przeglądasz wykresy klimatyczne aby wybrać najlepszy miesiąc. Przeglądasz ceny biletów. Znajdujesz złoty środek pomiędzy ceną transportu, a pogodą. Sprawdzasz wymagane szczepienia i planujesz o ile wcześniej musisz je przyjąć. Określasz komfort noclegów. Masz już wiele celów dlatego przechodzisz do konkretów i zaczynasz szukać informacji o atrakcjach, zniżkach itp. Poznajesz pełną kwotę, którą musisz na to przeznaczyć. Na wszelki wypadek zwiększasz ją o 20%. Wiesz już do kiedy ile musisz zaoszczędzić, dlatego możesz zacząć planować codzienne oszczędności. … (o tak dalej)
Tym się różni marzenie od celu, że do realizacji tego drugiego wymagany jest plan.
Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym serwisie, dostosowania ich do Państwa indywidualnych potrzeb korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.