Staże zagraniczne

Paweł Serniak – absolwent biotechnologii na Politechnice Śląskiej, w latach 2011–2017 związany ze Stowarzyszeniem IAESTE Polska, dzięki któremu miał okazje odbyć staże w Chinach i Brazylii. W tej studenckiej organizacji pełnił m.in. funkcję Prezesa Polskiego Zarządu Stowarzyszenia i Członka Komisji Rewizyjnej Stowarzyszenia. Podczas swoich kadencji reprezentował nasz kraj na ogólnoświatowych konferencjach. Sympatyk odkrywania piękniejszych zakątków naszej ojczyzny i poznawania jej historii – najczęściej z pomocą samochodu.

Interaktywny spis treści

Pracuj i zwiedzaj

Płatne staże w zawodzie + zwiedzanie

Rozwój umiejętności

Chiny

Brazylia

Każdy podróżuje w swoim stylu i z własnych pobudek. Jednych może motywować ciekawość świata, drugich poznanie regionalnej kuchni, kultury czy historii, ilu ludzi, tyle powodów. Niezależnie od tego, czy podróżujesz po świecie czy po Polsce, jest wiele możliwości i każdy może to zrobić w swoim stylu w zależności od preferencji. Niektórzy skrzętnie planują, a inni po prostu pakują, co mają pod ręką, i ruszają w trasę.

Pracuj i zwiedzaj

Osobiście uważam, że podczas studiów najłatwiej jest podróżować i zwiedzać. W szczególności jeżeli nie wiemy, jak zabrać się za planowanie wyjazdu. Do dyspozycji zainteresowanych jest wiele programów i akcji dedykowanych właśnie podróżom lub łączących przyjemne z pożytecznym. Jeśli jesteś studentem, to polecam skontaktowanie się z biurem współpracy z zagranicą, gdy interesują Cię studia w innym kraju. Lista uczelni współpracujących jest ogólnie dostępna. Jeżeli nie znajdziesz uczelni/miejsca, które Cię interesuje, to zawsze możesz poprosić o nawiązanie takiej współpracy. Nie zniechęcaj się, w interesie uczelni leży też, by mieć możliwie dużą sieć kontaktów i studentów wyjeżdżających na praktyki/staże/programy nauczania lub kierunki studiów. Aby nie być gołosłownym, moja siostra poprosiła swoje biuro współpracy z zagranicą o nawiązanie współpracy z uczelnią w Tajpej, z którą wcześniej takiej współpracy nie było. Gdy zostały dopięte wszystkie formalności, pojechała na jeden semestr studiować za granicą.

Kolejnym krokiem może być odwiedzenie portali internetowych prowadzących programy Camp&Travel oraz Work&Travel. Programy te, jak ich nazwy wskazują, prowadzą głównie wakacyjne projekty, gdzie zainteresowani większą część czasu pracują – czy to na obozach dla dzieci i młodzieży, czy w standardowych zakładach pracy współpracujących w przedsięwzięciu. Programy te są głównie dedykowane wyjazdom do Stanów Zjednoczonych. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, możesz wejść na strony Camp America, Camp Leaders lub CC USA, gdzie dowiesz się, jakie są warunki i wymagania, które rokrocznie się zmieniają. Przygotowanie do takiego programu trwa kilka miesięcy i często rekrutacje zaczynają się już na jesieni, aby zdążyć do lata.

Sam brałem udział w Camp&Travel, a cały wyjazd trwał 8 tygodni (6 tygodni pracy i 2 zwiedzania). Wszedłem na jedną ze stron, zarejestrowałem się, wypełniłem kwestionariusze, uiściłem opłatę partycypacyjną, pozytywnie przeszedłem etapy weryfikacji i spotkań w konsulacie. Nawet nakręciliśmy filmiki, aby zwrócić na siebie większą uwagę. Gdy cała biurokratyczna część została za mną, poinformowano mnie, że bilet został zakupiony i wyjazd odbędzie się w połowie czerwca.

W tym momencie zadasz pytanie „A co z sesją?!”. Otóż poinformowałem prowadzących, że wyjeżdżam i wracam we wrześniu, podszedłem do tych egzaminów, do których mogłem, a resztę dogadywaliśmy po moim powrocie lub zdawałem je na sesji poprawkowej. Sesja egzaminacyjna jest ważna, ale nie powinna być ograniczeniem w realizacji Twoich pasji. Jeżeli poddałbym się temu przekonaniu, to nie zobaczyłbym Wielkiego Kanionu, parków narodowych Yosemite i Zion, nie przeszedłbym się mostem Golden Gate w San Francisco, nie zjadł Philly cheesesteak w Filadelfii, nie zagrałbym w kasynie w Las Vegas i nie odtworzyłbym trasy ucieczki Kevina w Central Parku.

Największą wartością takich wyjazdów są znajomości, które naprawdę mogą pozostać z nami do końca życia.
(Photo by Mike Swigunski on Unsplash)


Płatne staże w zawodzie + zwiedzanie

Inną możliwością są praktyki, staże oraz wymiany. Te są w naszym zasięgu dzięki różnego typu organizacjom studenckim. Jeśli nie wiesz, jakie akurat działają na Twojej uczelni, to możesz udać się na targi pracy / organizacji studenckich albo zasięgnąć informacji w samorządzie studenckim lub na stronie internetowej uczelni. Organizacje, do których możesz się zgłosić:

IAESTE

(The International Association for the Exchange of Students for Technical Experience) iaeste.org  i www.iaeste.pl. Działa w 80 krajach na całym świecie. Głównym zadaniem organizacji są praktyki zagraniczne, coraz większym powodzeniem cieszą się inne inicjatywy, w tym CaseWeek – studium przypadku. Praktyki są płatne i trwają od 8 do 52 tygodni. W zależności od kraju, do którego chciałoby się pojechać, płaci się określoną stawkę. Zanim jednak do tego dojdzie, należy zaaplikować i przejść proces rekrutacji na daną praktykę. Po zakwalifikowaniu się należy dopełnić wszelkich formalności związanych z wyjazdem. Te zostaną przedstawione przez dany Komitet Lokalny. W Polsce działa ich 12.

AIESEC

(Association Internationale des Étudiants en Sciences Économiques et Commerciales) aiesec.pl
Siostrzana organizacja IAESTE, obie powstały w 1948 roku, przy czym AIESEC miało działać przy uczelniach humanistycznych, a IAESTE przy technicznych. Obecnie zakres obu jest bardzo podobny, z tą różnicą, że w AIESEC można wyjechać jako wolontariusz lub nauczyciel. Aby wyjechać, należy się zarejestrować, uiścić opłatę i wybrać interesującą pozycję z oferty oraz dopełnić wszelkich formalności. Działa w 122 krajach i 15 ośrodkach akademickich w Polsce.

AEGEE

(Association des états généraux des étudiants de l’Europe) – Europejskie Forum Studentów. Założona w 1985 w Paryżu, działa na forum europejskim. Największa interdyscyplinarna organizacja w Europie. Zajmuje się bardzo różnorodną tematyką, między innymi Partnerstwo Wschodnie oraz Europe on Track, projektami mającymi na celu wspieranie młodzieży z rejonów nie tylko Unii Europejskiej oraz analizę sytuacji młodzieży na jej terenie. Dodatkowo organizowane są praktyki wakacyjne trwające od 1 do 4 tygodni.

BEST

(Board of European Students of Technology) best.eu.org/ – Międzynarodowa organizacja studencka skupiająca 97 uczelni technicznych w 34 krajach Europy. W Polsce działa 6 grup. Co ciekawe, pomysł powstania zrodził się podczas konferencji fizyczno-matematycznej, która miała miejsce 1987 w Sztokholmie, a pierwszy zjazd inaugurujący w Berlinie dał ramy obecnie funkcjonującej BEST. Najbardziej znane inicjatywy to BEST Competition (EBEC) – konkurs inżynierski, Inżynierskie targi pracy, BEST Courses – dwutygodniowe praktyki zagraniczne i BEST Academy – studium przypadku.

Targi są organizowane średnio dwa razy do roku, natomiast kursy są całoroczne.

ERASMUS i ERASMUS PLUS

Nie mam pewności, czy większość z Was wie, skąd Program Erasmus wziął swą nazwę. W każdym razie zawdzięcza ją Erazmowi z Rotterdamu, wybitnemu uczonemu i humaniście z przełomu XV i XVI w.

Co do postania inicjatywy, 15 czerwca 1987 Komisja Europejska uruchomiła program wspierający, którego założeniem było dofinansowanie wyjazdu studentów do jednego z państw nie tylko w ramach Wspólnoty, ale także tych kandydujących. Wyjazd miał w swoim założeniu trwać do roku i integrować jednostki akademickie w ramach tworzenia programów nauczania i wymiany intelektualnej pomiędzy kadrami. Obecnie program jest bardzo rozbudowany i w swoim zakresie obejmuje już nie tylko szkolnictwo wyższe, ale też m.in. jednostki oświatowe oraz edukację dorosłych. Ponadto uruchomione zostały dodatkowe działania wspierające, np. EuroPeers czy Europejski Portal Młodzieżowy.

Status studenta Erasmusa uzyskują ci studenci, którzy spełniają kryteria udziału w wymianie Erasmusa i zostali zakwalifikowani przez macierzystą uczelnię na wyjazd do partnerskiej uczelni w Europie w celu zrealizowania tam części studiów. Zarówno uczelnia macierzysta studenta, jak i uczelnia przyjmująca muszą posiadać Kartę Uczelni Erasmusa nadaną przez Komisję Europejską.

– oraz inne organizacje i koła naukowe.

Rozwój umiejętności

Każda organizacja czy koło studenckie ma swoje grupy robocze, są to m.in. PR, HR, IT, Sponsoring. Grupy różnią się w zależności od specyfiki działalności.

Przy czym to i tak wierzchołek góry lodowej i oceanu możliwości.

W zależności od Twoich chęci i zaangażowania możesz rozwinąć swoje umiejętności miękkie oraz nawiązać wiele cennych znajomości. Projekty prowadzone w takich organizacjach mogą wiele nauczyć i pozwolić rozwinąć skrzydła w obszarach, które do tej pory mogły nie leżeć w kręgu zainteresowań. Sam działałem w kilku grupach, na początku na szczeblu lokalnym, później ogólnopolskim. Piastowałem m.in. stanowisko Prezesa Zarządu Stowarzyszenia, reprezentowałem nas na forum ogólnopolskim i międzynarodowym. Byłem odpowiedzialny prawnie i finansowo za działalność IAESTE Polska.

Nawiązałem kontakty z innymi organizacjami, firmami oraz instytucjami. Prowadzenie spotkań, szkoleń, konferencji. Dzisiaj mogę powiedzieć, że wiele mnie to nauczyło i była to cenna, czasami niełatwa lekcja. Doświadczenie, jakie z tego wyniosłem, pozwala mi podejmować lepsze decyzje i patrzeć na sytuację z innej perspektywy.

Oczywiście wcale nie trzeba się tak angażować, by móc podejmować dobre decyzje. Chodzi mi raczej o poznawanie swoich możliwości i granic. Nie bez powodu mawia się, że nie myli się ten, kto nic nie robi. Dlatego zachęcam do angażowania się i poznawania samego siebie, swoich zalet, jak i cech, nad którymi trzeba popracować.

Nie zapominajmy o ludziach! To oni tworzą środowisko, w którym przebywasz, poniekąd też oni sami Cię kształtują, wywierając często niemały wpływ na Twoje decyzje i przyszłe życie. Kończąc te rozważania, chciałbym jeszcze powiedzieć, że dla mnie organizacja to wiele cennych przyjaźni utrzymywanych po dziś dzień. Właśnie w tej organizacji poznałem się z Grześkiem [pomysłodawcą tej książki] jakieś 10 lat temu. Na studiach brałem udział w akcjach wolontariackich i konferencjach. Jedną z podjętych przeze mnie inicjatyw było członkostwo w IAESTE. Miałem możliwość pojechać do Chin i Brazylii, o czym opowiem pokrótce za chwilę. Same praktyki to jednak nie wszystko, dzięki konferencjom zwiedziłem wiele wyjątkowych miejsc w Polsce i na świecie.

[WTRĄCENIE autora książki – Grzegorza Czekały

Wszystkim znajomym o tym mówię i tutaj także nie omieszkam wtrącić, że przynależność do IAESTE dała mi o wiele więcej niż studia na Politechnice Ślaskiej. To dzięki tej organizacji nauczyłem się angielskiego, oraz jak zarządzać czasem i zespołem, pozyskiwać finansowania od sponsorów (co bezpośrednio spowodowało, że jeszcze na studiach otwarłem firmę), a co może najważniejsze (bo bezpośrednio wpłynęło na otwarcie fundacji jak i na to, że mam z czego dzisiaj żyć) czyli nauczyłem się jak szkolić, w jaki sposób przekazywać wiedzę (z zakresu technicznego jak i umiejętności miękkich).

Dzięki organizacji odkryłem moje mocne i słabe strony, a także nowe pasje. Jeżeli w młodym wieku odkryjesz co lubisz robić i co przychodzi Ci z łatwością to, jeżeli tylko wykorzystasz tą wiedzę, będzie wiódł naprawdę przyjemne życie.

Studia dadzą Ci papierek (i jeżeli masz szczęście to wiedzę), a organizacja studencka wiele nowych wartościowych umiejętności, doświadczeń i kontaktów (pod warunkiem, że będziesz się aktywnie w niej udzielał). ]

Chiny

Zanim wyjechałem na pierwszą praktykę, musiałem się do tego odpowiednio przygotować. Przejrzałem strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych i zasięgnąłem porady lekarza a propos niezbędnych szczepień. Zaszczepiłem się na WZW typu A (pokarmowe) – w 2013 r. to szczepienie było wysoce rekomendowane.

Do Chin chciałem pojechać od zawsze, chyba najbardziej pociągała mnie inność tego kraju, kultura, architektura. Mieszkałem i pracowałem w Makau, specjalnym rejonie administracyjnym, tak jak Hong Kong. Makau to azjatyckie Las Vegas. Bardzo dużo kasyn i hoteli wraz z uniwersytetem.

W Chinach rozmach zawsze robił wrażenie, miałem okazję pojechać na nowobudowany kampus i muszę powiedzieć, że był prawie jak małe miasteczko, z tą różnicą, że tam małe miasteczko kategoryzuje się na poziomie pół miliona mieszkańców.

Mieszkałem w akademiku w starym kampusie na 5. piętrze i polecam mieszkać na możliwie najwyższych piętrach przez powszechnie szwędające się karaluchy. Stołować można się było tylko i wyłącznie poza akademikiem – ze względów higienicznych, jak i bezpieczeństwa. Przy czym trzeba przyznać, że jedzenie było bardzo tanie i bardzo dobre. Co prawda po jakimś czasie ryż może się przejeść, ale śmieję się, że to fanaberie Europejczyka wychowanego na ziemniakach.

W przypadku zwiedzania, tutaj również pomogli mi poznani na miejscu ludzie. Powiedzieli, co warto zwiedzić i w jaki sposób się do tego przygotować. Oczywiście trzeba mieć na uwadze, wyjeżdżając z Chin kontynentalnych do Makau lub Hong Kongu i z powrotem, że musisz mieć wyrobioną wizę, i pamiętać, że wiza jest na określoną ilość wjazdów! Jeśli masz wizę opiewającą na jeden wjazd i pojedziesz do wyżej wymienionych rejonów, to możesz mieć problem z powrotem, a wyrobienie dodatkowej wizy odpowiednio kosztuje i trwa kilka dni.

Pod względem zwiedzania Makau było bardzo ciekawym miejscem i najmniej zatłoczonym. Hong Kong był w porównaniu jak wielkie mrowisko. Zwiedzając Pekin czy Szanghaj, w których mieszka w sumie około 50 mln ludzi, można się poczuć jak w tyglu. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie the Bund w Szanghaju, zwany Paryżem Wschodu. Z jednej strony stylizowane na europejskie budynki, a z drugiej nowoczesne chińskie drapacze chmur. Widok z nich był niesamowity. Najwyższy budynek, w którym byłem, był w Kantonie. Ma 600 m i można wjechać na wysokość 459,2 m. Sam wjazd windą zapierał dech w piersi, nie mówiąc już o byciu na dachu.

W Chinach jest wiele domów masażu, bardzo popularnych, gdzie dba się o odnowę biologiczną. Masaż, nocleg i wyżywienie kosztowały zawrotne 35 zł.

Co ciekawe, byłem też na gonitwach psów – można obstawiać, ale trzeba uważać, bo mało kto mówi w Chinach po angielsku, zmienia się to prawda z roku na rok, ale dalej bariera pozostaje. Wracając do gonitwy, udało mi się parę razy wygrać i poczułem żyłkę hazardzisty. Jednak trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zjeść niepokonanym, mi się nie udało i na sam koniec przegrałem to, co wygrałem. Cóż, życie! 😉

Najzieleńszym miastem, jakie miałem okazję zobaczyć, było Shenzhen – zielone parki, dużo drzew, zupełnie inaczej rozplanowane i zagospodarowane niż wielkie chińskie molochy. Co więcej znajduje się tam park miniatur zabytków. Spędziliśmy tam chyba z 6 godzin, poznaliśmy wiele kultur, jakie składają się na chiński naród, jak i niezliczoną ilość świątyń i pałaców z różnych okresów i dynastii.

Photo by Agustin Diaz Gargiulo on Unsplash

Brazylia

W przypadku Brazylii ostrzegano mnie, że jest to bardzo niebezpieczny kraj, i były osoby, które wręcz  namawiały mnie, bym zrezygnował z wyjazdu. Rzeczywiście w większych miastach potrafi być niebezpiecznie, ale jeśli jesteś w złym miejscu i o złym czasie, to nawet w pozornie bezpiecznym miejscu możesz być w niebezpieczeństwie. Dodatkowym czynnikiem jest ostrożność. Nie warto się obnosić z wartościowymi rzeczami, ponieważ mogą one tylko przyciągnąć uwagę osób, z którymi wolelibyśmy nie mieć do czynienia.

Jednak nie popadajmy w paranoję – gdy będziesz się stosować do ogólnych zaleceń, nie powinno Ci się stać nic złego. Trzeba również pilnować terminów przy dłuższych pobytach, gdyż może się to wiązać z karami za spóźnienie w rejestracji.

Zostawmy jednak formalności i przejdźmy do zwiedzania. Zobaczyłem w Brazylii parę pięknych miejsc. Architektura jest tam bardzo ciekawa, pod tym względem, że są miasteczka o typowej kolonialnej spuściźnie (Ouro Preto), są takie, gdzie trendy się mieszają (Assis), i na sam koniec są wielkie miasta jak Sao Paulo, które ma swoje miejsca pamięci o tamtych czasach. Jest wiele miejsc i każde na swój sposób było wyjątkowe. Dajmy na to Assis, gdzie pracowałem i mieszkałem. Jego patronem jest św. Franciszek i to nie na darmo, gdyż po mieście, a tym bardziej w spokojniejszych rejonach uczelni, było mnóstwo psów i kotów, a na dodatek koń.

Sama Brazylia jest konglomeratem wpływów. Są wpływy kolonialne, momentami można poczuć się jak na dzikim zachodzie, a czasami jak w jakimś mniejszym miasteczku w Stanach Zjednoczonych.

Wracając do podróży, autostop w Brazylii nie należy do najbezpieczniejszych, dlatego poruszałem się głównie komunikacją autobusową. Sieci dróg są bardzo dobrze rozwinięte, a flota przystosowana do długich podróży. Siedzenia są odpowiednio odsunięte, tak aby można było się położyć. Czy to jadąc z Assis do Foz do Iguaçu (ok. 620 km) czy do Rio de Janeiro (870 km), podróż przebiegała przyjemnie, dodatkowo robione są co kilka godzin postoje przy tamtejszych punktach obsługi podróżnych, gdzie można zjeść, coś kupić i się odświeżyć.

W Brazylii nie należy się spieszyć i raczej niewiele osób dba o punktualność. Także jeśli zależy Ci na czasie i jesteś nerwowy z tego powodu, to albo należy sobie odpuścić, albo przywyknąć. W większych miastach są rozkłady jazdy autobusów, ale w mniejszych zapisujesz je sobie na dworcach lub cierpliwie czekasz, aż autobus przyjedzie.

Podczas praktyki mieszkałem w osobnym pokoiku w domu z brazylijską rodziną. Poznani przeze mnie ludzie byli bardzo przyjaźni i choć może się wydawać, że jesteśmy otwartym i serdecznym narodem, to nawet ja się zdziwiłem. Gdy przyjechałem na miejsce i odbierali mnie z dworca, pomimo tego, że nie znali mnie i widzieli mnie pierwszy raz na oczy, witali mnie tak, jakbyśmy się znali od lat i bardzo się za sobą stęsknili.

Urzekli mnie też swoją wesołością i spokojem. Codzienne spotkania z rodziną, zabierali mnie na festyny, na wieś, pojechałem do dalszej rodziny do Campinas oraz byłem nawet na dwóch weselach. Dodatkowo nauczyli mnie portugalskiego i dawali dobre rady, co robić, a czego raczej nie należy. Dzięki nim miałem okazję spróbować prawdziwych brazylijskich smakołyków.

Co mnie bardzo zdziwiło to to, że organizuje się wycieczki do fawel, czyli do najbiedniejszych dzielnic, i ludzie są gotowi za to płacić pieniądze. Jest to dla mnie nieetyczne, ale to tylko moje zdanie.

czytaj dalej: SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Polska

Obecnie głównie podróżuję po Polsce. Poznaję jej zakątki, zarówno te lepiej, ale i też te mniej znane. Pięknie odrestaurowane, jak i popadające w ruinę. Źródeł inspiracji dostarczają mi historia oraz Internet. Podróżuję we własnym stylu. Wytyczam trasę i analizuję, ile czasu będę potrzebować na jej przebycie oraz ile czasu będę mniej więcej potrzebować, by zwiedzić najciekawsze atrakcje. Gdy wstępny plan zostanie nakreślony, to pakuję się, wsiadam w samochód i jadę. Podczas takich wypadów i w zależności od trasy zatrzymuję się głównie na polach kempingowych/namiotowych. Trasę ustalam na mniej więcej 5 dni, podczas których jest dużo przemieszczania się. Często jednak zdarza się, że zbaczam z kursu z powodu przypadkowego odkrycia/drogowskazu po drodze.

Do tej pory zwiedziłem Opolszczyznę i Kotlinę Kłodzką. Kolejne etapy są w przygotowaniu.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Świadome podróżowanie

Planowanie podróży krok po kroku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Mroki wolontariatu zagranicznego

Uprzedzam, że ten podrozdział nie do końca pasuje do pozostałych tekstów z tej części książki. Teksty o stażach zagranicznych czy autostopie są lekkie i – mam nadzieję – przyjemne, jednak ten, pomimo że nawiązuje do kolejnej metody podróżowania, jakim jest wolontariat zagraniczny, poruszy także bardzo wiele przykrych tematów. Tematu „sierocej turystyki” czy ogólniej wolontariatu w książce o świadomym podróżowaniu na pewno nie mogło zabraknąć.

Slogany

Jechać w świat, by go naprawiać. Niczym wygrywając na loterii, miałeś tyle szczęścia, że urodziłeś się w tym, a nie innym miejscu na świecie, dlatego warto pojechać i pomóc tym, którzy mieli go mniej.

Wolontariat zagraniczny to przygoda odmieniająca nie tylko Twoje życie, ale także tych, którym pomagasz. Jadąc na wakacje, jesteś turystą, jadąc na wolontariat zagraniczny, jesteś bohaterem.

Wszystko to pięknie brzmi, niczym slogany reklamowe dużych firm zarabiających ogromne pieniądze.

I dokładnie tak jest!

Jesteś młodym mieszkańcem Zachodniego Świata przepełnionym ideałami? Chcesz naprawiać świat? To znaczy, że jesteś też w stanie sporo za to zapłacić. Ty widzisz siebie jako wolontariusza, a firmy widzą Cię jako klienta. Płacisz tym firmom za swoje dobre samopoczucie, wyższą samoocenę, przygodę, którą będziesz opowiadać swoim znajomym – promując tym samym usługi tej firmy – i oryginalne fotki na insta.

Jak pomagać, aby nie szkodzić i nie dać się wykorzystać? Oto jest pytanie, które zbyt rzadko sobie zadajemy.

W tym miejscu przyznam się, że nie byłem nigdy na takim wolontariacie. I pewnie nie będę, choć pomagałem już dzieciom z odległych krain i będę to robił ponownie w przyszłości. Dotychczas zwiedzałem świat, poszukując odpowiedzi na pytania, kim naprawdę jestem i jak ten świat funkcjonuje. Byłem już o krok od wyruszenia na półroczny wolontariat, ale moje życiowe priorytety całkowicie się odwróciły – na szczęście.

W tym krótkim rozdziale nie będę rozpisywał się, jak wygląda taki wolontariat, bo szczerze mówiąc, nie wiem tego z pierwszej ręki. W Internecie znajdziesz masę blogów czy artykułów na ten temat. Poczytaj je, bo na pewno będzie to miło spędzony czas, ale przed rozpoczęciem poszukiwań swojej wyprawy życia, dokończ ten artykuł i koniecznie odwiedź stronę zanimpomozesz.pl.

Skoro nie byłem na wolontariacie, to dlaczego piszę ten artykuł? Czy mam do tego kompetencje? Myślę, że tak, bo po pierwsze podczas tych podróży poznałem ludzi, którzy pomagali innym, a po drugie – jeszcze istotniejsze – wraz z grupką znajomych zorganizowaliśmy pomoc dla zniszczonej powodzią szkoły w Laosie. Uatrakcyjniałem także lekcje angielskiego, gdy spałem w pewnej szkole w Wietnamie na Couchsurfingu, ale to całkowicie inna historia.

Wracając do pomocy uczniom w Laosie. Zorganizowaliśmy zbiórkę artykułów szkolnych, których tam brakowało, po czym dwie dziewczyny z naszej ekipy dostarczyły je na miejsce. Po tej akcji uświadomiłem sobie, że nie trzeba korzystać z usług drogich firm pośredniczących w „pomaganiu”, a można zrobić to na własną rękę. Dlatego otworzyłem Fundację CALM edu. Oczywiście to opis w wielkim skrócie, bo trzeba było taką zbiórkę zgłosić do ministerstwa, zdobyć środki na transport kredek, zeszytów itp. – co z perspektywy czasu okazało się idiotyczne, bo o wiele taniej jest je kupić tam na miejscu – znaleźć chętnych do pomocy… Potem jeszcze obejść problemy z lokalnymi władzami, która chce też na takiej pomocy zarobić – na szczęście kredek nie potrzebowali. Naszą akcję „LAOS Pomagamy” znajdziesz na Facebooku i na stronie fundacji.

Podsumowując. Jeśli się chce, to się da! Nie trzeba być wielkim graczem. Wystarczy tylko znaleźć kogoś, kto potrzebuje pomocy, i dowiedzieć się, jak pomagać, aby nie szkodzić.

Znajdź coś dla siebie

Wpisz w Google „volunteering abroad list of organizations”, a znajdziesz tysiące wyników, a na każdej z tych stron tysiące dopasowanych do Twoich upodobań wyobrażeń miejsca docelowego, w których chcesz pomagać, i terminów. Do wyboru do koloru. Nie wszystkie z nich są szkodliwe. Jednak, jak wynika z raportów dostępnych na stronach organizacji międzynarodowych, jest to ogromny problem. Niektórzy szacują, że nawet 95% takich wyjazdów nie ma wiele wspólnego z prawdziwym pomaganiem, a twoje pieniądze pozostaną w zachodnich kieszeniach.

Jak szkodzić, chcąc pomóc

Co może być złego w wyjeździe do Nepalu, aby pomagać przy opiece nad sierotami w domach dziecka? Wydaje się, że nic. No i niestety tylko się wydaje. Aby nakierować Cię na tok myślenia „biznesu pomocy”, spójrzmy na polski rynek. Widząc żebrzącego pod dyskontem, zastanawiamy się, czy przypadkiem nie chce on wykorzystać naszej naiwności. Czy naprawdę potrzebuje pieniędzy na jedzenie, czy może jednak na alkohol. Każdy z nas, kto poczuje się przekonany do osoby proszącej nas o pomoc, zdecyduje się raczej kupić mu w sklepie coś do jedzenia, zamiast dać pieniądze. Wracasz do domu z czystym sumieniem i dobrym uczynkiem na koncie? A może właśnie dałeś się naciągnąć?

Szybka lekcja ekonomii

Pierwsza zasada ekonomi. Gdy jest popyt – chęć pomagania – powstaje także podaż – „ofiara”, „potrzebujący”, żebrak,  którzy mogą na niej zarobić. Świeże, zapakowane produkty, które taki „podsklepowy przedsiębiorca” otrzymał, można spieniężyć w małych sklepikach. Dla sklepu to dobry interes, bo po niższej cenie niż rynkowa otrzymują dobra, które mogą sprzedać za zwykła stawkę – tym samym optymalizują zyski, a to już druga zasada ekonomii. Co żebrak zrobi z zarobionymi pieniędzmi? Nie wiemy, może kupi za nie ciepłe jedzenie, zapłaci czynsz, a może kupi alkohol. Jak w takim razie pomagać, aby nie dać się naciągnąć? Wspieraj organizacje, które mają odpowiedni know-how, czyli doświadczenie w pomaganiu od lat.

Chcesz uczyć biedne dzieci w szkole z prześwitującymi ścianami angielskiego? A jakie masz do tego kompetencje? Sprawdź wcześniej czy dzieciaki w tym kraju nie są angielskojęzyczne, bo głupio możesz wypaść. (Photo by Z on Unsplash)

Globalny rynek voluntourismo

Jeżeli w krajach rozwiniętych żyje młodzież, która jest w stanie zapłacić za pomaganie innym, to bardzo wiele osób dostrzeże popyt na wysokomarżowe usługi turystyczne. Powstaje podaż w formie organizacji, które biorą procent – zwykle większość – za zorganizowanie Twoich oryginalnych wakacji. To jeszcze nie koniec. Wiele tego typu firm nie kryje, że sprzedaje wycieczki czy liderskie szkolenia, wymianę młodzieżową itp. Na polskich stronach znajdziesz oferty wolontariatu za prawie 10 tys. zł za możliwość wyjazdu na okres od 7 dni do kilku tygodni, aby spędzić czas z rdzennymi mieszkańcami danego regionu. Słowo tam nie pada o jakiejkolwiek formie pracy czy pomocy dla nich! Czy to duży rynek? Szacowany na 10 mln wolontariuszy rocznie! Gdyby poprawnie wykorzystać ich potencjał, już po kilku latach na świecie nie byłoby problemów do rozwiązywania.

Optymalizacja zysków

W jaki sposób zarobić więcej? Takie pytanie zadaje sobie każdy przedsiębiorca, który chce rozwijać swoją działalność. Żebracy na ulicach często posyłają swoje dzieci, ponieważ one mocniej oddziałują na nasze dobre serca. Efektywność ich pracy jest wyższa niż dorosłych. Czym więcej dzieci, tym większe zyski, a i państwo się dołoży. W Polsce trochę głośniej zrobiło się o tym problemie, gdy w jednym z programów telewizyjnych nagłośniono, jak w Rumuni kaleczy się dzieci – ucina kończyny, oślepia, wydłubuje oczy – aby zwiększyć przychody z ich pracy na ulicy. Straszne, ale prawdziwe – a my, często nieświadomie, to finansujemy.


W jaki sposób mogą rozwijać działalność firmy opłacane przez wolontariuszy z Zachodu? Najłatwiejsza metoda to poszerzanie swojej oferty zgodnie z oczekiwaniami klienta. W ten sposób wyjazdy dla wolontariuszy organizuje się pod nich, a nie w celu rozwiązania konkretnych problemów. Najważniejszy jest klient, a nie istniejący problem do rozwiązania.


Jeśli jakaś pozycja w ofercie cieszy się większą popularnością, to należy zwiększać jej dostępność. Tylko jak to zrobić, gdy liczba potrzebujących – na całe szczęście – maleje, a nie rośnie? Każdy rok trwania takiej pomocy, bez klęsk żywiołowych, powinien przyczynić się do zmniejszania liczby potrzebujących, a co za tym idzie także klientów – dla firm to strzał w kolano. Jak podaje UNICEF, na przestrzeni ostatnich pięciu lat w Kambodży spadła liczba sierot, jednak liczba sierocińców wzrosła nawet o 75%! Niewiele lepiej jest w Nepalu. Skala tego zjawiska jest tak ogromna, że powstała dla niego nawet nazwa – sieroca turystyka. Według UNICEF-u na świecie żyje około 140 milionów sierot (dzieci, które utraciły przynajmniej jednego rodzica), w domach dziecka jest ich od 3 do 8 mln, jednak „jedynie” 10% z nich naprawdę nie ma rodziców. Większość dzieci trafia do sierocińców z jakiś nie do końca oczywistych powodów, a to nazywa się handlem ludźmi. Więcej na ten temat poczytasz na thinkchildsafe.org i podrozeaprawadziecka.pl.

Doczekaliśmy się tak paradoksalnych, smutnych czasów, w których to ludzie dobrej woli, całkowicie nieświadomie, wyrządzają tak ogromne szkody swoją „pomocą”, że muszą powstawać organizacje niwelujące skutki ich działań. Wolontariusze pomagają dzieciom wracać w ich rodzinne strony, które opuściły, aby inni wolontariusze mogli im „pomóc”. Organizacje, które mam na myśli, znajdziesz m.in. na: fmn.org.au, cambodianchildrenstrust.org, hopeandhomes.org i polskiej stronie podrozeaprawadziecka.pl.

Czy można naprawdę pomagać?

Oczywiście. Zwykle najlepiej zacząć od swojego podwórka. Rozejrzyj się wokoło i przeanalizuj, jak wielu potrzebujących jest w Twoim bloku, dzielnicy czy mieście. Zainteresuj się nasza akcją #CzysteSzlaki i zorganizują ją na swoim podwórku. Chcesz gdzieś wyjechać? Odwiedź potrzebujących w innych województwach. Jeśli chcesz ruszyć dalej, to zastanów się, co tak naprawdę możesz im zaoferować. Najłatwiej pomagać, jeśli jesteś profesjonalistą. Lekarz może leczyć, inżynier budować mosty, nauczyciel uczyć, a co może nastolatek bez doświadczenia?

Możesz robić najwyżej to samo, co lokalna społeczność, ale gorzej, bo ani nie znasz języka, ani nie przywykłeś do klimatu. Mało tego, Twój pobyt tam może odbierać im pracę, z której utrzymują swoje rodziny. Dla firm będziesz świetnym pracownikiem, bo darmowym. Chcesz mieć kontakt z innymi kulturami, a jednocześnie naprawdę pomóc? Na „swoim podwórku” też możesz się wykazać. Odwiedź stronę uchodzcy.info, bo w Polsce też możesz zdobyć doświadczenie w pomaganiu ludziom z różnych stron świata, a ono otworzy morze nowych możliwości.

Rozejrzy się wokoło, a zobaczysz że wokół Ciebie jest jeszcze wiele do zrobienia. Photo by Brian Yurasits on Unsplash

Wolontariat – podejrzane oferty

Może przesadzam, ale naprawdę ciężko znaleźć organizację, w której Twoje chęci zostaną naprawdę dobrze spożytkowane. Jeśli szukasz wolontariatu, to zwróć uwagę na:

– czas jego trwania – w tydzień nikomu nie pomożesz, w 3 tygodnie czy miesiące zdążysz zniszczyć psychikę dzieci, które się do Ciebie przywiążą;

– brak wymagań wobec chętnych – „wystarczą tylko dobre chęci” to najlepszy slogan tego typu biur podróży. Jeśli nic nie musisz potrafić, to nic nie wniesiesz do zespołu – rąk do pracy na całym świecie nie brakuje – brakuje jedynie umiejętności;

– czy są szkolenia – ok, powyższy punkt możesz skreślić, jeżeli firma najpierw Cię wyszkoli, tylko czy nauczy Cię, jak pomagać?

– czy taka pomoc ma sens – nie ma sensu uczyć o ekologii dzieci w slumsach, kiedy one codziennie walczą o przetrwanie. W Indiach 300 mln ludzi nie ma ani kanalizacji, ani stałego dostępu do elektryczności. Chcesz uczyć angielskiego? Super, tylko że dzieci we wszystkich byłych koloniach brytyjskich traktują ten język jako swój drugi ojczysty. Jeśli chcesz uczyć go gdzieś indziej, to jakie masz do tego kompetencje? Znasz lokalny język, aby się z nimi dogadać? Chcesz pomagać przy operacjach? A w Polsce też byś mógł?

Na koniec

Parę lat temu trafiłem na zdanie, które wyjątkowo utkwiło mi w pamięci „najgorszym, co spotkało czarny ląd, jest biały człowiek”. Nie susze, wojny czy plagi, ale my. Długo myślałem, że to zdanie dotyczy wyłącznie kolonializmu, ale dziś patrzę na to trochę szerzej, i już nie tylko w kontekście Afryki.

Ciekawe, ile organizacji tak naprawdę chce pomagać i robi to skutecznie. Nie kreuje problemów, aby pozyskać finansowanie Zachodniego Świata i mieć na swoje wypłaty. Świadomie nie uzależnia od udzielanej przez siebie pomocy, aby dalej mieć miejsca pracy. Ile organizacji przeciwdziała problemom, a nie tylko „próbuje” je rozwiązywać – całymi latami.

Na koniec odwiedź strony projektów Fundacji Go’n’Act oraz zobacz ten jednominutowy film na YouTube: „ChildSafe Movement – Don’t Create More Orphans”,ponieważ jest on najlepszym posumowaniem tego tekstu.

Czytaj dalej: Filozoficzny wymiar podróży

Więcej informacji na temat mroków wolontariatu: krytykapolityczna.pl i do posłuchania PolskieRadio.pl oraz DziałZagraniczny.pl

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zdrowie w podróży

Jestem zdania, że są tylko dwie rzeczy, na które warto w życiu bez wyrzutów sumienia wydawać pieniądze, i jedna dodatkowa (wyjątkowo przyjemna), na którą możemy czasem przymknąć oko. Tak się składa, że te trzy rzeczy, którymi są kolejno ZDROWIE, PODRÓŻE i jedzenie, łączą się w tym rozdziale.

Dlaczego warto wydawać pieniądze na zdrowie, nie muszę tutaj tłumaczyć nikomu, kto choć raz poważniej zachorował lub doznał kontuzji (lub jego bliski). Prawdopodobnie Ty, skoro trzymasz tę książkę w rękach i zawędrowałeś aż do tego rozdziału, jesteś świadomy, że podróże bez zdrowia nie są aż tak przyjemne. Po co odkładać pieniądze, skoro mamy NFZ i za usługi lekarzy nie musimy płacić? Niestety z tym nie do końca jest tak dobrze… (jednak w tym miejscu utnę zdanie i przejdźmy do kolejnego akapitu).

Zamiast leczyć choroby (co na pustyni, w dżungli czy na środku oceanu może stanowić
poważne wyzwanie), lepiej ich unikać, dlatego profilaktyka w podróży stanowi jeden
z ważniejszych jej aspektów.

Interaktywny spis treści

Ogólne porady:

Spodziewaj się niespodziewanej pogody

Komary

Minimalizacja ryzyka zatrucia

Apteczka turystyczna

EKUZ – Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

Dlaczego powinieneś zostać dawcą krwi?


Ogólne porady:

Dbaj o siebie

Nawadniaj się, wysypiaj się, nie przesadzaj z alkoholem i uważaj na klimatyzację – dzięki tym prostym zasadom Twój organizm będzie w dobrej formie przez cały wyjazd.

Myśl trochę więcej – Nawet w Polsce ludzie mają duży problem z piciem wody z kranu w toalecie, ale znacznie mniejsze opory przy piciu wody z tego kuchennego. Choć to dokładnie ta sama woda transportowana tymi samymi rurami. Podobnie w podróży mamy opory (i słusznie) przed piciem wody z kranu, ale żadnych przed piciem napojów z lodem lub myciem zębów wieczorem w łazience, a to przecież dokładnie ta sama woda.

Wzmocnij swoją florę bakteryjną – Probiotyki z apteki, a jeszcze lepiej te naturalne, czyli kefiry czy smaczne kiszonki,powinniśmy jeść nie tylko gdy przyjmujemy antybiotyk, ale też na co dzień. Wpływają one bardzo pozytywnie na nasza florę bakteryjną, a to w końcu ona wytwarza endorfiny, czyli hormony szczęścia. Dwa tygodnie przed wyjazdem w dalekie kraje dobrze regularnie jeść wyżej wspomniane kiszonki, a podczas pobytu na miejscu codziennie połknąć probiotyk. Jeżeli dobrze przygotujemy nasza florę jelitową, to może się okazać, że podczas wyjazdu czujemy się świetnie, ale dopiero po powrocie do domu przy kontakcie z „polskimi” zarazkami doświadczymy problemów jelitowych. Zdarza się to dość powszechnie u doświadczonych podróżników.

Zaszczep się! – Wjazd na terytorium niektórych krajów jest możliwy wyłącznie dla turystów posiadających potwierdzenie wykonania obowiązkowych szczepień w międzynarodowej (żółtej) książeczce szczepień. Jeżeli szczepienia nie są wymagane, a jedynie zalecane, to dla spokojnego snu też warto je wykonać.

[Więcej na temat szczepień w kolejnej aktualizacji – jeśli jesteś lekarzem, to zapraszamy do współpracy]

Jeśli nie masz lodówki

Uważaj na to, w jaki sposób przechowujesz jedzenie. Do dziś pamiętam doskonale, co było powodem mojego najgorszego zatrucia w życiu, jakieś 10 lat temu. Była to szynka zjedzona na szlaku w Tatrach. Piękna pogoda, słonecznie, gorąco i, jak się okazało, zbyt ciepło jak dla mojej szynki przechowywanej cały dzień w plecaku eksponowanym na działanie promieni słonecznych. Jak przebiegało to zatrucie, wolę nie wspominać, ale pewnie każdy się domyśla, że w schroniskach poszukiwałem głównie ubikacji. Jeżeli rozpakowałeś jedzenie, to uważaj na owady (lub większe zwierzęta), aby go nie zanieczyściły podczas Twojej nieuwagi.

Unikaj zwierząt

Przezorny zawsze ubezpieczony, dlatego należy unikać bliskiego kontaktu ze zwierzętami, które mogą przenosić wściekliznę (bezpańskie psy, małpy oraz inne ssaki, w tym nietoperze). Po kontakcie ze zwierzęciem (np. śliną) podejrzanym o zakażenie (czyli w niektórych krajach każdym) osobom wcześniej niezaszczepionym podaje się 5 dawek szczepionki w odstępach czasu 0, 3, 7, 14 oraz 28–30 dni oraz immunoglobulinę z pierwszą dawką szczepionki. Osobom wcześniej zaszczepionym podajemy 2 dawki szczepionki w odstępach czasu 0, 3 dni, bez immunoglobuliny.

Bezpieczny seks

Jeżeli będziesz uprawiać seks z osobą poznaną w podróży (niezależnie, czy to inny turysta, czy lokals), zawsze się zabezpieczaj! Pamiętaj, że odbywając stosunek seksualny z „partnerem”, odbywasz go tak samo (pod względem chorób wenerycznych i wszelakich wirusów), jakbyś odbywał go z wszystkimi jego wcześniejszymi kochankami i ich partnerami i …. W skrócie, podejdź do tego z głową i lepiej nie po pijaku, bo w wielu krajach świata choroby, o których prawie zapomnieliśmy w Polsce, nie należą do rzadkości.

Warto wytłumaczyć w tym miejscu, dlaczego większość osób (niezależnie, czy się do
tego przyznaje, czy nie) odczuwa większy pociąg do osób o innym pochodzeniu (rasowym,
kulturowym). Takie „zainteresowanie” wynika z ewolucji gatunku. Od zawsze matka
natura sugerowała nam, abyśmy mieszali swoje geny z osobnikami jak najbardziej różnymi
od nas. Im bardziej urozmaicone jest DNA naszych dzieci (nasze drzewo genealogiczne
jest porozrzucane po całej planecie), tym większa szansa, że będą posiadać
zdrowszą pulę genów.

Żel antybakteryjny

Nie tylko podczas pandemii pozycja obowiązkowa w kieszeni / torebce czy plecaku. Może się przydać, jeżeli w górach, na odludziu lub w azjatyckiej metropoliach będzie problem z dostępem do umywalki przed posiłkiem.

Chroń stopy

Biorąc prysznic lub chodząc wokół basenu, zawsze zakładaj klapki (lub japonki, które zajmują jeszcze mniej miejsca), a zapobiegniesz tym samym kontaktowi z potencjalnymi grzybami. Bawiąc się w wodzie na plaży, warto nosić specjalne buty zaprojektowane do tego celu, które zabezpieczą nasze stopy przed ostrymi kamieniami, szkłem, jak również jeżowcami.

Ostrożnie ze słońcem

Szczególnie niebezpieczne jest wylegiwanie się pomiędzy godzinami 11–14 w pierwszych dniach pobytu. Pierwszego dnia opalanie nie powinno być dłuższe niż 20–30 minut. Odwiedzasz ciepłe kraje z dziećmi lub jesteś w starszym wieku? W takim razie najlepiej kontakt z słońcem potraktuj jako potencjalnie nie- bezpieczny. Nakrycie głowy, kremy z filtrem, okulary przeciwsłoneczne czy przewiewne ubrania (najlepiej tez z filtrem) powinny stanowić nasz codzienny ekwipunek.

Gdy na prewencję będzie już na późno i schodząca skóra z pleców odbiera Ci rozum to czas zaopatrzyć się w krem na atopową skórę. Genialnie łagodzi swędzenie! Osobiście przetestowałem Lipikar Balsam AP+ od La Roche-Posay, ale podejrzewam, że każdy inny też się sprawdzi.

Dostępność podpasek i tamponów

Na stronie www.loswiaheros.pl w poście „Higiena kobieca w podróży” znajdziesz długą listę krajów z komentarzami dotyczącymi dostępności w nich podpasek i tamponów.

Spodziewaj się niespodziewanej pogody

Nie tylko w górach pogoda błyskawicznie się zmienia i może nas zaskoczyć. Odwiedzając ciepłe kraje, możemy wieczorem zmarznąć. Nawet w Polsce zaczyna się z zdarzać, że gdy ciepłą jesienią za dnia chodzimy w krótkim rękawku, to w nocy mogą zdarzać się przymrozki. Podczas wrześniowej praktyki w Macedonii w miejscowości Ochryda pewnego wieczoru, spędzając go nad brzegiem jeziora, strasznie zmarzłem, pomimo że za dnia ludzie w tym samym miejscu się opalali. Dlatego ciepła bluza powinna znaleźć się na wyposażeniu każdego turysty, niezależnie od przewidywanej pogody za dnia.

Odzież powinna zapewnić maksymalny komfort cieplny. Zarówno przegrzanie, jak nadmierne wychłodzenie organizmu są czynnikami, które zmniejszają odporność i sprzyjają rozwojowi zakażeń. Z tego powodu bardzo ważne jest używanie odzieży dostosowanej do lokalnych warunków klimatycznych. Ze względów kulturowych ubiór nie powinien rażąco naruszać miejscowych zwyczajów.

W klimacie gorącym należy nosić odzież, która nie utrudnia parowania potu – generalnie należy unikać materiałów z tworzyw sztucznych, z wyjątkiem nowoczesnych „tkanin technicznych”.

Na terenach górskich, gdzie zimy i noce są chłodne, niezbędna jest ciepła odzież – wełniana lub z „tkanin technicznych”. Obuwie musi być wygodne, najlepiej wysokie i na grubej podeszwie, co jest uzasadnione ochroną przed ukąszeniami stawonogów i innych zwierząt.

Komary

Czy wiedziałeś, że komary to najbardziej śmiercionośne zwierzęta na świecie? Szacuje się, że rocznie z ich powodu ginie nawet 700 tys. osób, w tym z powodu samej tylko malarii ponad 400 tys. Same w sobie komary nie są groźne, chyba że zaatakują Cię na wielkiej ścianie podczas wspinaczki bez zabezpieczenia. Groźne jest natomiast to, co przenoszą swoich organizmach na ogromną skalę, latając sobie niczym pszczoły z kwiatka na kwiatek, tylko że z człowieka na człowieka.

Raz w życiu doświadczyłem, co to znaczy chmura agresywnych komarów, gdy po wejściu do lasu jednocześnie (nie przesadzam) zostałem zaatakowany przez co najmniej 30 owadów i liczba ta błyskawicznie rosła. Spanikowany wyciągnąłem wtedy „ostatkiem sił” preparat na komary z substancją DEET (50%), którym natychmiast się spryskałem i… o dziwo, jak ręką odjął, wszystkie komary w ułamku sekundy zapomniały o mnie!

Jak uchronić się przed komarami?
  • zakładaj szczelne ubrania z długimi rękawami i nogawkami, a na głowę kapelusz z moskitierą (jeśli wybierasz się do dżungli)
  • przed wędrówką czy wypadem na ryby wystarczy spryskać się środkiem zawierającym DEET (oficjalnie rekomendowanym przez WHO), gama tego typu produktów jest szeroka i łatwo dostępna w naszych sklepach,
  • jeżeli śpisz w klimacie tropikalnym, to możesz rozwiesić sobie nad łóżkiem moskitierę, dostępną w wielu schroniskach czy hostelach otoczonych lasem.
  • komary bardzo nie lubią ruchomego powietrza, dlatego pozostawienie na noc załączonego wiatraka powinno wystarczyć.

Minimalizacja ryzyka zatrucia

Jednym z głównych powodów, dla których podróżuję, jest próbowanie lokalnych potraw. Nie zawsze są one smaczne, jak choćby balut albo durian, ale zawsze są ekscytującym doświadczeniem. Niezależenie od tego, czy byłem w Azji, czy na Bliskim Wschodzie, zawsze starałem się kupować jedzenie na ulicznych straganach lub nawet z ulicznych garnków i jak do tej pory nic mi (na szczęście) nie zaszkodziło, nawet gdy potrawa była podawana w gazecie zamiast serwetki i wokół mnie biegały szczury, które dojadały resztki rzucane przez innych klientów. Uwielbiam taką kuchnię, bo jest ona prawdziwa, typowo lokalna i oryginalna, a nie modyfikowana pod turystów, nie mówiąc już, że kosztuje grosze. Te potrawy są nie do podrobienia.

Zaznacz na liście te zasady, które już przestrzegasz:

  • jak najczęściej (ale znowu bez przesady) myj ręce wodą z mydłem, unikniesz w ten sposób też przeziębienia – nie możesz ich umyć, to zdezynfekuj specjalnym żelem;
  • uważaj, co wlewasz do ust – nie pij wody z kranu, nie myj nią zębów, spożywaj tylko wodę butelkowaną (oryginalnie zakręconą), lub bardziej ekologicznie przegotowaną (np. w formie herbaty czy kawy);
  • staraj się jeść tylko świeże potrawy. W Azji na wielu straganach widziałem wędliny, mięsa czy nawet jajka leżące w upalnym słońcu cały dzień bez zabezpieczenia, najlepiej unikaj takich miejsc;
  • jedz tam, gdzie jedzą lokalsi, a szczególnie matki z dziećmi. Jeżeli będąc za granicą przed Tobą w kolejce stoją kobiety z dziećmi, to prawdopodobnie ten punkt gastronomiczny jest bezpieczny (omijaj te, w których jedzą taksówkarze i robotnicy);
  • jeżeli masz ochotę na świeże owoce, to wybieraj tylko te umyte, wysuszone i obrane ze skórki czystym nożem (najlepiej sam się tym zajmij) i na wszelki wypadek unikaj surówek;
  • unikaj napojów z lodem (szczególnie tych bezalkoholowych), jeśli nie znasz metody jego produkcji, bo to zwykle nic innego jak zmrożona woda z kranu;
  • unikaj w niesprawdzonych miejscach żywności surowej lub niedogotowanej (jajka na miękko, sushi, owoce morza, tatar, jogurty i inne produkty mleczne);
  • pij wódkę na zdrowie – dosłownie. Więcej na ten temat w rozdziale „Opis rzeczy…”, punkt wódka.

Na koniec przyznam się, że osobiście nie przestrzegam jakoś nadgorliwie większości z powyższych zasad dotyczących jedzenia oprócz ostatniej, czyli zapijania najbardziej podejrzanych ulicznych potraw alkoholem. Nie miałem problemów z zatruciem w trasie, jednak w apteczce zawsze, a często i w podręcznym plecaku podczas degustacji dziwnych rzeczy, mam przy sobie kilka błyskawicznych tabletek na problemy jelitowe, których zwyczajnie nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Warto jednak pamiętać, że jeżeli mi do tej pory nic nie zaszkodziło, to nie znaczy, że osoby które spotkałem w trasie lub moi towarzysze podróży mieli również tylko pozytywne doświadczenia w tym temacie.

Apteczka turystyczna

Apteczce podróżniczej poświęciłem cały osobny post dostępny poniżej, w tym miejscu zamieszczę jedynie kilka sugestii jak z apteczką powinniśmy się obchodzi i o czym warto pamiętać.


Warto o tym pomyśleć:

  • Najwygodniej, jeżeli funkcję apteczki pełni zapinany przezroczysty szczelny worek. Już na pierwszy rzut oka widzimy, gdzie co można znaleźć.
  • Wszystko powinno być popakowane w przezroczyste szczelne woreczki i pogrupowane w zależności od zastosowania. Leki na zatrucie razem,te na przeziębienia też, osobno popakować opatrunki itp.
  • Wszystkie leki należy koniecznie podpisać markerem w kilku miejscach na opakowaniach wraz z datą ważności! Dzięki temu po spożyciu np. połowy tabletek i odcięciu pustych opakowań lub zwinięciu tubki jakiejś maści wiemy, do kiedy jest ona ważna.
  • Część standardowego, podstawowego wyposażenia apteczki noszę zawsze w „saszetce – niezbędniku turysty”, dlatego standardową apteczkę zabieram tylko na wypady dłuższe niż 2 dni. Tym samym część rzeczy może się na tych dwóch listach dublować. Lista apteczka zawiera komplet środków na wszelakie wyjazdy i może być skalowana w zależności od potrzeb.
  • Przy kompletowaniu apteczki pomógł mi lekarz medycyny podróży.
  • Ważne, aby wszystkie ulotki z leków (na wszelki wypadek) mieć zawsze w apteczce.
  • Ja zwykle wożę z sobą leki o słabszym i mocniejszym działaniu, aby organizm nie przyzwyczajał się zbyt szybko do silnych dawek.
  • Każdy powinien brać leki pod siebie, nauczony swoim doświadczeniem, co może go w trasie spotkać (nie wszyscy chorują na to samo).
  • Warto zamieścić w apteczce listę najpopularniejszych problemów zdrowotnych (np. grypa, zatrucie, stan zapalny ucha itp.) wraz z informacją, jakie leki i w jakich dawkach zastosować. Pomoże nam to przyśpieszyć zażycie pierwszej dawki nowych leków w nagłej sytuacji bez konieczności czytania wszystkich ulotek i opakowań (poniżej).

Czytaj dalej: Dlaczego powinieneś zostać honorowym dawcą krwi?

EKUZ – Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

EKUZ to dowód ubezpieczenia w NFZ stosowany w innych niż Polska krajach Unii Europejskiej (UE) oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA)
EKUZ wydawany przez NFZ to plastikowa karta wielkości tej bankomatowej, bez zdjęcia
EKUZ wystawiany jest na każdego ubezpieczonego z osobna, także na dziecko
EKUZ jest bezpłatny
EKUZ uprawnia do świadczeń opieki zdrowotnej:
+osoby podróżujące (głównie) w celach turystycznych w sytuacji nagłej
+w zakresie niezbędnym z przyczyn medycznych, biorąc pod uwagę charakter świadczeń
oraz przewidywany czas pobytu w kraju UE/EFTA
+w placówkach mających umowę z tamtejszą kasą chorych (odpowiednikiem NFZ)
+na zasadach obowiązujących w kraju pobytu

Powyższe informacje pochodzą ze strony internetowej zachodniopomorskiego oddziału NFZ, na której to też znajdziesz wszystkie informacje na temat leczenia poza granicami naszego kraju.

UWAGA !!!

Wydłużono okres ważności kart!
Karty EKUZ wyrabiane dla osób poniżej 18. roku życia są ważne do 5 lat (chyba że w międzyczasie osoba ta przekroczy tę granicę wiekową), dla studentów przez 18 miesięcy, a pozostałych dorosłych aż przez 36 miesięcy.*

*Cała rozbudowana tabela okresów ważności dostępna na stronach NFZ. Jeżeli masz więcej pytań na temat EKUZ, to zachęcam do odnalezienia w otchłaniach Internetu pliku „Broszura informacyjna „100 pytań do EKUZ””, który stanowi kompendium wiedzy na ten temat.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Świadome podróżowanie

Planowanie podróży krok po kroku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Bezpieczeństwo w górach – pierwsze kroki

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Turystyczna książka kucharska

Znajdziesz tutaj kilka autorskich przepisów i kilka znanych, lecz zmodyfikowanych dań, które wielokrotnie były towarzyszami moich podróży. Jeżeli chcesz dowiedzieć się wszystkiego na temat jedzenia na szlaku, to koniecznie rzuć okiem na wcześniejszy post – „Co jeść w górach, czyli podstawy górskiej dietetyki”

Interaktywna lista przepisów

Omlet „a la Czekala” – uczucie sytości na długo

Placki chlebowe lub tortille orzechowe – wygodne na szlaku

Namiotowe bolognese bez makaronu – włoska namiotowa kuchnia

Domowy izotonik – nawodnienie to podstawa

To miejsce czeka na Twój przepis!

Omlet „a la Czekala”

Pełnowartościowe solidne danie, łatwe w transporcie i spożyciu, nadające się idealnie na jednodniowe wyprawy (górskie/rowerowe itp.) jako alternatywa do jedzenia w schroniskach.

Wersja podstawowa (bez dodatków) to mniej więcej:
Węglowodany (80 g) / Tłuszcze (38 g) / Białko (33 g) / 786 kcal

Składniki:

  • 3 jajka
  • 1 łyżeczka oleju kokosowego / masła
  • 50 g płatków owsianych górskich
  • 1 średni banan
  • 25 g rodzynek / żurawiny suszonej (niesłodzonej)
  • Dodatki – w zależności od upodobania można dorzucić orzechy / sezam / płatki migdałowe
  • / słonecznik

Sposób przygotowania

Kroimy banan na plasterki (ewentualnie kostkę) i wrzucamy do garnka. Dorzucamy wszystkie składniki (oprócz słonecznika i tłuszczu), a następnie dokładnie mieszamy je razem. Na patelni roztapiamy tłuszcz (olej lub masło) i gdy tylko się rozgrzeje, wlewamy zawartość garnka. Smażymy mniej więcej 5 minut na średnim ogniu (dokładny czas zależy od wielkości patelni) z jednej strony, aż do osiągnięcia „placka” o stałej konsystencji w jego dolnej części. Przed obróceniem placka można go posypać słonecznikiem (w innym wypadku, gdy zrobimy to wcześniej, może nasiąknąć jajkiem i stracić chrupkość), tak aby ziarna znalazły się w kontakcie z patelnią. Mniej więcej po 3 kolejnych minutach danie gotowe. Najlepiej zapakować w folię aluminiową.

Z pamiętnika turysty – Grzyby i inne leśne zdobycze

Jeżeli znasz się na grzybach to nic Cię nie ogranicza, aby górskie biwakowanie urozmaicić sobie trochę lokalną kuchnią.

Nigdy smażone grzyby na masełku nie smakowały tak dobrze jak na alpejskim szlaku.

Po dołożeniu do garnka jajek, rewelacyjna śniadaniowa zasmażka gotowa. Czy można chcieć czegoś więcej?

Placki chlebowe lub tortille orzechowe

To nie jest jedno konkretne danie, a cały ocean niekończących się możliwości.

Uważam, że najlepszym źródłem węglowodanów podczas każdej wyprawy jest pieczywo (szczególnie to pełnoziarniste lub uzupełniane różnego rodzaju ziarnami). Najgorszą formą pieczywa „turystycznego” jest natomiast nasz europejski chleb. Kto wpadł na pomysł, aby aż tak bardzo napompować mąkę?

W Iranie i na całym Bliskim Wschodzie je się głównie „chleb” w formie placków – khubz lub pita – w Gruzji chleb, który przypomina ten nasz, ale jest cięższy i mniej napompowany. W Meksyku tortille, jeszcze gdzieś piadiny itp. Gdy przygotowujemy posiłek na drogę, zależy nam, aby spełniał poniższe warunki: był szybki w przygotowaniu, pełnowartościowy, kaloryczny i zajmował jak najmniej miejsca (nie może być napompowany!).

Moim zdaniem dobrym pieczywem na trasę są tortille, które znamy z naszych dyskontów. Są cienkie, łatwe w transporcie i zawierają przeciętnie 50% węglowodanów oraz po 8% białka i tłuszczy (choć da się znaleźć lepsze).

Przed przygotowaniem „kanapek” należy delikatnie (po 30 sekund z każdej strony) opiec na suchej patelni placki. W ten sposób wyparuje z nich choć część substancji konserwujących, zmieni się też konsystencja, zapach, a co za tym idzie i smak. Szczelnie zapakowane tortille bez takiego przygotowania posiadają chemiczny zapach (osobiście za nim nie przepadam). Przygotowane placki z „nadzieniem” smarowalnym (np. Nutella/pasztet) najwygodniej transportować w formie rolek, a te z poważniejszym wkładem złożone na pół.

Jeżeli posiadasz minimalne zdolności kucharskie, to zamiast kupować gotowe placki w dyskoncie, możesz przygotować w domu – lub nawet w schronisku – swoje własne bez korzystania z piekarnika! Na przygotowanie średnich 8 sztuk potrzebujesz tylko 90 min, z czego godzinkę będziesz mógł spędzić, odpoczywając – brzmi dobrze? No to zaczynamy.

Irańskie chlebki, banany, Nutella i otrzymany po drodze od innego turysty krem szafranowy – takie śniadanie nie często się zdarza.

Własne placki chlebowe

Inspiracją do tego przepisu były cienkie chlebki, które niejednokrotnie jadłem podczas różnych podróży. Najlepsze z nich to te indyjskie chlebki naan, które oryginalnie wymagają specjalnego pieca tandoor. Dlatego przez wiele lat myślałem, że są one poza zasięgiem domowego kucharza, jednak to nieprawda – wystarczy zwykła patelnia.

Wartości odżywcze dla 1 chlebka:
Węglowodany 41 g / Tłuszcze 3 g / Białko 7 g / 225 kcal

Składniki

10 gram suszonych drożdży / 20 g świeżych
400 g mąki pszennej/pełnoziarnistej (można je wymieszać)
½ szklanki jogurtu*
1 łyżka cukru
1 łyżka oliwy
0,5 łyżki soli
ok ½ szklanki ciepłej wody

*jogurt powinien być w temp. pokojowej. Niektórzy preferują zastąpić go maślanką, a inni mlekiem (które powinno być dostępne także w schronisku górskim). Bez dodawania nabiału wyjdzie nam w smaku coś zbliżonego do pity.

Jeżeli przygotowujesz chlebki także dla dzieci lub to Twój pierwszy kontakt z tym wypiekiem, to użyj mąki tortowej i wsyp odrobinę więcej cukru. Otrzymasz wtedy wariant słodko-słonego pieczywa, którym każdy będzie się zachwycał i pochłaniał w sporych ilościach. Używając mąki pełnoziarnistej, wyjdzie Ci o wiele bardziej sycący wypiek. 

Sposób przygotowania

Wszystkie suche składniki wsyp i wymieszaj w sporej misce. Dodaj jogurt i ponownie dokładnie wymieszaj. Następnie czas na wodę – ona także powinna być w temperaturze pokojowej. Dolej jej trochę i dokładnie mieszaj. Powtarzaj tę czynność tyle razy, aż uzyskasz lekko kleiste ciasto o podobnej konsystencji do tego z pizzy. Jeśli nie masz doświadczenia z pracy w pizzerii – to była moja pierwsza praca po maturze – to dolewaj wodę i mieszaj do czasu, gdy w misce na ściankach nie zostanie już ani trochę mąki lub przyklejonego ciasta. Wtedy powinieneś być w stanie zrobić z niego delikatną kulkę, która nie będzie przyklejać Ci się do dłoni – możesz je sobie obsypać mąką. Najtrudniejsze mamy za sobą. Po odstawieniu miski z ciastem przykrytej ręcznikiem lub kocem na 1 godzinę w cieplejszy kąt – ja odkładam ją przy kaloryferze – masz przerwę.

Gdy ciasto zdążyło już wyrosnąć, możesz porobić z niego 8 kulek, które następnie należy cienko rozwałkować i położyć pojedynczo na gorącą i suchą – bez dodatku tłuszczu – patelnię. Jak długo powinien robić się taki chlebek? Gdy zobaczysz, że wyrastają z niego spore pęcherzyki powietrza, to pora go obrócić. Po kolejnych 2–3 minutach możesz go zdjąć, posmarować masłem – oryginalnie czosnkowym – i kłaść kolejny placek. Po drugim placku, gdy patelnia będzie już naprawdę rozgrzana powinieneś trochę zmniejszyć płomień. Aby proces „wypiekania” przyspieszyć, możesz pomóc sobie pokrywką. Domowe placki chlebowe gotowe.  

PS: jeśli planujesz zjeść placki na ciepło, to możesz położyć na placku żółty ser, a następnie zgiąć go w połowie i pozawijać krawędzie – aby ser się nie wylał. Takie serowe calzone, identycznie jak wcześniej, kładziesz na patelnię i opiekasz z dwóch stron, z tym że tym razem odrobinę dłużej, i delektujesz się jako pierwszy, aby sprawdzić czy Ci się udało. Smacznego.

Przed wyruszeniem na kilkudniowy treking w Iranie zakupiłem w piekarni 16 takich wygodnych chlebków, a od spotkanego turysty na trasie solidną porcję kremu szafranowego – Irańczycy kochają szafran. To zainspirowało mnie do wypiekania własnych.

Propozycje słodkie:

Tortille orzechowe – smarujemy placek masłem orzechowym i posypujemy mieszanką studencką, aby syciły na dłużej. Zawsze można dodatkowo dosypać garść rodzynek.

Snickers tortilla – masło orzechowe posypane orzeszkami ziemnymi (prażonymi, niesolonymi) polewamy miodem.

Z Nutellą – chyba nic nie trzeba sugerować

Propozycje słone (po całym dniu słodkości na trasie przyjdzie i na to ochota)

Kanapkowe – tutaj ogranicza nas tylko wyobraźnia. Wrzucamy szynkę, ser, ogórki w plastrach, polewamy ketchupem/majonezem/jogurtem albo jemy na sucho.
Serowe – wszystkie serowe składniki mile widziane – najlepiej zjedzone na świeżo albo odgrzewane. Wkładamy plaster sera (lub kilka), dodatki, a następnie do sandwicza (przez niektórych nazywanego opiekaczem kanapkowym). Otrzymujemy śmiesznie tani, ciepły i smaczny posiłek (odpowiednik KFC qurrito) w formie trójkącików.


Namiotowe bolognese bez makaronu

Błyskawiczny do przygotowania, superlekki, energetyczny i ciepły posiłek za nieduże pieniądze. Alternatywa dla droższej (dawniej bardzo drogiej) żywności liofilizowanej – kto wymyślił taką nazwę, marketingowy strzał w kolano. Dzięki przygotowaniu tego dania pod namiotem oszczędzamy gaz, wodę i ciepło.

Wartości odżywcze dla 100 g kaszy, 100 g kabanosów i opakowania sosu 43 g:
Węglowodany 104 g / Tłuszcze 52 g / Białko 40 g / 1040 kcal

Składniki na solidną porcję dla jednej osoby:

0,5 litra wody,
sos do spaghetti w proszku,
paczka kabanosów (100 g)
przyprawy (sól, pieprz, zioła prowansalskie itp.).

Wszystko co potrzeba, aby przygotować spaghetti bez makaronu w górach. Photo by Sage Friedman on Unsplash

Przygotowanie

Przepis jest bardzo prosty i ekonomiczny. W menażce, którą podgrzewamy na palniku, gotujemy posoloną wodę – pod przykrywką, aby zaoszczędzić gaz. Gdy woda zacznie bulgotać, gasimy palnik i połowę przelewamy do kubka. Do menażki, gdzie teraz powinno być ok 250 ml wody, wrzucamy 100 g kaszy – pół szklanki, które można wcześniej w domu poporcjować do woreczków. Ważne, żeby wody było trochę więcej niż kaszy, ponieważ bardzo szybko wsiąknie. Przykrywamy.

Po czasie zapisanym na opakowaniu – standardowo jest to dosłownie 5 min – dosypujemy nasz sos i dolewamy resztę wody. Na koniec dorzucamy wkrojone kabanosy – np. małą paczkę Tarczyńskich – i wszystko przez chwilę podgrzewamy, stale mieszając. W zależności od preferencji i zawartości plecaka całość można jeszcze doprawić.

Wolisz coś na słodko?
Kaszę kuskus możesz zalać ciepłym mlekiem w schronisku, dosypać do niej kakao albo cynamonu i rodzynek lub wcześniej przygotowanych suszonych owoców. Lekkie, tanie i słodkie śniadanie na ciepło gotowe.


Domowy izotonik

Przepis znany każdemu, kto regularnie uprawia sport i choć raz odwiedził dietetyka. Słowem wstępu warto podkreślić, że gotowe napoje izotoniczne (np. Isostar, 4move, Powerade) są wskazywane tylko i wyłącznie dla osób uprawiających aktywność o przynajmniej średniej intensywności przez PONAD godzinę!

Zawierają łatwo przyswajalne węglowodany, wzmacniacze smaku, substancje konserwujące, a tym samym, jeśli ich naprawdę nie potrzebujemy, lepiej je omijać (jak wszystkie słodzone, kolorowe napoje).

Niektórzy nie wierzą, że te napoje naprawdę pomagają osiągać lepsze wyniki. Inni sportowcy się od nich uzależniają i nie potrafią trenować bez chemii w płynie. Ja po latach eksperymentów z dietą podczas pełnych maratonów i całodniowych sportowych wypadów rowerowych mogę stwierdzić, że to naprawdę działa. I zalecam tego nie nadużywać. Tego typu napoje sprawdzą się tylko podczas zawodów i najdłuższych treningów w niesprzyjającą pogodę. Co w takim razie warto pić podczas długich wędrówek, standardowych treningów i w upalne dni?

Woda na szlaku zwykle nie stanowi wyzwania, wystarczy do niej co nieco dosypać i gotowy izotonik. Photo by Kate Joie on Unsplash

Oczywiście domowe napoje izotoniczne. Ilu sportowców, tyle przepisów, jednak najbardziej

standardowy składa się z:

  • Woda – to chyba oczywista oczywistość – najlepiej z źródła przy szlaku,
  • Witamina C – najlepiej sok z cytryny / wyciśnięty cytrus (pomarańcza, cytryna) lub witamina C w proszku (ta w tabletkach zawiera wiele wypełniaczy i jest stosunkowo droga),
  • Węglowodany – najlepiej łyżka miodu, ewentualnie łyżeczka cukru lub syrop do wody,
  • Szczypta soli kuchennej – te białe plamy na koszulce po treningu to właśnie sól odpowiedzialna za gospodarkę wodną w organizmie i prawidłowe przesyłanie impulsów nerwowych. Trzeba ją nadrobić. Jednak trzeba pamiętać, że co za dużo, to niezdrowo.

Wszystko naturalne, tanie i zawsze pod ręką. Jeśli lubisz egzotyczne smaki lub wędrujesz pod palmami to możesz pić wodę kokosową, ponieważ zawiera wszystko to, czego potrzebujesz podczas wysiłku.


To miejsce czeka na Twój przepis !

Jesteś dietetykiem lub masz swoje autorskie przepisy na jedzenie podczas trekkingu? Daj nam znać i pomóż w rozbudowie tego rozdziału.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

WSZYSTKIE POSTY O TEMATYCE GÓRSKIEJ

Przed wyruszeniem na tatrzańskie szlaki

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Co jeść w górach?

Tak samo jak samochód nie zajedzie daleko bez paliwa – chyba że z górki – tak i my potrzebujemy wartościowego źródła energii. Silnik samochodu do poprawnej pracy wymaga smarowania, nasze ciało witamin i makroelementów. Pojazd spala od 4 litrów na 100 przejechanych kilometrów – przynajmniej w katalogach – a my, w zależności od wysiłku i swojej masy, od 50 do nawet 1000 kcal na godzinę. W tym rozdziale skoncentrujemy się na diecie, przede wszystkim osób wędrujących po górach i spędzających bardzo aktywne wakacje – wspinaczka, rower, kajaki itp. Smacznego.

Interaktywny spis treści

Co warto wrzucić do plecaka

Doświadczenia z maratonów nie tylko dla sportowców

Czym jest zmęczenie?

Jak zaradzić zmęczeniu?

Jak zaradzić zmęczeniu?

Co warto wrzucić do plecaka

Piesza wędrówka po górach to ogromny wydatek energetyczny, dlatego bez solidnego śniadania ani rusz. Genialnie sprawdza się jajecznica, która dostarczy Ci sporo białka i wolno uwalnianej energii. Spożycie białka ponad godzinę przed treningiem zwiększa także ilość spalanego tłuszczu. Przed samym wyjściem w góry, tak samo jak przed treningiem fizycznym, nie powinniśmy jeść niczego ciężkostrawnego. Chyba że do wejścia na szlak mamy jeszcze 3 godziny – bo dojeżdżamy – to wtedy wypada zjeść coś solidniejszego – zimą szczególnie.

Podczas przygotowywania prowiantu na drogę uwzględniaj temperaturę na trasie. Latem niektóre mięsne kanapki lub inne potrawy trzymane w plecaku mogą zdążyć się zepsuć przed ich spożyciem. Słodkie przekąski, takie jak tabliczki czekolady, mogą się z kolei wylać z opakowania. Pomyśl o tym podczas pakowania plecaka.

Poniżej nie znajdziesz wyczerpujących porad dietetycznych, gdyż nie posiadam wykształcenia w tej dziedzinie, ale po rozmowach ze specjalistami i przeanalizowaniu kilku książek udało mi się zebrać kilka krótkich i praktycznych informacji.

Dołóż do prowiantu:

  • Sezam – zapobiega skurczom mięśni i zawiera sporo wapnia.
  • Pestki dyni, orzechy – idealne przekąski na mały głód i trwałe źródło wartości odżywczych.
  • Ochota na słodkie – rodzynki, banany i pozostałe owoce, bez wyrzeczeń można też śmiało sięgać po batoniki, najlepiej te zawierające orzechy, musli lub chałwy.
  • Łyżka lnu lub nasion chia – ewentualnie kurkuma – ułatwia spalanie tłuszczu i, co ważniejsze, przeciwdziała stanom zapalnym, tak samo jak wszystkie zielone warzywa.
  • Elektrolity – domowy izotonik, banany, woda kokosowa, woda z elektrolitami (zwykłe saszetki z apteki) lub musującymi tabletkami.
  • Czekolada – latem w formie czekotubek, bo nie rozleje Ci się po plecaku, zimą w dowolnej postaci.
  • Pieczywo – najlepiej to nienadmuchane, bo po co marnować miejsce w plecaku na noszenie powietrza. Dobrze sprawdzą się tortille, pieczywo pełnoziarniste i tym podobne.
  • Jedzenie trzymaj w bocznych kieszeniach, aby łatwo po nie sięgać.
  • Bierz to, co lubisz, bo potrzebujesz dużo energii! Rzeczy zdrowe, ale niesmaczne, mogą wraz z Tobą wrócić do domu, a przecież nie o to nam chodzi.

Bierz co lubisz dla siebie i dla całej rodziny! Co spakować dzieciom pisze tutaj.

Doświadczenia z maratonów nie tylko dla sportowców

W swoim życiu ukończyłem już 6 oficjalnych maratonów (42 km) i niezliczoną ilość tych treningowych dystansów, także po górach. Takiego biegu, wbrew temu co podpowiada logika, nie „pokonuje” się nogami – choć oczywiście to na nich biegniesz. O tym, czy oraz z jakim czasem go ukończysz, decyduje to, co siedzi w Twojej głowie i kieszeni. W tym miejscu skoncentrujemy się na kieszeni, bo w niej przechowuje się „bateryjki”, czyli przekąski. Warto zwrócić uwagę także na to, co się je przed, jak i po starcie.

Zaskakująco mało osób wie, czym jest glikogen, a to dzięki niemu możemy zasilać nasze mięśnie podczas wędrówek, biegów i dłuższych treningów.

Czy jest glikogen

Jak podaje Wikipedia:

„Glikogen – polisacharyd (wielocukier), którego cząsteczki zbudowane są z połączonych ok. 100 000 reszt D-glukozy. W organizmach zwierzęcych jest gromadzony w wątrobie, w około 7 razy mniejszym stężeniu występuje też w tkance mięśni poprzecznie prążkowanych (szkieletowych). […] Glikogen mięśni w procesie glikolizy ulega transaminacji do alaniny, która jest eksportowana z mięśni i zużywana do glukoneogenezy w wątrobie. Pomimo nietworzenia wolnej glukozy, uwalniany jest glukozo-1-fosforan niezbędny do aktywności mięśnia (przekształcany w glukozo-6-fosforan włączany do procesu glikolizy, w którym uzyskiwane jest ATP)”.

Prościej mówiąc:

Glikogen jest formą złożonego cukru przechowywanego głównie w wątrobie i trochę w mięśniach, który nasz organizm potrafi przetworzyć na ATP – co w wielkim uproszczeniu możemy kojarzyć jako źródło naszej energii.


Czym tak właściwe jest zmęczenie?

Czujesz zmęczenie po całym dniu trekkingu, które narasta z każdym kolejnym? Normalna kolej rzeczy, ale czy aby na pewno tak musi być?

To, co potocznie nazywamy zmęczeniem, przy umiarkowanym, ale długotrwałym wysiłku – związanym z chodzeniem po górach lub zwiedzaniem miast – jest albo wyczerpaniem zapasów glikogenu albo zachwianiem gospodarki wodno-elektrolitowej. Zapas glikogenu w zależności od wytrenowania może wystarczyć na 45 do 90 min biegu tempem długodystansowym – czyli stosunkowo szybkim i tylko osoby wytrenowanej – po tym czasie będzie trzeba go odbudować i przechodzimy na spalanie tłuszczu oraz białek, które dostarczają energii znacznie wolniej. Przy mniej intensywnych ćwiczeniach – chodzenie po płaskim lub z górki – nie naruszamy zbyt bardzo glikogenu, dlatego taki wysiłek jest wskazany dla osób chcących zrzucić wagę, jednak gdy zdobywamy szczyty, zaczynamy tracić zapasy łatwo przyswajalnej energii, których w kolejnych dniach prawdopodobnie zacznie nam brakować.

Dlatego z każdym kolejnym dniem będziemy odczuwać coraz większe zmęczenie, nawet przy łatwych podejściach. To tak w bardzo wielkim skrócie, osoby zainteresowane tą tematyką odsyłam do książek – fora w Internecie nie są rzetelnym źródłem informacji na ten temat – i trenerów personalnych sportów wytrzymałościowych oraz dietetyków.

Banan w trasie zawsze mile widziany, ale trzeba uważać, aby nie zrobił się z niego „mus”.


Jak zaradzić zmęczeniu?

– Zjedz sporo węglowodanów po długotrwałym wysiłku – makarony, pieczywo czy pizza świetnie się do tego nadają, ponieważ zawierają łatwo przyswajalne węglowodany, ale mają więcej wartości odżywczych niż słodycze. Zbyt szybko przyswajalne produkty nie są najlepsze, ponieważ nasz organizm ma ograniczone tempo odbudowy zapasów glikogenu – odpuść sobie cukier. Jeśli nie obawiasz się odżywek, to dobrze sprawdzą się w tym celu węglowodany do picia np. CARBONOX. CARBONIZER.

– Pij dużo wody z elektrolitami – zwykłe elektrolity, które rekomenduje się zażywać po problemach jelitowych, rozpuszczone w wodzie powinny znacznie przyśpieszyć regenerację, jeśli utraciłeś ich zbyt wiele wraz z potem. Kolorowe napoje dla sportowców też mogą być. Jeśli podczas jednodniowej wędrówki wypocisz 2% swojej masy ciała, to Twoja wydolność spadnie o ok. 10%, a z każdym kolejnym procentem wydajność będzie jeszcze szybciej spadać. Czujesz się zmęczony? Aby zdiagnozować, czy się odwodniłeś, wystarczy kontrolować kolor swojego moczu. Ciemnożółty lub wręcz brązowawy oznacza spore braki płynów w organizmie.

– Wyśpij się – bez dobrej jakości snu nie jest możliwa prawidłowa regeneracja.

Czy kawa jest dobra na zmęczenie?
Dla zainteresowanych. Dlaczego energetyki nas pobudzają? Najprościej mówiąc, kofeina przyśpiesza rozpad ATP (blokuje też neuroprzekaźniki zmęczenia w naszym mózgu), dlatego wielu z nas traktuje kawę jako „zastrzyk energii”. Kofeina nie wpływa na regenerację, a jedynie na odczucie zmęczenia.


Prowiant na kilkudniowy trekking

Podstawowe pytania, jakie trzeba sobie zadać przed rozplanowaniem posiłków na kilka dni w górach, to:

  • czy po drodze będzie można coś zjeść – schroniska górskie, lokale gastronomiczne w dolinach, lokalne osady;
  • czy po drodze będzie możliwość dokonania zakupów – schroniska górskie, sklepy w dolinach, ludność lokalna;
  • ile chcę wydać na jedzenie – biorę konserwy, kabanosy czy żywność liofilizowaną.

Wszystko zależy od tego, gdzie się wybieram i jak bardzo chcę poczuć niezależność. Wędrując po Polsce lub Alpach, bez większego problemu odbudujemy swoje zapasy codziennie. Jeśli wybierasz się w góry Kaukazu, to licz się z tym, że będziesz potrzebować kilkudniowych zapasów, które odbudujesz wyłącznie, pukając po drzwiach w napotkanych wioskach – o sklepach zapomnij. Czasem ktoś zaprosi Cię na świeże śniadanie – oczywiście za sporą opłatą – innym razem samemu będziesz zmuszony szukać pożywienia do odkupienia. Przy odrobinie szczęścia może nawet trafisz na wypieki wyciągane z pieca na Twoich oczach – bo, choć ciężko w to uwierzyć mieszczuchom, w górach nie ma piekarni i wszystko trzeba przygotowywać samodzielnie (sery, masło, kiszonki itp.).

Kilka praktycznych porad:

  • pakuj konserwy, nigdy słoiki – szkło jest ciężkie;
  • lubisz mięso – kabanosy sprawdzą się super, konserwy nawet lepiej;
  • sól, cukier, pieprz, witamina C, multiwitamina – też warto spakować;
  • o ryżu zapomnij, lepsze będą makaron ryżowy lub kasza kuskus, ponieważ nie wymagają gotowania, a jedynie zalania wrzątkiem, dzięki czemu zaoszczędzisz sporo gazu;
  • landrynki – zaspokoją głód cukru;
  • lubisz kawę? Koniecznie spakuj do plecaka kawę 3 w 1. Gdy z rana nie wypiję kawy, przez pierwsze kilka dni wędrówki boli mnie głowa. Znasz to?
  • orzechy, orzechy i jeszcze raz mieszanka studencka – nie tylko na czarną godzinę, ale jako naturalne superwydajne źródło energii i białka, niewymagające specjalnych warunków przechowywania;
  • gdy chcesz przyoszczędzić, będziesz zmuszony więcej nosić na plecach. Jeśli się postarasz, możesz wtedy zrezygnować z odwiedzania schronisk. Planuj wtedy trasę tak, aby co kilka dni zejść do jakiegoś sklepu w dolinie, zamiast nosić zapas na 15 dni;
  • gdy finanse Cię nie ograniczają, zaplanuj trasę tak, aby schroniska odwiedzać przed najtrudniejszym odcinkiem danego dnia, ponieważ energia ze schabowego i kartofli będzie wtedy optymalnie spożytkowana;
  • napoje izotoniczne w formie tabletek, które możesz rozpuścić w wodzie pozyskanej na trasie, to idealne rozwiązanie, aby szybko się nawodnić i utrzymać energię na wysokim poziomie. Gdy wędrujesz w upale lub na bardziej wymagającym odcinku, na pewno docenisz ich zalety.
  • dowiedz się więcej na temat odżywek sportowych, ponieważ ważą niewiele i będziesz zaskoczony, jak bardzo zwiększą twoje możliwości lub przyśpieszą regenerację.

Czy wiedziałeś, że…

herbata w wysokich górach smakuje znacznie gorzej. Czytając liczne wspomnienia himalaistów,
można dojść do dziwnych wniosków, że gdy tylko zaczną zdobywać wyższe partie gór, zaczynają narzekać na smak herbaty. Brzmi to jak nonsens, ale z naukowego punktu widzenia jest to jak najbardziej sensowne spostrzeżenie. Czym niższe ciśnienie, tym niższa temperatura wrzenia wody. Czym jesteś wyżej, tym trudniej prawidłowo zaparzyć herbatę, bo woda zaczyna „gotować” się w zbyt niskiej temperaturze – liściom herbaty jest „za zimno”, aby wypuściły swój aromat. Spróbuj przygotować herbatę w ciepłej wodzie z kranu, a poznasz smak „herbaty himalajskiej”.

Photo by Ella Olsson on Unsplash

Nie tylko dla wegan i wegetarian – białko

Najbardziej problematyczny składnik odżywczy, który powinniśmy codziennie przyswajać w proporcji przynajmniej 1 g na kg naszego ciała –podczas cięższego treningu czy trekkingu nawet znacznie więcej – to białko. Nie tylko w górach może być z tym problem, ale także w wielu krajach na świecie, jeżeli nasze upodobania żywieniowe nie są w danym regionie traktowane za „normalne” czy ładniej „popularne”. W krajach, gdzie występuje Buddyzm, nie będzie problemu z dietą wegańską, ale w krajach, gdzie posiłek opiera się przede wszystkim na mięsie (np. Gruzja), zaczynają się schody. Dlatego jeszcze przed wyjazdem warto pomyśleć o odżywkach białkowych. Kolejną zaletą sypkich odżywek proteinowych jest ich niska masa i łatwość przygotowania napoju w podróży. 

czytaj dalej: Turystyczna książka kucharska

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

WSZYSTKIE POSTY O TEMATYCE GÓRSKIEJ

Przed wyruszeniem na tatrzańskie szlaki

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Kalendarium podróżnicze

Post ten kierowany jest do osób, które planują – warto podkreślić słówko „planują” któremu zagadnieniu poświęcony jest cały wcześniejszy post dostępny TUTAJ – przynajmniej kilkudniową podróż po Europie lub poza jej granicami i chcą przygotować się na wszystko, co nieplanowane.

Jeżeli pozostało Ci jeszcze ….

7 miesięcy

2 miesiące

2 tygodnie

1 tydzień

1 dzień

1 godzina

1 minuta


7 miesięcy

  • Przed podróżą dobrze jest zacząć robić wszystkie rekomendowane szczepienia. Większość z nich można zrobić w niecałe dwa miesiące, ale takie jak np. na wściekliznę (3 dawki) to akurat już 6 miesięcy.*
  • Pinezki! Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, to najwyższa pora, aby zacząć zaznaczać sobie pinezkami – niezależnie od tego, czy to na papierowej mapie czy w aplikacjach – miejsca i atrakcje, które chcesz podczas danej wyprawy odwiedzić (więcej na temat pinezek).

*Niewiele jest szczepień obowiązkowych, dlatego wyruszając w większość kierunków, można ten punkt pominąć. Ja jednak jestem zwolennikiem zapobiegania niż leczenia. Dlatego wyruszając do Azji, zaszczepiłem się na wszystko, co było rekomendowane. Warto też wspomnieć, że część tych szczepionek jest dożywotnia albo wystarczy na wiele lat. Dlatego jeśli zrobimy je raz, gdy mamy na to czas, to później możemy spać spokojnie i planować kolejne spontaniczne wypady z mniejszym wyprzedzeniem.


2 miesiące

  • Przed wyjazdem dobrze sprawdzić cennik opłat bankowych. Może się zdarzyć tak, że został on zmieniony w ostatnim czasie na bardziej niekorzystny dla osób podróżujących. Warto zainteresować się tym problemem wystarczająco wcześniej, ponieważ banki zwykle rezerwują sobie przynajmniej 14 dni roboczych na wyrobienie i dostarczenie karty płatniczej (zwykle jednak trwa to znacznie krócej).
  • Zorientować się, czy atrakcje turystyczne, które planujesz odwiedzić, wymagają rezerwacji!
  • Przed kupnem biletów dobrze sprawdzić ważność paszportu i dowodów osobistych, aby uniknąć niespodzianek na granicy. W większości krajów paszport musi być ważny przynajmniej 6 miesięcy od przekroczenia granicy, ale czasem aż 2 lata. Dla dziecka też dobrze wyrobić dowód osobisty, jeżeli jeszcze tego nie zrobiliśmy. Należy sprawdzić też aktualność dokumentów typu ubezpieczenie osobiste (NNW) i na samochód, ważność
  • przeglądu pojazdu itp., bo masz jeszcze na nadrobienie zaległości wystarczająco dużo czasu. Pamiętaj, że dokumenty dzieci mają inne daty ważności niż osób dorosłych. Dowód osobisty i paszport dla dzieci przed ukończeniem 12 roku życia jest ważny przez 5 lat, a powyżej tego wieku 10 lat. Należy sprawdzić też aktualność dokumentów typu ubezpieczenie osobiste (NNW). Data kolejnego przeglądu pojazdu itp., bo masz jeszcze na nadrobienie zaległości wystarczająco dużo czasu. Podróżując samochodem zagranicę lepiej zrobić przegląd o 2 tys. km za wcześnie niż za późno.
  • Wyrobić EKUZ (Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego) dla wszystkich członków rodziny.
  • Jeżeli zaskoczy nas kolejna pandemia, to dobrze wydrukować aktualne certyfikaty oświadczające zaszczepienie – nam za czasów koronawirusa sprawdzali je nawet w restauracjach przy autostradzie.
  • Można już zacząć szukać noclegów.
  • Zdjąć SIM-locka z telefonu, aby umożliwić działanie kart lokalnych sieci komórkowych z dostępem do taniego Internetu.
  • Odwiedzić dentystę i upewnić się, czy nasze zęby nie sprawią nam niespodzianki w trasie.
  • (W pandemii) Wydrukować aktualne certyfikaty poświadczające zaszczepienie – nam sprawdzali je nawet w restauracjach przy autostradzie.
  • Wybierając się samochodem na zachód koniecznie powinieneś kupić zawczasu przez internet plakietkę “EURO 4” pozwalającą Ci wjechać do wszystkich centrów niemieckich miast.
  • Jeżeli wyruszasz zagranicę jako opiekun nie swoich dzieci, to pomyśl o wyrobieniu dokumentów opisanych poniżej, których ważność to zwykle 6 miesięcy. Jeśli planujesz zabrać wnuczkę, chrześniaka lub dziecko znajomych na zagraniczne wakacje, pamiętaj o załatwieniu odpowiednich formalności. Konieczna będzie zgoda na wyjazd oraz zgoda na opiekę medyczną, podpisane przez oboje rodziców u notariusza i przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego na język angielski oraz język kraju docelowego. Choć europejskie przepisy i regulacje wielu krajów tego bezpośrednio nie wymagają, brak takiego dokumentu może zepsuć całe wakacje. W przypadku, gdy kraj docelowy nie określa jednoznacznie takich wymogów, problem może pojawić się w krajach tranzytowych, które mają szczegółowe regulacje w tym zakresie. We wszystkich krajach zgoda taka może okazać się niezbędna w sytuacji standardowej wizyty w szpitalu, np. z powodu skręconej kostki podczas spaceru.
  • Więcej informacji na ten temat znajdziesz na stronie YourEurope. Jeśli nie znajdziesz tam potrzebnych informacji, skontaktuj się z odpowiednimi ambasadami i konsulatami.


2 tygodnie

  • Można już zacząć szukać noclegów (jak to skutecznie zrobić, piszę tutaj).
  • Zdobyć informacje, czy będziesz potrzebować na miejscu adapter do gniazdka.
  • Zorientować się, czy atrakcje turystyczne, które planujesz odwiedzić, wymagają rezerwacji!
  • Aktywować na poczcie e-awizo. Gdyby jakieś trafiło do twojej skrzynki na listy dowiesz się o tym już tego samego dnia i będziesz mógł skontaktować się z pocztą.
  • Przejrzeć daty ważność leków z naszej apteczki i uzupełnić ewentualne braki (Uwaga! Leki dobrze przewozić w oryginalnych opakowaniach, aby się nie narazić na oskarżenia o handel zakazanymi substancjami) – więcej na ten temat piszę tutaj.
  • Potrzebujesz kupić winietę? Zapomnij o naklejkach. Najwygodniej kupisz je z dużym wyprzedzeniem poprzez platformy e-winietowe (akceptowane w całej Europie).

Dobry plan i dobre nastawienie to 97% satysfakcji z wyjazdu.
Photo by Estée Janssens on Unsplash


1 tydzień

Przed wylotem dobrze sprawdzić/zrobić jeszcze kilka rzeczy:

  • Jeżeli lecisz samolotem to przypomnij sobie, co można brać na pokład samolotu.
  • Jakie są ograniczenia związane z ilością przewożonych przez granicę mięsa, alkoholu, papierosów itp.
  • Impregnować odzież, pokrowce przeciwdeszczowe.
  • Zapisać w notatniku adresy i telefony polskich placówek dyplomatycznych z regionu, do którego się wybieramy, lub służb ratunkowych: GOPR / TOPR (985 lub 601 100 300), WOPR (601 100 100). Numer do banku, aby w nieoczekiwanej sytuacji móc zastrzec kartę płatniczą.
  • Przygotować się na bycie offline i oszczędzanie pakietu Internetu za granicą. Pościągaj na Google Maps i Maps.me obszary krajów, które planujesz odwiedzić (lub je zaktualizuj). Podczas dalekich zagranicznych podróży dobrze pościągać sobie na telefon czy tablet ulubioną muzykę (jako mp3 lub z aplikacji Spotify i YouTube Music, które oferuje taką możliwość), a jeżeli jedziemy na wakacje samochodem, to dla najmłodszego członka wyprawy warto pobrać też bajki (Netflix i YouTube Premium).
  • Naładować akumulatorki, powerbank i sprawdzić działanie całej naszej elektroniki.
  • Zrobić na telefonie miejsce na nowe zdjęcia i filmy z podróży. 
  • Zarejestrować się w systemie Odyseusz i wprowadzić informacje na temat planowanej podroży.


1 dzień

  • To ostatni moment, aby przed wyjazdem porozkładać cały ekwipunek na ziemi tak, aby wszystko przeanalizować. Sprawdzić, czy jest to, co konieczne, i czy o czymś nie zapomnieliśmy. Następnie podzielić rzeczy – jeżeli podróżujemy samolotem – do bagażu podręcznego, rejestrowanego i kieszeni. Koniecznie – część najważniejszych lekarstw przerzucić do bagażu podręcznego, aby w sytuacji zagubienia bagażu rejestrowanego nie zostać na lodzie – jak to robię przeczytasz w tym poście.
  • Sprawdzać stan konta, porobić ewentualne przelewy na karty płatnicze itp. Jeśli podróż jest dłuższa, to warto popłacić rachunki, a jeśli masz firmę, to uporządkować faktury i zanieść je do księgowej.
  • Wymienić awaryjną gotówkę w solidnych walutach – dolarach i euro – na czarną godzinę.
  • Polecam zautomatyzować wszystkie przelewy za stałe rachunki i raty lub zaplanować zlecenia przelewów do końca roku. W ten sposób co miesiąc zaoszczędzisz kilka minut, a będąc w podróży nie będziesz się martwić, że o czymś takim zapomniałeś – fatalnie byłoby wrócić do domu z wakacji i zorientować się, że odcięli prąd.
  • Sprawdzić, czy wjeżdżając do danego kraju, trzeba wypełniać jakieś dokumenty (nie tylko w pandemii takie regulacje istnieją). Warto dowiedzieć się tego wcześniej, bo na części takich papierków należy wpisać adres, pod którym będziesz zakwaterowany / adres znajomego / adres hotelu, w którym masz rezerwację i na lotnisku możesz mieć trochę stresu z tym związanego (szczególnie bez dostępu do Internetu).
  • Odprawić się przez Internet.
  • Wizyta u fryzjera? Czemu nie. Czym włosy krótsze, tym mniej przeszkadzają w trasie, szczególnie gdy wybieramy się na dłuższy trekking.
  • Opróżnić lodówkę.
  • Przygotować lub kupić i zapakować sobie przekąski na trasę.
  • Zabezpieczyć rzeczy na balkonie czy parapetach.
  • Przekazać pod opiekę kwiaty i zwierzaki – ewentualnie zorganizować opiekuna/babcię.
  • Monitoring sąsiedzki – poinformować najbardziej zaufanego sąsiada o swoich planach i pozostawić u niego swoje zapasowe klucze na wypadek klęsk żywiołowych – zaufany sąsiad to skarb. Najlepiej, gdyby odbierał także pocztę ze skrzynki na listy, aby sterta papierów nie sugerowała potencjalnemu włamywaczowi Waszej dłuższej nieobecności.

Wytyczne dla kierowców dotyczące tego, co zrobić przed podróżą samochodem, znajdziesz na liście dla zmotoryzowanych w rozdziale „Listy rzeczy”.

1 godzina

  • Nakleić etykietę na swój bagaż rejestrowany (imię, nazwisko, adres, telefon).
  • Zapakować sobie świeże przekąski, owoce i kanapki na trasę – polska tradycja nakazuje spakować jajko na twardo, pomidora i kotleta w panierce.
  • Wynieść śmieci.
  • Zabezpieczyć okna przed włamaniem.
  • Delikatne, najczęściej używane rzeczy, które zwykle są trzymane w zewnętrznych kieszeniach plecaka, włożyć do środka, aby na lotnisku podczas transportu nie uległy uszkodzeniu.
  • W kilka miejsc (bagaż podręczny, rejestrowany, portfel) wrzucić karteczki z IMIENIEM, NAZWISKIEM, NARODOWOŚCIĄ i swoim numerem TELEFONU, jak i numerem telefonu innej osoby znającej angielski – na wszelki wypadek, gdyby się coś zgubiło lub ktoś ukradł i gdzieś porzucił.

1 minuta

  • Zakręcić zawory z wodą
  • Wyłączyć wszystkie bezpieczniki (pod warunkiem, że odmroziliśmy i opustoszyliśmy zamrażarkę oraz lodówkę – jeśli nie, to przełączyć ją w tryb wakacyjny).
  • Sprawdzić czy okna są pozamykane.
  • Sprawdzić trzy razy czy dobrze zamknęliśmy drzwi – nawiązując do kabaretu, można w tym momencie potwierdzić zamknięci drzwi uderzeniem się w piszczel, aby dłużej o tym pamiętać, bo inaczej zrobimy to automatycznie i nawet tego nie zarejestrujemy.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Świadome podróżowanie

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

W jaki sposób NAPRAWDĘ bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Planowanie podróży

Czytaj 1 cz. tego tekstu: Czy planowanie podróży nas uszczęśliwia – badania naukowe.

Interaktywny spis treści

Wybór terminu wyjazdu

Wybór stylu podróżowania

Gdzie można zdobyć „nieturystyczne informacje turystyczne”

Za ile? Jak zminimalizować wydatki.

Czas na odpoczynek

Łagodny powrót do normalności

Gdzie się wybrać tym razem?

Jeśli zaczynasz planować najbliższy urlop albo z rozmachem cały podróżniczy rok, to rzut oka na pinezki (pisze o nich TUTAJ) i już wiesz, gdzie najlepiej pojechać tym razem – czym ich więcej w danym kraju czy na danym obszarze, tym więcej „za”, aby wybrać dany kierunek. Możesz następnie swoje najważniejsze pinezki połączyć sznurkiem (fizycznym lub wirtualnym) i w ten sposób stworzysz szkic przebiegu swojej kolejnej podróży – przydatny do rezerwowania noclegów i biletów.

Wybór najlepszego terminu wyjazdu

W kolejnym kroku warto zerknąć do kalendarza i na wykresy klimatyczne, bo tam znajdziesz odpowiedź, kiedy warto poszczególne miejsca odwiedzić. W zależności od tego, czy szukasz rozmachu czy naturalności, to te same miejsca odwiedzisz w innych terminach. Jeśli bardziej stawiasz na unikalne wydarzenia takie jak festiwal w Rio, karnawał w Wenecji, festiwal w Cannes, Palio w Sienie, Encierro w Pampelunie lub Konkurs Szopek Krakowskich, to musisz tym samym nastawić się na tłumy i podwyższone ceny, a także rezerwować miejsca na konkretny termin z bardzo dużym wyprzedzeniem.  Jeśli jednak bardziej cenisz sobie uroczystości z kategorii „nie pod turystyczną publiczkę” takie jak lokalne święta (tłumy mniejsze, ale mogą także z tego powodu wynikać pewne utrudnienia zakupach, transporcie czy noclegach), przeglądając kalendarz, będziesz wiedział, w jakim terminie dane okolice odwiedzać, a w jakim ich unikać. Pora monsunowa, pierwsze śniegi, wiosenne roztopy albo koniec pory suchej – w zależności od planowanych aktywności (wspinaczka, trekking, snowboard) czy atrakcji też mogą wpłynąć na wybór terminu, podobnie jak ceny biletów lotniczych.

Jeżeli dobrze poszukasz, to może uda Ci się znaleźć tak unikalny termin, że to co zobaczysz będziesz pamiętać do końca życia (Na zdjęciu niepowtarzalny Festiwal Balonów w Kapadocji) .Photo by Mesut Kaya on Unsplash


Wybór stylu podróżowania

(Może czasem warto spróbować czegoś nowego dla odmiany?)

Z moich obserwacji wynika, że wszyscy podróżujący dzielą się tylko na dwie główne grupy – o różnych ich odmianach więcej w rozdziale „W swoim stylu”. Możesz podróżować jako czytelnik przewodników, albo jako ich autor.

Możesz zwiedzać świat takim, jakim został opisany w przewodnikach lub, co gorsza, w folderach wakacyjnych, albo taki, jaki uda Cię się „odkryć” samodzielnie. Ja prawie zawsze podróżuję z papierowym przewodnikiem – lubię mieć wszystko w jednym miejscu – przy każdej okazji odwiedzam też lokalne punkty informacyjne po darmowe ulotki oraz mapy (uwielbiam te z narysowanymi atrakcjami). Szczególnie w Europie lubię wiedzieć, na co patrzę, ponieważ architektonicznie i historycznie jesteśmy bardzo urozmaiceni – w 1000 roku n.e. nasz kontynent był podzielony aż na 500 (!) księstw i obszarów, z których zbudowane są współczesne państwa.

Jednak gdy naprawdę chcę odkryć współczesną kulturę danego regionu – aby lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, dowiedzieć się jak tam żyją, pracują i co jedzą dziś mieszkańcy – to po przeczytaniu rozdziału „historia” odkładam przewodnik do plecaka i przełączam się w tryb odkrywcy/pisarza (niepotrzebne skreślić).

Odkrywać miasta i kultury możesz na dwa sposoby. Możesz płacić i stać w długich kolejkach, od atrakcji do atrakcji, aby odkrywać je takimi, jakimi sobie je wyobraziłeś – co zamyka Cię w klatce stereotypów budowanej przez reklamy i media. Możesz też skręcić w pierwszą lepszą uliczkę i odwiedzać te mniej cukierkowe, ale – co by tu nie mówić – prawdziwe oblicza. Szwendanie się jest przez wiele osób postrzegane za coś dziwnego, bo po co pojechać na drugi koniec świata, aby spacerować po brzydkich miejscach bez planu – tak samo uważa policja na całym świecie, bo więcej razy zostałem przez nich spisany i przeszukany za granicą niż w Polsce – ale na tym właśnie polega świadome odkrywanie i próba zrozumienia innych ludzi.

Dopiero gdy zobaczysz, jak mieszkają, co jedzą, w jakich porach, gdzie, ile czasu poświęcają w pracy, w jaki sposób się do niej dostają itd., zrozumiesz, czy może poprawniej powiedzieć „zbudujesz” sobie pewne subiektywne wyobrażenie – na tyle, na ile to możliwe w przeciągu kilku dni z perspektywy pojedynczej osoby, bazując na rozmowach z kilkoma czy kilkunastoma przedstawicielami danej społeczności poznanych na ulicy, w autostopie czy przez CouchSurfing – co to znaczy żyć w danym mieście. Nie wspominając już o tym, że nieraz przypadkiem natkniesz się na coś naprawdę unikalnego, o czym będziesz mógł później godzinami rozmawiać ze znajomymi.


Gdzie można zdobyć „nieturystyczne informacje turystyczne”

Niezależnie od tego, czy biegasz z przewodnikiem od atrakcji do atrakcji czy próbujesz samodzielnie takowy napisać i odkrywać inne kultury, to warto czasem sięgnąć po mniej oficjalne źródła informacji – te z pierwszej ręki. Gdzie takich szukać?

Oczywiście w Internecie. Jeżeli nie władasz biegle językiem angielskim, to odszukaj na Facebooku lub różnych forach grupy i tematy w stylu „Polacy na Islandii”, „Polacy na Malcie”, „Tajlandia FAQ”, „Polacy w kosmosie” – ta grupa niezbyt liczna – i tam dopytaj, co nietypowego warto jest odkryć. Jeszcze lepiej jest spróbować umówić się na wspólny obiad z oprowadzaniem po okolicy, w której mieszka dana osoba. Jeżeli jesteś introwertykiem, to część takich informacji zdobędziesz także, siedząc przed ekranem telewizora, bo w ostatnich latach dość popularne stały się programy z serii „Jestem z Polski”, „Polacy za granicą”, w których to nasi rodacy mieszkający poza granicami naszego kraju pokazują widzom to, jak wygląda ich nowe, codzienne życie – zwracając uwagę na to, co z naszej polskiej perspektywy ich najbardziej zaskoczyło.

Jeżeli Twoja znajomość języków obcych jest na komunikatywnym poziomie, to te same sposoby możesz zastosować na szerszą skalę, kierując swoje zapytania bezpośrednio do lokalsów. Poprzez CouchSurfing i Facebooka bez problemu odnajdziesz podobne angielskojęzyczne grupy. Istnieje także wiele portali w stylu „Znajdź lokalnego przewodnika”, które wyspecjalizowały się w łączeniu osób poszukujących informacji z tymi, którzy je posiadają i chcą się nimi podzielić w ciekawej formie – warto wcześniej poczytać opinie o tych przewodnikach. Jeżeli jesteś zawzięty, to także tłumacz wbudowany w przeglądarkę Chrome umożliwi Ci dostęp do tych wszystkich informacji, które jeszcze kilka lat temu byłby poza Twoim zasięgiem. Dzięki niemu na każdej stronie każdej atrakcji znajdziesz rzetelne informacje u samego źródła, które mogą Ci się przydać, a nie zawsze kierowane dla turystów angielskojęzycznych. W ten sposób płynnie docieramy do…

GPT w podróży – Jak AI ułatwia odkrywanie świata

Jak zdobyć informacje, aby podejść w nieszablonowy sposób do zwiedzania miasta, inaczej niż większość znajomych? Co powiesz na… wykorzystać nowego „przyjaciela, wszechstronnie wykształconego”, który nazywa się GPT.

Dowiedz się jak to zrobić

Za ile? Jak zminimalizować wydatki.

Gdy już wiemy, gdzie, kiedy i w jakim stylu, to przechodzimy do pytania „za ile”. Jeżeli wiesz już wszystko o wszystkich miejscach, które chcesz odwiedzić, to warto zacząć kombinować, jak to zrobić, aby zobaczyć jak najwięcej za jak najmniej. Czym bardziej elastyczny będzie Twój kalendarz i mniejsze wymagania co do pogody, tym prawdopodobnie więcej uda Ci się zaoszczędzić na biletach i noclegach – a to są bez wątpienia największe wydatki. Kolejnym składnikiem ostatecznej ceny wyjazdu będzie jedzenie i to, na czym skupimy się w tym punkcie, czyli ceny atrakcji, które ku zaskoczeniu mniej wtajemniczonych wędrowców często mogą wynosić równe zero złotych!

W niektórych miastach większość muzeów jest darmowa. Czasem codziennie, częściej jednak w poszczególnych godzinach albo dniach tygodnia. Spore zniżki, wynoszące nawet do 100% ceny, możesz ustrzelić, kupując bilet jako student. Pamiętaj, że wiele największych atrakcji turystycznych jest dostępnych także – lub TYLKO – bez kolejek pod warunkiem, że wcześniej zarezerwujemy bilet na konkretną godzinę przez Internet, czasem także darmowe wejściówki tego wymagają. Wybierając się na wysypy gdzieś pośrodku oceanu, koniecznie sprawdź, czy nie obowiązują na nich limity wejść na trasy trekkingowe i do Parków Narodowych, bo bez wcześniejszych rezerwacji może się okazać, że nie odwiedzisz najciekawszych miejsc w okolicy. Wszystko, co związane z tematem oszczędzania w podróży, obszernie opisuję w rozdziale „Finanse w podróży”.

Dobrze wiedzieć – to też rozplanuj – Uważaj na awizo
Jestem przekonany, że nikt, kto wyjeżdża na dłuższa przygodę, nie zastanawia się, kto pod jego nieobecność odbierze za niego przesyłki na poczcie, a już w szczególności awizo z sądu. Niestety takie drobne niedopatrzenie może nas wiele kosztować, a nawet skrócić podróż dookoła świata. Przyjmijmy hipotetyczną sytuację, że zostałeś uwieczniony na nagraniu z kamery przemysłowej (jakiegoś sklepu) jak przechodziłeś przez drogę w miejscu, gdzie 4 min później doszło do potracenia człowieka. Nic nie widziałeś, nic nie słyszałeś, nawet nie wiesz o tym zdarzeniu ale sąd chce wezwać Cię na świadka.

Ty jesteś w podróży od miesiąca, a w międzyczasie w Twojej skrzynce na listy pojawiło się awizo oraz tydzień później ponowione awizo. I w tym miejscu zaczynają się schody, ponieważ niezależnie od tego, czy ktoś odebrał list i zapoznał się z treścią pisma, czy też zignorował oba awiza, dla sądu będzie to miało ten sam skutek i po upływie 14 dni zostanie uznane za prawidłowe doręczenie! Co z tego? W sytuacji gdy nie stawisz się w sądzie jako świadek (o czym nawet nie wiesz), możesz zostać ukarany grzywną lub, w pewnych okolicznościach, możesz ponieść nawet poważniejsze konsekwencje. Dlatego dobrze upoważnić kogoś z bliskich do odbierania poczty i zostawić mu kluczyk do skrzynki na listy.

Zaplanuj także czas na odpoczynek

Na wstępie podkreślę, że mowa tutaj o aktywnych podróżach, a nie o wygodnych wakacjach spędzanych w jednym miejscu stylu All inclusive – choć i to może znudzić. Podróże szczęścia nie dają, a już na pewno nie gwarantują! Ile razy podczas swoich podróży czułeś się smutny? Czułeś, że jesteś w miejscu, o którym marzyłeś od miesięcy, a jednak coś jest tą rysą na przysłowiowym szkle, przez co nie czujesz się tak normalnie szczęśliwy.

Po pierwsze radość i szczęście to dwie różne rzeczy. Radość to chwilowe energiczne okazywanie „szczęśliwości” – eksponowanie jej na zewnątrz – a szczęście to długotrwałe pozytywne postrzeganie swojego zadowolenia z życia, które masz w swojej głowie całkowicie niezależne od tego co widać na zewnątrz. Ciężko się radować, gdy po tygodniu wędrówki w deszczu czy śniegu i nieprzespaniu ostatnich dwóch nocy docierasz do celu, pomimo tego, że czujesz satysfakcję i ogólne zadowolenie z siebie (szczęście). Możesz też głośno się śmiać i podskakiwać z radości na fotkach z Insta, będąc wewnątrz totalnie załamanym. Najlepiej, gdy udaje się nam połączyć radość i szczęście, ale aby to osiągnąć, musimy być w miarę wypoczęci.

Zaplanuj dni na odpoczynek – narastające fizyczne, a tym bardziej psychiczne zmęczenie odbiera radość. Jeżeli każdą noc spędzasz w innymi mieście, albo nawet środku transportu, do tego pokonujesz pieszo dziesiątki kilometrów i szkoda Ci czasu, aby w jakimś miejscu się zrelaksować – bo przecież nie po to leciałeś na drugi koniec świata, aby tracić czas na odpoczynek i sen – to długo tak nie pociągniesz. Sam mam z tym ogromny problem i wiem, że podobnego zmęczenia doświadcza też wiele osób „wypoczywających” na zorganizowanych objazdowych wycieczkach – całe dnie w ruchu albo w autokarze. Gdy podróż jest długa – powiedzmy powyżej 10 dni – to zaplanuj jeden dzień w tygodniu na leniwą regenerację w domowym stylu – przed telewizorem, z książką, w parku itp.

Przez długi czas nie potrafiłem zrozumieć osoby spotkane w hostelach, albo u hosta na Couchsurfingu, które spędzały kilka dni siedzą w pokoju, oglądając filmy czy nudząc się bez planu (tysiące kilometrów od domu!). Po kilku dłuższych podróżach już je zrozumiałem – choć to wcale nie oznacza, że łatwo przychodzi mi wyluzowanie podczas wyjazdu. W ten sposób łapały równowagę i ładowały swoje akumulatory. Zaplanuj czas na leniwy dni, bo inaczej po wakacjach będziesz potrzebować odpoczynku, a i w trasie nie nacieszysz się tym co widzisz.

Dla wielu wyjazd to leniwy odpoczynek, jednak dla innych to satysfakcjonujący maraton turystyczny. Czasem warto zaplanować czas na załadowanie baterii.Photo by Samuel Regan-Asante on Unsplash

Interaktywne kalendarium

Niezależnie czy masz jeszcze 6 miesięcy do wymarzonego wyjazdu, czy dzień albo właśnie opuszczasz swoje mieszkanie do którego wrócisz dopiero po półrocznej podróży, to rzuć okiem do tego osobnego interaktywnego posta, aby mieć gwarancję, że nie zapomnisz wyłączyć żelazka i pozyskać wszystkie wymagane wizy.

INTERAKTYWNY KALENDARZ PRZEDWYJAZDOWY

Przyjemny powrót do normalności

Właściwie wszyscy moi znajomi, z którymi rozmawiałem na temat samopoczucia po powrocie z podróży, skarżyli się na coś, co ja nazywam „depresją po powrotną”. Chodzi o to, że niezależnie od tego, czy Twój wyjazd trwający przynajmniej 5 dni był udany czy superudany, to podczas jego trwania Twój mózg był atakowanymi nowymi bodźcami (nowe miejsca, smaki, zapachy, ludzie), co powodowało uwalnianie dopaminy – jednego z hormonów szczęścia. Jeżeli przez kilka dni co chwilę coś Cię zaskakiwało, nieustannie odkrywałeś nowości czy byłeś zwyczajnie zadowolony, to do pewnego stopnia uzależniasz się od tego typu przeżyć.

Efekt nowości to też główna przyczyna uzależnienia od Internetu i technologii. Gdy wrócisz do domu, mniej więcej przez pierwszy tydzień będzie Ci tego brakowało – nawet gdy wyjazd nie był jakoś szczególnie udany i właściwie cieszyłeś się z powrotu do domu, to brak tych dopaminowych bodźców będzie Ci doskwierał.

Jak sobie z tym radzić?
Zacznij planować kolejny wyjazd (metoda klina), idź na rower albo pobiegać, spotkaj się ze znajomymi i przeglądaj zrobione podczas podróży zdjęcia, aby sobie uświadomić, jak cudowne masz życie! Bardzo polecam poświęcić w mieszkaniu jedno widoczne miejsce na ściankę – tablicę, siatkę, półkę – wspomnień. To na niej będziesz zamieszczać zdjęcia, bilety, widokówki i pamiątki, czyli wszystko to, co będzie Ci przypominać o tym, jak wiele przez ostatni rok w Twoim życiu miłych rzeczy miało miejsce, a o czym w codziennym pędzie zwyczajnie zapominasz.  

Na koniec temat warty nagłośnienia

Te statystyki nie są w żadnym stopniu powiązane z tematyką podróżniczą, ale myślę, że wymagają nagłośnienia.

Jeśli podczas podróży nie potrafisz cieszyć się z tego, co widzisz, czy po powrocie do domu dopada Cię chandra, to doświadczasz w 1% tego, co innym odbiera chęć do życia. W naszym społeczeństwie istnieje bardzo zaniedbywany problem zdrowia psychicznego, co przynosi katastrofalne skutki. W 2021 roku zgłoszono aż 13 798 prób samobójczych z czego niestety 5201 zakończyło się odebraniem sobie życia. Wśród dzieci i młodzieży jest jeszcze gorzej! W 2021 roku 1496 dzieci i nastolatków poniżej 18. roku życia podjęło próbę samobójczą, a aż 127 z tych prób zakończyło się śmiercią.

W stosunku do 2020 roku jest to wzrost odpowiednio o 77% (!!!) zachowań samobójczych oraz o 19% śmierci samobójczych. Czy to wina pandemii? Nie tylko, bo w 2019 roku wszystkich prób było 11 196, z czego 5255 zakończyło się „sukcesem”. Trzeba być jednak świadomym, że te statystyki i tak mogą być w bardzo dużej mierze zaniżone, a już szczególnie te dotyczące prób samobójczych.

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Świadome podróżowanie

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

W jaki sposób NAPRAWDĘ bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Planowanie podróży nas uszczęśliwia?

W tym rozdziale (serii postów) poruszę wiele tematów związanych z planowaniem podroży, które powinny Cię zainteresować niezależnie od tego, czy wybierasz się rodzinnie na wakacje all inclusive czy samotne podróżowanie z plecakiem.

Dowiesz się z niego, w jaki sposób planować podróże, aby zaoszczędzić sporo pieniędzy, spróbować niczym autor przewodników odkrywać ukryte miejsca i zrozumieć inne kultury, a także w jaki sposób wykorzystać tę wiedzę do poprawy poziomu szczęścia w codziennym życiu.

Od tego ostatniego zdania zaczniemy.

Mieć czy być?

Z badań prowadzonych przez – nie tylko – amerykańskich naukowców jasno wynika, że poziom zadowolenia z życia wzrastał, jeżeli uczestnik ankiety miał zaplanowane podróże. Innym sposobem na długotrwałą poprawę nastroju jest wydawanie pieniędzy, jednak nie na rzeczy materialne, ale na doświadczenia (np. podróże, koncerty). Tłumaczone jest to tym, że o takich przeżyciach więcej się rozmawia niż o zakupach materialnych. Gdy rozmawiamy, lepiej integrujemy się z osobami o podobnych zainteresowaniach, co dla nas, jako istot stadnych, odgrywa kluczową rolę w aspekcie zdrowia psychicznego.

Kolejne, bardziej zaskakujące badania dowodzą, że poziom zadowolenia z życia osób po powrocie z wakacji do domu właściwie nie różnił się od ankietowanych, którzy na wakacje nie wyjechali. Z wyjątkiem tych superzadowolonych z wyjazdu, co, jak autorzy podkreślili, stanowiło jedynie marginalny procent wyników! (link.springer.com, news.cornell.edu, www.ustravel.org, happyproject.in, journals.sagepub.com, journals.sagepub.com, journals.sagepub.com)


Dlaczego już samo planowanie podróży nas uszczęśliwia?

Cytując klasyka, „w życiu piękne są tylko chwile” i cała sztuka szczęśliwego życia polega właśnie na tym, aby jakoś zagospodarować czas pomiędzy nimi. Wydaje się, że my jako ludzie – w przeważającej większości – znudzeni monotonią dnia codziennego wyjątkowo często lubimy uciekać mentalnie w inne światy (serialowe, filmowe, książkowe, wirtualne) i do krainy marzeń.

I w ten sposób docieramy do jednego z najprostszych sposobów, aby tych nienudnych chwil w życiu było jak najwięcej – podróży. W podróży poznajemy innych ludzi – a przypomnę, że jesteśmy zwierzętami stadnymi – podziwiamy piękne miejsca, kosztujemy nowych smaków i, co chyba najważniejsze z psychologicznego punktu widzenia, odcinamy się od codzienności, trochę przenosząc się w świat naszych marzeń. Poza granicami codzienności czujemy się trochę jak bohaterowie książek podróżniczych, historii o odkrywcach, a po powrocie do znajomych wcielamy się w rolę atrakcyjnych prowadzących programy podróżnicze, obsypując wszystkich wokoło ciekawostkami w stylu pana Makłowicza.

Podróże mogą mieć jednak jedną istotna wadę, mogą nas rozczarować! Zbyt wysokie oczekiwania, zła pogoda, fatalne towarzystwo, choroba, wysokie ceny, nieprzyjemności, kolejki – w kolejnych rozdziałach Rajzyfiber piszę, jak się na to wszystko przygotować. Planowanie wyjazdu ma właściwie wszystkie z zalet podróżowania i jest pozbawione jego potencjalnych wad.

Kojarzysz te chwile, gdy podczas przygotowywania planów myślami odpływasz już do tych miejsc? Jesteś tam. Słyszysz dźwięki miasteczka. Spacerujesz po tętniących życiem nierównych wąskich uliczkach, czujesz zapach intensywnych przypraw z pobliskiego straganu, a na skórze ostatnie ciepłe promyki słońca chowającego się poza horyzont – spora dawka pozytywnych endorfin. Można podsumować ten akapit słowami „jedynie podróżowanie palcem po mapie to gwarancja zadowolenia z podróży”, jednak w dalszej części tekstu skoncentrujemy się na takim planowaniu, aby jak najwięcej realnych wyjazdów zaliczyć do tych udanych.


Przed podróżą – pozytywne planowanie

Skoro już wiemy, że planowanie podróży naprawdę nas uszczęśliwia, to w jaki sposób możemy tę wiedzę wykorzystać dla naszego dobra? Może by tak codziennie planować kolejne wyjazdy – od razu kilka, bo czemu by ograniczać się do jednego?

Planuj na mapie
Jeżeli jesteś staroświecki, to wystarczy, że na jednej ze ścian mieszkania rozwiesisz dużą, dość szczegółową mapę świata (albo Europy lub Azji – to w zależności od wymarzonego kierunku), a gdy tylko natrafisz na jakieś miejsce godne odwidzenia, zaznaczysz je na mapie pinezką i zanotujesz w notatniku. Zaletą takiej mapy jest to, że będziesz ją widywać kilka razy dziennie, a podczas wizyty znajomych (pewnie też podróżników) tematy do rozmów będą nasuwać się same – pojawiać się będą również nowe pinezki na ścianie.

Wyzwanie – Widząc taką mapę powieszoną u znajomego na ścianie, spruj do niego na ten temat nie zagadać. Jeżeli jesteś czytelnikiem Rajzyfiber, to na pewno Ci się nie może to udać.

Mapa może być też cyfrowa
Dla fanów technologii wygodniejszą może być metoda, którą praktykuję od czasu, kiedy pojawiły się w moim życiu małe dzieci – wtedy więcej planujesz na przyszłość, a mniej podróżujesz – to opcja „Zapisz” w Google Maps. Dzięki niej każde warte odwiedzenia miejsce, które ktoś mi poleci, lub takie, które pojawi się w hollywoodzkim filmie, na YouTube, w gazecie czy książce, odnajduję raz dwa w wyszukiwarce i dodaję do list „Chcę odwiedzić”, „Odwiedzić przejazdem”, „Miejsca edukacyjne”, „Fajne dla dzieci”, „Polecane” itp.

Odwiedzić przejazdem
Na liście „Odwiedzić przejazdem” zamieszczam też miejsca, które zastąpią nam autostradowe parkingi podczas przerw w trasie. Będziesz naprawdę zaskoczony tym, jak bardzo urokliwe i ciekawe miejsca możesz znaleźć nieopodal autostradowych zjazdów we Włoszech, na Bałkanach, w całych Alpach czy nawet w Polsce (np. hipnotyzujące Niebieskie Źródła w Tomaszowie Mazowieckim czy atrakcyjne Muzeum Mitologii Słowiańskiej w Owidzu). Na tę listę wrzucam też wyróżniające się place zabaw, aby nasze pociechy miały okazję rozprostować nogi. Najlepszym przykładem takiego miejsca, dla którego warto nawet nadrobić trasy, jest park Bajka w podwarszawskim Błoniu.

Najbardziej unikatowe miejsca na świecie
Na sam koniec do mojej kolekcji „pinezek wartych odwiedzenia” dokładam jeszcze klejnoty z Listy Światowego Dziedzictwa (UNESCO). Z doświadczenia wiem, że to, co się na niej znajduje, jest niemalże zawsze warte odwiedzenia. Podkreślę „niemalże zawsze”, ponieważ miejsca z tej listy ZAWSZE są unikatowe w skali światowej – inaczej nie trafiłyby do tego prestiżowego spisu – ale czasem, aby zachwycić się niektórymi z nich, trzeba być profesorem historii albo amatorem archeologii.

czytaj dalej: Jak dobrze zaplanować podróż ?

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Świadome podróżowanie

Rezerwacja dobrych noclegów krok po kroku

W jaki sposób NAPRAWDĘ bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Poszukiwanie noclegów

W tym poście skupimy się na poszukiwaniu noclegów płatnych (hotel, hostel, apartamenty, domki, pole namiotowe itp) dla całej rodziny. Podczas rodzinnych objazdowych wakacji po Europie trwających zwykle 3 tygodnie, bardzo dużo się przemieszczamy (bywa, że robimy nawet 7 tys. km) i co drugi/trzeci dzień zmieniamy miejsc noclegu. W tym tekście chciałbym się z Tobą podzielić swoimi doświadczeniami z poszukiwaniem noclegów, ponieważ przez nieuwagę możemy naprawdę sporo stracić (pieniędzy lub przyjemnego pobytu). Jeżeli nie bardzo chcesz / możesz wydawać pieniądze na spanie i jesteś chętny, aby lepiej zgłębić kulturę odwiedzanych miejsc to rzuć okiem na ten tekst – CouchSurfing dla niewtajemniczonych.

Interaktywny spis treści

Wstęp

Udana rezerwacja krok po kroku

Na co zwrócić uwagę przed zarezerwowaniem miejsca

Kempingi i pola namiotowe – jakie wybrać?

Wyszukiwanie noclegu w namiocie krok po kroku

Nocleg wybrany? Nie rezerwuj, najpierw ….

Wstęp

Niezależnie od typu noclegu (hotel, hostel, pole namiotowe) poszukiwania najlepiej zawsze rozpocząć wśród znajomych, bo tylko w ten sposób możemy być pewni niekomercyjnej rekomendacji. Jeśli mamy czas, to wielkim kierunkowskazem mogą być lokale polecone na blogach i forach podróżniczych w języku polskim (mała szansa, że jakiś hiszpański właściciel hotelu zapłacił za taką opinię).

Jeżeli planujemy wyjazd objazdowy, to dobrze w naszym planie wydatków uwzględnić dni tygodnia, ponieważ w weekendy noclegi w ośrodkach wypoczynkowych i turystycznych szybują ostro w górę (nawet o 30%), a z dala od centrów miast lub na odludziach mogą nie ulegać zmianie. Podobnie sprawa wygląda z lokalnymi świętami i długimi weekendami.

Niezależnie od tego, czy poszukujesz noclegu, z którego skorzystasz za 15 minut czy za 15 dni, najwygodniej do tego celu wykorzystać aplikacje typu Trivago, Hostelworld, Booking.com, Airbnb (więcej o nich w rozdziale „Aplikacje przydatne w podróży”). To, co dla niektórych osób może być zaskakujące, to fakt, że Google Maps również i do tego zadania może okazać się niezastąpione, szczególnie w sytuacji, gdy wcześniej wymienione aplikacje zawiodą.


Udana rezerwacja pokoju krok po kroku

Jeżeli poszukujemy noclegu poprzez wcześniej wspomniane aplikacje typu hotel czy hostel, to do aplikacji wpisujemy docelową lokalizację (ewentualnie wybieramy opcję „W pobliżu aktualnej”), zaznaczamy datę naszego przybycia i wyjazdu, określamy liczbę osób (czy przyjedziemy z dzieckiem i w jakim wieku) i gotowe. A przynajmniej tak mogło by się nam wydawać, bo to dopiero teraz zaczynają się schody.

W następnym kroku warto skorzystać z opcji „Filtry”. To za jej pomocą możemy wyeliminować noclegi zbyt drogie (i ewentualnie zbyt tanie), o za niskim standardzie, bez parkingu, lub takie, gdzie nasz czworonożny przyjaciel nie będzie mile widziany. Dzięki filtrom zaoszczędzimy trochę czasu, a jeszcze więcej zdziałamy, korzystając z opcji „Sortuj”. W tym wypadku prawie zawsze wybierzemy cenę (od najniższej) lub ewentualnie oceny gości. W przypadku aplikacji Trivago możemy połączyć te dwie pozycje w „Cena i polecane”.

W ten sposób wygenerowaliśmy spersonalizowaną listę wszystkich mogących nas zainteresować hoteli, z którą możemy przejść do kolejnego kroku. Przyszła pora na sprawdzenie, czy w pożądanej miejscowości znajdziemy jakikolwiek pokój (zdarzało mi się już, że nie wyświetlał się żaden wynik) za rozsądne pieniądze (może warto przeplanować nasz wakacyjny budżet) i o oczekiwanym standardzie.

Zwróć na to uwagę !!!

Wygenerowanie powyższej posortowanej listy proponowanych noclegów to najprostsze zadanie, teraz pora na podjęcie prawidłowego (w domyśle najlepszego) wyboru. Dlatego koniecznie pamiętaj, aby zwrócić szczególną uwagę na :

Komentarze (te prawdziwe)

Komentarze!!! Czytaj przede wszystkim te negatywne, ale pamiętaj, że ludziom znacznie łatwiej przychodzi napisać negatywny komentarz, niż kogokolwiek pochwalić, nawet gdy będą pod wrażeniem (przypomnij sobie, kiedy to Ty kogoś pochwaliłeś lub wystawiłeś pozytywną opinię w Internecie.

W tym momencie, póki o tym pamiętasz, sugeruję wystawić pozytywny komentarz swojemu mechanikowi samochodowemu (np. BLPD Serwis), odwiedzanej restauracji lub dentyście, bo warto nagradzać za wysoki standard świadczonych przez nich usług i ich rekomendować.

Największą uwagę zwracaj na te komentarze napisane w języku polskim (mała szansa, że zostały nieuczciwie kupione) lub przez Polaków po angielsku, ponieważ nasze oczekiwania i standardy mogą całkowicie różnić się od tych szwajcarskich, wietnamskich czy kenijskich.

Zdjęcia (innych gości)

Przyjrzyj się zdjęciom wystawionym przez gości, ponieważ tak samo jak instagramowe śniadania czy fotki z portali randkowych nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, tak fotki wrzucone przez firmy mogą odbiegać od aktualnych realiów. Bieżące zdjęcia znajdziesz po wrzuceniu nazwy hotelu do Googla opcja „Zobacz zdjęcia”, a następnie „Wszystkie zdjęcia” najlepiej w zakładce „Od gości”.

Jeżeli na stronie internetowej chorwackiego hostelu znajdziesz takie zdjęcia, wiedź, że wygląda to trochę podejrzanie.

Lokalizację (dopasowaną do Ciebie)

Lokalizacja!! Co z tego, że hotel jest o wysokim standardzie za rozsądne pieniądze, jeśli nie masz samochodu, a jego lokalizacja, delikatnie mówiąc, wskazuje na obrzeża. Z powodu dojazdu do miejsca noclegu możesz stracić na komunikację miejską mnóstwo czasu, który mógłbyś poświęcić na zwiedzanie, albo sporo pieniędzy na taksówkę. Lokalizacje najlepiej określimy, wybierając tryb „mapy” wyświetlania wyników i zwykle będziemy mogli porównać, jak kształtują się ceny dla danych dzielnic. Wtedy też najwygodniej przyjdzie nam określić, czy może warto wynająć pokój dalej, ale taniej, czy też drożej jednak najbliżej głównego punktu wycieczki (np. przy plaży, opery, centrum handlowego, Disneylandu).

Darmowe plaże (ogólnodostępne)

Jeżeli jesteśmy nad morzem, sprawdzamy, czy nieopodal naszego noclegu znajdują się prywatne czy publiczne plaże. Jest to o tyle istotne dla naszego portfela, że np. we włoskim kurorcie Rimini za nocleg w hotelu możemy zapłacić 30 euro za dwie osoby, a za miejsca na lokalnej plaży kolejne 17 euro. Na prywatnych plażach, czyli takich, na których są rozłożone już leżaki i parasole przez firmy posiadające umowę z miastem lub hotele, nie można rozkładać swoich ręczników. Wejście do wody na takich plażach jest ogólnodostępne (choć też nie wszędzie) i jedynym wyjściem z opresji jest rozłożenie się na falochronach, które według włoskiego prawa nie są częścią prywatnej plaży (niektórzy lokalsi z tego korzystają).

Możemy też udać się na kilkukilometrowe poszukiwania darmowej plaży, bo zwykle w każdym mieście znajduje się przynajmniej jedna. Ogólnodostępne piaszczyste brzegi są czasem ulokowane w gorszej lokalizacji, np. przy porcie. Jest to zrozumiałe, bo skoro nie płacimy, to nie możemy wymagać. Ale jeśli mamy szczęście, znajdziemy je także w najlepszych częściach wybrzeża, pomiędzy prywatnymi odcinkami. Informacji najlepiej zaczerpnąć od lokalsów (nie liczyłbym na obsługę hotelu) lub ewentualnie w Internecie.


Kempingi i pola namiotowe – jakie wybrać?

Tutaj sprawy trochę bardziej się komplikują, ponieważ na zachodzie często nie rozróżnia się pola namiotowego od ekskluzywnych kempingów w formie osiedli drewnianych domków. Jeśli chcemy zaoszczędzić i podróżujemy samochodem, to możemy albo spać gdzieś na dziko i ryzykować zatrzymanie przez policję (nie w każdym kraju można spać w aucie lub rozbijać namiot, gdzie nam się podoba), albo szukać typowych pól namiotowych, co może okazać się dość czasochłonne.

Aplikacje, które sprawdzają się dobrze w wypadku hoteli czy te dla hosteli, nie sprawdzają się niestety w przypadku namiotów (co nie jest właściwie wielkim zaskoczeniem, bo oficjalnie nazywają się wyszukiwarkami HOTELI). W takiej sytuacji możemy spróbować znaleźć jakiś kemping na specjalnych portalach w tym celu utworzonych – niestety zwykle mają one zasięg jednego kraju i nie są zbyt dopracowane, co może stwarzać pewne problemy – albo posłużyć się aplikacją Google Maps.

Nasz ulubiony słoweński glamping, na którym pozwolono nam robić namiot, znaleźliśmy przez przypadek, ponieważ wszystkie w okolicy były wypełnione po brzegi, a ten na Google Maps widniał jako zamknięty, a mimo to spróbowaliśmy go odwiedzić. BYŁO WARTO! (więcej na ten temat)


Wyszukiwanie noclegu w namiocie krok po kroku

Jeśli w pasku wyszukiwania Google Maps wpiszemy „pole namiotowe”, to w Polsce wszystko zadziała sprawnie. Za granicą natomiast wyświetlą nam się głównie wcześniej wspomniane pola kempingowe dla fanów małych domków lub posiadaczy pojazdów typu kamper, na których niestety często nie przyjmuje się „ubogich” posiadaczy namiotów. W kolejnym kroku musimy dokonać wstępnej selekcji obiektów, które zostały nam zasugerowane na danym obszarze (najwygodniej korzystać z opcji „Szukaj w tym obszarze”) i sprawdzać wszystkie zdjęcia. Jeśli na którejś z fotografii znaleźliśmy namiot, to oznacza, że prawdopodobnie i nam pozwolą się tam rozbić. Jeśli namiotów nie widać, to pozostaje nam odwiedzić ich stronę internetową i tam poszukać sformułowania „tent pitches” lub coś w tym stylu.

Jeśli udało nam się znaleźć odpowiedni ośrodek, co wcale nie jest takie łatwe, bo np. w okolicy przepięknego Salzburga na 4 „kempingi” udało mi się znaleźć tylko jeden, który umożliwia rozbicie namiotu (Camping Schloss Aigen, polecam), to przystępujemy do selekcji. Na początku sprawdzamy cenę. Kilka akapitów powyżej użyłem sformułowania „ubogich posiadaczy namiotu”, dlatego że tego typu noclegi wcale nie muszą należeć do najtańszych, patrząc z perspektywy polskiego portfela.

Z pamiętnika podróżnika – ceny
Za miejsce na polu namiotowym nieopodal Florencji („Camping Village Panoramico Fiesole”) za dwie osoby zapłaciliśmy 160 zł, na szczęście w cenie było już wszystko, nawet basen, a w gratisie przepiękna panorama miasta. Natomiast na polu namiotowym przy włoskim jeziorze Bolsena (ceny w euro: 6 za osobę, 3 za dziecko, 6 za namiot i 3 za samochód) nie było właściwe nawet zaplecza sanitarnego, sklepu (o restauracji nie wspominając), a ciepły prysznic był dodatkowo płatny.

Czytaj też: Interaktywna lista rzeczy do spakowania na rodzinne wakacje

Nie zapomnij sprawdzić też:

Jeżeli jakaś pozycja spełnia nasze wymagania, powinniśmy pamiętać, aby sprawdzić
jeszcze:

  • co zawiera cena (czy dodatkowo płatne są ciepłe prysznice, pozostawienie samochodu, basen dla posiadaczy czepka!, prąd – z tym wszystkim bywa bardzo różnie),
  • czy nieopodal znajdziemy sklep (najlepiej Lidl, Billa itp., bo tam najtaniej kupimy to,
  • co nam potrzebne do przygotowania posiłku) lub restaurację,
  • gdzie znajduje się toaleta i prysznice (czy trzeba przechodzić przez drogę lub czy jest tylko jeden gdzieś daleko lub zbyt blisko nas),
  • czy będziemy mogli zaparkować samochód przy namiocie (a to bardzo ułatwia życie),
  • czy są na tym obszarze dostępne atrakcje dla dzieci (plac zabaw) i dla dorosłych (piłkarzyki, bilard),
  • jak wygląda dojazd do centrum lub atrakcji, które chcemy odwiedzić (bo jeśli musimy jechać tam swoim autem, to ryzykujemy stratę czasu w korkach i opłaty parkingowe).
  • Przykładowo na polu namiotowym Serenissimo możemy kupić bilet autobusowy za 3 euro (w dwie strony), aby dojechać bezpośrednio z niego do centrum Wenecji, gdzie za parking samochodowy zapłacilibyśmy przynajmniej 21 euro,
  • jeżeli jesteśmy nad morzem, to czy nieopodal naszego campingu znajdują się prywatne czy publiczne plaże.
Przykładowy Kemping (największy w Chorwacji). Dwa aquaparki, niezliczone place zabaw, codzienne przedstawienia teatralne i w kilku miejscach muzyka na żywo, sporo supermarketów i to wszystko na brzegu Adriatyku. Nie lubisz tłumów, to nie miejsce dla Ciebie, ale gdy Ci to nie przeszkadzają to na brak atrakcji nie będziesz mógł narzekać.

Znalazłem nocleg w pokoju lub na polu i co dalej?

Jeżeli znalazłeś nocleg na jakimś portalu np. Booking.com, to pewnie bardzo Cię kusi, aby od razu go zarezerwować i mieć święty spokój. Zresztą dokładnie w tym celu ciągle wyświetlają Ci się komunikaty informujące, że został ostatni pokój w tej cenie itp. Możesz jednak zaoszczędzić kilka złotych, jeśli zarezerwujesz ten sam nocleg telefonicznie, przez stronę hotelu (bez prowizji dla Booking.com) albo osobiście.

Jeśli w okolicy jest jeszcze wiele wolnych pokoi, bo już wrzesień, czyli po sezonie, to możesz całkowicie zrezygnować z rezerwacji. To ostatnie rozwiązanie jest moim ulubionym, bo wtedy zawsze możesz zobaczyć swój „tymczasowy domek” i okolicę osobiście, przed dokonaniem opłaty. Nie rezerwując noclegów, zyskujemy dużą elastyczność w podróży. Wtedy nic nas nie zmusza, aby dotrzeć do tego konkretnego celu, jeśli w międzyczasie znaleźliśmy albo słyszeliśmy o czymś lepszym do zobaczenia w innym mieście.

Kilkukrotnie zdarzyło mi się również zmieniać hostel lub nawet miasto, w którym miałem spędzić noc, z powodu osób, które przypadkowo poznałem na trasie. Nocowałem już u dziewczyny, która podrzuciła mnie na stopa w Luksemburgu, jak i również ze studentami z Krakowa poznanymi o 4 nad ranem w Teheranie po przygodzie z tajną policją (wspólnie łatwiej było coś znaleźć i negocjować ceny).

Brak rezerwacji poza sezonem (wakacyjnym, świątecznym itp.) rzadko jest ryzykownym posunięciem, a daje sporo wolności. Niezależnie od tego, czy masz rezerwację, czy nie, warto dla lokalizacji wykorzystać opcję „Zapisz” na Google i Google Maps lub pinezkę w Maps.Me, aby w bardzo łatwy sposób odnaleźć to miejsce w przyszłości.

czytaj dalej: Sztuka rodzinnego biwakowania

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Tanie latanie

Wszystkie Rajzylisty czyli listy rzeczy do spakowania

W jaki sposób NAPRAWDĘ bezpiecznie przewozić dzieci w foteliku

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Świadome podróżowanie cz. 2

Jeżeli trafiłeś na tą stronę przypadkiem, ponieważ chcesz dowiedzieć się czym jest świadome podróżowanie to SUPER. Ale zacznij od początku – Świadome podróżowanie cz.1

Dostrzegaj skutki zmian klimatycznych i mów o tym [głośno!!!]

Pisząc o ekologii (w tym miejscu), nie mógłbym pominąć bezpośredniego nawiązania do skutków zmian klimatycznych, które staram się postrzegać okiem inżyniera (jako złożoną siatkę przyczyn i skutków oplatającą naszą planetę). Nie chcę w tym miejscu rozpisywać się o samych zmianach klimatycznych, pomimo że uważam temat za niezwykle istotny dla nas wszystkich, ale powstało i nadal powstaje na ten temat wiele publikacji, książek i materiałów wideo z bardziej rzetelnych źródeł niż ta strona internetowa. Chcę natomiast nawiązać do tego, w jaki sposób wszelakie podróże mogą nam pomóc w wyobrażeniu sobie niedalekiej przyszłości i uświadomić nam, jak wielkie zagrożenia, czy mówiąc ładniej „wyzwania” nas czekają.

Ze zmianami klimatycznymi w Europie jest ten problem, że jej mieszkańcy zwykle nie dostrzegają dokuczliwych problemów w codziennym życiu, dlatego uważają, że problem ich nie dotyczy. Co z tego, że w Polsce będzie trochę cieplej, jaki wpływ na nasze życie będzie mieć wysuszona Afryka. Czy poziom podnoszącego się morza nam zaszkodzi, skoro nawet nie zaleje całego wybrzeża, a jeśli tak, to przecież większość nas mieszka w głąb lądu. Mogłoby się wydawać, że zmiany klimatyczne mogą być problemem dla reszty świata, ale my Polacy wygramy w tej loterii lepszą pogodę, bardziej soczyste owoce i warzywa itd. Niestety żyjemy wszyscy na tej samej planecie i jeżeli problem dotyka większości jej powierzchni, a co za tym idzie miliardów ludzi, to także wpłynie na nasze życie, czy jesteśmy tego świadomi, czy nie.

Podczas podróży, czy to wakacyjnych, wolontariatów, czy choćby weekendowych, jako świadomi podróżnicy powinniśmy starać się dostrzec, jak skutki zmian klimatycznych w odwiedzanym miejscu wpłyną też na nasze życie. Podkreślę sformułowanie NASZE ŻYCIE, a nie tylko życie naszych wnuków, ponieważ wiele osób dalej jest przeświadczonych, że to odległe wizje apokaliptycznej przyszłości, gdy tak naprawdę to dzieje się już teraz.

Rzetelne źródła informacji

Polecam w tym miejscu raport WWF „2050 Polska dla Pokoleń” lub często aktualizowane raporty z strony climateactiontracker.org, ponieważ obydwa analizują aktualne decyzje polityczne pod względem wpływu na naszą przyszłość. Odwiedź także stronę klimatyczneabc.uw.edu.pl i pobierz z niej darmowy cyfrowy podręcznik – widać, że przyświeca im ta sama idea co Rajzyfiber – przygotowany przez zespól Uniwersytety Warszawskiego zawierający rzetelne informacje, zaprezentowane w dobrze przyswajalnej formie na temat zmian klimatycznych. Naprawdę warto!

Nie trzeba nawet daleko wyjeżdżać. Usłyszałem historię, że kiedy zabrakło wody w kranach w samym tylko Zwardoniu, to w sklepach nie było dostępnej butelkowanej aż do samego Żywca. Nawet chwilowe, i to lokalne, ograniczenia w dostępie do wody mogą wpływać na życie wielu okolicznych miejscowości! Wyobraź sobie, co zacznie się dziać, gdy zabraknie wody w całym województwie, a nawet kraju, a takie scenariusze nie są już tylko wymysłem pisarzy i szczególnie zagrażają naszemu państwu.

Wyjeżdżając za granicę, a przede wszystkim do tych biedniejszych krajów, zawsze staram się spróbować choć częściowo zrozumieć ich punkt widzenia (autostop, couchsurfing, rozmowy na ulicy bardzo to ułatwiają). To, w jaki sposób postrzegają Europę, o jakich problemach w codziennym życiu rozmawiają i jakie mają obawy związane z przyszłością.

Czy wiedziałeś, że …
Mało osób uświadamia sobie, że nawet 4 mld ludzi na świecie nie posiada oficjalnego adresu zamieszkania. Nie dlatego, że stale się przemieszczają, ale dlatego, że w okolicy, z której pochodzą, nikt jeszcze nie spróbował ponazywać ulic i ponumerować domów! Przypuszczalnie miliard ludzi funkcjonuje bez stałego dostępu do prądu! Co jeszcze bardziej zaskakujące, to fakt, że wielu z nich posiada smartfony, na które organizacje charytatywne przelewają im pomoc finansową, pomimo że mają problem z ich podładowaniem!

Dlaczego przelewy? Takie rozwiązanie jest często prostsze i bezpieczniejsze niż przewożenie gotówki czy rzeczy materialnych np. do Afryki. Również my, jako Fundacja CALM edu, dostrzegamy, jakie możliwości stwarza dziś technologia i przygotowujemy materiały edukacyjne, prezentacje dla nauczycieli, czy nawet samych uczniów, w ich narodowych językach, które będą działać niezawodnie na urządzeniach mobilnych, aby miejsce zamieszkania nie decydowało o dostępie do nowoczesnej edukacji.

Większość światowych przywódców podjęła decyzje w Paryżu, a następnie dopracowała plany w Katowicach na COP 24, aby ograniczyć spalanie węgla, jednak np. w Indiach nawet 300 mln ludzi jeszcze (podkreślę słowo „jeszcze”) nie może sobie pozwolić na to źródło energii, pomimo że ich kraj jest w czołówce jeśli chodzi o zasoby tego surowca.

Chcę w tym miejscu zwrócić uwagę na problem, że gdy najzamożniejsze społeczeństwa na świecie planują loty na Marsa, rozwój Hyperloop, czy kupują samochody elektryczne, w dalszym ciągu sporo społeczeństw pali w domach wysuszonymi odchodami, odpadkami i dopiero ma przed sobą podgrzewanie węglem, gazem czy prądem elektrycznym.

Warto pomagać
Problemy, których na co dzień nie dostrzegamy na swoim podwórku, też nas dotyczą i wymagają od nas podjęcia przemyślanych działań. Patrząc na przyszłość egoistycznym okiem, jesteśmy zmuszeni rozwijać się i pomóc innym krajom osiągnąć jak najwyższy poziom życia i zaawansowania technologicznego, przede wszystkim dlatego, abyśmy nie musieli martwić się o to, w jakich warunkach przyjdzie nam umierać.

Wcześniejszy akapit opisuje, jak bardzo zróżnicowany jest dzisiejszy świat, w tym chciałbym zwrócić Twoją uwagę na zagrożenia, które już za chwilę mogą pojawić się na naszym horyzoncie, czy bardziej precyzyjnie, na naszych granicach. Gdzie pójdą tłumy (w 2050 ma nas być już 10 mld), gdy zabraknie u nich wody i jedzenia, jak bardzo zdesperowanych działań mogą się dopuścić. Jak będą postrzegać nas, Europejczyków, czy jako przyjaciół, czy raczej winowajców.

Zagrożenia z jakimi może przyjść się nam zmierzyć, wywołane zmianami klimatycznymi nie dotyczą w tak dużym stopniu, jakby mogło się wydawać, kataklizmów naturalnych (suszy, powodzi, huraganów itp.), a w znacznie większym ludzi. My, jako gatunek, jesteśmy w stanie przetrwać wszędzie dzięki technologiom, które rozwijamy. Możemy wykorzystać klimatyzację, aby żyć na pustyni (Dubaj) lub ogrzewanie, aby funkcjonować na Alasce.

Photo by Li-An Lim on Unsplash

Prawdziwe zagrożenie klimatyczne – największe wyzwanie

Ale gdy przeciętna osoba o ograniczonym dostępie do technologii ma możliwość ucieczki przed tym, co ją ogranicza, a tym bardziej tym, co jej zagraża, to zdecyduje się na migrację (często z względu na to, co ma najcenniejsze, czyli potomstwo). Wyobraź sobie falę 300 mln ludzi spowodowaną tylko i wyłącznie podniesieniem się poziomu wód do 2050 roku (raport Climate Central). Dodaj do tego też falę ok 2 mld ludzi spowodowaną wysuszeniem terenów, na których żyli. Jeżeli wiesz, że falę uchodźców z Syrii uważa się za pierwszą za naszego życia większą wędrówkę ludów na skutek zmian klimatycznych (przez kilka lat panowała tam susza), to dostrzeżesz, że na pewno spowoduje to lokalne (a może i globalne) konflikty zmuszające kolejne miliony ludzi do wędrówek. Ludzie zdesperowani, bez nadziei na przyszłość, są też bardziej podatni na wpływ sekt, komórek terrorystycznych, przywódców religijnych czy polityków obiecujących dobrobyt, raj lub rządy twardej ręki dla dobra wszystkich (którzy ich poparli).

To wszystko brzmi bardzo hollywoodzko, jednak jest oparte na licznych raportach, których tutaj celowo nie zamieszczę, aby zachęcić Cię do poszukiwania informacji i wyrobienia sobie nawyku krytycznego myślenia. Nie czytaj forów, stronniczych gazet i nie oglądaj filmów na YT, jeżeli szukasz źródeł informacji o zmianach klimatycznych. Materiały, które mogę polecić jako rzetelne, to wszystko co znajdziesz na Google Scholar, www.ipcc.ch, climate.nasa.gov, earthobservatory.nasa.gov i kilka innych, jak np. www.ucar.edu.

Jednak to, co najważniejsze, to podróżuj świadomie i samodzielnie staraj się doszukiwać zagrożeń i wyzwań, którymi powinieneś się dzielić z najbliższymi. Koniecznie rozmawiaj z ludźmi o tym, w jakim stopniu zmiany klimatyczne już wpłynęły na ich życie i czego najbardziej się obawiają. W ten sposób odsuniesz się od zmanipulowanych treści i możesz dostrzec rzeczy, których nie zobaczysz, siedząc na kanapie w Polsce, i to nie tylko z powodu smogu.

Dostrzegaj przyszłość.

Jako inżynier wierzę, że technologia nas ocali. Jestem przekonany, że działania, które jesteśmy zmuszeni podjąć, aby poradzić sobie ze skutkami zmian klimatycznych, mogą być dla nas nowym początkiem. Budując nowe miasta dla uchodźców klimatycznych (z biednych krajów afrykańskich, wyspiarskich czy Holendrów albo mieszkańców Miami, Nowego Yorku ….) całkowicie od podstaw będziemy mogli wykorzystać w nich wszystkie najnowocześniejsze zielone technologie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby nowe miasta były całkowicie niezależne energetycznie, miały wytyczone osobne pasy do pojazdów autonomicznych i nie generowały zanieczyszczeń…. (ale to temat na inną moją książkę).

Już dziś powstają „standardowe” miasta od zera, jak choćby New Cair (bo stary zbyt zatłoczony), nowa Dżakarta (bo stara tonie), albo inwestycja przyszłości w skali jak żadna inna, czyli Neom. Nie trzeba przenieść się w czasie, aby zobaczyć miasta przyszłości, wystarczy jedynie wsiąść do samolotu i odwiedzić Singapur, Kuala Lumpur, Kopenhagę…, albo wybrać się na jakąkolwiek Wystawę Światową EXPO (w 2021/22 roku w Dubaju – gości miał przewozić Hyperloop! – choć z tego co wiem to się nie udało i nadal jest to jednak bardziej odległa przyszłość).

Podróże w czasie i przestrzeni

To kocham w podróżowaniu, że dzięki przemieszczaniu się mogę „przemieszczać się w czasie”. Jadąc do biedniejszych regionów, mogę zobaczyć naszą historię i docenić to, co nam Polakom udało się już osiągnąć, a jadąc do zamożniejszych, zobaczyć naszą przyszłość, do której chcemy dojść. Tylko czy aby na pewno chcemy? We wcześniejszym akapicie zachęcałem do podróżowania do biedniejszych regionów świata, aby zobaczyć, z jakimi wyzwaniami będziemy musieli się zmierzyć z powodu zmian klimatycznych. W tym zachęcam do odwiedzania supernowoczesnych miast czy państw, aby dostrzec w nich zagrożenia związane z rozwojem technologii.

Internet powstał, aby uczelnie czy ośrodki rządowe mogły się błyskawicznie wymieniać informacjami czy swoimi osiągnięciami naukowymi w celu przyśpieszenia rozwoju albo wzrostu bezpieczeństwa narodowego (ARPANET). Otwarcie Internetu dla wszystkich mogło być początkiem nowej ery ogólnodostępnej wiedzy, informacji i bez wątpliwości tak było, ale… No właśnie, jak zawsze jest jakieś ALE. Ale stało się też początkiem wielu nowych problemów, z piractwem, propagandą, fake newsami, z uzależnieniem od pornografii, uzależnieniem od gier, darknetem, deep fake, samotnością….

Świadomy podróżnik to osoba, która w miejscach odwiedzanych dostrzega szanse i inspiracje, ale również zagrożenia i zadaje pytania: jak to się stało, czemu i dlaczego. Wiele miast na świecie pięknie się rozwija, rośnie w górę, ale wokół nich rosną wszerz slumsy, w których może mieszkać aktualnie ponad 900 mln ludzi! W krajach rozwiniętych spada dzietność, większość mieszkań to kawalerki, a rozmowy prowadzi się poprzez komunikatory. Żyjemy w czasach, w których dzięki technologii możemy w ułamku sekundy nawiązywać kontakty z ludźmi z całego świata, a jednocześnie nigdy wcześniej aż tak wiele osób nie cierpiało z powodu samotności i depresji.

Inżynierowie wybudują nam świat jutra, pytanie tylko, czy my, jako społeczeństwa, będziemy w stanie się w nim odnaleźć? Podróżując do Japonii czy Korei Południowej, zadaj sobie pytanie, czy oni popełnili gdzieś błąd, skoro można tam wynająć pokój do samotnego karaoke, oficjalnie zamieszkać z lalką lub wziąć ślub z samym sobą. Nie krytykuję, ale odrobinę się obawiam. Tak samo jak tego, co już dziś spotyka nasze społeczeństwa Zachodu, a przewiduję, że wkrótce stanie się drugim z największych wyzwań (po zmianach klimatycznych).

Zagrożenia technologiczne

Myślę tutaj o wpływie technologii na nasze umysły. Świadoma osoba w przemyślany sposób korzysta ze smartfona do wyszukiwania informacji, zarządzania finansami czy relaksowania się w wolnej chwili. Niestety plagą XXI wieku staje się uzależnienie od cyfrowych (właściwie darmowych) rozrywek, które mamy zawsze przy sobie w kieszeni. Jako że kieruję tę książkę głównie do młodych osób, które zachęcam do podróżowania, aby odpowiedziały sobie na nurtujące je pytania o świecie, ale także i na swój temat (więcej o tym w rozdziale „W swoim stylu”), zdecydowałem się podzielić z Tobą własnymi obawami.

Uważam, że bardzo wiele osób, nie tylko młodych, nie jest świadomych, że Instagram, zakupy internetowe i pornografia internetowa w ten sam sposób zmieniają fizyczną budowę mózgu osób uzależnionych. To jest temat na całkowicie inną książkę (zresztą sporo zostało już napisanych na ten temat), ale chciałbym Cię ostrzec nie tylko przed fizycznymi zagrożeniami w podróży ale, także tymi internetowymi. Nie pozwól, aby siedząc pod Koloseum, na Ha Long Bay czy Wawelu, Twój smartfon odciągał Twoją uwagę od tego, po co tam wyjechałeś. Postaraj się wrzucać fotki na FB, Insta itp. raz dziennie i nie sprawdzaj co chwilę lajków i komentarzy, bo nie po to podróżujesz.

Jeżeli będąc w przepięknym miejscu, z dala od domu, masz rozterkę, czy wyjść i podziwiać, albo zostać w łóżku i doładować swój mózg internetową serotoniną, to zastanów się, czy nie dałeś się złapać w pułapkę technologii. Osoby uzależnione od pornografii, nie są uzależnione bezpośrednio od seksu, który ona przedstawia, ale od ilości wyborów i zaskoczeń będących w zasięgu pojedynczego kliknięcia myszką, czyli tak samo jak przy zakupach internetowych. Duża dawka łatwo dostępnej endorfiny/dopaminy szybko uzależnia nasz mózg (niczym cukier), zniechęcając do innych aktywności, sportów czy kontaktu z przyjaciółmi, które nie wygenerują jej w aż tak dużej ilości. Poczytaj w wolnej chwili więcej na temat Efektu Coolidge’a, nie tylko w kontekście seksualnym, ale także szeroko rozumianych nowości i podniet dla naszego mózgu, bo dzięki świadomości istnienia tego zjawiska możesz ustrzec się przed niepohamowaną pogonią za nowościami.

Moim zdaniem problem dotyka już małych dzieci, bo jeżeli rodzice dla świętego spokoju dadzą dwulatkowi smartfona albo tablet z aplikacją YouTube (oryginalną albo w wersji Kids), dziecko staje się niecierpliwe i bardzo szybko uczy się, jak przełączyć bajkę przed zakończeniem aktualnie oglądanej. Na Instagramie i Tinderze szybko przewijamy zdjęcia, filmów pornograficznych też nie ogląda się w całości, a nawet dwulatki przewijają bajki. Staliśmy się bardzo niecierpliwi i głodni nowości.

Dostrzegaj drugie dno. Podróżując do Skandynawii, czyli tej ekologicznej części świata, w której według rankingów żyje się najlepiej, postaraj się osobiście dostrzec, czy aby na pewno? W Sztokholmie 58 procent osób mieszka samotnie, a Norwegia sprzedaje ropę i to z jej badań – norweskich naukowców – wynikło, że diesel jest najbardziej eko napędem.

czytaj więcej: Ecotraveling, czyli jak być eko w podróży

Działaj!

Wszystko co przeczytałeś powyżej i wszystko co samodzielnie dostrzeżesz nie ma większej wartości jeżeli nie zmotywuje Cię do działania! Podążając tokiem myślenia jednego z moich ulubionych cytatów „jeżeli potrafisz czytać, ale tego nie robisz, nie różnisz się niczym od analfabety”, tak samo jak dostrzegasz zagrożenia, ale im nie przeciwdziałasz nie różnisz się niczym od osoby nieświadomej (choć pewnie będziesz bardziej od takie załamany – depresja klimatyczna – ponoć czym więcej rozumiesz tym mniej jesteś szczęśliwy).

Kończąc temat, chciałbym wspomnieć, że bycie świadomą osobą nierozerwalnie łączy się z byciem oczytanym (ale tego Tobie, nasz czytelniku, nie muszę przypominać) i byciem na czasie. Dlatego zanim coś powiesz – pomyśl, ale zanim pomyślisz – przeczytaj. Poznaj lepiej pojęcia „ślad ekologiczny”, „ślad węglowy” i „ślad wodny”, zadawaj pytania i dziel się swoją wiedzą oraz przemyśleniami w gronie znajomych.

Pomóż edukować młodszych od siebie, bo to niestety ich działania muszą naprawić krzywdy, które wyrządziło nasze i wcześniejsze pokolenia naszej planecie. Pamiętaj, że postęp technologiczny (a tego w dobie kryzysu klimatycznego potrzebujemy) w głównej mierze opiera się na przekazywaniu całej swojej wiedzy w czasie krótszym, niż potrzebowało się na jej zdobycie. Tylko w ten sposób młodsze pokolenia mogą być o krok dalej, niż my byliśmy, kończąc szkołę. Możemy to osiągnąć, opracowując lepsze materiały edukacyjne! W to właśnie wierzymy w Fundacji CALM edu, której głównym celem jest przygotowanie darmowych, kreatywnych i nowoczesnych materiałów, aby szybciej i łatwiej dzielić się wiedzą z zakresu przedmiotów ścisłych i zagadnień technicznych (programowanie PLC, matematyka, fizyka, wytrzymałość materiałów…). Jeżeli nie jesteś osobą, która stoi i narzeka, która krytykuje działania innych, pomimo że sama nic nie robi, to możesz pomóc nam opracować takie materiały lub przyłączyć się do innych projektów, które rozwijamy.

Odezwij się do nas przez stronę lub przez maila: FundacjaCALMedu@GrzegorzCzekala.pl.

Jeżeli masz swoje sposoby, jak podróżować bardziej ekologicznie lub świadomie, podziel się nimi w ankiecie przed pobraniem Rajzyfiber, a my postaramy się je zamieścić (wraz z informacją o autorze) na naszym Rajzyblogu. Miej swój wkład w rozwój Rajzy, a tym samym w zmianę nawyków podróżnych i ochronę naszej planety. Nie bądź tylko biernym czytelnikiem i bierz sprawy w swoje ręce!

Nie drukuj tej książki, jeśli będziesz ją czytać w domu.

Osobiście uwielbiam zapach książek, kontakt z papierem i to, że mogę sięgnąć po nie zawsze, gdy mam na to ochotę. Jednak jeśli to możliwe, to nie drukuję dokumentacji, slajdów, instrukcji obsługi i podręczników, gdy planuję z nich skorzystać tylko raz. Dlatego proszę Cię, nie drukuj tej książki jeśli nie planujesz zabierać jej w trasę, albo ten wydrukowany egzemplarz przekazać komuś dalej (a tamta osoba kolejnej), bo na wyprodukowanie tylko jednej kartki papieru A4 potrzeba aż 13 l wody (!) (jak podaje Raport „Awake Water Guide” Komisji Europejskiej)

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Dwa wymiary podróżowania – poważne przemyślenia Eliasza

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

CouchSurfing – praktyczna instrukcja „obsługi”

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Świadome podróżowanie

Zacznę od wyjaśnienia, że nie ma gorszego sposobu podróżowania. Każdy podróżuje tak, jak chce, tak, jak lubi, i na tyle, na ile jest świadomy. Jeżeli celowo nie niszczymy środowiska, nie okradamy nikogo i nie wyzyskujemy, to jest ok.

Osobiście najbardziej lubię samotne podróże autostopem łączone z wielodniowym trekkingiem i namiotem z dala od cywilizacji. Od pewnego czasu przeplatam je z „spokojnymi” rodzinnymi wypadami samochodem, podczas których mogę pokazać piękno naszego kontynentu kolejnemu pokoleniu podróżników.

Wędruję też po miastach, gdzie jadam na ulicy czy w najbardziej obskurnych lokalach wraz z lokalsami, a sypiam poprzez CouchSuring w ich domach. Zdarza mi się spać w ekskluzywnych (jak na lokalne standardy) hotelach i jeździć na snowboardzie po lodowcach.

Każda podróż jest inna. Ma inny cel i zaspokaja inne moje/nasze inne potrzeby. Każda rozwija. Dlatego nie oceniam, kto jest prawdziwym podróżnikiem, a kto zwykłym turystą w skarpetkach i sandałach. Każdy podróżuje w swoim stylu (więcej na ten temat znajdziesz tu) bo każdy jest inny.

Ważne jednak, aby podróże rozwijały, kształciły, uczyły szacunku, pogłębiały dziecięcą ciekawość, którą większość z nas schowała pod dywanikiem codziennej monotonii życia.

Podróżuj świadomie:


Pozostawiaj odwiedzone miejsca w takim stanie, w jakim je zastałeś

Niezależnie, czy to centrum Katowic, Paryża, Bieszczadzkiego Parku Narodowego czy Himalaje. Nie śmieć, nie niszcz, nie wpływaj na otoczenie. Wyjątkiem jest tutaj zbieranie odpadków i zanoszenie ich w miejsca do tego wskazane.

Nie oceniaj, a już na pewno nie krytykuj

Tym, czym różni się świadomy podróżnik od turysty, jest szczera dziecięca ciekawość. Nie bez powodu mówi się, że ciekawość to pierwszy stopień do zrozumienia wszystkiego, co nas otacza. Turysta ocenia i komentuje, a podróżnik dopytuje i słucha. Tylko dociekliwa osoba w tym pozytywnym sensie może się dowiedzieć wielu ciekawych nie opisywanych w podręcznikach rzeczy, jak choćby tego, że dwie linie w matematycznym symbolu „równa się” są równej długości, symbolizując równość lewej i prawej strony równania.

Świat jest pełen zaskakujących faktów, dlatego odkrywaj je i zachwycaj się nimi. Otwórz się na ludzi! Kim trzeba być i jak duży stan wiedzy posiąść, aby móc ocenić drugiego człowieka. Trzeba uważać się za kogoś nieomylnego, aby wygłaszać swoje poglądy, bo inaczej po co je wygłaszać, skoro mogą być błędne. Pokora. Tego brakuje wielu osobom na co dzień, a w podróży to już prawie wszystkim.

Aby lepiej zobrazować temat, dodam, że spędzając dzień w Irańskiej wiosce wysoko w górach w okolicy Gasht Rodkan, byłem świadkiem ceremonialnego odcięcia głowy barana z okazji święta Kurban Bajram na oczach wszystkich mieszkańców. Na początku byłem zszokowany. Jednak czy to jest okrucieństwo? Czy trzymanie żywego karpia w wannie przed Bożym Narodzeniem nie jest większym okrucieństwem? Świat jest zbyt złożony, skomplikowany, a na pewno nie jest czarno-biały, aby móc jednoznacznie oceniać innych. Najgorszy typ podróżników to taki, który krytykuje ludzi i tradycje, z którymi się spotyka.

Jednoznacznie dowodzi takim zachowaniem, że nie chce zrozumieć więcej, a wyłącznie podbudować swoje ego i zyskać w oczach innych zamkniętych środowisk. To temat na osobną książkę, ale chciałbym podsumować ten akapit dwoma zdaniami: nie istnieje coś takiego, jak normalność, bo wszystko postrzegamy przez pryzmat NASZYCH doświadczeń. To, co przez muchy postrzegane jest jako wielkie okrucieństwo, dla pająka stanowi codzienny posiłek. Kończąc, dodam tylko, że czasem się zastanawiam, za kogo uważany jest ostatni normalny człowiek w świecie wariatów.

Wspieraj lokalną ludność i przedsiębiorczość.

Moim zdaniem podczas podróży powinno się omijać globalne sieciówki. Jeżeli nas tylko stać – a w większość krajów świata tak jest – powinniśmy stołować się w lokalnych restauracjach, street-foodach, kawiarenkach i przywozić kraftowe pamiątki, a nie te chińskie. Mam na myśli również podróżowanie po Polsce!

Lokalni przedsiębiorcy, z których usług możemy skorzystać, w rzeczywistości mają znacznie bardziej pozytywny wpływ na swoje otoczenie niż globalni gracze. Wierzę, że 100 milionerów ma lepszy wpływ na świat niż 1 miliarder. Tak samo jest z małymi przedsiębiorcami. 100 drobnych zmieni więcej w okolicy niż jeden duży. Będąc w Laosie, wspierajmy lokalnego plantatora kawy, kupując produkt bezpośrednio od niego lub na lokalnym straganie, zamiast napychać kieszenie globalnej sieci kawiarni z nazwą zaciągniętą z książki Moby Dick. Globalni gracze niszczą różnorodność i bogactwo lokalnych smaków, a przecież właśnie po to podróżujemy.

Rozmawiaj z mieszkańcami (lokalsami)

Jesteś na Śląsku, to porozmawiaj z kimś, kto godo, bo ino łon Cię wezmie na futermyloki odpustowe do tego kafyja w szolce lub nawet żymlok z sznitą. On pokaże, że Oberschlesien to Sztauwajery, WPKiW, Strefa Kultury, nowoczesna architektura, palmy na Rynku, a nie ciężki przemysł, od którego wszystko się rozpoczęło. Jesteś w Gruzji, to koniecznie wyjedź poza miasta, a zdziwisz się, że chaczapuri adżarskiego tam nie znajdziesz.

W górach nie serwuje się dań pod turystów, bo ich tam zwykle nie ma. Nie ma też schronisk, sklepów, często prądu, jest za to prawdziwa, niezadeptana Gruzja (pomijając Stepancminda). Tylko lokalni pokażą, jak naprawdę wygląda dany region czy kuchnia, bo trzeba pamiętać, że zwykle podróżujemy dla ludzi. Miejsca stanowią wyłącznie tło dla spotkań, przeżyć, emocji i rozmów. Nieważne, gdzie jedziesz, ważne z kim i kogo spotkasz na miejscu.

Nie wspieraj żebraków

W każdym z wywiadów przeprowadzonych z osobami, które kierują fundacją wspierającą biednych, poszkodowanych czy chorych w Polsce albo w krajach ubogich (nie mylić ze zniszczonymi przez klęski żywiołowe), wspominają, że dając pieniądze żebrzącym, tak naprawdę im szkodzimy, a nie pomagamy.

Pomimo szczerych chęci. Mało tego, zwykle jesteśmy przez nich wykorzystywani i naciągani. Dając komuś rybę, zdemotywujemy go do nauczenia się, jak je łowić, dając komuś wędkę i wiedzę, zainwestujemy w przyszłość tej osoby. Jeżeli ten szczęśliwy (bo nas spotkał) nieszczęśnik (bo żebrak) ma w głowie olej, to zacznie dzielić się z innymi, może nawet prowadzić szkolenia z posługiwania się wędką lub będzie wypożyczać ją innym za pieniądze. Kto wie, czy nie zacznie wytwarzać kolejnych prostych wędek i nie stanie się przedsiębiorcą.

Widzisz różnicę?

Na świecie jest bardzo wiele organizacji, które przez lata swojej działalności nauczyły się, w jaki sposób pomagać, aby nie szkodzić. Najgorsze, co możesz zrobić żebrzącemu dziecku, to dać mu pieniądze, bo przez to ono nigdy nie zrozumie, po co miałby się uczyć w szkole, skoro i tak zarobi w ten sposób. Niestety często zarobi nawet więcej niż jego koledzy albo rodzice. Dużo osób jest świadomych, że dając pieniądze „potrzebującym” na ulicy, prawdopodobnie wspiera rozwój branży alkoholowej lub tytoniowej.

Mało jednak jest osób, które wiedzą, że przekazując potrzebującym rzeczy zakupione przed chwilą w sklepie, robią dokładnie to samo. Niestety normalnym zjawiskiem stało się dzisiaj odsprzedawanie otrzymanych artykułów w sklepikach osiedlowych lub u znajomych i zakupywanie używek za zarobione pieniądze. Istna plaga.

W miejscowościach turystycznych często możemy trafić na ludzi żebrzących o pieniądze lub oferujących sprzedaż małej bransoletki albo innej rzeczy (na pozór ręcznie wytworzonej, jednak często ukradzionej lub taniej zakupionej). W handlu nie ma nic złego, jeśli nie wprowadza się w błąd klienta.

Oczywiście, każdy kieruje się swoim sumieniem, oceną sytuacji oraz pieniędzmi, ale warto przyjąć tutaj pewną zasadę. Każdorazowo stanowczo odmawiać i odchodzić w drugim kierunku. O ile pojedyncze osoby nie stanowią zagrożenia, można spotkać bardziej zorganizowane grupy, które nie odpuszczą, dopóki ofiara nie odda konkretnego banknotu (albo i całego portfela). Sposobów jest wiele – zbieranie podpisów na cele biednych, sprzedaż bransoletki, zwierzęta – trzeba zachowywać czujność i stanowczo reagować.

Więcej na temat „jak pomagać aby nie szkodzić” znajdziesz w rozdziale na temat wolontariatów zagranicznych, w którym to przeczytasz jak bardzo zachodnia turystyka zwiększyła liczbę „sierot” w sierocińcach w biedniejszych krajach (tworząc przemysł „sieroci” dla dzieci posiadających rodziców). Jakiś kosmos.

Uważaj na szeroko rozumiane pojęcie seksualności

Punkt ten jest rozwinięciem dwóch wcześniejszych, czyli zachęceniem do rozmów z ludźmi (na każdy temat) i poszanowania ich poglądów oraz kultur, aby jako świadomy podróżnik nikogo nie urazić (oraz nie wplątać się w kłopoty). Żyjemy w XXI w., potrafimy wysłać sondę kosmiczną na marsa, zabić komórki nowotworowe wiązką protonów, stawiać kilometrowe wieżowce na pustyni, a w dalszym ciągu nie potrafimy rozmawiać o czymś, co towarzyszy nam od samego początku naszego istnienia (jako osobnika i całego gatunku).

Punkt ten kieruję nie tylko do singli, którzy wyjeżdżając na wakacje, biorą pod uwagę przygody seksualne, ale także dla par. W dalszym ciągu istnieją kraje, w których publiczne okazywanie uczuć, nawet przez małżonków jest prawnie zakazane lub kulturowo ograniczone. Przez seksualność można rozumieć też ubiór, czyli niezakrywanie pewnych części ciała nie tylko podczas odwiedzania miejsc kultu. Mowa choćby o krótkich spodenkach u mężczyzn czy odkrytych włosach u kobiet (np. współczesny Iran). Jest to również przewożenie przez granicę magazynów w stylu Playboy czy CKM, kart z roznegliżowanymi kobietami, lub przeglądanie na hotelowym WiFi pornografii.

O zagadywaniu do samotnych kobiet, uprawianiu seksu pozamałżeńskiego, wysyłaniu jednoznacznych propozycji przez aplikacje czy korzystaniu z usług seksualnych już nie wspominając. Pomimo że WHO wydało oficjalną Deklarację Praw Seksualnych – sierpień 2002 – (zachęcam do lektury), to nawet w wielu na pozór cywilizowanych krajach poruszane w niej tematy dotyczące seksualności, antykoncepcji czy wychowania seksualnego wracają na listę „zakazanych”. Skutkuje to niestety wzrostem liczby ciąż małoletnich, rozprzestrzenianiem chorób wenerycznych, niezgłaszanych przestępstw seksualnych (dzieci nie są świadome, że mogą być molestowane, kobiety, że gwałt w małżeństwie to też gwałt) i wzrostem depresji z powodu niezaspokojenia podstawowych potrzeb naszych organizmów (seksualnych jak i edukacyjnych).

Rozwiązanie problemów społecznych poprzez zakazanie dostępu do edukacji seksualnej przypomina mi rozwiązanie problemu uczniów z matematyką poprzez rezygnację z niej na maturze.

To, że o czymś się nie mówi, nie oznacza, że nie istnieje, a to, że z czegoś się rezygnuje w szkole, nie oznacza, że rozwiązało się z tym problem. Każdy uczeń wcześniej czy później będzie musiał coś policzyć (średnią na świadectwie, wynagrodzenie), tak samo jak każdy odkryje swoją seksualność. Niektóre osoby będą „to robić” wcześniej, inne później, ale będą. Dlatego, że jest to jedna z najbardziej naturalnych potrzeb naszego organizmu (zresztą każdej żywej istoty).

Wszystkim powinno zależeć, aby nasi podopieczni podejmowali na ten temat tylko świadome decyzje. W tym miejscu pojawia się rola dla edukacji seksualnej. Możemy przymusić młodzież, poprzez przemilczenie tematu, aby uczyła się i odkrywała, jak wygląda prawdziwy stosunek z „mało edukacyjnych” stron internetowych. Jak pokazują badania, pierwszy kontakt polskich dzieci z pornografią następuje jeszcze przed ukończeniem 10. roku życia! Albo dorośli pozwolą, aby dzieci edukowały się w tej tematyce same za pomocą swoich smartfonów, albo należy się do tego zadania przyłożyć i podejść odpowiedzialnie.

Jeżeli po przeczytaniu tego akapitu masz wrażenie, że znacząco odbiegłem od tematu książki, jakim są szerokorozumiane podróże, to zwrócę Twoją uwagę na zjawisko seksturystyki, która się rozwija i trzeba być świadomym, że coś takiego istnieje. Oprócz tego, jako świadomy podróżnik, powinieneś dostrzegać problemy i różnice kulturowe czy edukacyjne (system szkolnictwa) w krajach, które odwiedzasz, zrozumieć tych, z którymi rozmawiasz.

Zamykając oczy przed zjawiskami wykorzystywania seksualnego, handlu ludźmi czy nawet dziećmi, często aby zaspokoić potrzeby turystów z Zachodu, nie rozwiążemy tych problemów. Moim zdaniem dobrze jest rozmawiać na wszystkie tematy (o czym więcej piszę w rozdziale o autostopie), aby móc budować swój pełny obraz rzeczywistości – światopogląd – bo każdy temat tabu ogranicza szansę zrozumienia tego, co nas otacza. Ciężko zrozumieć inne kultury czy wyznawców innych religii nie mając choćby najmniejszej wiedzy o ich stosunku do tematyki seksualności człowieka.

Kończąc wątek, chciałbym jeszcze zainteresować cię tematyką seksu na przestrzeni dziejów i obszarów geograficznych. To, co zaskakuje, to to, jak bardzo temat seksu stał się tematem tabu, pomimo że w XXI w. widzimy go dosłownie wszędzie w reklamach, na bilbordach i w papierowych dziennikach. Główne religie współczesnego świata narzucają zdystansowany stosunek swoich wyznawców do „stosunku”, gdy to przecież w naszej historii, właściwie na całym globie czerpano z niego radość i oddawano cześć fallusowi oraz organizowano święta płodności. Skąd taka zmiana podejścia? Myślę, że to dobry temat do rozmów podczas zagranicznych podróży.

czytaj dalej: Świadome podróżowanie cz. 2 – klimat, przyszłość, działanie lub ECOtravel

Inne wpisy na Rajzyblogu o podobnej tematyce

SPIS TREŚCI RAJZYFIBER

Dwa wymiary podróżowania – poważne przemyślenia Eliasza

Najbardziej przydatne aplikacje w podróży

Tanie podróżowanie – na czym możesz zaoszczędzić w podróży

CouchSurfing – praktyczna instrukcja „obsługi”

Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zamknij