Po zjedzeniu zapiekanki na śniadanie udałem się na główną drogę wylotową z stolicy. Pierwszy raz ktoś kto mnie nocował, zrobił mi zapiekankę na śniadanie! Po pierwsze wskoczyłem do Lidla aby uzupełnić zapasy. Następnie znalazłem karton, na którym mogłem napisać mój kolejny kierunek podróży. Skorzystałem z ubikacji na stacji – wspominałem już dlaczego. I podszedłem do pierwszego kierowcy, którego dostrzegłem. Tym samym wsiadłem do pierwszego auta i pierwszy raz jechałem z czarnoskórym kierowcą. Wspólnie dotarliśmy na pierwszą stację na autostradzie.
Jedziemy dalej 🙂
Podczas autostopu bywa też tak …
Z jakiegoś dziwnego powodu spędziłem na tej stacji – na szczęście w piękną pogodę – ponad półtorej godziny. Największa stacja na trasie, super miejsce postojowe, duży karton, a tu nic. Mogło by się wydawać, że taka sytuacja może podłamać morale. Ale to nieprawda. Po wcześniejszych pozytywnych doświadczeniach byłem tak naładowany dobrą energią, że włączyłem muzykę i przez godzinę samotnie bawiłem się w jej rytm. Otwarłem sobie też paczkę jajek wielkanocnych z Milki, które zakupiłem w promocyjnej cenie w Lidlu – brawo ja, łowca poświątecznych okazji.
Gdy w końcu zatrzymał się pierwszy samochód wyszedł z niego facet w marynarce i już na wstępnie powiedział, że nie jedzie w moja stronę. Pomyślałem sobie „Dzięki za informację, bardzo mnie tym faktem pocieszyłeś. Ale o co chodzi?”. Do teraz nie do końca wiem o co chodziło. Przemiły facet wyszedł z ekskluzywnego samochodu na chwilę żeby sobie ze mną pogadać i przeprosić, że jedzie gdzieś indziej. Co bardziej pozytywnego, nim zdążył on wsiąść do samochodu zatrzymał się już za nim Volkswagen ogórek z dwójką pozytywnych ludzi.
Już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że z nimi zajadę daleko, może nawet do Amsterdamu. Tak czułem.
Nauczyciel WF-u
Pierwszy z nich był zawodowym nauczycielem WF w Holandii i jak sobie wyliczył okazało się, że pracuje w sumie 20 tygodni w roku. Drugi zawodowo składał ekskluzywne jachty, co ciekawe nigdy nie płynął, na żadnym statku czy łodzi, a o jachcie już nie wspominając. Wracali właśnie z kilkudniowego wypadu w Alpy – dlatego cały tył samochodu by zawalony linami i innym profesjonalnym sprzętem wspinaczkowym. Na szczęście z samochodu wyrzucili co tylko się dało i zostawili wyłącznie jedna kanapę i wiele przestrzeni. Przez kolejne 3 godziny była to moja przestronna sypialnia. Co pewien czas się przebudzałem i chwile rozmawialiśmy. Polecili mi, że skoro jadę w tamtą stronę i nigdy nie byłem w Rotterdamie – a będziemy przez niego przejeżdżać – to warto było by się tam zatrzymać.
Niby jadę do Amsterdamu, a tu …
Byłem umówiony z znajomymi, że tą noc spędzę u nich. Kto mnie zna to wie, że jak ja coś zaplanuje to się tego bardzo trzymam – chyba, że podróżuje. Więc wysadzili mnie w tym nowoczesnym mieście portowym, uprzednio zapisując w notesiku listę miejsc, które powinienem odwiedzić. Na szybko jeszcze w samochodzie znalazłem nocleg na apce z Booking.com i udałem się w stronę mojej noclegowni. Dostałem pokój 12 osobowy z czego zastałem tam aż 6 polaków – wliczając mnie. Większość z nich podróżowała samochodem, ale jeden się wyróżniał. Przez ostatnie kilka miesięcy pracował w Holandii więc teraz jak już sobie coś odłożył to postanowił to w Rotterdamie wydać. Najpierw opowiadał jak to teraz sobie żyje na bogato – płacąc za nocleg 75 zł – a rano przeklinał, że „znowu” w nocy na imprezie zgubił pieniądze.
Rotterdam to nowoczesna architektura i największy port w Europie. Przepiękna nowoczesna hala targowa. Obowiązkowy punkt na mapie tego miasta.
Jako, że w tym mieście nie miałem zbyt wiele przygód do opisania, bo spędziłem tam na zwiedzaniu tylko kilka godzin i jedną noc, ale za to widziałem wiele fajnych rzeczy to wrzucę dla niewtajemniczonych kilka ciekawostek z Wikipedii i moje zdjęcia.
Rotterdam, czy wiedziałeś
„Rotterdam – miasto w zachodniej Holandii, w prowincji Holandia Południowa. W 2011 roku liczyło ponad 610 tysięcy mieszkańców. Miasto stanowi południową część Randstadu, szóstego największego obszaru metropolitalnego w Europie, który zamieszkuje ok. 6,7 miliona ludzi. Miasto położone jest w delcie Renu i Mozy, nad Nową Mozą (ramię deltowe Renu), połączone jest z Morzem Północnym kanałem Nieuwe Waterweg o długości 30 km. „
Piętrowe parkingi dla rowerów w tym kraju nie są zaskoczeniem. Najbardziej przereklamowana atrakcja miasta. Sześcienne domki. Ani to domki ani sześciany.
„Po raz pierwszy Rotterdam wzmiankowany jest w 1283 roku, prawa miejskie otrzymał w 1299. Od XVI wieku rozpoczęto rozbudowę portu. W XVII–XVIII wieku nastąpił rozkwit miasta (rozwój handlu głównie z Francją i Anglią oraz przemysłu okrętowego i sukiennictwa). Od około 1850, wraz z rozwojem żeglugi na Renie i przemysłu Zagłębia Ruhry, jak też znacznej rozbudowy i modernizacji portu, wzrosło światowe znaczenie Rotterdamu. W maju roku 1940 czasie II wojny światowej zniszczony nalotem dywanowym Luftwaffe (zob. bombardowanie Rotterdamu). Nieliczne zachowane zabytki, m.in. gotyckikościół św. Wawrzyńca (XV – XVI), dom Schielandshuis (druga połowa XVII wieku, obecnie Muzeum Historyczne); pomnik z brązu „Rozdarte Miasto”. „
Jeden w pierwszych budynków wysokościowych w Europie.
To miasto musi odwiedzić każdy fan nowoczesnej architektury! Tylu kreatywnych nowoczesnych wieżowców zebranych w jednym mieście jeszcze do tej pory nie widziałem.
Niektórzy tą część miasta nazywają Europejski Manhattan i to pewnie dlatego otwarto w niej hotel New York.
Na centrum Rotterdamu można spotkać krasnala. Dlaczego akurat krasnala? Nie mam pojęcia. Sympatyczny krasnal trzyma w ręce …
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Już po kilku minutach okazało się, że mój kierowca to znowu podróżnik. W tym roku pojechał wraz z dziewczyną rowerem z Genewy do Chorwacji. A w roku ubiegłym spędzili razem 3 miesiące w Indiach. Nie było by w tym nic dziwnego – przecież to bogaci szwajcarzy – gdyby nie fakt, że jeden miesiąc spędzili w całości w jednej tylko miejscowości. Mało tego oni tam pracowali i to nie jako przedstawiciele międzynarodowej organizacji ale po prostu jako kelnerzy w zamian za pokój. Podobno w turystycznych kurortach wszyscy obcokrajowcy są przyjmowani do takiej pracy z otwartymi ramionami. Jeśli potrafisz gotować kilka potraw po europejsku to będą się o Ciebie bić. Trochę to dziwne, że Europejczycy jadący do tak egzotycznego kraju jak Indie wybierają tam europejską kuchnię i europejską obsługę – trochę to smutne.
Nauczony doświadczeniem z Niemiec poświęciłem godzinkę aby zaznaczyć w aplikacji MapsMe wszystkie stacje benzynowe, na których mogę dalej łapać stopa. Wysiadłem na pierwszej z nich i zacząłem telefonować po rodzinie i znajomych. Szwajcaria nie jest członkiem UE więc roaming w tym kraju jest katastrofalnie wysoki.
Ja tu sobie grzecznie przez telefon rozmawiam, a tu nagle jakaś dziewczyna – na oko dwa lata starsza – do mnie zagaduje i mi przeszkadza. Więc odkładam telefon i się grzecznie pytam o co chodzi.
Horiana – bo tak miała na imię, jak się później dowiedziałem – zauważyła położoną na stole kartkę z napisem Luxemburg. Akurat tak się złożyło, że ona wraz z koleżanką mieszkają w tym mieście wiec bez problemu mogą mnie zabrać. Długo się nie zastanawiając – zgodziłem się od razu.
Pomyślałem, że już drugi raz podczas tego wypadu mam niewyobrażalne szczęście. Autostop mnie znajduje właściwie bez mojego wysiłku. Po kilku godzinach okazało się, że to nie koniec szczęścia na dziś. I nie tylko ja je miałem ale te koleżanki, że na mnie trafiły.
Posłuchaj dalej…
Luksemburg
Widok na część doliny z jednego z średniowiecznych mostów prowadzących do centrum starego miasta.
Już na początku wspólnej 4 godzinnej trasy okazało się, że ten samochód jest pożyczony od kolegi, który ma iPhona.
Skąd wiem jaki telefon ma ziomek, którego nigdy nie spotkałem? Bo w aucie nie było ładowarki samochodowej na micro USB, a właśnie do nadgryzionego jabłka. Więc dziewczyny już po godzinie wspólnej jazdy na GPS-ie miały rozładowane obydwa telefony. Gdy tylko się zorientowałem zaoferowałem pomoc. Najpierw swój telefon. Po chwili mnie oświeciło, że mam pełnego powerbanka przy sobie więc im pożyczyłem. A na koniec zorientowałem się, że przecież na takie wypady biorę własną ładowarkę samochodową – i pierwszy problem zażegnany.
Najprawdopodobniej dlatego, że przez 4 godziny ciągle rozmawialiśmy to o Luksemburgu, to Polsce, Rumuni – bo z tego kraju pochodzą dziewczyny – o polityce, gospodarce i bankowości – pracują w instytucjach finansowych – a skończywszy na tym jakie mamy swoje plany aby naprawić ten świat dziewczyny zapomniały zatankować. Pojechaliśmy na pierwszą stację jaką wskazał GPS i niespodzianka – wspominałem już, że 1 maja to dzień wolny od pracy nie tylko w Polsce? – zamknięte. No to kolejny problem do rozwiązania pojawił się na horyzoncie. Tym razem dziewczyny miały szczęście, że zaznaczyłem na moim GPS-ie największe stacje na których z łatwością złapię stopa – czytaj będą otwarte. Udało nam się na oparach dojechać do pierwszej z nich.
Gdy dotarliśmy do celu Horiana zaproponowała, że skoro nie mam noclegu w tym kraju i nie wyglądam na mordercę – coś jeszcze wspomniała o bracie bokserze i tacie myśliwym – mogę u niej przenocować. Rewelacja. Nie musiała mnie długo namawiać.
Pod miastem, a dokładnie u bardzo stromych wzgórza na którym ulokowano stare miasto przepływa rzeka. Będąc przejazdem warto odwiedzić to miasto na jeden wieczór aby z pozostałości średniowiecznych murów podziwiać kunszt budowniczych tego miasta.
Zwiedzanie miasta, państwa?
Gdy późnym wieczorem wróciłem z zwiedzania miasta w którym nie ma kompletnie żadnych atrakcji turystycznych, a pomimo to jest ono na tyle urokliwym miejscem, że aż godnym polecenia na wieczór, czekały na mnie naleśniki na kolację. Podobno aby zwiedzić cały ten malutki kraj wystarczy 10 godzin, aby zwiedzić stolicę też 10 – podkreślę w tym miejscu – że to dalej te same 10 godzin. W takim razie jeśli ktoś jest przejazdem i ma wolny wieczór będzie to rewelacyjne miejsce.
Duży plus dla władz tego miasta za udostępnienie darmowego Internetu
na terenie całego centrum. Dla nowoczesnego turysty możliwość wrzucenia
od razu zrobionych fotek na wall-a będzie nie do przecenienia.
Co można o tym kraju ciekawego napisać? Chyba nie wiele. Właściwie spędziłem w nim tylko 16h z czego połowę przespałem. Ale dowiedziałem się, że każdy mieszkaniec kraju podczas zameldowania otrzymuje podręcznik dotyczący Luksemburgu. Jeden z rozdziałów poświęcony jest wybuchowi w elektrowni atomowej, co robić, gdzie uciekać, pomimo, że w tym kraju nie ma elektrowni atomowej! Choć jest na terenie Francji ok 30km od granicy tego małego państewka.
Pomimo, że atrakcji brak każdy kto odwiedzi stolicę będzie zachwycony. Stare miasto zostało ulokowane na wzgórzu z wszystkich stron otoczony stromymi czy wręcz pionowymi urwiskami. Część z urwisek zabudowana jest średniowiecznymi murami i wieżami strażniczymi. Właściwie te elementy robią spore wrażenie i warto je zobaczyć na własne oczy.
Szwendając się po mieście przypadkiem natrafiłem na grupkę zagranicznych turystów z przewodnikiem. Stali przed jakaś bramą prowadzącą na podwórko pomiędzy kamienicami – tak przynajmniej wyglądała. Gdy udali się do środka poszedłem za nimi, a tam niespodzianka. Był to korytarz prowadzący na drugą stronę rzędu małych kamienic z mini sklepami, pubem i punktami obsługowymi jakby wyjęte z historii o liliputach. Naprawdę dziwne, bardzo małe drzwi i okna ale bardzo urokliwe zabudowania najprawdopodobniej pochodzące jeszcze z wczesnego średniowiecza (zdjęcie poniżej).
To co widać na zdjęciu to uliczka dla ludzi 150cm max. Wszystko jest tutaj w mini skali.
Czy wiedziałeś, że
Jesteśmy coraz wyżsi, znacznie wyżsi!
Prawdopodobnie kojarzysz wielkiego Napoleona Bonaparte (nomen omen) jako małego człowieka. Ten przywódca narodu francuskiego miał 169 cm wzrostu i co na ówczesne standardy było sporo ponad średnią. To dlaczego tak go kojarzymy ?
Naukowcy opublikowali na stronie NCD RisC badania w których porównali średni wzrost obywateli różnych narodów i regionów z całego świata. Z analizy jasno wynikła, że jesteśmy coraz wyżsi. Dla przykładu statystyczny Polak w 1896 roku miał 150 cm wzrostu, a w 1996 już 164! Pełny raport znajdziesz TUTAJ.
Dlatego spacerując po średniowiecznych uliczkach lub domach (np. ta z powyższego zdjęcia lub Złota Uliczka z Pragi) w których żyli nasi przodkowie przywołują nam one na myśl bajki o krasnalach.
Z tego samego powodu, Napoleon dziś nie bardzo wyróżniałby się z tłumu swoim wzrostem, można by rzec, że byłby przeciętnego wzrostu! Błędny obraz tego przywódcy został utrwalony w literaturze prawdopodobnie z powodu niepoprawnego przeliczania miar pomiędzy systemami różnych narodów, jednak badania jego ciała po śmierci potwierdzają wzrost ok 169cm. Możliwe też, że jego wrogowie lub podbite narody rozpowszechniały plotki o niskim wzroście aby go ośmieszyć i nabrać większej odwagi do walki.
Pewnie nie wiedziałeś, że przez Luksemburg dociera do Europy od 75 do 95% wszystkich pieniędzy (w zależności od statystyk). Ta Europejska stolica finansów jest widoczna na zdjęciu.
Historia jak z horroru
Horiana to osoba bardzo ciekawa. Pochodzi z Rumuni ale już od 18 miesięcy mieszka w tym małym państewku. W każdej wolnej chwili podróżuje po Europie – bo stąd wszędzie blisko – lub co bardziej zaskakujące uprawia down hill – zwykle samotnie, tylko w towarzystwie kamerki. A co robi zawodowo? Pracuje dla międzynarodowej organizacji zajmującej się zwiększaniem przejrzystości operacji finansowych na świecie. Głównym celem organizacji jest tworzenie corocznych raportów np. na tematy korupcji, ukrywania podatków w rajach podatkowych itp. Można powiedzieć, że ma ona osobiście spory wpływ na poprawę świata – finansowego.
Wcześniej Horiana wędrowała też z plecakiem i namiotem ale od pewnej
„przygody” w górach zrezygnowała z takiej aktywności. Posłuchajcie
sami…
Dwie dziewczyny jeździły sobie po Europie samochodem, zwiedzały kolejne miasta i parki narodowe. Po drodze do jednego z nich stwierdziły, że rozbiją sobie namiot przy drodze i w nim przenocują. Gdy zaparkowały samochód dostrzegły, że pod nimi jest jezioro – zaparkowały samochód nad bardzo stromym zboczem. Wybór był prosty, skoro mogą mieć samochód w zasięgu wzroku i namiot w atrakcyjnym miejscu nad brzegiem jezioro to postanowiły znaleźć drogę w dół. Po znalezieniu okrężnej drogi i dogodnego miejsca na biwak, rozłożyły co miały i rozpaliły ognisko. Wszystko wyglądało normalnie do czasu gdy zapadł zmrok.
W środku lasu jak to w środku lasu, czyli cisza głucha i brak ludzi w obrębie wielu kilometrów. Gdy zmierzały już w stronę śpiworów dostrzegły światło przy ich samochodzie. Nie mógł to być inny samochód ponieważ otaczała je całkowita cisza. To było już nie fajne. Dwie samotnie dziewczyny w środku lasu, nawet jakby gdzieś zadzwoniły to pomoc dotarła by po dłuższym czasie, nie wspominając o tym, że nie za bardzo było jak określić ich dokładną lokalizacje.
Co jeszcze dziwniejsze to pojedyncze światło – przypominające czołówkę na czyjejś głowie – stabilnie schodziło po tym stromym zboczu kierując się w ich stronę. Ognisko nie dawało zbyt wiele światła wiec nie dostrzegły konturu ciała człowieka. Dziewczyny zaczęły krzyczeć w kilku językach w stronę światła „Kto idzie?” jednak nie uzyskały żadnej odpowiedzi. Jedna z dziewczyn wzięła do ręki większy kij z ogniska i gaz pieprzowy, druga scyzoryk. Gdy światło podeszło do ogniska i dalej nie udzieliło odpowiedzi jak i również nie można było dostrzec kontur ludzkiej sylwetki…
Dziewczyny uciekły do samochodu i odjechały jak szybko mogły. Gdy następnego dnia wróciły na miejsce obozowiska po namiot zaskoczyły się bardzo ponieważ z namiotów nic nie zginęło. Cały obóz był dokładnie w takim samym stanie w jakim go pozostawiły.
I to tak wyglądała ostatnia ich noc w namiocie. Pomimo że od tej „przygody” minęło już kilka lat to dalej nie odważyły się nocować w namiocie.
Jeden z atrakcyjniejszych budynków po przeciwnej stronie doliny od Starego Miasta.
W samym mieście nie ma nic wyjątkowego, nawet ciekawego oprocz krajobrazów.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Średniowieczny zamek i w tle Alpejskie szczyty. Nie, to nie jest okładka kolejnej część „Gry o tron”.
Jak podaje Wikipedia:
„Zamek Gruyères – zamek znajdujący się w miejscowości Gruyères, w alpejskim kantonie Fryburg w Szwajcarii. Nazwa Gruyères pochodzi prawdopodobnie od heraldycznego żurawia panów Gruyères (franc.grue = żuraw).
Hrabiowski ród Gruyères jest jednym z najważniejszych we francuskiej części Szwajcarii, jednak jego pochodzenie nie jest dokładnie znane. Od XI do XVI wieku zamek należał w sumie dziewiętnastu hrabiów. Michel, ostatni hrabia Gruyères, miał problemy finansowe i ogłosił bankructwo w roku 1554. Wierzyciele, miasta Fryburg i Berno, podzieliły się jego ziemiami. Zamek stał się siedzibą zarządców Fryburga (1555-1798), a następnie rezydencją prefektów aż do 1848 roku. Został wystawiony na sprzedaż w 1849 i stał się własnością rodzin Bovy i Balland, które urządziły w nim swoją letnią rezydencję i odnowiły zamek z pomocą wielu przyjaciół artystów. W roku 1938, kanton Fryburg odkupił zamek i otworzył w nim muzeum. „
Wnętrze zamku przypomina średniowieczną wioskę. Każdy kto lubi średniowieczne klimaty musi pamiętać o zapachach. Wszystko co średniowieczne strasznie śmierdziało! I tutaj śmierdzi nadal. Śmierdzi topionym serem, który w formie fondue podawany jest w każdym lokalu.
To co mogę dodać od siebie w tym miejscu to jedynie rekomendację, że należy koniecznie odwiedzić to „kosmiczne” miejsce przebywając w okolicy.
Na zamku Gruyères znajduje się najbardziej rozpoznawalna ( i moim zdaniem przereklamowana) knajpka w kraju. Jej wnętrze przypomina szkielety kosmitów z filmu o Obcym. Obok niej ulokowano tez muzeum o tej samej tematyce.
Winnice w Lavaux wpisane na listę dziedzictwa UNESCO
Jak podaje Wikipedia:
„Terasowe winnice w Lavaux rozciągają się na terenie ok. 30 km od zamku Chillon do wschodnich przedmieść Lozanny. Pierwsze ślady uprawy winorośli w tym rejonie pochodzą z okresu rzymskiego (I – II w. n.e.), a winnice terasowe zaczęły masowo powstawać od XI wieku wraz z przybyciem benedyktynów i cystersów.
Pierwsze wzmianki o budowie teras (charmus) pojawiają się w dokumentach z 1331 roku. Terasy miały 10–15 metrów szerokości, a ochraniały je mury wysokie na 5–6 metrów. Niektóre terasy (Dézaley, Clos-des-Abbayes i Clos-des-Moines), z uwagi na ogrom pracy niezbędnej do ich założenia, pozostawały nieukończone do XVIII–XIX wieku.
W 2007 roku krajobraz kulturowy winnic tarasowych w Lavaux został wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.”
Winnice w całej swojej panoramicznej odsłonie (kliknij na zdjęcie aby powiększyć).
Dzień 6 – 1 maja więc wszyscy mają, mieli lub będą mieli wolne
Nie wiem czy wiesz ale w maju w większości krajów europejskich występują po dwa różne, wolne od pracy święta. Dlatego jeśli sobie to dobrze człowiek zorganizuje to może i przez dwa tygodnie jeździć po różnych krajach i podziwiać jak ludzie świętują.
Wracając do planu podróży, który zakładał, że 2-go maja ruszę w stronę Amsterdamu ….
Jest on już nieaktualny. Na trasie do Genewy zaoszczędziłem jeden dzień, który postanowiłem – wczoraj wpadł mi taki pomysł do głowy – spędzić w Luksemburgu. Nigdy tam nie byłem, a że jest akurat w połowie trasy to warto by się w nim zatrzymać. Nikogo nie znam w tym małym kraju dlatego noc planowałem spędzić w jednym z hosteli. Czy się udało ? Posłuchaj dalej…
Warto wiedzieć, że Genewa to takie szwajcarskie miasto gdzie 49% mieszkańców stanowią obcokrajowcy, mówi się po francusku, większość pracujących tu osób mieszka w Francji – skąd dojeżdża się komunikacją miejską za parę złotych – i wszystko co widać wokół miasta to już Francja. Więc i ja dotarłem na przejście graniczne autobusem.
Kilka dni wcześniej metoda aby łapać samochody od razu za bramkami granicznymi się sprawdziła więc i tym razem powtórzyłem tą metodę. Już po 40 min zatrzymał się pewien facet, który robił wrażenie osoby nieszablonowej – choć nie wiem czemu. Może dlatego, że Szwajcar, który prowadzi starszy samochód zawsze będzie wyglądał nietypowo.
Co było dalej dowiesz się z następnego postu, a tymczasem pora na odpowiedź na pytanie z postu wcześniejszego.
Rozwiązanie zagadki
Pytanie: Z schodami w starym ratuszem, a właściwie to z ich brakiem wiąże się pewna ciekawostka. W średniowieczu zamontowano w nim podjazd. Można za jego pomocą dostać się na drugie piętro do głównej sali obrad. Dla kogo zamontowano podjazd w czasach gdy nie znano jeszcze wózków inwalidzkich i Segwayów?
Odpowiedź: Dla jeźdźców konnych. Najzamożniejsi mieszkańcy miasta podjeżdżali pod samą salę obrad na swoich koniach. Nie znano wtedy wind więc w ten sposób sobie radzili.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
W Genewie spędziłem 4 noce z czego dwie na domówkach w bardzo dużym międzynarodowym gronie. Pierwszą z pracownikami ośrodka naukowego CERN (tak tego od Wielkiego Zderzacza Hadronów), a druga już bardziej otwartą dla wszystkich młodych pracowników genewskich organizacji (ONZ, WHO, Czerwony Krzyż – który zresztą został założony w tym mieście). Trochę pozwiedzaliśmy miasto i jego okolicę. Te 4 dni to był bardzo fajny czas w bardzo atrakcyjnych miejscach dlatego jak wygląda to miasto, co można w nim ciekawego robić w bardzo skróconej wersji przeczytasz poniżej .
„Najwyższa” atrakcja w mieście.
Bez wątpienie największymi atrakcjami tego miasta i jego najbliższej okolicy są Alpejskie pejzaże otaczające je z każdej strony.
Znajomy, który mnie przenocował poinformował mnie o kilku ciekawostkach związanych z mieszkaniem w tym mieście. Szwajcarzy z założenia dużo zarabiają, podobno uważają Niemców za biedaków. W takim razie zarabiają bardzo dużo ale i życie do najtańszych tu nie należy. Dlatego jeśli się tylko da to na zakupy jeździ się do Francji. Zresztą bardzo duży procent pracowników Genewskich miesza za granicami kraju – skąd przyjeżdża codziennie komunikacją miejską. Mieszkanie w Francji – o tym samym metrażu jest o ok 600 euro tańsze niż po Szwajcarskiej stronie.
Ubezpieczenia i opłaty
Ktoś narzeka, że w naszej służbie zdrowia trzeba za wszystko płacić? W wielkim skrócie. Ubezpieczalnie zdrowotne w Genewie – tylko prywatne i obowiązkowe – zwracają pieniądze dopiero po 4 wizycie w miesiącu u lekarza i do tego nie wlicza się w to dentystę. Wiec albo naprawdę często chorujesz i Ci się to kalkuluje albo ciągle finansujesz ich służbę zdrowia za darmo. Im droższe ubezpieczenie tym mniejszy wkład własny. Wkład własny to kwota którą się płaci w ciągu roku za leczenie, nim ubezpieczalnia zacznie za nas płacić. Podsumowując w tym kraju opłaca się chorować albo dużo albo wcale. Pozytywna informacja jest taka, że tym samym kolejki w służbie zdrowia są krótsze. Można? Tylko czy naprawdę tego chcemy?
Popołudniowy wypad w góry wyglądał tak.
Na drogach można spotkać najdroższe samochody jakie kiedykolwiek wyprodukowano. To nie jest miast dla biednych ludzi. Jeśli Cię stać na samochód to musi Cię być też stać na opłacenie miejsc parkingowych – przynajmniej dwóch. Dlaczego? W końcu parkujesz pod domem i miejscem pracy. Podobnie w Singapurze, nim zarejestrujesz tam samochód musisz pokazać opłacone miejsce parkingowe za ok 30 tys. zł.
Jedna z rzeźb przed siedzibą ONZ. Uliczki w tym mieście należą do naprawdę urokliwych.
Szwajcaria robi wrażenie rewelacyjnego kraju na wypady weekendowe. Cały kraj przykryty wysokimi górami, piękną naturą. Bajka. Jednak warto wiedzieć, że miast w weekendy się omija. Nie dlatego że niebezpiecznie, czy tłoczno ale dlatego, że nic się w nich nie dzieje. Można się po nich przespacerować, porobić ładne zdjęcia i tyle. Miasta w weekendowe wieczory wymierają. Wyjątkiem jest tutaj tylko Zurichu.
Powyżej pomnik reformacji o długości 100m i wysokości 5.5m. Został wybudowany aby uczcić 400 rocznicę urodzenia Jana Kalvina głównego reformatora Szwajcarii. Zakończono budowę pomnika w 1917r. Na jego froncie upamiętniono sylwetki reformatorów z całego świata, męskie sylwetki. To bardzo nie spodobało się feministką, które zażądały umieszczenia na nim również jakieś ważnej kobiety. Władze Genewy zrobiły ukłon w stronę kobiet i wymieniły jedną na bocznej ścianie, bocznego pomnika, pod drzewem na wysokości krzaków. Kompromis jest najważniejszy 🙂
Jeśli chodzi o mieszkania to nim się podpisze umowę na wynajem trzeba pokazać opłacone ubezpieczenie na to właśnie mieszkanie. Wiadomo gdyby pralka wylała i kogoś zalała. Przezorni? Aż za bardzo, ponieważ akurat w bloku mojego znajomego w regulaminie zapisany jest zakaz używania pralek w mieszkaniach. Jedynie w pralni ogólnodostępnej. Bo po co ryzykować, zalanie sąsiada poniżej? Taki kraj.
Kilka zdjęć
Warto zobaczyć
Powyżej model miasta z Maison Tavel W najstarszym domu w mieście (z XII w.) umieszczono model 3D z końca XIX w. Jej twórca poświęcił cały swój majątek i większość lat swojego życia aby w najdrobniejszym szczególe odzwierciedlić Genewę z 1850r. Na parterze tego budynku znajduje się rewelacyjna multimedialna prezentacja jak Genewa rozwijała się na przestrzeni lat. Polecam. Wstęp darmowy.
Katedra na samym szczycie starego miasta. Szwajcarzy nie słynną z wyczucia smaku nowoczesnego designu tak jak Skandynawowie. Ta teza znajduje potwierdzenie w oświetleniu wnętrza Katedry, które wykonano za pomocą nowoczesnych okrągłych podwieszanych paneli LED. Najstarszy plac w mieście. Na pewnym placu w centrum miasta zamontowano podświetlone kafelki z powitaniami w wielu językach świata. W słoneczne dni ludzie lubią spędzać czas w jednym z licznych parków. Zresztą trzeba przynać, że w Genewie są bardzo śliczne parki. Widok na stare miasto z podnóża wzgórza. Jeśli lubisz spacery po zabytkowych dzielnicach to przygotuj się że tutaj masz przed sobą wspinaczkę.
Z schodami w starym ratuszem, a właściwie to z ich brakiem wiąże się pewna ciekawostka. W średniowieczu zamontowano w nim podjazd. Można za jego pomocą dostać się na drugie piętro do głównej sali obrad. Dla kogo zamontowano podjazd w czasach gdy nie znano jeszcze wózków inwalidzkich i Segwayów? Odpowiedź w kolejnym poście na dole strony.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Te 11 dni to był najlepszy wypad autostopowy w moim życiu. Ale po kolei ….
W tym artykule chciałbym przybliżyć jak naprawdę wyglądają podróże autostopowe, ponieważ jest na ten temat bardzo wiele mitów i wyolbrzymionych obaw. Ktoś tam coś od kogoś usłyszał, ktoś coś zobaczył w horrorze albo innej niskobudżetowej „intymnej” produkcji. Na tej podstawie ludzie tworzą swoją wizję autostopowych wojaży. A jak jest naprawdę? Tym właśnie chcę się z Tobą podzielić – jak było tym niezwykłym razem. Z kim i o czym rozmawiałem, gdzie spałem, kto i jak mi pomógł …
Jest połowa kwietnia. Od kilku tygodni wzbierała się we mnie potrzeba wyrwania się gdzieś, gdziekolwiek, czym dalej tym lepiej. Potrzebowałem opuścić biuro, zobaczyć coś nowego i zrobić coś „szalonego” aby nie zwariować przez nadmiar pracy.
Pewnego dnia gdy w końcu udało mi się uwolnić umysł od natłoku obowiązków – praca za dnia i wieczorami, w tygodniu i weekendy robi swoje – uświadomiłem sobie, że za chwilę weekend majowy więc w tym roku (2017) przynajmniej 5 dni wolnego.
Planowanie
(sorki za tak długi wstęp o planowaniu tego wypadu jednak warto abyś wiedział, że w trasie wszystko poszło inaczej niż planowałem 🙂 )
Planowanie przebiegało w 100% standardowo. Najpierw rzut oka na mapę Europy. Później zaznaczenie pinezkami gdzie mieszkają moi znajomi, których miałem odwiedzić w tym roku. Następnie kilka zapytań na FB czy akurat w tym terminie będą w domu. Połączenie pinezek nitką w odpowiedniej kolejności i …
Wyszło że najpierw wpadnę do Genewy w Szwajcarii, a później odwiedzę
przyjaciela w Kopenhadze, który pojechał tam na półroczną delegację
(wraca 10 maja więc to ostatnia szansa aby go odwiedzić).
Myślę sobie, że 5 dni trochę mało. Ale przecież jak wrócę w środę to i tak nic w tym tygodniu produktywnego nie zrobię, więc bilet lotniczy z Kopenhagi kupiłem na 7 maja.
Plan prezentował się następująco:
Ruszam z Katowic 29 kwietnia w sobotę rano,
Docieram tego samego dnia do rodziny pod Stuttgartem (plan 1000 km,)
Następnie trasa na Genewę. Jednak, że to 500km, a nie chcę spędzić kolejnego dnia w aucie odwiedzę znajomego w Zurychu (jest to bliżej 0 250 km więc i szybciej auto złapię),
Potem Genewa, i tam 3 dni odpoczynku,
I trasa na Kopenhagę. Ale trochę słabo bo to aż 1400km (za dużo jak na jeden dzień),
No to odwiedzę jeszcze znajomych pod Amsterdamem (bo to akurat połowa trasy),
Podsumowując 10 dni. O jeden za dużo. Ale nie szkodzi bo w tym poprzedzającym tygodniu i tak pracuję zdalnie.
Tak plan wyglądał w teorii, bo w praktyce wyszła z tego całkiem inna podróż.
Dręczyło mnie jeszcze jedno zagadnienie. Wszystkie miasta, które odwiedziłem podczas tej podróży odwiedziłem już wcześniej autostopem. Nuda. Co by można z tym zrobić? Coś wymyślę w trakcie.
Dzień 1 – Czy ja mam więcej szczęścia niż rozumu ?
Skoro planowałem ruszyć w piątek to wyruszyłem już w środę rano. Odpowiednia motywacja potrafi skrócić czas pracy nawet o kilka dni. Projekt zamknięty, można ruszać.
Pierwszy punkt łapania stopa w Katowicach w stronę Niemiec to stacja Shell na autostradzie A4 MOP Wirek.30 min później pędziłem już z właścicielem firmy budowlanej w zaplanowanym kierunku. Wyjątkowo fajnie się gadało. Kierowca ten był wielkim fanem serialu „Katastrofy w przestworzach” z Discovery Channel. Jako, że ja nie mam telewizora w domu, to on postanowił mi streścić całą serię. Dowiedziałem się też, że strasznie boi się latać samolotami (ciekawe dlaczego), ale jeszcze bardziej niż on boi się jego siostra. Niby nic niezwykłego. Skoro się boi to pewnie nie lata. A tu niespodzianka.
Skoro się boi, to zrobiła sobie licencję na pilotowanie małych samolotów. Pewnie chodziło o przełamywanie własnych słabości. Wiec teraz ma licencje i wielki strach przed lataniem 🙂
Przejechaliśmy razem ponad 250 km aż za Legnicę. Problem w tym, że wysiadłem w szczerym polu. Dosłownie po środku niczego. Miałem wysiać na stacji benzynowej ale, że odjechaliśmy od autostrady już ponad 4km i ślad po mniej zaginał stwierdziłem, że tak będzie lepiej.
Porzucony na polu
Co mogę zrobić stojąc przy pustej drodze po środku pola Rozpakowałem kanapkę i ruszyłem w stronę drogi. Minęły mnie może z 6 samochodów gdy …
… zjadłem kanapkę i mogłem zacząć łapać kolejny transport z pustymi rekami.
Z swojego doświadczenia wiem, że jak stoisz przy drodze to powinieneś coś zjeść i się załatwić – nigdy nie wiesz kiedy będziesz miał kolejną okazję, a szkoda nakruszyć w samochodzie albo się …
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kolejny samochód się zatrzymał. Nieźle – pomyślałem – jestem „nigdzie” i przynajmniej do autostrady się dostanę bo już zdążyłem zmarznąć.
– Gdzie jedziesz ? – zapytał kierowca gdy otwierałem przednie drzwi. – Na Niemcy, a Ty? – odpowiedziałem – No to masz szczęście, bo ja też. A gdzie dokładniej? – Dziś chciałbym się dostać pod Stuttgart, bo tam czeka na mnie rodzina. – Niemożliwe. No to masz duże szczęście bo ja tamtędy będę przejeżdżał. – Super. No to mamy razem jakieś 700km trasy. Jestem Grzesiek – przedstawiłem się. – Ja też.
I w ten sposób złapałem jednego z najdłuższych stopów w moim życiu.Kierowca Grzesiek okazał się o rok starszym facetem pracującym w Niemczech od 3 lat. W wolnych chwilach też podróżował, więc kolejne godziny zleciały nam błyskawicznie na rozmowach.
O jeden zjazd za daleko
Na zegarku dopiero 16, a przejechałem już 700km. Dobry wynik. Nawet bardzo dobry!
Wysiadłem na dużej stacji z restauracją 150km od celu. Niby blisko ale jednak, aż za blisko. Dlaczego?
Po ponad godzinie łapania stopa z kartką w ręku, pytania się ludzi
czy jadą tam gdzie ja zmierzam wszyscy zaprzeczali. Jakim cudem?
Przecież to tylko 150 km i nikt tam nie jedzie?
Okazało się – czego już któryś raz w tej okolicy nie przewidziałem – że wszyscy co jadą na Karsruhe skręcają na zachód o jedno skrzyżowanie wcześniej, a później już prosto na południe. A nie tak jak ja planowałem najpierw na południe, a później na zachód. Trasa właściwie ta sama ale jakoś wszyscy wolą tą pierwszą opcję (albo woli ją GPS).
Niedobrze. Cały dzień wiał zimny wiatr i lekko padał deszcz, a ja utknąłem na stacji 150km od celu. Po dłuższej chwili usłyszałem polski język i mężczyznę, który podjechał do restauracji. Zapytałem więc gdzie jedzie. Powiedział, że na południe ale nie skręca później w moją stronę, a w przeciwną.
Co tu zrobić? Mogę przejechać kolejne 75km i stanąć po przeciwnej stronie autostrady – jeśli uda mi się przejść. Albo dalej czekać i liczyć na kolejny los na loterii.
Planowane spotkanie z policją
30min później marzłem już na rozkopanym pasie autostrady po kostki w błocie 75km dalej. Na mapie był zaznaczony parking jednak nie mogłem przypuszczać, że jak przejdę nad autostradą po kładce znajdę na jego miejscu plac budowy.
Rzecz jasna kierowcy nie bardzo mieli się gdzie zatrzymać. W takim razie muszę poczekać na pojazd „uprzywilejowany”. Zacząłem ponownie łapać stopa. Tym razem w kamizelce odblaskowej. Trochę się naczekałem ale zgodnie z planem po ok 25min zjawił się kolejny transport, który odważył się zatrzymać na poboczu w świetle zachodzącego słońca. Pierwszy kontakt z niemiecką drogówką mogę sobie wpisać w pamiętniku.
Grzecznie im wytłumaczyłem, że miał tu być parking, a zastałem plac budowy i nie bardzo mam co zrobić. W takim razie sprawdzili mój paszport i zawieźli mnie …. Niestety nie do rodziny ale przynajmniej kolejne kilkanaście kilometrów i wysadzili pod McDonaldem.
Tam zamówiłem sobie gorącą herbatę i grzecznie poczekałem na kuzyna, który zgodził się po mnie podjechać. W ten sposób zakończył się porażką mój pierwszy dzień tej niezwykłej przygody. Złapanie stopa na trasie ponad 700km wyczerpało limit mojego szczęścia. Po zjedzeniu kolacji położyłem się spać z planem że kolejnego dnia o 11.00 ruszam dalej.
Do Genewskiej siedziby ONZ już miałem znacznie bliżej, jednak w dalszym ciągu daleko. Czy aby na pewno?
Dzień 2 – Żenewa? A gdzie to?
Kolejny dzień wszystko zapowiadało się, że przebiegnie zgodnie z planem. Pogoda się poprawiła – na chwilę – śniadanie zjedzone, 11 na zegarku więc w drogę.
Tym razem tak jak dzień wcześniej zaczynałem od łapania stopa na większej stacji benzynowej. Po 10 minutach już siedziałem w samochodzie z Irakijczykiem – dokładniej mówiąc chyba Kurdem – to znaczy pochodził z północnego Iraku ale od 16 lat mieszkał w Holandii gdzie miał duży dom i własny zakład fryzjerski. Teraz jechał odwiedzić najbliższą rodzinę w kilku niemieckich miastach i docelowo w Szwajcarii.
Dowiedziałem się od niego, że podrzuca mnie bo tak został wychowany. W Iraku podobno jeśli komuś możesz pomóc to nie tylko powinieneś to zrobić to właściwie MUSISZ to zrobić. Ponarzekał sporo na Iran, że tam nie ma demokracji, że Islam itp.
Z pamiętnika podróżnik
To w autostopie jest fajne, że nie tylko ja otrzymuję pomoc ale często to ja pomagam kierowcom. Rok wcześniej w trasie na Mediolan nasz kierowca uszkodził chłodnicę. Jako, że miał dwie lewe ręce do samochodów, to z wykorzystaniem taśmy samoprzylepnej udało mi się na stacji benzynowej ją naprawić. Nie od razu bo dopiero za piątym podejściem ale jednak! Dzięki czemu on dojechał na spotkanie na czas, a my do celu.
Tym razem ponieważ kierowca, miał angielski na poziomie komunikatywnym ale nie czuł się pewnie poprosił mnie abym zadzwonił pod wskazany numer i powiedział o podłożonej bombie…
Taki głupi żart. Tak naprawdę poprosił o zamówił mu godzinny masaż – choć to też nie brzmi o wiele lepiej. Gdy cena, którą usłyszałem po drugiej stronie słuchawki wyniosła 500 euro trochę się zdziwiliśmy. Więc w Googlu znalazł inny salon masażu za 50 euro i zarezerwowałem mu wizytę.
Przejechaliśmy razem 70km i wyskoczyłem – znaczy się grzecznie
wysiadłem – na przed ostatniej stacji w Niemczech na tej trasie. Wtedy
udało mi się złapać jedyny pojazd podczas całej wyprawy z pasażerami,
którymi nie zamieniłem ani jednego zdania.
Byli to młodzi Szwajcarzy, którzy nie mówili po angielsku. A że ja nie mówię zbytnio po niemiecku pomedytowaliśmy sobie w samochodzie w ciszy przez kolejne 30km. Bywa i tak, na szczęście w Europie raczej rzadko.
Szybki skok do Szwajcarii
Na zegarku po 14 czyli już od ponad 30 minut próbuję coś złapać na
przejściu granicznym. Bardzo zimno i mokro. Pora więc zjeść coś
ciepłego. Wszedłem do restauracji po Szwajcarskiej stronie i szybko z
niej wyszedłem. Gdy herbata kosztuje 20 zł nie musisz patrzeć na cenę
pozostałych produktów. Wróciłem więc na Niemcy – całe 100m – i zawitałem
w Burger Kingu. Solidny tłusty, niezdrowy ale za to smaczny i
kaloryczny – a gdy człowiek marznie to o niczym inny nie marzy – posiłek
to wydatek 40zł. Nie tanio ale może być. Przyznam się, że w Burger
Kingu często jadam jak podróżuję, za to nigdy w Katowicach. Jednak ta
„restauracja” jest zwykle najtańszą jaką można znaleźć z tak dużymi
porcjami i jeśli znajdziesz gdzieś bony zniżkowe to będziesz mieć
pewność, że taniej nic ciepłego nie zjesz.
Gdy nasycony i ogrzany dużym kubkiem ciepłej herbaty wróciłem do Szwajcarii. Obrałem swoją lokalizacje 30 metrów od bramek na przejściu granicznym. Czyli na tyle daleko aby nikomu nie przeszkadzać, a na tyle blisko, że kierowcy nie zdążą się jeszcze rozpędzić i wjechać na autostradę.
Widok, który miałem zobaczyć w Szwajcarii dopiero dwa dni później, ale … … nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Czasem lepiej.
Przez kolejne 45 min nie wiele się zmieniło. Tyle tylko że usłyszałem
od kierowców, że tam gdzie jadę już śnieg spadł tego dni i że cieplej
nie będzie. Na szczęście w końcu zatrzymała się pewna Niemka.
Jechała do swojego chłopaka, który był na Erazmusie w Francji przez jakaś Żenewe w Szwajcarii. Może to będzie akurat przez Zurych gdzie miałem w planie się dostać na noc. Gdy wsiadłem i zacząłem szukać na telefonie na mapie Żenewy …
Zmiana planów
… po paru minutach dopiero wyobraziłem sobie jak się to może pisać.
„Że” to przecież „Ge” no i klops bo to przecież Genewa – gdzie miałem
pojechać jutro. W takim razie od kilu minut jadę w całkowicie odwrotnym
kierunku.
Ale czy to aby na pewno źle? Miałem jechać do Zurychu tylko dlatego
aby łatwiej się tam dostać i później łatwiej ruszyć do Genewy. Zurych
rok wcześniej miałem okazję odwiedzić, dodatkowo pogoda mówiąc łagodnie
jest fatalna na ponowne zwiedzanie tego pięknego miasta. Co robić?
Wysiąść i jechać zgodnie z planem do znajomego, który na mnie czeka czy
jechać tam gdzie miałem pojawić się dopiero jutro? Raz się żyje.
Odmówiłem wizytę w Zurychu i zadzwoniłem do kumpla z Genewy, że odwiedzę
go wcześniej. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
– Cześć, mam dobrą wiadomość, złapałem stopa bezpośrednio do Ciebie i już dziś Cię odwiedzę. Czy to nie problem? – Cześć, super. No, właściwie …. – Czy nie zmieniłem Twoich planów przypadkiem? – No niby nie. A właściwie to tak! Bo miała do mnie dzisiaj koleżanka wpaść na romantyczną kolację. – Upsss, sorry stary. Ale to nie duży problem jak Cię dziś odwiedzę? – Nie teraz to innym razem zjemy kolację, wpadaj. A właściwie to zjemy ją w trójkę
Z czego słynie Szwajcaria? Oczywiście z czekolady, a to jedna z tych regionalnych fabryczek.
Niemka okazała się też bardzo ciekawą postacią. Po szkole średniej w wieku 19 lat samotnie wyskoczyła na 4 miesięczne wakacje do Azji. Samotnie zjechała Wietnam, Tajlandię, Laos i Kambodżę. SAMOTNIE, 19 latka!!! Szacunek. Właściwie to ja byłem mniej zaskoczony niż ona faktem, że my w Polsce tak nie robimy. Dla nich to normalne aby po szkole średniej i drugi raz po studiach tak sobie wyskoczyć. Odkryłem też, że audiobooki po niemiecku rewelacyjnie ułatwiają zasypianie. Gdy skończyliśmy rozmowę, a przed nami było jeszcze ponad 150km zapytała się czy nie mam nic przeciwko literaturze fantazy po niemiecku. Oczywiście się zgodziłem aby uruchomiła tą płytę dzięki czemu mogłem oddać się regeneracji sił w ciepłym samochodzie.
Wyskoczyłem – tym razem dosłownie – na autostradzie pod lotniskiem w
Genewie gdy tylko zauważyłem, że przejście przez murek odgradzający
parking samochodowy i przystanki autobusowe od autostrady umożliwia
drabinka. Zresztą dziwna sprawa, że ktoś postawił drabinę przez mur aby
można było wejść na lotnisko bezpośrednio z autostrady z pasa
awaryjnego. Może wielu autostopowiczów tutaj mają 🙂
Do kolegi na „romantyczną” kolację w troje dotarłem ścieżkami rowerowymi po godzince marszu po tym ładnym mieście.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Od początku powstania tej strony miałem w głowie ideę stworzenia (wraz z znajomymi i internautami ) praktycznej ściągi dla osób, które wyruszają w podróż. Mowa o listach rzeczy, które warto spakować do plecaka w zależności od typu, czasu trwania i celu podróży. W kolejnych rozdziałach znajdziesz też informacje na tematy bezpieczeństwa, finansów, konserwacji ekwipunku itp. Wszystko o czym warto przeczytać choćby raz w życiu, aby w spokoju cieszyć się podróżą znajdziesz w tym darmowym poradniku.
Celem projektu Rajzyfiber jest wspólnie, wraz z wszystkimi chętnymi napisanie pierwszego w pełni darmowego podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Najlepsza książka o przedsiębiorczości, jaką kiedykolwiek trzymałem w rękach. A przeczytałem ich naprawdę dużo. Bez zbędnej teorii. Bez motywacyjnych sloganów. Za to z ogromną liczbą konkretnych przykładów, liczb i decyzji, które autor oraz jego współpracownicy realnie przetestowali.
To książka o pięciu kluczowych filarach budowania firmy: doborze wspólników, strukturze udziałów, kontroli kosztów, momentach wejścia w marketing oraz skalowaniu. Autor pokazuje, jak przejść drogę od prostego handlu – nawet na poziomie sprzedaży pomidorów na targu – do biznesu generującego setki milionów złotych w kilka lat. Bez romantyzowania. Z naciskiem na dyscyplinę finansową, analizę marż, cash flow i ryzyko.
Wydana pod koniec 2025 roku, jest niezwykle aktualna. Dotyka realiów nowoczesnego rynku, presji inwestorów, budowania zespołów i zarządzania konfliktem między wspólnikami. Czyta się ją zaskakująco lekko, mimo że tematy są ciężkie. Dla każdego obecnego i przyszłego przedsiębiorcy – pozycja obowiązkowa.
Jeżeli nie jesteś pewny czy warto tą nietanią książkę kupić to po pierwsze, cały jej dochód idzie na cele ekologiczne! A po drugie, wystarczy że posłuchasz licznych podcastów na Spotify z Tomaszem, aby się przekonać czy to pozycja dla Ciebie – jeśli się zastanawiasz, to raczej jest dla Ciebie 😉
„Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli … ” – Hans Rosling
Jedna z niewielu książek, których nie powinieneś przeczytać, ale wręcz MUSISZ przeczytać, bo dosłownie zmieni Twój sposób postrzegania Świata.
To książka, która rzuca wyzwanie powszechnym przekonaniom o świecie i zachęca do myślenia bazującego na faktach i danych. Hans Rosling, wraz ze współautorami, przedstawia argumenty, że świat rozwija się lepiej, niż wielu z nas sądzi, opierając się na obszernej analizie danych statystycznych.
Główną tezą książki jest to, że ludzki umysł często wpada w pułapki myślowe, które prowadzą do przekonania, że świat jest w gorszym stanie, niż jest w rzeczywistości. Autorzy identyfikują dziesięć instynktów, które wpływają na nasze myślenie, takich jak instynkt lęku czy instynkt generalizacji. Przez to często przeceniamy negatywne aspekty globalnych trendów.
Książka jest bogata w anegdoty i osobiste doświadczenia Hansa Roslinga, który przez lata pracował jako lekarz i badacz w różnych częściach świata. Jego opowieści i przykłady są zarówno pouczające, jak i inspirujące, pokazując, jak łatwo można zinterpretować dane w sposób, który potwierdza nasze uprzedzenia.
„Factfulness” również skupia się na znaczeniu edukacji i krytycznego myślenia w interpretacji danych. Książka ta jest nie tylko analizą statystyczną, ale także przewodnikiem, jak lepiej zrozumieć świat i podejmować informowane decyzje.
To co smutne to fakt, że pan Hans Rosling zmarł przed jej opublikowaniem. To co ciekawe, że cała trójka autorów ma to samo nazwisko. To co mnie w niej bardzo zaskoczyło – choć faktycznie było tego sporo – to wspomnienie, że Szwedzi – autory są Szwedami – w latach sześćdziesiątych przyjeżdżali do Polski wykonywać legalną aborcję, bo tam była wtedy nielegalna – wiem, że to nie do końca na temat ale dobra ciekawostka. Innym razem autor wspomina, że w latach jego młodości bardzo wiele dzieci topiło się w otwartych kanałach ściekowych bezpośrednio przy domu.
Najważniejsza myśl płynąca z książki: nawet eksperci rządowi i międzynarodowi (ONZ, WHO) zajmujący się rozwiązywaniem danych problemów, mający dostęp do wszystkich analiz i suchych liczb, postrzegają świat przez pryzmat swojej intuicji. Z ankiety na początku książki wynika, że małpy rozumieją świat lepiej niż ludzie …
Przypadkiem. Jak największe (niezamierzone) odkrycia… Tim James
Rewelacyjna, lekka lektura na wakacje dla ludzi ciekawych świata. To opowieść o tym, jak wiele kluczowych odkryć powstało nie dlatego, że ktoś miał perfekcyjny plan, lecz dlatego, że potrafił dostrzec sens w czymś nieoczekiwanym.
Penicylina, teflon, mikrofalówka, rentgen, a nawet niektóre przełomowe leki – historia nauki jest pełna momentów, w których „błąd” okazywał się bramą do rewolucji. Autor pokazuje, że przypadek sprzyja przygotowanym umysłom. Nie wystarczy szczęście. Potrzebna jest wiedza, uważność i odwaga, by powiedzieć: „To dziwne. Sprawdźmy to”.
To książka, która subtelnie uczy pokory wobec świata. W nauce nie wszystko jest liniowe. Postęp bywa chaotyczny, a geniusz często polega na tym, by nie zignorować anomalii. Bardzo przyjemna forma, dużo historii, a przy okazji – solidna dawka wiedzy.
PS: Na końcu książki znajdziesz historię całego układu okresowego pierwiastków – masę ciekawostek i historii, które na pewno uatrakcyjnią lekcje chemii!
Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko – Tom Phillips
To jest jedna z tych niewielu książek, które same się czytają.
Gdy jesteś gdzieś na wakacjach czy na delegacji z całą rodzina i przez cały wasz pobyt za oknem tylko deszcz i jeszcze więcej deszczu, to wiedz, że dzięki tej książce wyjazd i atak będzie udany (przynajmniej dla tego kto ją czyta – tak było w moim przypadku).
Książka napisana tak lekkim językiem, mówiąca o tak nieprawdopodobnych jednak udokumentowanych zdarzeniach, przyprawiona sporą szczyptą żartów i smacznej ironii, że nie da się od niej odejść. Odkładam ja na półkę dla książek najszybciej przeczytanych – zaledwie 7 dni pomimo pracowitego tygodnia.
Jeżeli chodzi o treść – bo to w końcu dla jej zawartości warto po nią sięgnąć – dowiesz się z niej dlaczego nie uczymy się na błędach jako jednostki ale i całe cywilizacje. Dlaczego dolewanie ołowiu do benzyny to jednak nie był najlepszy pomysł – choć finansowo jak najbardziej – jak łatwo trafić na „szalonego” władcę, dlaczego błędy w jednostkach mogą kosztować grube miliony, dlaczego w wojnach nie wszystkie armie potrzebowały przeciwników, aby stracić żołnierzy. Wiele tematów historycznych jest bardzo luźno wręcz śmiesznie napisanych, ale warto wspomnieć o dwóch z trochę innej beczki. Rozdział dotyczący kolonializmu to temat o wiele poważniejszy, a pierwszy opisujący „niedociągnięcia” naszego umysłu to najprzyjemniejszy wstęp do neurodydaktyki i psychologi na jaki trafiłem.
Druga część książki – czy raczej zupełnie inna książka, ale w podobnym klimacie napisana po sukcesie tej – „Prawda. Krótka historia wciskania kitu”, też może umilić nam niejedno popołudnie, ale niestety uprzedzam, że nie wciąga, aż tak bardzo i czasami przynudza, choć i tak zaliczam ją do przyjemnych.
Obowiązkowa pozycja dla każdego nonkonformisty, innowatora, właściciela firmy, rodzica, twórcy, wynalazcy …. i każdego, który chce zmienić na lepsze otaczający go świat.
Treść książki składa się z rozdziałów z których dowiesz się m.in. dlaczego bycie pierwszym nie gwarantuje sukcesu, jak wykorzystać strategiczną prokrostynację, dlaczego Segway był gigantyczną klapą największych guru świata technologi.
Pamiętaj, że książka ta nie jest kierowana tylko dla biznesmenów. Znajdziesz w niej też rozdział „Jak rodzeństwo, rodzice i mentorzy mogą rozwijać w nas oryginalność” i wiele więcej na temat wychowania.
Poniżej zamieszczam mój ulubiony fragment pochodzący z tej książki, po przeczytaniu którego każdy biedzie wiedział czy ta pozycja powinna znaleźć się w jego biblioteczce czy też nie.
„Wstając rano z łóżka, czuję się rozdarty między pragnieniem naprawy świata a pragnieniem cieszenia się światem – stwierdził kiedyś E.B White [amerykański pisarz]. – Dlatego zawsze trudno mi jest dokładnie zaplanować sobie dzień’. Deklaracja Niepodległości gwarantuje Amerykanom niezbywalne prawo do życia, wolności i dążenia do szczęścia.
W dążeniu do szczęścia wielu z nas postanawia cieszyć się światem takim, jakim on jest. Tymczasem buntownicy wybierają trudniejszą, prowadzącą pod górę drogę, starając się uczynić świat lepszym, takim, jakim, mógłby on być. Walcząc o poprawę warunków życia oraz wolność, na pewien czas rezygnują z niektórych przyjemności i radości, odsuwając sprawę swojego własnego dążenia do szczęścia na dalszy plan.
Jednak na dłuższą metę mają oni wyjątkową okazję przyczynienia się do stworzenia lepszego świata. A właśnie to […] przynosi człowiekowi odmienny rodzaj satysfakcji. Choć bycie buntownikiem nie jest najłatwiejszą drogą prowadzącą do osiągnięcia szczęścia, to doskonale przygotowuje nas do tego, byśmy doznali szczęścia dążenia do jakże wzniosłego celu.”
Jedna rzecz – Gary Keller
#JakŻyć #JakPracować #CoZaWieleToNieDobrze
Gdyby ta pozycja trafiła w moje ręce, gdy miałem 20, albo nawet 25 lat, potraktowałbym ją jako instrukcję, jak żyć, tworzyć, organizować i pracować. Rewelka.
Czytając tę książkę w wieku 33 lat, początkowo czułem, że tracę czas, bo nie znalazłem w niej niczego odkrywczego (no, może formatowanie jest całkiem oryginalne i przyjemne). Jednak, nim dotarłem do końca, pomimo że niczym mnie nie zaskoczyła, uświadomiłem sobie, że autor opisuje w niej rzeczy oczywiste… ale tylko dla osób z doświadczeniem. Prowadząc już 10 lat firmę, bloga, fundację, pisząc książki, niewiele się z niej dowiedziałem, ale to nie znaczy, że tak będzie z każdym.
Podsumowując, jest to książka mówiąca o tym, jak w jednym czasie skupiać się tylko na jednej rzeczy. Nie mówi nic odkrywczego, ale pomimo to jest warta przeczytania, a dla młodej osoby nawet pozycja prawie obowiązkowa.
Ulubiony cytat: „Skoncentruj wszystkie myśli na bieżącym zadaniu. Promienie słońca nie wzniecą ognia, dopóki się ich nie skupi”.
PS: Naprawdę bardzo ładnie sformatowana, przypominająca odręczne notatki. Za ten styl daje 5.
„Yes is more” – Bjarke Ingels
Na wstępie muszę się przyznać, że ten opis książki jest daleki od obiektywnego, ponieważ jestem wielkim fanem twórczości Bjarke Ingelsa założyciela BIG (link do projektów). Moim zdaniem najbardziej kreatywnego praktycznego architekta czy nawet szerzej artysty naszych czasów. I ta książka też tego dowodzi.
Ta publikacja w bardzo kreatywny sposób (komiks polegający na łączeniu zdjęć i ilustracji) tłumaczy w jaki sposób w biurze BIG powstawały najbardziej kreatywne pomysły i w jaki sposób ewoluowały do ostatecznych postaci. Dowiemy się z niej o bardzo wielu aspektach o których nawet nie myśleliśmy, że ktoś je uwzględnia w swoich projektach.
Wpływ otoczenia, historii regionu, dostępnej przestrzeni, usytuowania względem nasłonecznienia, przyzwyczajeniami ludzi …. To wszystko i wiele więcej decyduje o ostatecznym kształcie budynków z tego biura architektonicznego. Dla mnie tym ważniejsza publikacja, że opisuje budynki, które widziałem na własne oczy w Dani, a nawet jeden w którym przyszło mi kilka dni pomieszkać – „8”.
Jeżeli jesteś twórcą, niezależnie czy architektem, artystą, inżynierem, grafikiem itp to ta książka obowiązkowo powinna znaleźć się w Twojej domowej biblioteczce. Moim zdanie jest to podręcznik w jaki sposób tworzyć kreatywne, piękne i co najważniejsze użyteczne przedmiot.
„Yes is more” to podręcznik opisujący w atrakcyjny sposób jak budować lepszy świat – dosłownie i w przenośni.
Jeżeli jeszcze się do tej pozycji nie przekonałeś to zapraszam na YT (link ang) lub Netflixa (j.pol) aby lepiej poznać samego Bjarke jak i jego podejście do architektury. Polecam też film o powstaniu Domu Lego.
„Niezwykłe perypetie odkryć i wynalazków” – Juliusz Jerzy Herlinger
Książka wydana dawno temu bo już w 1972 roku ale jestem przekonany, że od 50 lat nie napisano zbyt wiele książek, które czyta się z aż tak wielką przyjemnością.
Ilość anegdot, historyjek, ciekawostek mogła by przytłoczyć gdyby nie lekkie pióro autora. Z tej publikacji dowiemy się kto wymyślił ceramikę wartą o wiele więcej niż złoto, jakim cudem Kolumb odkrył „Indie Wschodnie”, dlaczego Watts usprawniając maszynę parową sprzedawał ją w systemie subskrypcji ….
Krótkie rozdziały pochłania się w kilka minut i już sięga po następne. Obowiązkowa pozycja dla każdego ucznia technikum czy studenta politechniki, pasjonaty historii, nauczyciela … książka obowiązkowa dla każdego !!!
PS: W wersji drukowanej niemal niemożliwa do zdobycia, za to w pdf bez problemu – warto poszukać.
„Ludzkość. Historia o jakiej nie mieliście pojęcia” – Tamim Ansary
Najlepsza książka typowo historyczna jaką dotychczas przeczytałem. Wciąga niczym genialna powieść, bo w taki sposób – prostym językiem, czasem z żartem – historia CAŁEJ ludzkości została w niej opisana.
To powinna być obowiązkowa pozycja, a nawet pierwsza historyczna po jaką się sięga – dla każdej osoby, która chce zrozumieć historię co już sam tytuł sugeruje – ludzkości. Dowiesz się z niej dlaczego świat dzisiaj funkcjonuje jak funkcjonuje i dlaczego tak nam ciężko zrozumieć Chińczyków, Hindusów i wszystkie obce kultury – wszystkiemu jest winna narracja.
Jeżeli zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego Europa była zacofanym kontynentem w średniowieczu, aż tu nagle zdominowała świat to dzięki tej książce to zrozumiesz. Dowiesz się z niej także bardzo dużo o tym dlaczego imperia się rozpadały, dlaczego tak wielu z nich nie zależało wcale na podboju świata. Dlaczego Słowianie zawdzięczają swoją nazwę niewolnictwu i co mają wikingowie do ubierania choinki.
Jeśli naprawdę chcesz zrozumieć historię – Polski, Europy, Azji czy choćby Śląska … – to powinieneś najpierw sięgnąć po tą książkę, bo dzięki niej zrozumiesz lokalne wydarzenia w kontekście globalny. Wszystko na siebie oddziaływały, wszystkie kultury z sobą handlowały, religie pod wpływem innych ewoluowały.
Obowiązkowa pozycja także dla każdego kto zwiedza świat z zamysłem zrozumienia go trochę lepiej.
„Strzelby, zarazki i stal. Krótka historia ludzkości” – Jared Diamond
Książka, która pomaga zrozumieć, dlaczego historia świata potoczyła się w taki sposób, a nie inny. Jeżeli przypadła Ci do gustu poprzednia książka z tej listy „Ludzkość, historia o…” ta ta stanowi jej bardzo wyczerpujące uzupełnienie. Poziom wyższy w czytelniczej i historycznej hierarchii (mojej osobistej) publikacji. Diamond analizuje, dlaczego to Europejczycy podbili Nowy Świat, a nie Chińczycy czy potężne mocarstwa z Bliskiego Wschodu, mimo że te cywilizacje miały przewagę w liczebności, technologii i flocie. Dlaczego Japończycy dopracowali broń palną, wyprodukowali jej więcej niż reszta świata razem wzięta i z niej zrezygnowali. W jednym z kluczowych rozdziałów autor wyjaśnia, dlaczego cywilizacje takie jak te z Ameryki Południowej, choć liczne i rozwinięte, nie osiągnęły tego samego poziomu dominacji co społeczeństwa Eurazji. Wspomina też co z tym wszystkim ma wspólnego klawiatura QWERTY.
Diamond przedstawia teorię, że geograficzne i środowiskowe warunki ukształtowały rozwój społeczeństw – to dostępność zwierząt udomowionych, roślin uprawnych oraz ukształtowanie terenu decydowały o możliwościach rozwoju cywilizacji. Książka również odnosi się do kontrastów, takich jak Holandia – mały kraj, który dzięki korzystnemu położeniu geograficznemu i zrównoważonemu systemowi gospodarczemu stał się potęgą, w przeciwieństwie do bogatej w zasoby Zambii.
Pomimo miejscami nużącej szczegółowości, jak np. długi opis rozmieszczenia roślin i zwierząt na kontynentach, te informacje są kluczowe, by zrozumieć, dlaczego świat wygląda tak, jak wygląda. Książka jest wyzwaniem, ale dostarcza fundamentalnej wiedzy na temat globalnej historii, która rzuca światło na współczesne nierówności. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego to Europa, a nie inne cywilizacje, zdominowała świat w XX wieku.
„Uniwersytet dziecięcy „ – Janssen Urlich
„Uniwersytet Dziecięcy” w tytule sugeruje, że jest to pozycja dla dzieci, dlatego kupiłem tą książkę dla swojej 5 letniej córki i chyba o 5, a może i 10 lat za wcześnie.
Jednak, aby nie czekała na swojego pierwszego czytelnika zbyt długo, postanowiłem pewnego dnia po nią sięgnąłem i nie potrafiłem się od niej oderwać.
Bardzo lubię i polecam wszystkim mądre książki, które są kierowane do dzieci, ponieważ w najprostszy z możliwych sposób tłumacza często bardzo skomplikowane tematy.
I taka właśnie jest ta książka. Objechałem Iran autostopem ale z niej dowiedziałem się kilku nowych rzeczy o Islamie. Co nieco wiem o ekonomi, ale ta książka poprzez bardzo szerokie spojrzenie na każdy temat otwiera oczy na coś czego do tej pory mogliśmy nie dostrzegać i uzupełnia stan wiedzy sporą liczbą ciekaowstek. Tytuły rozdziałów: „Dlaczego dinozaury wyginęły”, albo „Dlaczego ludzie umierają” brzmią jak błahy temat, który nie zainteresuje dorosłych, bo przecież już sporo na ten temat wiemy, ale są tak przyjemnie i obszernie napisane, że warto po nie sięgnąć dla czystej przyjemności i poszerzenia horyzontów.
Duży plus za bardzo ładne wydanie, układ książki i ciekawe nieszablonowe ilustracje.
„Nie mamy pojęcia” – Jorge Cham, Daniel Whiteson
Popularnonaukowe arcydzieło ! Żadna inna książka z tej kategorii nie sprawiła mi aż tyle przyjemności, nie wyciągnęła mojego zamkniętego umysłu, aż tak daleko po za pudełko i nie nakręciła pozytywnie jak ta.
Jeżeli fizyka kojarzyła Ci się do tej pory tylko z nudnymi wzorami, które ktoś wziął z kosmosu i kazał Ci używać, to warto przeczytać tą książkę. Nie dlatego, że zrozumiesz coś więcej z fizyki klasycznej, bo o tej nie wiele w tej książce znajdziesz. Ale po to aby przekonać się, że fizyka może być ciekawa, pozytywna, wesoła i przede wszystkim, że może być dobrą zabawą.
Zagadnienie dylatacji czasu Alberta Einsteina jest omawiane na przykładzie chomika i fretki, czym jest przestrzeń dowiesz się na przykładzie galaretki, pianki marshmallow są tak samo istotne jak jak atomy, a z …. (długo by wymieniać). Bardzo fajna książka do poczytania w wolnej chwili pomimo bardzo ciężkiej (z założenia) tematyki.
Wbrew temu co mogłoby się wydawać ta książka powinna znaleźć się na półce każdej kreatywnej osoby. Jeśli jesteś artystą, inżynierem, pisarzem, nauczycielem potrzebujesz korzystać na co dzień z swoje wyobraźni. Zjawiska dotyczące fizyki kwantowej są tak bardzo abstrakcyjne, że już sama próba wyobrażenia sobie ich może być dla nas bardzo rozwijającym i odświeżającym doświadczeniem. Dla mnie próba zrozumienia tych zagadnień była naprawdę świetną zabawą i treningiem dla wyobraźni.
PS: Na koniec podzielę się smutnym spostrzeżeniem dotyczącym szkół. Czytając tą książkę uświadomiłem sobie, że nasz (światowy czyli pruski) system edukacji ma za zadanie bardzo ograniczyć wyobraźnię uczniów. Wszyscy mamy postępować według schematów, procedur i pod klucz odpowiedzi. Nie uczą nas jak myśleć abstrakcyjnie, po swojemu, wyciągać wnioski i tworzyć naukę na nowo. Obawiam się, że (za nie tak długo) dojdziemy do granic możliwości fizyki klasycznej wykorzystywanej w praktyce (np do budowania układów scalonych atom po atomie) i wtedy przeciętna osoba nawet nie będzie w stanie wyobrazić sobie jak te nowe technologię działają. Możemy dojść do etapu gdy dla większości osób nowe technologię będą przypominać czary! A może już tak jest?
„Połącz kropki” – Łukasz Lamża
Książka, która stanowi kontrę do „Nie mamy pojęcia” bo opisuje nie tylko co wiemy, ale przede wszystkim co udało się nam już zaprojektować, uruchomić, stworzyć, zaobserwować czyli co się nam (to jest naukowcom na całym świecie) osiągnąć z kategorii technologia.
Trafiłem na nią w internecie całkowicie przez przypadek, a okazała się jedną z najbardziej treściwych (przesiąknięta konkretami) jakie kiedykolwiek czytałem. Jeżeli lubisz magazyny popularnonaukowe to tą książkę możesz postrzegać jak taki jeden, ale o dwa poziomy bardziej rzetelny i o 3 poziomy lepiej opisany.
W tej publikacji znajdziesz przetłumaczone z j. angielskiego i przetłumaczone z j. naukowego na j. „potoczny” artykuły publikowane przez ostatnich kilka lat w czasopismach pokroju „Nature” czy „Science” podzielone na mniej więcej takie rozdziały: Roboty, Sztuczna Inteligencja, Personalizacja treści i przedmiotów (tylko pod Ciebie), Dane (co ONI o nas wiedzą i ile ich produkujemy), Nasze ciało (jak technologia je zmienia). Podkreślę, że treść tej książki nie mówi o przyszłości ale o aktualnych osiągnięciach!!!
Łukasza Lamże możesz znaleźć na tym kanale na You Tube gdzie co tydzień omawia po 3 artykuły z tych najbardziej prestiżowych czasopism naukowych.
„Innowatorzy” – Walter Isaacson
Pozycja bardziej niż obowiązkowa dla każdego fana nowoczesnych technologi, właściciela Start Upu czy studenta politechniki. Pierwszy raz spotkałem się z tym autorem przy jego najgłośniejszej książce – biografii Steve’a Jobsa i już wiedziałem, że warto poszukać jego kolejnych pozycji. Jest to najlepsza publikacja historyczna (rozpoczyna się w 1815 r od Ady Lovelace), jaką miałem okazję przeczytać.
Pozycję „Innowatorzy” czyta się zaskakująco łatwo pomimo dziesiątek mini-biografii, setek faktów historycznych i opisom technologi.
Rozwój branży mechanicznej, elektrycznej, elektronicznej i w końcu informatycznej jest opisany jak bardzo wciągająca historia.
Jest to pozycja (jak sam autor opisuje) stająca w opozycji do wcześniejszej biografii wielkiego indywidualisty, gdyż bardzo wyraźnie ukazuje, że za rozwojem zawsze stoją setki osób. Każde kolejne pokolenie, każda kolejna firma i każda osoba dopracowuje tylko coś co powstało wcześniej.
Ilość informacji zawartych w tej książce, podanych w łatwo przyswajalnej formie przemawia za tym, aby ta książka w przyszłości stała się lekturą obowiązkową na każdej politechnice.
„Atlas osobliwości kulinarnych” – Dylan Thuras i Cecily Wong
Jeśli kochasz podróże i odkrywanie świata – nie tylko przez zabytki, ale przez smaki – to pozycja obowiązkowa. Warto sięgnąć także po pierwszą część – Atlas osobliwości – o zwyczajach, kulturze z wszystkich stron świata i ciekawostkach podróżniczych. Autor zabiera czytelnika w podróż przez najbardziej zaskakujące dania, produkty i kulinarne historie świata.
To nie jest książka z przepisami. To atlas ciekawostek. Dowiesz się, jak pewien amerykański imigrant, chorujący na nowotwór, przyczynił się do popularyzacji „włoskich lodów” (które sam przez przypadek stworzył) i zbudował na tym ogromną sławę. Przeczytasz o fermentowanych ptakach, których jedne gatunki są przysmakiem, a inne – śmiertelną trucizną. Zrozumiesz, dlaczego pizza Margherita ma barwy włoskiej flagi i jak polityka oraz marketing wpływały na narodziny kulinarnych symboli…
To książka, którą można czytać fragmentami. Otwierasz na dowolnej stronie i wciąga cię historia o daniu z małej wyspy, pustyni albo górskiej doliny. Nawet w najbliższej okolicy, po tej lekturze, zaczynasz patrzeć na jedzenie inaczej. Niemal nieskończona liczba konkretów, anegdot i zaskoczeń. Dla mnie ulubiona lektura przez snem. Delektowałem się tą książką prawie codziennie na kolację do poduszki przez jakieś pół roku – wyborna uczta intelektualno – podróżnicza.
Książkę czyta się przyjemnie (lub słucha, jak w moim przypadku), ponieważ jest wypełniona masą anegdot, cytatów osób opisywanych i odwołań do osób współczesnych, a nie tylko tych zmarłych w stylu Picassa, Einsteina czy Curie-Skłodowskiej.
Geniusz to brzmi poważnie, ale właściwie jakbyś zdefiniował, kim jest geniusz? Autorowi udało się w mojej głowie odczarować to pojęcie, i myślę, że to jest główny powód, dla którego warto tę książkę przeczytać.
Według autora, geniusz to po prostu osoba, która tworzy (odkrywa) coś nowego, oddziałując tym na resztę społeczeństwa. I tyle. Prosta definicja, bardzo poszerzająca standardowe ramy tego słowa.
Jeżeli należysz do tych osób, które nie uważają się za geniuszy, ale zwyczajnie tworzysz, i to całkiem sporo, to powinieneś ją przeczytać. Wielu geniuszy z tych opisanych w książce, nie tworzyło dla czystej przyjemności tworzenia, ale bardziej z przymusu, aby w miarę normalnie móc funkcjonować w społeczeństwie. Niezależnie, czy piszesz (aby się wyrazić), konstruujesz (aby zbudować to, co czujesz, że powinno być zbudowane), czy malujesz (by uwolnić myśli), dzięki tej książce zrozumiesz swoje zachowanie trochę lepiej, bo okazuje się, że taki przymus twórczy zdarza się też wielu innym (choć trudno powiedzieć, ilu).
Wielu twórców opisanych w tej książce nie żyło, aby móc tworzyć, ale tworzyło aby móc „normalnie” funkcjonować. Ich wpływ na świat nie był czymś zamierzonym, ale raczej skutkiem ubocznym tak twórczego życia.
„Wielka czwórka. Ukryte DNA: Amazon, Apple, Facebook i Google” – Galloway Scott
Kolejna pozycja dla osób, którym do gustu przypadli „Buntownicy” i „Innowatorzy” z powyższych akapitów.
Jedyny, jak dotychczas audiobook, który przesłuchałem dwa razy, pomimo, że już pierwsza część tej książki zdążyła się mocno zdezaktualizował („POpandemia” dla Wielkiej Czwórki nie jest zbyt łaskawa).
Po tą pozycję warto sięgnąć z trzech powodów: 1. Aby zrozumieć działania tych 4 oryginalnych gigantycznych firm, (ciekawe, dotyczy tylko pierwszej połowy książki) 2. Aby bazując na doświadczeniach autora pokierować świadomie swoją karierą (niezależnie czy się jest jeszcze uczniem lub studentem, etatowym pracownikiem czy właścicielem własnej firmy) 3. Dla języka ironii, trafnych porównań i komentarzy autora (genialnie gdy czyta tekst Wojciech Żołądkiewicz). Aby wyjaśnić co mam na myśli przytoczę tylko jedno zdanie: „Uczelnie które się chwalą, że z powodu liczby chętnych studentów i poprzeczki zawieszonej wysoko jest prawie niemożliwe się do nich dostać, są niczym ośrodki dla bezdomnych dumne z tego nie nie pomagają bezdomnym!”
Wbrew temu co sugeruje tytuł pozycja ta jest bardziej kierowana dla osób próbujących zaplanować swoją karierę zawodową, a szczególnie studentów i przyszłych przedsiębiorców, przed którymi dopiero najważniejsze decyzje.
PS: niejednokrotnie przy tym audiobooku wybuchłem śmiechem i nie jednokrotnie powiedziałem do siebie „coś w tym jest co mówi”.
„Pi razy oko” – Parker Matt
Pomyliłeś się kiedyś w szkole na matematyce? Bardzo dobrze, bo jeśli nikt nie zginął i nie straciłeś milionów dolarów to możesz nauczyć się czegoś nowego na swoich błędach. Bez błędów nie ma postępu.
Genialna książka, kolejna na tej liście z kategorii „sama się czyta”. Obowiązkowa pozycja dla każdego inżyniera, nauczyciela i osoby która nie lubi (albo uwielbia) matematykę.
My Polacy lubimy się śmiać z błędów innych, a ta książka w całości się na nich opiera.
Dowiesz się z niej dlaczego w Szwajcarii nielegalne są pociągi o 256 osiach, jak bardzo można pomylić się przy budowie mostu i dlaczego międzynarodowe zespoły budowniczych statki do gotowy scenariusz na katastrofę. Źle obliczyłeś „x” i dostałeś trójkę z matmy? To pomyśl co dostali inżynierowie NASA, gdy pomylili się w swoich obliczeniach, albo osoby odpowiedzialne za odwierty, które zawróciły (nie kijem) bieg rzeki.
Super książka, która otwiera oczy, że nasze pomyłki w codziennym życiu – a tym bardziej szkole – to nic wyjątkowego i raczej nic znaczącego.
„Krótka historia prawie wszystkiego” – Bil Bryson
„Krótka historia prawie wszystkiego” powinna się nazywać „Historia naszych odkryć i dokonań naukowych”, albo zwięźlej „Skąd wiemy to co wiemy”.
Książka, którą kupiłem tylko dlatego aby mieć darmową przesyłkę z sklepu internetowego, a która okazała się jedną z najciekawszych i najprzyjemniejszych lektur.
Ta publikacja stanowi nieskończony zbiór historyjek, biografii, anegdot, ciekawostek i faktów naukowych które umilą nam niejeden (bo to gruba książka) wieczór, podróż czy kolejkę do lekarza.
Z książki poznamy historie wielkich naukowców i wszystkich tych drobnych odkrywców, którzy przyczynili się do rozwoju naszego stanu wiedzy. Dowiemy się też skąd wiemy: ile waży Ziemia, co jest w jej środku i wewnątrz atomów, kiedy żyły dinozaury, kto ponazywał wszystkie zwierzęta i rośliny, jak odkryliśmy komórki, pierwiastki, DNA i wiele, wiele więcej. A wszystko to ubarwione luźnym językiem i wieloma niesłychanymi historiami.
„Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” – Dale Carnegie
Gwarantuję Ci, że żadna inna książka nie poprawi jakości Twojego życia bardziej niż ta. (nie, nikt mi za te słowa nie zapłacił). Gwarantuję też, że w żadnej innej książce nie znajdziesz więcej oczywistych i wszystkim dobrze znanych informacji, niż w tej. Mało tego – w tej książce nie ma nic odkrywczego, nic czego byś nie wiedział.
Pomimo, że została wydana po raz pierwszy w 1939r. nie straciła wcale na aktualności.
To co w niej jest takiego niezwykłego, że warto ją przeczytać?
Autor postawił przed sobą zadanie aby nauczyć ludzi jak „poruszać” się w społeczeństwie. W jaki sposób zwracać się do córki, syna, żony, męża, kolegi z pracy, szefa czy przestępcy. Jak negocjować podwyżkę, przekonywać do zakupu naszego produktu czy do posprzątania pokoju.
Jeżeli otaczasz się ludźmi, jeśli spotykasz przynajmniej jedną osobę każdego dnia, to jest to książka dla Ciebie. Idealnie nadawałaby się na podręcznik do szkoły podstawowej. Jeżeli nauczylibyśmy nasze dzieci jak zwracać się z szacunkiem do innych, jak prowadzić rozmowę to myślę, że moglibyśmy żyć w milszych czasach.
Uprzedzam, że tak jak autor sugeruje w wstępie, do tej książki trzeba wracać! Raz w tygodniu, miesiącu, a przynajmniej raz do roku. Musimy ją sobie odświeżać aby w pełni wykorzystać jej potencjał.
„Henry Ford” – Vincent Curcio
W jednym z skeczy na polskiej scenie Stand-Upu pojawia się tekst 3 letniej córki do swojej mamy „Mamo, kto odkrył, że samochody jeżdżą?” (film znajdziesz TUTAJ). Dzięki tej książce dowiadujemy się, że historia rozwoju branży motoryzacyjnej jest znacznie ciekawsza i złożona niż można by podejrzewać.
Pozycję tę warto przeczytać nie tylko aby poznać historię wielkiej postaci, która odmieniła nasze życie na wielu płaszczyznach.
Warto też aby zrozumieć jak powstają innowacje. Co może okazać się zaskakujące, często w tym samym czasie na wielu punktach naszego globu. Jak konkurencja motywuje do działania i wielkie pieniądze mogą przeszkadzać.
Ciekawa, mądra książka wypełniona faktami historycznymi i inspirującymi mnie cytatami.
PS: Ostatnie rozdziały trochę nudzą więc ostatnie 100 stron (wstyd się przyznawać) odpuściłem sobie.
„2030. Jak ścieranie się najwyraźniejszych dzisiejszych trendów przekształci przyszłość wszystkiego” – Mauro Guillén
Obszerna książka z której dowiemy się naprawdę wiele nie tylko o tym jak prawdopodobnie będzie wyglądał tytułowy rok 2030, ale także bardzo wiele na temat aktualnych statystyk i trendów.
Książka zawiera tak dużo danych, konkretów i ciekawostek, że po wysłuchaniu podczas podroży samochodem jej w formie audiobooku postanowiłem zakupić także jej papierową wersje, żeby te wszystkie dane mieć pod ręką i móc je przyswoić jeszcze raz na spokojnie. Tym samym jest to jedyna książka, którą przyswoiłem dwa razy w przeciągu jednego kwartału – warto.
Pomimo, że jestem dość na bieżąco z analizą trendów i przewidywaniami na przyszłość – tą bliższa i dalszą – to ta książka niejednokrotnie mnie zaskoczyła, i naprawdę bardzo dużo z niej wyniosłem nowych przemyśleń.
Chcesz dowiedzieć się jak będzie wyglądać rok 2030? To idź do wróżki, ale jeśli chcesz zrozumieć dlaczego świat który nas otacza zmienia się w taki a nie inny sposób i gdzie może nas to doprowadzić – może ale nie musi – to koniecznie przeczytaj tą książkę.
Brawa dla autorów za umiejętne połączenie wartościowej, aczkolwiek suchej, wiedzy specjalistycznej na temat sztucznej inteligencji i systemów pokrewnych, z wciągającymi (choć nie wszystkimi) historiami fabularnymi, wprowadzającymi nas w świat roku 2041. 10 historii, 10 ciekawych (ale dość specjalistycznych) artykułów popularnonaukowych, mnóstwo technologii i jedna rzecz, która je wszystkie łączy, czyli sztuczna inteligencja.
Pisanie o technologii nie różni się niczym od pisania na poważnie podręczników akademickich lub na luzie postów na blogach lub artykułów z magazynów popularnonaukowych, a tutaj autorzy zrobili coś świeżego, innego. Udało im się powieści w stylu Lema (ale nie tej klasy) uzupełnić danymi naukowymi, czego mi zawsze brakowało.
O gustach się nie dyskutuje, dlatego, że każda historia jest całkiem inna, to niektóre opowiadania czyta się lepiej, a inne się pomija, ale moim zdaniem, czym dalej w las, tym opowiadania są lepsze, a nawet bardzo dobre. Mało która książka wciągnęła mnie aż tak, jak historia pod koniec o terroryzmie, czy dała tyle do myślenia o autonomicznych pojazdach.
Jeśli lubisz technologię, to powinieneś przeczytać ją całą, a jeśli ciekawe historie, czy fantastykę naukową, futurologię, to przynajmniej te 10 fabularnych historii beletrystyki.
PS: Jeżeli dane opowiadanie nie przypadnie Ci do gustu, to nie trać na nie czasu, tylko bierz się za kolejne, bo każde kolejne jest lepsze 😉
„Mózg chce więcej. Dopamina” – Daniel Z. Lieberman, Michael E. Long
Pierwsza na tej liście książka na temat bezpośrednio związany z biologią. Jak sam tytuł wskazuje jest w niej „wszystko” na temat dopaminy. Nie wiesz co to? W takim razie już tłumaczę:
Dopamina to hormon jeden z najbardziej wpływowych na nasze zachowanie, pożądanie, motywację, uzależnienia… i wszystko co związane z naszym wyobrażeniem o przyszłości.
Jak dowiedziałem się z tej publikacji hormony związane z naszymi decyzjami można podzielić na dwie grupy: TiT (Tu i Teraz serotonina, endorfina, oksytocyna … czyli na te które pozwalają się nam cieszyć tym co jest Tu i Teraz – w zasięgu ręki) oraz oksytocynę (pozwalający żyć wyobrażeniem o ekscytującej przyszłości albo mówiąc inaczej, motywujący, aby wstać z kanapy i po coś sięgnąć).
Książka jak mało która pozwala swojemu czytelnikowi zrozumieć swoje zachowania. Moim zdaniem o wiele lepiej i trafniej tłumaczy to dlaczego jesteśmy tacy jacy jesteśmy niż podręczniki do psychologi – zresztą po jej przeczytaniu, bardzo opinię na temat tego co mamy w „głowie”.
Z niej dowiesz się bardzo konkretnie, dlaczego ludzie zdradzają, a miłość romantyczna nie może trwać wiecznie. Dlaczego pornografia w połączeniu z nowymi technologiami może doprowadzić do naszego wymarcia, środki do czyszczenia generują (u niektórych) głód narkotykowy i dlaczego jemy, a także robimy rzeczy, których nie lubimy ( i nie potrafimy się im oprzeć), Wyjaśnia także, jak odnaleźć (bazując na badaniach naukowych) szczęści w życiu i dlaczego niektóre osoby wolą tworzyć (wręcz są od tego uzależnione) dla ludzkości od spędzania czasu z ludźmi – tak, to o kreatywnych introwertykach.
Każdy rozdział pozwala zrozumieć rzeczy, nad którymi prawdopodobnie nigdy się nawet nie zastanawiałeś pomimo, że wpływają na wszystkie Twoje decyzje.
Książki wszelakie
„Wielka Księga Myśli Świata” – Danuta i Włodzimierz Masłowscy
Największy zbiór cytatów, sentencji życiowych i przysłów, zebranych z całego świata. Z tą publikacją wiąże się pewna moja historia.
Wędrując sobie samotnie z namiotem po Bieszczadach, przyszło mi spędzić jedną noc w schronisku w Cisnej. Po kolejnym dniu spędzonym na dźwiganiu ciężkiego plecaka na górskich szlakach przyszła mi ochota na wyciszeniu się wśród ludzi. Usiadłem więc sobie wieczorem z herbatką w bufecie i szukałem czegoś czym mogę zająć myśli.
Mój wzrok padł na tą książkę, wyróżniającą się swoim rozmiarem (ponad 1000 stron) w schroniskowej biblioteczce.
Po dwóch godzinach czytania poszczególnych cytatów i rozmyślania na temat każdego z nich poczułem się wyjątkowo zrelaksowany. Stwierdziłem, że jak tylko wrócę do domu to muszę ją zdobyć. Po kilku tygodniach poszukiwań okazało się, że jej jedyny egzemplarz, który udało się znaleźć w internecie znajduje się w USA i chcą za niego katastrofalne pieniądze. Na szczęście po kolejnych kilku tygodniach poszukiwań znalazłem inny w Ustroniu z zaledwie 25 zł.
Dzięki tej książce znalazłem bardzo miły sposób na spędzanie samotnych wieczorów. Rozkoszując się mądrościami mędrców tego świata, z dobrym trunkiem w ręku w świetle świec (taki to romantyk ze mnie 😛 ) oddaję się pewnej formie „intelektualnej medytacji” i wyciszeniu.
„1001 wynalazków które zmieniły świat” – Jack Challoner
Kolejna gruba księga na mojej liście. Rewelacyjna pozycja jeśli masz 5 czy 10 min wolnego czasu, a nie chcesz zaśmiecać sobie umysłu fake newsami z Facebooka, Instagramu i innych portali z pudlami w nazwie.
Zbiór ponad 1000, krótkich artykułów opisujących w zaskakujący sposób prawdziwą historię powstania i wdrążenia wielu wynalazków. Przygodę zaczynamy od narzędzi z kamienia (2.600.000 lat temu), poprzez guziki, drzwi obrotowe, zegary atomowe, a skończywszy kompresji MP3 i wielkim zderzaczu hadronu z 2008 roku. Autorzy tej książki, (których naliczyłem 57) przyłożyli wszelkich starań aby nas zaskoczyć, udokumentowanymi fakty opisującymi powstanie wszystkiego co nas otacza.
Pełna lista wszystkich polecanych książek i tematów z tym związanych jest dostępna pod tym tagiem #książki
Jeśli przyjmiemy, że ludzie nie lubą czytać (2/3 Polaków nie przeczytało żadnej książki w 2015 roku ), a ja nie potrafię dobrze pisać (w szkole miałem stwierdzoną dysleksję i nigdy nie dostałem nawet 3 z dyktanda) to nasuwa się pytanie ….
Po co ten „blog” ???
Przede wszystkim chcę podzielić się z Tobą własnym doświadczeniem i wskazówkami natury praktycznej. Zachęcić do podróży tych małych i dużych. Otwarcia się na świat i ludzi. Pokazania jak proste, przyjemne i tanie może być podróżowanie. Może nawet Cię zainspiruję ?
Nie jestem wielkim podróżnikiem jak Martyna W. czy Wojciech C. Nie jestem też prawdziwym backpacker-em z zachodu, bo nie spędzam w trasie po Azji czy Australii 18 czy choćby 6-ściu miesięcy.
Jestem zwykłą pracującą osobą, która nie potrafi usiedzieć zbyt długo na miejscu i potrzebuje cały czas odkrywać coś nowego. Nowe miejsca, smaki i ludzi. Podróżuję po kilka dni, rzadziej kilka tygodni i to właśnie do podobnych sobie osób kieruję moje wpisy.
Chciałbym aby moje wpisy były krótkie (choć z tym mam problem bo lubię się rozpisać), pozytywne, praktyczne i rzeczowe. Aby w kilka sekund każdy kto chce się wybrać w kierunku opisanym, potrafił znaleźć praktyczne informacje poparte moim doświadczeniem (lub doświadczeniem znajomych).
Postaram się wrzucać informacje jak zorganizować podróż, jak się nią w pełni cieszyć, co , gdzie i jak kupować oraz jak zaoszczędzić pieniądze aby starczyło na kolejny wyjazd.
Bardzo zależy mi na waszych wskazówkach i poradach. Dlatego wszystkie posty chciałbym rozbudowywać o informacje pochodzące od Was z Waszych komentarzy. W końcu co dwie głowy to nie jedna. Czym więcej osób doda coś od siebie tym więcej osób znajdzie coś dla siebie.
Ta strona internetowa z założenia ma tez być miejsce w którym to mogę pokazać światu co zalegało w moich szufladach przez ostatnie lata dlatego też znajdziesz na niej posty nie tylko podróżnicze.
Grzegorz Czekała wrzesień 2016
Nowy rozdział po latach..
Powyższą część tego artykułu napisałem prawie 3 lata temu jako pierwszy post otwierający moją poprzednią wersje strony internetowej.(Jak ona wyglądała można zobaczyć na poniższej ilustracji.)
Dziś po tych latach pracy nad stroną muszę delikatnie skorygować początkowe założenia bo dopiero teraz wiem w którą stronę rozwinął się ten blog.
Po co ten „blog” ??? Aktualizacja
Zbiór praktycznych porad, wskazówek i list typu „co zabrać w trasę” przerodził się w książkę „Rajzyfiber”.
Czuję coraz większą potrzebę dzielenia się wiedzą techniczną i z nauk ścisłych z czytelnikami, dlatego podstrona Edukacja staje się tą, która powinna w najbliższym czasie rozwijać się najszybciej. Mało tego to właśnie ta podstrona stała się fundamentem powołanej do życia Fundacji CALM edu mającej za zadanie dzielenie się wiedzą w atrakcyjnej i nowoczesnej formie.
Delikatnie odchodzę od postów podróżniczych (ale tak długo jak będę podróżował czy to autostopem czy już z cała rodziną na pewno z nich nie zrezygnuję) w stronę postów bardziej „popularnonaukowych”, dających do myślenia lub streszczających albo gromadzących zbiory informacji na dany temat ponieważ mam wrażenie, że internet stał się śmietnikiem w którym coraz trudniej znaleźć rzetelne informacje (i chyba nie tylko internet takim medium się stał).
Rzeczy zalegające w moich szufladach, którymi chciałem podzielić się z Wami już też powoli ustępują miejsca, materiałom, prezentacjom i tekstom, które tworzę specjalnie na potrzeby tej strony.
Zmiany na lepsze
Tak jak możesz zauważyć i przeczytać powyżej, wiele przez te 3 lata się pozmieniało. To co mnie cieszy najbardziej to fakt, że pozmieniało się na lepsze, a będąc bardziej precyzyjnym wiele pomysłów zostało rozwiniętych i zyskuje coraz większą skalę. Jak to mówi stare przysłowie „jedyną stała w życiu jest zmiana” tak też ta strona, moje pomysły i projekty bardzo się pozmieniały 🙂
Dla takich widoków z okna naprawdę warto ruszyć się zimą z domu. Śniadanie z panoramą na Alpy Szwajcarskie.
Co przyda się na stoku:
Snowboard / narty i kijki
Buty snowboardowe/narciarskie
Membranowe rękawiczki
Kask
Spodnie snowboardowe
Kurtka sportowa z membraną
Skarpetki narciarskie / snowboardowe
Stanik sportowy
Bielizna termoaktywna (spodnie + koszulka)
Bluza / polar rozpinany
Mniejszy plecak na stok (lub zwiedzanie okolicy)
Google (w słoneczne dni okulary sportowe)
Kominiarka
Kominy sportowe (przynajmniej jeden z polarem)
Śrubokręty (do zmiany ustawień wiązań w domu)
Krem z filtrem*
Playlista w telefonie pod zjazdy – aby nadawać klimat samotnym trasom
Bidon / termos
Ochraniacze na kolana
Żółw lub ochraniacz pleców
Specjalne ubezpieczenie
Kamerka
*W Szwajcarskich kurortach kremy z filtrem potrafią kosztować 7 razy tyle co u nas w sklepie!!! I niestety wiele osób jest zmuszonych do ich zakupu, ponieważ w słoneczne dni na Alpejskich stokach błyskawicznie możemy się poparzyć. Jak to się mówi – „Kto nie ma w głowie ten musi mieć w portfelu”.
Niestety, Szwajcaria to prawdopodobnie najdroższa zimowa destynacja w Europie. To ogromna szkoda dla naszego portfela, bo puchowe zbocza poza trasami bez wątpienia należą do tych najlepszych w całej Europie. Warto przynajmniej raz w życiu wybrać się do niej przynajmniej na kilka dni.
Co dodatkowo zabrać na zimowy wyjazd:
Portfel i dokumenty
Karty płatnicze (i trochę gotówki)
Ładowarki (o telefonie nie muszę przypominać)
Czapka zimowa
Ciepłe skarpetki do chodzenia po ośrodku
Zwykłe skarpetki
Bielizna zwykła
Japonki/klapki/papucie
T-shirty
Bluza (ta sama co na stok lub najlepiej dodatkowa)
Pidżama
Spodnie na co dzień i „po domu”
Buty zwykłe (raczej zimowe choć to zależy od kierunku i terminu, bo w dolinach może być już wiosna)
Rękawiczki zwykłe
Witaminy, mikroelementy dla aktywnych
Napoje izotoniczne w proszku*
Awaryjny zestaw do szycia
Zapas jedzenia na kilka obiadów
Zapas alkoholu
Korkociąg
Książki, gry i inne czasoumilacze
Karta EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego)
Przejściówki do gniazdek
Rozwieszana kosmetyczka (osobna lista)
Apteczka (osobna lista)
Niezbędnik turystyczny (osobna lista)
*IZOTONIK w tabletkach musujących lub proszku – Przyda Ci się przy wielogodzinnym solidnym wysiłku fizycznym – nie myślę o spacerku – umożliwiaj poprawę nawodnienia naszego organizmu i wydłużenie wydajności organizmu – szybki trekking nie różni się niczym od ciężkiego treningu. Efekt jest rewelacyjny. Jeżeli nie jesteś zwolenianinem „chemii dla sportowców” przygotuj sobie w domu mieszankę w proszku: witaminy C, soli – to ją głównie wypacasz – cukru kokosowego lub brązowego – do smaku – i co tam jeszcze lubisz pić, aby dosypywać sobie do wody.
O czym jeszcze warto pomyśleć jeżeli wybieracie się samochodem obszernie opisuję w tym poście: Podróże samochodem
Wyjazdy zorganizowane z Polski to często kilkadziesiąt autokarów. Wtedy na szczytach, imprezach i koncertach czujemy się jak u siebie tyle, że znacznie wyżej 🙂
Na wyjazdy zorganizowane przyda się
Poduszka turystyczna do autokaru
Kocyk do autokaru
Słuchawki
Wygodny, rzucający się w oczy pokrowiec na sprzęt i buty*
Kapsułki do zmywarki / płyn do naczyń / gąbka** (ceny w kurortach powalają)
Głośnik bluetooth
Spory zapas lekkiego jedzenia i przekąsek
Alkohol (jeżeli jesteś studentem to zagranicą Cię na niego nie stać)
Odzież na koncerty i imprezy muzyczne
*Na dużych wyjazdach zorganizowanych podczas zamieszania przy rozładowywaniu autokaru bardzo łatwo pomylić swój sprzęt narciarski, deskę czy buty. A już szczególnie, gdy są one zapakowane w torbę pochodzącą z popularnego sklepu sportowego. Dlatego, aby zaoszczędzić sobie stresu i czasu, warto swoje torby oznaczyć w jakiś niepowtarzalny sposób, choćby srebrną czy odblaskową taśmą.
Przed wejściem do autokaru solidnie się zastanów co może Ci się przydać podczas tej baaardzo długiej podróży. Szczoteczka do zębów, mały ręcznik, wilgotne chusteczki i buteleczka teleportera to rzeczy podstawowe.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!
Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.
…. Kupujemy nowy smartfon, telewizor, płaszcz czy samochód, bo z starego nie da się już korzystać? Niestety nie. Wspieramy wyłącznie tylko te aspekty ekologii, które są dla nas wygodne.
To jest druga część tekstu, którego początek znajdziesz TUTAJ.
Być jak wirus?
Nie chcemy się poświęcać używając tego samego telefonu przez 3 lata i jeżdżąc autobusem do pracy. Zwykłe segregowanie śmieci dla wielu jest zbyt wymagające (sprawdźcie kosze w waszej okolicy). Chcemy żyć wygodnie kosztem naszej planety. W tej dziedzinie funkcjonujemy jak najbardziej prymitywne organizmy. W makro skali wyglądamy jak wirus, który zasiedla nowy organizm czerpiąc z niego jak najwięcej. Rozmnaża się na potęgę i nie jest świadom, że gdy organizm nosiciela umrze z wycieńczenia on też zostanie pozbawiony życia (choć wirus może zmienić nosiciela, my planety jeszcze nie). Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że to właśnie my mamy potencjał, którego nie miał do tej pory żaden gatunek przed nami. Tylko my ludzie, możemy w świadomy sposób stworzyć Ziemię lepszym miejscem do życia, aniżeli była ona w momencie gdy przyszliśmy na świat. Wszystko jednak wskazuje, że od wieków dokładamy wszelkich starań, aby osiągnąć dokładnie odwrotny efekt.
Moda
Marketing oraz szeroko rozumiana „moda” to gigantyczne narzędzia do kreowania fikcyjnych potrzeb i niszczenia środowiska. Mające na celu tylko i wyłącznie wyciągniecie od nas pieniędzy, aby móc produkować jeszcze więcej i więcej zbędnych rzeczy. Tak długo jak będziemy oceniać innych przez pryzmat tego co posiadają, tak długo będziemy zamykać się w pracy i zaciągać kredyty tylko i wyłącznie po to, aby poczuć się lepszymi od innych. Przypomina mi to rywalizację dwóch …hmm. W tym miejscu chciałem opisać rywalizację dwóch zwierząt, które zbierają coś całkowicie niepotrzebnego, aby wygrać w rywalizacji z innymi osobnikami. Jednak nie potrafię znaleźć żadnego, aż tak irracjonalnego zachowania w królestwie „prymitywnych” zwierząt.
Podsumowując, pracujemy większość życia, narzekając na ciągły brak czasu, tylko po to, aby kupić coś niepotrzebnego i podnieść swoją wartość (zamieniamy nasz życiowy czas, na bezwartościowe dobra materialne). Robimy to na oczach innych za pomocą np. Instagrama, pokazując się ludziom, których nawet nie znamy. Ewentualnie sąsiada czy współpracownika, którego nie lubimy tylko dlatego, bo ma jeszcze nowszy samochód. Jakaś paranoja.
Czym dzisiaj jest samochód? Pojazdem do przemieszczania się czy dowartościowania i pokazania? ( Photo by Peter Broomfield on Unsplash)
Depresje
Rezygnujemy z pasji, hobby, sportu by móc pracować jeszcze więcej. Narzekamy, że nasz partner czy partnerka są nudni pomimo, że mają najnowszego iPhone’a. Nigdy w historii naszego gatunku nie mieliśmy tak wiele czasu sami dla siebie. Nie musimy polować (chyba, że na promocje), walczyć (jedynie o miejsce na parkingu). Możemy za to się rozwijać i pomagać innym.
Dziś w Polsce, tak jak i w większości rozwiniętych krajów, ludzie nie umierają już z głodu, częściej z otyłości. Dlaczego nie chcemy pomóc rozwijać się innym narodom ? Czym więcej wykształconych osób na świecie, tym mniejsze pole do popisu mają ekstremiści, terroryści, czarodzieje, założyciele sekt i wszystkie inne „złe” organizacje. Czym więcej ludzi zadowolonych ze swojego życia, tym lepiej nam się żyje. Jest to prawdziwa inwestycja w przyszłość. Bardziej opłacalna jest inwestycja w kolejne pokolenia, niżeli kolejną sezonową parę modnych okularów przeciwsłonecznych noszonych w klubach. Narzekamy na depresję? Od zawsze wiemy, że pomaganie innym uszczęśliwia bardziej, niż otrzymywanie prezentów. To właśnie dlatego w pełni świadomie spędzamy wolny czas w galeriach handlowych ?
Kosmita zapewne drapie się teraz po czole i zadaje sobie pytanie.” Skoro wiedzą, że sobie szkodzą to dlaczego dalej to robią? Czym później zatroszczą się o swoją planetę, tym trudniej będzie naprawić uszkodzenia. O co im więc chodzi?„
Każdy z nas?
Tyle jeżeli chodzi o ogół. Jeśli wspomniany kosmita zechce zerknąć na pojedynczych przedstawicieli naszego gatunku będzie jeszcze gorzej. Przez ostatnie mniej więcej 200 tys. Lat, od kiedy mówimy o Homo Sapiens nie zmieniliśmy się tak bardzo, jakby mogło by nam się wydawać.
Oczywiście, większość z nas ma wysokie mniemanie o sobie. Myślimy sobie, że skoro nie jemy już surowego mięsa, – a tatar i sushi to co? Skoro nie mieszkamy w ciasnych jaskiniach – a szare bloki z wielkiej płyty co wam przypominają? Korzystamy na co dzień z zaawansowanych technologii (które bądź co bądź są młodsze niż większość z nas) może nazywać się rozwiniętą istotą?
Przyszłość
Podzielę się z Wami moją wizją przyszłości. Wierzę, że w nie tak dalekiej przyszłość, będziemy żyć jeszcze wygodniej. Mniej pracować. Nie będziemy musieli się zbytnio męczyć, a w zamian całe dni bawić i wypoczywać. Dlaczego tak uważam? Dzisiejsza technologa nam na to pozwala. Co roku będzie powstawać coraz to więcej wynalazków ułatwiających życie. Czym więcej będziemy edukować inżynierów, tym szybciej technologicznie będziemy się rozwijać. Wykorzystując jeszcze bardziej zaawansowane technologie, aby zaspakajać nasze prymitywne potrzeby.
Największe wyzwania w XXI wieku, nie są jednak stawiane inżynierom. Nas ludzi ze smykałką do majsterkowania, tworzenia, programowania, odkrywania, głodnych wiedzy, nie da się zatrzymać. Do tworzenia nowych technologii popycha nas chęć zysku, zwykła potrzeba działania oraz głód wiedzy. Rozwoju technologii nie da się już zatrzymać.
Problem jednak w tym, iż posiadając najróżniejsze sprzęty rozwijamy się błyskawicznie dalej będąc zwierzętami. Co prawda ubranymi, rozumiejącymi odrobinę więcej, żyjącymi wygodniej. Kierujemy się jednak dalej tymi samymi popędami nad którymi nie udało nam się zapanować. Tym samym uważam, że największe wyzwania obecnych czasów, stawiane są przed humanistami. To oni muszą wprowadzić nasze umysły w bardziej „cywilizowany” świat. Nauczyć nas w prawidłowy sposób korzystać z narzędzi, które tak sprawnie tworzymy.
Wynalazki
Pewien geniusz wymyślił kiedyś nóż, aby obrabiać mięso. Niewiele później pewien „prymityw” odkrył, że jest to super narzędzie do zabijania innych osób i podnoszenia swojej pozycji w stadzie. Gdy wynaleziono kolej i inne środki transportu nie planowano wykorzystywać ich w „fabrykach” aby pozbyć się „gorszych istot” zagrażających naszemu „stadu”.
Nie tak dawno, gdy projektowano Internet (wcześniej ARPANET) wszyscy wierzyli, że ludzie wykorzystają go do przesyły informacji. Było pewne, że nie tylko uczelnie na tym skorzystają, ale każdy pozyska nieograniczone źródło informacji. Dziś używamy go głownie do oglądania pornografii, materiałów propagandowych (świadomie czy nie), śmiesznych filmów. Celem jest również dobywania tak zwanych like’ów i dzielenia się zdjęciami swoich posiłków w celu podniesienia swojej samooceny.
Czas uświadomić sobie, że dzięki sieci komputerowej jesteśmy w stanie wykonywać zdalnie operacje na otwartym sercu i porozumieć się niemal z każdą osobą na naszej planecie. Wykorzystujemy go przede wszystkim … (każdy wstawi tutaj to co ma na myśli). Nie da się ukryć, że słabo wykorzystujemy dane nam możliwości. Mamy zaawansowane narzędzia, ale dalej kierują nami te same prymitywne instynkty co naszego kota, psa czy szczura.
A dziś korzystając z jednego z największych wynalazków ludzkości jakim jest internet, podzielę się z Wami zdjęciem mojego „standardowego” śniadania, które zjem w samotności ( Photo by Rachel Park on Unsplash )
Kłamać !
Nie chcę tutaj pisać o filozoficznych problemach, chcę natomiast zwrócić uwagę na te, które pokonują nas każdego dnia. Większość z nas jest świadoma, że modelki z okładek to dzieła grafików komputerowych. Super bohaterowie w mega produkcjach wyglądają rewelacyjnie wyłącznie na ekranie kinowym. Co jest zasługą ogromnych nakładów finansowych, super efektów specjalnych i działa tylko podczas kręcenia zdjęć (wiele jest w internecie postów jak nasi idole wyglądają po za sceną. Jesteśmy świadomi, że okłamujemy się i jesteśmy okłamywani na każdym kroku. Mimo to, chcemy aby nasi partnerzy wyglądali tak jak oni. Jeśli podejmiemy decyzję, że my też byśmy tak chcieli wyglądać, to potrafimy wytrwać w postanowieniu do pierwszego deseru.
Zjedź więcej
Diety i postanowienia noworoczne najlepiej pokazują jak bardzo prymitywnymi stworzeniami jesteśmy. Nawet wytresowany pies, jest w stanie sobie odmówić zjedzenia jakiegoś przysmaku, gdy jego właściciel nie wyrazi na to zgody. A ile osób na diecie odchudzającej potrafi zrobić to samo i wytrwać w swoich postanowieniach? Nie sięgnąć po ulubiony smakołyk. Na jak długo? A po skończeniu diety? Większość z nas jest w tym o wiele słabsza niż podejrzewa. Wystarczy poczytać badania dotyczące tego, jak wiele osób jest uzależnionych od jedzenia, pornografii, cukru, alkoholu, narkotyków czy gier. (O pewnym eksperymencie piszę TU) Nie znamy umiaru jak zwykłe gryzonie, które potrafią się tak najeść, że mogą nie zdążyć uciec przed drapieżnikiem. Świnki morskie mogą być tak grube, że nie potrafią chodzić. Czy ludzie też tak potrafią? Pomijam tutaj wszelakiego rodzaju choroby. Choć warto podkreślić, że lenistwo nie jest chorobą.
Znam wielu ekspertów od rzucania palenia. Znakomicie potrafią rzucać nałóg. Wiem, bo robili to już wiele razu i zapewne wiele razy jeszcze będą próbować.[„ekspertów od rzucania” – rzucanie to stała czynność nieukończona]
Post
Dlaczego post jest ważnym elementem wielu religii? (Przypominam, że „post” nie oznacza tylko materiału na blogu ale okres ograniczenia się – tak dla niewtajemniczonych). Podejrzewam, że to właśnie dzięki niemu, człowiek może na chwilę stać się bardziej cywilizowanym organizmem. Nie pozwalamy sobie na wszystko, panujemy nad naszymi zachciankami. Przynajmniej na chwilę uświadamiamy sobie, że to nasz umysł panuje nad ciałem. Jeśli ktoś, ma słabą „silną wolę” to poprzez trening może nad nią popracować. Polecam sport. Nie stanie się nic złego, gdy zjemy raz na pewien czas o jedno ciastko za dużo lub wypijemy jedno piwo. Do czasu gdy nie krzywdzimy innych istot …
Przerażające jest to, ile kobiet i dzieci zostaje zgwałconych co rok w najbliższym sąsiedztwie. Właściwie nikt o tym głośno nie mówi. Mało kto o tym w ogóle wie. Nie znamy nawet skali tego problemu. W swoim życiu usłyszałem kilka smutnych historii z ust kobiet, z którymi miałem okazję szczerze porozmawiać. Jako przedstawiciel męskiego gatunku, wstyd mi za mężczyzn, którzy nie potrafią nad sobą zapanować łamiąc wszystkie granice i zasady, tym samym raniąc innych.
Gwałt jako narzędzie
Co pewien czas w mediach pojawiają się kolejne wzmianki o skandalach seksualnych czy pedofilskich na szczycie. O tych w niższych klasach społecznych nawet się nie wspomina, bo ta skala może przerazić i pokazać naszą cywilizację w bardzo złym świetle. Gwałty podczas wojen i wszelakich konfliktów zbrojnych są narzędziem wroga. Dowódcy wręcz nakazują dopuszczać się ich na ludności cywilnej. W ten sposób potrafią zniszczyć morale ludności cywilnej i namieszać w ich domach na wiele pokoleń. Są to straszne historie, które świadczą o niczym innych, jak o naszej bestialskiej i prymitywnej naturze, nad którą czasem nie chcemy nawet zapanować.
Wydaje się, że „masowa przemoc seksualna” i wyjątkowe okrucieństwo jednostek nie są problemami naszych czasów. Jednak, nawet w cywilizowanych Zachodnio Europejskich czy Skandynawskich mediach raz na kilka lat słyszymy historie o zbiorowych gwałtach lub osobach przetrzymywanych latami w niewoli. Strach myśleć o ilu nigdy nie usłyszymy.
Brak umiejętności zapanowania nad podstawowymi popędami czy to do jedzenia czy prokreacji, ukazuje nas jako zwykłe zwierzęta. W obliczu tych zjawisk wszyscy jesteśmy równi. Nie liczą się pieniądze na koncie bankowym, skala osiągniętego sukcesu, poziom wykształcenia, nawet pozycja w hierarchii wyznaniowej. Dalej jesteśmy prymitywni.
W dalszym ciągu posługujemy się siła aby pokazać wyższość wobec słabszych. Niewolnictwo seksualne czy obozy pracy, co zaskakujące cały czas się rozwijają. Nie tylko większe lwy, wilki czy goryle znęcają się nad słabszymi organizmami i robią z nimi co chcą. Nawet w epoce drukarek 3D spotykamy się z tymi problemami częściej niż jesteśmy tego świadomi. Źle traktujemy swoich pracowników, swoje rodziny, swoje zwierzęta. Podobno rozwój cywilizacyjny danego społeczeństwa, można poznać po tym jak traktuje zwierzęta. Dlaczego zwierzęta? Bo je czasem traktuje się lepiej niż ludzi…
Podsumowanie
Podsumowując, to wszystko co napisałem powyżej, w końcu odpowiadając na pytanie zadane na początku tekstu, a mianowicie „jak bardzo jesteśmy już rozwinięci?”
Uważam, że mamy nieograniczony potencjał i idziemy w dobrą stronę. A właściwie dopiero zaczynamy. Jesteśmy prymitywną cywilizacją, zbudowaną z miałkich istot, które kierują się mizernymi instynktami i potrzebami. My ludzie, mamy za sobą dopiero jakieś 200 tys. lat istnienia, a budujemy skupiska ludzi od niecałych 7 tys. lat. Z technologią jako tako sobie już radzimy. Zaczęliśmy NIEDAWNO zabawy z energią elektryczną – trochę ponad 200 lat temu, z silnikami spalinowymi – trochę ponad wiek temu. Komputery elektryczne to 70 letni wycinek naszej historii. Większość praktycznych rzeczy, z których korzystamy powstała za życia naszych rodziców, większość gadżetów za naszego. Prawda jest taka, że dopiero zaczynamy się uczyć jak wykorzystywać naszą świeżą wiedzę w praktyce. Większość osób dalej uważa, że głównym celem edukacji jest wiedza, gdy tak naprawdę chodzi o działanie. O wykorzystanie mądrości w praktyce. Do dobrych celów.
Skutkiem edukacji może być wiedza, jednak ukoronowaniem nauki jest dopiero działanie!
W przeciwieństwie do technologii, gorzej idzie nam w kwestii zrozumienia nas samych. Nie panujemy jeszcze nad kindersztubą, nie wiemy jak działa mózg. Nie potrafimy tworzyć trwałych sojuszy, nawet związki pomiędzy partnerami w większości przypadków nie są trwałe. Nie panujemy nad emocjami, własną agresją i popędem.
Bananowe społeczeństwo
Dlaczego napisałem ten artykuł ?
Ponieważ odczuwam, że trochę nadmiernie zachwycamy się naszymi osiągnięciami. Tak naprawdę osiągnięciami pojedynczych osób. Wiadomo, ze sukces ma wiele ojców, a porażka jest sierotą. Spoczęliśmy na laurach naszego ego, które rośnie karmione przez social media. Po co się uczyć, trenować, pomagać innym, skoro za pomalowane szminką usta czy drogi zegarek na zdjęciu zdobędziemy większą liczbę like’ów.
Wiele osób uważa się za bardzo dobrze rozwinięte istoty, gdy tak naprawdę nie chcą znać prawdy o sobie. Znacznie lepiej wychodzi nam rozwój technologii aniżeli praca nad sobą i kolejnymi pokoleniami. Praca w laboratoriach, biurach i warsztatach jest o wiele wygodniejsza i prostsza, niż praca w naszych umysłach. Jeśli ktoś nie dostrzega, że ma problem, nigdy nie podejmie działania. Chciałbym, aby każdy z nas był świadom swojego potencjału! Jednak też tego jak wiele pracy go jeszcze czeka, aby móc powiedzieć, że to jego umysł, a nie prymitywne instynkty kierują nim samym.
Świadomie starałem się, nie zamieszczać konkretnych nazw, imion, lokalizacji geograficznych, wydarzeń, dat, ponieważ uważam, że opisane sytuacje są ponadczasowe. Tym samym nie chcę krytykować, czy wręcz przeciwnie wywyższać poszczególnych czasów, osób i narodów.
PS: Na koniec w komentarzu podziel się Twoim zdaniem na temat moich obserwacji. Zgadzasz się z nimi czy wręcz przeciwnie. Oświeć mnie i daj mi do myślenia, bo na tym mi zależy.
Egzamin dojrzałości
Ten akapit dopisałem wiele miesięcy po zakończeniu pracy nad powyższym tekstem, ponieważ świat wokół nas zmienia się znacznie szybciej niż przewidywaliśmy jeszcze nie tak dawno temu.
Wydaje mi się, że właśnie rozpoczęliśmy zdawać nasz wielki cywilizacyjny egzamin dojrzałości. O zmianach klimatycznych spowodowanych przez ludzi, wiemy od dawna ale dopiero teraz zaczynamy sobie uświadamiać z jak katastrofalnymi skutkami przyjdzie nam się mierzyć jeszcze za naszego życia.
Czy jesteśmy zaawansowaną cywilizacją czy tylko zbiorem prymitywnych jednostek dowiemy się za kilka dekad. To świat wystawi nam ocenę z tego egzaminu. Pozytywna ocena będzie oznaczać przeżycie większości ludzi (nikt już chyba nie liczby, że licznik ofiar kataklizmów całkowicie się zatrzyma), a negatywna koniec świata jaki znamy.
Najsmutniejsze jest to że za decyzje naszych dziadków, działania rodziców przyjdzie zapłacić dzieciom. (Photo by Bob Blob on Unsplash )
więcej postów o podobnej tematyce znajdziesz w kategorii PROWOKACJE
To jest pierwsza lista rzeczy do spakowania jaką kiedykolwiek stworzyłem. Znajdziesz na niej rzeczy, które sprawdziły się podczas mojej samotnej 3 tygodniowej podróży po Wietnamie z przystankami w Bangkoku, Singapuru i Kuala Lumpur. Dwie ważne uwagi na początek: nie zabieraj wielu ubrań na zmianę bo w tym klimacie tego nie potrzebujesz, a przeprane koszulki czy spodenki ekspresowo wyschną na Tobie podczas spaceru. I druga: nastaw się, że wiele kilometrów pokonasz na skuterach.
To zdjęcie, a także okładkowe to okolice Ninh Binh w Wietnamie czyli jeden z najpiękniejszych obszarów przyrodniczych jakie w życiu odwiedziłem i o dziwo niezbyt promowany.
Kilka wskazówek i uwag do listy
* Jeżeli planujesz spać w hostelach, pociągach lub na CouchSurfingu wkładka higieniczna do śpiwora (to taki ultra cienki oddychający śpiwór) z powodu temperatur i wilgotności sprawdzi się o wiele lepiej od samego śpiwora. Dzięki niej zawsze będziesz spać w czystym – co w Azji nie jest standardem, nawet gdy płacisz za miejsce do spania.
* *Komin lub chusta do zasłonienia twarzy przydadzą się podczas jazdy skuterem tak samo jak okulary z wymiennymi szkłami. Szkła przeciwsłoneczne wieczorem można zamienić na przezroczyste chroniące Twoje oczy przed insektami.
*** Wódka w tych regionach świata zabezpieczy nasz organizm po eksperymentach kulinarnych. Wszystko na temat wódki w podróży i opis takiego eksperymentu znajdziesz w rozdziel „Opis rzeczy”.
**** Moskitiera do rozwieszenia nad łóżkiem to standardowa pozycja na listach rzeczy do zabrania w tropiki i totalnie zbędne (ale zamieszczam ją abyś samemu to ocenił). Jak wynika z moich doświadczeń, solidne szczelne moskitiery są montowane na łóżkach wszędzie tam, gdzie mogą się przydać turystom, i jak wynika z doświadczeń Eliasza, te samodzielnie montowana nie są wystarczająco szczelne.
Przed wyjazdem sprawdź, czy będą potrzebne ciepłe rzeczy!!! W pewnych regionach Azji za dnia bywa zimno, a nocą to nawet na Saharze możesz zmarznąć. Rzeczy z membranami (np. Gore-Tex) i skórzane nie sprawdzają się przy tak dużej wilgotności. Na takie wypady firmy z asortymentem podróżniczym przygotowały specjalne bardzo przewiewne, cienkie, szybkoschnące materiały z filtrami przeciwsłonecznymi. Długi rękaw i/lub długie spodnie mogą być przydatne na wypadek zwiedzania świątyń – trzeba się tam zakrywać – i w miejscach upodobanych przez moskity.
Wypłacając z bankomatów będziesz obarczony sporą prowizją dlatego rozplanuj swoje wydatki na przyszłość, aby robić to jak najrzadziej.
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!
Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.
W tym przypadku Twój bagaż powinien być jak najmniejszy, aby zmieścił Ci się na kolanach w samochodzie i nie ciążył podczas całodniowych przejazdów, ale także zawierał wszystko co pozwoli Ci przetrwać noc gdy będziesz zmuszony spędzić ją dosłownie w szczerym polu.
Do czasu pisania tych słów przejechałem autostopem już ponad 23 tysiące km w przeważającej większości samotnie. Rozbiłem „to” w Europie, Iranie, Wietnamie, Gruzji …. i zawsze było warto! Zresztą pomimo, że mam dwójkę dzieci, samochód, własną firmę i fundację dalej zdarza mi się podróżować autostopem przy każdej nadarzającej się okazji. Teraz już kompletnie nie chodzi o zaoszczędzenie kilku złotych, a … A tak właściwie o co ? Rzuć okiem na poniższą listę.
Dlaczego podróżuje autostopem ?
Bo to jedyny sposób, aby tak naprawdę „dać się porwać” przygodzie,
Aby lepiej zrozumieć świat jakim jest, a nie taki jakim go pokazują i przekuć swoją bańkę informacyjną,
Bo dobrze czasem otworzyć się na obcych ludzi,
Aby uczyć się cierpliwości i pokory,
Przypominać sobie jak doceniać to czym świat nas obdarowuje gdy nie mamy na to wpływu,
Aby stale przekonywać się, że na całym świecie, niezależnie od wiary, koloru skóry, stanu na koncie ludzi dobrej woli w dalszym ciągu jest całe mnóstwo,
Jest to super ekologiczne, bo kierowca i tak jedzie tam gdzie jedziemy.
Tutaj jeszcze bardziej niż podczas pozostałych sposobów podróżowania liczy się spryt, kreatywność i wielofunkcyjność dlatego powinieneś się wykazać. zamieszczam tylko te rzeczy typowo pod autostop, bo wszystko co Ci się przyda podczas biwakowania, górskich wędrówek, zwiedzania miast …. znajdziesz na pozostałych listach.
Marker (czarny, wyraźny i gruby)
Plecak*
Kamizelka odblaskowa
Polska flaga (na szybki powrót do kraju)**
Drobne podarki dla pomocnych kierowców
Powerbank
Dezodorant
Ładowarka samochodowa
Jasny czysty T-shirt
Czapka z daszkiem, kapelusz
Odblaski (opaski)
Papierowa mapa (łatwiejsza w użytku i nie wymagająca zasilania)
Chusta (duża i cienka)
Śpiwór
Karimata
Kosmetyczka zawieszana (osobna lista)
Saszetka – niezbędnik turysty (osobna lista)
Asortyment bezpieczeństwo (osobna lista)
* Plecak – czym mniejszy, tym wygodniejszy. Jednak podczas wielotygodniowych tras będziesz zmuszony korzystać z dwóch. Pierwszy, do przechowywaniu prowiantu i rzeczy najcenniejsze, trzymamy na kolanach w samochodzie. Zwykle w formie minimalistycznego worka, który nieużywany zmieści się w kieszeni. Drugi wkładany do bagażnika, większych z całym naszym sprzętem często także z namiotem.
**W jaki sposób kilka tysięcy kilometrów od domu możemy dać znać mijającemu nas kierowcy, że znamy jego język i chcemy się z nim zabrać aż do naszego ojczystego kraju? Do tego celu podczas europejskich wojaży pakujemy naszą flagę narodową. Bardzo prosty, czytelny z daleka i intuicyjny symbol, który każdy kierowca zrozumie. Ciężko zagranicą przegapić swoją flagę narodową, ponieważ podświadomie stale jej wypatrujemy – choćby na tablicach rejestracyjnych. Nie ma szybszej metody na złapanie powrotnego transportu. Niezależnie od tego jak daleko od Polski się znajdujesz, istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że pierwszy kierowca, który się zatrzyma będzie dla Ciebie także tym ostatnim złapanym poza granicami naszego kraju.
Podziel się z nami Twoimi doświadczeniami
Jeżeli wiesz co jeszcze warto dopisać do tych list to proszę, daj nam znać w komentarzu.
Zobacz więcej
Rajzyfiber
Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony „Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.
Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.
„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”
Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!
Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!
Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.
Twoja opinia
Informujemy, iż w celu optymalizacji treści dostępnych w naszym serwisie, dostosowania ich do Państwa indywidualnych potrzeb korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Pliki cookies użytkownik może kontrolować za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Dalsze korzystanie z naszego serwisu internetowego, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje stosowanie plików cookies.