Pozytywna historia pewnego autostopu cz.1

Najfajniejszy autostop w życiu
Photo by Samuel Ferrara on Unsplash

Te 11 dni to był najlepszy wypad autostopowy w moim życiu. Ale po kolei ….

W tym artykule chciałbym przybliżyć jak naprawdę wyglądają podróże autostopowe, ponieważ jest na ten temat bardzo wiele mitów i wyolbrzymionych obaw. Ktoś tam coś od kogoś usłyszał, ktoś coś zobaczył w horrorze albo innej niskobudżetowej „intymnej” produkcji. Na tej podstawie ludzie tworzą swoją wizję autostopowych wojaży. A jak jest naprawdę? Tym właśnie chcę się z Tobą podzielić – jak było tym niezwykłym razem. Z kim i o czym rozmawiałem, gdzie spałem, kto i jak mi pomógł …

Jest połowa kwietnia. Od kilku tygodni wzbierała się we mnie potrzeba wyrwania się gdzieś, gdziekolwiek, czym dalej tym lepiej. Potrzebowałem opuścić biuro, zobaczyć coś nowego i zrobić coś „szalonego” aby nie zwariować przez nadmiar pracy.

Pewnego dnia gdy w końcu udało mi się uwolnić umysł od natłoku obowiązków – praca za dnia i wieczorami, w tygodniu i weekendy robi swoje – uświadomiłem sobie, że za chwilę weekend majowy więc w tym roku (2017) przynajmniej 5 dni wolnego.


Planowanie

(sorki za tak długi wstęp o planowaniu tego wypadu jednak warto abyś wiedział, że w trasie wszystko poszło inaczej niż planowałem 🙂 )

Planowanie przebiegało w 100% standardowo. Najpierw rzut oka na mapę Europy. Później zaznaczenie pinezkami gdzie mieszkają moi znajomi, których miałem odwiedzić w tym roku. Następnie kilka zapytań na FB czy akurat w tym terminie będą w domu. Połączenie pinezek nitką w odpowiedniej kolejności i …

Wyszło że najpierw wpadnę do Genewy w Szwajcarii, a później odwiedzę przyjaciela w Kopenhadze, który pojechał tam na półroczną delegację (wraca 10 maja więc to ostatnia szansa aby go odwiedzić).

Myślę sobie, że 5 dni trochę mało. Ale przecież jak wrócę w środę to i tak nic w tym tygodniu produktywnego nie zrobię, więc bilet lotniczy z Kopenhagi kupiłem na 7 maja.

Plan prezentował się następująco:

  1. Ruszam z Katowic 29 kwietnia w sobotę rano,
  2. Docieram tego samego dnia do rodziny pod Stuttgartem (plan 1000 km,)
  3. Następnie trasa na Genewę. Jednak, że to 500km, a nie chcę spędzić kolejnego dnia w aucie odwiedzę znajomego w Zurychu (jest to bliżej 0 250 km więc i szybciej auto złapię),
  4. Potem Genewa, i tam 3 dni odpoczynku,
  5. I trasa na Kopenhagę. Ale trochę słabo bo to aż 1400km (za dużo jak na jeden dzień),
  6. No to odwiedzę jeszcze znajomych pod Amsterdamem (bo to akurat połowa trasy),
  7. Podsumowując 10 dni. O jeden za dużo. Ale nie szkodzi bo w tym poprzedzającym tygodniu i tak pracuję zdalnie.

Tak plan wyglądał w teorii, bo w praktyce wyszła z tego całkiem inna podróż.

Dręczyło mnie jeszcze jedno zagadnienie. Wszystkie miasta, które odwiedziłem podczas tej podróży odwiedziłem już wcześniej autostopem. Nuda. Co by można z tym zrobić? Coś wymyślę w trakcie.


Dzień 1 – Czy ja mam więcej szczęścia niż rozumu ?

Skoro planowałem ruszyć w piątek to wyruszyłem już w środę rano. Odpowiednia motywacja potrafi skrócić czas pracy nawet o kilka dni. Projekt zamknięty, można ruszać.

Pierwszy punkt łapania stopa w Katowicach w stronę Niemiec to stacja Shell na autostradzie A4  MOP Wirek.30 min później pędziłem już z właścicielem firmy budowlanej w zaplanowanym kierunku. Wyjątkowo fajnie się gadało. Kierowca ten był wielkim fanem serialu „Katastrofy w przestworzach” z Discovery Channel. Jako, że ja nie mam telewizora w domu, to on postanowił mi streścić całą serię. Dowiedziałem się też, że strasznie boi się latać samolotami (ciekawe dlaczego), ale jeszcze bardziej niż on boi się jego siostra. Niby nic niezwykłego. Skoro się boi to pewnie nie lata. A tu niespodzianka.

Skoro się boi, to zrobiła sobie licencję na pilotowanie małych samolotów. Pewnie chodziło o przełamywanie własnych słabości. Wiec teraz ma licencje i wielki strach przed lataniem 🙂

Przejechaliśmy razem ponad 250 km aż za Legnicę. Problem w tym, że wysiadłem w szczerym polu. Dosłownie po środku niczego. Miałem wysiać na stacji benzynowej ale, że odjechaliśmy od autostrady już ponad 4km i ślad po mniej zaginał stwierdziłem, że tak będzie lepiej.


Porzucony na polu

Co mogę zrobić stojąc przy pustej drodze po środku pola Rozpakowałem kanapkę i ruszyłem w stronę drogi. Minęły mnie może z 6 samochodów gdy …

… zjadłem kanapkę i mogłem zacząć łapać kolejny transport z pustymi rekami.

Z swojego doświadczenia wiem, że jak stoisz przy drodze to powinieneś coś zjeść i się załatwić – nigdy nie wiesz kiedy będziesz miał kolejną okazję, a szkoda nakruszyć w samochodzie albo się …

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki kolejny samochód się zatrzymał. Nieźle – pomyślałem –  jestem „nigdzie” i przynajmniej do autostrady się dostanę bo już zdążyłem zmarznąć.

– Gdzie jedziesz ? – zapytał kierowca gdy otwierałem przednie drzwi.
– Na Niemcy, a Ty? – odpowiedziałem
– No to masz szczęście, bo ja też. A gdzie dokładniej?
– Dziś chciałbym się dostać pod Stuttgart, bo tam czeka na mnie rodzina.
– Niemożliwe. No to masz duże szczęście bo ja tamtędy będę przejeżdżał.
– Super. No to mamy razem jakieś 700km trasy. Jestem Grzesiek – przedstawiłem się.
– Ja też.

I w ten sposób złapałem jednego z najdłuższych stopów w moim życiu.Kierowca Grzesiek okazał się o rok starszym facetem pracującym w Niemczech od 3 lat. W wolnych chwilach też podróżował, więc kolejne godziny zleciały nam błyskawicznie na rozmowach.


O jeden zjazd za daleko

Na zegarku dopiero 16, a przejechałem już 700km. Dobry wynik. Nawet bardzo dobry!

Wysiadłem na dużej stacji z restauracją 150km od celu. Niby blisko ale jednak, aż za blisko. Dlaczego?

Po ponad godzinie łapania stopa z kartką w ręku, pytania się ludzi czy jadą tam gdzie ja zmierzam wszyscy zaprzeczali. Jakim cudem? Przecież to tylko 150 km i nikt tam nie jedzie?

Okazało się – czego już któryś raz w tej okolicy nie przewidziałem – że wszyscy co jadą na Karsruhe skręcają na zachód o jedno skrzyżowanie wcześniej, a później już prosto na południe.  A nie tak jak ja planowałem najpierw na południe, a później na zachód. Trasa właściwie ta sama ale jakoś wszyscy wolą tą pierwszą opcję (albo woli ją GPS).

Niedobrze. Cały dzień wiał zimny wiatr i lekko padał deszcz, a ja utknąłem na stacji 150km od celu. Po dłuższej chwili usłyszałem polski język i mężczyznę, który podjechał do restauracji. Zapytałem więc gdzie jedzie. Powiedział, że na południe ale nie skręca później w moją stronę, a w przeciwną.

Co tu zrobić? Mogę przejechać kolejne 75km i stanąć po przeciwnej stronie autostrady – jeśli uda mi się przejść. Albo dalej czekać i liczyć na kolejny los na loterii.


Planowane spotkanie z policją

30min później marzłem już na rozkopanym pasie autostrady po kostki w błocie 75km dalej. Na mapie był zaznaczony parking jednak nie mogłem przypuszczać, że jak przejdę nad autostradą po kładce znajdę na jego miejscu plac budowy.

Rzecz jasna kierowcy nie bardzo mieli się gdzie zatrzymać. W takim razie muszę poczekać na pojazd „uprzywilejowany”. Zacząłem ponownie łapać stopa. Tym razem w kamizelce odblaskowej. Trochę się naczekałem ale zgodnie z planem po ok 25min zjawił się kolejny transport, który odważył się zatrzymać na poboczu w świetle zachodzącego słońca. Pierwszy kontakt z niemiecką drogówką mogę sobie wpisać w pamiętniku.

Grzecznie im wytłumaczyłem, że miał tu być parking, a zastałem plac budowy i nie bardzo mam co zrobić. W takim razie sprawdzili mój paszport i zawieźli mnie …. Niestety nie do rodziny ale przynajmniej kolejne kilkanaście kilometrów i wysadzili pod McDonaldem.

Tam zamówiłem sobie gorącą herbatę i grzecznie poczekałem na kuzyna, który zgodził się po mnie podjechać. W ten sposób zakończył się porażką mój pierwszy dzień tej niezwykłej przygody. Złapanie stopa na trasie ponad 700km wyczerpało limit mojego szczęścia. Po zjedzeniu kolacji położyłem się spać z planem że kolejnego dnia o 11.00 ruszam dalej.

Do Genewskiej siedziby ONZ już miałem znacznie bliżej, jednak w dalszym ciągu daleko. Czy aby na pewno?


Dzień 2 – Żenewa? A gdzie to?

Kolejny dzień wszystko zapowiadało się, że przebiegnie zgodnie z planem. Pogoda się poprawiła – na chwilę – śniadanie zjedzone, 11 na zegarku więc w drogę.

Tym razem tak jak dzień wcześniej zaczynałem od łapania stopa na większej stacji benzynowej. Po 10 minutach już siedziałem w samochodzie z Irakijczykiem – dokładniej mówiąc chyba Kurdem – to znaczy pochodził z północnego Iraku ale od 16 lat mieszkał w Holandii gdzie miał duży dom i własny zakład fryzjerski. Teraz jechał odwiedzić najbliższą rodzinę w kilku niemieckich miastach i docelowo w Szwajcarii.

Dowiedziałem się od niego, że podrzuca mnie bo tak został wychowany. W Iraku podobno jeśli komuś możesz pomóc to nie tylko powinieneś to zrobić to właściwie MUSISZ to zrobić. Ponarzekał sporo na Iran, że tam nie ma demokracji, że Islam itp.

Z pamiętnika podróżnik

To w autostopie jest fajne, że nie tylko ja otrzymuję pomoc ale często to ja pomagam kierowcom. Rok wcześniej w trasie na Mediolan nasz kierowca uszkodził chłodnicę. Jako, że miał dwie lewe ręce do samochodów, to z wykorzystaniem taśmy samoprzylepnej udało mi się na stacji benzynowej ją naprawić. Nie od razu bo dopiero za piątym podejściem ale jednak! Dzięki czemu on dojechał na spotkanie na czas,
a my do celu.



Tym razem ponieważ kierowca, miał angielski na poziomie komunikatywnym ale nie czuł się pewnie poprosił mnie abym zadzwonił pod wskazany numer i powiedział o podłożonej bombie…

Taki głupi żart. Tak naprawdę poprosił o zamówił mu godzinny masaż – choć to też nie brzmi o wiele lepiej. Gdy cena, którą usłyszałem po drugiej stronie słuchawki wyniosła 500 euro trochę się zdziwiliśmy. Więc w Googlu znalazł inny salon masażu za 50 euro i zarezerwowałem mu wizytę.

Przejechaliśmy razem 70km i wyskoczyłem – znaczy się grzecznie wysiadłem – na przed ostatniej stacji w Niemczech na tej trasie. Wtedy udało mi się złapać jedyny pojazd podczas całej wyprawy z pasażerami, którymi nie zamieniłem ani jednego zdania.

Byli to młodzi Szwajcarzy, którzy nie mówili po angielsku. A że ja nie mówię zbytnio po niemiecku pomedytowaliśmy sobie w samochodzie w ciszy przez kolejne 30km. Bywa i tak, na szczęście w Europie raczej rzadko.


Szybki skok do Szwajcarii

Na zegarku po 14 czyli już od ponad 30 minut próbuję coś złapać na przejściu granicznym. Bardzo zimno i mokro. Pora więc zjeść coś ciepłego. Wszedłem do restauracji po Szwajcarskiej stronie i szybko z niej wyszedłem. Gdy herbata kosztuje 20 zł nie musisz patrzeć na cenę pozostałych produktów. Wróciłem więc na Niemcy – całe 100m – i zawitałem w Burger Kingu. Solidny tłusty, niezdrowy ale za to smaczny i kaloryczny – a gdy człowiek marznie to o niczym inny nie marzy – posiłek to wydatek 40zł. Nie tanio ale może być. Przyznam się, że w Burger Kingu często jadam jak podróżuję, za to nigdy w Katowicach. Jednak ta „restauracja” jest zwykle najtańszą jaką można znaleźć z tak dużymi porcjami i jeśli znajdziesz gdzieś bony zniżkowe to będziesz mieć pewność, że taniej nic ciepłego nie zjesz.

Gdy nasycony i ogrzany dużym kubkiem ciepłej herbaty wróciłem do Szwajcarii. Obrałem swoją lokalizacje 30 metrów od bramek na przejściu granicznym. Czyli na tyle daleko aby nikomu nie przeszkadzać, a na tyle blisko, że kierowcy nie zdążą się jeszcze rozpędzić i wjechać na autostradę.

Widok, który miałem zobaczyć w Szwajcarii dopiero dwa dni później, ale …
… nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem. Czasem lepiej.

Przez kolejne 45 min nie wiele się zmieniło. Tyle tylko że usłyszałem od kierowców, że tam gdzie jadę już śnieg spadł tego dni i że cieplej nie będzie. Na szczęście w końcu zatrzymała się pewna Niemka.

Jechała do swojego chłopaka, który był na Erazmusie w Francji przez jakaś Żenewe w Szwajcarii. Może to będzie akurat przez Zurych gdzie miałem w planie się dostać na noc. Gdy wsiadłem i zacząłem szukać na telefonie na mapie Żenewy …


Zmiana planów

… po paru minutach dopiero wyobraziłem sobie jak się to może pisać. „Że” to przecież „Ge” no i klops bo to przecież Genewa – gdzie miałem pojechać jutro. W takim razie od kilu minut jadę w całkowicie odwrotnym kierunku.

Ale czy to aby na pewno źle? Miałem jechać do Zurychu tylko dlatego aby łatwiej się tam dostać i później łatwiej ruszyć do Genewy. Zurych rok wcześniej miałem okazję odwiedzić, dodatkowo pogoda mówiąc łagodnie jest fatalna na ponowne zwiedzanie tego pięknego miasta. Co robić? Wysiąść i jechać zgodnie z planem do znajomego, który na mnie czeka czy jechać tam gdzie miałem pojawić się dopiero jutro? Raz się żyje. Odmówiłem wizytę w Zurychu i zadzwoniłem do kumpla z Genewy, że odwiedzę go wcześniej. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

– Cześć, mam dobrą wiadomość, złapałem stopa bezpośrednio do Ciebie i już dziś Cię odwiedzę. Czy to nie problem?
– Cześć, super. No, właściwie ….
– Czy nie zmieniłem Twoich planów przypadkiem?
– No niby nie. A właściwie to tak! Bo miała do mnie dzisiaj koleżanka wpaść na romantyczną kolację.
– Upsss, sorry stary. Ale to nie duży problem jak Cię dziś odwiedzę?
– Nie teraz to innym razem zjemy kolację, wpadaj. A właściwie to zjemy ją w trójkę

Z czego słynie Szwajcaria? Oczywiście z czekolady, a to jedna z tych regionalnych fabryczek.

Niemka okazała się też bardzo ciekawą postacią. Po szkole średniej w wieku 19 lat samotnie wyskoczyła na 4 miesięczne wakacje do Azji. Samotnie zjechała Wietnam, Tajlandię, Laos i Kambodżę. SAMOTNIE, 19 latka!!! Szacunek. Właściwie to ja byłem mniej zaskoczony niż ona faktem, że my w Polsce tak nie robimy. Dla nich to normalne aby po szkole średniej i drugi raz po studiach tak sobie wyskoczyć. Odkryłem też, że audiobooki po niemiecku rewelacyjnie ułatwiają zasypianie. Gdy skończyliśmy rozmowę, a przed nami było jeszcze ponad 150km zapytała się czy nie mam nic przeciwko literaturze fantazy po niemiecku. Oczywiście się zgodziłem aby uruchomiła tą płytę dzięki czemu mogłem oddać się regeneracji sił w ciepłym samochodzie.

Wyskoczyłem – tym razem dosłownie – na autostradzie pod lotniskiem w Genewie gdy tylko zauważyłem, że przejście przez murek odgradzający parking samochodowy i przystanki autobusowe od autostrady umożliwia drabinka. Zresztą dziwna sprawa, że ktoś postawił drabinę przez mur aby można było wejść na lotnisko bezpośrednio z autostrady z pasa awaryjnego. Może wielu autostopowiczów tutaj mają 🙂

Do kolegi na „romantyczną” kolację w troje dotarłem ścieżkami rowerowymi po godzince marszu po tym ładnym mieście.

zobacz też: Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 2

Poprzedni Następny

Jest tego więcej...


					Książki, które warto Inne

Książki, które warto

przeczytać w wolnej chwili

Zacznę z grubej rury. Moim zdaniem książki to najważniejszy wynalazek ludzkości! Dlatego książki zawsze warto czytać. Książki to KODY do życia Wyobraź sobie, że ktoś napisał książkę na podstawie swoich życiowych przemyśleń i doświadczeń. Na podstawie błędów, które popełniał przez 60 lat swojego życia i wniosków, które wyciągnął. Po przeczytaniu jego działa możesz być mądrzejszy […]


					Iran pierwsze wrażenia Podróże

Iran pierwsze wrażenia

Przygoda z policją i reklamówka z Biedronki

Przewodnik zakupiony sześć miesięcy wcześniej, bilety cztery, a wizy załatwione miesiąc temu. Noclegi po części już ogarnięte przez internet u „losowych” osób, a transport to jak zwykle autostop. Słodycze z Polski już w plecaku, koszulka z symbolami skończona no i pamiątkowe naklejki dla pomocnych też wydrukowane. Można ruszać 🙂 Na lotnisku w Teheranie „Czasem życie […]


					Jak zorganizować Inne

Jak zorganizować "Wesele 4.0"

czyli przygotowanie wesela przez inżyniera

W tym miejscu należy zacząć od wytłumaczenia co to tak właściwie to „Wesele 4.0” jest. Jeżeli w codziennym życiu wykorzystujemy technologię do zabawy albo aby ułatwiać sobie życie, dlaczego nie możemy zastosować tego samego do zorganizowania wesela? Sprawdzone pomysły godne polecenia Może dla niektórych osób poniższa lista nie będzie odkrywcza, jednak ja osobiście nigdy wcześniej […]


					Przesiadka w Singapurze Podróże

Przesiadka w Singapurze

czyli jak zobaczyć wszystko w 6h

Z czego słynie Singapur? Przede wszystkim z niezwykłych „Super drzew”, hotelu Marina Sand Bay, niezliczonych wieżowców, znienawidzonego przez mieszkańców posągu pół lwa pół ryby i codziennych ogromnych spektakli artystycznych woda – światło – dźwięk. Jeśli ktoś zastanawia się ile musi poświęcić czasu aby to wszystko na spokojnie zobaczyć, to już podpowiadam. Trzeba na to poświęcić […]


					Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 6 Podróże

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 6

Miasto dobrych ludzi - Haga

zobacz też: Pozytywna historia …, cz 5, Rotterdam Dzień 8 – Daleko jeszcze ? Z miasta portowego udałem się do miasta Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości czyli do Hagi tym razem wyjątkowo pociągiem – bo dystans do pokonania to tylko 30km. Co ciekawe pierwszy raz w życiu robiłem zakupy w małym sklepiku – wielkości większej Żabki – […]


					Jak osiągnąć szczęście ? Jak żyć?

Jak osiągnąć szczęście ?

Czyli proste porady i innowacyjna metoda

Ten post jest wprowadzeniem do kategorii postów dotyczących poszukiwania szczęścia, a konkretniej umiejętności dostrzegania go w codziennym życiu i przemyśleniach na ten temat. Dlatego jeśli jesteś zainteresowany tymi zagadnieniami to rekomenduję czytać jeden post w miesiącu pochodzący z tej kategorii. Osobiście uważam się za bardzo szczęśliwą osobę. Prawdę mówiąc nie jestem w stanie wyobrazić sobie […]


					Doceniaj swoje życie Jak żyć?

Doceniaj swoje życie

bo wiele osób mogłoby Ci pozazdrościć

Wiem jak bardzo oklepanie to brzmi ale taka jest prawda. Nic dodać nić ująć, dlatego jestem prawie przekonany, że komentarz w tym miejscu nie jest potrzebny. Każdy wie  – choć często zapomina – że nie można być szczęśliwym nie ciesząc się z życia i z tego co się posiada. Jeśli do kogoś to nie trafia […]


					Blog, nie blog? Inne

Blog, nie blog?

Dlaczego ten „blog” nie będzie kolejnym „blogiem” podróżniczym

Jeśli przyjmiemy, że ludzie nie lubą czytać (2/3 Polaków nie przeczytało żadnej książki w 2015 roku ), a ja nie potrafię dobrze pisać (w szkole miałem stwierdzoną dysleksję i nigdy nie dostałem nawet 3 z dyktanda) to nasuwa się pytanie …. Po co ten „blog” ??? Przede wszystkim chcę podzielić się z Tobą własnym doświadczeniem […]


					Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 5 Podróże

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 5

Zmiana planów! Więc Rotterdam.

zobacz także: Pozytywna historia … cz 4, Luksemburg Dzień 7 – Dać się ponieść przygodzie Po zjedzeniu zapiekanki na śniadanie udałem się na główną drogę wylotową z stolicy. Pierwszy raz ktoś kto mnie nocował, zrobił mi zapiekankę na śniadanie! Po pierwsze wskoczyłem do Lidla aby uzupełnić zapasy. Następnie znalazłem karton, na którym mogłem napisać mój […]


					Książki, które warto Inne

Książki, które warto

przeczytać w wolnej chwili cz. 2

zobacz też: Książki, które warto przeczytać cz. 1 Książki rozwijające „Rajzyfiber” – Grzegorz Czekała Od początku powstania tej strony miałem w głowie ideę stworzenia (wraz z znajomymi i internautami ) praktycznej ściągi dla osób, które wyruszają w podróż. Mowa o listach rzeczy, które warto spakować do plecaka w zależności od typu, czasu trwania i celu […]


					Czuję się zagubiony Prowokacje

Czuję się zagubiony

w świecie informacji

Potrzebuje się przed Wami otworzyć i czymś podzielić. Będę szczery. Czuję się zagubiony w świecie informacji. Czy właściwie w świecie dezinformacji? Zawsze chciałem wiedzieć więcej. Miałem wewnętrzną potrzebę zrozumienia działania wszystkiego co mnie otacza. Ale to się skończyło. Stawiam przed sobą o wiele więcej pytań niż znajduję odpowiedzi. Sam nie wiem czy jeszcze poszukuję odpowiedzi….  […]


					Lotnisko w Kutaisi, Gruzja Podróże

Lotnisko w Kutaisi, Gruzja

czyli wszystko co powinieneś wiedzieć

Odwiedzając Gruzję po raz drugi (w 2018 roku) spotkałem się z pewnym malutki ale jednak powszechnym problemem. Jak tanio dojechać z lotniska w Kutaisi do celu podróżny i jak później na nie wrócić. Po przeszukaniu internetu znalazłem kilka starych wskazówek, które jednak zwykle nie prezentują dwóch najtańszych opcji… Wylądowałem i co dalej? Po przylocie i […]

Zamknij