Historia robotyki cz. 2

zobacz także: Historia robotyki cz. 1

W drugiej części przedstawię udokumentowane fakty historyczne początków rozwoju robotyzacji i przejdę do dokonań z ostatniej dekady. Następnie w kolejnych rozdziałach skupię się na ostatnich, nowatorskich dokonaniach branży przemysłowej w dziedzinie robotów współpracujących (CoBots, Collaborative Robots).



Pierwszy robot przemysłowy

Początek historii robotów zaprojektowanych w celu wykorzystania w przemyśle datuje się na rok 1959, kiedy to skonstruowany został robot nazwany Unimate. Dwa lata później został on zainstalowany na linii montażowej w zakładzie General Motors Inland Fisher Guide, w stanie New Jersey (5), stając się pierwszym, produkowanym seryjnie, pracującym robotem przemysłowym.

Historia robotyki - pierwszy manipulator
Jak na dzisiejsze standardy robot ten wydaje się śmiesznie prymitywni ale jego możliwości wcale nie były aż tak ograniczone. (foto http://rraj.rsj-web.org)


George Devol, który opatentował manipulator, a dokładniej automatyczne mechaniczne urządzenie wraz z chwytakiem (służące do wykonywania operacji przenoszenia z dopasowanym układem aparatury kontrolnej), kilka lat wcześniej spotkał na przyjęciu inżyniera Joseph’a Engelbergera, po czym wspólnie stworzyli ideę robota przemysłowego, którego następnie skonstruowali.

Unimate został wyprodukowany przez firmę Unimation Inc, założoną w 1956 r. właśnie przez Josepha Engelberga. Konstrukcja manipulatora ważyła 2 tony, a jako układy napędowe wykorzystano siłowniki hydrauliczne. Układ sterowania opierał się na bębnie magnetycznym z zapisaną sekwencją ruchów. Ciekawą informacją umieszczoną na stronie IFR (Międzynarodowej Federacji Robotyki) jest cena pierwszych robotów wynosząca 18.000 USD od sztuki, podczas gdy ich produkcja kosztowała aż 65.000 USD (5). Pierwsze zadanie robota przemysłowego polegało na przenoszeniu gorących elementów nadwozia samochodowego, ponieważ zabieg ten nie tylko wymagał użycia sporej siły, ale również stanowił bardzo duże zagrożenie dla pracowników.

Historia manipulatorów, a to pierwszy z nich
(foto. www.nytimes.com)


Od samego początku powstania przemysłu ludzie obawiali się, że maszyny, a tym bardziej roboty zastąpią ich miejsca pracy. Wielokrotnie opinia taka powodowała społeczne niepokoje. Do bardzo głośnych dochodziło już w latach 1811–1813 gdy to luddyści niszczyli mechaniczne krosna w zakładach tkackich. Świadomi tego byli również producenci robota Unimate, dlatego pierwsze zadanie, do którego wykorzystano tę maszynę miało przede wszystkim na celu przekonanie szerokiego grona pracowników zakładów, że manipulatory nie mają ich pozbawić pracy, a wręcz przeciwnie – odciążyć fizycznie i podnieść poziom bezpieczeństwa w zakładzie.


Trzy prawa robotów Asimova

Należałoby się w tym miejscu cofnąć kilkanaście lat wstecz – do 1942 r., w którym to I. Asimov (Rosjanin, 1919-1992) sformułował trzy prawa robotów, ponieważ właśnie do nich przed uruchomieniem pierwszego robota w fabryce, wielokrotnie odwoływał się George Devol. To, co ówcześnie wydawało się fikcją literacką, od 1959 r. miało stać się rzeczywistością, bo dokładnie od tego roku ludzie rozpoczęli współpracę z maszynami w codziennej pracy.

A to ciekawe, Isaac Asimov …

W tym miejscu pozwolę sobie na delikatną odskocznię od tematu głównego, ale gdy trafiła mi przypadkiem w ręce jedna z książek Isaaka Judowicza Ozimowa (ros. Исаак Юдович Озимов ur. 2 stycznia 1920, Pietrowicze k. Smoleńska, zm. 6 IV 1992 ) poczytałem o tym pisarzu trochę więcej i okazało się, że jest on autorem i redaktorem ponad 500 książek (!!!) (a Ty ile napisałeś ?), był jednym z najbardziej płodnych pisarzy wszech czasów.

Wracając jednak do tematu…


Trzy prawa robotów:

1. Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.
2. Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem.
3. Robot musi chronić samego siebie, o ile tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.

Później Asimov dodał jeszcze nadrzędne prawo (tzw. prawo zerowe) nie dotyczące już tylko człowieka, a brzmiało ono tak:

0. Robot nie może skrzywdzić ludzkości, ani przez zaniechanie działania doprowadzić do uszczerbku dla ludzkości.

Historia robotyki
Dzięki przestrzeganiu przez roboty praw Asimova nie powinien (istotne stwierdzenie „nie powinien”) powtórzyć się w realu scenariusz filmu Terminator lub Matrix. Tylko kto będzie tego pilnował?


Kończąc ten rozdział dla zainteresowanych tematem dodam tylko, że na Wikipedii (która nie jest najbardziej rzetelnym źródłem informacji ale dość dobrym do rozpoczęcia poszukiwań informacji) można znaleźć też listę innych praw kilku mniej znanych autorów.


Dzisiaj – robot w zakładzie, zagrożenie czy przyjaciel?

W XXI wieku Prawa Robotów ponownie zaczynają być wyjątkowo aktualnym tematem, gdyż nigdy wcześniej roboty nie pracowały w bezpośrednim otoczeniu człowieka, bez kratek, kurtyn i innych fizycznych zabezpieczeń. Rozwój informatyki daje maszynom coraz większe możliwości decyzyjne, odciążając nas już nie tylko fizycznie, ale również psychicznie. Systemy wizyjne w połączeniu z sztucznymi sieciami neuronowymi, czy to montowane w manipulatorach, czy samochodach autonomicznych, działają szybciej i bardziej niezawodnie.


FESTO Bionic Handling Assistant

Jest to bodajże pierwsze na świecie, zaprezentowane szerokiej publiczności w 2010 r., rozwiązanie manipulatora mogącego bez żadnych zewnętrznych zabezpieczeń współpracować bezpośrednio z człowiekiem. Układ tak nowatorski, że pomimo 7 lat istnienia nie został jeszcze wykorzystany w warunkach przemysłowych – Festo nie podało informacji potwierdzających zastosowanie przemysłowe układu, jedynie instruktażowe, edukacyjne oraz marketingowe. Pomimo tego, wyznaczyło całkowicie nowy kierunek robotyzacji.


Standardowe roboty zbudowane są z twardych materiałów, charakteryzujących się dużą sztywnością i wykorzystujących przede wszystkich napędy elektryczne. Całkowicie odwrotny kierunek Festo obrało przy BHA (Bionic Handling Assistant). Inspiracją twórców tego rozwiązania była „trąba słonia” (co widać na filmie powyżej), charakteryzująca się dużą elastycznością, zwinnością i pomimo swojej siły – delikatnością.


Zasada działania

Konstrukcja składa się z trzech prążkowanych, elastycznych „poduszek pneumatycznych” połączonych ze sobą. Odpowiednie wypełnianie powietrzem każdej z komór umożliwia bardzo precyzyjne manipulowanie położeniem chwytaka (7) (8). W nowszych konstrukcjach „trąba” jest zastąpiona lub wydłużona o elastyczny tripod, zwiększający zasięg układu – the Bionic Tripod 3.0.

Zderzenie człowieka z elastyczną poduszką pneumatyczną wypełnianą pod niewielkim ciśnieniem, nie grozi poważnym uszczerbkiem na zdrowiu współpracowników, pod warunkiem, że wszystkie elementy konstrukcji będą wykonane z delikatnych, nieposiadających ostrych krawędzi materiałów.


Chwytak

Również chwytak musi być zaprojektowany w nowatorski sposób. Inżynierowie Festo poradzili sobie również i z tym problemem, ponieważ równolegle zaprojektowali elastyczny, adaptacyjny chwytak z wykorzystaniem systemu Ray Effect®, wzorowanego na rybich płetwach ogonowych. Masa takiego chwytaka jest o 80% mniejsza niż standardowego, wykonanego z metalu. Kolejną zaletą tego rozwiązania jest możliwość pewnego chwytania nawet bardzo delikatnych obiektów, o bardzo niestandardowym kształcie, jak chociażby kurzego jaja lub owoców. W Internecie można znaleźć wiele filmów prezentujących wyjątkowe cechy tego futurystycznego manipulatora niemieckiego producenta i jego następnych wersji (transformacje możecie zobaczyć na poniższym filmie).

Technologia rozwija się dziś tak szybko, że artykuły pisane rok czy 2 temu już dziś są całkowicie przestarzałe dlatego trochę je zaktualizowałem 🙂


BHS nie został zaprojektowany z myślą o zastosowaniu go przy procesach spawania, manipulowania ciężkimi obiektami lub wykonywania innych, typowych dla ciężkich manipulatorów zadań. Pomysł był tutaj inny. Konstruktorzy doszli do wniosku, że robot współpracujący z człowiekiem np. na linii montażowej czy nawet w mniejszych warsztatach – Festo wypuściło plakaty z wizerunkiem mechanika samochodowego wspieranego przez BHS (9) – mógłby znacznie przyspieszyć proces składania produktów. Tego typu ramię mogłoby podawać człowiekowi bezpośrednio do ręki elementy w kolejności składania lub narzędzia, nawet o bardzo niestandardowym kształcie czy delikatnej konstrukcji.

czytaj dalej: Historia robotów cz.3 – roboty współpracujące


Na koniec chciałbym oficjalnie podziękować Jadwidze Woźnik, która to pomogła mi w tym obszernym tekście poradzić sobie z wyzwaniami j. polskiego (czyli wykonała korektę tekstu) i zaprosić Ci do kolejnej części  artykułu.


Odwołania:

1. Britannica Encyklpedia. www.britannica.com/. [Online] 12 01 2017. https://www.britannica.com/biography/Ctesibius-of-Alexandria.
2. Challoner Jack. 1001 Wynalazków które zminiły świat. Poznań : Elipsa, 2009.
3. http://encyklopedia.pwn.pl. Encyklpedia PWN. [Online] [Zacytowano: 12 01 2017.] http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/robot;3968150.html.
4. Automata of Al-Jazari. Istanbul : The Topkapı Palace Museum, 2003.
5. www.ifr.org. [Online] International Federation of Robotics. http://www.ifr.org/history/.
6. Polski Komitet Normalizacyjny. sklep.pkn.p. [Online] 16 01 2017. http://sklep.pkn.pl/pn-en-iso-13482-2014-05e.html.
7. Broszura FESTO Bionic Handling Assistant 54778 en 4/2012.
8. Making Stuff Wilder. http://www.pbs.org, 2013.
9. http://www.dpaonthenet.net. [Online] [Zacytowano: 16 01 2017.] http://www.dpaonthenet.net/article/38543/Award-honours-commercial-development-of-elephant-s-trunk–bionic-handling-assistant.aspx.

Historia robotyki cz. 1

Historia robotyki – Materiał ten stanowi uzupełnienie (i przetłumaczenie na prosty język) artykułu, który miałem okazję napisać dla czasopisma branżowego: Utrzymanie Ruchu wydanie nr 1/2017 .

W pierwszej części czyli w tym poście, (ponieważ artykuł podzieliłem na kilka postów aby nie przerażać rozmiarem) przedstawię udokumentowane fakty historyczne początków rozwoju automatyki i robotyzacji, nieznane szerszej opinii publicznej. Następnie w kolejnych rozdziałach skupię się na ostatnich, nowatorskich dokonaniach branży przemysłowej w dziedzinie robotów współpracujących (CoBots, Collaborative Robots).


Historia – prekursorzy automatyki

Omówienie bardzo wczesnych początków przemysłu należy rozpocząć od wynalazków Starożytnej Grecji, która jest ojczyzną prawdziwych automatów.


Pomimo, że słyszała o nim jedynie garstka pasjonatów historii techniki (1), w różnych źródłach zachowało się wiele wzmianek, potwierdzających jego szeroki wpływ na nasze codzienne życie. Nie możemy przecież wyobrazić sobie dzisiejszej automatyki bez takich urządzeń, jak pompa hydrauliczna, układy pneumatyczne (twórca złożonych organów grających) (2) czy chociażby tak podstawowego elementu konstrukcyjnego, jakim jest koło zębate.

Przytaczając ostatni wynalazek nie można nie wspomnieć też o innym wielkim uczonym tamtych czasów – Archimedesie (Grek, 287 – 212 p.n.e). Rozwój jego „zaawansowanych” maszyn wojennych został szeroko opisany w literaturze, warto więc zwrócić tutaj uwagę na jeden bardzo istotny mechanizm w nich wykorzystany. Brakuje jednoznacznych dowodów, że Archimedes wynalazł przekładnie zębate, ale nie brakuje wzmianek, które sugerują, iż dopracował technologię wytwarzania bardzo precyzyjnych kół zębatych wykorzystanych w pierwszym analogowym komputerze mechanicznym – Mechanizmie z Antikythery (1).

Historia robotyki
Słynny i tajemniczy mechanizm z Antikythery. Najbardziej zaawansowana i precyzyjnie wykonana konstrukcja jaką udało się odnaleźć z czasów starożytnych. (fot. Wikipedia)


Początki robotyzacji

Dyskusja na temat tego, kto jest twórcą pierwszego robota trwa już od 1920 r., kiedy to Czech K. Čapka pierwszy raz użył tego wyrazu w swojej sztuce R.U.R. (Roboty Uniwersalne Rossuma) na określenie człekokształtnej maszyny, nieposiadającej uczuć, potrafiącej natomiast podejmować samodzielne decyzje (3).

Z początkami robotyki jest tak samo, jak z wynalezieniem ruchomej czcionki i drukiem pierwszych książek.

Czy wiedziałeś, że ruchome czcionki ….

powszechnie uważane za wynalazek J. Gutenberga (Niemiec, 1400 – 1468) około roku 1450. Wiele źródeł dokumentuje podobne lub niemal identyczne wynalazki na terenie Chin i Korei już w 1041 r., a udoskonalane w późniejszych latach (2). Niemiecki wynalazca miał po prostu więcej szczęścia, że jego alfabet składał się z 25 podstawowych liter, a nie tak jak azjatycki 5 tys. i to właśnie on zapisał się na „kartach” historii.

Początki robotyki
Zdjęcie z przedstawienia teatralnego podczas, którego pierwszy raz w historii użyto słowa „ROBOT”. (Fot. Wikimedia)

W źródłach drukowanych najczęściej przewijającym się nazwiskiem, wymienianym jako ojciec dzisiejszej robotyki, jest Al-Dżazari (Arab, 1150-1220), autor pierwszego podręcznika na ten temat, wydanego w 1206 r., pt. „Księga wiedzy o pomysłowych urządzeniach mechanicznych”. W czasach, gdy był on głównym inżynierem w pałacu Diyarbakir, skonstruował łódź (w podręczniku opisał ich 80 oraz 20 innych mechanizmów), która jest uważana za pierwszy w pełni programowalny mechanizm.

trochę więcej z historii i Al-Dżazarim:
Historia automatyzacji – od starożytności po współczesność

Historia robotyki - pierwsze
Łódka wcześniej wspomniana (i zaprezentowana powyżej) pływała po jeziorze i zabawiała gości pałacu melodią „wygrywaną” przez 4 manekiny na bębnach, flecie oraz harfie (2). Mechanizm ten był napędzany przez wypływającą ze zbiornika wodę, obracającą wał, na którym nałożone były koła zębate oddziałujące na „ręce” figurek z instrumentami. Urządzenie programowało się przez zmianę położenia kół zębatych na wale (czyli w ten sam sposób jak to się robiło przy obrabiarkach konwencjonalnych jeszcze 20 lat temu), czym można było zmieniać melodię wygrywaną przez statek. (foto Wikimedia)


Kolejnym przykładem kreatywności arabskiego naukowca, wynalazkiem, bez którego nie mogłyby istnieć dzisiejsze manipulatory przemysłowe jest wielosegmentowa skrzynia biegów (4), która ponownie została wynaleziona dopiero w latach 80. XIX w. przez G. Daimlera lub W. Maybacha i zastosowana w samochodach, które produkowali. (To oni są założycielami firmy, którą potocznie nazywa się Mercedesem)

Warto odwiedzić

Powiem więcej, nie tylko warto odwiedzić ale nawet obowiązkowo trzeba zagościć w „Mercedes-Benz Museum Stuttgart”.

Polecam. Jest to najciekawsze i najbardziej obszerne pod względem informacji muzeum jakie odwiedziłem. Nie tylko fani technologi czy motoryzacji znajdą w nim coś dla siebie. Moim zdaniem jest to Muzeum historia Niemiec (technologiczne, przemian społecznych, gospodarcze) wszystkie tematy się w nim przeplatają.


Pierwsze „prawdziwe” roboty

Pierwsze autonomiczne roboty zostały skonstruowane dopiero w 1948 r. przez W.G. Waltera (Amerykanin, 1910-1977 widoczny na zdjeciu obok) i nosiły imiona Elmer i Elsie. Były to mechanizmy wyposażone w liczne czujniki, przypominające kształtem żółwie poruszające się po podłodze i potrafiące samodzielnie odnaleźć stacje ładowania, gdy poziom ich zasilania był bliski wyczerpaniu, co możemy zobaczyć na zdjęciu obok (2).

Właściwie to te roboty są „dziadkami” dzisiejszych autonomicznych odkurzaczy.

(foto. Wikimedia)


Jeżeli podoba Cię się ten artykuł i chciałbyś dowiedzieć się więcej na temat historii wynalazków opartych na rzetelnych źródłach (które widzisz poniżej) to zostaw w komentarzu sugestię o czym powinienem napisać kolejny post.


Na koniec chciałbym oficjalnie podziękować Jadwidze Woźnik, która to pomogła mi w tym obszernym tekście poradzić sobie z wyzwaniami j. polskiego (czyli wykonała korektę tekstu) i zaprosić Ci do kolejnej części artykułu.

czytaj dalej: Pierwszy manipulator Unimate i trąba słonia od Festo


Odwołania

1. Britannica Encyklpedia. www.britannica.com/. [Online] 12 01 2017. https://www.britannica.com/biography/Ctesibius-of-Alexandria.
2. Challoner Jack. 1001 Wynalazków które zminiły świat. Poznań : Elipsa, 2009.
3. http://encyklopedia.pwn.pl. Encyklpedia PWN. [Online] [Zacytowano: 12 01 2017.] http://encyklopedia.pwn.pl/haslo/robot;3968150.html.
4. Automata of Al-Jazari. Istanbul : The Topkapı Palace Museum, 2003.
5. www.ifr.org. [Online] International Federation of Robotics. http://www.ifr.org/history/.

Automatyzacja w Polsce

Postanowiłem zamieścić artykuł z magazynu „Utrzymanie Ruchu” – wyd. 01/2016 str. 38,39,  którego jestem współautorem,  ponieważ poruszamy w nim bardzo ciekawe zagadnienie „dlaczego w Polsce nie ma robotów?”. Jak się okazuje w treści, nie chodzi o …. Sami się przekonacie.

Staraliśmy się używać języka zrozumiałego dla każdego czytelnika (jak zresztą w wszystkich innym artykułach na tej stronie) wiec mam nadzieję, że będzie to przyjemna i lekkostrawna lektura.

Autorzy:
Mgr inż. Grzegorz Czekała, trener szkoleń z programowania sterowników logicznych w EMT-Systems sp. z o. o. Centrum Szkoleń Inżynierskich
Mgr inż. Agnieszka Hyla, specjalista ds. marketingu i komunikacji w EMT-Systems sp. z o. o. Centrum Szkoleń Inżynierskich


Braki w kadrach

Ostatnie lata minęły przedstawicielom polskiej branży produkcyjnej pod znakiem przeciwdziałania kryzysowi. Problemy ekonomiczne z lat 2008-2010 powoli odpływają w zapomnienie. Przybywa zleceń i zapotrzebowania na produkowane wyroby. Poważnym problemem okazuje się więc niedobór wykwalifikowanych pracowników w różnych obszarach produkcji: automatyce, robotyce, pneumatyce, hydraulice, czy mechanice.

W związku z niedostatecznymi kompetencjami kadr i poszerzającą się luką wiedzy i umiejętności na rynku, coraz więcej firm produkcyjnych decyduje się na większą automatyzację linii. Pozwala to zarówno na zmianę profilu zatrudnianego zespołu, zwiększenie szybkości procesów oraz bezpieczeństwa, optymalizację wykorzystania surowców. Jak i zwiększenie powtarzalności czynności, a w konsekwencji jakości produkowanych elementów.


Spóźniony start Polaków

Mimo wielu zalet automatyzacji produkcji, nasz kraj pozostaje w tyle w porównaniu nie tylko z czołowymi producentami komponentów samochodowych, czy elektroniki na świecie, lecz także w porównaniu do naszych najbliższych sąsiadów [4]. Dobrym miernikiem automatyzacji linii produkcyjnych jest liczba kupowanych przez firmy robotów przemysłowych. Według danych IFR Statistical Department, od lat dziewięćdziesiątych zakup robotów tego typu miarowo rośnie, przy czym wyraźny spadek zaobserwowano w roku 2009 w bezpośredniej odpowiedzi na światowy kryzys gospodarczy. Już rok 2010 to szybki wzrost o 92%. W kolejnych latach wzrost zakupów w tym sektorze był jeszcze bardziej dynamiczny, szczególnie w krajach rozwijających się, o dodatnim PKB, do których zaliczana jest także Polska [5]. Niestety, w porównaniu do pozostałych krajów Europy środkowej wypadamy blado.

Według szacunków Międzynarodowej Federacji Robotyki gęstość robotyzacji w Polsce i wybranych krajach regionu w latach 2003-2011 miarowo rosła, by pod koniec tego okresu ustalić się na poziomie 80 urządzeń na 10 tysięcy mieszkańców. W porównaniu do tej średniej europejskiej najlepiej wypada Słowacja, która plasując się na poziomie 48 robotów na 10 tys. mieszkańców, wykazuje miarowy i systematyczny wzrost robotyzacji. Czechy, które aż do 2008 roku pozostawały w kiepskiej kondycji w tym zakresie, już rok później rozpoczęły dynamiczny, szybki rozwój by w niedługim czasie przerosnąć wyniki Słowaków. W dużo gorszej sytuacji są Węgrzy i Polacy, wykazując miarowy wzrost, lecz na znacznie niższym poziomie – w porównaniu do Europy gęstość robotyzacji w ostatnich latach na poziomie 15 – 25 w przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców. Dane te pokazują, że w porównaniu z większością krajów Europy Środkowo-Wschodniej wzrost poziomu automatyzacji polskiej produkcji jest zdecydowanie zbyt wolny [7].

Automatyzacja w Polsce


Automatyzacja świata

Wyznacznikiem sukcesu jest konkurencyjność. Z „Europejskiego Raportu Konkurencyjności 2014” Komisji Europejskiej wynika, że największym minusem polskiej gospodarki są wciąż niewielkie inwestycje w innowacje. Mimo licznych ośrodków wspierających uzupełnianie wniosków o środki finansowe z Unii Europejskiej, Polacy wciąż borykają się z problemami związanymi z opisywaniem innowacyjnych rozwiązań, które planują wykorzystać oraz z wykazaniem innowacyjności już świadczonych usług. Przez to dofinansowania te, choć niezwykle obiecujące i ważne, pozostają na relatywnie niskim poziomie [1]. Nadzieją jest Horyzont 2020 i nacisk kładziony właśnie na innowacje.

W najbliższych latach Unia Europejska wspierać będzie kraje najbardziej rozwojowe, stawiając właśnie na nowe technologie i automatyzację przemysłu. Podobne tendencje utrzymują się na całym świecie. Według Statystyki GUS na rok 2013 w polskich zakładach produkcyjnych działało wówczas 7,7 tysięcy robotów. Dla porównania, w tym samym czasie na świecie pracowało około 1,6 miliona robotów przemysłowych [8]. Z roku na rok na całym świecie rośnie gęstość robotyzacji w przeliczeniu na 10 tysięcy mieszkańców. Polska pozostaje w tyle, lecz dzielnie walczy o lepszą pozycję. Dzięki wykorzystaniu automatyki przemysłowej, urządzeń CNC i robotów rośnie komfort i bezpieczeństwo pracy w produkcji. Zwiększa się efektywność linii i jej elastyczność. Co najistotniejsze – podnosi się jakość produktu finalnego. Niezwykle ważnym zagadnieniem jest tutaj niezawodność, która powinna stanowić kluczowy argument podczas doboru kupowanego sprzętu automatyki przemysłowej [2, 3].

Automatyzacja w Polsce


Wraz z postępem idzie nauka

W Polsce, roboty przemysłowe i elementy automatyki najczęściej wykorzystywane są do produkcji tworzyw sztucznych, metalowym, elektronicznym oraz automotive. Wciąż pozostaje szerokie pole do automatyzacji przemysłu spożywczego, chemicznego, czy nowych technologii [5, 6]. Jednak wciąż nierozwiązanym problemem pozostaje w takiej sytuacji kształcenie kadr. Razem z postępem automatyzacji, opartym o wykorzystanie coraz nowszych, bardziej zaawansowanych i wymagających technologii, rośnie zapotrzebowanie na wykształcony technicznie personel, świadomie podchodzący do kwestii obsługi, serwisu i utrzymania ruchu linii produkcyjnych i urządzeń. Firmy produkcyjne prześcigają się w rekrutowaniu dobrze wykształconych inżynierów. Już na poziomie studiów pierwszego stopnia, studenci takich kierunków jak automatyka i robotyka, mechanika i budowa maszyn, informatyka, czy inżynieria produkcji otrzymują liczne propozycje praktyk i staży.

Tylko niewielki procent absolwentów tych kierunków nie znajduje dobrze płatnej pracy w zawodzie. Jednak mimo wstępnego przygotowania technicznego, które zapewnia uczelnia, niejednokrotnie konieczne jest przejście dodatkowego przeszkolenia w celu pogłębienia wiedzy i umiejętności praktycznych pracy z maszynami. Na przykładzie sterowników logicznych firmy Siemens łatwo pokazać, iż nowe rozwiązania, lepsze systemy sterowania, zapewniające wyższy poziom niezawodności i lepszą funkcjonalność, pojawiają się na rynku coraz częściej, W najlepszym przypadku – do kilka lat, w najgorszym – co kilka miesięcy powinno się brać udział w kursie aktualizującym wiedzę. Tylko zespół pracowników o odpowiednim wykształceniu, chęci pogłębiania wiedzy i aktualnych umiejętnościach pozwala na efektywną pracę na linii produkcyjnej, czy w parku maszynowym. Implementowanie najnowszych technologii i ciągły rozwój kompetencji pracowników to prosta droga do bezpiecznej i efektywnej produkcji.

Niestety, o personel techniczny jest obecnie coraz trudniej. Dlatego waśnie taką popularnością cieszą się między innymi roboty przemysłowe, na szeroką skalę zastępujące zarówno wysoko wykwalifikowanych jak i nisko wykwalifikowanych pracowników produkcji. Dzięki wykorzystaniu robotów możliwe jest także zwiększenie bezpieczeństwa pracy poprzez wykluczenie działania człowieka w szkodliwych bądź utrudnionych warunkach. Zautomatyzowana linia produkcyjna angażująca roboty przemysłowe w proces nie wymaga zatrudnienia pracowników wykonawczych niższego rzędu, których – także w Polsce – na rynku jest coraz mniej. Pozwala to na obniżenie kosztów produkcji w perspektywie długoczasowej, wynikające z mniejszego poziomu zatrudnienia, a także ograniczenia zużycia surowców oraz minimalizacji liczby produktów wadliwych. Dodatkowo, robot utrzymany w dobrym stanie przez specjalistów utrzymania ruchu, przechodzący regularne przeglądy i remonty, może pracować 24 godziny na dobę, bez przerwy. Dzięki temu znacznie poprawia się wydajność zrobotyzowanej produkcji. Spawanie, zgrzewanie, montaż, paletyzacja – to zazwyczaj procesy wykonywane przez zastępy ludzi.

Dzięki wysokiej elastyczności kupowanego aktualnie sprzętu automatyki przemysłowej, po wykorzystaniu odpowiednich narzędzi wiele linii produkcyjnych może zostać dostosowane do wykonywania każdego z nich. Pozwala to na prawie nieograniczoną reorganizację produkcji bez konieczności wymiany sprzętu oraz umożliwia daleko idące planowanie procesów oraz zwiększanie wydajności produkcyjnej zakładów. Urządzenia zautomatyzowane najczęściej wyposażone są w system monitoringu parametrów kluczowych, sygnalizujących o zbliżających się usterkach. Dzięki temu znacznie łatwiejsze jest planowanie przeglądów i remontów oraz ewentualnych przestojów produkcyjnych w taki sposób, by jak najefektywniej wykorzystać ten czas i zminimalizować jego trwanie [1].

Photo by Franck V. on Unsplash


Co więc jest największą przeszkodą w implementowaniu zrobotyzowanych pracowników w zakładach produkcyjnych? Według wielu źródeł – sceptycyzm i niewiedza. Nie każdy przedsiębiorca wie, jak wiele zalet ma automatyzacja. Dodatkowo, panuje błędne przekonanie, że zakup najnowszej generacji urządzeń uzasadnione jest wyłącznie w przypadku produkcji masowej. Dodatkowo, szczególnie dla Polaków, dla których stosunek złotówki do euro i dolara stanowi o możliwościach zakupowych sprzętu importowanego, ceny jednostkowej robotów, sterowników logicznych, czy systemów monitoringu stanu parku maszynowego wciąż są istotną przeszkodą na drodze ku automatyzacji. Dopiero tworzenie kilkuletnich planów finansowych i rozwojowych ukazuje pełnię korzyści wynikających z zakupu tego typu sprzętu [4]. Dodatkowy koszt stanowi przekwalifikowanie personelu, bądź rekrutacja innego poziomu pracowników. I choć jest to koszt, który należy wziąć pod uwagę, w ostatecznym rozrachunku stanowi on jedynie kroplę, która w ciągu niedługiego okresu zwraca się z nawiązką. Dlatego też warto spojrzeć na działalność swojej firmy świeżym okiem. Zastanowić się, w jaki sposób można zwiększyć skalę produkcji i poprawić jakość wytwarzanych elementów. Szczególnie teraz, w okresie nasilonego wsparcia innowacyjności, inwestycje w nowe technologie stanowią niepowtarzalną możliwość przeniesienia rodzimych, polskich przedsiębiorstw na zupełnie nowy poziom działalności.

Zobacz także: Historia robotyki


Literatura:

[1] Pfeifer T.: Rozwój rynku robotów przemysłowych w Polsce i na świecie, Przegląd Spawalnictwa, 8/2011, Agenda Wydawnicza SIM, Warszawa 2011.
[2] Piątek Z.: Robotyka przemysłowa w Polsce i na świecie – sytuacja na rynku po kryzysie, Automatyka, Podzespoły, Aplikacje nr 5/2010.
[3] Możaryn J., Piątek Z.: Rynek robotyki przemysłowej bez tajemnic, Automatyka, Podzespoły, Aplikacje nr 12/2008.
[4] Jóźwiak K.: Czas na roboty, Uważam RZE, www.uwazamrze.pl, dostęp z dnia 16.01.2016.
[5] Neczaj K.: Rynek robotów na świecie i w Polsce, raport wykonany na zlecenie firmy Roboty Przemysłowe, kamilneczaj.com, dostęp z dnia 16.01.2016.
[6] Rośnie popyt na roboty – najnowszy raport ekspertów IFR, listopad 2015, robotorum.pl, dostęp z dnia 16.01.2016.
[7] Trendy w robotyzacji przemysłu w Polsce i na świecie, inwestycje.pl, maj 2013, dostęp z dnia 16.01.2016 r.
[8] Statystyka GUS 2013 „Innowacyjna działalność przedsiębiorstwo 2011-2013”, raport opublikowany 20 II 2015.

Prawdziwe oblicze Teheranu

Jeżeli wszystko co wiesz na temat Iranu zaczerpnąłeś z amerykańskich filmów i wyobrażasz sobie ten kraj jako scenerię w której rozgrywała się Pustynna Burza to obowiązkowo powinieneś rzucić okiem na poniższe akapity, bo prawdopodobnie mylisz go z Irakiem.


Śniadanie

Pierwszy posiłek tego dnia miałem przyjemność zjeść z koleżanką poznana na CouchSurfingu, z która to zgodziła mi się pokazać jak wygląda prawdziwe życie mieszkańców tej metropolii z naciskiem na spędzanie wolnego czasu 🙂

Tradycyjne śniadanie irańskie to jajecznica ze zmielonymi pomidorami, biały, słony, ser, warzywka, herbata i oczywiście tradycyjny chleb. Może być też podany na słodko z miodem i kremem śmietankowym.
Na tym zdjęciu tego nie widać ale to nie jest wysypisko śmieci tylko bardzo przyjemny lokal w ekskluzywnej dzielnicy, z widokiem na góry z jednej strony, a z drugiej na panoramę stolicy. Pod nami (bo lokal jest nad skarpą) przepływa strumyk.


Śniadanie zjedzone w typowej kawiarni, w której siedzi się na podeście z widokiem na całą okolicę. Znajduje się ona w ekskluzywnej okolicy na północ od centrum. Jest tam znacznie chłodniej i przyjemniej – przez czyste powietrze i wiatr. W końcu jak się płaci więcej za czynsz to i więcej się wymaga. Sama dzielnica leży na zboczu 4 tysiącznika, który zimą staje się głównym ośrodkiem narciarskim w kraju. Co bardziej zaskakujące, śnieg na jego szczycie leży cały rok.

Po wspólnym śniadaniu, udaliśmy się na krótki trekking w góry i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że mają tam strumienie. Są też drzewa, wodospady i co kilka metrów małe lokale w których można skosztować  lokalnych specjałów.

Tutaj największy z nich to świeżo wyciskany sok z granatów z odrobiną kurkumy do smaku. Naprawdę ładna okolica i nawet nie tak bardzo wysuszona – jak mogłoby się  Choć czym wyżej tym gorzej. Trekking niestety był bardzo, krótki. Niepotrzebnie zaopatrzyłem się w wodę i jedzenie na wszelki wypadek. Większość Teherańskich turystów mówiąc trekking ma na myśli godzinny spacer po tym zboczu – półgodzinki do góry i tyle samo w dół. Trochę szkoda, bo taka całodzienna wędrówka mogłaby się okazać za krótka aby dotrzeć na szczyt, więc przygoda pierwsza klasa.

Czy wiedziałeś, że Teheran …
  • zamieszkuje ponad 12 mln ludzi, a całą aglomerację nawet 16 mln!
  • leży i stóp masywu górskiego Elburs, którego najwyższy szczyt sięga 5604 m n.p.m.
  • zimą przyprószony jest śniegiem, a w 2008r nawiedziły go na tyle intensywne śnieżyce, że doszło do paraliżu ruchu lotniczego.
  • zamieszkują mniejszości narodowe Ormian, Kurdów, Beludżów, Bachtiarów, Asyryjczyków, Tałyszów i Mazandaran.
  • zamieszkują też mniejszości wyznaniowe chrześcijan, żydów persckich, zaratusztrianów (o czym więcej w kolejnych postach) i bahaizmowie.
  • posiada 4 linie metra, 2 lotniska i wiele kilometrów zadbanych autostrad,
  • jest stolicą Perskiego kraju, a nie Arabskiego! To dość istotna różnica porównywalna do nazwania mieszkańca Sosnowca, Ślązakiem lub nawet katowiczaninem. Tutaj też trzeba na to bardzo uważać.


Samochody

Jak pozyskać miejsca parkingowe gdy 17mln miasto jest już w całości wybetonowane, a aut przybywa?

Odpowiedzią na to pytanie jest takie ruchome cudo. Co do ruchu drogowego to tylko dodam, że pasy na jezdni nie pełnią tu kompletnie żadnej funkcji.

Mało tego. Jeśli ktoś używa migacza, który sygnalizuje zmianę pasa na lewy to znaczy że trzeba go szybko wyminąć! Bo za chwilę wepcha się się przed nas, a tego tutaj nikt nie lubią.


Islam w wersji irańskiej

Uprzedzam że nie będzie to wyczerpujący wykład na temat tej religii, a wyłącznie podsumowanie moich obserwacji i rozmów na ten temat.

Iran jest krajem muzułmańskim, a dotychczas nie spotkałem nikogo religijnego. Koleżanka nie była w stanie odpowiedzieć jak często chodzi się do meczetu bo ani ona, ani jej rodzina, ani znajomi nie praktykują.

Iran to najmniej religijny z wszystkich islamskich krajów

Powszechna opinia Irańczyków o sobie
Zadanie dla spostrzegawczych. Znajdź przynajmniej jedną osobę, która nie przyszła do meczetu aby pobawić się telefonem w chłodnym wnętrzu.

U nas w kościele nie wypada bawić się telefonem. A tu ludzie przesiadują w meczetach aby się ochłodzić i pograć na telefonie albo porozmawiać.

Na zdjęciu widać chłopaka bawiącego się telefonem opartego o samo „serce” meczetu. Ci nieliczni religijni mieszkańcy Teheranu gdy przychodzą do tego meczetu to oddają też cześć właśnie temu co za kratami. Bardzo dziwna sytuacja.

Na temat tej religii jeszcze nieraz się rozpisze w kolejnych postach.

Na powyższym zdjęciu widać jeden z najładniejszych meczetów jakie odwiedziłem. Całe wnętrze jest wypełnione malutkimi lusterkami przyklejonymi do ściany. (zdjęcie poniżej)
Imprezy – jak to naprawdę wygląda

W Islamie oficjalnie nie można pić alkoholu. Jednak prawdopodobnie każdy student kiedyś go próbował (wszyscy znajomi mojej przewodniczki) , ponieważ na imprezach (prywatkach, bo oficjalnych imprezowni tutaj nie ma ) picie nie należy do rzadkości.

Główną rozrywką dla mieszkańców tej metropolii są kawiarnie i muzea. Nie ma tu klubów, pubów, pijalni piwa i wódki czy dyskotek. Nie ma nawet wielu boisk i sal gimnastycznych. Główna aktywność mieszkańców to rozmowy i jedzenie. Rowerów w tym mieście też nie ma. Prawdopodobnie przyczyną niepopularności uprawiania sportów na „świeżym” powietrzu jest temperatura, smog i kurz.


Kilka zdań na temat mody

Kobieta musi zakrywać ciało tylko w towarzystwie obcych ludzi, czyli na ulicach i w samochodzie. Jeśli nie ma chusty założonej na włosy, gdy prowadzi samochód mogą go jej odebrać na 21 dni. Ten przepis jest akurat bardzo uciążliwy i trochę niebezpieczny, bo kobiety zamiast patrzeć na drogę, uważają czy nikt nie robi im zdjęć

Część kobiet ma wielki dystans co do narzuconego stroju przez władzę.


Co do tematu krótkich spodenek, które bez problemu można kupić w centrum handlowym, to kobiety mogą je ubierać publicznie tylko do 10 roku życia, a mężczyźni do 15. Później wyłącznie na plaży (choć tylko mężczyźni). Pora na obalenie kilku mitów: można publicznie chodzić za rękę, można zgadywać do samotnych kobiet. Większość kobiet idzie tu na studia… a potem zostaje w domu. Kobiety wychodzą za mąż zwykle od razu po skończeniu nauki na uczelni, na których to znajdują sobie męża (zwykle nie mają zbyt wiele innych okazji).

W Iranie nie ma najmniejszego problemu aby zakupić wyzywające ubrania, ponieważ są tutaj nowoczesne centra handlowe i międzynarodowe sieciówki. Usłyszałem od pewnej dziewczyny z Azerbejdżanu, że podobno Iranki aby odreagować (narzucone im rządowe ograniczenia) w domach ubierają się bardzo bardzo wyzywająco. Idąc tym tokiem myślenia, możemy być pewni, że tego rodzaju sklepy na pewno szybko tam nie upadną 🙂


Kolejny nocleg na CouchSurfingu

Drugiego dnia znalazłem nocleg u gościa, który dziś wyjeżdża do Turcji na 10 dni. Trochę dziwne ale tak jest. Śpię w mieszkaniu hosta który właśnie wyjechał na swoje pierwsze zagraniczne wakacje w wieku 28 lat. Zostawił mi klucze i zapewnił towarzystwo współlokatora z którym prowadzę dyskusję przez Google translator – da się.

Aby wyjechać za granicę trzeba w zależności od płci : albo mieć zgodę taty albo odbyć obowiązkowe dwa lata służby w męskich służbach mundurowych. Możesz być strażakiem, wojskowym czy innym mundurowym w zależności od upodobania. Wtedy dostaje się paszport i jest się wolnym. W kolejnych dniach rozmawiałem z ludźmi na temat religii i okazało się, że to bardziej skomplikowane niż myślałem. Osoby, które nie wyznają islamu (bo wbrew pozorom w Iranie też można ich spotkać o czym wspomniałem w oknie ciekawostki powyżej), czy też inni uprzywilejowani podlegają zupełnie innym przepisom.

Przed wyjazdem hosta pogadaliśmy o polityce, religii itp. Tak się wkręcił, że pokazał mi notki z Wikipedii i filmiki na YouTube. Odbyłem naprawdę interesujący wykład. I tak jak reszta osób nie jest religijny, ani nie jest zwolennikiem rządu.


Aż tak miło

Na koniec dodam, że ludzie są tu naprawdę bardzo mili. Kilkukrotnie zagadywali do minie w metrze tylko po to aby się przywitać, przedstawić i życzyć miłego dnia. Raz usłyszałem i później zobaczyłem na telefonie, że jestem podobny do jednego z ich piłkarzy. A co najciekawsze to fakt, że po zamienieniu dwóch zdań potrafią milczeć przez następne 15 min. Mimo to, przed wyjściem z metra podadzą rękę na pożegnanie i powiedzą coś na odchodne:) Bardzo pozytywnie. Niby to taki głupi drobiazg ale gdy tak wszyscy się zachowywali – poza tym, że uważalibyśmy ich za wariatów – wszędzie było by milej.


Z innej beczki

Dziewczynki do szkoły muszą zakładać mundurki, to znaczy czarne czadory.
A tutaj wspólne zdjęcie z moją koleżanką / przewodnikiem poznanym na CS (CouchSurfingu)
Persowie kochają kafelki i tego typu wzorki. Najpiękniejszymi z nich podziel się z Wami w kolejnych postach.
Zlot foodtrucków, a tam miedzy innymi kebab. Czuję się teraz jakbym był w Polsce 🙂
A na koniec deser. Bardzo popularny deser w tej części świata, który my byśmy nazwali dziwnymi lodami w formie makaronu a oni nazywają faLODAMI.


Na sam koniec komentarz czytelnika:
dmk5712 Jak już obalać mity, to rzetelnie. 🙂 W Iranie sytuacja kobiet w porównaniu do innych muzułmańskich krajów, jest dość niezła. Dodatkowo ponoć reżim tam łagodnieje, bo obawia się kolejnych rewolucji. Tak wiec w Iranie akurat kobiety maja dość dużo swobody, mogą prowadzić samochód czy nie muszą się od stop do głów zakrywać, ale świat arabski jest bardzo zróżnicowany. W takiej Arabii Saudyjskiej już sytuacja kobiet będzie się trochę różnic od tej w Iranie czy Omanie 😉 Dla mnie nie obalasz żadnego mitu a możesz wręcz wprowadzić dezinformacje.Publiczne chodzenie za rękę czy zagadywanie do samotnych kobiet w tych bardziej liberalnych krajach może i działa, ale to nie znaczy, ze w całym arabskim świecie jest dozwolone. 🙂


Korekta – Wiktoria Podgórska

zobacz też: Masluleh – niezwykła górska wioska

Iran pierwsze wrażenia

Przewodnik zakupiony sześć miesięcy wcześniej, bilety cztery, a wizy załatwione miesiąc temu. Noclegi po części już ogarnięte przez internet u „losowych” osób, a transport to jak zwykle autostop. Słodycze z Polski już w plecaku, koszulka z symbolami skończona no i pamiątkowe naklejki dla pomocnych też wydrukowane. Można ruszać 🙂


Na lotnisku w Teheranie

„Czasem życie pozytywnie Cię zaskoczy, a za chwilę…” Jeszcze nigdy w życiu nie miałem takiej huśtawki pozytywnych i negatywnych przygód podczas podróży.

W samolocie z Pragi siedziały przede mną dwie Polki. Później w samolocie ze Stambułu poznałem dwóch Polaków którzy lecieli do Iranu na 2 tygodniowy trip. Pomyślałem – fajnie. Nie będę jedynym Europejczykiem w Iranie.

Gdy Ci dwaj poszli wyrobić sobie na teherańskim lotnisku wizy i wykupić ubezpieczenie, byliśmy zmuszeni się rozstać. Ja już wizy miałem załatwione w Polsce poprzez agencję specjalizującą się w tej papierkowej robocie. Przed nimi natomiast pół nocy stania w kolejce (a było już po drugiej). Gdy podszedłem do kontroli paszportowej znowu usłyszałem język polski. Tym razem stała przede mną parka z Warszawy.


Negocjacje

Cała nasza trójka przeszła odprawę bez problemu. Chwilę później,  poleciałem wymienić dolary na IRR (riale) choć ceny podawane są i tak w tomanach, ale o tym później.

Kolej na taksówkę. Postanowiliśmy się targować. Słyszałem z kilku źródeł, że cena dojazdu z lotniska do centrum to ok 70 zł., więc postanowiliśmy zacząć od 50. Podchodzę stanowczo do pierwszej z taksówek i rzucam kwotę po przeliczeniu- 50zł. Kierowca w języku migowym pokazał, że mało. No to udaliśmy się do drugiej taksówki. Sytuacja się powtórzyła. Kurcze, gorzej niż w Azji z tym targowaniem. Nie są za bardzo chętni do negocjacji.  Kolejny trzeci już taksówkarz wskazał nam palcem na tabliczkę przyczepioną do słupka za naszymi plecami. To był cennik. Okazało się że ceny są narzucone, przez miasto. To dobrze. Nikt nikogo nie naciąga. Choć słyszałem, że niektórym osobą udaje się zejść z ceną nawet do 30 zł.

Podczas jazdy okazało, że Irańczycy są nie tylko złymi, ale okropnymi kierowcami. Pomimo tego, że drogi mają super. Jazda zygzakiem na trzypasmowej drodze, od prawej do lewej to norma. Wyprzedzanie w korku też ujdzie. Rzuciło mi się w oczy, że autobusy są malowane zwykłymi farbami do metali lub drewna, bo widocznie szkoda pieniędzy na lakier skoro i tak zaraz będzie karoseria znowu wgnieciona.

Jazda pod prąd? Czasem trzeba. Skutery mogą wszystko! Chodnik jest w takim samym stopniu dla kierowców jak i dla pieszych.


Przygoda z policją

Gdy taksówka dotarła pod wskazany przeze mnie adres wyskoczyłem z niej, uprzednio płacąc 1/3 stawki.  Szybkim krokiem udałem się w stronę mieszkania hosta, którego znalazłem przez internet na CouchSurfingu. Nagle podjechał ciemny samochód z panami w czarnych koszulkach. Zaczęli zadawać wiele pytań taksówkarzowi, który jeszcze nie zdążył odjechać. Później przyszła kolej na mnie. Panowie w czerni zadawali liczne pytania za pośrednictwem taksówkarza, ponieważ angielski nie należał do języków, które znali.

Następnie poproszono mnie abym zadzwonił po hosta, a ja na to, że nie mam numeru telefonu. Więc wykorzystaliśmy domofon i czekaliśmy we trójkę (taksówka z Polakami pojechała dalej) aż zejdzie. Po 10 minutach właściciel mieszkania w piżamie i z przerażoną twarzą dołączył do nas. Nagle zbladł i na moich oczach zalał się potem. No to nieźle – pomyślałem. Pewnie teraz ktoś na kimś wykona egzekucję, a jako, że ja nie jestem stąd …. Przez dobre kolejne 15 minut host odpowiadał na pytania, nie patrząc nawet w moją stronę.

Po kolejnych 15 minutach rozmowy  z facetami w czerni, pozwoliłem sobie zapytać o co chodzi i kto to tak właściwie jest?

Okazało się że jest to policja obywatelska. Gdy dostrzegli, że na TEJ dzielnicy zatrzymuje się po 3 w nocy taksówka  wzbudziło to ich zainteresowanie. Niby nie ma w tym nic złego, a jednak. Jak wszyscy wiemy, ja jestem obcokrajowcem, a ta dzielnica zalicza się do dzielnic rządowych. Jest pod specjalnym nadzorem. Nie powinni przebywać w niej obcokrajowcy, a już na pewno nie mogą w niej nocować. Obawiają się za pewne zamachów terrorystycznych ze strony wyznawców innych religii (to oczywiście tylko moja głupia insynuacja).


Kolejne „tajne” papiery

Po kolejnych 15 min podjechał do nas skuter z dwoma wydrukowanymi kartkami papieru, które musiałem uzupełnić.

Tam znalazłem standardowe pytania, które znamy doskonale z naszych papierkowych protokołów gdy zostajemy zaczepieni przez policję na ulicach np. Katowic. Jak się nazywam, czy jestem katolikiem, po co tu przyjechałem, dlaczego akurat Iran i co mam w bagażu.

Patrzę na mój 17 kg plecak, potem na nich i pytam „czy naprawdę mam wszystko wymienić?”. Po chwili zastanowienia odpowiedzieli, że nie. „Tylko te duże i droższe rzeczy. Wpisz komputer, smartfon itp.” Ok. Tak też zrobiłem.

Gdy skończyłem zaczęło się robić jeszcze dziwnej. Zaczęli mnie przepraszać za całe zajście. Prosili abym nie postrzegał tego kraju przez tą sytuację. I znowu tłumaczyli, że to ich praca i obowiązek, ale nic personalnego. Zrobiło się naprawdę miło. Może teraz zrobią wyjątek i będę mógł tu zostać. Ale nie. Kazali mojemu niedoszłemu hostowi pomóc mi w znalezieniu hostelu i pojechali.

Pytam się go co teraz? A ten, że jeszcze jest zamurowany całym zdarzeniem i marzy tylko aby wyjechać z tej dzielnicy (pomimo, że tu mieszka). Po 10 minutach byliśmy już w innej dzielnicy gdzie dotarliśmy Irańską wersją Ubera. Wtedy dopiero zaczęliśmy analizować cała sytuację na spokojnie. Zaproponował hostel. Zadzwonił do niego, a tam full.

Gdy zaczęliśmy szukać innego napotkaliśmy 3 turystów z dużymi plecakami. Po krótkiej rozmowie, okazało się, że też szukają noclegu. Później, że też są z Polski. Mieli zresztą reklamówkę z Biedronki, której nie dostrzegłem na początku. W takim razie wynajęliśmy pokój razem w jednym z podrzędnych hotelików.


Wielki Bazar – największy w Iranie

Wielki Bazar ciągnie się …. właściwie to nie wiadomo jak daleko. Aby tego było mało, to miejscami ma on kilka poziomów.

W gruncie rzeczy,  ani to ładne, ani zadbane (przypomina raczej niedokończoną budowę) i nawet dawnych wieków w nim nie odczujesz. Porównując go do Wielkiego Bazaru w Stambule to naprawdę słabo. Ale warto poczuć ten „rozmiar”, podobno ma on znaczenie. Jeśli jest ktoś w stanie się w nim odnaleźć to podziwiam, mnie to słabo wychodziło. Uliczki ciągną się całkowicie chaotycznie. Gdyby przynajmniej był poprowadzone w liniach prostych  byłoby łatwiej, ale nie są. Dwa ostrzeżenia. Trzeba uważać na kieszonkowców i na tragarzy z wyładowanymi wózkami. Każdy handlarz jakoś musi dowozić towary do swoich straganów. Jako, że nie ma innej opcji wszyscy korzystają z wąskich alejek. Tragedia.


Wieża Azadi – wizytówka Teheranu

Azadi oznacza „wolność”.  Została wybudowana na 2500 lecie imperium Perskiego w 1971r. Chciałbym powiedzieć, że koniecznie trzeba tutaj przyjechać ponieważ jest to najbardziej rozpoznawalna budowla w stolicy ale tak nie powiem. Wokoło nic nie ma. Dojazd jest łatwy ponieważ z dwóch stron placu na którym ją wybudowano są stacje metra. Powinieneś ją odwiedzić tylko jeśli interesujesz się architekturą. Wtedy będzie to dla Ciebie prawdziwa atrakcja. I tylko wtedy.

Czy dobrze zapuścić brodę przyjeżdżając do tego kraju? NIE, ale o tym będzie później.


Dyskryminacja w metrze?

Na zdjęciu widać wagon metra „tylko dla kobiet”. Ale to nie oznacza, że są też wagony „tylko dla mężczyzn”. Te są tylko dla kobiet, a pozostałe dla wszystkich.
A to zaskoczenie

Jeśli kobieta chce jechać z facetami to może (oficjalnie w towarzystwie jakiegoś mężczyzny, ale widziałem też samotne). Co mnie bardzo zaskoczyło to fakt, że podziału na wagony męskie i żeńskie nie ma w Insfahanie (kolejna miejscowość, którą później odwiedzę). Ciekawe dlaczego? Wydaje mi się, że to ukłon władz stolicy w stronę kobiet. Zwykle w tej damskiej części jest mniejszy tłok. Mężczyźni podróżują z zakupami, zwierzętami i myślę, że sardynki w konserwie mają więcej miejsca, niż mężczyźni w Teherańskim metrze. Ale wracając do kobiet. Chyba, żadna z nich nie chciałaby aby 10 mężczyzn się do niej „tuliło”, czy przypadkiem obmacywało. Dlatego też moją osobne wagony. Tak myślę.

W Iranie ludzie nie potrafią korzystać z metra. W Singapurze, były zatrudnione specjalne osoby, które układały ludzi w równych kolejkach do poszczególnych drzwi (link). To jest kultura. Tutaj jest całkowicie odwrotnie.  Jeśli wagon jest już w 100% wypełniony to oznacza, że nikt już sam nie da rady wejść do środka. Dlatego trzeba mu pomóc i go wepchać. Naprawdę! Byłem świadkiem jak ludzie pomagali wepchać innych na siłę do środka. Do pełnego wagonu na spokojnie jeszcze wejdzie 5, a może i 10 osób.


Na koniec trochę różności

Kiedyś wrzuciłem film jak wygląda ruch drogowy w Wietnamie. W Iranie podobnie. Choć jest tutaj trochę łatwiej. Mniej skuterów więcej aut.

Dzieci pamiętajcie że najbezpieczniej zawsze przechodzi się po pasach (tak jak one)
Kobiety są znacznie mniej ograniczone w tym kraju niżby się nam to mogło wydawać ale trzeba przyznać, że są miejsca gdzie kobiety z świecą szukać.
Dokładnie tak sobie wyobrażałem dworzec w Irańskiej stolicy

Zobacz także: Jak się mieszka w Teheranie

Lotnisko w Kutaisi, Gruzja

Odwiedzając Gruzję po raz drugi (w 2018 roku) spotkałem się z pewnym malutki ale jednak powszechnym problemem. Jak tanio dojechać z lotniska w Kutaisi do celu podróżny i jak później na nie wrócić. Po przeszukaniu internetu znalazłem kilka starych wskazówek, które jednak zwykle nie prezentują dwóch najtańszych opcji…


Warto podkreślić

Na lotnisku w Kataisi bez problemu spędzimy noc. Możemy przespać się na szerokich kanapach lub sztucznej trawie pod „szklanym dachem” do tego celu zaprojektowanej i podładujemy telefon pod ręką za pomocą jednego z licznych gniazdek. Dostępne jest też darmowe sprawnie działające WiFi i darmowe ubikacje.


Wylądowałem i co dalej?

Po przylocie i szybkiej odprawie paszportowej polecam wybrać się do bankomatu (jednego z dwóch na lotnisku) lub jedynego kantoru. Lokalna waluta czyli lari będzie nam niezbędna aby udać się w dalszą podróż.


Jak wyjechać z lotniska w Kutaisi?

Tutaj pojawia się dość szeroka gama możliwości.

najdrożej i najwygodniej – taksówka

Do centrum Kutaisi mamy ok 25km ta przyjemność będzie nas kosztować ok 10-20 lari w zależności od umiejętności negocjacji z kierowcami,

Do Mestii – jeżeli wybierasz się w góry to najprawdopodobniej tak jak ja wybierzesz region Swanetii, który polecam z całego serca (o tym w kolejnych postach). Na lotnisku spotkałem parę z Polski dlatego zgodnie z słowami klasycznej piosenki „było nas trzech”, a właściwie to nas troje. Pierwsza cena rzucona przez kierowcę to 80 euro za przejazd (ponad 200km i jakieś 4h jazdy).Później udało się zejść do 60 euro i pojechaliśmy.

UWAGA. Trzeba tylko uważać aby nie zapłacić za taksówkę, a później pojechać busikiem (marszrutką) bo kierowcy czasem lubią zabrać kasę, przejechać pół drogi i wsadzić nas w inny znacznie tańszy transport. Trzeba wtedy się wykłócić, że zapłaciliśmy za samochód, a nie busika  (dwu lub nawet 3 krotnie tańszego).

Tbilisi, Batumi – Podobnie jak powyżej. Bierzemy taksówkę. Negocjujemy 20-25 % i jedziemy (niestety aktualnych cen nie znam bo miałem okazji jechać w innych kierunkach).

tańsze – busiki zorganizowane

Mamy tutaj do wyboru zakupić transport już na stronie Wizzair podczas zakupu biletu lotniczego albo na stronie internetowej ogólnokrajowego przewoźnika GeorgiaBUS lub u lokalnych kierowców. Ceny biletów to 5 lari do centrum, 15 do Batumi i 20 do stolicy. Na lotnisku są też podobno kasy tego przewoźnika, choć ja osobiście korzystałem z zakupu u kierowcy (gdy wracałem z Batumi).

najtańsze – marszrutki lokalne max 2 lari

Nie wiem dlaczego nie trafiłem na informacje o tym transporcie w internecie skoro to najtańsza opcja, dlatego podzielę się z nią z wami. Na głównej drodze przebiegające przy samym lotnisku znajduje się trasa przejazdu lokalnych busików, które jeżdżą z miejscowości Samtredia do Głównego Dworca Autobusowego w Kutaisi (centrum miasta z autobusami, busikami w wszystkich kierunkach).

Wystarczy stanąć przy drodze w dowolnym miejscu, bo o oficjalnym przystanku można zapomnieć. Następnie mając za plecami lotnisko wyczekać aż z lewej strony nadjedzie busik z karteczką za przednią szybą z dziwnymi szlaczkami i do niego pomachać. Po krótkim wyczekiwaniu powinniśmy jakiegoś złapać. Warto upewnić się u kierowcy czy aby jedzie do centrum Kutaisi, choć tak naprawdę nie bardzo ma gdzie indziej jechać. Płatne przy wysiadaniu 1 – 2 lari. Z dworca do części turystycznej dostaniemy się np. busikiem linii 1 za 0.4 larii.

zobacz także: Co obowiązkowo spakować na wyjazd – interaktywne listy


DARMOWA – autostop

Bez większego problemu na tej samej drodze złapiemy autostop w dowolnym kierunku.

Nie powinniśmy też zapominać, że w Gruzji funkcjonują koleje państwowa. Siatka połączeń jest bardzo skromna ale umożliwia przetransportowanie się pomiędzy głównymi miastami (np Tbilisi – Batumi) w nocy dzięki czemu zaoszczędzimy jeden dzień na podróż i trochę gotówki za nocleg.


Jak dojechać na lotnisko w Kutaisi?

Podróż w tą stronę zwykle jest odrobinę bardziej napięta dlatego jeśli nie mamy nadmiaru czasu autostop lepiej sobie odpuścić.


Dojazd z Kutaisi

– każdemu polecam aby dzień, a najlepiej dwa przed wylotem udać się do tego bardzo niedocenianego miasta. Po pierwsze lotnisko mamy na wyciągniecie ręki, a po drugie oferuje ono bardzo wiele atrakcji (o czym w kolejnych postach).

Najsensowniej z dzielnicy turystycznej dojechać linią autobusową nr 1 (0.4 lari) lub przespacerować się (ok 1 godzinki) na dworzec autobusowy na Ilia Chavchadze Avenue (obok Dworca kolejowego Kutaisi 2, McDonalda, Grand Mall). Marszrutki przejeżdżające obok lotniska zatrzymują się po drugiej stronie drogi. Najlepiej pytać kierowcę każdej z nich czy jedzie na lotnisko lub w kierunku Samtredia (docelowej miejscowości) bo niestety z karteczki za przedniej szyby nie wiele uda nam się odczytać. Koszt to 1 – 2 lari (ja płaciłem dwa przy wysiadaniu ale podobno lokalni płacą mniej).

Bez większego problemu z każdej części miasta znajdziemy taksówkę, która podrzuci nas na lotnisko. Przewidywany wydatek to 10-20 lari w zależności od tego jak bardzo potrafimy się dogadać.

Z pozostałych kierunków najwygodniej dostać się GeorgiaBUSem.  Na intuicyjnej stronie internetowej dowiemy się skąd busiki odjeżdżają, a bilet zakupimy u kierowcy. W przypadku podróżowania większą grupą polecam zakupić bilet przez internet albo uprzedzić przewoźnika bo w sytuacji nieplanowanego tłumu chętnych może dość do stresujących wydarzeń.

Czytaj też:
Jak spakować się korzystając z tanich linii lotniczych – interaktywna lista


Dobrze wiedzieć

  • Po dokonaniu odprawy online, nawet podróżując tylko z bagażem podręcznym trzeba udać się do odprawy po prawej stronie od kontroli bezpieczeństwa (tam gdzie odprawa bagażu rejestrowanego). Bardzo wiele osób o tym nie wie i często dochodzi do zmieszania turystów, którzy podchodzą z wydrukowaną „kartą pokładową” do kontroli bezpieczeństwa, a tam odsyłani są z kwitkiem.
  • Gruzini żyją bardzo powoli dlatego jeżeli przed wylotem z samego rana (przed 9.00) będziemy chcieli zakupić coś do jedzenia możemy mieć z tym mały problem na mieście, a lokal na lotnisku ma średnią ofertę gastronomiczną.
  • Przed wejściem do samolotu w strefie bezcłowej za 2 lari można zakupić sobie buteleczkę wody mineralnej, która może się przydać podczas 3 godzinnego lotu.
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Zaskakujący Singapur

To jest mój ulubiony post z tego kraju, ponieważ zawarłem w nim wiele z tego co było dla mnie wielkim zaskoczeniem.

Pierwsza rzecz, która już mogła rzucić Ci się w oczy to te dziwne dość stare (jak na Singapur to bardzo stare) zabudowania z zdjęcia na górze strony. W tym nowoczesnym kraju możesz znaleźć kilka zabytkowych zabudowań z okresu kolonialnego!

Na początek coś na temat fasoli, a konkretnie zupy fasolowej. W tym kraju zupę z zielonej fasoli zjada się jako deser, a nie danie główne. Podobnie z kilkoma innymi potrawami na ciepło.

Singapurskie lotnisko należy do najnowocześniejszych na świecie. Kontakt człowiek – człowiek (obsługa) został do tego stopnia ograniczony, że pierwszy kontakt następuje dopiero bezpośrednio przed wejściem na pokład samolotu. Wcześniej nie ma żadnych bramek i zbędnych kontroli.

Ten mężczyzna który aktualnie próbuje kupić bilet na metro na lotnisku w Singapurze nie jest koszykarzem. Po prostu ktoś zamontował ten automat za nisko, w taki sposób, że sięga do kolan normalnemu Europejczykowi. Co roku odwiedza to lotnisko ponad 50 mln pasażerów !!!! z czego bardzo duży procent korzysta z tej stacji metra i tego automatu ….. Może to rozwiązanie dla najmłodszych?

Pierwszy raz się spotkałem z tym aby główna trasa turystyczna od jednej atrakcji miasta do drugiej przebiegała przez samo serce hotelu. Nie byle jakiego hotelu bo to przecież Marina Bay Sands, który stanowi jedną z atrakcji miasta. Idą od tych niezwykłych drzew nad zatokę przechodzi się przez kładkę zamontowaną nad głównym holem i restauracją hotelu.

Słyszałem, że w tym kraju istnieje bardzo wiele zakazów i wysokich kar. O wielu z nich tylko słyszałem. Część udało mi się potwierdzić takimi tabliczkami. Jeśli jesteś na stacji metra – jeszcze przed wejściem do pociągu – to za spożywanie napojów grozi Ci grzywna 500 $ singapurskich. Czasem ciężko było się opanować, na dworze +30 stopni, a tu gdy masz chwilę aby odsapnąć nie wiele Ci wolno. Palić to właściwie wszędzie niewolno. O przewożeniu materiałów łatwopalnych też możesz zapomnieć i co najciekawsze owoców też nie. Nie można przewozić środkami komunikacji miejskiej bardzo popularnego owocu w tej części świata jakim jest durian. Dlaczego? Sam nie wiem. Choć może to mieć związek z tym, że owoc ten otrzymał tytuł najbardziej śmierdzącego owocu na świecie. Może o to chodzi? 😉
W metrze nie wolno używać rolek, hulajnogi, deskorolki, przewozić nie tylko owocu duriana ale też zwierzątek czy rowerów. Można spotkać się też z zakazem żucia gumy w miejscach publicznych. O posiadaniu narkotyków i wandalizmie nawet nie mówiłem. Za posiadanie marihuany można dostać karę śmierci, nie wspominając o mocniejszych środkach. Za namalowanie graffiti na ścianie wymierzana jest kara chłosty. Kilka lat temu grupka zagranicznych graficiarzy została zbiczowanych właśnie za takie przestępstwo.


Kilka ciekawostek na temat ruchu drogowego w Singapurze

Podwójna ciągła oznacza miejsca na drodze gdzie wolno się zatrzymywać, natomiast pojedyncza łamana to miejsca gdzie występuje zakaz zatrzymywania się i postoju. Zaczyna się robić trochę dziwnie.

Po pierwsze obowiązuje ruch lewostronny.

Po drugie jeśli jesteś obywatelem tego kraju przed zarejestrowaniem samochodu musisz pokazać władzy, że masz wykupione miejsce parkingowe. O parkowaniu gdzie popadnie w tak poukładanym kraju możesz zapomnieć.

Po trzecie podatki jakimi obarczony jest nowy pojazd należą do jednych z najwyższych na świecie i wynosi 110% wartości pojazdu – a to nie jedyny podatek za samochód.

Czerwone światło dla pieszych jest tutaj najmniej przestrzeganym zakazem. Sam zaskoczyłem się kilka razy, jak widziałem ludzi przebiegających przed pojazdami na przejściu dla pieszych gdy to powinni grzecznie czekać na swoją kolej. Mieszkańcy Singapuru nie będą rzuć gumy gdy zobaczą zakaz ale jakoś do czerwonego światła mają mniejszy sentyment.


Z innej beczki

Tak wygląda kawa na wynos.

Kubeczki plastikowe też znają ale ta forma jest o wiele bardziej praktyczna!

Jeżeli przemieszczasz się skuterem lub rowerem to jak do niego zamontujesz jednorazowy kubeczek?

Transport 100 woreczków jest nieporównywalnie bardziej ekonomiczny niż gotowych droższych plastikowych opakowań.

I kończąc. Jeżeli kupujesz 4 kawy na wynos to nie potrzebujesz do nich osobnej siateczki do transportu! Mają łeb na karku!

To nie jest sklep zoologiczny ale dział mięsny na jednym z targowisk. Żywe zwierzęta na stanowiskach z jedzeniem gwarancją świeżości produktów.

W 30 stopniowym upale wszyscy chcą zarobić. Z czegoś w końcu trzeba te świątynie utrzymać. Część obszaru świątyń nie jest zadaszona dlatego można w nich znaleźć automaty z zimnymi napojami.
Ogólnie w każdym azjatyckim kraju, który odwiedziłem w miejscach przeznaczonych dla turystów – serca dżungli, jakieś starożytne budynki – łatwiej było dostać te zachodnie napoje niż jakieś regionalne czy choćby świeże soki.

Pierwszy raz spotkałem się z tym aby świętej figurce wkładać w usta zapalone papierosy. Później ktoś przychodzi i wypalony papieros odkłada do popielniczki, a kolejny wkłada na jego miejsce.

Tak podejrzewam, bo właściwie to nie byłem świadkiem tej procedury.

A może ta figurka, która sądząc po wyrazie twarzy nie przepada za paleniem sama, wypala kolejnego …..

Kto wie?

Pani z zdjęcia obsługuje kolejki na stacji metra. Podkreślę, że nie kolejkę metra ale kolejki ludzi do pociągu metra.

Jej zawodowe zadanie to tak operować ludźmi stojącymi na stacji metra, aby wymiana pasażerów następowała w jak najkrótszym czasie. Jeżeli do któregoś wejścia jest dłuższa kolejna niż do następnego to taka sytuacja jest pozbawiona sensu i niedopuszczalna.

Metro funkcjonuje w tym kraju jak jedna wielka szwajcarska maszyna. Wszystko jest zautomatyzowane, większość pociągów nie posiada motorniczego i przyjeżdża co 120 sek. nawet w weekendy!

Coś dla fanów Adama Małysza.

Taka toaleta nie jest dla mnie wielkim zaskoczeniem ponieważ spotkałem ja już wielokrotnie w róznych częściach świata ale warto o niej wspomnieć.

Tak zwana ubikacja na „Małysza” jest powszechnie wykorzystywana w krajach islamskich choć jak widać przyjęła się i tutaj. Można ja spotkać też na bałkańskich uczelniach choćby w Macedonii. Co ciekawe lekarze uważają, że taka konstrukcja pod wieloma względami jest zdrowsza niż ta, którą wykorzystujemy w naszych domach. Ale to temat na inną notatkę …

Porządek i dyscyplina to w tym kraju taki sam standard jak w Polsce rosół w niedzielę na obiad.

Nie kończąc jeszcze tematyki toalet warto pokazać jakie komiksy można w nich znaleźć. Pierwszy z nich mówi aby spłukiwać wodę po skorzystaniu z toalety. Niby sprawa oczywista ale zaskakujące jest to, że jeśli tego nie zrobimy możemy dostać mandat. Słyszałem, że policja potrafi wejść do ubikacji i sprawdzić czy spuściłeś w niej wodę, a jeśli nie to … mandat.

W jaki sposób nauczyć swoich obywateli dobrych nawyków jeśli mówią oni w kilku całkowicie różnych językach? Najłatwiej poprzez obrazki, ewentualnie komiksy. I tak właśnie władze Singapuru rozwiązały ten problem. W całym kraju można znaleźć wiele komiksów uczących ludzi dobrych manier. Bardzo pozytywne jest to, że zwykle zawierają one sporą dawkę humoru.

Zobacz także: Singapur w 6 godzin, czyli jak wykorzystać przesiadkę na lotnisku

Przesiadka w Singapurze

Z czego słynie Singapur?

Przede wszystkim z niezwykłych „Super drzew”, hotelu Marina Sand Bay, niezliczonych wieżowców, znienawidzonego przez mieszkańców posągu pół lwa pół ryby i codziennych ogromnych spektakli artystycznych woda – światło – dźwięk.

Jeśli ktoś zastanawia się ile musi poświęcić czasu aby to wszystko na spokojnie zobaczyć, to już podpowiadam. Trzeba na to poświęcić od 6 do 8 godzin. Wliczając w to odprawy na lotnisku. Więc jeśli ktoś się zastanawia czy warto opuścić lotnisko w tym niezwykłym, niedużym kraju czekając na przesiadkę to odpowiadam, że TAK. Poniżej zamieszczam plan na 6 godzin zwiedzania.

Na czerwona zaznaczyłem trasę obowiązkową, a na niebiesko to co moim zdaniem warto dodać do trasy czyli samo serce dzielnicy wieżowców.


Plan 6 godzinnej wycieczki po Singapurze

Wystarczy wysiąść na trasie metra z lotniska na „City Hall”. W odległości ok 300 m znajdziemy symbol Singapuru Merlion czyli pół lwa pół rybę.

Następnie kierując się wybrzeżem na Marina Sand Bay podziwiamy z prawej naszej strony gigantyczne wieżowce, jeśli nam czas pozwala możemy na chwilę skręcić w prawo (niebieskie kropki) i wejść na dzielnicę biznesową. Osobiście polecam taką wycieczkę ponieważ w Europie nie ma ani jednego miasta w którym możemy doświadczyć obecności, aż tylu tak wysoki budynków.


Pokazy świetlne na Marina Sand Bay

Wracając na nabrzeże kierując się w stronę Marina Sand Bay jeśli mamy szczęście trafimy przed wejściem do słynnego hotelu na jedno z kilku show, które odbywają się na zatoce. Nd – Czw 20:00, 21:30, Pt i Sb 20:00, 21:30, 23:00. Przedstawienie trwa standardowo 15min.

Pokaz łączący z sobą, tańczące fontanny, muzykę i rzutowanie filmów na ścianie wody nie jest dziś czymś wyjątkowym. Tutaj natomiast mamy jeszcze dołożone gigantyczne lasery umieszczone na dachu hotelu i przepiękny widok na podświetlone drapacze chmur z lewej strony „sceny”. Po zakończonym przedstawieniu możemy przejść kładką przez wnętrze słynnego hotelu na jego drugą stronę gdzie trafimy prosto na kolejny symbol miasta czyli gigantyczne sztuczne drzewa.


Superdrzewa show

Jeśli jesteśmy wielkimi szczęściarzami to trafimy na kolejne codzienne show. Tym razem same światła i dźwięki. Ta atrakcja Singapuru prezentowana jest codziennie dwukrotnie (19:45, 20:45, w weekendy dodatkowo o 21:45). Przedstawienie to trwa 15min. Natomiast aby podziwiać ją z kładki rozwieszonej pomiędzy drzewami trzeba pojawić się na miejscu  przez 21:40 min  bo wtedy jest ostatnie wejście na kładkę. Jeśli goni nas czas to można wrócić na lotnisko metrem z podziemi Hotelu Merina Sands May , po drodze wskoczyć do jednego z sklepów spożywczych lub do jednej z dziesiątek restauracji.

Jeśli mamy więcej czasu możemy zamknąć pętle udając się na zachód przez długi spiralny most – znany również jako most DNA .

Po takich aktywnych kilku godzinach będziemy mieli pewność, ze wszystko co najciekawsze albo inaczej mówiąc wszystko co najsłynniejsze w tym państwie zobaczyliśmy.

Na koniec chciałbym dodać od siebie, że nie jestem zwolennikiem, aż tak szybkiego zwiedzania bo co prawda wiele się zobaczy ale nic się nie poczuje. Warto czasem się zatrzymać, posłuchać miejsca w którym się jest i porozmawiać z ludźmi najlepiej przy regionalnym posiłku. Ale z drugiej strony jeśli goni nas czas to warto wykorzystać go jak najlepiej.

Odwiedziny Singapuru to jak wycieczka na inną planetę.

zobacz także: Co spakować na wyjazd w tropiki, Singapur praktycznie, czy zbiór pomocnych informacji lub luźny zbiór ciekawostek z podróży po Singapurze

Darmowy poradnik świadomego, bezpiecznego i taniego podróżowani

Jeżeli jesteś zainteresowany tematyką podróżnicza ? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Rajzyfiber logo alternatywne

Singapur informacje praktyczne

Jeśli ktoś się wybiera do Singapuru to w tym poście znajdzie same przydatne informacje i praktyczne wskazówki. Jeśli chcesz poprzeglądać fotki z tego niezwykłego kraju zapraszam do innych postów, jeśli natomiast poczytać coś ciekawego to tutaj znajdziesz to czego szukasz.

Wszystkie informacje zawarte w tekście (godziny, ceny itp) pochodzą z maja 2016r. Część z nich została przeze mnie osobiście potwierdzona, a pozostała część pochodzi bezpośrednio od mieszkańców Singapuru.



Światło – woda – dźwięk -> Singapur 🙂

W Gardens by the bay czyli tam gdzie postawiono słynne Super Drzewa codziennie odgrywane jest przedstawienie o 19:45, 20:45, oraz w weekendy dodatkowo o 21:45. Trwa zwykle 15min.

Drugie przedstawienie tym razem na wodach zatoki przed hotelem Marina Sand Bay pod tytułem „Wonder Full”  odbywa się od niedzieli do czwartku o 20:00 i 21:30 a w pozostałe dni dodatkowo też o 23.00


Widok z góry na miasto

Bar na dachu Marina Bay Sands  dostępny jest za darmo dla odwiedzających – nie klientów hotelu – w poniedziałki i wtorki.

Level 33 w Marina Bay Financial Center, to kolejny darmowy bar na wysokości. Podobno sprzedają tam dobre piwo. Zwykle jest tam sporo turystów dlatego lepiej pojawić się tam popołudniu niż pod wieczór.

Zwykle można się też załapać na przepiękną darmową panoramę miasta z centrum handlowego Ion Orchard, a dokładnie z baru Ion Sky, który znajduje się na 55 piętrze. Lokal jest dostępny za darmo codziennie od 11:00 do 13:00 po za dniami gdy dostępny nie jest – gdyż często jest rezerwowany na prywatne wydarzenia.

Ostatni z barów, położony najwyżej z wszystkich pozostałych w kraju – niestety wstęp jest płatny – znajduje się  w One Raffles Place.

czytaj też: co najbardziej zaskoczyło mnie w Singapurze


Gdzie się udać wieczorem w Singapurze?

Środa to cotygodniowy dzień kobiet. Wtedy panie wchodzą za darmo do większości klubów i barów. W części z nich otrzymują nawet darmowe napoje.

Clarke Quay to najpopularniejsza nocna – imprezowa – dzielnica z kolorowymi kolonialnymi zabudowaniami, muzyką na żywo i sąsiedztwem rzeki. Warto się tam wybrać na spotkanie z znajomymi lub na wieczorny romantyczny spacer.


Dzielnice „tematyczne”

Jedna z ulic miasta nazywa się Arab Street (ulica Arabska) i w przeszłości była powszechnie zamieszkana właśnie przez ludność Muzułmańską. Dziś stanowi ona sporą atrakcje turystyczną ponieważ można tam kupić wiele „pamiątek” z bliskiego wschodu, lamp, dywanów itp a wszystko to w otoczeniu kolorowych domów i okazałego meczetu.

Na jednej z równoległych ulic znajduje się  Haji Lane „dzielnica” hipsterska. Jest to bardzo kolorowa ulica z starymi zabudowaniami wymalowanymi w różne pozytywne wzory. Można tutaj zakupić wiele modnych ubrań, napić się kawy w modnym hipsterskim stylu np. w towarzystwie kotów lub w lokalu w którym samodzielnie musisz sobie kawę przygotować.

Jak w każdym dużym mieście w tej części świata i tutaj znajdziesz Chińską Dzielnicę, dawniej zamieszkaną przez – co zaskakujące – chińczyków, a dziś pełniącą już tylko funkcję atrakcji turystycznej dla przyjezdnych. Można tu zjeść trochę chińskich potraw, kupić przeróżne produkty z Państwa Środka jak i oryginalne podróbki.

Jeśli znalazłeś już jedną dzielnicę to na pewno spodziewasz się też Dzielnicy Hinduskiej tutaj nazywanej Małymi Indiami. Jest to dzielnica Hinduska jakich pełno w innych miastach. Można tu kupić, przeróżne aromatyczne potrawy, jak i same przyprawy i klimatyczne ubrania. To co ją jednak wyróżnia to Mustafa Center w Farrer Park spore – bo 6 piętrowe – centrum handlowe otwarte 24h na dobę 7 dni w tygodniu podobno przez cały okrągły rok. Można w nim znaleźć wszystko począwszy od artykułów spożywczych i ubrań poprzez zegarki, biżuterię a skończywszy na pamiątkach z Wielkiej Brytanii. Warto odwiedzić to miejsce nawet jeśli nie planujemy żadnych zakupów.

Kolejne niezwykłe miejsce niczym z filmu, które warto odwiedzić to Parkview Square. Z zewnątrz prezentuje się jak tło z filmów o Batmanie. Wysoki monumentalny budynek, trochę surowy, szary jakby z Gotham City. We wnętrzu natomiast bogato zdobiony niczym z renesansowego pałacu czy posiadłości z filmu Wielki Gatsby. Wystrój podobno był wzorowany na posiadłościach z lat 30 dwudziestego wieku, z freskami na ścianach i staroświeckimi drewnianymi meblami.

Inne miejsce z kategorii najdziwniejsze, które warto odwiedzić jeśli lubisz niecodzienne figury to ’HAW PAR VILLA’. Jest to spory park wypełniony różnymi chińskimi dużymi figurami w tematycznych wioskach. Można tam znaleźć syreny, śmieszne miłe zwierzątka ale i 10 poziomów piekła w których zaprezentowano w jaki sposób będą ukarani grzesznicy w nawiązaniu do tradycyjnych wierzeń. Szczególnie ta ostatnia wioska cieszy się największą popularnością  wśród odwiedzających.


Atrakcje w wolnym czasie

Wyspa Sentosa jest bez wątpienia jednym z najbardziej rozrywkowych miejsc na świecie. Park rozrywki Universal Studios Singapore, park wodny, oceanarium, park z atrakcjami typu extreme, tuba powietrzna do latania, a po za tym piękne plaże, liczne hotele i restauracje. Wszystko to za 4S$ jeśli podróżujesz pieszo, trochę więcej za wjazd kolejką. Pozostałe atrakcje płatne osobno lub pakietami.

Miejscowi jednak z powodu cen panujących na wyspie odradzają robienie tam zakupów jak i korzystanie z tamtejszych punktów gastronomicznych – nie wspominając już o ekskluzywnych restauracjach. Przed wejściem na wyspę w pobliskich centrum handlowym dobrze jest zrobić ewentualne zakupy lub zjeść posiłek za wiele mniejsze pieniądze.

Spędzając kilka dni w Singapurze nie można nie odwiedzić tej wyspy. Jest tam tyle atrakcji, że pewnie i cały tydzień możne nam nie wystarczyć aby się w pełni nią nacieszyć. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że odpoczywając na plażach Sentos odpoczywamy tak naprawdę na piaskach przywiezionych z Indonezji.

Udział w prawdziwym Safari  w tym niezwykłym mieście też jest możliwy. Mało tego, możemy wybrać się na nocne safari czynne od 19:00 do 24:00 (jeździmy kolejką pomiędzy zwierzętami i bierzemy udział  w kilku pokazach) lub rzeczne safari podziwiając zwierzęta z pokładu łódek i licznych gigantycznych akwariach.


Relaks w wielkim mieście

Jeśli po obcowaniu wśród kosmicznych drapaczy chmur i tłumu turystów z całego świata przyjdzie nam ochota na odpoczynek w spokojnym otoczeniu najlepiej wybrać się na Południową Wyspę Singapuru. Można się tam dostać promem z Sentosa o, którym nikt z turystów właściwie nie wie. Dlatego na miejscu można odkryć niemalże dzikie – jak na otoczenie metropolii – plaże. Największą wadą wyprawy w tak dzikie regiony Singapuru jest to, że powrotny prom pływa tylko raz na dobę, co automatycznie jest największą zaletą ponieważ przepustowość takiego transportu jest bardzo ograniczona 🙂 Rozkład jazdy promów lepiej sprawdzić wcześniej.

Jeśli lubisz otoczenie roślin, dzikich lasów, dużych połaci łąk i dzikich zwierząt na wolności to powinieneś wybrać się … gdzieś indziej. Ale jeśli wystarczą Ci piękne kwiaty w nowoczesnym otoczeniu to koniecznie powinieneś zawitać w ogrodach botanicznych, a szczególnie odwiedzić Orchid Garden. Wstęp tam to wydatek ok 5 S$, chyba że posiadasz legitymację studencką – nie koniecznie aktualną – to wtedy wchodzisz za darmo.


Transport miejski

Jeśli chodzi o przemieszczanie się po Singapurze to samochód odpada, o taksówce nie wspomnę. Autobus też nie jest najlepszym rozwiązaniem ponieważ system informacyjny o aktualnym położeniu pojazdu jak i kolejnym przystanku tutaj nie funkcjonuje. Korki jako to w dużym mieście nie należą do zjawisk rzadkich, raczej do naturalnych dlatego też warto zejść pod ziemię.

Metro jest rewelacyjne, dopracowane i klimatyzowane. Częstotliwość przyjazdów na stacje to w pewnych godzinach tylko 2 min – z zegarkiem na ręku. Po za tym obsługa pilnuje aby kolejki do każdych drzwi tych w pełni zautomatyzowanych pojazdów – bez kierowców – miały mniej więcej taką samą długość, dzięki czemu w ciągu tych 120 sek może wymienić się naprawdę spora masa ludzi. Czytałem parę lat temu w pewnej popularno naukowej gazecie informację, że w Singapurze wybudowano już kilkadziesiąt kolejnych stacji metra i kolejnych lini, które będą czekać kilkanaście lat na swoje otwarcie. Dlaczego? Podobno podłoże tego kraju jest na tyle stabilne, że wszystkie podziemne prace przebiegają sprawnie, natomiast naziemne z powodu zagęszczenia zabudowy już gorzej. Jednak podczas mojego pobytu tam nie udało mi się tej informacji potwierdzić.


Muzea i kultura

Pomimo, że Singapur ten słynie z bardzo rozbudowanego przemysłu turystycznego – wspominałem już, że liczba turystów co roku przekracza liczbę mieszkańców – to muzea nie należą do jego mocnych stron. Sami mieszkańcy odradzają wizyty w nich, ponieważ co mogło ciekawego wydarzyć się przez 200 lat historii kraju – nie licząc ostatnich 50 gdy to wioska zmieniła się w metropolię. Podobno większość z nich jest na tyle nudna, że dość łatwo załapać się na darmowe wystawy. Za takie pieniądze to może i warto 🙂

Ciekawą alternatywą dla typowych muzeów jest wyspa Pulau Ubin, znana również jako Ubin Island. Znajduje się na niej skansen – historyczna wioska – dzięki czemu wyprawa promem za 2.5 S$ nie tylko przeniesie nas na malutką naturalną wyspę ale również w czasie o kilkadziesiąt lat. Wyspa graniczy z Malezją i znajduje się na północ od lotniska, i to właśnie z tamtych stron Singapuru wypływa prom. Na wyspie można sobie wypożyczyć rower i dla rozruszania zrobić rundkę dookoła tej malutkiej zielonej wyspy z licznymi plażami i jeziorkami.

Esplanade lub inaczej „Teatr Esplanade nad zatoką” to dla wielu degustatorów kultury kolejna z wizytówek tego miasta.  Piękna nowoczesna architektura, muzyka na żywo wewnątrz lub na zewnątrz budynku i do tego okazjonalnie za darmo. Warto więcej na temat repertuaru poszperać w Internecie ponieważ wizyta w Esplanade  może okazać się miłym dodatkiem do planu zwiedzania tego miasta.

czytaj też: Co spakować na wyjazd do Singapuru


Kilka zdań na temat jedzenia

Gdzie zawsze warto zjeść? Oczywiście tam gdzie jedzą „tubylcy” czyli tani sprawdzony zawsze świeży street food. W Singapurze warto się wybrać do Hawker Center i spróbować z kuchni azjatyckich Chicken rice (kurczak z ryżem), Fried Carrot Cake (ciasto marchewkowe), char kway teow (tradycyjny malezyjski makaron z sosami sojowymi i wieloma dodatkami) , hokkien noodles( smażony żółty makaron z owocami morza), Bak Chor Mee (makaron z mieloną wieprzowiną) i Laksa (makaron gotowany z mleczkiem kokosowym i krewetkami podawany w pikantnej formie). Ponad to z kuchni Indyjskich warto spróbować roti prata (hinduski naleśnik), Appam (naleśnik z czerwonym cukrem), rojak (hinduska sałatka lub ciasto owocowe), tulang merah (jagnięcina podawana wraz z kością i szpikiem w sosie).

Z pozostałych typowo malezyjskich dań Mee rebus, nasi lemak (ryż kokosowy), mee siam, satay i mee goreng. Na deser lody kachang (sorbet z syropami smakowymi) , chendol, tao suan, zupa z czerownej fasoli, zupa z zielonej fasoli. Jeśli mowa o napojach: soursop, sok z trzciny cukrowej, bandung (bardzo słodki napój o smaku róży na bazie mleczka kondensowanego) milo i szejk z awokado z dodatkiem czekoladowego syropu.

W żadnym azjatyckim kraju nie może obejść się bez owoców morza tak więc podczas pobytu w Singapurze warto zamówić:  czyli krab, krab w sosie pieprzowym, sałatka z krabich jajeczek, płaszczka, małże w sosie, Gong Gong (małże gotowane na parze) and sambal kangkong (wodorosty w paści z chili)

Jeśli zobaczysz na drodze zaparkowany motor z kolorowym parasolem to najprawdopodobniej szczęśliwie trafiłeś na sprzedawcę lodów zawiniętych w kolorowy tęczowy chleb. Obowiązkowo trzeba ich spróbować. Wszyscy je uwielbiają, a kosztują tylko 1.5 S$.

Jeśli ktoś z Twojego towarzystwa jest uczulony na ostre przyprawy lub po porostu za nimi nie przepada to warto uprzedzić o tym kelnera – jeśli stołujecie się w restauracjach. Singapur nie należy do Tajlandii ale pomimo tego skala ostrości potraw jest podobna, czterostopniowa:  średnie, ostre, bardzo ostre i tylko dla ludności lokalnej.

Jeśli chodzi o śniadania to klasyczne lokalne składa się z Kaya tostu czyli tostu posmarowanego dżemem kokosowym, podobno najlepsze podają w Ya Kun Kaya.

To co widziałem w tym mieście przerosło moje oczekiwania ale odwiedziny u Merliona ( tego pół lawa i pół rybę) to przereklamowana atrakcja.


Kilka zdań co warto pominąć

Na pewno nie warto próbować Singapore Sling. Nie jest to tak jakby się mogło wydawać przysmak lokalnej ludności. Jest to najzwyklejszy drink z sokiem ananasowym, który tylko przez to że jest znany kosztuje katastrofalne 75zł za porcję w lokalu.  Jeśli mimo to ktoś ma ochotę go spróbować to najlepiej kupić butelkę tego napoju w supermarkecie i delektować się nim w domu. Cena nieporównywalnie mniejsza, a smak ten sam.

Jeśli już mowa o alkoholach to trzeba uprzedzić, że w tym kraju – jak zresztą w wszystkich tego typu metropoliach – jego ceny są zawyżone. Jeśli planujesz poimprezować za rozsądne pieniądze to niestety źle trafiłeś. Butelka piwa to przeciętny wydatek 35zł w barze i 25 zł w sklepie.

Wspomniałem już gdzie jedzą mieszkańcy Singapuru więc wspomnę jeszcze gdzie na pewno nie jedzą i dlaczego. Warto omijać – jeśli jest na to czas – Food Republic, Gluttons Bay i food court w Marina Bay Sands Mall, Rasapura Masters. Są to miejsca nastawione na turystów dlatego jedzenie kosztuje tam nawet 5 razy więcej niż w pozostałych miejscach.

Piszę o tym też w innych postach ale przytoczę tutaj cenę do porównania ile może kosztować posiłek na jednym z największych lotnisk na świecie, Bangkoku. Tam jeśli udamy się do Food Court możemy zapłacić za duża porcję ryżu z mięsem, sosami i warzywami mniej niż 5 zł, z napojem i dodatkami mniej niż 10zł. W wyżej wspomnianych lokalizacjach ciężko zjeść podobne danie za mnie niż 20zł. Dlatego warto pomijać miejsca turystyczne jeśli planujemy zjeść coś smacznego i się nie spłukać.

Niestety w tym mieście znalezienie miejsca gdzie można kupić klasyczny street food o dziwo nie jest proste. Warto pytać  osoby napotkane na ulicy o wskazówki. Kierować się za osobami starszymi – młodzież woli sieciówki – i wybierać stoiska z najdłuższymi kolejkami. Czasem do „straganu” który na pierwszy rzut oka nas odrzuca ludzie czekają 30 minut pomimo, że sąsiedni oferuje to samo za tą samą cenę jest pusty. Ludzie w Azji bardzo cenią sobie rekomendacje i mam wrażenie, że jeśli raz odkryją miejsce, które ich satysfakcjonuje to są mu wierni na wiele lat.


Wymiana waluty

Ja osobiście nigdy nie korzystam z kantorów, wolę podejść do dowolnego bankomatu i wypłacić z niego gotówkę kiedy tylko mam taką potrzebę, a jedząc na straganach często mi się to zdarza. Co warto wiedzieć o finansach wybierając się w trasę napiszę w osobnym poście. Jeśli jednak preferujesz trzymać w portfelu papierowe banknoty – choć w Singapurze, jak i zresztą w tej części Azji bardziej przypominają one niezniszczalny plastik niż znany nam papier – warto udać się do kantorów w Chinatown lub Little India ponieważ tam oferują najbardziej opłacalne kursy.


Zakupy elektroniki

Zakupy elektroniki są dla wielu turystów odwiedzających Azję punktem obowiązkowym każdej wyprawy. Jednym z miejsc gdzie można natrafić na bardzo okazyjne ceny jest Sim Lim Squar. Trzeba jednak w tym miejscu ostrzec, że jest to jedno z tych miejsc gdzie miejscowi są traktowani na równi z turystami – wszyscy mogą zostać oszukani i naciągnięci. Koniecznie trzeba sprawdzać cenę 4 razy, a sam zakupywany produkt nawet 5. Łatwo dać się nabrać. Kolejnym miejsce gdzie można wybrać się na zakupy elektroniki jest centrum handlowe Funan IT Mall znajdujące się w City Hall. Te jednak jest uważane, ze trochę droższe ale też bezpieczniejsze.


Co robić na lotnisku ?? 

Na to pytanie jest bardzo trudno odpowiedzieć nie dlatego, że nie ma co robić ale właśnie dlatego, że władze lotniska zaplanowały, aż zbyt wiele darmowych rozrywek. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Można zrelaksować się w jednym z kilku „ogrodów” między innymi w wypełnionym słonecznikami lub z wolno fruwającymi motylami. Jeśli wolisz kino to masz aż 3 do wyboru. Darmowe 24/7 sale kinowe są dostępne dla wszystkich pasażerów. Preferujesz nowe technologie to strefa 3D jest właśnie dla Ciebie. Masz ochotę poserfować w sieci to do wyboru masz WiFi lub darmowe komputery. Może chwila  z rami komputerowymi? Oczywiście kilka konsol czeka na Ciebie. Jeśli zrobisz zakupy gdziekolwiek na lotnisku za przynajmniej 30zł to możesz skorzystać z największej suchej zjeżdżali – 12 metrów zabawy przy prędkości nawet 6 m/s . Na koniec dnia warto jeszcze trochę pomęczyć umysł w strefie  łamigłówek i zadań zręcznościowych aby później udać się na darmowy masaż i do jednej z licznych kapsuł lub „kanap” do spania.

Lotnisko w Singapurze jest przez wielu nazywane najlepszym lotniskiem na świecie. Patrząc jakie atrakcje i usługi oferuje dla podróżnych ciężko się z tą opinią nie zgodzić.

Informacje zawarte w tym tekście pochodzą m.in od Shian Bang, którego bez problemu znajdziecie na CouchSurfingu.

PS: Ceny podane w poście są przeliczane z dolarów singapurskich (S$) na złotówki po kursie z 2016 roku czyli zaokrąglając 1S$ to 3 zł.

zobacz także: Singapur w 6 godzin – plan zwiedzania

Rajzyfiber

Możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Bucket list

W tym poście znajdziesz „bucket list” czyli listę moich planów do zrealizowania w życiu i kilka przemyśleń na temat tego o czym warto marzyć. Ponadto podzielę się z Tobą lekarstwem na depresję „po-urlopową” i kilkoma filmowymi pozycjami które warto zobaczyć gdy jeszcze nie jest za późno. Miłej lektury.



Pozytywne skutki planowania

Każdy prawdopodobnie doświadczył przynajmniej raz w życiu sytuacji, że po wspaniałym wyjeździe zamiast emanować radością, popadał w „depresję pourlopową”. To naturalna kolej rzeczy. Podczas wyjazdu gdy jesteśmy zrelaksowani i cieszymy się życiem nasz mózg pompowany jest codziennie dużą porcją endorfin (hormonów szczęścia). Gdy wracamy do domu wysoki poziom tych substancji, do którego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, musi się obniżyć, a nasz organizm poprzez spadek nastroju nam o tym tylko przypomina. Jak temu zaradzić? Czytałem kilkukrotnie, że człowiek osiąga wyższy poziom szczęścia nie podczas wakacji ale podczas planowania podróży, dlatego kolejny wyjazd warto planować już od razu po powrocie.

Dlaczego tak jest? Gdy myślimy o wakacjach czy ogólniej mówiąc przygodach, nasza wyobraźnia szaleje i kreuje wizje nieograniczonej radości podczas idealnych wojaży. Podczas samych wyjazdów zwykle aż tak idealnie nie jest, bo to pogoda nie dopisała, a to zmęczenie dopadło czy klątwa faraona, albo zwyczajny kac. Oczywiście nie zawsze i nie u każdego tak to wygląda, ale warto zrozumieć dlaczego planowanie idealnych podróży jest dla nas aż tak pozytywnym doświadczeniem.

Niestety w życiu większość osób ma dokładnie tak samo. Uwielbiamy fantazjować o sukcesie w życiu, bogactwie, idealnej sylwetce i o wszystkim innym czego nie planujemy w życiu nigdy zrealizować.  Po to właśnie są marzenia aby podnosić nasz poziom szczęścia tu i teraz, gdy zaczynamy tworzyć przyjemne wizje otoczeni szarą nudną ale wygodną rzeczywistością. I tutaj z pomocą pojawia się bucket list, która dostarcza nam kolejnych planów…

więcej na temat uszczęśliwiającej mocy planowania znajdziesz tutaj: Mieć czy być – badania naukowe


Lista marzeń „na później”

Na wszystko przyjdzie czas, dlatego nie ma się co śpieszyć z realizacją swoich marzeń. W końcu po to właśnie są marzenia, aby je mieć.

Jeżeli masz problem z odkładaniem realizacji planów na później to warto zobaczyć poniższy (zaskakująco popularny) film tłumaczący co dzieje się w Twojej głowie z nieracjonalną małpką ….

Marzenia są po to aby je mieć, cele po to aby realizować


Lista celów do zrealizowania w życiu

Poniżej znajdziesz listę moich celów, które postaram się w życiu zrealizować lub już to zrobiłem. Większość pozycji dotyczy szeroko rozumianych przyjemności takich jak cele podróży czy ekstremalne wyzwania. Cześć z tych pozycji mogę zrealizować nawet dziś, ale z jakiegoś powodu nie znalazłem na to jeszcze czasu. Jednak znajdziesz na niej również ambitne i czasochłonne cele dzięki którym moje życie nabiera większego sensu i staje się bardziej ekscytujące. Są one ułożone mniej więcej w w kolejności chronologicznej w której pojawiły się w mojej głowie. Zamieściłem tam w większości pozycje o których marzyłem od zawsze i kilka takich, które wskoczyły mi nagle podczas pisania tego tekstu.

Pod tą długą listą zamieściłem jeszcze parę swoich przemyśleń objaśniających czym kierowałem się przy zamieszczaniu tych pozycji oraz co rozumiem przez pojęcie „marzenia warte marzenia” i cele warte zrealizowania. Podzielę się z Tobą również jaką metodą warto się kierować aby coraz więcej pozycji systematycznie z niej skreślać.

Bucket list:

  • Zobaczyć piramidy na własne oczy
  • Objechać Europę autostopem
  • Objechać Bałtyk na rowerze
  • Skoczyć na bungie
  • Skoczyć ze spadochronem z samolotu
  • Wejść na górę Olimp
  • Pojechać na zagraniczną praktykę
  • Zrobić tatuaż
  • Pojechać na Woodstock
  • Kibicować na meczu Barcelona Real
  • Spróbować Szampana w Szampanii
  • Zobaczyć fiordy w Norwegi
  • Obejrzeć Stonehenge i rozczarować się jego skalą
  • Spać w zamku w którym straszy
  • Strzelać z ostrej amunicji
  • Spróbować pływać na surfingu w Portugalii
  • Spróbować kitesurfingu
  • Jeździć po Alpach na desce
  • Jeździć w lesie poza trasą na desce w Alpach
  • Skoczyć z deską z helikoptera na szczyt góry
  • Odwiedzić Mont-Saint-Michel – górę świętego Michała
  • Zobaczyć na żywo korridę w Hiszpanii
  • Przejechać się skuterem wodnym
  • Przejechać się skuterem śnieżnym
  • Przejechać się motorem ponad 200km/h
  • Odwiedzić karnawał w Rio
  • Zjeść kasztany z pl. Pigalle
  • Napić się herbatki o 17.00 w Londynie
  • Napić się kawy espresso w Rzymie
  • Przepłynąć kanał gondolą w Wenecji
  • Zorganizować akcję pomocową
  • Przebiec maraton
  • Ukończyć triatlon
  • Zdobyć Rysy
  • Zdobyć Mont Blanc
  • Zjeść oryginalnego kebaba
  • Wejść na wieżę Eiffel
  • Sylwester w Nowym Jorku
  • Przejść się po murze Chińskim
  • Zobaczyć dzikiego kangura w Australii
  • Odwiedzić operę w Sydney
  • Odwiedzić Centrum Nauki Kopernik
  • Odwiedzić Nowe Muzeum Śląskie
  • Odwiedzić Muzeum Picassa w Barcelonie
  • Odwiedzić Muzeum Powstań Śląskich
  • Odwiedzić muzeum Powstania Warszawskiego
  • Pływać wraz z delfinami
  • Popływać na wakesurfingu po wodach zatoki Ha Long Bay za motorówką
  • Przelecieć się lotnią
  • Przelecieć się szybowcem
  • Przelecieć się balonem
  • Zanurkować z butlą na rafie koralowej
  • Spróbować sushi w Tokio
  • Zjeść belgijską czekoladę w Brukseli
  • Spróbować sera w Zurichu
  • Poprowadzić Lamborghini
  • Wydać kalendarz historyczny o Katowicach
  • Spędzić w ogromnej jaskinie ponad 24h
  • Kupić Matrioszkę w Moskwie
  • Wziąć udział w walce na pomidory w Hiszpanii
  • Odwiedzić oceanarium w Walencji
  • Pojeździć na snowboardzie w Dubaju
  • Napić się Whisky w Szkocji
  • Zobaczyć zorze polarną
  • Polatać w tunelu aerodynamicznym
  • Odwiedzić Disneyland na Florydzie
  • Odwiedzić Disneyland w Paryżu
  • Napić się piwa na Oktoberfescie
  • Odwiedzić targi nowoczesnych technologi w Barcelonie
  • Ukończyć maraton w Bostonie (najstarszy maraton na świecie)
  • Odwiedzić EXPO
  • Sylwester pod wieżą Eiffla
  • Odwiedzić muzeum Tesli w Belgradzie
  • Otworzyć firmę
  • Założyć własny blog
  • Napisać książkę
  • Wydać książkę
  • Odkryć prawdziwą skamielinę
  • Otworzyć fundację
  • Opatentować wynalazek
  • Odwiedzić wszystkie 7 kontynentów
  • Otworzyć muzeum edukacji
  • Nazwać nowy gatunek zwierzęcia
  • Odwiedzić przynajmniej połowę +1 pozycję z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO


Jeśli jakieś pozycje na tej liście pokrywają się z tymi na Twojej, to może wspólnie coś podziałamy aby je zrealizować?

Pozostając w tej tematyce warto zobaczyć bardzo pozytywny film „Choć goni nas czas” z 2007 roku w obsadzie z Morganem Freemanem i Jackiem Nicholsonem (trailer poniżej).


Uwagi dotyczące bucket list

Bardzo ważne  jest aby z takiej listy nie usuwać zrealizowanych pozycji. Dzięki nim dostrzegamy jak ciekawe było do tej pory nasze życie (o czym w gorszych chwilach zapominamy) oraz takie skreślone pozycje działają na nas motywacyjnie. Skoro tyle się udało dotychczas to i z kolejnymi pójdzie łatwo.


O czym warto marzyć, a co warto planować

Nie wiem, czy dostrzegłeś ale na powyższej liście nie znajduje się żaden materialny przedmiot o którym marzę aby zakupić na własność. Cześć pozycji jest bezpośrednio powiązana z wydawaniem pieniędzy (choćby wejście na wieżę Eiffla) ale należą one do mniejszości. Nieporównywalna większość z pozycji może być zrealizowana bez wydawania na nią, ani jednej złotówki (euro czy dolara). Kawy w Rzymie mogę napić się u znajomego na mieszkaniu, popływać na surfingu u przyjaciół, którzy ma swoje deskę, a Alpy na snowboardzie to także kwestia znajomości porozrzucanych na całym świecie. Dotrzeć tam można autostopem, a nocować na CouchSurfingu.

Wiesz dlaczego jest to dla mnie takie ważne aby moje cele nie były powiązane z finansami? Bo już na starcie odpada mi jedna z wymówek!

Jedna z moich tapet motywacyjnych dostępnych na stronie #motywacja


Wydaje mi się, że nie warto marzyć o rzeczach materialnych bo te bardzo szybko tracą na atrakcyjności. Porównaj sobie wspomnienie zakupu nowego telefonu 5 lat temu, a uczucie zdobycia najwyższego w swoim życiu szczytu górskiego 10 lat temu. Co milej wspominasz i częściej przywołujesz z pamięci podczas spotkań z znajomymi?

Ponoć w życiu warto wydawać pieniądze tylko na podróże, lub szerzej mówiąc na wspomnienia i emocje. [Jako dygresję dodam tutaj jeszcze, że nie warto oszczędzać na zdrowiu i doznaniach kulinarnych.] Bo takie pamiątki zostaną w naszej pamięci najdłużej.


Marzyć warto o

O czym warto tylko marzyć ? Chyba o takich rzeczach, przeżyciach czy czynnościach, które w naszej wyobraźni nas podbudują, uszczęśliwią ale tak naprawdę nie chcemy ich realizować. Co na przykład? Samotna długa podróż, zdobycie Mount Everest czy odkrywanie dzikich obszarów amazońskiej dżungli. Realizacja tych wszystkich marzeń jest tak wyczerpująca, uciążliwa, długoterminowa i niebezpieczna, że dla przeciętnego zjadacza chleba „prawie” poza zasięgiem. Rozmyślenia jakby to było odkryć zaginiony grobowiec, bardzo nas odprężają i pozwalają złapać oddech w korporacyjnym wyścigu szczurów dlatego nie ma w nich nic złego. W takich fantazjach pomijamy miliony komarów, wilgotność powietrza prawie 100% i nieznośny smród własnego ciała co ni jak się ma do romantycznych scen z Indiana Jonesa. Zresztą w tym celu powstały gry komputerowe aby wprowadzać nas w krainy naszych fantazji.

Nie ma też nic złego w marzeniach o nowym sportowym samochodzie, smartfonie, drogim zegarku lub dziesiątej parze butów. Nie ma, dopóki jest to dla nas motywacja aby odkładać pieniądze (kredyt konsumencki to największy idiotyzm w takiej sytuacji). Gwarantuję Ci, że w sytuacji gdy będzie Cię na coś stać, o czym marzyłeś wiele lat i będziesz w stanie przed zakupem z tego zrezygnować to też będziesz szczęśliwy. Sama świadomość, że na coś Cię stać i potrafisz z tego zrezygnować to genialne uczucie. Pomyśl, że za cenę nowego sportowego samochodu mógłbyś spędzić kilka lat w podróży!

Nawet gdy wyjedziesz tylko na trzy miesiące gdzieś w trasę (w takiej sytuacji stać Cię na bezpłatny urlop) to nazbierasz więcej niezapomnianych marzeń niż przez resztę standardowego konsumenckiego życia. Jeżeli jednak bardzo Ci zależy na tym aucie (albo smartfonie, laptopie) bo Twój sąsiad właśnie kupił taki wóz, to zastanów się czy wydasz te pieniądze na spełnienie swoich marzeń czy skopiowaniu marzeń „kolegi”?


Jak nie przespać życia ?

Kiedy zrealizujesz swoje plany? Jutro? Za rok? Na emeryturze? Gdy odwiedzi Cię „panic monster” (z filmiku powyżej)?

Dla mnie największym motywatorem do działania jest świadomość (dla wielu osób dość okrutna) że kiedyś umrę i nie mam nieskończenie wiele czasu na realizację wszystkiego co chciałby zrobić. Kiedy to będzie? Tego akurat nikt nie wie ale statystycznie bardzo łatwo to wyliczyć. Choćby GUS udostępnia takie dane na tej stronie.

Matematycznie rzecz ujmując, od lipca 2019 roku pozostało mi jeszcze 577 miesięcy na realizację planów. Niestety nie wszystkie plany będę wstanie zrealizować za 20 czy choćby 10 lat życia z powodu spadku wydajności mojego organizmu, ograniczeń związanych z założeniem rodziny itp. Mało tego! Niektórych miejsc nie będę w stanie odwiedzić za ileś lat ponieważ degradacja środowiska, zmiany klimatyczne i wandalizm, zwyczajnie „skasują” je z każdej listy. Warto też nie odkładać planów na później ponieważ w każdej chwili możemy poważnie zachorować, doznać kontuzji lub ucierpieć w wypadku. Wiem, że to smutne i wolimy o tym zbytnio nie myśleć, ale takie jest życie i jeżeli naprawdę nam zależy aby brać z niego jak najwięcej to warto zacząć brać już dziś!


O tym musisz pamiętać!

Pamiętaj, że umrzesz

dlatego ciesz się życiem i znajdź w nim równowagę!
Ciesz się z życia tak, jakby jutra miało nie być, ale i ciężko systematycznie pracuj na poczet przyszłych sukcesów. Czym większe wyzwania tym większa radość po osiągnięciu celu. Każdego roku bez wyjątków realizuj kilka celów z swojej listy i stawiaj przed sobą kilka ambitnych wyzwań, dzięki którym będziesz się rozwijał.  Tylko w ten sposób znajdziesz równowagę w życiu i przejdziesz przez nie w satysfakcjonującym stylu.

Pierwszym krokiem w stronę ciekawego życia pełnego niezwykłych przygód jest spisanie podobne listy jak ta powyżej. Zresztą przelanie myśli na papier, często stanowi magiczny pierwszy krok na drodze do każdego celu. Papier jest czymś materialnym więc jeżeli go zapiszesz swoimi marzeniami zaczynasz je materializować. To mały krok prowadzący do wielkich sukcesów!

Kolejnym krokiem jest zamiana marzeń na cele i przygotowanie planów. Ja w takiej sytuacji zawsze wprowadzam w życie technikę nazywaną w przemyśle inżynierią wsteczną. Polega ona na bardzo precyzyjnym wyobrażeniu sobie celu i określeniu co musiałem przed chwilą zrobić aby ten na ostatnim etapie zrealizować. Później gdy znasz ostatni etap, zaczynasz analizować przed ostatni i jeszcze wcześniejszy itd. Najlepiej wytłumaczyć to na przykładzie ukończenia maratonu poniżej 4 godzin co jest bardzo częstym celem wielu osób lub wyjazdu urlopowego.


Inżynieria wsteczna, czyli Twoja tajna broń

Widzisz jak przebiegasz linie mety! Zerkasz na zegarek i widzisz czas 3:59:30! Sukces. Teraz zastanawiasz się co było wcześniej. Jaka jest szansa, że przebiegniesz taki długi dystans bez przygotowania i to za pierwszym razem z takim czasem? Raczej znikoma. Dlatego po przeczytaniu wskazówek na blogach realnie planujesz przynajmniej dwa, a najlepiej trzy starty. Pierwszy start będzie polegał tylko na ukończeniu tego dystansu, kolejny na walce o czas i ostatni to będzie ten poniżej 4 godzin. Znasz swój cel i kilka ostatnich etapów, teraz pora ustalić z jakiego miejsca startujesz. Idziesz na dwór i przebiegasz na luzie 10km. Wtedy uświadamiasz sobie, że musisz wzmocnić kondycję. Może zrzucić wagę?

W gruncie rzeczy warto by też coś na ten temat więcej poczytać. Wtedy uświadomisz sobie też, że warto zapoznać się z planami treningowymi i dietetycznymi. W zwykłych trampkach uszkodzisz sobie kolana więc musisz kupić nowe buty. Po treningach 20km zorientujesz się (to wiesz po przeczytaniu blogu, książek lub rozmowach z innymi biegaczami), że stare spodenki pokaleczą Twoje uda, a gdy jesteś mężczyzną to Twoje sutki mogą zacząć krwawić (pokaleczone przez standardową koszulkę). Inwestujesz w nowy sprzęt. Potrzebujesz pieniędzy.

Musisz określić datę startu aby wiedzieć ile masz czasu na oszczędzanie. Zresztą gdy określisz termin startu to też powinieneś go już opłacić (będzie to dla Ciebie dodatkowa motywacja). Analizujesz teraz jak te wszystkie punkty z sobą pogodzić i przyśpieszyć drogę do celu. Liczysz, że gdy zrezygnujesz z dwóch spotkań na piwo z kolegami w tygodniu i niezdrowych przekąsek zaoszczędzić pieniądze na sprzęt, zmniejszysz wagę i zaoszczędzić czas na treningi.  Trzy pieczenie na jednym ogniu! Następnie w praktyce znajdziesz jeszcze kilka innych dróg na skróty ale tego nie jesteś w stanie przewidzieć.

Podsumowując. Masz bardzo precyzyjnie określony cel, konkretną datę i znasz drogę do jego realizacji. Wiesz też doskonale z jakiego poziomu startujesz. Zainwestowałeś w zewnętrzne motywatory, bo opłaciłeś przynajmniej pierwszy z startów i zakupiłeś sprzęt. Co najważniejsze wiesz też, że nie możesz odkładać pierwszych treningów na później bo zwyczajnie zabraknie Ci czasu na opracowanie formy dlatego zaczynasz już dziś. Nie jutro! Dziś!

I to się nazywa realistyczne podejście do swoich planów.


Planowanie podróży

Inny, krótszy przykład to podróże. Tutaj bardzo często wszyscy nieświadomie planujemy wstecz. Określasz miejsce. Przeglądasz wykresy klimatyczne aby wybrać najlepszy miesiąc. Przeglądasz ceny biletów. Znajdujesz złoty środek pomiędzy ceną transportu, a pogodą. Sprawdzasz wymagane szczepienia i planujesz o ile wcześniej musisz je przyjąć. Określasz komfort noclegów. Masz już wiele celów dlatego przechodzisz do konkretów i zaczynasz szukać informacji o atrakcjach, zniżkach itp. Poznajesz pełną kwotę, którą musisz na to przeznaczyć. Na wszelki wypadek zwiększasz ją o 20%. Wiesz już do kiedy ile musisz zaoszczędzić, dlatego możesz zacząć planować codzienne oszczędności. … (o tak dalej)

Tym się różni marzenie od celu, że do realizacji tego drugiego wymagany jest plan.

zobacz również: Sprawdzone metody na szczęśliwe życie

Jak zorganizować „Wesele 4.0”

W tym miejscu należy zacząć od wytłumaczenia co to tak właściwie to „Wesele 4.0” jest.

Co to jest „Wesele 4.0”

„Wesele 4.0” (definicja własna) to nowoczesne wesele nastawione na dobrą zabawę na luźnej imprezie, bez zbędnych „obowiązkowych” punktów programu, które należałoby odhaczyć tylko dlatego, że tradycja tak nakazuje. Podczas zabawy wykorzystuje się nowoczesne technologie (fotobudka, VR, lasery, hologramy, interaktywne gry itp), tak samo jak wcześniej do zorganizowania wydarzenia (internetowe formularze, arkusze kalkulacyjne, strony www, wydruki 3D itp). Bardzo ważne aby ten styl wydarzenia pasował do Młodej Pary, to znaczy odzwierciedlał w jakiś sposób ich zainteresowania i podejście do życia.

Sformułowanie „4.0” bezpośrednio nawiązuje do „Industry 4.0” czyli przemysłu, który bazuje na najnowocześniejszych technologiach.

Jeżeli w codziennym życiu wykorzystujemy technologię do zabawy albo aby ułatwiać sobie życie, dlaczego nie możemy zastosować tego samego do zorganizowania wesela?

Wesele 4.0
Na naszym weselu jedną z nieoczywistych atrakcji były gry VR. Strzał w dziesiątkę !


Sprawdzone pomysły godne polecenia

Może dla niektórych osób poniższa lista nie będzie odkrywcza, jednak ja osobiście nigdy wcześniej nie spotkałem się z tymi pomysłami dlatego postanowiłem się nimi podzielić. Poniżej znajdziesz same sprawdzone pomysły, które podczas organizowania wesele jak i samem imprezy mogą ułatwić Ci życie.

Pełną listę ponad 500 praktycznych punktów, o których warto pamiętać podczas organizowania samodzielnie tego ważnego i skomplikowanego wydarzenia znajdziesz w aplikacji „Wesele 4.0”.

Nasze patenty
  • #WeseleMartynaGrzesiek – żyjemy w #czasach dlatego prawdopodobnie każdy z Twoich gości będzie miał przy sobie smartfona i już podczas imprezy wrzuci kilka zdjęć do sieci. Gwarantuję Ci, że czekając na zdjęcia od fotografa będzie zżerać się ciekawość jak to ważne wydarzenia wyglądało z perspektywy Twoich gości, dlatego odnalezienie zdjęć ułatwi Ci narzucenie wszystkim uczestnikom jakiegoś #tagu. Najlepiej coś w stylu #weseleImiona albo #wesele4.0 itp.
  • Profesjonalny barman to strata pieniędzy! Zaskakująco pozytywnie goście odebrali stół z licznymi alkoholami, sokami, owocami, szejkerami i listą specjalnie na tą okazję nazwanych drinków, które mogą sobie samodzielnie przygotować. Na zalaminowanej kartce rozpisaliśmy z czego i jak sporządzić m.in takie drinki jak „Wściekły Grześ”, „Martyna on the beach”, „Majito” (nasza córka to Maja) itp. Każdy mógł poczuć się jak profesjonalny barman i przygotować coś autorskiego dla swojej drugiej połówki.
  • Papier akwarelowy jest łatwo dostępny, a wygląda rewelacyjnie, elegancko i ciekawie. Znakomicie się nada na wszelkie estetyczne wydruki jak choćby na winietki z imionami gości. Co najlepsze można go włożyć do zwykłej drukarki i zaoszczędzić na zewnętrznym druku.
  • Sushi dziś to nie jest już jakaś orientalna ciekawostka kulinarna ale przekąska, którą można kupić za rogiem (nawet w Biedronce), dlatego zamówiliśmy je w sprawdzonej restauracji jako dodatek do zimnej płyty. Jakie wielkie było nasze zaskoczenie gdy po wyłożeniu „surowej ryby” na stole, zniknęła szybciej niż jakiekolwiek inne przekąski!
  • Tak jak widzisz na powyższym zdjęciu zorganizowaliśmy kącik Wirtualnej Rzeczywistości. Przed weselem dogadaliśmy się z firmą ZENonVR, która przygotowała dla naszych gości tych starszych (naszych dziadków) i młodszych atrakcje w Wirtualnej Rzeczywistości. Z komentarzy uczestników wydarzenia wynikało, że był to strzał w dziesiątkę.
  • Ankiety Google ! Jeżeli miałbym polecić Ci jedną najważniejszą rzecz, dzięki której udało nam się zorganizować to wesele w 5 tygodni (tydzień na rozwiezienie zaproszeń 4 na organizację wydarzenia, ale o tym więcej później) to na pewno tym czymś były Ankiety i Arkusz kalkulacyjny Google. Dzięki darmowej internetowej ankiecie Google (link PODŁĄCZĘ WKRÓTCE !!!!) goście na spokojnie mogli odpowiedzieć na nasze wszystkie pytania (Czy organizować dla nich transport, czy są uczuleni na któreś składniki jedzenia, ulubiona piosenka, numer telefonu, adres pod który posłać transport itp ). Ich odpowiedzi automatycznie zostały przesłane do Arkusza Kalkulacyjnego Googla (przechowywanego w chmurze więc i ja z każdego urządzenia i moja wybranka mieliśmy do nich stały dostęp nie zależnie do tego gdzie aktualnie przebywaliśmy), a tam już moje formuły, na bieżąco je analizowały, przetwarzały i wyświetlały w przejrzysty sposób. Cały program który do tego celu napisałem udostępniam Wam poniżej.
  • Informator weselny to coś na wzór gazetek osiedlowych w których to zainteresowane osoby znajdą wszystkie interesujące je informacje. My nasz informator wydrukowaliśmy na kartkach A4 i porozkładaliśmy przy kilku miejscach na sali.To co powinno się w nich znaleźć to na pewno informacje jak zorganizowany jest transport powroty dla gości (jak się na niego zapisać, o której rusza itp), może istotne numery telefonów, fajnie też jeśli będą w nich zaprezentowane sylwetki Pary Młodej (bo standardowo prawie 50% osób na sali nie zna przynajmniej jednej osoby z nich), świadków itp. My zamieściliśmy w niej wiele informacji o atrakcjach i kilka humorystycznych akcentów nawiązujących do mojej studenckiej kariery wydawniczej, gdy to wraz z organizacją studencką IAESTE drukowałem swoją gazetkę „Kserówka” . Projekt informatora znajdziesz TU.
  • Biała tablica transportowa to obowiązkowa pozycja na liście, jeżeli organizujesz transport powrotny dla gości. Zawsze bardzo mnie denerwowało to, że gdy wychodziłem z takiej imprezy musiałem psuć zabawę Młodej Parze i zawracać im głowy tą kwestią, zamiast się pożegnać i pozwolić im dalej świętować. W naszym przypadku była to biała ścieralna tablica, postawiona nieopodal stolika przy, którym siedzieli kierowcy. Gdy, których z gości musiał się już zbierać zapisywał dane swoje imię i nazwisko lub jeśli jest to numer miejsca (aby kierowcy, wiedzieli kogo szukać), liczbę osób, które chcą razem jechać, sugerowaną godzinę wyjazdu i miejsce docelowe. Na tej podstawie kierowcy dzielili się pasażerami w taki sposób aby wypełnić każdy samochód (oczywiście jeśli to było możliwe) i w zależności od destynacji. My na 90 gości mieliśmy przygotowane 3 samochody osobowe i 2 busy (8 i 18 osób) – wystarczyło.
  • Ślub cywilny i wesele można zorganizować w jednym budynku. Bardzo wygodne rozwiązanie, w sytuacji gdy z powodów światopoglądowych nie interesuje nas ślub kościelny, a jesteśmy w stanie wydać dodatkowo 1000zł na ślub plenerowy. Od 1 marca 2015 r. istnieje taka możliwość i z tego co mi wiadomo cieszy się ona rosnącą popularnością, co wcale mnie nie dziwi. Jedno miejsce zbiórki, oficjalna i konkretna uroczystość bez zbędnych ceremonii trwająca do 15 min, rezygnujemy z transportu z miejsca ślubu na miejsce wesela (u nas były to dwie sąsiadujące z sobą sale). Podsumowując: szybko, zwięźle i na temat! Gdyby dla kogoś ten 1000zł wydawał się sporą sumą to od razu uprzedzam, że w sporych kosztach organizacji wesela się on szybko traci, a może nawet zwraca, bo po podliczeniu wydatków na ślub kościelny, transport na salę, wynajęcie szpanerskiego samochodu, stracony czas spowodowany zmieszaniem z zmianą lokalizacji itp wygląda to już dużo bardziej atrakcyjnie.
  • Wydarzenie na FB i głosowanie na ulubione utwory muzyczne to też narzędzia, z których korzystamy w codziennym życiu ale z jakiegoś niezrozumiałego powodu nigdy na weselach jeszcze nie spotkałem. Nasz „DJ/Wodzirej Rene” którego gorąco polecamy, zasugerował nam abyśmy podczas rozwożenia zaproszeń poprosili każdego z gości o wskazanie swojego ulubionego utworu. Zawsze to miło gdy ktoś na takiej imprezie zagra coś niestandardowego co znajduje się u szczytu Twojej prywatnej listy hitów 🙂 Podeszliśmy do tego w nowoczesny sposób i na FB utworzyliśmy prywatne wydarzenie, na które zaprosiliśmy wszystkich gości. Zamieszczaliśmy na nim aktualne informacje, które mogłyby ich zainteresować (np. punkty zbiorek transportu zorganizowanego), ankietę do której każdy mógł dopisywać kawałki, które lubi i następnie wszyscy mogli na nie głosować itp. Myślę, że wydarzenie na FB to również dobry pomysł, ponieważ goście jeszcze przed imprezą mogą dowiedzieć się z kim z znajomych będą mieć okazję się pobawić albo łatwiej odszukać nowo poznane osoby po samym weselu.
  • Kto powiedział, że „pierwszy taniec” musi być pierwszy? Na pierwszym spotkaniu z DJ bez wcześniejszego ustalania z Martyną obydwoje jednocześnie powiedzieliśmy, że nie chcemy pierwszego tańca! To ma być nasza impreza, na której chcemy się świetnie bawić i nie robić nic pod publiczkę, tylko dlatego bo tak wypada. Bardzo nie lubimy tego widoku gdy młoda para jest zestresowana podczas tego „tańcu” i próbuje odtworzyć wszystko to co na siłę chciał im wbić do głowy trener. To wygląda tak nienaturalnie, że nie widzieliśmy w tym większego sensu. Ustaliliśmy, że rozpoczniemy Polonezem, który zamieni się w wężyka i grę integracyjną. Dzięki temu jeszcze przed pierwszym toastem (albo po nim, bo tego już pewien nie jestem, a na pewno na trzeźwo), wszyscy goście rozgrzali nogi i bawili się na parkiecie.

    Wypada mi tutaj sprostować, to nie jest tak, że nie było tańca młodej pary w mgle z zimnymi ogniami za plecami i z tłumem gości z smartfonami w rękach. Nasz „pierwszy taniec” zrobiliśmy po godzinie 23 gdy byliśmy już rozgrzani i w imprezowym pędzie. Co prawda do czasu gdy nie usłyszeliśmy pierwszych dźwięków nie wiedzieliśmy nawet, przy jakim utworze przyjdzie nam tańczyć, a nasze przygotowania trwały dosłownie 65 sek podzielone na dwa dni (przećwiczyliśmy jedną nową dla nas figurę 8 razy) to podobno wyglądało to wszystko na bardzo wyrezyserowane. Najważniejsze dla nas tego dnia było, aby się dobrze bawić na parkiecie i celebrować to wydarzenie i ten „spontaniczny” plan udało nam się zrealizować w 100%.
  • Ekologia, przestała być sloganem wykrzykiwanym przez ekoświrów ale temat dotyczący nas wszystkich. Dopóki nie zorganizujesz swojego wesela nie będziesz świadom jak dużo to wydarzenie (jak zresztą każde większe) generuje odpadków i zużywa zasobów. Ilość jedzenia, która pozostanie i resztki napojów, dziesiątki kilo śmieci itp naprawdę mają wpływ na nasze otoczenie, dlatego dobrze minimalizować negatywne skutki. Co możesz zrobić? Poproś gości aby nie przynosili kwiatów, które za chwilę zwiędną, a coś innego co będzie bardziej użyteczne (np. wino czy maskotki). Resztki jedzenia spakuj do pojemników wielokrotnego użytku, a śmieci poddaj segregacji. Jeśli masz inne pomysły to podziel się nimi w komentarzach!
  • Pozostałych ponad 500 punktów wraz z rozliczeniem za co ile zapłaciliśmy, ile czego kupiliśmy itp znajdziesz w pliku.
Wesele 4.0 motyw przewodni
Motywem przewodnim, a właściwie logiem naszego wesela były usta (dwa połączone serca) i wąsy (dwa połączone ptaszki).

Aplikacja „Wesele 4.0”

W sklepie z aplikacjami na Androida możesz znaleźć wiele sprawdzonych, polecanych aplikacji, które ułatwiają zorganizowanie wesela. Ja niestety jako zagorzały majsterkowicz i zwolennik wolnego oprogramowania (niestety bo kosztowało to chwilę czasu, ale na szczęście się to opłaciło) postanowiłem, że napiszę pod siebie taką „aplikację” (piszą aplikację mam na myśli arkusze Googla, zintegrowane z ankietami Googla itp o czy piszę poniżej). Nie wiem czy, którakolwiek z Androidowych aplikacji ma podpięte pod siebie ankiety rozsyłane do gości i możliwość edytowania z poziomu komputera PC (dużą ilość ważnych danych lepiej organizuje się jednak na laptopie niż telefonie) dlatego chciałem się tym sprawdzonym rozwiązaniem z Wami podzielić.

Ponadto, jak wszystkie materiały na tej stronie również „Wesele 4.0” powinien ułatwić czytelnikom w jakiś sposób życie, zaoszczędzić Was czas ale również musi mieć potencjał edukacyjny. Dlatego, jeżeli do tej pory ktoś bardzo uciekał od Excela to korzystając z tych gotowych rozwiązań może się do niego przekonać, sporo nauczyć (jakie to proste), a co najważniejsze zmodyfikować pod swoje potrzeby, a to gwarantuje największą satysfakcję.

Linki do aplikacji

Wersje w rozbudowie

Ankieta dla gości wersja Pro – Przetestuj jakie to proste! (i uzupełnij dane abym miał na czym pracować)

Aplikacja Wesele 4.0 w wersji Pro – utwórz kopię i testuj, lub uzupełnij powyższą ankietę i zobacz jak to działa (brak możliwości edycji).

Starsze wersje za pomocą których zorganizowałem swoje wesele

Pusta aplikacja „Wesele4.0” z podpiętą ankietą – aby móc ją edytować musisz być zalogowany na swoim koncie Gmail i utworzyć jej kopie („Plik”>>”Utwórz kopię”). Następnie możesz dowolnie ją modyfikować, rozbudowywać, zmieniać nazwę, udostępniać itp.

Przykładowa uzupełniona aplikacja w Arkuszu Kalkulacyjnym Googla

Link do ankiety dla gości

Przykładowa Mapa Googla z miejscami zbiórek

Na koniec kilka kreatywnych (bardzo kreatywnych) inspiracji:

  • Druk 3D – my dla swoich gości przygotowaliśmy stojaczki pod winietki z naszymi inicjałami. Dwa ptaszki połączone przyjmowały kształt wąsów, natomiast dwa serca łączyły się w usta czyli symbole naszego wesela. Symbole te stały się motywem przewodnim, które umieszczaliśmy niczym logo firmy wszędzie gdzie się tylko dało, począwszy od zaproszeń, skończywszy na wydarzeniu na FB i zdjęciach z fotobudki.
  • Kreatywne zaproszenia weselne (link TUTAJ)

Wesele 4.0 i Druk 3D
Na tą okazję wydrukowaliśmy na drukarkach 3D pamiątkowe stojaczki dla naszych gości (wąsy na zdjęciu oraz usta), które następnie polakierowaliśmy. Dla wielu osób był to ich pierwszy kontakt z tego typu technologią.


PS: jeżeli uważacie, że warto do tego posta coś dopisać bo macie inne nowoczesne sprawdzone rozwiązania to dajcie mi znać w komentarzach, a jeżeli uczestniczyliście w naszym weselu to podzielcie się z nami swoimi wrażeniami.


Na koniec teledysk z naszego wesela.

Dlaczego autostopem? I jak to się robi?

Jeśli nie podróżujesz autostopem i nie rozumiesz dlaczego dorośli ludzie dalej to robią, ten artykuł jest dla Ciebie. Jeśli Twoje dziecko wybiera się w taką, a Ty chcesz mu to wybić z głowy to powinieneś to przeczytać. Jeśli dotychczas nie podróżowałeś stopem ale chcesz zacząć to po przeczytaniu tego artykułu powinieneś spojrzeć na tą formę przemieszczania się z trochę innej perspektywy.



O podróżowaniu

Jestem zdania, że nie podróżujemy do miejsc, a do ludzi, których w nich spotykamy lub z którymi je odkrywamy. Miejsca, choćby najpiękniejsze, są tylko tłem do rozmów, spotkań, zabaw czy posiłków.

Nie ważne gdzie jedziemy ale z kim. Samotna podróż to nie wyprawa bez towarzysza, to podróż gdy Twoim towarzyszem mogą być ci wszyscy ludzie spotkani w trasie.

Z autostopem jest bardzo podobnie. Nie chodzi o cel podróży do którego zmierzam, a osoby które, podczas tej podróży spotykam. Podróż jest celem samym w sobie, a miejsce do którego zmierzamy obieramy często tylko po to aby było co na kartonie wpisać, stojąc przy drodze.

Smuci mnie trochę fakt, że uświadomiłem to sobie dopiero w wieku 27 lat po przejechaniu ponad 16 tys km autostopem (podczas tej przygody). Dopiero teraz naprawdę potrafię z tego czerpać czystą przyjemność, dopiero w tym wieku nauczyłem się otwierać na ludzi, nauczyłem się słuchać i dać ponieść przygodzie.

Ale z drugiej strony czy to aby na pewno późno?


Historia pewnej rozmowy

Pewien mój przyjaciel, którego spotkałem podczas jednej z takich podróży powiedział mi kiedyś słowa które dobrze zapamiętałem. Eliasz – bo tak miał on na imię – jest osobą niezwykłą, który żyje w podróży, jego domem jest cały świat, a pozytywną energią mógłby i dwie planety obdzielić. Siedzieliśmy sobie wtedy na krawężniku na jednej z stacji benzynowych w okolicy granicy Holendersko-Niemieckiej (tekst Eliasza na temat jego doświadczeń, filozofii oraz metafizycznego wymiaru podróżowania – LINK ZA CHWILĘ). Rozmawialiśmy jak przyjaciele o wszystkim – w końcu znaliśmy się już jakieś 2 godziny – gdy pewien – tak na oko – 10 letni dobrze nakarmiony chłopaczek wyszedł z drogiego samochodu wraz z swoimi rodzicami, spojrzał na nas z pełnego politowania wzrokiem i poszedł kupić sobie loda i colę. Wtedy Eliasz, rzekł mniej więcej takie zdania:


„Widziałeś ? Spojrzał na nas z takim politowaniem. Po jego wzroku wyraźnie dało się odczytać, że postrzega nas jak jakiś biedaków. Jak osoby, które nie stać na bilet aby pojechać gdzieś na „prawdziwe” wakacje w hotelu, takie jakie on – pewnie – spędza co roku. A prawda jest taka, że to nam jest go bardziej szkoda. Że jego największe przeżycia zawsze – najprawdopodobniej – będą związane z grami komputerowymi. Że jeśli zrobi coś szalonego to pewnie na imprezie po pijaku i będzie wspominał to do końca życia. Szkoda go nie dlatego, że jego największymi przeżyciami będą te w świecie wirtualnym i wakacje all inclusive bo może po prostu mu to odpowiada. Ale szkoda go dlatego, że patrzy na nas z politowaniem nie zastanawiając się dlaczego to robimy, co widzieliśmy i przeżyliśmy,  o czym możemy poopowiadać i co będziemy wspominać. Już na samym początku skreśla coś innego, więc tym samym nie wiele w życiu doświadczy. Rodzice tak go nauczyli, nie pobudzili w ciekawości, odwagi bo to dla nich wygodniejsze. Smutne to bardzo.”

Nie ważne czy jedziesz blisko czy daleko, nie ważne czy zatrzymasz się na brzydkim lub ładnym parkingu wazne aby spotykać ludzi!


Zrozumieć otaczający nas świat

Wierzę, że dzięki podróżowaniu autostopem mogę zrozumieć ten świat trochę lepiej – a od zawsze chciałem go zrozumieć. Każda kolejna rozmowa w samochodzie to kolejny puzzel dopełniający mój obraz świata.

Rozmowy w samochodzie są trochę magiczne, bo bardzo szczere. Nikt nikogo nie udaje – bo jaki ma sens udawać przed osobą, której pomagasz, spędzasz z nią czasem 15 min, a czasem kilka godzin i już nigdy więcej jej nie zobaczysz? Często właśnie w takiej sytuacji ludzie mogą być naprawdę sobą powiedzieć o rzeczach o których nie mówią przyjacielowi – słyszałem naprawdę różne historie.


Rozmowy o życiu i nie tylko

Dzięki temu, że dwie – a czasem więcej – osoby zamykają się w małej klatce, zwanej samochodem, ponieważ tego chcą zaczynają zwykle rozmawiać. Czasem o tym co je boli, a czasem o pogodzie, często o tym co je cieszy albo o swoich przemyśleniach. Ludzie mają potrzebę wygadania się. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że to są przeróżni ludzie! Miałem okazję rozmawiać z rolnikiem lingwistą który pojechał na randkę w ciemno z Portugalii prosto na Ukrainę, poszukiwaczem złota, prostytutką, kilkoma duchownymi różnych wyznań, kilkoma wojskowymi różnych armii.

Wieloma osobami, parami czy małżeństwami podczas ich podróży dookoła świata. Dziewczynami, które samotnie jeżdżą po świecie, czy rodzicami, którzy robią to wraz z swoimi maluchami. Byłem na domówce pracowników CERN, spałem pod mostem w Mediolanie i na zamkniętym osiedlu z basem w apartamentowcu. Jeździłem Mercedesami, BMW ale też ogórkiem, trabantem i w wozie ciągniętym przez konia innym razem osła. Te wszystkie przygody składają się na mój obraz rzeczywistości.


Żyć po swojemu

Dzięki tym rozmową dostrzegam jak bardzo ludzie są ciekawi, różni, inspirujący, pomocni, inni….

Nauczyłem się, że praca całe życie na etacie to tylko jedna z baaaardzo wielu dróg, które ludzie obierają. Że większość ludzi boi się zmian, a innych one napędzają i nadają energię na więcej. Pewna spotkana osoba pracuje przez 9 miesięcy, później rzuca pracę kierowcy tira i przez kolejne 3  żegluje – co roku. Inna kobieta jeździ na wakacje 10 razy do roku, a w pozostałe dni pracuje od rana do nocy. Pewien znajomy wynajmuje powierzchnie pod oddziały bankowe i w podróżach na motocyklu spędza 3 miesiące co roku. Pewnego inżyniera z Niemiec zajmującego się pogłębianiem portów tak relaksuje poszukiwanie złota. Co roku leci do Nowej Zelandii spędzam tam 3 tygodnie nad rzeką w namiocie pomimo tego, że tutaj ma swoją stadninę koni! Postawił sobie za plan pracować do 50, a później już tylko rozwijać swoje pasje.


Prawdziwy obraz odwiedzanych miejsc

Przyznam się, że mało kiedy podczas dłuższych podróży autostopowych czytam o miejscach, które odwiedzam. Z jednej strony dlatego, że często odwiedzam miejsca spontanicznie, z innej że odwiedzam ich zbyt wiele na raz – dzień po dniu inne. Ale przede wszystkim dlatego, że nie chcę widzieć tych miejsc takimi jakimi je ktoś opisał. Wolę dowiedzieć się od mieszkańców jak oni je postrzegają. Bo czy prawdziwym obrazem miejsca jest to co ktoś w książce napisał czy to jak postrzega je osoba mieszkająca tam przez całe życie?

W Wietnamie też można podróżować autostopem – bo czemu by nie?
Jeżeli otwierasz się na ludzi to Świat otwiera się na Ciebie!


Autostop to moja odpowiedź na pytanie „jak żyć?”

Podróżowanie autostopem wiele nas uczy o sobie i o otaczającym świecie.


Uczy cierpliwości

Stojąc przy drodze z wyciągniętym kciukiem lub chodząc po stacji i pytając się ludzi o podwózkę dostrzegamy jak niewiele od nas w tej sytuacji zależy. Nie ma sensu się wtedy złościć – bo i na co? – trzeba po prostu czekać i cierpliwie kontynuować to co się aktualnie robić. Bo cierpliwość jest tutaj kluczem do sukcesu. Trzeba nauczyć się pozytywnego myślenia bo bez tego można zwariować. I cieszyć się z tego co los daje. Czasem samochód zatrzyma się po 10s, a innym razem po 10 godzinach, ale zawsze jakiś w końcu się zatrzyma.

Często sobie powtarzam stojąc samotnie przy autostradzie, że ten kolejny może być tym ostatnim niezależnie od tego ile kilometrów mam do przejechania. Co jest w autostopie cudowne. Nic nie wiesz. Kolejna osoba może podrzucić Cię 5km, albo 1500km. Może opowiedzieć coś niezwykłego albo polecić jakieś fajne miejsce, zaprosić na obiad lub dać nocleg. Nie wiesz co się za chwilę wydarzy dlatego nie ma sensu się załamywać. Wykorzystujesz co los Ci dale, i czerpiesz z tego wiele przyjemności.

Fajnie przełożyć później te doświadczenia na codzienne życie. Dzięki takiemu podejściu staje się ono o wiele prostsze i bardziej znośne, a wręcz ekscytujące – i to codziennie.


Podnosi wiarę w swoje siły

W codziennym życiu nie musimy martwić się o nocleg, jedzenie, picie, transport czy porozumienie z innymi osobami. Autostopu codzienne tego od nas wymaga. Jeśli będąc gdzieś na odludzi najdziesz sposób aby bezpiecznie spędzić noc, w Wietnamskiej dżungli zapytasz kogoś o drogę lub będąc spragnionym znajdziesz sposób aby się napoić to jakim wyzwaniem staje się dla Ciebie codzienne życie? Jeśli potrafisz sobie poradzić przy takich trudnych sprawach dotychczasowe problemy typu „nie mam co ubrać” , „co bym zjadł na obiad”, „szef mnie denerwuje” przestają mieć znaczenie.

W końcu uświadamiasz sobie, że jeśli jesteś zdrowy to nasze życie jest naprawdę proste. Nie mamy wielkim problemów, po prostu z nudy same je sobie stwarzamy.


Strategie autostopowe, czyli jak to się dzisiaj robi

Prawdopodobnie każdy mniej więcej wie, jak wygląda łapanie autostopu, jednak pomimo tego w dalszym ciągu zdarzają się tragiczne w skutkach kreatywne pomysły. Pierwszy, który przychodzi mi głowy, to historia trzech uczestników festiwalu Woodstock z 2013 roku, którzy wybrali się na wycieczkę autostopem do Niemieckiego Seelow. Nie ma w tym nic niezwykłego, ponieważ autostop jest bardzo popularną metodą dotarcia na ten festiwal ludzi z całej Polski, a nawet Europy. To, dlaczego o nich wspominam, to ich bardzo nieskuteczna i tragiczna w skutkach metoda nagłośniona przez media.

Polegała ona na położeniu się na drodze. Niby faktycznie miało to mieć jakiś mały sens, bo w końcu auto może się przed nami zatrzymać. Słowo klucz „MOŻE”! Dwóch z nich (30-latek i 25-letnia kobieta) położyli na drodze w okolicy miejscowości Seelow po 22.15! Dodatkowo w mediach podawano fakt, że był to nieoświetlony zakręt. Kierowca Citroena C8 nie miał najmniejszych szans ich zauważyć. Śmierć na miejscu.

Łapanie autostopu może przyjmować kilka postaci. To co się z nim najbardziej kojarzy to wyciągnięty kciuk ale to tylko jedna, zresztą najmniej skuteczna, metoda.

Średni czas łapania stopa w Europie.

Metoda najpopularniejsza, najbardziej naturalna i intuicyjna, bo rozpoznawalna na całym świecie (przynajmniej wśród części mieszkańców). Bez wątpienia najważniejsze w tej technice jest wybranie odpowiedniego miejsca do stania. Drugie w kolejności jest wybranie bezpiecznego miejsca do zatrzymywania aut. Trzecia pozycja na liście to szczęście, bo tak naprawdę niewiele (poza wybraniem odpowiedniego miejsca) w tej technice zależy od nas.

Dobre miejsce do łapania stopa to takie, gdzie każdy kierowca (osobówki jak i ciężarówki) może się legalnie zatrzymać. Jednak aby się bezpiecznie zatrzymał, to musi mieć odpowiednio długi czas na podjęcie decyzji, czy chce to zrobić. Dlatego najlepsze miejsce, które możemy sobie wymarzyć, to długa prosta (jesteśmy widoczni z daleka), miejsce za światłami drogowymi, kilkadziesiąt metrów za znakiem STOP (sporo czasu do namysłu), czy odcinki z wyraźnym ograniczeniem prędkości (parkingi). Swoją widoczność możemy poprawić jasną koszulką lub nawet kamizelką odblaskową (owiniętą wokół plecaka – aby nas z daleka nie pomylić z służbami porządkowymi). Dobrze wyeksponować nasz plecak, dzięki czemu kierowca będzie wiedział, że przy drodze stoi podróżnik, który może mu umilić podróż. Odsłonięta twarz z uśmiechem 🙂 też może poprawić nasze szanse.

Podsumowując
Idealna sytuacja na łapanie stopa z wyciągniętym kciukiem to słoneczny przyjemny dzień, długi odcinek drogi z szerokim poboczem i ograniczeniem ruchu do 20 km. Tyle teoria, bo w praktyce nie ma reguł. Łapałem bez problemu stopa po zmroku na poboczu ekspresówki na Węgrzech i stałem 4 godziny na wymarzonej lokalizacji w okolicy czeskiego Brna bez efektów. Niestety (albo stety) najważniejsze podczas łapania stopa jest szczęście. Raz w Holandii stałem parkingu z kciukiem 2 godziny i nic, aż tu nagle dwa auta (obce sobie) jednocześnie się zatrzymały i zapraszały mnie
do siebie.

Dlaczego podczas łapania stopa notes sprawdza się lepiej niż duży karton? Na to i wiele więcej pytań, oraz praktycznych porad jak bezpiecznie podróżować autostopem, informacji w jaki sposób czerpać z niego pełnymi garściami i ciekawych historie z nim związanych znajdziesz w kolejnych postach na Rajzyblogu. Jeśli chcesz podzielić się swoimi doświadczeniami z tego tematu, koniecznie daj nam znać.

Co spakować na podróż autostopem – interaktywna lista rzeczy

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Podobało Ci się ten artykuł? – Możesz nam pomóc – teraz kolej na Twój ruch!

Jeżeli informacje zawarte na tej stronie uważasz za wartościowy to daj nam znać pozostawiając wysoką ocenę (5 gwiazdek) pod postem lub pomóż nam go promować udostępniając go na swoim profilu w social mediach.

Zamknij