Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 6

zobacz też: Pozytywna historia …, cz 5, Rotterdam

Zagadka na dobry początek

Dlaczego Holandia kojarzy nam się z kolorem pomarańczowym, skoro nie pochodzi on z ich flagi narodowej? (Odpowiedź na dole strony.)


Dzień 8 – Daleko jeszcze ?

Z miasta portowego udałem się do miasta Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości czyli do Hagi tym razem wyjątkowo pociągiem – bo dystans do pokonania to tylko 30km. Co ciekawe pierwszy raz w życiu robiłem zakupy w małym sklepiku – wielkości większej Żabki – z kasami samoobsługowymi. I to nie jedna kasą czy dwoma ale tak na oko było ich może i z 20. Połowę sklepu zajmowały kasy. I to było super. Bo gdy śpieszysz się na pociąg szybko wskakujesz do takiego sklepu, nie wściekasz się ze ekspedientka się wolno rusza – bo w końcu to Ty nią jesteś – kasujesz co masz, płacisz karą zbliżeniowo i lecisz na peron.


Haga

Wieżowce witają nas po opuszczeniu dworca kolejowego. Wierzcie mi, że robi to gigantyczne wrażenie na turystach nawet przyzwyczajonych do drapaczy chmur. Chyba Holendrom bardzo zależy na pierwszy wrażeniu.


Co warto zobaczyć w tym mieście nie bardzo wiedziałem więc udałem się na pierwszy przystanek autobusowy, który znalazłem po wyjściu z dworca. Dlaczego akurat przystanek? Bo w każdym turystycznym mieście na przystankach – czasem w kilku innych miejscach również – umieszcza się mapki z zaznaczonymi najważniejszymi atrakcjami.

Zamek Binnehof i wieżowce. Połączenie nowoczesności i tradycji. Z lewej strony zdjęcia tam gdzie dziś rosną drzewa wcześniej rosły słupki do wieszania skazańców. Władca Holandii (hrabia) mógł podziwiać egzekucję nie wychodząc z domu.


Do głównych atrakcji miasta na pewno należy Zamek Binnenhof wybudowany w XIII w. Jest to aktualnie siedziba dwóch ministerstw holenderskich i premiera. Co ciekawe premier ma swoje biuro w wieży, do której mógł jeszcze do niedawna zaglądać każdy przechodzień i podglądać go przy pracy. Ten zamek przez wielu zwany hrabskim przez innych królewskimjest podobno najstarszy wciąż działającym budynkiem parlamentarnym na świecie.

Staw Hofvijver rozcierający się przed zamkiem Binnehof


Kawa i rowery

Skoro już z grubsza wiem „co chcę zobaczyć” przydała by się kawa aby się wzmocnić. Aż głupio się przyznawać ale przyszła mi ochota na Starbucksa. Jestem zwolennikiem odpowiedzialnej turystyki czyli zasilania kieszeni lokalnych przedsiębiorców, a nie dużych korporacji. Ale co zrobić, miałem smaka na duża słodką kawę w dużym kubku na wynos. Wpisałem w Google co szukam i udałem się w tamtą stronę. Po drodze tylko rzuciłem okiem na sporą kawiarenkę w której wisiały rowery na ścianach. Wszedłem więc do środka zobaczyć co to za ciekawe miejsce i już tam zostałem.

Czy to kawiarnia,….
Czas na kawę i zaufanie do ludzi

Wchodzę do lokalu, witam się z baristą, a ten do mnie abym mu lokal przypilnował bo on musi do ubikacji. Podkreślił tylko abym – jeśli mogę – nie wyniósł mu tych droższych rowerów składanych na specjalne zamówienie bo była by to wielka strata. Spoko. Stwierdziłem w myślał, ze w takim razie nic nie wyniosę bo jeszcze bym się pomylił i zabrał nie to co mogłem. 😉


…. czy sklep rowerowy ?


Gdy już wrócił z toalety dowiedziałem się, że jest to kawiarnia dla osób kochających kawę i rowery – ot takie sobie połączenie. Jeśli lubisz kawę i masz rower lub chciałbyś mieć – bo to jednocześnie sklep rowerowy, serwis i warsztat w którym składa się rowery własnej konstrukcji – to miejsce dla Ciebie. Po chwili rozmowy dowiedziałem się już o wszystkim co jest warte dowiedzenia w tym mieście, posłuchałem kilku ciekawostek historycznych, wypiłem kawę i udałem się w dalszą trasę.

Po lewej stronie możesz zobaczyć najstarszy dom mieszkalny w Hadze z 1625 r.

Ciekawe czy w nim straszy 🙂

Mało kto wie ale w Hadze podobnie jak i w Amsterdamie poprowadzono wiele otwartych kanałów.
Na początku pomnik skierowany był tyłem do pałacu ale hrabia się oburzył, że nie chce podziwiać końskiego tyłka wychodząc z domu.

Idę sobie po plaży a tu takie coś. Nie żebym nie był wrażliwy na sztukę ale chyba nie ogarniam. Właściwie to ładne i wygląda lepiej niż górka śmieci tylko o co chodzi?
Nie chciałbym wpaść na taką rzeźbę spacerując w nocy po plaży. Może to straszak na wróble albo potwory morskie?


Na plaży

Jestem nad morze to głupio było by nie zobaczyć plaży. Na mapie wydawało się niedaleko, trasa prowadziła przez park więc bez głębszego zastanowienia udałem się w stronę fal. Po prawie półtoragodzinnym marszu – czyli jednak tak blisko nie było – dotarłem do celu gdzie strasznie wiało, było zimno i pochmurno.

Wiec zjadłem coś ciepłego i wróciłem tramwaje do centrum w 10 min. Ciekawostką jest cena biletu 3.5 za 1h, a 6.5 na cały dzień. Problem w tym, że nie bardzo jest gdzie kupować te bilety. Gdy chciałem kupić jeden podszedłem do ludzi na przystanku i kulturalnie się pytam czy w jakimś okolicznym kiosku da się je kupić. To było by zbyt proste więc nie. No to może w automacie? Na przystankach nie ma automatów, jeśli będę miał szczęście to będzie taki w tramwaju. Pytam więc, a co jeśli nie będzie? I słyszę odpowiedź, że będę miał pecha.

Ale jeden chłopach bardzo się zaoferował aby mi pomóc. Stwierdził, że jak tylko tramwaj podjedzie to podejdzie ze mną do kierowcy i zapyta się go o zakup biletu bo nigdy nie wiadomo czy będzie znał on angielski. Gdy okazała się, że na szczęście automat jest w tramwaju to sam wszystko wyklikałem i zostało mi jedynie wrzucić monetę. Bardzo pozytywne zachowanie ludzi na przystanku. Słowem się o pomoc nie poprosiłem, a tyle osób zaangażowało się aby mi pomóc.

Było już dziś połączenie kawy i rowerów, a czemu nie połączyć surfingu i rowerów. Oto Holandia, kraj rowerów 🙂

Później odwiedziłem jeszcze kilka ciekawszych miejsc poleconych w kawiarni i poleciałem na dworzec ruszać w stronę Amsterdamu.

W pociągu ni z tego ni z owego dostałem olśnienia. Skoro moi przyjaciele mieszkają przy lotniku, a w okolicy jest tylko jedno lotnisko. Pociąg jak wynika z rozkładu wyświetlanego wewnątrz też staje na lotnisku to może być to samo lotnisko. Po tygodniu intensywnego podróżowania takie wnioski mogą zaskakiwać.

Wysiadłem na stacji Port lotniczy Schiphol. Jakby ktoś nie wiedział Schiphol to mała wioska pomiędzy Hagą a Amsterdamem. Czasem można się spotkać z nazwą Amsterdam-Schiphol . Dziwne że największy port lotniczy w kraju ma nazwę jakiejś wioski pomimo, że leży dosłownie kilka kilometrów od znaczących miast.

Zauważyłeś już bardzo lubię chodzić? Jeśli nie to teraz już wiesz. Trochę biegam, a w wolnych chwilach spaceruje lub wędruję po górach. Co to dla mnie za wyzwanie okrążyć lotnisko ? Pomyślałem, że żadne. Więc już drugi raz tego dnia trochę przesadziłem. W sumie jak wynikało z krokomierza na moim nadgarstku tego dnia przespacerowałem 26km z średniej wielkości wypełnionym plecakiem. Masakra.

Rozwiązanie zagadki

Dlaczego kolor pomarańczowy kojarzymy z holendrami, chociaż nie występuje on na fladze narodowej?

Wszystko zaczęło się w  1572r. za czasów  Wilhelma Orańskiego – największego bohatera narodowego holendrów. Wilhelm (oryginalna pisownia Willem van Oranje) uwolnił swój kraj z okupacji Hiszpańskiej i został pierwszym księciem nowej dynastii Oranje – Nassau. Kolorem tej dynastii panującej do dziś dnia jest kolor pomarańczowy.

Dlaczego akurat pomarańczowy? To tłumaczenie: Oranje (holenderski) -> Orange (angielski) -> a po naszemu to pomarańczowy.

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 5

zobacz także: Pozytywna historia … cz 4, Luksemburg


Dzień 7 – Dać się ponieść przygodzie

Po zjedzeniu zapiekanki na śniadanie udałem się na główną drogę wylotową z stolicy. Pierwszy raz ktoś kto mnie nocował, zrobił mi zapiekankę na śniadanie! Po pierwsze wskoczyłem do Lidla aby uzupełnić zapasy. Następnie znalazłem karton, na którym mogłem napisać mój kolejny kierunek podróży. Skorzystałem z ubikacji na stacji – wspominałem już dlaczego. I podszedłem do pierwszego kierowcy, którego dostrzegłem. Tym samym wsiadłem do pierwszego auta i pierwszy raz jechałem z czarnoskórym kierowcą. Wspólnie dotarliśmy na pierwszą stację na autostradzie.

Jedziemy dalej 🙂
Podczas autostopu bywa też tak …

Z jakiegoś dziwnego powodu spędziłem na tej stacji – na szczęście w piękną pogodę – ponad półtorej godziny. Największa stacja na trasie, super miejsce postojowe, duży karton, a tu nic. Mogło by się wydawać, że taka sytuacja może podłamać morale. Ale to nieprawda. Po wcześniejszych pozytywnych doświadczeniach byłem tak naładowany dobrą energią, że włączyłem muzykę i przez godzinę samotnie bawiłem się w jej rytm. Otwarłem sobie też paczkę jajek wielkanocnych z Milki, które zakupiłem w promocyjnej cenie w Lidlu – brawo ja, łowca poświątecznych okazji.

Gdy w końcu zatrzymał się pierwszy samochód wyszedł z niego facet w marynarce i już na wstępnie powiedział, że nie jedzie w moja stronę. Pomyślałem sobie „Dzięki za informację, bardzo mnie tym faktem pocieszyłeś. Ale o co chodzi?”. Do teraz nie do końca wiem o co chodziło. Przemiły facet wyszedł z ekskluzywnego samochodu na chwilę żeby sobie ze mną pogadać i przeprosić, że jedzie gdzieś indziej. Co bardziej pozytywnego, nim zdążył on wsiąść do samochodu zatrzymał się już za nim Volkswagen ogórek z dwójką pozytywnych ludzi.



Już na pierwszy rzut oka wiedziałem, że z nimi zajadę daleko, może nawet do Amsterdamu. Tak czułem.


Nauczyciel WF-u

Pierwszy z nich był zawodowym nauczycielem WF w Holandii i jak sobie wyliczył okazało się, że pracuje w sumie 20 tygodni w roku. Drugi zawodowo składał ekskluzywne jachty, co ciekawe nigdy nie płynął, na żadnym statku czy łodzi, a o jachcie już nie wspominając. Wracali właśnie z kilkudniowego wypadu w Alpy – dlatego cały tył samochodu by zawalony linami i innym profesjonalnym sprzętem wspinaczkowym. Na szczęście z samochodu wyrzucili co tylko się dało i zostawili wyłącznie jedna kanapę i wiele przestrzeni. Przez kolejne 3 godziny była to moja przestronna sypialnia. Co pewien czas się przebudzałem i chwile rozmawialiśmy. Polecili mi, że skoro jadę w tamtą stronę i nigdy nie byłem w Rotterdamie – a będziemy przez niego przejeżdżać – to warto było by się tam zatrzymać.

Niby jadę do Amsterdamu, a tu …


Byłem umówiony z znajomymi, że tą noc spędzę u nich. Kto mnie zna to wie, że jak ja coś zaplanuje to się tego bardzo trzymam – chyba, że podróżuje. Więc wysadzili mnie w tym nowoczesnym mieście portowym, uprzednio zapisując w notesiku listę miejsc, które powinienem odwiedzić. Na szybko jeszcze w samochodzie znalazłem nocleg na apce z Booking.com i udałem się w stronę mojej noclegowni. Dostałem pokój 12 osobowy z czego zastałem tam aż 6 polaków – wliczając mnie. Większość z nich podróżowała samochodem, ale jeden się wyróżniał. Przez ostatnie kilka miesięcy pracował w Holandii więc teraz jak już sobie coś odłożył to postanowił to w Rotterdamie wydać. Najpierw opowiadał jak to teraz sobie żyje na bogato – płacąc za nocleg 75 zł – a rano przeklinał, że „znowu” w nocy na imprezie zgubił pieniądze.

Rotterdam to nowoczesna architektura i największy port w Europie.
Przepiękna nowoczesna hala targowa. Obowiązkowy punkt na mapie tego miasta.


Jako, że w tym mieście nie miałem zbyt wiele przygód do opisania, bo spędziłem tam na zwiedzaniu tylko kilka godzin i jedną noc, ale za to widziałem wiele fajnych rzeczy to wrzucę dla niewtajemniczonych kilka ciekawostek z Wikipedii i moje zdjęcia.


Rotterdam, czy wiedziałeś

„Rotterdam – miasto w zachodniej Holandii, w prowincji Holandia Południowa. W 2011 roku liczyło ponad 610 tysięcy mieszkańców. Miasto stanowi południową część Randstadu, szóstego największego obszaru metropolitalnego w Europie, który zamieszkuje ok. 6,7 miliona ludzi. Miasto położone jest w delcie Renu i Mozy, nad Nową Mozą (ramię deltowe Renu), połączone jest z Morzem Północnym kanałem Nieuwe Waterweg o długości 30 km. „

Piętrowe parkingi dla rowerów w tym kraju nie są zaskoczeniem.
Najbardziej przereklamowana atrakcja miasta. Sześcienne domki. Ani to domki ani sześciany.


„Po raz pierwszy Rotterdam wzmiankowany jest w 1283 roku, prawa miejskie otrzymał w 1299. Od XVI wieku rozpoczęto rozbudowę portu. W XVII–XVIII wieku nastąpił rozkwit miasta (rozwój handlu głównie z Francją i Anglią oraz przemysłu okrętowego i sukiennictwa). Od około 1850, wraz z rozwojem żeglugi na Renie i przemysłu Zagłębia Ruhry, jak też znacznej rozbudowy i modernizacji portu, wzrosło światowe znaczenie Rotterdamu. W maju roku 1940 czasie II wojny światowej zniszczony nalotem dywanowym Luftwaffe (zob. bombardowanie Rotterdamu). Nieliczne zachowane zabytki, m.in. gotyckikościół św. Wawrzyńca (XV – XVI), dom Schielandshuis (druga połowa XVII wieku, obecnie Muzeum Historyczne); pomnik z brązu „Rozdarte Miasto”. „

Jeden w pierwszych budynków wysokościowych w Europie.


To miasto musi odwiedzić każdy fan nowoczesnej architektury! Tylu kreatywnych nowoczesnych wieżowców zebranych w jednym mieście jeszcze do tej pory nie widziałem.

Niektórzy tą część miasta nazywają Europejski Manhattan i to pewnie dlatego otwarto w niej hotel New York.

Na centrum Rotterdamu można spotkać krasnala. Dlaczego akurat krasnala? Nie mam pojęcia. Sympatyczny krasnal trzyma w ręce …

chyba dzwoneczek.

zobacz także: Pozytywna historia … cz 6, Haga

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 4

zobacz także: Pozytywna historia … cz 3, Szwajcaria


Już po kilku minutach okazało się, że mój kierowca to znowu podróżnik. W tym roku pojechał wraz z dziewczyną rowerem z Genewy do Chorwacji. A w roku ubiegłym spędzili razem 3 miesiące w Indiach. Nie było by w tym nic dziwnego – przecież to bogaci szwajcarzy – gdyby nie fakt, że jeden miesiąc spędzili w całości w jednej tylko miejscowości. Mało tego oni tam pracowali i to nie jako przedstawiciele międzynarodowej organizacji ale po prostu jako kelnerzy w zamian za pokój. Podobno w turystycznych kurortach wszyscy obcokrajowcy są przyjmowani do takiej pracy z otwartymi ramionami. Jeśli potrafisz gotować kilka potraw po europejsku to będą się o Ciebie bić. Trochę to dziwne, że Europejczycy jadący do tak egzotycznego kraju jak Indie wybierają tam europejską kuchnię i europejską obsługę – trochę to smutne.

Nauczony doświadczeniem z Niemiec poświęciłem godzinkę aby zaznaczyć w aplikacji MapsMe wszystkie stacje benzynowe, na których mogę dalej łapać stopa. Wysiadłem na pierwszej z nich i zacząłem telefonować po rodzinie i znajomych. Szwajcaria nie jest członkiem UE więc roaming w tym kraju jest katastrofalnie wysoki.

Ja tu sobie grzecznie przez telefon rozmawiam, a tu nagle jakaś dziewczyna – na oko dwa lata starsza – do mnie zagaduje i mi przeszkadza. Więc odkładam telefon i się grzecznie pytam o co chodzi.

Horiana – bo tak miała na imię, jak się później dowiedziałem – zauważyła położoną na stole kartkę z napisem Luxemburg. Akurat tak się złożyło, że ona wraz z koleżanką mieszkają w tym mieście wiec bez problemu mogą mnie zabrać. Długo się nie zastanawiając – zgodziłem się od razu.

Pomyślałem, że już drugi raz podczas tego wypadu mam niewyobrażalne szczęście. Autostop mnie znajduje właściwie bez mojego wysiłku. Po kilku godzinach okazało się, że to nie koniec szczęścia na dziś. I nie tylko ja je miałem ale te koleżanki, że na mnie trafiły.

Posłuchaj dalej…


Luksemburg

Luxemburg
Widok na część doliny z jednego z średniowiecznych mostów prowadzących do centrum starego miasta.

Już na początku wspólnej 4 godzinnej trasy okazało się, że ten samochód jest pożyczony od kolegi, który ma iPhona.

Skąd wiem jaki telefon ma ziomek, którego nigdy nie spotkałem? Bo w aucie nie było ładowarki samochodowej na micro USB, a właśnie do nadgryzionego jabłka. Więc dziewczyny już po godzinie wspólnej jazdy na GPS-ie miały rozładowane obydwa telefony. Gdy tylko się zorientowałem zaoferowałem pomoc. Najpierw swój telefon. Po chwili mnie oświeciło, że mam pełnego powerbanka przy sobie więc im pożyczyłem. A na koniec zorientowałem się, że przecież na takie wypady biorę własną ładowarkę samochodową – i pierwszy problem zażegnany.

Najprawdopodobniej dlatego, że przez 4 godziny ciągle rozmawialiśmy to o Luksemburgu, to Polsce, Rumuni – bo z tego kraju pochodzą dziewczyny – o polityce, gospodarce i bankowości – pracują w instytucjach finansowych – a skończywszy na tym jakie mamy swoje plany aby naprawić ten świat dziewczyny zapomniały zatankować. Pojechaliśmy na pierwszą stację jaką wskazał GPS i niespodzianka – wspominałem już, że 1 maja to dzień wolny od pracy nie tylko w Polsce? – zamknięte. No to kolejny problem do rozwiązania pojawił się na horyzoncie. Tym razem dziewczyny miały szczęście, że zaznaczyłem na moim GPS-ie największe stacje na których z łatwością złapię stopa – czytaj będą otwarte. Udało nam się na oparach dojechać do pierwszej z nich.

Gdy dotarliśmy do celu Horiana zaproponowała, że skoro nie mam noclegu w tym kraju i nie wyglądam na mordercę – coś jeszcze wspomniała o bracie bokserze i tacie myśliwym – mogę u niej przenocować. Rewelacja. Nie musiała mnie długo namawiać.

Pod miastem, a dokładnie u bardzo stromych wzgórza na którym ulokowano stare miasto przepływa rzeka.
Będąc przejazdem warto odwiedzić to miasto na jeden wieczór aby z pozostałości średniowiecznych murów podziwiać kunszt budowniczych tego miasta.


Zwiedzanie miasta, państwa?

Gdy późnym wieczorem wróciłem z zwiedzania miasta w którym nie ma kompletnie żadnych atrakcji turystycznych, a pomimo to jest ono na tyle urokliwym miejscem, że aż godnym polecenia na wieczór, czekały na mnie naleśniki na kolację. Podobno aby zwiedzić cały ten malutki kraj wystarczy 10 godzin, aby zwiedzić stolicę też 10 – podkreślę w tym miejscu – że to dalej te same 10 godzin. W takim razie jeśli ktoś jest przejazdem i ma wolny wieczór będzie to rewelacyjne miejsce.

Duży plus dla władz tego miasta za udostępnienie darmowego Internetu na terenie całego centrum. Dla nowoczesnego turysty możliwość wrzucenia od razu zrobionych fotek na wall-a będzie nie do przecenienia.

Co można o tym kraju ciekawego napisać? Chyba nie wiele. Właściwie spędziłem w nim tylko 16h z czego połowę przespałem. Ale dowiedziałem się, że każdy mieszkaniec kraju podczas zameldowania otrzymuje podręcznik dotyczący Luksemburgu. Jeden z rozdziałów poświęcony jest wybuchowi w elektrowni atomowej, co robić, gdzie uciekać, pomimo, że w tym kraju nie ma elektrowni atomowej! Choć jest na terenie Francji ok 30km od granicy tego małego państewka.

Pomimo, że atrakcji brak każdy kto odwiedzi stolicę będzie zachwycony. Stare miasto zostało ulokowane na wzgórzu z wszystkich stron otoczony stromymi czy wręcz pionowymi urwiskami. Część z urwisek zabudowana jest średniowiecznymi murami i wieżami strażniczymi. Właściwie te elementy robią spore wrażenie i warto je zobaczyć na własne oczy.

Szwendając się po mieście przypadkiem natrafiłem na grupkę zagranicznych turystów z przewodnikiem. Stali przed jakaś bramą prowadzącą na podwórko pomiędzy kamienicami – tak przynajmniej wyglądała. Gdy udali się do środka poszedłem za nimi, a tam niespodzianka. Był to korytarz prowadzący na drugą stronę rzędu małych kamienic z mini sklepami, pubem i punktami obsługowymi jakby wyjęte z historii o liliputach. Naprawdę dziwne, bardzo małe drzwi i okna ale bardzo urokliwe zabudowania najprawdopodobniej pochodzące jeszcze z wczesnego średniowiecza (zdjęcie poniżej).

To co widać na zdjęciu to uliczka dla ludzi 150cm max. Wszystko jest tutaj w mini skali.
Czy wiedziałeś, że

Jesteśmy coraz wyżsi, znacznie wyżsi!

Prawdopodobnie kojarzysz wielkiego Napoleona Bonaparte (nomen omen) jako małego człowieka. Ten przywódca narodu francuskiego miał 169 cm wzrostu i co na ówczesne standardy było sporo ponad średnią. To dlaczego tak go kojarzymy ?

Naukowcy opublikowali na stronie NCD RisC badania w których porównali średni wzrost obywateli różnych narodów i regionów z całego świata. Z analizy jasno wynikła, że jesteśmy coraz wyżsi. Dla przykładu statystyczny Polak w 1896 roku miał 150 cm wzrostu, a w 1996 już 164! Pełny raport znajdziesz TUTAJ.

Dlatego spacerując po średniowiecznych uliczkach lub domach (np. ta z powyższego zdjęcia lub Złota Uliczka z Pragi) w których żyli nasi przodkowie przywołują nam one na myśl bajki o krasnalach.

Z tego samego powodu, Napoleon dziś nie bardzo wyróżniałby się z tłumu swoim wzrostem, można by rzec, że byłby przeciętnego wzrostu! Błędny obraz tego przywódcy został utrwalony w literaturze prawdopodobnie z powodu niepoprawnego przeliczania miar pomiędzy systemami różnych narodów, jednak badania jego ciała po śmierci potwierdzają wzrost ok 169cm. Możliwe też, że jego wrogowie lub podbite narody rozpowszechniały plotki o niskim wzroście aby go ośmieszyć i nabrać większej odwagi do walki.

Pewnie nie wiedziałeś, że przez Luksemburg dociera do Europy od 75 do 95% wszystkich pieniędzy (w zależności od statystyk). Ta Europejska stolica finansów jest widoczna na zdjęciu.


Historia jak z horroru

Horiana to osoba bardzo ciekawa. Pochodzi z Rumuni ale już od 18 miesięcy mieszka w tym małym państewku. W każdej wolnej chwili podróżuje po Europie – bo stąd wszędzie blisko – lub co bardziej zaskakujące uprawia down hill – zwykle samotnie, tylko w towarzystwie kamerki. A co robi zawodowo? Pracuje dla międzynarodowej organizacji zajmującej się zwiększaniem przejrzystości operacji finansowych na świecie. Głównym celem organizacji jest tworzenie corocznych raportów np. na tematy korupcji, ukrywania podatków w rajach podatkowych itp. Można powiedzieć, że ma ona osobiście spory wpływ na poprawę świata – finansowego.

Wcześniej Horiana wędrowała też z plecakiem i namiotem ale od pewnej „przygody” w górach zrezygnowała z takiej aktywności. Posłuchajcie sami…

Dwie dziewczyny jeździły sobie po Europie samochodem, zwiedzały kolejne miasta i parki narodowe. Po drodze do jednego z nich stwierdziły, że rozbiją sobie namiot przy drodze i w nim przenocują. Gdy zaparkowały samochód dostrzegły, że pod nimi jest jezioro – zaparkowały samochód nad bardzo stromym zboczem. Wybór był prosty, skoro mogą mieć samochód w zasięgu wzroku i namiot w atrakcyjnym miejscu nad brzegiem jezioro to postanowiły znaleźć drogę w dół. Po znalezieniu okrężnej drogi i dogodnego miejsca na biwak, rozłożyły co miały i rozpaliły ognisko. Wszystko wyglądało normalnie do czasu gdy zapadł zmrok.

W środku lasu jak to w środku lasu, czyli cisza głucha i brak ludzi w obrębie wielu kilometrów. Gdy zmierzały już w stronę śpiworów dostrzegły światło przy ich samochodzie. Nie mógł to być inny samochód ponieważ otaczała je całkowita cisza. To było już nie fajne. Dwie samotnie dziewczyny w środku lasu, nawet jakby gdzieś zadzwoniły to pomoc dotarła by po dłuższym czasie, nie wspominając o tym, że nie za bardzo było jak określić ich dokładną lokalizacje.

Co jeszcze dziwniejsze to pojedyncze światło – przypominające czołówkę na czyjejś głowie – stabilnie schodziło po tym stromym zboczu kierując się w ich stronę. Ognisko nie dawało zbyt wiele światła wiec nie dostrzegły konturu ciała człowieka. Dziewczyny zaczęły krzyczeć w kilku językach w stronę światła „Kto idzie?” jednak nie uzyskały żadnej odpowiedzi. Jedna z dziewczyn wzięła do ręki większy kij z ogniska i gaz pieprzowy, druga scyzoryk. Gdy światło podeszło do ogniska i dalej nie udzieliło odpowiedzi jak i również nie można było dostrzec kontur ludzkiej sylwetki…

Dziewczyny uciekły do samochodu i odjechały jak szybko mogły. Gdy następnego dnia wróciły na miejsce obozowiska po namiot zaskoczyły się bardzo ponieważ z namiotów nic nie zginęło. Cały obóz był dokładnie w takim samym stanie w jakim go pozostawiły.


I to tak wyglądała ostatnia ich noc w namiocie. Pomimo że od tej „przygody” minęło już kilka lat to dalej nie odważyły się nocować w namiocie.

Jeden z atrakcyjniejszych budynków po przeciwnej stronie doliny od Starego Miasta.
W samym mieście nie ma nic wyjątkowego, nawet ciekawego oprocz krajobrazów.

zobacz także: Pozytywna historia … cz 5, Holandia

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 3

zobacz też: Pozytywna historia pewnego autostopu cz.2


Zamek Gruyères z XIIIw.

Średniowieczny zamek i w tle Alpejskie szczyty. Nie, to nie jest okładka kolejnej część „Gry o tron”.


Jak podaje Wikipedia:

„Zamek Gruyères – zamek znajdujący się w miejscowości Gruyères, w alpejskim kantonie Fryburg w Szwajcarii. Nazwa Gruyères pochodzi prawdopodobnie od heraldycznego żurawia panów Gruyères (franc.grue = żuraw).

Hrabiowski ród Gruyères jest jednym z najważniejszych we francuskiej części Szwajcarii, jednak jego pochodzenie nie jest dokładnie znane. Od XI do XVI wieku zamek należał w sumie dziewiętnastu hrabiów. Michel, ostatni hrabia Gruyères, miał problemy finansowe i ogłosił bankructwo w roku 1554. Wierzyciele, miasta Fryburg i Berno, podzieliły się jego ziemiami. Zamek stał się siedzibą zarządców Fryburga (1555-1798), a następnie rezydencją prefektów aż do 1848 roku. Został wystawiony na sprzedaż w 1849 i stał się własnością rodzin Bovy i Balland, które urządziły w nim swoją letnią rezydencję i odnowiły zamek z pomocą wielu przyjaciół artystów. W roku 1938, kanton Fryburg odkupił zamek i otworzył w nim muzeum. „

Wnętrze zamku przypomina średniowieczną wioskę. Każdy kto lubi średniowieczne klimaty musi pamiętać o zapachach. Wszystko co średniowieczne strasznie śmierdziało! I tutaj śmierdzi nadal. Śmierdzi topionym serem, który w formie fondue podawany jest w każdym lokalu.


To co mogę dodać od siebie w tym miejscu to jedynie rekomendację, że należy koniecznie odwiedzić to „kosmiczne” miejsce przebywając w okolicy.

Na zamku Gruyères znajduje się najbardziej rozpoznawalna ( i moim zdaniem przereklamowana) knajpka w kraju. Jej wnętrze przypomina szkielety kosmitów z filmu o Obcym. Obok niej ulokowano tez muzeum o tej samej tematyce.


Winnice w Lavaux wpisane na listę dziedzictwa UNESCO


Jak podaje Wikipedia:

„Terasowe winnice w Lavaux rozciągają się na terenie ok. 30 km od zamku Chillon do wschodnich przedmieść Lozanny. Pierwsze ślady uprawy winorośli w tym rejonie pochodzą z okresu rzymskiego (I – II w. n.e.), a winnice terasowe zaczęły masowo powstawać od XI wieku wraz z przybyciem benedyktynów i cystersów.


Pierwsze wzmianki o budowie teras (charmus) pojawiają się w dokumentach z 1331 roku. Terasy miały 10–15 metrów szerokości, a ochraniały je mury wysokie na 5–6 metrów. Niektóre terasy (Dézaley, Clos-des-Abbayes i Clos-des-Moines), z uwagi na ogrom pracy niezbędnej do ich założenia, pozostawały nieukończone do XVIII–XIX wieku.

W 2007 roku krajobraz kulturowy winnic tarasowych w Lavaux został wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.”

Winnice w całej swojej panoramicznej odsłonie (kliknij na zdjęcie aby powiększyć).


Dzień 6 – 1 maja więc wszyscy mają, mieli lub będą mieli wolne

Nie wiem czy wiesz ale w maju w większości krajów europejskich występują po dwa różne, wolne od pracy święta. Dlatego jeśli sobie to dobrze człowiek zorganizuje to może i przez dwa tygodnie jeździć po różnych krajach i podziwiać jak ludzie świętują.

Wracając do planu podróży, który zakładał, że 2-go maja ruszę w stronę Amsterdamu ….

Jest on już nieaktualny. Na trasie do Genewy zaoszczędziłem jeden dzień, który postanowiłem – wczoraj wpadł mi taki pomysł do głowy – spędzić w Luksemburgu. Nigdy tam nie byłem, a że jest akurat w połowie trasy to warto by się w nim zatrzymać. Nikogo nie znam w tym małym kraju dlatego noc planowałem spędzić w jednym z hosteli. Czy się udało ? Posłuchaj dalej…

Warto wiedzieć, że Genewa to takie szwajcarskie miasto gdzie 49% mieszkańców stanowią obcokrajowcy, mówi się po francusku, większość pracujących tu osób mieszka w Francji – skąd dojeżdża się komunikacją miejską za parę złotych – i wszystko co widać wokół miasta to już Francja. Więc i ja dotarłem na przejście graniczne autobusem.

Kilka dni wcześniej metoda aby łapać samochody od razu za bramkami granicznymi się sprawdziła więc i tym razem powtórzyłem tą metodę. Już po 40 min zatrzymał się pewien facet, który robił wrażenie osoby nieszablonowej – choć nie wiem czemu. Może dlatego, że Szwajcar, który prowadzi starszy samochód zawsze będzie wyglądał nietypowo.

Co było dalej dowiesz się z następnego postu, a tymczasem pora na odpowiedź na pytanie z postu wcześniejszego.

Rozwiązanie zagadki

Pytanie:
Z schodami w starym ratuszem, a właściwie to z ich brakiem wiąże się pewna ciekawostka.
W średniowieczu zamontowano w nim podjazd. Można za jego pomocą dostać się na drugie piętro do głównej sali obrad. Dla kogo zamontowano podjazd w czasach gdy nie znano jeszcze wózków inwalidzkich i Segwayów?

Odpowiedź:
Dla jeźdźców konnych. Najzamożniejsi mieszkańcy miasta podjeżdżali pod samą salę obrad na swoich koniach. Nie znano wtedy wind więc w ten sposób sobie radzili.

zobacz także: Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 4

Zobacz więcej
Rajzyfiber

Powyższy post to fragment z najnowszej wersji książki Rajzyfiber (v4.0), tworzonej wspólnie przez specjalistów i pasjonatów oraz czytelników, który wkrótce zostanie udostępniony na tej stronie. Wcześniejszą wersję roboczą Rajzyfiber (v3.0) możesz pobrać za darmo z tej strony
„Rajzyfiber” – podręcznika świadomego i bezpiecznego podróżowania.

Jeżeli jesteś zainteresowany tą tematyką? Planujesz rodzinne wakacje albo wybierasz się na samotny wypad autostopem po świecie, czy trekking po najdalszych zakątkach naszej planety? W tej książce znajdziesz masę praktycznych wskazówek i rozbudowane INTERAKTYWNE listy „ekwipunku”, aby o niczym nie zapomnieć.

Pełny spis treści najnowszej wersji Rajzyfiber
oraz aktualny stan prac znajdziesz pod tym linkiem.

Idea która nam przyświeca:

„Nikt nie wie wszystkiego, jednak razem wiemy bardzo dużo. Nikt nie był wszędzie, ale wszyscy byliśmy gdzieś. Nieważne gdzie. Niezależnie od sposobu podróżowania. Istotne, że nasze doświadczenia się uzupełniają. Dlatego wspólnie możemy napisać ten podręcznik i ułatwić wszystkim czytelnikom wyruszyć bezpiecznie w świat. Niezależnie od celu podróży, możemy podpowiedzieć w jaki sposób świadomie go doświadczać.”

Podoba Ci się projekt Rajzyfiber i chciałbyś dołączyć do zespołu aby dzielić się swoja widzą i doświadczeniami ? Skontaktuj się z nami !!!

Zamknij