XVIII. Ostatni dzień

O alkoholu w uczelnianym bufecie, deszczyku i ostatnim posiłku.

XVIII. Ostatni dzień

Kolejna za krótka noc. Nie pamiętam już kiedy spałem dłużej niż 6 godzin. Trzeba wstać o 7 pomimo, że jest sobota. Kolega broni dzisiaj swoją pracę inżynierską, przy której pomagałem, więc wypadało by się pojawić. Jak już dotarłem na uczelnie, nie wiem czemu ale coś mi nie pasowało. Wtedy dopiero przypomniałem sobie,  że obrona jest o 10.00 a nie o 9.00.... Jak człowiek za mało śpi to i za mało pamięta. W ten sposób mogłem sobie godzinkę posiedzieć na ławeczce i ponarzekać jak bardzo chciałbym jeszcze godzinkę pospać. W gruncie rzeczy to nawet dłużej bo profesor wraz z komisją spóźnił się 40 min. Jak pisałem w pierwszym poście o tym kraju - nikomu tu do niczego nie śpieszno.

Naprawdę nikomu.
Obrona pracy inżynierskiej wyglądała zwyczajnie. Prezentacja w Power Poincie, a następnie zademonstrowanie działanie wagi, którą wspólnie skonstruowaliśmy.

Ciekawostka: ALKOHOL NA UCZELNI

Czy nie lepiej mieć brzuch od piwa niż garb od roboty? - nie mam pojęcie co do za Pan ale tak mi się jakoś skojarzyło.

Bardzo uderzył mnie fakt, że na uczelni jest sklepik/bufet na którym reklamowane jest piwa. W Gliwicach na zgodę aby umieścić na wydziale jakikolwiek plakat jest ciężko, a reklamy alkoholu są całkowicie zabronione. Pomyślałem, że może gdzieś niedaleko jest jakiś regionalny browar i w ten sposób może się reklamuje. Jednak szybko zorientowałem  się, że piwo w tym bufecie znajdziemy nie tylko na plakatach. Mało tego, w uczelnianym bufecie ludzie kupują sobie kieliszeczek Rakiji - takiej tutejszej tradycyjnej wódki .

Doszły mnie słuchy, że czasem jednego głębszego przed zajęciami również wykładowcy lubą sobie spożyć. Może jest to jakaś forma walki z stresem na studiach i w pracy. Każdy przecież wie, że zajęcia są tym bardziej owocne im mniej stresowa atmosfera panuje na nich. Po obronie pracy inżynierskiej rodzice od kolegi przynieśli koniaczek i wszyscy wspólnie wraz z profesorami mieli okazję go „popróbować”. Można powiedzieć, że integracja profesor - student na poziomie nie do pomyślenia w Polsce.

W tym kraju mają kulturę picia na wyższym poziomie. Znaleźć pijanego, zataczającego się człowieka to zadanie naprawdę nie łatwe. Nawet młodzież zwykle z procentami nie przesadza. Czy jest to rezultat wieczornej prohibicji czy zwykłej edukacji – w końcu na uczelni tez jest dostępny - , sam nie wiem.

Pod wieczór przyszedł czas na przeprowadzkę. W ciągu 5 tygodni 3 razy zmieniałem adres zamieszkania. Tym razem tylko na jedną noc. Mały domek dla 3 osób jest oddalony od akademika o jakieś 500m. Tak – jakkolwiek luksusowo to brzmi - załatwili nam taki malutki domek z dwoma pokojami i łazienką. Więc niestety nowi praktykanci nie dowiedzą się jak wyglądają karaluchy i w jakim stanie może być pomieszczenie zwane łazienką. Tutaj jest przyjemny wyższy standardzik.

Wracając jednak do naszej Pelargonii [1]– naszego byłego akademika -  to jak się później okazało, jedynie pokoje na pierwszym piętrze na którym mieszkaliśmy wyglądały tak jak wyglądały. Pozostałe na wyższych piętrach, podobno były naprawdę czyste i zadbane. Wynika to zapewne z faktu, że na najniższym piętrze ludzie nie mieszkają przez cały rok. Jeżeli przyjedzie ktoś na praktykę, to nie szczególnie marzy o traceniu choćby jednej godziny z swojego czasu na sprzątanie. Jeśli jednak jakiś student będzie musiał mieszkać w tym samym pokoju przez rok to inaczej podchodzi do sprawy – przynajmniej powinien.


[1] Pelargonia od środka i od zewnątrz wygląda tak samo słabo. Choć pomimo tego jest miejscem bardzo znanym. Kilka lat później wszedłem do jednej z Macedońskich restauracji w Warszawie i porozmawiałem chwilę z właścicielem. Okazało się, że on nigdy tam nie mieszkał ale miejsce znał dobrze.

Akademik Pelargonia (foto. Daniel Polak)

 

Ciekawostka: OBSŁUGA W AKADEMIKU

Pewnego razu, tydzień po moim przyjeździe wracam po pracy i widzę, że moje łóżko - jak zresztą każde w pokoju - jest czysto pościelone. Nie przypominam sobie abym coś wymieniał. Kiedy reszta osób również wróciła przeżyłem szok. Wytłumaczyli mi, że Panie sprzątaczki nie tylko wynoszą z pokoi śmieci za studentów, ale również przynoszą czystą pościel i ścielą łóżka. Więc pomimo że niektóre pokoje wyglądają jak wyglądają można powiedzieć, że akademik posiada standard "hotelowy"- takiego bardzo skromnego hotelu.

 

 

16 września, niedziela– ostatni dzień w Skopje.

Pobudka ostatniego dnia w Skopie wczesnym rankiem o 10.00[2], a za oknem pochmurno. Miło, nie będzie upału - pomyślałem. Wyszedłem jak co dzień  do piekarni po śniadanie. A tuż za drzwiami spostrzegłem, że pada deszcz. Pierwszy raz od mojego przybycia do Macedonii mogłem wykorzystać moją kurtkę przeciwdeszczową. Wielka ulga – już się obawiałem, że nie potrzebnie ją taszczyłem wraz z sobą. Zapach wilgotnego powietrza po miesiącu upałów sięgających 40 stopni - w cieniu - był niezapomnianym doznaniem.

Długo się zastanawiałem jak może wyglądać ostatni dzień po tak długiej[3] praktyce za granicą. Co zjem ostatniego dnia?  Możliwe, że ostatni raz w życiu – nie oznacza to planowanego samobójstwa ale obawiam się, że nie prędko tu wrócę. Decyzja padła na Kebab. Skoro jest to ich tradycyjna potrawa nigdzie indziej nie dostępna. Po prostu nie mogłem przepuścić ostatniej okazji popieszczenia moich kubków smakowych jego aromatem. Osiem kawałków wraz z frytkami i duuużą ilością tej magicznej czerwonej przyprawy, która jest na każdym stoliku w każdej tutejszej restauracji i barze. Tak wyglądał obiad tego dnia.

Teraz mogłem dokończyć pakowanie i ruszać w dalsza podróż do Azji. Jednak po drodze na dworzec warto zawitać do ulubionej piekarni i kupić prowiant na drogę. Zakup przebiegały metodą na chybił-trafił, to znaczy wskazałem 6 losowych - jak w totku - „bułeczek” i miałem tylko nadzieję, że nie wszystkie będą z białym serem. Codzienne zakupy w tutejszych piekarniach – nawet po tych 5 tygodniach – najlepiej opisują słowa z filmu, które leciały jakoś tak  „pieczywo jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na jakie nadzienie trafisz”.

Tym trafnym stwierdzeniem kończy się mój pobyt w Macedonii, ale rozkręca przygoda mojego życia. W kolejnych rozdziałach mniej o Skopje ale więcej przygód, adrenaliny, szczęścia, nieprzespanych nocy i.... Zachęcam do doczytania kolejnych ciekawostek i spostrzeżeń.


[2] Dla większości osób pracujących wczesny ranek to nie 10.00. Jednak studenci posługują się trochę inną skalą czasu. Prawdziwy student, gdy rano wstanie to je śniadanie przy Teleexpressie i nie jest to powtórka z Internetu.

[3] Tak naprawdę była to bardzo krótka praktyka. Standardowe 6 tygodni, które skróciłem do 5 było najkrótszym okresem zgodnym z regulaminem IAESTE. Sporo osób wyjeżdża na 3, 6 a nawet 12 miesięcy. Część moich znajomych była trzykrotnie na takich praktykach podczas swoich studiów.

 

Mały przedsmak tego co było później.

48 godzin później byłem już w .....

 

 

 

 

... w Turcji, w Stambule a dokładniej w Grand Bazarze.

 

Pierwszy post z tej serii, który warto przeczytać nim przejdziesz do poszczególnych przygód znajduje się poniżej. Tłumaczę w nim dlaczego taki nietypowy format tych wpisów, podkreślenia itp.

Wprowadzenie znajdziesz TUTAJ.

Komentarze

Podobało się?