XV. Romska stolica

O dojeździe z Polski i Romach w pałacach.

XV. Romska stolica

Następnie punkt na liście dzisiejszych obowiązków do wypełnienia to wyprawa na dworzec w celu zdobycia informacji jak można stąd dojechać do Stambułu i z powrotem.[1] Pierwszą zarazem miłą i rozczarowująca wiadomość, którą uzyskałem to cena biletu na pociąg powrotny.


[1] Przy realizacji mojego zadania na uczelni udało mi się zaoszczędzić 7 dni. Pierwszy raz w życiu byłem w kraju tak bardzo wysuniętym na południe,  pozostały czas chciałem jak najlepiej wykorzystać. Do głowy wpadły mi dwa pomysły. Nigdy nie byłem w Atenach i nie odwiedziłem jeszcze Turcji, w której mam kilku znajomych. Za wizytą w Stambule opowiadały się moje tureckie znajomości, darmowe noclegi (u przyjaciół) i możliwość pomieszkania w największym mieście Europy. Gdy zapoznałem się z ceną biletów, wybór okazał się jeszcze prostszy. Grecja odpadła.

1. Katowice 2. Belgrad 3. Macedonia 4. Stambuł 5. Nowy Sad 6. Budapeszt 7. Wiedeń 8. Bratysława

JAK DOJECHAĆ:  z Polski do Skopje

Zakupiony w polskiej kasie PKP bilet kolejowy, ważny jest przez miesiąc od daty zakupu, z możliwością nieograniczonej liczby przesiadek na trasie, kosztował mnie 700zł w jedną stronę. A tutaj identyczny tyle, że w drugą stronę 500zł. Co w takim razie kosztowało brakujące 200zł? Czyżby Skopje znajdowała się na jakimś wzniesieniu, że podróż w jedną stronę zużywa o wiele więcej energii? Wątpię. PKP pomimo gigantycznych prowizji jakie pobiera dla siebie, nie wyróżnia się jakoś specjalnie wysokim standardem. Co jest w cenie? Pociągi nie należą do nowoczesnych, chociaż standard usatysfakcjonuje niewybrednego turystę. Dużą zaletą są przedziały w których można pozsuwać fotele, dzięki temu otrzymuje się przedział - łóżko dla 3 osób. Jak dla mnie jest to naprawdę wygodne forma podróżowania. Tłumów w pociągach nie ma, a czasem podróżuje się samemu w przedziale.

Bardzo ważne jest aby nie kupować jednego biletu na całą trasę!!! Bilet do Belgradu kosztuje 100zł (1430 denarów) jeżeli chcemy zajechać od razu do Budapesztu zapłacimy o 100 zł więcej (3050 denarów). A bilet do Katowic już 7630 denarów. Zaletą tych połączeń kolejowych jest ich częstotliwość - dwa razy na dzień o godzinie 8 i 20. Kolejny środek transportu dostępny tutaj to busik z Polski. Koszt jest nieporównywalnie niższy. Jedyne 500zł w obydwie strony. Szybko w głowie obliczając, daje to ok  250 zł na stron. Czyli 3 razy mniej niż za pociąg. Wada: jeździ tylko raz w tygodniu(!!), nie można pozwiedzać miast przez które się przejeżdża oraz warunki do spania są nieporównywalnie gorsze. Jednak trzeba przyznać, że cena jest kusząca.

Ostatnią "tańszą" metodą dotarcia tutaj jest  - jakby nazwał to inżynier- kompozyt pociągu z busem. Sam wypróbuję tę metodę, którą później opiszę czy się sprawdziła. Polega ona na dotarciu pociągiem do Budapesztu za 200zł, a następnie z tamtą busikiem do Krakowa za 60zł. Podsumowując, metoda ta łączy zalety obydwóch wcześniejszych: komfort i częstotliwość pociągu oraz niską ceną busika, który jeździ z Budapesztu prawie codziennie.[2]

Następny punkt mojego aktywnego dnia jest wyjazd do Romskiej dzielnicy miasta. Zapobiegawczo nikt z nas nie zabrał z sobą lustrzanki ani większej kwoty pieniędzy- dlatego przepraszam, za brak zdjęc. Nie żebyśmy wierzyli w stereotypy, ale tak tylko na wszelki wypadek. Dojechać do niej można autobusem nr 19.


[2] To jeszcze nie wszystkie możliwości dotarcia z Polski do stolicy Macedonii. W Skopie jest lotnisko, na które można dotrzeć samolotem, niestety już nie bezpośrednio ale jednak z naszego kraju. Polecam również autostop. Bardzo prosta i przyjemna trasa. Koszt jakieś.. 0zł, a czas dojazdu nie powinien wynieść więcej niż 48h.

Zdjecie pochodzi z https://travelingepic.com/2012/04/11/macedonia-and-the-mysterious-roma-gypsies/ i zostało wykonane w Skopie w Romskiej dzielnicy.

Ciekawostka: ROMSKA DZIELNICA

Cyganie na naszych ulicach jaki i w całej Europie nie cieszą się dużą sympatią. Nie problem jest ich spotkać również w Macedonii. Z jakiegoś powodu mają oni przyklejoną nie ciekawą łatkę również przez tutejsze społeczeństwa. Czy jest to słuszne czy nie?  Nie będę oceniał. Ale każdy łapie się za portfel jak do autobusu wsiadał grupka Cyganów. To teraz wyobraźcie sobie jak to jest być otoczonym tylko przez Romów - 40 tysięcy Romów. W Skopje ulokowana się dzielnica w całości zamieszkana wyłącznie przez nich. Jest to największe skupisko Cyganów w Europie.

Cała dzielnica zabudowana jest domkami, zwykle jednopiętrowymi lub lepiankami zbudowanymi z tego co się znalazło na wysypisku. Obraz miasta przypomina biedniejsze dzielnice, które oglądamy na filmach dokumentalnych np. o Meksyku lub Kairze. Dzieci bawią się czym popadnie i radośnie biegają po ulicach. Jak nam powiedziano w jednym z sklepów,  95% społeczeństwa tej części miasta zajmuje się sprzedażą lub drobnymi usługami. Można się zastanowić, ponieważ skoro tyle osób coś sprzedaje to kto to kupuje? Prawda jest taka, że ta wyjęta spod prawa dzielnica funkcjonuje jako tako dzięki dużemu targowisku i licznym małym sklepom.

Ludzie z całego Skopje przyjeżdżają tutaj robić zakupy nisko jakościowych dóbr. Ceny są śmieszni niskie - prawa rynku nawet tutaj funkcjonują - duża konkurencja więc trzeba zaniżać  ceny. Jedna płyta z muzyką lub nowościami filmowymi i świeżo wydrukowaną okładką kosztuje 15 denarów (1zł). A o czymś takim jak podatki to tutaj nikt nie słyszał. Istnieje prosta logiczna zasada skoro my nic nie chcemy i nie dostajemy od miasta to tym samym władzą nie będziemy nic oddawać. Wielkim świętem w tej dzielnicy jest każdy ślub – zresztą pogrzeb także.[3] Cyganie muszą się pokazać.[4] Na co dzień najważniejsi z nich są obwieszeni złotem, jak to na królów przystała.

Romowie oficjalnie uznają status społeczny „króla”. Są to osoby mieszkające często w bardzo okazałych domach, wykończone w środku marmurami i złotem – lub pewnie czymś co bardzo je przypomina. Co prawda nie zauważyliśmy takiego pałacu w tej dzielnicy ale słyszeliśmy, że są one budowane z ogromnym rozmachem i przepychem. Podsumowując Romowie żyją sobie w swoim małym  miasteczku na obrzeżach stolicy, nie integrują się z resztą społeczeństwa – chociaż szkoły maja wspólne – i wspomnianych podatków nie płacą. Mają własnych królów, więc ta dzielnica to prawdziwe Państwo w Państwie.

Zdjęcie pochodzi z https://vredkinahda.wordpress.com/exodus/


[3] W tym momencie będzie pasował pewien stary dowcip. Czym różni się rosyjskie wesele od pogrzebu? Odpowiedź: Tylko tym, że jest o jednego pijącego mniej.
W romskiej kulturze wygląda to trochę inaczej, bo pijących jest zawsze tyle samo, każdy pije, również nieboszczyk. Podczas pogrzebu, po wzniesieniu toastu pierwszy kieliszek wódki wylewany jest na grób, następnie każdy z uczestników imprezy wypija po jednym, aby uczcić pamięć tego, który odszedł.  Słowo „imprezy” nie jest moim nadużyciem, ponieważ pogrzeby romskie charakteryzują się biesiadną atmosferą z głośną muzyką i dużą ilością jedzenia. Wszystko to ma miejsce nad nieprzysypaną jeszcze trumną położoną w wykopanym grobie na cmentarzu.

[4] Podczas następnej wyprawy, gdy przejechałem Rumunię autostopem usłyszałem i osobiście zauważyłem również inne, ciekawe tradycje romskie. W Rumuni żyją Rumuni – historyczni obywatele Rumuni – oraz jako mniejszość Romowie – potocznie nazywani Cyganami, prawdopodobnie pochodzący z Indii. W tym kraju Cyganie też muszą się pokazywać. Przejeżdżając głównymi drogami przez wsie i miasteczka bardzo łatwo dostrzec okazałe, bogato zdobione z wykończeniami koloru złotego bramy wjazdowe. Za ogrodzeniami zwykle stoją stare, rozpadające się, zaniedbane domki, w których żyją Romowie. Pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a Cyganie wyjątkowo wzięli sobie to zdanie do serca.    

 

Rynek wieczorem podczas wyprawy na imprezę.

Wieczór.
Jak to przed wyjazdem każdego z zagranicznych studentów, należy urządzić imprezę pożegnalną. Tak się składa, że dzień przede mną do Anglii wracać będzie jeden z studentów. Dogadaliśmy się, że zorganizujemy jedną dużą imprezę. Impreza jak to impreza, nic wartego opisania. Dopiero od 24.00 zaczęło się dziać po codzienny upał o tej porze odpuszcza. O 2.00 w nocy wyszliśmy z biura IAESTE do klubu „Hawana” . Tam zawsze w czwartki królują rytmy R&B. Pamiętasz jak opisywałem kluby na Bałkanach? Nikt nigdy w nich nie tańczył. Tym razem było inaczej. Co było niesłychane, a co dostrzegłem od razu to fakt, że dało się zauważyć ludzi tańczących albo przynajmniej energicznie poruszających się pod sceną. Nie wierzyłem własnym oczom. Ludzie tutaj potrafią dać się ponieść muzyce. Towarzystwo z IAESTE bardzo szybko wkręciło się w rytmy i zaczęło „wymiatać” na "parkiecie" pomiędzy stolikami. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Tylko dlaczego dopiero po 33 dniach od przyjazdu, a 3 dnie przed wyjazdem mogłem poczuć się ta jak na imprezie w Katowicach. Wcześniej wyglądało to o wiele dziwaczniej.

 

Czy to jeszcze Macedonia?

 

Pierwszy post z tej serii, który warto przeczytać nim przejdziesz do poszczególnych przygód znajduje się poniżej. Tłumaczę w nim dlaczego taki nietypowy format tych wpisów, podkreślenia itp.

Wprowadzenie znajdziesz TUTAJ.

Komentarze

Podobało się?