XIII. Wycieczka po mieście Ochryd

Ochryd widziany oczami turysty

XIII. Wycieczka po mieście Ochryd

 

 

Podczas pobytu w tym pięknym mieście trzeba koniecznie udać się na przechadzkę po pomnikach bardzo długiej i bogatej historii tego miasta. Najlepiej rozpocząć ją od pomnika patronów miasta Cyryla i Metodyka znajdującego się przy brzegu jeziora i przy głównym deptaku miasta  - przed McDonaldem. Święty Cyryl  (naprawdę miał na imię Konstantyn) i Święty Metody (pierwotnie Michał), trzymają na swoich kolanach grubą księgę. Zapewne jest to dzieło pochodzące z pierwszego uniwersytetu zlokalizowanego na Bałkanach, którego są założycielami.[1] Za pomnikiem znajduje się McDonald. Niby nic w tym dziwnego bo w końcu wszędzie jest ich pełno ale nie tu w Macedonii. Co ciekawe jest on  ulokowany w starym „nieciekawie”  - to łagodne słowo - wyglądającym baraku. Pewnie wcześniej, był to mały sklepik z pamiątkami. Korporacja McDonalda to jedyna duża międzynarodowa sieć spożywcza, która weszła na ten malutki rynek. W tym kraju nie znajdzie się nigdzie firm typu KFC, Burger King, Costa, lub Starbucks. Podobno otwieranie swojego oddziału w Macedonii dosłownie dla kilku restauracji lub kawiarni nie jest dla nich opłacalne. W całym kraju mieszka mnie ludzi niż w samej Warszawie. Również zagranicznych turystów nie liczy się tutaj w tysiącach.

 

Jeden z dwóch McDonaldów w Macedonii.


[1] Cyryl i Metody za swoich czasów mieli bardzo duży wpływ na wygląd dzisiejszej Europy. Odwiedzili oni Państwo Wielkomorawskie -  dzisiejsze Czechy i  fragment Śląska – z misją szerzenia chrześcijaństwa. Właśnie temu rodzeństwu zawdzięczamy pierwszy 40-symbolowy alfabet- głagolicę (pełna nazwa to alfabet staro-cerkiewno-słowiański) na którą przełożyli Pismo Święte oraz pisma liturgiczne. Za ich życia z tych pism odprawiano msze święte, co przyczyniło się do przejścia ludów słowiańskich na chrześcijanizm – oczywiście nie była to dobrowolna zmiana religii. Dokładnie po 50 latach od śmierci Metodego miał miejsce Chrzest Polski – przypadek? W swoim ochrydzkim uniwersytecie, którego mury stoją po dziś dzień wykształcono wielu wybitnych myślicieli oraz księży. Jednym z nich jest Klemens z Ochrydu, który wraz z pozostałymi stworzył cyrylicę i nazwał ją tak na cześć swojego nauczyciela – 50 lat po śmierci Cyryla. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że udało mi się kiedyś trafić na źródła historyczne wspominające o fakcie posługiwania się cyrylicą na terenie dzisiejszego śląska przed pojawieniem się na tym obszarze alfabetu łacińskiego.

 

Następnie, kierujemy się w stronę starego miasta. Wchodząc do niego po prawej stronie dostrzegamy pozostałości muru obronnego, który niegdyś szczelnie otaczał całe miasto wraz ze szczytem znajdującym się  w jego pobliżu. Szczyt ten służył jako punkt obserwacyjny.

 

Główną wąską uliczką kierujemy się stale przed siebie, aż dostrzegamy kościół św. Sofii z XI w. Za nim kierujemy się w stronę brzegu jeziora. Natrafiamy tam na nowo wybudowany most łączący dwie części miasta rozdzielone od siebie zboczem góry. Dla mieszkańców Ochrydu ten most to zbawienie ponieważ przejście nim zajmuje tylko kilka minut, a wcześniej alternatywną trasą – która też pospacerujemy – do tego samego miejsca szło się pół godziny i to przez górę. Dla turystów ten most jest ciekawa atrakcją. Ciągnie się delikatnym zygzakiem przez ponad 100 metrów u podnóża urokliwych skał wyrastających z wód jeziora. Pełni on również funkcję mola z ławeczkami ulokowanymi w kilku miejscach. Na pewnym odcinku barierek na moście, przymocowane są tabliczki z znakami zodiaków. Jak mówi jedna z nich należy odnaleźć swój symbol, dotknąć go, pomyśleć życzenie i wrzucić monetę do wody. Jeżeli będziemy mieć szczęście to życzenie się spełni, a jeśli nie …. to nie – takie czasy, że nawet za spełnianie życzeń trzeba dziś płacić.

 

 

 

Kolejną rzeczą, którą będąc w Ochryd należy zrobić – dla niektórych wczasowiczów  jedyną - to zakosztowanie kąpieli słonecznych na lokalnych plażach i zamoczenie ciała w przejrzystych wodach jeziora. Plaże są bardzo wąskie, w najszerszych miejscach zmieszczą się jedynie dwa leżaki ustawione jedne za drugim, ewentualnie trzy jeśli zrezygnujemy z pozostawienia przejścia dla pieszych. Dla niewtajemniczonych dodam, że piasku na nich nie warto szukać. Przy odrobinie szczęścia można natrafić na żwirową plażę ale zwykle są to betonowe lub drewniane miejsca przygotowane dla plażowiczów nad samą wodą. Nie trzeba nosić ze sobą leżaków, gdyż są one porozkładane na stałe w „najlepszych” miejscach – zresztą ciężko by było znaleźć jeszcze jakieś inne miejsce.

Największa plaża w mieście.

 

Chociaż, jeżeli ktoś będzie miał szczęście i lubi wcześnie rano wstawać to może się rozłożyć na przystanku. Oczywiście nie chodzi mi o przystanek autobusowy, ale o mola które pełnią funkcję postojów i parkingów dla wodnych taksówek. W jednym z miejsc można znaleźć pływającą plażę. Zbudowana jest ona z prostokątnych pontonów połączonych ze sobą, w jedna solidną konstrukcje i wychodzi w stronę jeziora ładnych kilkanaście metrów. Aby dotrzeć do plaży co nie jest rzeczą prostą należy – sam nigdy bez błądzenia tam nie trafiłem – za mostem kierować się po schodach w górę. Tam należy wypatrywać niewielkiej tabliczki z napisem „plaża” zapisanego oczywiście w  cyrylicy. Warto kierować się za ludźmi, bo pewnie oni też tam zmierzają. Ostatecznie naszym oczom powinny ukazać się małe bary ulokowane na wybrzeżu. Każdy z nich posiada swój ogródek na molo oddzielającym kluby od wody. Plaża to te wolne odcinki nabrzeża pomiędzy nimi. Na szczęście jakość wody w jeziorze w 100% wynagradza nam te wszystkie drobne niedogodności. Jest ona ciepła, krystalicznie czysta [2] z licznymi drobnymi rybkami.


[2] Przejrzystość wody w Jeziorze Ochrydzkim sięga 28m w głąb jeziora.

 

Ciekawostka: JEZIORO OCHRYDZKIE

Jezioro Ochrydzkie jest największym jeziorem tektonicznym na obszarze Macedonii, jednocześnie jest najgłębsze na Bałkanach. Pokrywa obszar 348.8 km2 i miejscami sięga 287 metrów głębokości.  Powstało 4 mln lat temu. Wody jeziora uważane są za jedne z najczystszych w całej Europie, jego temperatura latem sięga 26oC, zimą natomiast nigdy nie zamarza, niezależnie od temperatury otoczenia.

Udając się ścieżką do samego końca nabrzeża dotrzemy do „Małej Cerkwi”. Pozwolę sobie zauważyć, że jej nazwa w pełni opisuje jej rozmiar. Z przed jej bramą stajemy na rozdrożu, ponieważ mamy dwa warianty dalszej trasy. Pierwsza, dla zmęczonych to wynajęcie wodnej taksówki z pobliskiego postoju i powrót do centrum miasta. Natomiast opcja druga kierowana jest dla prawdziwych turystów i prowadzi do pozostałych zabytków miasta.

 

 

Wytrwałych zapraszam na dłuższą wspinaczkę po schodach przy cerkwi prowadzących na szczyt klifu. Po ok. dwóch minutach docieramy do kolejnego kościoła, tym razem znacznie większego. Przy nim, tak samo jak przy wcześniejszej cerkwi znajduje się kranik z wodą zdatną do picia. Przypuszczalnie przypisuje się jej cudowne właściwości, ponieważ kranik ozdobiony jest symbolami świętych. Przy odrobinie szczęścia przy kościele natrafimy na  odważnych śmiałków ryzykujących swoje życie, podczas skoków do wód jeziora z szczytu jednego z pobliskich klifów. Może nie było by w tym nic wielkiego, gdyby nie wysokość 10 m, ostre skały wystające z dna jeziora oraz dość płytkie dno. Ale jak to mówią bez ryzyka nie ma zabawy.

 

 

Następnie po lewej stronie mijamy kościół i kierujemy się schodami w głąb wysuszonego lasu. Naszym oczom ukazuje się bardzo niedbale wykonane ogrodzenie. Podążamy wzdłuż niego, aż dojdziemy do bramy wjazdowej na teren wykopalisk archeologicznych. Przy wejściu warto rzucić okiem na tablice informującą nas o rozpoczętej właśnie budowie dużego ośrodka edukacyjnego dla księży. Dla mnie osobiście taka budowa nowoczesnych zabudowań z szkła, stali na starożytnych fundamentach jest rodzajem profanacji. Nie wiem kto wydał zgodę na coś takiego ale mam szczerą nadzieję, że gdy zawitam tutaj w przyszłości moim oczom ponownie ukarzą się starożytne ruiny, a nie centra handlowe. Większość zabudowań, które znajdują się na tym terenie liczą sobie ponad 1000lat. Dla sprostowania wyjaśnię, że używam w tej książce wyrażenia „starożytne budowle”, które nie zawsze jest poprawne.

 

 

Ciekawostka: STAROŻYTNOŚĆ, A ŚREDNIOWIECZE

Okres starożytności trwał od powstania pierwszych cywilizacji na Bliskim Wschodzie, Europie i Afryce Północnej do roku 476 n.e. Świadomie jednak stosuję to sformułowanie w tej książce aby wpłynąć na Twoje wyobrażenie kształtu tych zabytków. Sformułowanie "średniowieczne budowle" kojarzy się nam raczej
z Malborkiem czy zamkiem Wawelskim (którego fundamenty pochodzą zresztą z okolic XI w.n.e), co w żadnym stopniu nie odzwierciedla architektury tego regionu.

Okres średniowiecza w Europie trwał od 476 r. n.e. w którym to  nastąpił upadek cesarstwa Rzymskiego,  zakończył się w zależności od opinie w latach: 1453r. - upadek Konstantynopola lub 1440r. - opracowanie druku przez Gutenberga[3] albo 1492r. gdy słynny Krzysztof Kolumb odkrył ponownie Amerykę. Ilu na świecie historyków tyle różnych opinii dlatego ja postaram się w tekście umieszczać daty lub najlepsze - moim zdaniem - opisy dotyczące wyobrażenia o danym okresie. Sprawę komplikuje jeszcze docieranie poszczególnych okresów historycznych do poszczególnych państw. Specjaliści rozdzielają ponadto osobne epoki dla muzyki, architektury, nauki ….

 


[3] W tym sformułowaniu zawarta jest pewna nieścisłość. Gutenberg wymyślił druk i rozpowszechnił na terenie dzisiejszej Europy, ale to nie jest tak, że był On pierwszy w historii, który z druku korzystał. Istnieją dokumenty wskazując na fakt wykorzystywania ruchomych czcionek wykonanych z brązu na terenie dzisiejszych Chin w VII w. p . e . Podobnie Edison nie wynalazł żarówki, a Bell telefonu. Choć na te tematy postaram się rozpisać w innych postach.

 

Na terenie wykopalisk, największe wrażenie robi okazały kościół (bądź klasztor)  Św. Klimenta i Pantelejmona datowany na  IX – XV w. Został on niedawno odbudowany z zachowaniem najdrobniejszych szczegółów. Dociekliwa osoba, zwróci na pewno uwagę na wmurowaną poziomo w mury budowli blachę. Oczywiście 1000 lat temu, w oryginalnej konstrukcji jej nie było.  Jednak dziś służy ona do oddzielenia fragmentów ścian oryginalnych od tych świeżo odbudowanych.[4] Po lewej stronie zabytku, znajduje się oryginalna mozaika podłogowa otaczająca starożytne baptysterium[5]. Dla niektórych osób dużym zaskoczeniem będzie dostrzeżenie pomiędzy ładnymi kształtami i symbolami psów, swastyk. Swastyki te, nie mają kompletnie nic wspólnego z przychodzącymi w pierwszej kolejności do głowy skojarzeniem z III Rzeszą – to nie te czasy.


[4] Czasem w innych częściach świata – również w Polsce - stosuje się podobny zabiegi z wykorzystaniem innych materiałów np. za pomocą farby, cementu o innym kolorze  czy choćby cegieł niepasujących do reszty ściany.

[5] Chrześcijańska budowla przeznaczona do ceremonii chrztu.

 

 

 

Ciekawostka: SYMBOL SWASTYKI

Nazwa swastika pochodzi z sanskrytu i oznacza "przynoszący szczęście" (swasti – powodzenie, pomyślność, od su – "dobry" i asti – "jest) . Na całym świecie do XX w., a w dalszym ciągu na terenie Azji owy symbol kojarzony jest z znakiem który przynosi szczęście. Na terenie Wietnamu natrafiłem na liczne nowoczesne świątynie, które przed wejściem głównym mają postawiony wysoki obelisk z wszystkich stron ozdobiony swastykami. Nie inaczej jest również w Bangkoku gdzie to na terenie Dużego Pałacu – wcześniej siedziby władców Tajlandii - na mozaikach ściennych swastyka pojawia się wielokrotnie. Niestety naziści wykorzystali ją do swoich niecnych celów i do dziś dnia na terenie Europy postrzegana jest jako symbol zła.

 

Z drugiej strony kościoła, możemy znaleźć jeszcze lepiej zachowane mozaiki, o znacznie większych wymiarach. Natomiast po wkroczeniu do  wnętrza budowli – czego nie wolno robić w stroju plażowym  - oprócz okazałych przedmiotów sakralnych, umieszczonych na ścianach w samym jego sercu, dostrzeżemy cos dziwnego. Jest to zabudowana szybami, dziura w ziemi do której pod kątem zamontowano lustro. W jego odbiciu widać niewielkich rozmiarów mroczny tunel. Kolega tłumaczy mi, że nikt do tej pory nie odważył się oficjalnie odpowiedzieć na pytanie, dokąd on prowadzi. Odkryto i udokumentowano natomiast, że pod naszymi stopami jest ukryta cała siec podobnych przejść. Są różne teorie starające się odgadnąć jakie funkcje mogły pełnić w przeszłości te mistyczne przejścia. Jedna z nich głosi, że mogły służyć one jako droga ewakuacyjna z oblężonego miasta, inna natomiast wspomina o drodze na skróty po wodę do jeziora. Swoja drogą nie do końca rozumiem dlaczego nikt nie był na tyle ciekawy aby to sprawdzić. Możliwe, że może ktoś coś wie i bardzo mu zależy aby ta tajemnica nigdy nie ujrzała światła dziennego. Czy w tym miejscu odbędzie się kolejna część przygód profesora Robert Langdon, bohatera książek Dan Browna?  Kto wiem.

 

 

Spacerując po mieście co chwilę słychać bicie dzwonów z jednego lub kilku jednocześnie kościołów. Jest ich tutaj dokładnie 365. Zostały wybudowane w średniowieczu po jednym na każdy dzień roku. Na wąskich schodkach, wielokrotnie mijam angielskojęzycznych turystów, którzy przecenili swoje siły. Określenie „mijam” jest trochę na wyrost, ponieważ bardziej to przypomina przeciskanie się przez zatłoczony autobus w godzinach szczytu, niż mijanie ludzi na chodniku. Jednak z czasem idzie się do tego przyzwyczaić.

 

 

Wychodząc z terenu wykopalisk, podążamy za kierunkowskazami turystycznymi, które prowadzą nas na Górną Bramę. Po drodze można podziwiać z lewej strony dwa piękne nowo wybudowane budynki mieszkalne oraz kilka odrestaurowanych, będących rewelacyjnym przykładem architektury ochrydzkiej. Wszystkie nowe domki mieszkalne stawiane na terenie starego miasta muszą przypominać architekturą te pierwotne, jest to jedna z zasad panujących na obszarach wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.[6]


[6] W Polsce na liście UNESCO znajduje się 14 wyróżnionych miejsc. Są to między innymi Wieliczka, Obóz Koncentracyjny Oświęcim, Malbork i kilka starówek ale również Puszcza Białowieska.

 

 

Natomiast po prawej stronie dla kontrastu towarzyszą nam budynki w gorszej kondycji jak i kompletnej ruinie.

 

 

Na końcu tej uliczki naszym oczom ukazuje się jedna z 4 bram umożliwiających dawniej wejście do miasta. Same wrota bramy – podobno- są oryginalnie pokryte stalowymi łuskami pochodzącymi z czasów świetności miasta. Pomimo, że wydają się być dość „świeże” bo są zachowane w dobrym stanie. Od bramy w stronę miasta odchodzi 6 ulic. Liczba dróg łączących się w tym miejscu jasno obrazuję jaką poważną rolę pełniła ta brama w układzie urbanistycznym starożytnego miasta Ochryd. Stając tyłem do niej, z lewej strony widzimy Górny Kościół w którym teraz swoją siedzibę znalazło muzeum ikon. Wcześniej w jego bramach znajdywał się wspomniany już pierwszy uniwersytet na Bałkanach.

 

 

 

Poniżej Górnej Bramy znajduje się wejście do antycznego amfiteatru. Wejście to bardzo rzuca się w oczy, ponieważ w całości zostało obklejone reklamami pewnej różowej sieci komórkowej – znanej także na polskim rynku. Źródła podają, że amfiteatr pochodzi z samych początków istnienia miasta. To jest okolic 300 r. p. n. e. W swojej historii był kilkukrotnie przebudowywany miedzy innymi za czasów Rzymian i Bizancjum. Polecam usiąść na widowni i wyobrazić sobie , że dokładnie w tym samym miejscu mógł siedział sobie ktoś 100, 500, 1000 a nawet ponad 2000lat temu i podziwiać odgrywaną sztukę dla 5.000 widzów. Co ciekawe ta budowla nie jest jedynie atrakcją turystyczną ale wciąż spełnia swoją pierwotną funkcję. Co roku odbywają się w niej festiwale i grane są przeróżne sztuki.

 

 

Patrząc w prawo od Górnej Bramy, dostrzeżemy twierdzę cara Samuela, która uświadamia nas jak dobrze strzeżone musiało być to miasto w przeszłości. Aby do niego dojść, należy z tego miejsca bądź z kościoła św. Klimenta kierować się za wskazówkami wpisanymi na turystycznych kierunkowskazach.

 

 

My natomiast udajemy się główną drogą skierowaną na wprost nas, schodzącą dość stromo w dół. Prowadzi ona bezpośrednio do centrum miasta. Przed wybudowaniem mostu, który przeszliśmy wcześniej, droga ta stanowiła jedyną trasę do wszystkich atrakcji, które mieliśmy okazję zobaczyć. Droga schodami z wieloma atrakcyjnymi „przystankami” wydaje się dużo krótsza od mozolnej wspinaczki tą samą drogą na szczyt wzniesienia. My natomiast schodząc mamy czas i energię podziwiać malutkie kościółki – bądź nieco większe kapliczki – po obu stronach drogi.

 

 

Po chwili docieramy ponownie do okazałego kościoła św. Soffi. Pierwotnie wybudowanego w XI w.,  rozbudowanego w XV w. Przed samym wejściem do budynku możemy podziwiać efekty prac archeologicznych, które prezentują fundamenty pierwotnej konstrukcji. Na terenie kościoła znajduje się jedyny zielony skwerek w starym mieście, w którym można usiąść na ławkach i odpocząć w cieniu okazałych drzew. W tylnej części terenu wybudowano Nowy Amfiteatr w którym odbywają się przedstawienia kierowane do mniejszej liczby widzów.

 

 

Aby w pełni umożliwić Wam wyobrażenie sobie jaki niezwykły klimat panuje w tym mieście koniecznie muszę powiedzieć coś więcej.. Wilgotne i chłodne powietrze znad jezior sprzyja rozwojowi bujnej, kolorowej flory. Zielone rośliny obrastające mury budynków nie należą do rzadkości. Palmy w donicach, drzewa w ogrodach, a w ich tle kolorowe kwiatki wystawione do okien lub posadzonych przed domami dodają magicznego klimatu miasta. Od progu starego miasta zaczyna się podłużny kolorowy „park miejski”  ciągnący się wzdłuż całego wybrzeża w stronę Hotelu Denavius – to ten hotel z restauracją na dachu. Ławeczki, drzewa, palmy, bujne trawniki i multikolorowe mozaiki kwiatowe wypełniają go w całości. Pomiędzy nimi przeciskają się zwinne malutkie jaszczurki. Sprzedawcy pamiątek błyskawicznie pojawiają się wszędzie tam, gdzie można spotkać choćby najmniejsza grupkę turystów – a wiec są w całym mieście. Sprzedają oni wszystko, począwszy od widokówek i magnesów, a skończywszy na złotej biżuterii. Urok miastu dodają również gdzieniegdzie pozostawione rozsypujące się domy. Dzięki temu kontrastowi łatwiej wyobrazić sobie jakie wielkie wysiłki musieli włożyć mieszkańcy pozostałych, lepiej zachowanych domostw aby prezentowały się one tak jak aktualnie wyglądają. Ostatnim drobiazgiem składającym się na urok tego miasta są malutkie zakłady, których pracownicy zajmują się rzeźbą w drewnie. Na straganach można kupić tego typu rękodzieła, a spacerując uliczkami podglądać przez okna w jaki sposób one powstają.

Droga powrotna do Skopje rozpoczęła się oczywiście na dworcu autobusowym. Co ciekawe, pomimo zakupionego już biletu oraz tego, że autobus jest pusty musisz udać się do kasy i zarezerwować sobie w nim miejsce (opłata 30 denarów). Radzę nie zapomnieć o tym.

 

 

Pierwszy post z tej serii, który warto przeczytać nim przejdziesz do poszczególnych przygód znajduje się poniżej. Tłumaczę w nim dlaczego taki nietypowy format tych wpisów, podkreślenia itp.

Wprowadzenie znajdziesz TUTAJ.

Komentarze

Podobało się?