Wojna wietnamska i delta Mekongu

czyli wycieczki po południu Wietnamu.

Wojna wietnamska i delta Mekongu

Dlaczego Wietnamczycy to kanibale i czy nasze dzieci ważą więcej niż tutejsi żołnierze? Dowiecie się z tego tekstu. Miłego odkrywania.

 

Tylko zimna woda? I inne zaskakujące obserwacje.

Z moich obserwacji wynika, że w większości mieszkań i domów w Wietnamie południowym znajdziemy tylko jedno przyłącze wody w kranach i pod prysznicem. Zawsze będzie to przyłącze wody zimnej! Gdzie przymiotnik „zimnej” jest tutaj bardzo nad wyrost. Jeżeli rury z wodą są pociągnięte w gruncie, którego temperatura przez większość roku nie spada poniżej 28 stopni to tym samym temperatura wody w kranie ma zwykle 28 stopni. Nie jest to co prawda gorąca woda ale gwarantuję, że w takim upale gorący prysznic nie znajduje się wysoko na liście naszych marzeń.

 

BHP to podstawa

Zaskakujące dla Europejczyka nie pracującego w korporacji będzie sposób poruszania się tutaj miejscowych po schodach. Każdy z nich jeśli wchodzi po schodach, niezależnie czy to w ogródku, biurze czy wieżowcu trzyma się poręczy. Zawsze! Patrząc na europejskich turystów od razu zauważa się ten kontrast pomiędzy wyuczonymi dobrych manier i zasadach bezpieczeństwa Azjatami, a pewnymi siebie i zarozumiałymi Europejczykami. Żadne turysta nie złapie się poręczy "wspinając" się po trzech stopniach w ogródku, natomiast Azjata już tak.

 

Kilka oryginalnych nalewek

Regionalne nalewki, które nazywane są tutaj winem ( > 30% alko ) można znaleźć w różnych dziwnych smakach. Najsmaczniejsza z nich to wino z pszczół z dodatkiem miodu, bananowe też może być. Wino z węży i jaszczurek ma posmak skóry gadów (choć tego można się było spodziewać), a najgorsze z nich jest wino kokosowe.

 

Pieczywo

W Sajgonie znajduje się przynajmniej jedna piekarnia z Azjatyckiej sieciówki „ABC Piekary”, którą mogę polecić. Dlaczego polecam piekarnię, a nie lokalne smaki? Odpowiedź jest oczywista dla każdego kto spędził za granicą kilka tygodni. Lubimy to co znamy i to co nam "zabrano". A ja uwielbiam pieczywo. Po kilku dniach jedzenia wyłącznie azjatyckich smakołyków, za dobre pieczywo dałbym się przysłowiowo pociąć.

Jest ona ulokowana po drodze z biura podróży (wspominam o nim w tekście poniżej) na parking autokarowy. Dość spory wybór pieczywa oraz przekąsek słodkich lub słonych z możliwością podgrzania. Na pierwszym piętrze znajduje się wygodna klimatyzowana przestrzeń gdzie można sobie usiąść i zjeść co się zamówiło. Kawałek pizzy odpowiedni na śniadanie to wydatek ok 4.50 PLN, a kawa to niestety ponad 10zł.

 

Wycieczki - Wojna Wietnamska

Warto wybrać się na wycieczkę do tuneli nad Hi Chi Minh. Można podczas tych dwóch godzin zwiedzania poukładać sobie w głowie wiele rzeczy trudnych do wyobrażenia nam Europejczykom. Wojna w Wietnamie trwała w latach 1957–1975 i przez cały ten czas jedni ukrywali się  w tunelach polując na wojska amerykańskie jak na zwierzęta. Drudzy w zamian niszczyli i zatruwali całe połacie kraju niszcząc wietnamską pulę genetyczną (środkami chemicznymi) na kilka kolejnych pokoleń.

 

Sprawdzone i do polecenia w Sajgonie biuro podróży to The Shin Tourist 246-248 De Thom dt District 1 Ho Chi Minh

 

Koszt 2h wycieczki do tuneli to wydatek 110tys Dongów czyli ok 19zł. W cenie jest wliczony transport z i do Sajgonu (2h w każdą stronę) i drobny poczęstunek na miejscu. Ciężko aby mogło być taniej. Naprawdę warto!

 

Dlaczego wybudowano tunele?
Wietnamska broń była na tyle zacofana, że jej skuteczny zasięg wynosił jedynie 100m czyli od 6 do 10 krotnie mniej niż amerykańskiej. Dlatego Wietnamczycy byli technologicznie zmuszeni do wybudowania sieci tuneli i okopów. Taktyka ich działań wojennych opierała się na sprawnym wyskakiwaniu za plecami wroga i zabijaniu go z bardzo małej odległości, niezauważenie.

Ile mógł ważyć taki żołnierz wyszkolony do wielomiesięcznej walki w tunelach?
Wejście do tunelu zamieszczam poniżej. Na pierwszy rzut oka widać, że jest nie wiele większe od standardowej europejskiej stopy.

 

Z lewej strony widać oryginalny rozmiar wejścia do tunelu, a z prawej powiększony specjalnie pod turystów.

 

Jako podpowiedź dodam, że musieli oni płynnie wskakiwać do tuneli i z nich wyskakiwać wraz z bronią.

Odpowiedź: Przeciętny Wietnamski żołnierz walczący w tunelach waży 30 – 35 kg.

 

Makieta pokazująca złożoność tuneli. Część podziemnych pomieszczeń pełniło funkcję kuchni, sypialń, schronów jak i studni.

 

Główną atrakcją muzeum są oczywiście tunele.  Do większość z nich nie ma szans zmieścić się przeciętny gimnazjalista, a co dopiero osoba dorosła. Dlatego dla turystów specjalnie poszerzono jeden z nich i wybudowano co 30 metrów dodatkowe "wyjścia ewakuacyjne" aby w każdej chwili można było je opuścić. Teren muzeum zwiedza się wraz z przewodnikiem w 20 osobowych grupach. Ilu zwiedziło tunel? Standardowo, jeżeli zamożny turysta z zachodu ma wejść do wąskiej przestrzeni gdzie może się ubrudzić to jednak woli zobaczyć film i zdjęcia wygodnie siedząc w fotelu. Dlatego jedynie 2 osoby dotarły do końca wycieczki.

Najlepiej nie brać do środka nowych ubrań tak samo jak i plecaków. Na pewnym odcinku trzeba się trochę czołgać. Czasem jest naprawdę ciasno i ciemno więc warto zabrać z sobą czołówkę. Myślę jednak, że warto się pomęczyć. Przynajmniej w najmniejszym stopniu można spróbować wyobrazić sobie jak wyglądało codzienne wielomiesięczne bieganie po tunelach podczas wojny.

Kuchnia podziemna

Patent kulinarny z czasów wojennych. Można gotować lokalne warzywa jak np. ziemniaki na parze bez wykorzystywania garnka! Wystarczy wepchnąć dany produkt do bambusa, a następnie postawić i obracać go nad ogniskiem. Bambus zawiera tyle wody, że może zastąpić nam garnek.

 

Na zdjęciu po lewej stronie widać podziemną kuchnię. Była to płyta pełniąca funkcję sufitu z kilkoma otworami wentylacyjnymi aby para i dym miały gdzie ulatywać.

 

Na co ta wojna - w wielkim skrócie

Nie jestem największym fanem Wikipedii jednak pozwolę sobie przytoczyć kilka zdań aby zobrazować skalę konfliktu: "W konflikt zaangażowane były z jednej strony komunistyczna Demokratyczna Republika Wietnamu (Wietnam Północny, wspierany przez inne kraje socjalistyczne, gł. Związek Radziecki oraz Chiny ale też w mniejszym stopniu przez niektóre kraje niesocjalistyczne tj. Szwecja), a z drugiej strony Republika Wietnamu wraz z międzynarodową koalicją obejmującą Stany Zjednoczone i ich sojuszników – Koreę Południową, Tajlandię, Australię, Nową Zelandię i Filipiny. Wbrew ich woli stronami konfliktu były również Kambodża i Laos."

Sama wojna trwała tak długo, że napisano o niej wiele książek ,dlatego nie ma sensu tutaj wchodzić w szczegóły (zresztą sam nie czuję się osobą kompetentną w tej dziedzinie). Nie będę też analizował jaki miała sens ale przytoczę kilka liczb: w sumie podczas konfliktu zginęło ponad 3 mln (!!!) ludzi z czego 2 mln to cywile, a amerykanów 58.000. 60% ofiar wśród wojskowych miało mniej niż 21 lat.

Konflikt wygrali komuniści.

Dane pochodzą z Wikipedii i https://www.warhistoryonline.com/war-articles/tale-world-war-two-pacific-survival-surfaces.html

 

 

 

Wycieczki - Delta Mekongu

Delta Mekongu to ogromny obszar 40 tys km^2, wykorzystywany od wieków do uprawiania wszystkiego co się da. Ilości różnych owoców, które widziałem tutaj na własne oczy podczas zwiedzania plantacji przyprawiają o zawrót głowy. Tym razem w przeciwieństwie do wcześniejszej wycieczki będzie znacznie mniej treści, a więcej fotografii i krótkich ciekawostek. Na początku dodam jeszcze tylko jedną informację wprowadzającą. Cena wszystkich poniżej opisanych atrakcji, degustacji alkoholi i słodyczy, posiłków z muzyką na żywo .... to niecałe 20 zł.

 

Mapa odwiedzonej okolicy

 

Wiele słyszałem przed przyjazdem tutaj, że Wietnam ponoć jest tani dla Polaków. W dużych miastach ceny są raczej standardowe lub tanie ale na prowincjach to dopiero można poszaleć. Świeże kurze jajka na wsi kosztują ok 4gr PLN.

 

Dla nie wtajemniczonych - 15.000 VND to 2.19 PLN

Szerokie śmieszne (dla nas) okrągłe kapelusze które doskonale znamy z każdego zdjęcia pól ryżowych lub plantacji herbaty naprawdę są tutaj powszechne. Można je spotkać w każdym mieście, wsi i ulicy bo są bardzo praktyczne. Są wielofunkcyjne i chroni przed słońcem, deszczem, kleszczami, a nawet uszy przed przeciągami. Kolejne bardzo praktyczne zastosowanie tego „gadżetu” to wykorzystanie go jako wachlarza.

 

Każdy kto kiedykolwiek odwiedził Azję musiał dostrzec, że o ekologi nie wielu tu słyszało.

 

Wietnamczycy to kanibale

Powyższe zdanie wypowiedział mój przewodnik, który oprowadzał mnie po plantacjach.

Wynika to z faktu, że Wietnamczycy chowają swoich bliskich w okolicy gdzie mieszkali lub pracowali. A, że wielu pracowało na polach ryżowych lub przy hodowli bydła to tam są chowani. Pola ryżowe, plantacje owoców i pastwiska na, których można znaleźć groby bliskich stanowią tutaj zwyczajny widok. Roślinki odzyskają z zwłok co się da. Bydło zje roślinki, a później już sami Wietnamczycy położą sobie to mięsko na talerzu w towarzystwie ryżu.

W ten sposób koło życia się zamyka ....

 

Kto z Was widział kiedykolwiek jak rośnie ananas. Wcale nie na palmie !!!

 

Patrz gdzie płyniesz ....

 

W wielu miejscach na świecie można znaleźć takie dziwne zdobienia łodzi. Mowa o dużych oczach. Czytałem wiele historii skąd się to wzięło, ale jednak żadna z nich nie jest w 100% pewna. Najciekawsza z nich głosi iż w dawnych czasach syn pewnego władcy z tych stron wypłyną na rzekę w jakimś mało istotnym celu. Pewnie nie na połowy ryb ponieważ był synem władcy, a do tego miał służbę i chłopów. Woda była spokojna, a podróż przebiegała bez rewelacji. Do czasu ....

Nagle łódź zaczęła tonąć. Załoga walczyła z całych sił aby uratować statek i następcę tronu, jednak bez skutku. Gdy macki wielkiego potwora morskiego (czy może rzecznego) złapały łódź na ratunek było już za późno. Wszyscy utonęli.

Władca w rozpaczy kazał wezwać rycerza czy może samuraja, który pokona bestię i pomści śmierć jedynego syna. Jedyną osobą, która się odważyła podjąć tej misji był pewien skromny szewc z Krakowa .... Można by tą historię wymyślać dalej jednak jej puenta jest prosta. Aby zapobiec kolejnym atakom bestii z wód władca kazał domalować wszystkim statkom wielkie oczy. Dzięki takiemu makijażowi wszelkie jachty widziane spod tafli wody przypominają wielkie "nad-wodne" potwory. Od tamtych dawnych czasów nie zarejestrowano już żadnego ataku morskich bestii. Dziś woda w tych rzekach jest tak mętna, że aby ją nalewać najpierw trzeba ją pokroić ale może dawniej ta legenda miała większy sens.

Inne wytłumaczenie głosi, że chodzi o zwyczajne zabobony. Osoby wykonujące niebezpieczne zawody są zwykle bardziej przesądne i religijne (choć z założenia jedno powinno wykluczać drugie). Polscy górnicy mają swoje zwyczaje, bałtyccy marynarze także to i azjatyccy rybacy mają. Domalowane oczy mają dostrzec to czego nie widzi kapitan. Mają chronić przed wypadkami na rzekach.

 

Podobno w Australii można kupić w supermarketach obrane z skórek pomarańcze zapakowane w plastikowe worki próżniowe. Nigdy tam nie byłem więc nie mogę potwierdzić tej informacji. Czy "Zachodni' świat nie zmierza przypadkiem w złym kierunku? Czy wygoda jedzenia musi przyjmować aż takie ekstremalne formy? Wietnam odwiedzają przede wszystkim turyści z krajów bardziej rozwiniętych więc  wszystko jest tutaj przygotowane pod "nas". Gdyby komuś nie chciało się obierać pomelo lub bananów może sobie kupić takie "gołe" i ładnie zapakowane. Wygoda na pierwszym planie, a o ekologi niewielu tu pamięta.

 

Orzechy kokosowe na plantacjach leżą dosłownie wszędzie. Na palmach (tam akurat wiszą), na ziemi pogryzione przez szczury, na stołach jako naturalne naczynia do picia mleczka kokosowego i na straganach jako pamiątki.

Na powyższym zdjęciu nasz przewodnik demonstruje w jaki sposób lokalna ludność radzi sobie z rozłupywaniem orzechów kokosowych. Jako, że w tej okolicy wiele rzeczy wytwarza się z kokosów to mieszkańcy musieli znaleźć jakiś szybki sposób aby dostać się do ich wnętrza. Rozwiązaniem okazały się bardzo ostre, nie wysokie "dzidy" montowane na stałe w podłogę. Turyści powinni zwracać na nie szczególną uwagę ;)

 

To karp! Nie, to dorsz! Nie to pirania !!!

Powszechną i raczej tanią rybą w tej okolicy jest pirania. Najprawdopodobniej pływa ich trochę w Mekongu. Sama ryba podawana jest w bardzo oryginalny sposób. Po pierwsze, stawiana jest ona na stole w takim dziwnym stojaczku aby robić lepsze wrażenie. Po drugie turyści nie nakładają jej sobie samodzielnie. Przy każdym stoliku stoi jedna pani z obsługi. Zadaniem tej kobiety jest oderwanie mięsa z piranii, dołożenie kilku warzyw i zawiniecie tego wszystkiego w papier ryżowy przygotowywany w tradycyjny sposób kilkaset metrów dalej. W tle grana jest muzyka na żywo. Po za lokalnym jedzeniem i owocami na stołach można znaleźć wyjątkowe trunki. Do wyboru Coca Cola, Fanta, Sprite i woda. Jedyne co można było potraktować jako napój lokalny to mleczko kokosowe z pobliskiej plantacji (zresztą wszędzie można je łatwo znaleźć). Wielka szkoda. Bo do takich niezwykłych potraw moim zdaniem, standardowe gazowane napoje ni jak pasują.

 

A co poza tym ?

 

 

Komentarze

Podobało się?