Wietnam pierwsze godziny w kraju

O ruchu ulicznym i smutnym lotnisku

Wietnam pierwsze godziny w kraju

Wylądowałem w Wietnamie.

...

Kosmos.

Dlaczego? Bo wylatując z Singapuru miałem wrażenie, że opuszczam jakąś bardzo zaawansowaną planetę wprost z Gwiezdnych Wojen.

Wylądowałem natomiast w całkowicie innym świecie.

Pierwsze co się mi rzuciło w oczy to pustki - w porównaniu do Singapuru - na lotnisku. Nie widzę sklepów, restauracji - nawet McDonalda - bankomatów. Nic nie ma. Wylądował tylko jeden - nasz - samolot i nikogo więcej nie było, a to przecież Ho Chi Minh. Największe miasto w kraju z ponad 8 milionową populacją.

Po drugie cisza i wszech ogarniające uczucie powagi. Nie byłem pewny czy to lotnisko czy przypadkiem wylądowałem pod ścianą płaczu w Izraelu.

 

Cała obsługa lotniska miała poważne miny. Wyglądali jakby za uśmiech ich karano. Karano natomiast na pewno turystów.  Nie za uśmiech ale za robienie zdjęć. Byłem świadkiem jak jeden odważny wyciągnął aparat i zrobił zdjęcie miejsca odprawy paszportowej na lotnisku. Zrobił to pomimo widocznych znaczków z przekreślonym aparatem. Co dalej go spotkało? Nie wiem. Ale od razu na myśl przyszła mi historia z innego komunistycznego kraju - Korei Północnej. Tam student za zerwanie plakatu w hotelowym pokoju miał zostać skazany na wiele lat więzienia czy nawet karę śmierci. Stety lub niestety nie doczekał się końca kary ponieważ zmarł w więzieniu po niecałym roku procesu.

Gdy przyszła moja kolej na pokazanie paszportu, nie będę ukrywał, że się stresowałem. Może nie tak jak podczas pierwszej komunii świętej ale jednak. Spojrzenie pani w okienku z wyciągniętą ręką po wizę było na tyle poważne, że aż śmieszne. Pomimo uśmiechu na mojej twarzy jej kąciki ust nie zareagowały.

Po wszystkim udałem się do kantoru. Wiem, że na lotnisku zawsze chcą naciągnąć na kasę turystów ale bankomatu nie znalazłem. Potrzebowałem gotówkę aby się dostać do centrum miasta busikiem. Skąd miałem dostać się do mojego hosta z internetu (CouchSurfing).

To co otrzymałem za jeden banknot amerykański przypominało stosik banknotów z gry Monopol. Musiałem zaufać obsłudze, że z tej gry one nie pochodzą i wartość też jest w miarę prawidłowo wyliczona.

Na zewnątrz lotniska niespodzianka. Burger King, może to nie aż tak zacofany kraj? Zobaczymy.

 

Może tak jakiś street food ? Proszę bardzo. Po co kupować serwetki jak są wczorajsze gazety?

Komunikacja autobusowa

Dojazd do centrum miasta był możliwy na 3 sposoby. Pierwszy, pieszo. Do centrum wiele kilometrów, 15kg plecak, upał i do tego zbliżał się wieczór. Odpada. Drugi. Taksówka. Pierwsze minuty w tym kraju i już miałem się dać naciągnąć na kasę? Nie znam cen, nie wiem jeszcze jak z targowaniem się itp. Odpada. Ostatnia opcja najrozsądniejsza to autobusy. Przy samym wyjściu z lotniska stała ich spora ilość. Który wybrać? Dowiedziałem się od stewardesy.

 

Jeśli jest coś czego nie da się przetransportować skuterem to znaczy, że niewystarczająco się starasz.

 

Miałem to szczęście, że jedna z pań, które obsługiwały ludzi w samolotach też wybierała autobus. Musiała znać angielski z powodu swojego zawodu. I wybór autobusu poszedł jej sprawniej, jak to wietnamce w Wietnamie.

W każdym autobusie obsługa zawsze liczy sobie przynajmniej dwie osoby. Jedna sprzedaje bilety na całej trasie, a druga prowadzi pojazd. Jak się kilka dni później okazała ta pierwsza w międzyczasie też robi zakupy dla siebie lub kierowcy i wręcza łapówki - o czym później. Jak poznać taką osobę? Zwykle siedzi na jakimś większym, bardziej wypasionym fotelu, który ni jak pasuje do pozostałych miejsc.

Aby dostać się do miasta należy kupić bilet i podjechać autobusem do Ben Than Market za 20 tys (ok 4zł).

Ruch uliczny

Sytuacja na drogach w tym kraju przypomina świąteczną promocję karpia w Lidlu. Każdy pędzi w swoją stronę. Kto większy ten ma większe prawa. Jeśli masz problem w Polsce przekraczać ruchliwą drogę bez świateł - to nie odwiedzaj tego kraju. Dlaczego? Przechodzenie tutaj po pasach przypomina trochę przebieganie autostrady. Nikt się nie zatrzyma, nikt Cię nie przepuści. Bo to w końcu kierowcy mają zawsze pierwszeństwo. Jeśli masz szczęście to łaskawie Cię ominą - żeby sobie karoserii nie pobrudzić.

Wysiadłem w centrum miasta przy jednym z większych targowisk tak jak doradził mi mój przyszły host. Szybko sobie uświadomiłem, że przypadkiem rzuciłem się na bardzo głęboką wodę. Dostrzegłem, że wysepka na której zatrzymują się autobusy jest otoczona z każdej strony drogą po której pędzą skutery i samochody. W sumie jakieś 6 pasów ruchu do przejścia z każdej strony. Nieźle jak na początek.

 

Autostrady mają tutaj 4 pasy. Dwa dla samochodów i dwa oddzielone dla komunikacji miejskiej i skuterów.

 

Nie było łatwo jednak podążałem za kobietą noszącą na swoich rękach małego Wietnamczyka (Film). Dojście do drugiego pasa z sześciu poszło dość gładko. Kierowcy zwykle trzymają się bliżej środka drogi - zewnętrzne pasy służą bardziej dla skuterów włączających się do ruchu.

Zabawa na całego. Robisz krok do przodu i próbujesz złapać kontakt wzrokowy z pierwszym kierowcą, który się do Ciebie zbliża. Tylko po to aby się przekonać czy Cię widzi. Jeśli tak, to brawo Ty nie musisz uciekać tylko wyszukujesz kolejnego kierowcę. I tak przez całą drogę. Chyba, że jedzie akurat samochód lub coś większego.

Jeśli jedzie jakiś czterokołowy pojazd to nieważne gdzie stoisz ale musisz szybko zejściu mu z drogi. Kierowca samochodu nie zazna urazu w wypadku z pieszym więc dlaczego miał by się zatrzymać na drodze i go przepuścić ? To przecież nie logiczne. Z czasem przechodzenie przez drogę staje się coraz prostsze i przypomina trochę serię pojedynków. Z każdym kierowcą siłujesz się o kolejny metr drogi. Albo on odpuści i Cię ominie albo Ty i postoisz na środku drogi aż będzie pusta. Czyli do .... nigdy, bo w 8 milionowym mieście ruch na drogach nie maleje nawet po północy.

 

Godzina druga na zegarku, a skuterów nie ubyło na drogach.

 

Wspomnę też, że klakson w tym kraju nie służy do odstresowywania się. Jest najważniejszym wyposażeniem skutera. Służy do informowania, że się jedzie. Wyprzedzasz kogoś? Trąbisz aby wiedział, że go wyprzedzisz. Nie chcesz ustąpić pieszemu miejsca na drodze? Trąbisz aby zdążył odskoczyć.

Kawa na skuter, to znaczy na wynos RAZ :)

Autobus zjeżdża na przystanek albo ciężarówka skręca? Trąbisz aby ostrzec, że zaraz - może - wpadniesz im pod koła. Naprawdę tak to wygląda.

Jakie dodatkowe uprawnienia na drogach zarezerwowane są tylko dla turystów, napiszę później. Wytłumaczę też dlaczego busik zatrzymywany przez policję do kontroli tylko zwalnia, a nie zatrzymuje się.

 

W kolejnym poście wytłumaczę jak zostałem nauczycielem angielskiego i dlaczego polska wódka uratowała mi życie.

 

 

 

Komentarze

Podobało się?