VIII. Stip

O pastrymajlia, laserach w kawiarniach i prawosławiu.

VIII. Stip

Informacje o mieście STIP

1. Skopje , 2. Solunska Glava 2540 m n.p.m., 3. Sztop, 4. Ochryd, 5. Treskawiec Klasztor, 6. Bitola

Część historyków uważa, że miasto to zostało założone już 2500 lat p.n.e. Przez większość swojej historii było to małe miasteczko z kilkoma domkami, aż do XIX wieku gdy ludność osiągnęła stan 4 tysięcy osób, sto lat później było ich już 20 tysięcy. Pomimo to, Stip od czasów antycznych był uważany za największe centrum kulturalne i handlowe we wschodniej Macedonii.

Mieszkańcy Astibo – bo tak Stip nazywało się na początku – wybudowali nowe miasto w dość nowatorski sposób jak na tamte czasy, ponieważ nie zastosowali żadnych umocnień. Wszystkie domy były wybudowane u podnóża wzgórza Isar, porośniętego gęstym lasem. W czasie zagrożenia ludność ukrywała się na szczycie przed najeźdźcami. Dowodem potwierdzającym znaczenie tego miasta jest fakt, iż sam Aleksander Wielki podczas swojej podróży na środkowy wschód spędził w nim pewien czas.

Za panowania Rzymian miasto to otrzymało nazwę Stipion. Kolejni władcy, tym razem Imperium Osmańskie przemianowało mieścinę na Ishtip gruntownie  ją rozbudowując. Turcy pozostawili Macedońską dzielnicę w takim stanie w jakim ją zastali, jednak  wybudowali nieopodal niezależną dzielnicę żydowską, a po drugiej stronie rzeki powstała dzielnica muzułmańska z meczetami. Jedna z tych religijnych konstrukcji po dzień dzisiejszy stoi niedokończona.
Do jakże nieinteresującego miasta Stip wybraliśmy się jedynym dostępnym środkiem transportu jakim był autokar. Cały dojazd zajmuje jedyne dwie godziny. Podczas podróży w pewnym momencie za szybą dostrzegłem interesujący kościół. Sama budowla nie wyróżniała się niczym szczególnym. Jednak lokalizacja świątyni była wyjątkowa. Kościół został  częściowo wmurowany w jaskinię na terenie skalistej doliny.  Jeszcze większe wrażenie na mnie zrobiła ogromna podłużna pionowa skała zawieszona centralnie nad nim. Na szczycie tego „gigantycznego palca” wskazującego wiernym drogę do kościółka znajdował się krzyż (niestety nie udało mi się go uwiecznić na fotografii). Bajeczny widok. Kilka kilometrów przed wjazdem do punktu docelowego naszym oczom ukazały się apokaliptyczne  przestrzenie w całości zniszczone przez niedawne pożary.

 

Ciekawostka: POŻARY

Należy wspomnieć w tym miejscu, że Macedoński pożar lasów czy łąk wygląda inaczej niż w Polsce. Jeśli pali się duże pastwisko – ale takie naprawdę duże – to pali się z rozmachem. Przez wiele dni i zwykle pochłania całe zbocza gór. Wchodząc pierwszy raz Vodno widział z szczytu dwa osobne pożary w okolicy Skopje. Kilka dni później w ciągle się paliło, ale kilka kilometrów dalej. W tak suchym klimacie pożary są zjawiskiem naturalnym. Ludzie do nich przywykli i nie próbują nic z nimi robić, aż do czasu gdy nie zagrażają ich życiu. W okresie suchym zdarza się, że wojsko stawia blokady na drogach i zawraca samochody jadące w stronę wysuszonych lasów. Samemu byłem zmuszony kilkukrotnie omijać takie blokady ustawione na drodze prowadzącej na szczyt Vodno podczas moich codziennych przebieżek.

 

Po zakwaterowaniu w hotelu udaliśmy się do muzeum miejskiego. Przechowywane w nim, są wszystkie najstarsze znaleziska archeologiczne odkopane na terenie całej Macedonii. Miasto Stip zostało założone ponad 2300 lat przed narodzinami Chrystusa. Na tamten okres datowane są także najstarsze skarby historii. Można sobie tylko wyobrazić, jak okazałe są zbiory przechowywane w magazynach, gdyż eksponaty muzealne są stale wymieniane na nowsze i ciekawsze– czyli starsze.

 

Jak wyglądają wykopaliska archeologiczne w tym kraju dowiadujemy się z kilku fotografii przestawiających miejsce odkrycia poszczególnych eksponatów. Dużo wykwalifikowanych ekspertów, ultranowoczesny sprzęt badawczy i zdjęcia satelitarne są tutaj zbędne. Wiele rzeczy – jak to w nauce zwykle bywa –odkrywa się kompletnie przez przypadek. Wyszedł sobie rolnik na pole aby ziemniaka wykopać, a tu przypadkiem natrafił na antyczną wazę – tak to przynajmniej na zdjęciach zostało zaprezentowane.

 

Zaawansowane wykopaliska archeologiczne.

 

Gdzie by się łopaty nie wbiło to  pewnie na coś się trafi. Wystarczy sobie wyobrazić od ilu wieków ludzie zamieszkują te tereny. Począwszy od prymitywnych cywilizacji przez Macedończyków, Rzymian, Bizantyjczyków, skończywszy na Turkach i ludach współczesnych. Jeżeli przez te wszystkie lata budowali oni tu domy, farmy, uprawiali pola, wędrowali i walczyli z sobą nawzajem to zawsze musieli coś zostawić – choćby śmieci - albo najzwyczajniej zgubić. Taka już jest ludzka natura. O dużej liczbie eksponatów informuje nas jeszcze jeden fakt. Niektóre drobiazgi pochodzące z antyku w tym muzeum leżą sobie najzwyczajniej na podłodze. Bardzo chcieli je wystawić ale nie mieli wystarczająco dużo wolnego miejsca, więc położyli je na podłodze bez żadnego zabezpieczenia.

 

- Kierowniku gdzie wystawimy te nasze cenne zbiory z II w.p.n.e? - Połóż je gdzie znajdziesz miejsce. :) [1]

 

Część większych eksponatów stoi w małym parku na świeżym powietrzu obok siedziby muzeum.

 

- Kierowniku, a gdzie postawimy te wielkie rzeźby z świątyni co je ostatnio znaleźli? - Jeśli nie chce Ci się ich wnosić to zostaw na trawie przed drzwiami. :) [1]

 


[1] Prawdopodobne rozmowy osób pracujących w tym muzeum.

 

Następnym punktem naszej wycieczki był kościół postawiony w 1341r. wykorzystywany przez ortodoksyjnych wyznawców.

 

Świątynia prawosławna czyli cerkiew, którą mieliśmy okazje zwiedzać.

 

Wnętrze tej wiekowej budowli uświadomiło nas – katolików – jakie wielkie różnice występują pomiędzy wyznawcami tej samej religii, ale innego jej odłamu. Pierwsze co rzuciło się w oczy to brak miejsc siedzących na środku kościoła. Przy ścianach co prawda można znaleźć jedne rząd krzeseł jednak  jest ich nie wiele w porównaniu do naszych świątyń.

 

Miejsca siedzące przewidziane wyłącznie do starszych osób.

 

Wnętrze świątyni.

Dowiedziałem się, że moi przyjaciele, wyznawcy prawosławia nie chodzą co niedziele do cerkwi. Zostali nauczeni, że świątynie odwiedza się tylko kilka razy do roku w związku z wyjątkowymi świętami. Podejrzewam jednak, że już sam brak miejsc siedzących w tym miejscu nie zachęca do nazbyt częsty wizyt. Pozwolę sobie w tym miejscu wywnioskować, że dla ortodoksyjnych [2] wyznawców jakość udziału w uroczystościach jest ważniejsza niż ich częstotliwość. Czym rzadziej uczestniczysz w mszach tym większe jest Twoje zaangażowanie. Podobno podczas uroczystości religijnych nie bierze w nich udziału żaden ksiądz prowadzący. Ciekawostka może być informacja, że jeszcze w XVI języku staropolskim słowo cerkiew odnosiło się zarówno do świątyni prawosławnej, jak i do kościoła katolickiego oraz protestanckiego, a nawet do synagogi.

 

 


[2] „Orto-doksja” oznacza dosłownie „Prawo-sławie”. W Polsce przykładem tego  odłamu jest Kościół Ewangelicko-Augsburski.

 

 

Prezbiterium

 

Następnie udaliśmy się do restauracji. Ponieważ nasi gospodarze zarzekali się że to ze Stipu pochodzi oryginalna „pastrymajlia” i każdemu zamówili po jednej na spróbowanie. Czym jest ta potrawa o takiej dziwnej nazwie? Osobiście uważam, że jest to rozciągnięta ciasto na pizzę. Przypomina ona swoim kształtem widok z góry na pokład żaglowca. Na jej powierzchnię nakłada się samo mięso. Oryginalnie jest to wieprzowina, jednak bez problemu można zamówić też z kurczakiem. Musze ostrzec, że jedna mała pastrymajlia jest wystarczająco syta dla jednej bardzo głodnej osoby. Zamówienie dużej to samobójstwo…

Nad miastem góruje Isar Fort. Jest to budowla, która popadła w niemal całkowitą ruinę, jednak w dalszym ciągu ostały się krótkie odcinki wysokiego na 19 metrów muru obronnego.

 

Mury obronne dawniej osiągające, aż 19 metrów.

 

Niestety, na środku szczytu – tym samym w centrum średniowiecznego fortu - ustawiono brzydki maszt telekomunikacyjny niszczący resztki – okruszki - uroku tego miejsca. Pomimo wszystko, polecam udać się w to miejsce z względu na ciekawą panoramę widoczną ze szczytu. Z jednej strony wzgórza przepływa rzeka wijąca się niczym wąż po piaskach pustyni w dolinie otoczonej skalistymi zboczami gór. Z drugiej widać centrum miast oraz koryto rzeki w którym woda pojawia się tylko okresowo.

 

Widok na miasto z szczytu góry jest wart tej wspinaczki.

 

Rzeki niemalże otaczają górę, dzięki czemu sam szczyt był od początków istnienia miasta, schronieniem dla ludności.

 

Ciekawostka ISAR FORT

Do dnia dzisiejszego nie udało się ustalić, w którym okresie fort na wzgórzu został wybudowany. Jego lokalizacja pozwalała na kontrolowanie szlaków wodnych na dwóch rzekach jednocześnie Bregalnicy i Otinja. Dlatego w swoich dziejach przechodził on wielokrotnie z rąk do rąk kolejnych władców. Początkowo znalazł się pod rządami Bułgarów, następnie Serbów, aby w swoim ostatnim okresie  podlegać Imperium Tureckiemu. W czasach średnich z każdej z 4 stron świata wzgórze obronne był otoczone kościołami. Pierwszy z nich został poświęcony Archaniołowi Michałowi i wybudowany już w 1332r, kolejne wzniesiono na przestrzeni kilkunastu następnych lat.

 

 

Po spędzeniu całego dnia na zwiedzaniu zabytków otrzymaliśmy 2 godzinki czasu wolnego na relaks i przygotowanie się przed wieczornym wyjściem do kawiarni. Każdy wie jak wygląda typowa kawiarnia w Paryżu, Barcelonie czy Rzymie. Zwykle ulokowana jest w wąskiej malowniczej uliczce w starej dzielnicy centrum, z kilkoma małymi stoliczkami na zewnątrz. Czuć w nich aromatyczną kawę i specyficzny ciepły klimat miejsca, zwykle dzięki drewnianym, pamiętającym nie jedno wydarzenie zabytkowym meblom. Zazwyczaj przed nią wystawione są donice z kolorowymi kwiatami, a obsługa to doświadczone bardzo sympatyczne starsze osoby, codziennie obdarzających swoich klientów szczerym uśmiechem. Takie miejsca sprzyjają relaksowaniu się podczas rozmów z przyjaciółmi w spokojnych okolicznościach. W tym mieście kawiarnie wyglądają … kompletnie inaczej.

 

Ciekawostka: KLUBOKAWIARNIE

W rzeczywistości są to bardzo dobre kluby muzyczne z DJ-em, laserami i głośną muzyką, w których spożywa się alkohol. W tym miejscu rodzi się pytanie, dlaczego nazywają takie miejsca kawiarniami? Oczywiście nie odmówiłem sobie przyjemności zadania tego pytania. Jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o to samo. Tak jest i w tym przypadku. W tym kraju aby otworzyć kawiarnie nie potrzeba za wielu dokumentów, natomiast aby otworzyć dyskotekę tak. Istnieje jeszcze jedna drobna jakże istotna różnica pomiędzy tymi instytucjami. Kawiarnie zgodnie z prawem są zamykane przed godziną pierwsza w nocy, kluby natomiast otwierane są ok. 24 i takie pozostają, aż do samego rana.

Musze szczerze przyznać się, że „Angels”  to jeden z najlepszych „klubów” w jakim dotychczas byłem. Odbywała się akurat impreza tematyczna White Party, ludzie zgodnie z założeniami, co w Polsce jest rzadkością  wszyscy przyszli na biało ubrani. Jedyną wadą tej imprezowi był fakt, że nikt nie tańczył. Na szczęście w porównaniu do Serbii nie wiele osób paliło papierosy pomimo, iż była to kawiarnia pod gołym niebem. Ceny napojów w porównaniu do Polskich cen są tutaj bardzo niskie. Piwo kupione w klubie jest tylko o 1zł droższe niż w sklepie, a nie tak jak to ma miejsce w Katowicach o 4zł czy nawet 10zł.[3] Nie chciałbym zakłamać obrazu tej okolicy dlatego wspomnę na koniec, że klasyczne kawiarnie, które kojarzymy z polskich miast też można tutaj znaleźć. Występują licznie w każdym mieście regionu, w weekendy od godziny 14 wypełniają się po brzegi, w przeciwieństwie do restauracji, które wtedy zaczynają świecić pustkami.[4]

 


[3] W Katowicach ceny na przestrzeni ostatnich 4 lat bardzo się pozmieniały. W niektórych większych klubach można kupić piwo już za 4zł, co dla studentów stanowi kuszącą alternatywą do imprez w akademikach.

[4] W 2015 roku podczas podróży autostopem do Mediolanu na EXPO zatrzymaliśmy się przypadkiem w starym mieście Pavia. Można w nim znaleźć kilka zabytków np. średniowieczny, naprawdę okazały most lub katedrę oraz liczne malownicze wąskie uliczki. To czego nie można tam znaleźć to smaczne restauracje. Pewnego dnia wybraliśmy się w poszukiwaniu klimatycznej, małej rodzinnej restauracji na jednej z wcześniej wspomnianych uliczkach. Z jakim wielkim zaskoczeniem się spotkaliśmy gdy zamiast menu z listą domowych pizz i makaronów otrzymaliśmy listę mrożonych potraw do odgrzania w mikrofalówce. Potrawy te na zdjęciach były jeszcze zapakowanie i zawierały opisy jak należy je podgrzewać w w/w mikrofalówce.

 

Po za samym miastem znajdują się bardzo interesujące wykopaliska archeologiczne. Jak to przystało na wszystkie zabytki pochodzące z okolic 0 w.n.e i te są w pełni dostępne dla turystów ( i kóz, które się po nich pasą).

 

Wykopaliska archeologiczne, jedne z wielu w tym małym kraju.

 

Zabytkowe miejsca nie są w żadne sposób ogrodzone.

 

Nawet tego typu obiekty są ogólnodostępne.

 

Na moje szczęście ludzie z IAESTE pochodzą z całego świata i są otwartymi „na nowości” studentami, dlatego bawiliśmy się na „parkiecie” do rana w naszym własnym gronie. Nawet Macedończycy dołączyli się do nas.

W następnym tygodniu, a dokładnie w czwartek, wydarzyła się rzecz naprawdę nieprawdopodobna…. Podczas pracy w laboratorium usłyszałem grzmoty. Myślę sobie „Jako to tutaj?  Pewnie ktoś piętro wyżej coś dużego przesuwa”. Ale po chwili znowu. Wiec pobiegłem do okna i spojrzałem w niebo. A tam gęste ciemne chmury. W tej chwili wyobraziłem sobie jak musi wyglądać w tej okolicy burza po kilku tygodniach, a czasem i miesiącach suszy. Powyrywane drzewa, zalane ulice. Ale nic z tego. Krótką chwilę pokropiło zwykło się mówić tyle co kot na płakał. Na nasze szczęście przynajmniej temperatura wyraźnie spadła, a przez kilka następnych dni niebo było zachmurzone. Pogoda wreszcie dała trochę wytchnąć umożliwiając normalne funkcjonowanie.

 

 

Pierwszy post z tej serii, który warto przeczytać nim przejdziesz do poszczególnych przygód znajduje się poniżej. Tłumaczę w nim dlaczego taki nietypowy format tych wpisów, podkreślenia itp.

Wprowadzenie znajdziesz TUTAJ.

Komentarze

Podobało się?