VII. Weekend w górach

O jedzeniu bobków i tajnej bazie wojskowej .

VII. Weekend w górach

W piątki zwykle mamy wolne wieczory. Aby wypocząć po ciężkim tygodniu i przed jeszcze cięższym weekendem.

 

Dlaczego weekend ma być ciężki?  Pobudka o 5.30, wyprawa na pociąg. Cztery godziny w przeładowanym powoli toczącym się po torach historycznym wagonie. Rozpoczynam pierwszy weekend w Macedonii! Hura. Dwudniowy trekking w góry i zdobycie szczytu Solunska Glava 2540 m n.p.m. - najwyższy szczyt w moim życiu, bo wyższy o 41m niż Polskie Rysy.

 

Niezwykła przygoda rozpoczęła się od razu po wyjściu z pociągu. Okazało się, że do schroniska zawiezie nas traktor. Stary, rozklekotany traktor, a na przyczepie do przewożenia siana ma się zmieścić 21 osób.

 

Traktor to taki rodzaj większego górskiego quada ...

Po kilku minutach gry w „ludzki Tetrisa” okazało się, że miejsca starczy dla każdego z nas. Ciężko nazwać to wygodną formą podróży ale kilka godzin jakoś się wysiedzi – ważne tylko aby nikt gwałtownie się nie poruszył, bo przyczepa nie posiadała solidnych oparć.  Podróż wiodła wąskimi trasami po stromych zboczach przez całe 3 godziny. Schronisko górskie nie wiele różniło się od naszych skromniejszych, spotykanych w Beskidach.

 

Standardowe schronisko górskie

 

Po przerwie na rozpakowanie się i posiłek udaliśmy się ponownie naszym „ulubionym” – bo jedynym -  środkiem transportu w głąb lasu gdzie rozpoczęliśmy trekking. Po drodze zobaczyliśmy ukryty wodospad, a następnie jedną z wielu w tej okolicy - jak zresztą w całym kraju -  jaskiń.

 

Wodospad ukryty poza szlakiem.

 

Nie była ona w żaden sposób zabezpieczona przed turystami, ani również przygotowana dla nich. Zwykła dzika, duża jaskinia ciągnąca się kilkadziesiąt metrów w głąb góry. Niestety nikt z nas nie spodziewał się, że spotkamy ją na swojej drodze i dlatego niefortunnie sprzęt speleologiczni zostawiliśmy w schronisku.

 

Przed spaniem wspólny wieczorek gier: karty, gry słowne, szachy. Dla każdego coś miłego. Kolejny dzień rozpoczął się ciężko. Gdyż pobudką już o 6 rano, aby się wyrobić z naszymi planami zdobycia wymarzonego szczytu. Trasa wiodła przez dobrze oznakowany las dwukolorowym szlakiem. Na górze biała farba, a na dole czerwona.

 

Polski patriotyzm na macedońskim szlaku.

 

Czas przejścia 4 godziny. W tym czasie pokonaliśmy różnicę wysokości sięgającą dokładnie 1000m. Na szczycie niespodzianka. Tajna baza wojskowa. Jak to w filmach i ta była ogrodzona wysoką siatką oraz posiadała mroczne jaskinie na swoim terenie. Jest ona na tyle tajna, że każdy wędrowca, którego szlak przechodzi w jej pobliżu został wylegitymowany.

 

Na szczycie tajna baza wojskowo. Każdy kto się do niej zbliży zostaje wylegitymowany przez wojsko.

 

Zostaliśmy również poinformowany przez uzbrojonego żołnierza płynnie po mówiącego po angielsku o zakazie robienia zdjęć...

 

Nielegalne zdjęcie na tle tajnej bazy wojskowej w hawajskich spodenkach i adidaskach - pełny turystyczny profesjonalizm.

 

.... no to każdy zrobił sobie po jednym. Ale największą niespodzianką był zimny wiatr na szczycie. 100m niżej wszyscy chodzili w krótkim rękawku, teraz na szczycie polar i kurtka przeciwdeszczowa nie wystarczała aby się ogrzać.[1] Zapominając o zimnie, naszym oczom ukazała się piękna panorama całej okolicy.

Góry niezwykle atrakcyjne.

Takie widoczki są warte wielu godzin spędzonych na szlaku.

 

Z szczytu widać nawet górę Vodno. Kilka godzin dojazdu pociągiem z Skopje, później traktorem, a wydaje się, że na rowerze mogło by to być znacznie szybciej. Góry naprawdę niezwykłe. Szczyty przypominają  gigantyczne bezdrzewne pofałdowane polany z małymi białymi plamkami.

Z daleka nie da się odróżnić stad owiec od skupisk skał.

 

Są to stada owiec wypasane przez tutejszych pasterzy. Widok trochę przypomina polskie bieszczadzkie połoniny z tym, że te „płaskie” szczyty nie są zakończone delikatnie opadającym lasem, a wysokimi ostrymi urwiskami. Mógłbym się rozpisywać na ich temat obszernie ale najlepiej zdjęcia zobrazują ten krajobraz.

 

Bez komentarza... [2]

 

Kolejny etap przygody to droga powrotna do schroniska, następnie traktorem wyprawa do podnóża góry do lokalnej restauracji.

 

Czym mniejsze miejscowości tym ludzie bardziej samowystarczalni ...

 

.... ponieważ gdy w okolicy nie ma Castoramy trzeba sobie cegły samemu wytwarzać.

 

W tym momencie uświadomiliśmy sobie jak Skopje ma wiele wspólnego z innymi europejskimi stolicami. Ceny w restauracji w małej górskiej wiosce były ponad dwa razy niższe niż w stolicy, a jakość posiłku taka sama. Jeden "bobek" kebab to wydatek 10 denarów czyli w przeliczeniu na złotówki ok 70 groszy – taniocha. W oczy rzucały nam się również pobliski mało miasteczkowe zabudowania. Spod opadających tynków dało się dostrzec cegły z których domy te zostały zrobione. Każda cegiełka miała nieregularny kształt i jednoznacznie wskazywała, że została wykonana przez lokalną ludność.

 


[1] Nie jest to jedyna „zimowa” przygoda jaką miałem okazję doświadczyć w sierpniu w tym gorącym kraju. O kolejnych wspomnę w dalszej części książki.

[2] Osoby które mnie znają mogą być trochę zaskoczone moim "profesjonalnym" strojem. Gdzie mój przymały kapelusik, spodnie moro i ukochane buty trekkingowe, czyli sprzęt bez którego nie ruszam się w góry. No niestety nie wszytko zmieściło się w plecaku. Na całą wyprawę do Macedonii zabrałem jeden plecak z ok. 25kg wyposażenia (w tym stary laptop). Niestety z czegoś trzeba było zrezygnować, chociaż gdybym wiedział wcześniej, że w Macedonii są tak piękne i niezwykłe góry to bym na pewno coś pozmieniał.

 

Pierwszy post z tej serii, który warto przeczytać nim przejdziesz do poszczególnych przygód znajduje się poniżej. Tłumaczę w nim dlaczego taki nietypowy format tych wpisów, podkreślenia itp.

Wprowadzenie znajdziesz TUTAJ.

Komentarze

Podobało się?