Przemyślenia w Nha Trang

czy życie jest podróżą?

Przemyślenia w Nha Trang

Czy to Hawaje, czy to Hawana? Nie to Nha Trang! Czyli mała ciepła stolica Rosji. Tak, Rosji! Która nakłoniła mnie do filozoficznych przemyśleń na temat podróżowania i życia. Chcesz dowiedzieć się więcej? Zapraszam do lektury.

 

Rosyjskie petrodolary w Wietnamie

Po pięciu godzinach jadąc sobie autostopem z dwoma młodymi kierowcami (o czym piszę w wcześniejszym poście)  w końcu naszym oczom zaczęły ukazywać się drogie wille i place budowy. Trochę się zaskoczyliśmy ponieważ z GPS wynikało, że tutaj nic nie ma, a do naszego celu podróży zostało jeszcze prawie 25km. Z lewej strony duże połacie niczego, z prawej brzeg morza ale też bez wielkiego szału. Czym bardziej zbliżaliśmy się do Nha Trang tym nicość po lepiej stronie zmieniała się w duży plac budowy, a nabrzeżne wille przybierały na wartości. W Wietnamie takie bogactwo? Przecież od tygodnia jeżdżę po tym kraju i nie słyszałem aby ten naród był aż tak bogaty albo liczba turystów z zachodu na tyle duża żeby się opłacało budować całe dzielnice z willami pośrodku niczego. Kogo na to stać ? - pomyślałem.

Gdy dotarliśmy na obrzeża miasta musiałem wyjść z auta ponieważ moi towarzysze zmierzali w inną stronę. Idąc sobie samotnie, spokojnie po ubogich dzielnicach nic nie przypominało tego co widziałem trochę wcześniej. Tam bogactwa, a tutaj normalne dzielnice jakie widziałem już wielokrotnie w Sajgonie. Krzywe drogi, chodniki w opłakanym stanie, przewody wysokiego napięcia uginają się pod ciężarem podpięć. To co mnie bardzo zaskoczyło i co pamiętam do dziś, to widok warsztatów położonych przy drodze na parterze wielu budynków. Część z nich to warsztaty samochodowe, motocyklowe. Nic szczególnego. Ale w pozostałych widziałem ludzi rozbierających na części pierwsze, urządzenia AGD (pralki, zmywarki, kuchenki), które następnie były naprawiane i skręcane. Tak wiem to też nic szczególnego. Jednak gdy zobaczyłem, że oni rozbierają tam silniki elektryczne (niektóre z nich naprawdę pokaźnych rozmiarów), wymieniają uzwojenia, nawet robią całkowicie nowe z zwykłych kabli odebrało mi mowę. Profesjonalne manufaktury. Na pierwszy rzut oka, bieda i zacofanie. Gdy jednak przyjrzysz się bliżej to dostrzegasz poszczególne talenty. Kto u nas w Polsce jest w stanie rozkręcić silnik, naprawić i poskładać? Tylko nieliczni. U nas, gdy stary nie działa to kupuje się nowy. Tutaj nawet nastolatki zatrudnieni w tych warsztatach potrafią takie cuda. Szacunek. U nas młodzież rozkłada bezradnie ręce nad instrukcją z IKEA.

 

Miami ?

Po przejściu kolejnych kilku kilometrów, które dzieliły mnie od plaży, dostrzegłem na horyzoncie wysokie wieżowce. Po następnym kwadransie dostrzegłem, że są to najdroższe hotele typu Hilton, Marriott, Novotel, Sheraton, Intercontinental itp. Jakim cudem? Szybko sprawa się wyjaśniła. Gdy minąłem pierwszego turystę na chodniku i usłyszałem skierowane w moją stronę słowa "ty govorish' na russkom". To wszystko co ukazało się moim oczom dotychczas i te wille, i te wieżowce zostały wybudowane dla bogaczy z Rosji. Te wszystkie biedne dzielnice na obrzeżach są zamieszkane głównie przez pracowników zatrudnionych w branży hotelarskiej i szeroko rozumianej turystyce. Rosjanie wykupują tutaj ziemię i budują sobie kurort wypoczynkowy, w którym mówi się po rosyjsku pomimo, że leży on w środkowo południowej części wietnamskiego wybrzeża. Napisy na sklepach w cyrylicy, menu w restauracjach też. Jak dla mnie to jest "kosmos".

Wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że pora pozmieniać plany i przyśpieszyć z tym moim podróżowaniem.

 

Nha Trang photo: www.agoda.com

 

Przemyślenia w Nha Trang -

To był mój drugi dzień jazdy autostopem po Azji i jak wynikało z nowych planów ostatni. Dlaczego?

Powodów było kilka.
Pierwszy, potrzebuję trochę przyspieszyć. Nie chcę już spokojnie spacerować z mapką, chcę aby wyprawa nabrała tempa. Wiecie spanie w pociągu, na łodzi w samolocie itp, a za dnia szybsze zwiedzanie kolejnych pozycji na liście UNESCO. Część osób może powiedzieć, że taka gonitwa to nie jest zwiedzanie. Że w takim tempie to co najwyżej mogę porobić fotki na insta aby się polansować i odhaczyć kolejną pozycję na liście rzeczy do zrobienia. W 100% Was rozumiem. Ale właśnie w tym mieście miałem chwilę czasu na przemyślenia. I kilka rzeczy udało mi się w głowie poukładać (przynajmniej tak myślę).

Słynny cytat, który zamieściłem na jednej z tapet motywacyjnych (znajdziesz ją tutaj) "Life is a trip, travelling is living twice" mówi, że życie jest podróżą, a podróżując żyjemy podwójnie. Czy zwiedzanie jest podróżą ? Czy spokojne chodzenie od atrakcji turystycznej do atrakcji jest życiem? Jak się ma podróż do życia, a życie do podróży? Czy podróżowanie bez wydawania pieniędzy jest lepsze niż spanie po hotelach? Czy powinniśmy podróżować autostopem, pociągiem, samolotem może motorem albo tylko pieszo? Co jest bardzie podróżnicze? Zostać w danej miejscowości na dwa tygodnie i zobaczyć wszystko czy na kilka godzin i spać w autobusie w drodze do kolejnej?

 

To wszystko moim zdaniem jest bez znaczenia. Każdy powinien uświadomić sobie czego w danej chwili potrzebuje i podróżować w zgodzie z swoją naturą. Gdy spotkałem w 2017 r w Iranie (rok po powrocie z Wietnamu) ojca z córką w jednym z hosteli, którzy wybrali się sami na podróż po tym kraju. Usłyszałem od nich, że w takim tempie jak ja zwiedzam ten kraj nie wiele można zobaczyć. Oni spędzają po kilka dni w każdej miejscowości i samotnie sobie spacerują. Nie korzystają z przewodników i jedzą tylko "standardowe" potrawy. Pewnie ich wiek odgrywa istotną rolę gdyż córka to ponad 50 letnia przewodniczka z kopali Guido, a ojciec to pan po 70-tce. Ja jestem znacznie młodszy i potrzebuję aby się działo! Czy spędzając kilka godzin zamiast kilka dni zawsze zobaczymy mniej? Nie! Można spędzić godzinę z lokalną osobą i "odkryć" więcej niż podczas tygodnia w jednej miejscowości w Egipcie na plaży.

Czas nie ma znaczenia! Środek transportu też nie! Miejsce gdzie jedziemy tak samo! W podróżach tak samo jak i w życiu chodzi o emocje, poznawanie ludzi oraz odkrywanie siebie samego. Czasem chcemy pojechać gdzieś samemu aby się wyciszyć, innym razem z dużą ekipą aby się zabawić. I to właśnie jest super. Nie ma lepszych i gorszych podróży. Chodzi o to aby podróżować w swoim stylu.

 

Oglądać czy żyć?

Wracając do Nha Trang.... Siedząc sobie w tym mieście postanowiłem, że przyśpieszam moją podróż. Miałem zaplanowane spędzić tu jeden dzień regenerując siły, ale nie tego aktualnie potrzebowałem. Przelecieć pół świata aby siedzieć na plaży? Bez sensu. Chcę mieć co wspominać! Chcę aby się działo. Potrzebuję emocji i przygód. W tym momencie mając w głowie te myśli uświadomiłem sobie dlaczego nie oglądam seriali, nie gram w gry komputerowe (nie mówię że to coś złego). Dostrzegłem, że dzięki podróżowaniu (nie tylko autostopem) moje życie jest na tyle emocjonujące, ciekawe i prawdziwe, że żadne gry czy seriale nie wzbudzają we mnie emocji. Bardzo szybko się przy nich nudzę. Ludzie szukają emocji. Chcą mieć o czym rozmawiać z innymi. Chcą przeżywać wielkie radości ale potrzebują też smutków i rozczarowań dla równowagi. Potrzebujemy adrenaliny, uczucia, że w życiu coś się dzieje. Dla wielu wystarcza podglądanie innych na ekranie. Dzięki serialom możemy "żyć bezpiecznie" i ekscytować się życiem innych. W grach komputerowych wcielamy się w rolę bohatera, za pomocą którego możemy robić rzeczy na które nie odważylibyśmy się w realu.

Podróże mogą być jednocześnie "grą komputerową" w której jesteśmy głównymi bohaterami i ekscytującą książką. Nigdy nie wiemy co znajdziemy na kolejnej stronie, co zaskoczy nas kolejnego dnia. Mogą być jak serial w którym to poznajemy każdego dnia nowych bohaterów. Oni mogą nam towarzyszyć tylko przez jeden odcinek albo przyłączyć się na kilka sezonów. Nie wiemy czy odegrają jakąś istotną rolę czy jedynie epizod i znikną. To jest smak życia. Siedząc w domu możemy korzystać wyłącznie z suplementów. Nie ma w tym nic złego, to jest bezpieczniejsza opcja!

Myślę, że czasem warto się jednak zastanowić czy wolimy być widzami siedzącymi wygodnie na kanapie, czy jednak głównymi bohaterami tego serialu zwanego ŻYCIEM. Nasz "abonament" pewnego dnia może się przedwcześnie niespodziewanie skończyć. To nie jest Netflix czy Spotyfi! W tym wypadku nie wiemy ile pozostało nam jeszcze czasu aby się TYM WSZYSTKIM nacieszyć.

 

Drugi powód dlaczego kończę z autostopem w Azji jest dość oczywisty i wynika z tego co opisałem w wcześniejszych postach. Wietnamczycy są na tyle pomocni, że nie chcą pozwolić ludziom na podróżowanie w ten sposób. Kilkukrotnie byłem wpychany do busów i autokarów. Zaprowadzano mnie pod biura podróży aby kupić bilety komunikacyjne. Zawsze tłumaczyłem, że chcę podróżować autostopem ale nie zawsze było to zrozumiałe dla tych osób. Nie jest to najfajniejsze uczucie gdy odmawia się osobie, która jest w stu procentach zaangażowana aby ci pomóc. Kolejną przeszkodą jest język. Google Translator działa całkiem nie najgorzej ale takie rozmowy nie należą do najprzyjemniejszych - niestety. W autostopie chodzi o rozmowy z kierowcami, dzielenie się doświadczeniem itp, a w Wietnamie wyszło z tym dość słabo. Nie sprawia to aż takiej frajdy jakbym oczekiwał. Może gdybym z kimś podróżował to bym nie narzekał na brak towarzysza do rozmów. Kto wie?

 

Gorąca kąpiel w morzu

Jak już powiedziałem pora przyśpieszyć więc udałem się na dworzec kolejowy. Tam w kasie zakupiłem sobie bilet do Hue. Byłej stolicy Wietnamu (taki nasz Kraków). Zapłaciłem ok 130 zł za trasę 600km. Następnie KFC. Może to i trochę wstyd być w takim kraju i jeść w sieciówce. Ale po pierwsze, w drogich turystycznych rosyjskich dzielnicach nie szuka się street food, a po drugie miałem zwyczajnie ochotę na spory kawał mięsa. Mogło by się wydawać, że wszystkie sieciówki na świecie wyglądają tak samo i wszystko w nich działa podobnie. Właściwie to i tak i nie. Jak widać na zdjęciu obok, kurczak podawany jest tutaj na eleganckim ceramicznym talerzu, z metalowymi sztućcami i szklaną solidną szklanką. Przypominało to restaurację z wyższej średniej półki bardziej niż zwykły fast food. Niestety w lokalu w tym czasie urządzono aż trzy imprezy urodzinowe dla dzieci. Aż trzy! Hałas i zamieszanie jakie panowało w środku było bardzo męczące. Miałem wrażenie, że nikogo poza mną to nie rusza. Dzieciaki latały z stolika do stolika i ubikacji z zabawkami i jedzeniem.... Chyba się starzeję.

 

Gdy najedzony i jako tako wypoczęty po całym dniu jazdy autostopem oraz wielogodzinnej wędrówce dotarłem do plaży było już całkowicie ciemno. Znaczy się, zapadł zmrok ale całe miasto i plaża były rozświetlone neonami, latarniami itp - jak to przystało na kurort wakacyjny.  Plaża czysta, szeroka i nawet o 19.00 dość gęsto odwiedzana. Kąpiel o tej porze dnia - rewelacyjna. Wykąpałem się i wygrzałem w bardzo ciepłych wodach Zatoki Nha Trang.

Plaża w Nha Trang o 23.00

 

Wieczór w klubie

Najedzony, wykąpany, zrelaksowany miałem jeszcze 6 godzin do pociągu, który odjeżdżał o 2 w nocy. Co można tutaj porobić wieczorem do późnych godzin nocnych? To nie tak, że nie było co robić ale bardzie na co się zdecydować? Restauracje, kasyna, kluby, kawiarnie, sklepy, morze.... możliwości. 4 kilometry od centrum oddalona jest świątynia Czmów Po Nagar. Początkowo Buddyjska, później Muzłumańska ale to co mnie najbardziej zainteresowało, to fakt że pochodziła z VIIw (!). Niestety otwarta dla turystów była tylko do 18.00. Ostatecznie połowę tego czasu spędziłem w kawiarni przy kawie i lodach, spisując moje wspomnienia, wrażenia z ostatnich kilku dni. Tu właśnie siedzą w lokalu z WiFi naszły mnie te wszystkie przemyślenia o których miałeś okazję poczytać kilka akapitów wcześniej.  Pozostały czas postanowiłem spędzić w klubie muzycznym z basenem nad plażą. Zimne piwko, międzynarodowe towarzystwo, ciepła pogoda i przyjemna bryza z nad zatoki... Czego można chcieć więcej?

 

Pool Pub czyli klub z taneczną muzyką i basenem na plaży.

 

Pociągi

Za bilet zapłaciłem ok 130 zł. Całkiem nieźle zważywszy na to, że jak to przystało na turystę z Europy wybrałem przedział z kuszetkami najwyższej klasy - Soft Bed. W tej części Azji istnieją cztery klasy przedziałów w pociągach. Najniższa to siedzenia twarde, kolejna siedzenia miękkie, łóżka twarde no i klasa VIP łóżka miękkie. Ku mojemu zaskoczeniu była nawet czysta, świeża pościel. Później zaskoczyłem się jeszcze bardziej bo zauważyłem, że pościel zmieniana jest tylko na stacji początkowej (na której wsiadałem), natomiast ludzie w pozostałych przedziałach zmieniali się kilkukrotnie. Na warunki nie można było narzekać. Zapłaciłem te ponad 100zł i otrzymałem własny pokój (o hotelowym standardzie). Tylko przez ostatnie dwie godziny z 12 miałem towarzystwo. Kabiny klimatyzowane, wygodne z dostępem do umywalek, wrzątku, zimnej wody pitnej no i oczywiście toalet. Za każdy wagon była odpowiedzialna inna osoba załogi. W sumie jakieś kilkanaście osób obsługi. Przed planowaniem podróży koleją po kraju warto odwiedzić stronę wietnamskich kolei i poczytać blog na ten temat.

 

 

Widok z okna na trasie do Hue.

 

Wietnam ma powierzchnię porównywalną do Polskiej ale za to 3444 linii brzegowej. Co w tym wypadku bezpośrednio oznacza niekończące się plaże. Wiele z tych plaży jest piaszczystych, a część trudno dostępna dzięki czemu miłośnicy spokojnego oddawania się plażingu znajdą tutaj własne kąty.

 

Tak naprawdę wygląda Wietnam. Sporo dziki plaż, rozciągających się na ponad 3.000 km linii brzegowej. Pomyślelibyście?

 

 

Krajobrazy Wietnamu potrafią zachwycać, nie można jednak zapominać o licznych niewypałach i pozostawionych minach podczas ostatniej wojny.

 

Komentarze

Podobało się?