Niezwykłe przygody w Hanoi

Przygody z Polakami i Ukraińcami

Niezwykłe przygody w Hanoi

Noc 16 - Hanoi - Najbardziej szalone noce w ...

 

Z pamiętnika podróży:

"Właśnie zakupiłem wycieczkę do zatoki Ha Long. Wyruszamy jutro o 6.00 rano. Na zegarku już 18.00, to mój pierwszy od dawna i prawdopodobnie ostatni spokojny wieczór dlatego dziś pójdę spać wcześniej.

 

Zatoka Ha Long do której właśnie zakupiłem wycieczkę. Photo by Jakob Owens on Unsplash

 

Za oknem ładna pogoda, miasto żyje. Stwierdziłem, że wybiorę się na krótki spacer po mieście.

 

Okazało się, że krótki spacer był tym najdłuższym i najbardziej niezwykłym. Spotkałem dwóch Ukraińców, a spać poszedłem o 4 rano."

 

Szalona noc z Ukraińcami w Hanoi

Spacerując spotkałem dwóch Ukraińców. Siedzieli na trawniki, a przed sobą mieli porozstawiane widokówki i karteczkę, że można je brać za darmo ale będą bardzo wdzięczni za drobny datek.

Po, krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że jeden z nich przyjechał do Wietnamu stopem. Zajęły mu to 7 miesięcy! Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nigdy wcześniej w życiu nie podróżował autostopem, nawet po swojej okolicy.

 

Powiecie, że odważny albo wariat. Zapytacie pewnie też dlaczego wyruszył.

Jego przygoda to akt desperacji. TAK, desperacji. Od kilku miesięcy na wschodzie Ukrainy trwa konflikt zbrojny z zielonymi ludzikami Putina. Młody prawnik, stwierdził, że nie chce żyć w takim kraju, że nie chce być świadkiem tych wszystkich wydarzeń. Po skończeniu prawa, żył naprawdę na przyzwoitym poziomie w swojej ojczyźnie i miał przed sobą świetlaną przyszłość. Nie chciał wyjeżdżać, ale musiał. Jego wewnętrzny głos nie dawał mu spokoju aż w końcu zabrał plecak i ruszył. Wspominał mi też, że nie jest szczęśliwy w tej podróży. To znaczy odkrywa wiele fajnych miejsc, ma dużo niezwykłych przygód ale każdego dnia tęskni za domem. Za ojczyzną i rodziną. Bywają noce, że nawet płacze z tej tęsknoty jednak uważa, że to nie jest jeszcze czas na powrót.

Jako ciekawostkę dodam, że w Poznaniu studiuje jego przyjaciółka, której to po powrocie do kraju dostarczyłem małą paczuszkę.

 

 

Jego przyjaciel, z którym aktualnie podróżuje to bankier z 7 letnim stażem i paszportem Ukraińsko Rosyjskim. Z tego co opowiadał mógłby w każdej chwili przenieść się do Moskwy gdzie mieszka część jego rodziny. Nie zrobił tego bo bardziej czuje się Ukraińcem niż Rosjaninem. Tak samo jak wcześniej omawiany jego towarzysz podróży, bankier nie chciał mieszkać w kraju w którym dzieje się to co się dzieje. Pewnego dnia wsiadł do samolotu, poleciał do Chin gdzie się umówili i od tego czasu podróżują już razem.

 

Bardzo dobrze nam się rozmawiało, jednak po 15 minutach musieli się zbierać na umówioną kolację u zaprzyjaźnionej rodziny.

 

Żywe nocne targowisko

Zaproponowali mi czybym chciał się z nimi wybrać na nocne zwiedzanie stolicy na skuterze. Długo się nie zastanawiałem. Jeśli dwóch obcych Ukraińców spotkanych w sercu Azji  zaprasza się na nocny rajd skuterem (w trzy osoby na jednym)  po wielomilionowej metropolii, a Ty musisz wcześnie rano wstać to odpowiedź może być tylko jedna. "Pewnie, że tak!".

 

 

 

O 23.00 dotarli pod mój hostel i ruszyliśmy na targ nocny. Nagrałem nawet kilka filmików z tego miejsca jednak wyszły na tyle rozmazane, że nie warto się nimi dzielić. Wyszły rozmazane nie dlatego, że było ciemno ale dlatego, że w środku nocy całe targowisko żyło i to dosłownie. Wielotysięczne tłumy Azjatów biegające w wszystkie strony i transportujące najświeższe ryby, owoce morza i wszystkie inne zwierzęta, które już za kilka godzin mają wylądować na talerzach mieszkańców metropolii. Naprawdę niezwykłe uczucie. Tak dziwne, że aż nie realne. Na zegarku północ, a ja spaceruję po targowisku gdzie wiele z rzeczy, które widzę nie jestem nawet w stanie nazwać. I wszystko to się rusza.

Na kolację zjedliśmy podsmażany ryż przygotowany na naszych oczach na jednym z stoisk. Porcja naprawdę spora, a cena to kilka złotych. Mówiąc kilka mam na myśli 3zł.

 

 

O 1 w nocy zaproponowali abyśmy się wybrali do nich na mieszkanie bo chcieli by się przebrać.

 

Co miałem powiedzieć?

 

Spoko. To pokażcie jak tu mieszkacie już od ponad miesiąca.

 

Gang na skuterach

Ich jedynym źródłem zarobku w tym kraju była "sprzedaż" na chodnikach zdjęć zrobionych podczas podróży. Musiało im to wychodzić nie najgorzej bo wynajmowali nie najmniejszy apartamencik z sporym balkonem na najwyższym piętrze 6 piętrowego bloku z widokiem na jezioro i wieżowce. Korzystając z przyjemnej pogody (w tej części świata przyjemna pogoda zaczyna się zwykle po północy) posiedzieliśmy trochę na balkonie z zimnym piwkiem i pogadaliśmy.

 

Następnie wybraliśmy się na rajd po ulicach miasta. Liczyłem na spokojną wycieczkę. I taka była aż do czasu gdy spotkaliśmy gang...

 

Spotkaliśmy gang młodych Wietnamczyków na skuterach. Byli to znajomi od Ukraińców z którymi często spędzali wspólnie czas. Wpadli na pomysł, że skoro ich jest pięciu i mają pięć skuterów, a my się męczymy na jednym to mogę się dosiąść do kogoś innego. Tym razem odmówiłem dlatego z propozycji skorzystał bankier. Gdy zobaczyłem, że jak tylko Ukrainiec się przesiadł to kierowca tamtego skutera zaczął jeździć na tylnym kole, wiedziałem, że to była moja bardzo dobra decyzja.

Trochę jeszcze pojeździliśmy po mieście w 6 skuterów i czuliśmy się jak jacyś Harlejowcy (jaki kraj takie harleye).

 

Photo by William McCue on Unsplash

Ostatnim punktem naszego wieczoru było odwiedzenie "tajnego" baru nad brzegiem jeziora dla obcokrajowców żyjących w Hanoi. Nie była to miejscówka, turystyczna z dwóch powodów. Po pierwsze znajdowała się w dzielnicy, w której nie było turystycznych atrakcji i po drugie jej klientela też nie robiła dobrego pierwszego wrażenia. Ukraińcy mimo to czuli się w tym lokalu jak u siebie dlatego zostaliśmy tam na chwile i prowadziliśmy filozoficzne rozkminy.

 

 

 

 

O 3.45 odwieźli mnie do hostelu.

 

Tak przebiegała ta spokojna noc, którą będę pewnie pamiętał do końca życia.

 

Będę ja pamiętał nie tylko dlatego, że dużo się działo w tak niezwykłym miejscu jakim jest Hanoi. Przede wszystkim  dlatego, że pierwszy raz dałem się porwać przygodzie. Nie analizowałem na ile jest bezpieczne to co może się wydarzyć. Byłem na tak. Następnego dnia byłem niewyspany ale szczęśliwy :)

 

Jeśli ktoś szuka przygód to wystarczy po prostu wyjść do ludzi i dać się pochłonąć.

 

Spotkać Polaków w Hanoi

Druga niezwykła przygoda, która wydarzyła się w Hanoi też rozpoczęła się od spaceru.

 

Idąc sobie samotnie po chodniku, rozmyślając jak dawno nie miałem okazji porozmawiać w j. polskim, usłyszałem pewną rozmowę. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, bo w końcu jestem w centrum  8 mln metropolii. Ale ta rozmowa była prowadzona właśnie w moim narodowym języku , którego mi już zaczynało brakować, dlatego szybko się do niej przyłączyłem.

Poznałem wtedy parę z Warszawy. Bardzo pozytywni ludzi i bardzo zakręceni. Sam fakt, że jeżdżą po Laosie i Wietnamie na motorze już od ponad miesiąca, a w międzyczasie zdążyli się spóźnić "tylko" 7 razy na swoje loty o czymś świadczy.

 

Mężczyzna jest biznesmenem z zawodu i wielkim kucharzem z pasji. Co niektórzy mogą go kojarzyć z telewizji Polsat i programu Masterchef.

Najpierw posiedzieliśmy sobie spokojnie na ławce z widokiem na wyspę żółwi zajadając się lodami do ochłody. Bardzo ładnie oświetlone miejsce, atrakcyjne kamienice i ciekawa rozmowa. Tak samo jak i wcześniej rozmowa się kleiła więc postanowiliśmy wspólnie wyskoczyć na kolację.

 

Będąc w sercu Azji wraz z wielkim fanem ulicznego jedzenia, wypad na kolację nie mógł polegać na spokojnym dotarciu do jakiegoś lokalu i zamówieniu sobie czegoś standardowego. W tym wypadku wypad na kolację polegał na godzinnym poszukiwaniu na skuterze najbardziej ulicznego z ulicznych lokali serwującego najbardziej lokalne dania.

Powiem szczerze, jeśli strach ma wielkie oczy to ja podczas jazdy na skuterze tym razem miałem największe od kiedy jestem w Azji. Wielokrotnie podczas tego wyprawy miałem okazję jeździć jako pasażer na skuterze. Czasem w dwie osoby, czasem trzy, z dużym bagażem albo bez, w miarę spokojnie lub bardzo "przygodowo". Ale zawsze prowadzili ten pojazd Wietnamczycy.  Tym razem za kierownicą miałem dorosłego solidnego faceta z polski, za nim atrakcyjną polkę i ja z moimi prawie 90km. Skuter ten nie był podrasowany pod europejską wagę ale chyba miał podrasowany silnik. Było grubo....

 

Pościgi, strzelaniny ...

Widziałem w wielu amerykańskich produkcjach filmowych popisy kaskaderów jeżdżących po nocnym Hanoi po wąskich jednokierunkowych ulicach pod prąd. Szaleństwa "nieśmiertelnych" bohaterów niezwracających żadnej uwagi na czerwone światła i ograniczenia prędkości. Jeśli w filmowym pościgu ktoś jedzie 80km/h przy ograniczeniu do 40 to ma się wrażenie, że jest to słaba akcja. Jeśli jedziesz w trzy osoby po nie zawsze równych drogach z taką prędkością, pod prąd i to na czerwonym myślisz tylko o tym aby zsiąść z skutera. Naprawdę miałem strach w oczach. Przed oczami ciągle przypominałem sobie sylwetki osoby, które już w Wietnamie spotkałem i które były uczestnikami wypadków na skuterach. Bardzo łatwo je poznać bo mają zdarte całe płaty skóry z niektórych części ciała.  Zastanawiałem się też na ile szybko zwrócą mi koszty ewentualnej operacji w tym kraju z mojego ubezpieczenia.

 

Na szczęście podróż przebiegała mimo wszystko sprawnie i dotarliśmy bez większych problemów (jakimś cudem też bez problemów z policją) do naszego celu podróży. Nie duży placyk z z rozstawionymi rzędami plastikowych

stolików i krzesełek oraz standardowy grill. Co jedliśmy można zobaczyć na zdjęciach. Z tego co pamiętam były to zawijane w papier ryżowy grilowane kebaby z wieprzowiny z dodatkiem świeżych liści, moczone w sosie (albo zupie).

Pyszności.

 

Po kolacji, skoro noc była jeszcze bardzo młoda i była okazja do świętowania. Bo jak przypadkowo Polacy spotkają się na drugim końcu świata to już jest okazja do świętowania, odstawiliśmy skuter. Wybraliśmy się pieszo w poszukiwaniu mocniejszego alkoholu, który mieliśmy w planie wypić na ulicy przyglądając się przedstawieniu w którym brali udział prawdziwi policjanci i właściciele lokali (pisze o tym w wcześniejszym poście). Wielkim zaskoczeniem była procentowa zawartość alkoholu w napoju który miał na etykiecie napis "vodka", ponieważ wynosiła ona jedyne 30%.

Gdy pogadaliśmy, popiliśmy wymieniliśmy się kontaktami i każdy udał się w swoją stronę.

 

 

Komentarze

Podobało się?