Hanoi – pierwsze wrażenia

o wizycie w stolicy

Hanoi – pierwsze wrażenia

Hanoi to miasto całkiem inne niż jakiekolwiek wcześniej odwiedzone w tym kraju. Czyste, rewelacyjnie nocą podświetlone, bardzo przyjazne dla turystów. Podobno jest to jedyne miasto w którym możesz poczuć się naprawdę europejsko w całej Azji Południowo-Wschodniej. I tak też się czułem. Obowiązkowy punkt na mapie Wietnamu, który trzeba odwiedzić i co ważne można zostać w nim na trochę dłużej. W przeciwieństwie do innych miast, to posiada kilka zachowanych w dobrym stanie zabytków (wybudowanych za czasów okupacji francuskiej), wiele parków i obszarów zielonych z jeziorkami, stawikami. W tej dużej metropolii można odpocząć na zielonej trawce w otoczeniu drzewek i wody, niestety też w otoczeniu setek tysięcy innych osób.

 

Photo by Florian Wehde on Unsplash

 

Dojazd, policja i łapówki

Z Ninh Binh do Hanoi wybrałem się busikiem. Pojazd był standardowych rozmiarów dla 28 osób ale funkcjonował jako autokar przewożący ponad 40! Optymalizacja miejsc. Jeśli już wszystkie fotele były zajęte to w przejściu zaczęto umieszczać deski na oparciach dwóch sąsiednich foteli. Dzięki temu zabiegowi powstawały po dwa kolejne miejsca siedzące dla każdego rzędu foteli. Gdy i to nie wystarczało to... nikt nie powiedział, że w busie trzeba siedzieć. W dalszym ciągu pomocnik kierowcy namawiał wszystkich stojących przy drodze (czasem z ogromnymi walizkami) aby wskakiwali do środka bo jeszcze się zmieszczą.

Uspokoję Was, że takie zabiegi nie są legalne w tym kraju. Dlatego policjant widząc przeładowany pojazd, „zatrzymuje” go (zwykle tylko zwalnia),  odbiera łapówkę w biegu od pomocnika kierowcy i puszcza go dalej. Korupcja w policji w tym kraju jest ogromna (jak również w Malezji). Średnia pensja policjanta nie wystarcza na wynajem większego mieszkania, a co dopiero na godne życie całej rodziny.

Jeśli mowa o policji warto wspomnieć o tej brunatnej. Osobiście nie widziałem ich  ale trochę o nich słyszałem od ludzi, którzy spędzili w tym kraju dłuższy czas. Zwykle można ich spotkać z kałasznikowami. Stanowią coś jak FBI, policja która wszystko może i za nic nie odpowiada. Dla nich nie ma różnicy czy zatrzymują Wietnamczyka, Polaka czy Amerykanina (standardowa policja otrzymuje rozkazy aby obcokrajowcom nie robić problemów). Jeśli już kogoś zatrzymują to podobno jest źle. Przynajmniej rewizja gwarantowana.

 

Hanoi - zaskoczenia

Wielkim zaskoczeniem dla mnie były dwie informacje dotyczące Hanoi. Pierwsza to fakt, że wszystkie punkty usługowe w tym restauracje i kluby muszą być zamykane do godziny 24. Druga to fakt, że wódka produkowana w Wietnamie ma 30%.

 

Słynny widoczek. Na wielu fotografiach można zobaczyć jak pociągi przejeżdżają dosłownie kilkanaście centymetrów od drzwi pobliskich domów

 

Wracając do pierwszego punktu, łatwo się domyślić, że tak samo jak w Macedonii zakaz sprzedaży alkoholu po godzinie 18.00 to czysta fikcja. Tak i tutaj zamykanie lokali o 24 nie wiele miało wspólnego z prawdą. Byłem świadkiem przechadzania się 5 panów policjantów po uliczkach imprezowych. Słowo "przechadzanie" najlepiej opisuje tempo ich marszu. Gdy władza się zbliżała, to lokale były natychmiast zamykane. Gdy natomiast oddalała, w tym samym tempie otwierano je jeden za drugim. Jak łatwo się domyśleć policja tego nie widziała bo nie chciała, widzieć. Taki lokalny spektakl pod turystów, powtarzany jest tu każdej nocy.

 

Główna ulica rozrywkowa w stolicy Wietnamu. To tutaj odbywa się conocny spektakl z policją. Photo by Frida Aguilar Estrada on Unsplash

 

Aby być światkiem takiego wydarzenia koniecznie trzeba się wybrać przed godziną 24.00 na główną imprezową dzielnice miasta u przecięcia się dwóch dróg „Ta Hien” i „Luong Ngoc Quyen”. Pierwsza z nich jest wąskim deptakiem (bardzo wąskim) na którym rozstawione są tysiące plastikowych krzesełek. Stanowi ona centrum, życia nocnego całego Hanoi.

Zauważyłem w tej metropolii bardzo mały szacunek dla stróżów prawa. Kiedy jakaś ciężarówka zatrzymała się w niedozwolonym miejscu i policjant kazał jej zawrócić - bo tu nie można parkować - to po chwili kłótni kierowca ruszył w przeciwną stronę niż mu rozkazano, a „pan władza” spuścił nisko głowę i poszedł dalej jakby nigdy nic.

Hanoi słynie też z bardzo taniego zaplecza hotelarskiego o bardzo wysokim poziomie. Stolica Wietnamu w porównaniu z mniejszymi miejscowościami okazuje się dość tania. Setki hoteli w mieście bardzo rywalizują o zagranicznych klientów poprzez podnoszenie standardu i obniżanie cen. Sam spałem w hostelu ale znajomi byli zaskoczeni, że za hotel z SPA zapłacili 170zł za pokój dwuosobowy. W każdym hostelu natomiast w cenie masz ręczniki, świeżą pościel, klimatyzacje, zamykane szafki, czasem śniadania i alkohol wieczorami w cenie.

 

Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma... Nie dla każdego wymówką jest brak zielonej okolicy.

 

A jeśli już mowa o turystyce....

Przed przyjazdem do tego kraju wszędzie czytałem, że uliczni sprzedawcy nie dają żyć ciągłym nagabywaniem na zakup. Ale to nie do końca prawda. Podczas mojej całej 3 tygodniowej podróży przypominam sobie, że natrafiłem tylko na 3 osoby które po stanowczym „NIE”, nie chciały się odczepić. Wszyscy inni, a było ich naprawdę wielu po zwykłym „NIE” odpuszczają i nie zawracają więcej głowy.

Dla nas Polaków Wietnam brzmi strasznie egzotycznie. Ale chyba tylko dla nas. Bo liczba Anglików, Niemców, Rosjan i Amerykanów zaskakuje. Dla nich Wietnam to jak dla nas Chorwacja tylko tańsze i z jeszcze ładniejszymi widokami. Oni i tak zwykle lecą na wakacje samolotem to czy polecą 1h czy 10h nie robi aż tak dużej różnicy (bo w końcu można cała podróż przespać). Sieć hoteli (ekskluzywne w Hanoi jak pisałem już od 40euro za pokój wraz z SPA) i pozostałe zaplecze turystyczne na północy kraju spełnia wszelkie standardy europejskie i przewyższa te Chorwackie.

To tylko dla nas jest jeszcze dziwna egzotyka - ale i to się zmienia.

A na koniec...

Kilku krotnie usłyszałem zdanie "Naprawdę jesteś z Polski? Serio? Jesteś pierwszym Polakiem którego spotykam w tej części świata" zwykle pada z ust Brytyjczyków (choć nie tylko) . Tak nas tutaj mało. Choć w Hanoi nie ma aż tak źle. Zdarzyło mi się trafić na innych potomków Mieszka I.

W wielu miejscach spotkałem się z handlarzami ananasami. 3 min i świeży ananas już obrany.

Smacznego

Komentarze

Podobało się?