Autostopem z Macedonii

Podróż powrotna z Macedonii przez Turcję, Belgrad i Budapeszt.

Autostopem z Macedonii

Ten i kolejny post są częścią przewodnika o Macedonii. Nie odbywają się co prawda w tym kraju ale opowiadają historię mojej największej przygody tych wakacji. Dlatego jeżeli ktoś chce poczytać o niezwykłych przygodach, wielkim szczęściu i chwilach całkowitego załamania zapraszam do lektury. Po przeczytaniu wprowadzenia do serii postów o Macedonii zrozumiesz tez o co chodzi z tymi poziomymi kreskami i szarym tekstem.

 

Opisuję podróż powrotną przede wszystkim, aby udowodnić ludziom, że słowa Czesława Niemena  w znanej piosence w dalszym ciągu są prawdziwe, że  „Ludzi dobrej woli jest więcej …”.[1]

Bardzo zależy mi również na przekonaniu kierowców, że naprawdę warto pomagać autostopowiczom, ponieważ dzięki temu prostemu nic niekosztującemu gestowi można kogoś uszczęśliwić i dopisać sobie do listy kolejny dobry uczynek.

Chcę też przekonać osoby niezdecydowane, że autostop jest najciekawszą, najtańszą i najbardziej motywującą formą podróżowania z możliwych, oraz że „nie taki autostop straszny jak go opisują”.


[1] Cztery lata po zapisaniu tych słów dalej zgadzam się z nimi w 100%. Pomimo, że skończyłem studia już dwa lata temu, w dalszym ciągu podróżuję autostopem po świecie, śpię gdzie popadnie, czasem w namiocie, a czasem pod mostem lub u całkowicie obcych ludzi odkrywając niewyczerpane pokłady ludzkiej dobroci. Podróże nie tylko kształcą, ale przede wszystkim pokazują, że świat jest o wiele lepszym i ciekawszym miejscem niż pokazują to media.

 

Istambuł

W tym magicznym mieście spędziłem tylko 5 nocy. I był to naprawdę niezwykły czas. Na miejscu odwiedziłem dwóch znajomych, których poznałem zaledwie dwa miesiące wcześniej w Gliwicach. Koleżanka Turczynka spędzała ze mną całe dnie pokazując uroki i kuchnie tego niezwykłego miasta. Kolega również Turek zaoferował mi wygodne łóżko i wprowadził mnie w świat nocnego życia największego miasta Europy. Szczerze powiem, że pierwsze dwa dni mojego pobytu w Turcji nie specjalnie dobrze wspominam. Niekończące się tłumy ludzi na chodnikach i strugi samochodów na drogach. Miasto sprawiało wrażenie niezwykle zakorkowanego pomimo, że cały czas wszytko się przemieszczało – samochody, autobusy, tramwaje, pociągi, promy, metro ….

 

 

Na szczęście trzeciego dnia pobytu zdążyłem przyzwyczaić się do panującego tłumu i okazało się, że jeśli człowiek odnajdzie się w Istambule, to może być to rewelacyjne miejsce na mapie świata.  Gigantyczne budowle, długa historia, niezwykła kuchnia i hektolitry herbaty sprzedawanej wszędzie – na promach, parkach, parkingach, placach – w małych szklanych „kieliszkach” sprawiają, ze tego miasta nie można porównać do żadnego innego. Dlatego tę części podróży nie dam rady zmieścić w tej książeczce.

 

Kliknij aby powiększyć nocną panoramę z Galata Tower. Jedno z moich ulubionych zdjęć.

 

Na zdjęciu widać podziemny zbiornik wody pitnej z XI w. zwany Cysterna Bazyliki. Ciekawostką jest fakt, że w najnowszej książce Dan-ego Browna akcja książki kończy się w tym miejscu w całkowicie inny sposób niż film na podstawie tej książki nakręcony z Tomem Hanksem w roli głównej.

 

Bazylika Hagia Sofia pierwotnie była Kościołem Mądrości Bożej. TAK, kościołem,. Czyli została zbudowana nie jako meczet ale jako najważniejsza świątynia chrześcijańska w całym Cesarstwie Bizantyjskim. Aktualnie muzeum.

 

Z Istambułu wróciłem do Skopie nocnym autobusem. Spędziłem w tym mieście ostatnie popołudnie i nocnym pociągiem „przejechałem” przez granice Macedonii. Oczywiście z tym opuszczeniem granic nie było tak łatwo jakby się mogło wydawać. Do Belgradu miałem jechać 8 godzin. I tutaj muszę przyznać, że odbyło się zgodnie z planem, tylko że nigdzie nikt nie dopisał, że kolejne 8 godzin będziemy stać na przejściu granicznym gdzieś w szczerym polu.

 

Belgrad

Z stolicy Serbii do Budapesztu jadą 3 pociągi na dobę, każdy w odstępie 8h. Zgodnie z planem miałem przyjechać o godzinie 4 i po 15 min jechać dalej. Niestety wyruszający z Belgradu pociąg o godzinie 12.00 podziwiałem jeszcze siedząc w tym jadącym z Macedonii, ponieważ w sumie spóźnił się o 8h i 18 mim. Kolejny będzie za 7h i 43 min- pomyślałem. Trochę dużo czasu będę musiał czekać jak na osobę, której się spieszy ponieważ w Budapeszcie jestem umówiony  już za 12 godzin. Wycieczka po dworcach autobusowych też na nic się zdała.

 

Po chwili namysłu nie widziałem już innej możliwości jak złapać stopa. Pobiegłem więc przez most do centrum handlowego aby kupić jakąś mapę Serbii, – bez mapy ciężko odnaleźć się w obcym kraju – prowiant na drogę i wodę. Słońce świeciło jak szalone. Po kolejnych 15 min marszu z całym moim dwumiesięcznym ekwipunkiem na plecach dotarłem do autostrady. Pierwszy raz łapałem stopa za granicą, nie znam języka, nie wiem czy ludzie wiedzą co znaczy podniesiony kciuk ale w sumie to świat należy do odważnych.

 

Ciekawostka – GESTY

Na świecie trzeba naprawdę uważać na drobiazgi w tym przypadku na gesty. Nie bez powodu przecież diabeł tkwi w szczególe. W przypadku autostopu to można potraktować wyjątkowo dosłownie. Ale po kolei. Podniesiony kciuk do góry w USA czy Polsce oznacza OK, sukces itp. Z tego co kiedyś przeczytałem wynikało, że dla Francuza, Austriaka czy Niemca ten gest kompletnie nic nie znaczy.[2] Jednak - co dla mnie najważniejsze - na południu Europy - i bliskim wschodzie - oznacza coś strasznie obraźliwego i wulgarnego mowa o pewnej odmianie wyrafinowanego współżycia.

Niektórzy właśnie w tym geście doszukują się wyższego od przeciętnej europejskiej wskaźnika potrąceń autostopowiczów na drogach w tych krajach. A może to tylko przypadek? Kto wie. Jednak pomimo wszystko lepiej uważać.

 

 

Pierwszy kierowca który się zatrzymał miał już spore doświadczenie w pomaganiu autostopowiczom. Poinformował mnie jednak, że to nie jest rzecz powszechna w tym kraju i mogę długo się męczyć, próbując coś złapać. Rozmawialiśmy po angielsku, a znajomość tego języka   również nie jest normą w tym kraju. Zostałem podwieziony jakieś 40 km i po drodze widziałem jeszcze dwie inne pary próbujące szczęścia w podróży za jeden uśmiech. Niestety ich wygląd wskazywał na długie poszukiwanie tego szczęścia. Kierowcą, był były wojskowy, który służył kiedyś w Afganistanie. Wysadził mnie na jednej z stacji benzynowych przy autostradzie.

 

1. Katowice 2. Belgrad 3. Macedonia 4. Stambuł 5. Nowy Sad 6. Budapeszt 7. Wiedeń 8. Bratysława

 

Po dwóch godzinach łapania stopa - najdłuższa nie udana próba w życiu[3] -  w końcu zatrzymało się jakieś starsze małżeństwo. Niestety z chwilą gdy zorientowali się, że nie znam serbskiego, dostrzegłem przerażenie w ich oczach. Poinformowali mnie grzecznie, że nie jada tam gdzie chce dotrzeć - gdziekolwiek bym nie jechał, bo jeszcze nie rozmawialiśmy o celu mojej wyprawy. Kolejny samochód i podobna sytuacja, tyle że tym razem kierowca był bardziej przekonujący, że w rzeczywistości nie jedzie tam gdzie zmierzam.

 

Nowy Sad

Jak to mówią do trzech razy sztuka. W trzecim pojeździe była młoda para, która ku mojemu niezaskoczeniu również   z angielskim nie miała nic wspólnego. Za to językiem niemieckim potrafili nieźle się posługiwać – za to ja kiepsko. Z doświadczenia wiem jednak, że jeśli obie strony chcą się dogadać to zawsze znajdą wspólny język. Tak było i tym razem. W miejscowości Nowy Sad wylądowałem 30 min później. Niestety w centrum. W tym momencie – a była to już 19.00 – nie miałem szans dotrzeć do Budapesztu o czasie. Zresztą nigdzie nie mogłem dalej dotrzeć. Nie pozostało mi nic innego jak kupić bilet na wieczorny pociąg jadący z Belgradu przez tę miejscowość i znaleźć wygodną poczekalnię.


[2] Oczywiście, że w większości krajów na świecie ludzie kojarzą podniesiony kciuk jako gest „OK” lub symbol autostopu. Tylko dlatego, że amerykańskie filmy są powszechne na świecie. W tej notatce o gestach poruszam symbolikę wywodzącą się z danego kraju, a nie skopiowaną z innych kultur.

[3] Do tamtej pory do dnia dzisiejszego pobiłem ten czas już 3-krotnie czekając najdłużej po 3h na jeden samochód  łapiąc autostop.

 

Następne 5 godzin przesiedziałem w chińskiej restauracji, zajadając się tradycyjnymi „Serbsko-chińskimi' potrawami, popijając herbatkę i oglądając ponownie filmy bez dźwięku. Trasa w pociągu do Budapesztu na szczęście przebiegała już bez żadnych komplikacji. Noc przespałem w przedziale z parą młodych anglików w naprawdę wygodnych warunkach. Po 6 godzinach – zgodnie z planem – dotarłem do stolicy Węgier. Moje spóźnienie wynosiło „tylko” 14 godzin. Hotel odnalazłem bez problemu tak samo jak nasz pokój.

 

Budapeszt

W Budapeszcie spędziliśmy 3 ciekawe, sympatyczne i pogodne dni. Nawet przez chwilę nie sądziliśmy, że powrót do domu będzie jedną z najbardziej szalonych i niezapomnianych przygód w naszym życiu. Jako, że to miasto nie jest tematem tego materiału ale warto coś o nim wspomnieć to zapraszam na moją stronę internetową kilka turystycznych ciekawostek i praktycznych porad z Budapesztu tam znajdziecie. Tymczasem wracam do głównego tematu tego rozdziału.

 

Ostatni dzień w Budapeszcie zaczął się zgodnie z planem. Wymeldowaliśmy się, zostawiliśmy nasze bagaże w recepcji i ruszyliśmy na miasto. Najpierw pamiątki: salami dla rodziców i kilka kartek dla znajomych. Kolejny punkt programu to bilet powrotny na wieczorny pociąg do kraju. Na stacji wyjaśniło się dlaczego bilet na pociąg do Skopje jak i z powrotem to taki duży wydatek. Bilet dla jednej osoby kosztuje 83 euro – trochę sporo jak dla studenta – a przypomnę, że do Krakowa autokarowy to wydatek jedynie 15 euro i 7 godzin jazdy. Skoro autokarowy jest tańszy, wskoczyliśmy do metra i na drugi koniec miasta[4]pierwszy raz korzystaliśmy tutaj z metra, jak się zaraz okaże nie po raz ostatni – dotarliśmy na międzynarodowy dworzec autokarowy. Jedyny autobus odjeżdża jutro o 7 rano. Nie dobrze. O 7 rano to planowaliśmy już jeść w domu śniadanko. Co teraz? Nie pozostało nam nic innego jak wrócić do hotelu, zabrać rzeczy i wyruszyć w międzynarodową „podroż za jeden uśmiech”. Nigdy w życiu nie mogliśmy spodziewać jak to będzie wyglądać i jakich pozytywnych ludzi spotkamy. Po tym co przeżyjemy będziemy pamiętać, że świat wcale nie jest taki zły jak to w pewnym Radiu M. opowiadają. Ale – jak to mówią maszyniści - po kolei...


[4] Z informacji, które posiadam wynika, że budapesztańskie metro zostało wybudowane jako pierwsze na terenie kontynentalnej Europy przez niemiecką firmę Siemens w 1896 r. Metro w Budapeszcie jest bardzo zacofane. Mam wrażenie, że od 50 lat nic się w nim nie zmieniło.

 

Kliknij aby powiększyć jedną z najpiękniejszych europejskich panoram. Widok z wzgórza Cytadeli w Budapeszcie.

 

Wyprawa rozpoczęła się fatalnie. Z hotelu po rozmowie z recepcjonistą na temat gdzie najlepiej łapać stopa udaliśmy się na północny koniec miasta -znowu metrem. Po pół godziny nieowocnych łowów uświadomiliśmy sobie jaki błąd popełniliśmy. Pomimo, że w miejscu gdzie stoimy przebiega najkrótsza droga do Polski nikt z zagranicznych kierowców jej nie używał. Jak wywnioskowaliśmy szybciej będzie jechać autostradą, pomimo że drogą okrężną. Skierowaliśmy się ponownie metrem na kolejny koniec miasta. Tym razem zachodni, na autostradę w stronę Wiednia i Bratysławy. Autobusem dotarliśmy na stację benzynową. Tam zapytałem się dwóch Węgrów o pomoc czy nas może  podrzucą gdzieś w stronę wcześniej wspomnianych stolic. Jako że „Polak, Węgier dwa bratanki..” zgodzili się bez większego zastanowienia. Tylko pojawił się mały problem. Nie znali w ogóle angielskiego już nie mówiąc o językach słowiańskich. Z powodu tych barier językowych rozmowa w samochodzie raczej się nie kleiła ale pomimo to podwieźli nas w tę stronę co prosiliśmy.

 

Kolejne szukanie szczęścia na autostradzie było na tyle niebezpieczne, że nie wspomnę o nim ani słowa... no może tylko dwa. Pierwszy raz w życiu łapałem stopa po ciemku, do tego na autostradzie na pasie awaryjnym i to za granicą. Z góry byliśmy skazani na niepowodzenie. Ale czy na pewno? Trzymaliśmy w rękach latarki, a nasze bagaże owinęliśmy folią aluminiową – folia życia - aby były lepiej widoczne w światłach samochodów.  Poskutkowało. Już po mniej więcej 25 min zatrzymał się angielski samochód. Jak się łatwo domyśleć tym razem nie mieliśmy problemów natury językowej.

 

Kierowca powiedział nam, że jadą do Belgii, a później do siebie na wyspy. Więc mogą nas podrzucić gdzie tylko chcemy w obrębie tej trasie. Długo nie musiał namawiać. Więc może Bruksela? Czemu nie? A no właśnie, w tym problem, że już jesteśmy spóźnieni do domu o jeden dzień. Trochę może głupio wyglądać  usprawiedliwienie typu „Mamo naprawdę chciałem wrócić wcześniej, ale zrozum, oni nas prawie sterroryzowali oferując podwózkę do Belgi. Po prostu nie mogliśmy odmówić”. Jednak odmówiliśmy i wysiedliśmy na przejściu granicznym (Węgry – Austria). Niestety szybko się zorientowaliśmy, że jesteśmy 8 km za daleko. Planowaliśmy udać się do Bratysławy, teraz pozostaje nam zrobić większy łuk w drodze do Polski i wpaść do Wiednia. No trudno nie pierwszy i nie ostatni raz coś poszło nam nie tak podczas tej wyprawy. Na podstawie zdobytego doświadczeniu podczas tej wyprawy mogę powiedzieć że „Wtedy kiedy planowanie zwodzi - zaczyna się przygoda”. Tak było i tym razem.

 

Wiedeń

Na stacji benzynowej na samym przejściu granicznym zapytałem dwóch mężczyzn z bogato wyposażonego Mercedesa ML 350 na niemieckich rejestracjach. Co mi szkodzi. Z doświadczenia autostopowego zdobytego w Polsce wynika, że czym droższy samochód tym prawdopodobieństwo pomocy z strony kierowcy niższe. [5] Ale spróbować można. Pierwsza odpowiedź kierowcy jasna i zrozumiała – nie znam angielskiego. Jednak po chwili podszedł do nas pasażer który coś tam powiedzieć potrafił i tym razem powiedział  „Nie dziękujemy. „- Też mi zaskoczenie. Jednak po chwili pytanie padające z ust  kierowcy tłumaczone przez pasażera - „Skąd jesteście? ” - odpowiedziałem szczerze i usłyszałem zaproszenie do samochodu - czyżby chcieli odkupić krzywdy nam wyrządzone podczas wspólnej nieciekawej historii? Długo się nad tym nie zastanawiając wsiedliśmy do auta i po kilkudziesięciu minutach wysiedliśmy w samym centrum Wiednia.


[5] Ten wniosek po 4 latach jest już nieaktywny. W Polsce może to prawda, że czym droższe auto tym chęć podrzucenia kogoś mniejsza, ale zagranicą przeciwnie. Kilkukrotnie w Niemczech i Niderlandach zdarzyła mi się sytuacja, że stojąc na stacji z karteczką z nazwą miejscowości podszedł do mnie kierowca bardzo ekskluzywnego samochodu z ofertą pomocy.

 

Centrum Wiednia nocą.

 

 

Jedna z najlepiej rozpoznawalnych nowych budowli w Wiedniu.

Gorzej trafić nie mogliśmy. Każdy autostopowicz wie, że nie ma nic gorszego jak wyjazd autostopem z centrum dużego miasta. No może poza wyjazdem nocą z centrum dużego miasta – a aktualnie na zegarku jest godzina 22.30. W mieście jak to w mieście ludzie zwykle chcą przemieszczać się tylko po mieście lub jeszcze gorzej po jego centrum. Jeśli chcą jechać gdzieś dalej używają autostrady, a te siłą rzeczy nie znajdują się w ścisłym centrum. No chyba, że się mylę. Jak się przekonać? Łatwo znaleźliśmy zejście w podziemia – z doświadczenia zdobytego w Barcelonie wynikało, że powinny tam się znaleźć jakieś mapy miasta i całej komunikacji miejskiej. Tak też było i tym razem.

 

Poprosiliśmy  młodego przechodniego o pokazanie naszej lokalizacji na mapie. No to fajnie ale co dalej? Musieliśmy wyglądać na trochę zagubionych ponieważ jeden Pan, który też akurat przechodził tym przejściem podziemnym podszedł do nas i zapytał czy może potrzebujemy pomocy. Posługiwał się tak płynnym angielskim, a jego głos był przesiąknięty pozytywnym nastawieniem i chęcią pomocy, że powiedzieliśmy szczerze jak wygląda sprawa.  „Jesteśmy studentami z Polski, dotarliśmy tutaj autostopem i nie mamy zielonego pojęcia co mamy teraz zrobić aby się z tego miasta wydostać.” Po chwili bardzo miłej i żartobliwej rozmowy przeszliśmy do sedna spray. „Znajdujemy się tutaj. Międzynarodowa stacja autokarowa jest tutaj – pokazał na mapie – Nad nią przebiega autostrada którą przemieszczają się wszystkie samochody i autobusy jadące do Czech, Słowacji, Rosji i oczywiście Polski. Więc ja bym na waszym miejscu spróbował tam stopa złapać. Jednak to kawał drogi stąd więc potrzebujecie złapać tramwaj nr 18 z najbliższego przystanku. Tutaj macie dwa bilety na komunikację miejska, które dostałem z pracy więc mogę się z Wami nimi podzielić. Tak więc idźcie na ten przystanek. Wejdźcie do tramwaju nr 18. Tylko nie zapomnijcie skasować biletów. Następnie wysiądźcie na ostatniej stacji i udajcie się w stronę tej drogi.” Jeszcze chwile trwało nim dotarło do nas to co nam powiedział. Nie dlatego, że nie zrozumieliśmy. Po prostu nie często osoba sama z siebie oferuje pomoc, oddaje swoje bilety i czerpie mnóstwo szczerej radości z możliwości pomocy obcym ludziom. Ten mężczyzna ok 40-stki, aż emanował „pozytywnością”. Więc długo się nie zastanawiając zrobiliśmy dokładnie tak jak nam powiedział. Niestety przez następne dwie godziny było już tylko coraz gorzej.

 

Dotarliśmy na dworzec autobusowy. Jest on czynny tylko pomiędzy 6.30, a 22.30. Już od godziny drzwi są zamknięte na cztery spusty. Miłą niespodzianką była karteczka na drzwiach w j. polskim „Wstęp na teren dworca jedynie z ważnym biletem”. Dokładnie nad samym dworcem - jakieś 10 m powyżej - przebiega autostrada na północ. Tylko jak się tam dostać? Nigdzie żadnych schodków na górę, a nawet jakby gdzieś były to byśmy z nich nie skorzystali. W Austrii tak jak w Niemczech służby porządkowe i policja dbają bardzo o bezpieczeństwo na drogach szybkiego ruchu więc łapanie stopa na pasie awaryjnym – chyba – nie jest mile widziane.

 

Po ok 45 minutach spacerów po mieście udało nam się znaleźć jeden z wjazdów na wcześniej wspomnianą drogę i miejsce gdzie możemy bezpiecznie się rozstawić. Po chwili przemyślenia, lekkim załamaniu i kolejnym spacerze znaleźliśmy bardziej uczęszczaną drogę dojazdową do autostrady. Wydawała się super. Mnóstwo samochodów, a my stoimy w bezpiecznym widocznym miejscu. Po pół godziny nieowocnych „łowów” - powiem szczerze – trochę się załamałem. W głowie kilka pomysłów jak się wydostać z tego miasta. Jednak z każdą kolejną chwilą eliminowałem jeden po drugim. No to jesteśmy w kropce. Pomimo że, podróżujemy dopiero od kilku godzin ale już udało nam się tyle kilometrów przejechać, złapać tyle stopów i spotkać tylu pomocnych ludzi. Teraz wydaje się, że polegliśmy. Bez pieniędzy na hotel[6], bez numeru telefonu do kolegi, który ma tutaj mieszkanie i do tego jest środek nocy.

 

Po chwili jeszcze głębszego załamania przyszedł czas na jakieś działanie. Nie z takich opresji się już przecież w życiu wychodziło – albo zawsze musi być ten pierwszy raz. Po pierwsze musimy znaleźć Free WiFi aby sprawdzić rozkład jazdy pociągów i autobusów do Polski. Najlepiej też udać się na główny dworzec. Zawsze to jakieś schronienie, jakieś całodobowe jadłodajnie i punkty informacyjne. Po chwili bezowocnych poszukiwań zapytaliśmy parę młodych ludzi o drogę na dworzec. Los się znowu uśmiechnął do nas.

 

Bratysława

Szybko się okazało, że nie są tutejsi i nie znają perfekcyjnie języka niemieckiego – wywnioskowałem to ponieważ wpisanie w GPS nazwy dworca centralnego sprawiało wiele problemów. Po chwili rozmowy zaproponowali, że może nas podrzuca samochodem na dworzec gdyż to kawał drogi stąd. Wynegocjowaliśmy żeby wysadzili nas na stacji benzynowej. Pierwsza próba nie udana – stacja zamknięta. Tak ich ta porażka zmotywowała, że przez następne 10 min rozmawiali w samochodzie między sobą jak nam mogą inaczej pomóc. Trochę z tej rozmowy rozumieliśmy, ponieważ używali on słowackiego. Wysadzili nas na stacji przy autostradzie. Stacja całkowicie pusta poza jednym samochodem na słowackich tablicach rejestracyjnych. Tak się  dziwnie złożyło, że kierowca nie potrafił mówić po angielsku jednak nasi wcześniejsi pomocnicy wytłumaczyli mu o co z nami chodzi. W ten właśnie sposób po godzinie siedzieliśmy już w Bratysławie.


[6] Posiadaliśmy wystarczające środki na bilet do Polski, jednak nocleg w centrum miasta z kilku powodów nie wchodził w grę. Po pierwsze albo bilet albo nocleg jeśli w ogóle w środku nocy udało by się znaleźć coś naprawdę taniego. Po drugie nasze spóźnienie z każdą godziną się wydłużało. Po trzecie byliśmy już niedaleko domu, przy odrobinie szczęścia jeden autostop i rano jesteśmy już w domu.

 

Wprowadzenie do serii postów o Macedonii, który warto przeczytać nim przejdziesz do poszczególnych przygód znajduje się poniżej. Tłumaczę w nim dlaczego taki nietypowy format tych wpisów, podkreślenia itp.

Wprowadzenie znajdziesz TUTAJ.

Komentarze

Podobało się?