Singapur państwem jutra

Skrót z 3 dni spędzonych na obcej planecie

Singapur państwem jutra

Pierwszy punkt azjatyckiej wyprawy - miasto państwo Singapur.

Co warto wiedzieć na początek:

  • Kraj ten zamieszkuje ponad 5.5 mln mieszkańców.
  • Potocznie nazywany jest też Miastem Lwa lub Małą Czerwona Kropką.
  • Pierwsze wzmianki o Królestwie Singapurskim pochodzą z 1299, choć w swojej historii to miasto państwo zostało kilkukrotnie zrównane z ziemią.
  • Brytyjczycy zainteresowali się tym miastem po roku 1819 i uczynili z niego jeden z głównych portów handlowych regionu i bazę swoich wojsk - do dziś obowiązuje tam ruch lewostronny.
  • Od czasu początku drugiej Wojny Światowej krajem władali Japończycy, znowu Brytyjczycy, Chińczycy, Malezyjczycy.
  • Republika Singapurska uzyskała swoją niepodległość 9 sierpnia 1965r. Wtedy bardziej wyglądała jak wioska rybacka niż nowoczesna metropolia (link)
  • Aby odciąć się od Malezyjskich sąsiadów nie tylko politycznie ale również, mentalnie wprowadzono w tym kraju j. angielski jako urzędowy.

W żadnym innym odwiedzonym kraju leżącym po za Europą nie czułem się aż tak europejsko jak w Singapurze.

Jest to miasto tak nowoczesne, że nie może być porównane do jakiegokolwiek europejskiego i tak uporządkowane, że nie może leżeć w Azji. Czyli leży gdzieś na innej planecie.

 

Garden by the bay.

Ogród na zatoce zbudowany jest z kilkunasty sztucznych betonowych "drzew". Każda z tych konstrukcji mierzy od 25 do 50 metrów wysokości i stanowi przykład super-zawansowanej zielonej technologi. Tak naprawdę są to pionowe ogrody z ponad 162 tysiącami roślin, które są podlewane wodą deszczową gromadzoną w wbudowanych zbiornikach. Wieczorami ogrody te zmieniają się w gigantyczną scenografię dla codziennych darmowych pokazów świateł i wody w rytm muzyki.  Wszystkie światła, które są wbudowane w konstrukcję drzew podobno są zasilane przez baterie słoneczne zamontowane na szczytach 11 z drzew.

Gaj super drzew ("Supertree Grove") odwiedza co roku ponad 6mln turystów czyli więcej niż liczy cała populacja tego kraju.

Park ten jest otwarty codzienne od godziny 5 rano do 2 w nocy. Główną atrakcję tego ciekawego obszaru stanowi trasa spacerowa zawieszona na wysokości 22 m nad ziemią. Wejście na trasę kosztuje 8 $ i myślę że jest tego warte, choć samemu się na to nie załapałem gdyż ostatnie wejście jest o 20:45.

Singapur jest bardzo gęsto zaludnionym obszarem z niewielkimi zielonymi przestrzeniami, dlatego bardzo wielkim zaskoczeniem są ogrody botaniczne ulokowane wokół tych niezwykłych super drzew.

Jak wyglądają codzienne show świateł, wody i muzyki można zobaczyć w multimedialnej prezentacji do której link znajdziecie na górze strony.

Z jednej strony widać ogromne drzewa, a z drugiej Azjatycki Manhatan

 

Symbol Singapuru. Najpopularniejszy hotel w mieście "Marina Sand Bay" choć nie najlepiej oceniany. Cena za noc to zwykle ponad 2500zł. Wiele osób jest w stanie jednak zapłacić, aż tak duże pieniądze aby spojrzeć na panoramę miasta z basenu umiejscowionego na jego szczycie.

 

Kolejną wizytówką miasta jest spiralny most przypominający DNA z którego rozciąga się widok na całą panoramę zatoki.

 

Wcześniej wspomniana panorama podziwiana z spiralnego mostu.

 

Najdroższe lokalizacje w mieście. Małe stare domki przy ruchliwej drodze. Dlaczego są tyle warte? Bo najprawdopodobniej pamiętają czasy kolonializmu brytyjskiego.

 

Światynia w Singapurze

Tak samo jak u nas można znaleźć kościół przy drodze w centrum miasta tak i tutaj bogato zdobione światynie wychodzą wprost na ruchliwe drogi.

 

Świątynie niczym restauracja.

 

Jedna z świątyń buddyjskich.

Tutaj warto by wspomnieć, że Singapur nie jest bardzo religijnym krajem. 33% populacji wyznaje Buddyzm, 18.8% to katolicy ale aż 18.5 to ateiści.

Film z wizyty w jednej z buddyjskich świątyń zamieszczam w multimedialnej prezentacji. Gdy byłem oprowadzany po tutejszych świątyniach jedna rzecz mnie bardzo zaskoczyła. Mowa tutaj o liczbie figurek z których każdy reprezentuje innego boga. To co widać na ilustracji powyżej to jeden posąg i w tle atrakcyjne dla oka wykończenia. To jeden większy bóg i wiele mniejszych dla których można z osobna składać ofiary pieniężne i się modlić. Często gdy tych bogów większych jest więcej na dolnej półeczce znajduje się kilka skarbonek i mapa ściany z podpisanymi wszystkimi posągami.

 

 

Miasto wciąż pnie się w górę. Singapur to w dalszym ciągu plac budowy.

Już dziś miasto to powala rozmachem na kolana. Strach będzie zawitać tam kiedyś w przyszłości.

Ciężko zaznać w tym mieście uczucia przestrzeni.

Warszawa ma 517 km kwadratowych powierzchni, a Singapure tylko o 200 więcej. Gdzies musi pomieścić się dwa razy więcej ludzi, przemysł stoczniowy i tysiące pracowników z całego świata pracujących dla tego centrum finansowego Azji. Nie wspominając o milionach turystów.

 

Jedyne oazy spokoju to świątynie.

 

Czasem w mieście można natrafić na parki. Choć jak dla nas bardziej przypomina to średniej wielkości skwer.

Pierwszy poranek w mieście rozpoczął się szybkim śniadaniem w jednym z "ulicznych" punktów gastronomicznych. Jednak jedzeniu poświęcę osobny post do przeczytania, którego już dziś zapraszam.

 

Mój host z CouchSurfing u którego miałem okazję spać i z którym zwiedzałem miasto.

 

Po całym dniu zwiedzania "Mordoru" ból karku gwarantowany.

W Krakowie jest Mordor i w Singapurze jest Mordor ... Dla niewtajemniczonych jest to korpodzielnica gdzie wszyscy chodzą w garniturach i wyglądają jak zombi po kolejnym 12 godzinnym dniu pracy w biurze.

 

Mało kto wie ale nie zawsze trzeba płacić za oglądanie panoramy miasta z okien drapacza chmur. Darmowy taras jest dostępna w SkyBarze w Orchidea Centrum Handlowym w godzinach 13 - 15.30.

 

Kontrast nowego, nowszego i historycznego.

Bardzo wielkim zaskoczeniem jest widok takiej uliczki w otoczeniu nowoczesnych centrów handlowych. Zwrócę uwagę na słówko nowoczesnych, ponieważ jak się dowiedziałem przeciętne centrum handlowe w tym kraju jest burzone i stawiane od nowa z jeszcze większym rozmachem  - nim zdąży się zestarzeć - co 10 lat. Uliczka na powyższym zdjęciu może przypominać nasze europejskie outlety ale podobno to oryginalna zabudowa kolonialna na wyburzenie, której rząd się nie zgodził. Piękne domki niemal w całości zamieszkane są przez zamożnych ludzi, nie znajdziemy w nich kawiarni czy hoteli.

 

Wizyta u kolegi mojego hosta bardzo wiele powiedziała mi o przeciętnym życiu mieszkańców tego kraju.

W każdym mieszkaniu, które odwiedziłem w tym kraju - a były aż dwa więc wyniki obserwacji mogą być minimalnie zakłamane - panował gigantyczny bałagan. Nie ważne czy jesteś osobą zamożną czy przeciętną i tak masz obowiązek trzymania swoich rzeczy częściowo w kartonach - pomimo szafek - ubrań na kanapie - bo tak wygodnie - i wszystkiego innego gdzie popadnie.

Wielkim zaskoczeniem dla mnie była reakcja znajomego gdy przedstawiłem się, że jestem z Polski, a dokładniej z Katowic. Powiedział wyraźnie "Katowice, aha. No to znam". Szok. Skąd ktoś na drugim krańcu świata kojarzy Katowice? Z Intel Extreme Masters czyli mistrzostw świata w grach komputerowych, które co roku odwiedzają stolice aglomeracji.

 

Ostatnie 4 godziny w kraju, pora jeszcze raz zaliczyć wszystkie jego największe atrakcje.

Jakby ktoś nie wiedział to powtórzę. Tam na tym dziwnym dachu znajduje się jeden z najdroższych basenów na świecie.

 

Ten zawsze robi wrażenie.

 

Ni to lew, nit to syrena. Za to to znienawidzony symbol tego miasta Merlion.

 

Miejsce to znienawidzone przez mieszkańców a uwielbiane przez turystów do tego stopnia, że wybudowano nawet molo aby więcej ludzi mogło podziwiać ten symbol.

A na koniec tego posta, pierwszego z serii o Singapurze i jednego z bardzo wielu z Azji pora wspomnieć o pieniądzach.

Spędzając w tym mieście niewiele ponad 48 h nie wydałem ani złotówki za noclegi - ponieważ spałem u osoby znalezionej na CouchSurfing - i atrakcje turystyczne. Nie oszczędzałem natomiast na jedzenie bo kosztowałem wszystkiego jak leci i na metro, aby w jak najkrótszym czasie zobaczyć jak najwięcej. W sumie wydałem ok 180zł. Z czego na samo metro ponad 60zł.

 

 

Komentarze

Podobało się?