Czy strach jeździ starą Ładą ???

Przerażający dzień na granicy Azerbejdżańskiej
Rhendi Rukmana on Unsplash

Ten post jest inny niż większość pozostałych. Nie zamieszczę w nim zbyt wielu fotografii, ciekawostek czy porad. To będzie jeden długi tekst wypełniony emocjami, strachem i radością. Było strasznie i strasznie fajnie, nawet zarobiłem 50zł (choć nie chciałem). Ten dzień pomimo, że w mało atrakcyjnym miejscu być może będę pamiętał najdłużej z całej tej wyprawy. To opis jednego z tych dni, w których tyle się dzieje, że aż nie mogą być prawdziwe. A jednak, ta przygoda wydarzyła się naprawdę…

Z pamiętnika podróżnika:


Dzień 10. Pożegnanie z Iranem

zobacz też: Przygoda w górach i dotarcie do Raszt

Dzień wcześniejszy zakończyłem przemęczony, przemoczony po kilkudniowym trekkingu w takim stanie, że nawet nie miałem siły ponarzekać na warunki jakie zastałem w Raszt.(link do opisu dnia wcześniejszego znajdziesz w powyższym boksie) Gdy rano obudziłem się w najgorszym hostelu w jakim przyszło mi spać od razu zacząłem się pakować. Zapłaciłem za te 4 ściany (a tak naprawdę jedną ścianę bo z dwóch stron okna i z trzeciej zabite drzwi do innego pokoju w którymś ktoś pół nocy gadał) 35 zł plus 9zł za możliwość skorzystania z prysznica (!). Było tak brudno, że na parterze znalazłem karalucha, a sam właściciel do ubikacji wchodził w masce (serio!). Szkoda o tym gadać. Dokończyłem słoik nutelli, który został mi z gór i wyszedłem w stronę wylotówki z miasta.

Sama w sobie miejscowość Raszt jest dość atrakcyjna i zadbana. To pewnie dlatego ciężko znaleźć w niej nocleg za mniej niż 200zł.
Na zdjęciach rynek z zabudową w bardzo europejskim stylu.

Stopem do Azerbejdżanu

Już 1km od centrum zacząłem łapać stopa. Pięciu pierwszych kierowców zaczynało rozmowę od pieniędzy, więc… szybko odjeżdżali gdy dowiedzieli się, że nie chce zapłacić. Oczywiście nie była to płynna rozmowa bo nie znaliśmy wspólnego języka. Ale zawsze jakość wychodziło na jaw o co im chodzi, bo przecież jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Z kolejnym kierowcą też pogadać się nie dało, choć przejechaliśmy razem aż 50 km. Gdy miał zjeżdżać z drogi szybkiego ruchu w inną stronę niż potrzebowałem to, zatrzymał się pod mostem. Dzięki niemu nie musiał łapać kolejnego pojazdu w deszczu, choć i tak byłem już przemoknięty do suchej nitki. Szło opornie bo znowu szło o kasę. Aż dziwne bo wcześniej w tym kraju nie przydarzyło mi się nic podobnego. Najwidoczniej północny Iran to już inni ludzie. Może dlatego, że pada, albo, że mają psy, a może dlatego że jedzą ryby (na pustyni ich nie było). Kto wie?

Po chwili podszedł do mnie mężczyzna z zaparkowanego nieopodal samochodu. Nie był poliglotą jednak skutecznie się ze mną dogadał swoim łamany angielskim. I już za to należy mu się pochwała, patrząc na inne poranne doświadczenia z kierowcami. Powiedziałem mu o co chodzi, więc teraz to on zaczął łapać stopa dla mnie. Dziwny motyw.

Niestety bez sukcesów. Więc zaprosił mnie do swojego auta. Odjechaliśmy trochę od głównej drogi bo musiał odwiedzić swój sklep, który prowadził w małym mieście nieopodal gór z których wczoraj zszedłem. Po drodze nie rozumiejąc idei autostopu spytał się mnie dlaczego nie chce płacić za przejazdy. Jako, że jego angielski był słaby to aby nie komplikować nam obu życia, skłamałem, że jestem studentem.


50zł na drogę?

Gdy dotarliśmy do jego sklepu z metalowymi elementami zaprosił mnie do środka. Korzystają z translatora dowiedziałem się, że chce w nim spędzić następne 2 h i ruszyć dalej. Odpowiedziałem mu, że nie mam aż tyle czasu. W takim razie to on – tym razem skutecznie – załatwił mi kolejny transport i wręczył 50 zł na drogę. Odmówiłem – bo przecież nie z powodu braku gotówki jeżdżę stopem – o czym on nie wiedział. Podziękowałem grzecznie i starałem się wytłumaczyć, że nie potrzebuje. Wtedy on uparcie włożył mi te pieniądze do dłoni i ją zamknął, urywając dyskusję. Bardzo nie lubię takich sytuacji bo nie o to mi przecież chodzi aby brać cokolwiek więcej od pomagających mi ludzi niż samą podwózkę.

Z pamiętnika podróżnika

Ludzie dobrej woli

Kilka lat wcześniej miałem podobną ale poruszającą sytuację w Rumuni. Gdy to bardzo wiekowy kierowca w swoim starym rozsypującym się samochodzie po podrzuceniu mnie kilka kilometrów też postanowił wesprzeć mnie finansowo. Bardzo prawdopodobne, że był to najuboższy i najstarszy z kierowców, z jakim miałem przyjemność podróżować. Jestem też przekonany, że te kilkanaście złotych, które mi tak uparcie wręczył stanowiły dla niego nie mały wydatek. Co robić w takiej sytuacji? Można się kłócić i nie przyjąć tych pieniędzy tym samym „urazić” dobroczyńcę, lub zabrać je i wręczyć po drodze komuś potrzebującemu. Na szczęście świat jest pełen ludzi dobrej woli, którzy sami niewiele posiadając chcą też pomagać innym. Ludzie potrzebują tego aby czuć się potrzebni i mieć świadomość, że są zwyczajnie dobrymi osobami. To nas uszczęśliwia. Tylko czy my mieszkańcy Zachodu nie zapomnieliśmy o tym ….

Po chwili okazało się, że na tych 50 zł się nie skończyło, bo dał jeszcze jakieś pieniądze jego koledze który mnie podwiózł dalej. Podrzucił mnie do miasta oddalonego o ok 40 km. Tam znalazł dla mnie kolejny transport i przekazał kierowcy kasę. Ten kierowca w kolejnym mieście zrobił dokładnie to samo i w ten sposób znalazłem się nieopodal granicy. „Łańcuszek pomocy” w tym wypadku nabiera całkowicie innego znaczenia.

Po spacerze w deszczu przez pół miasta zjadłem na szybko jednego z najlepszych kebabów jakiego kiedykolwiek jadłem i dotarłem do przejścia granicznego.

Przejście graniczne znajdowało się przy samej plaży. Można było wręcz odnieść wrażenie, że łatwiej byłoby je przekroczyć taką łódką niż przejść Azerską kontrolę.


Przekroczenie granicy

Mówiłem już, że Irańczycy są bardzo uśmiechniętymi ludźmi? Do tego wyluzowanymi i pomocnymi?. Jakby mi ktoś powiedział, że na jakiejkolwiek granicy będę sobie luźno gadał i żartował z celnikami to bym nie uwierzył. A tam tak było. Gdy dowiedzieli się, że jestem z Polski podszedł do mnie jeden młodszy celnik i podał mi rękę. Dziwne, pierwszy raz witam się z celnikiem jakby był moim starym kumplem. Potem przyłączył się drugi i wymieniliśmy kilka miłych zdań. Poopowiadali mi kawy! Bardzo wyraźnie dało się odczuć, że mają nadmiar czas. Kazali mi usiąść i zaczekać bo zaraz jeden z nich miał wrócić z formularzem, który muszę uzupełnić przed opuszczeniem kraju. Po chwili okazało się, że nie ja będę musiał pisać tylko celnik mnie w tym wyręczy. Naprawdę byłem zaszokowany tą „obsługą”. Było naprawdę zabawnie gdy trzeba było przetłumaczyć na perski moje dane do kwestionariusza. Bo jak zapisać po Persku Grzegorz ? Ale daliśmy radę.

Opuściłem granice po stronie irańskiej i znalazłem się na „ziemi niczyjej”. W myślach pożegnałem się z tym niezwykle gościnnym krajem. Byłem już zniecierpliwiony. Niewiele czytałem o Azerbejdżaninie, nie widziałem, żadnego wloga ani nie przeczytałem ani jednego bloga na jego temat. Nie wiedziałem czego się spodziewać. Jedyne co utkwiło mi w pamięci po rzuceniu okiem na notatkę z przewodnika to fakt, że 100 lat temu eksportował ponad 50% światowej produkcji ropy. Dlatego Miałem cichą, nadzieję, że kolejny kraj do którego granic się zbliżałem, przyćmi swoim bogactwem wszystko to co do tej pory widziałem.


Dalej nie przejdziesz!

Zabawa zaczęła się już przy pierwszym okienku po stronie Azerbejdżanu. Celnik dostrzegł na mojej fotografii paszportowej chrostkę na brodzie, która znikła w naturalny sposób 7 lat temu. Czy taki drobiazg może być problemem? Odwiedziłem z tym paszportem większość krajów, które miałem przyjemność zwiedzać i to był pierwszy celnik, który nie potrafił się zdecydować czy ja to ja! I to mu tak bardzo dawało do myślenia, że po 10 minutach wpatrywania się we mnie wezwał swojego kolegę. Pomyślałem „na szczęście”. Jednak szybko się rozczarowałem.

Przez kolejne 15 minut miałem patrzeć się im prosto w oczy. Na zmianę. Raz jednemu, raz drugiemu i nie mogłem się uśmiechać. Jak to zrobić? Niby sytuacja poważna bo za chwilę mogłem utknąć na „ziemi niczyjej” bez aktualnej wizy do Iranu (ważna tylko na jeden wjazd), ale z drugiej strony dość zabawna. Ostatecznie pojawił się ich przełożony – którego też wezwali – i dopiero ten celnik wpadł na pomysł aby się mnie zapytać co to za kropka na zdjęciu. Czy to jest moje znamię, jakiś pieprzyk czy co? Odpowiedziałem, że to była chrostka i mnie puścili. Pół godziny przy jednym okienku!

Następnie kontrola bagażu tak jak na lotnisku. Kilka taśm do transportu bagażu, kilka okienek i kilkoro celników. Trochę czułem się zagubiony. Wszyscy pracownicy tego przejścia granicznego mijali mnie jakbym nie istniał. Niektórzy wręcz uciekali gdy chciałem do nich podejść z pytaniem. Dlatego ostatecznie informacji udzieliła mi Pani sprzątaczka. Dostrzegła, że stoję i że nie za bardzo wiem co z sobą robić więc podeszła i powiedział co dalej.

Sprawa z paszportem załatwiona, bagaż prześwietlony to najwyższa pora zjeść coś w zachodniej sieciówce. Już od rana towarzyszyła mi ta myśl, że skoro wjeżdżam do bardzo bogatego kraju to zjem jakieś niezdrowe rzeczy na miły początek kolejnego etapu podróży.


Jak zwierzę w kratce

Jakie wielkie spotkało mnie zaskoczenie gdy wychodząc na zewnątrz zamiast nowoczesnego miasta zobaczyłem jeszcze jedno okienko celnika i kraty wokoło. Za tymi kratami kilkudziesięciu mężczyzn wyglądających jak gangsterzy z jakiś posowieckich wiosek. Stare szare sweterki w romby, przykrótkie kurtki, obfite wąsy. Większość z sporymi bojlerami i wszyscy z papierosem w ręku. Nie takiego widoku się spodziewałem. Klimatu dreszczowca dodawała jeszcze pogoda. Chmury przysłoniły całe niebo z których od kilku dni w tej okolicy sączył się leniwie deszcz. Niezbyt liczne latarnie zamiast rozświetlać okolicę błagały cierpliwie, bez skutku o wymianę żarówek.

Przed samym wejściem na „miasto” musiałem pokazać paszport jeszcze raz. Jednak nie byłem już tego tak bardzo pewny, czy aby na pewno chcę wejść do tego miasta. Gdy ludzie za kratami mnie dojrzeli zaczęli coś krzyczeć w moją stronę. Ja wyciągam paszport i wręczam go celnikowi, a tu nagle za kratami budzi się do życia masa facetów. Powstało spore zamieszanie, niczym w filmie o zombi gdy to te stwory dostrzegają smakowitego żywego człowieka. Rozglądam się wokoło i nie wiem co robić, bo Ci mężczyźni nie wyglądali na przyjaźnie nastawionych. Starałem się zachować zwyczajny wyraz twarzy jednak celnik, oddając mi paszport chyba zauważył moje zdenerwowanie i gestem otuchy …. Machnięciem ręki kazał mi wyjść. Super….

Wtedy część z tych facetów – może z 15 – podbiegła do mnie. Na początku nie wiedziałem czy się bronić czy uciekać. Dopiero gdy minęło parę sekund, choć miałem wrażenie, że trwało to znacznie dłużej, zrozumiałem o co im chodzi. Zobaczyli Europejczyka – pomyślałem -, pewnie dostrzegli mój paszport bo stali blisko budki celnika. Człowiek z Zachodu nie jest częstym widokiem na irańskim przejściu granicznym. Obstawiam, że pomyśleli sobie „na pewno chce jechać taksówką do stolicy”. Kto bogatemu zabroni jechać taksówką 300km? Oczywiście odmówiłem, czy raczej szybkim krokiem uciekłem i udałem się w stronę centrum. Kilkoro z nich nie odstępowało mnie przez spory kawałek drogi, jednak gdy zrozumieli, że faktycznie nie wyglądam na zamożnego – wcześniej spędziłem 3 dni w górach – odpuścili. Cały czas próbowałem ukryć na swojej twarzy zaskoczenie wymieszane z przerażeniem.


Jak w kryminale o Zimnej Wojnie

Gdy w końcu zostałem sam, przypomniałem sobie jak jeszcze przed przekroczeniem tej granicy, liczyłem, że za parę minut ujrzę XXII wiek. Jakie wielkie zaskoczenie mnie spotkało gdy zobaczyłem wiek XIX!! I liczyłem już tylko na to aby się z tego miejsca wydostać. Jeśli chodzi o emocje to Azerbejdżan pobił Iran o głowę. Wjazd do Iranu to była „zwykła” podróż geograficzna, a ta to podróż w czasie.

Na chodniku siedzą ludzie z złotymi zębami, na drogach tylko duże Fiaty i Łady. Wszędzie dziura na dziurze (na drogach, chodnikach i ścianach) i bezdomne psy. Już widzę, jak złapałem stopa na raz – pomyślałem rozczarowany.

Początkowo postępowałem zgodnie z planem. Przeszedłem przez miasto, a na wylotówce pomimo wieczoru i deszczu chciałem spróbować złapać jakiegoś tira lub inny pojazd większy od Fiata. Po 15 minutach uświadomiłem sobie, że powodzenie tego planu można śmiało włożyć pomiędzy bajki. Co teraz? Jest wieczór. Okolica szara, niepewna niczym z dobrego kryminału. Pada. Nie mam pieniędzy bo kantor już zamknięty, a o bankomacie mogłem tylko pomarzyć. Jestem sam jak palec otoczony obrazkami z lat młodości moich dziadków. Trochę słabo. Szczerze mówiąc trochę się przestraszyłem. Niby podobne sytuacje zdarzały mi się już wcześniej choćby w Rumuni, Wiedniu czy Wietnamie to na początku nigdy nie wiadomo co dalej.

Zobaczyłem, idąc wzdłuż drogi, że jakiś większy wypasiony samochód jedzie w moją stronę. Niecodzienny widok na ulicy przypominającej kadr z filmu o Leninie. Trochę się ucieszyłem i pokazałem kierowcy z chodnika karteczkę z napisem Baku. A on jedynie machnął ręką. Pewnie tam nie jedzie i pojechał dalej sam. Wtedy się zorientowałem, że w tej okolicy dużym nowoczesnym mercedesem to pewnie jeździ tylko mafia. To też może i dobrze, że się nie zatrzymał.

Po chwili jednak w oddali dostrzegłem, że się zatrzymał i zawrócił. Zatrzymał się przy mnie i zaprosił do środka. No to będzie się działo – pomyślałem. Nasza konwersacja po rosyjsku – ten język idealnie komponuje się z tym co widzę za szybami samochodu, czułem się jak aktor w filmie o szpiegach podczas Zimnej Wojny) przebiegała trochę sprawniej niż te w Iranie. Przynajmniej część słów dało się zrozumieć. Po persku lahestan ( لهستان ), to to samo co po rosyjsku Polsha ( Польша ) czyli Polska, brzmi już bardziej intuicyjnie. Jak się po chwili okazało kierowca jest właścicielem ośrodka wypoczynkowego i miał dwa pomysły jak mi pomóc dostać się do Baku. Autobus lub pociąg. Wybraliśmy ten drugi środek transportu bo miał dojeżdżać jak co dzień o 20.10.

Po dotarciu na dworzec nie liczyłem na zbyt wielkie luksusy. Wystarczył bankomat i otwarta kasa. Przynajmniej jedno było na miejscu.

Złote zęby i masa problemów

Znowu się udało – pomyślałem – jednak trochę za szybko. Gdy dotarłem na malutki dworzec okazało się, że – choć z perspektywy czasu wydaje się to oczywiste – nie akceptują kart płatniczych, euro ani dolarów. Mało tego ten kraj leży w innej strefie czasowe o czym też nie miałem pojęcia. Na moim zegarku już 17 więc i czasu do 20.10 mam mniej niż bym się spodziewał, bo tylko dwie godziny.

Stoję sobie przy kasie i błagalnym spojrzeniem proszę młodego biletowego aby przyjął ode mnie dolary lub euro. Trochę stałem przy tym okienku – bo nie było kolejki – niestety otrzymywałem jasną odpowiedź. Chłopak nie znał angielskiego to tylko się zastanowił i po rosyjsku powiedział, że przeprasza ale euro, dolarów i kart nie akceptują. Zrozumiałem też, że i kantor w centrum miasta o tej porze już zamkniętym. A ile tak właściwie kosztuje ten bilet – spytałem? Pociąg z kuszetkami do spania jedzie całą noc do stolicy więc pewnie tanio nie jest. Ale w takiej sytuacji cena nie gra roli! A co mi tam… Dowiedziałem się, że cena wynosili całe 22 zł. No to się szarpnęli. W kieszeni mam sto euro i kilkadziesiąt dolarów, a tu nie mam co z nimi zrobić.

Załamany i bez pomysłu usiadłem na ławce w poczekalni. Po chwili do okienka podeszło kilku kolejnych zainteresowanych biletami na jeden z dwóch kursów z tego dworca – jedynych dwóch kursów. Chciałem każdemu z nich zaoferować wymianę 20 dolarów po bardzo atrakcyjnym kursie ale nie przeszło. Na szczęście jeden z nich był taksówkarzem i po rozmowie z chłopakiem z okienka zdecydował się mi pomóc.

Po raz kolejny tego dnia wyszedłem na deszcz, aby udać się za kierowcą do jego samochodu. Dodam, że moich letnich butach do biegania już od wczoraj miałem staw i czekałem tylko kiedy znajdę w nim pierwsze rybki. Plułem sobie w brodę, że nie zabrałem butów z membraną na tą wyprawę. Jednak kto by pomyślał, że tu aż tak pada kilka dni z rzędu.

Prawda, że okolica bardzo pozytywna ? Na pierwszym planie, moja taksówka, na głównej drodze dojazdowej do dworca.

Wracając do taksówki.. . Pojechaliśmy do cinkciarza. Wychodzę z starej czarnej Łady i widzę grubszego faceta. Siedzi on na skrzynce,a grupka mężczyzn stoi wokół niego i głośno się śmieje. Taksówkarz podchodzi do niego i tłumaczy o co chodzi. Cinkciarz się uśmiecha, a w jego ustach dostrzegam zęby złote na przodzie i gruby portfel w rękach. Kurs zawyżył sobie o jakieś 20proc. Trudno, nie było innego wyjścia. Negocjacje się nie udały, bo i tak byłem na straconej pozycji. Jednak wymieniłem pieniądze jedynie o wartości 50 zł to też nie byłem wiele stratny.

Szybko wróciliśmy na dworzec. Zapłaciłem taksówkarzowi za drogę pozostawiając spory napiwek i kupiłem upragniony bilet. W tym miejscu mogła by się kończyć moja historia ale to jeszcze nie wszystko. Najciekawsze dopiero przede mną.


Masz ochotę na kaczkę?

Przy okienku stał facet, który zagadał do mnie łamanym angielskim. Pewnie już co nieco o mnie usłyszał od kasjera z okienka bo w tej małej miejscowości pewnie wszyscy się znają. Chwilę pogadaliśmy nim się sobie przedstawiliśmy. Co prawda byłem zmęczony po dzisiejszych przygodach i nie bardzo miałem ochotę poznawać nowych ludzi jednak, że wydawał się być bardzo miły i ciekawy mojej podróżny to dałem mu cukierki z Polski na spróbowanie.

On w zamian zaprosił mnie do siebie na kolacje! Jeszcze rok wcześniej nie zgodziłbym się pójść z nieznanym facetem, wieczorem do jego domu gdzieś na końcu świata w jakiejś zapomnianej azerbejdżańskiej wiosce. Tym bardziej, że nikt z bliskich o tym nie wiedział. Dlatego drogi czytelniku nie postępuj aż tak lekkomyślnie podczas swoich podrózy. Jednak z większym bagażem doświadczeń łatowej przychodziło mi, dać się pochłonąć przygodzie i bardziej korzystać z niespodzianek, które podróż stawiała na mojej drodze. Od pamiętnego autostopu po Europie nauczyłem się jak być bardziej otwartym na ludzi, czerpać z przygody pełnymi wiadrami i częściej zmieniać swoje plany aby jeszcze więcej odkrywać.

zobacz także: Pamiętny autostop po Europie

Gdy tyko zgodziłem się pójść z moim nowym kolegą to on zadzwonił do swojej mamy. Poinformował ją – a przynajmniej tak się domyślam – że będą mieć gościa na kolacji. Do pociągu jeszcze ponad godzinę, więc wystarczająco dużo czasu aby zobaczyć jak mieszkają Azerowie. Drogi z niezliczonymi dziurami biły te poznane na Ukrainie o głowę. Gdy w końcu dotarliśmy Azer – bo tak ma na imię towarzysz – pokazał mi swoje rękodzieła. Zawodowo zajmuje się tworzeniem kreatywnych mebli z drewna, a hobbistycznie jest trenerem zapasów. Swoje kreatywne i niepowtarzalne prace promuje na Instagramie. Później okazało się, że to zaproszenie nie było tak całkiem prywatne bo poszukiwał on kogoś w Europie Zachodniej aby umożliwić mu wejście na nasz rynek. Prace wydawały się solidne jednak pochłonięty podróżą nie miałem do tego głowy więc nie ubiliśmy targu.

Ja wraz z nowym gościnnym kolegą.


Jak u prabaci

Zaproszono mnie do kuchni. Pierwsze co odczułem wtedy, to to że już chyba kiedyś tu byłem. Co oczywiście nie mogło być prawdą. To pomieszczenie do złudzenia przypominało kuchnię mojej prabaci, którą jeszcze pamiętam z najmłodszych lat. Przywitałem się z starszą panią, ubraną też jak moja prababcia i usiadłem przy stole. Na kolacje była kaczka z ryżem, a do picia pyszny domowy kompot. W międzyczasie co chwilę ktoś z domowników, przychodził się ze mną przywitać. Po poznaniu całej rodziny wróciliśmy na dworzec i wbiegłem wprost do pociągu.

Pociąg komfortowy. Łóżka miękkie i czyste z pakowaną pościelą. Nieźle jak za cenę 20 zł. Taniej niż nocleg w hostelu. Za dwa złote, zakupiłem sobie jeszcze gorącą herbatkę do przedziału, żeby się po całym tym męczącym dniu choć trochę rozgrzać. Na koniec spisałem jeszcze sobie jeszcze tą historię, którą czytasz w swoim telefonie aby o niczym nie zapomnieć i zapadłem w głęboki sen.

Warunki wręcz hotelowe…

Niestety nie na długo, bo już po 2 godzinach wsiadła dwójka młodych gadatliwych Azerów i jakoś musieliśmy się razem przemęczyć przez kolejnych 6. Długość trasy to ok 300km, więc nie można powiedzieć, że pędziliśmy co celu z prędkością błyskawicy.

To był dzień pełen wrażeń.

Poprzedni Następny

Jest tego więcej...

					Tapety motywacyjne Jak żyć?

Tapety motywacyjne

Wprowadzenie do sprawdzonej metody automotywacji

Jak wytrwać przy postanowieniach noworocznych i dlaczego komputer Ci w tym pomoże? A ponad to co mają ciasteczka Oreo do sukcesu w życiu? A na koniec kilka śmiesznych ale za to pouczających filmików. Być może zabrzmi to błaho, ale dzięki osobom poznanym podczas podróży czy w pracy gdy prowadziłem agencję reklamowa wierzę, że każdy człowiek […]

					Doceniaj Jak żyć?

Doceniaj

bo wiele osób mogłoby Ci pozazdrościć #1

Wiem jak bardzo oklepanie to brzmi ale taka jest prawda. Nic dodać nić ująć, dlatego jestem prawie przekonany, że komentarz w tym miejscu nie jest potrzebny. Każdy wie  – choć często zapomina – że nie można być szczęśliwym nie ciesząc się z życia i z tego co się posiada. Jeśli do kogoś to nie trafia […]

					Blog, nie blog? Inne

Blog, nie blog?

Dlaczego ten „blog” nie będzie kolejnym „blogiem” podróżniczym

Jeśli przyjmiemy, że ludzie nie lubą czytać (2/3 Polaków nie przeczytało żadnej książki w 2015 roku ), a ja nie potrafię dobrze pisać (w szkole miałem stwierdzoną dysleksję i nigdy nie dostałem nawet 3 z dyktanda) to nasuwa się pytanie …. Po co ten „blog” ??? Przede wszystkim chcę podzielić się z Tobą własnym doświadczeniem […]

					Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 4 Podróże

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 4

Zapraszam na noc do siebie ? Do Luksemburgu

zobacz także: Pozytywna historia … cz 3, Szwajcaria Już po kilku minutach okazało się, że mój kierowca to znowu podróżnik. W tym roku pojechał wraz z dziewczyną rowerem z Genewy do Chorwacji. A w roku ubiegłym spędzili razem 3 miesiące w Indiach. Nie było by w tym nic dziwnego – przecież to bogaci szwajcarzy – […]

					Zaskakujący Singapur Podróże

Zaskakujący Singapur

czyli dużo zdjęć i ciekawostek

To jest mój ulubiony post z tego kraju, ponieważ zawarłem w nim wiele z tego co było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Pierwsza rzecz, która już mogła rzucić Ci się w oczy to te dziwne dość stare (jak na Singapur to bardzo stare) zabudowania z zdjęcia na górze strony. W tym nowoczesnym kraju możesz znaleźć kilka […]

					Ferraty -  żelazna adrenalina Podróże

Ferraty - żelazna adrenalina

Wprowadzenie dla niewtajemniczonych

Lubisz spędzać czas w górach? Przeszedłeś już Beskidy, Tatry, Bieszczady i chcesz czegoś więcej? Masz już za sobą wielodniowe trekingi, zimowe wędrówki na szczyty, biegi nocne i wspinaczkę skałkową? A mimo to w dalszym ciągu poszukujesz urozmaicenia? Jeżeli poszukujesz zdrowej adrenaliny w górach i pociąga Cię Orla Perć ale uważasz, że typowy alpinizm, wspinaczka po […]

					Singapur informacje praktyczne Podróże

Singapur informacje praktyczne

Przed przyjazdowe kompendium wiedzy

Jeśli ktoś się wybiera do Singapuru to w tym poście znajdzie same przydatne informacje i praktyczne wskazówki. Jeśli chcesz poprzeglądać fotki z tego niezwykłego kraju zapraszam do innych postów, jeśli natomiast poczytać coś ciekawego to tutaj znajdziesz to czego szukasz. Wszystkie informacje zawarte w tekście (godziny, ceny itp) pochodzą z maja 2016r. Część z nich […]

					Kategoria prowokująca do myślenia Prowokacje

Kategoria prowokująca do myślenia

Myślisz, że myślisz za dużo?

Jakie tematy będę poruszać posty z kategorii prowokacje. Kim są osoby nadwydajne mentalnie oraz nonkonformiści? Dlaczego tak niewiele osób zadaje sobie poważne pytania? Dowiesz się z tego artykułu. Tą kategorię postów zacząłem tworzyć już jako uczeń podstawówki. Pamiętam jak kładłem się na podłodze z wzrokiem skierowanym w sufit i rozmyślałem. Czasem rozmyślałem dlaczego robią się […]

					Stara strona Inne

Stara strona

Link do poprzedniej zawartości bloga

Bardzo się cieszę, że zawitałeś na mojej stronie internetowej – w jej nowym wydaniu. Niestety, jako że wszystko wymaga czasu, bo przecież nie od razu i Rzym zbudowano, jestem dopiero w trakcie jej uzupełniania. Jeżeli poszukujesz postów, które znasz z jej wcześniejszej odsłowny i nie potrafisz ich znaleźć w tym miejscu to możesz cofnąć się […]

					Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 6 Podróże

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 6

Miasto dobrych ludzi - Haga

zobacz też: Pozytywna historia …, cz 5, Rotterdam Dzień 8 – Daleko jeszcze ? Z miasta portowego udałem się do miasta Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości czyli do Hagi tym razem wyjątkowo pociągiem – bo dystans do pokonania to tylko 30km. Co ciekawe pierwszy raz w życiu robiłem zakupy w małym sklepiku – wielkości większej Żabki – […]

					Jak zorganizować Inne

Jak zorganizować "Wesele 4.0"

czyli przygotowanie wesela przez inżyniera

W tym miejscu należy zacząć od wytłumaczenia co to tak właściwie to „Wesele 4.0” jest. Jeżeli w codziennym życiu wykorzystujemy technologię do zabawy albo aby ułatwiać sobie życie, dlaczego nie możemy zastosować tego samego do zorganizowania wesela? Sprawdzone pomysły godne polecenia Może dla niektórych osób poniższa lista nie będzie odkrywcza, jednak ja osobiście nigdy wcześniej […]

					Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 3 Podróże

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 3

Zamek Gruyères i kosmici

zobacz też: Pozytywna historia pewnego autostopu cz.2 Zamek Gruyères z XIIIw. Jak podaje Wikipedia: „Zamek Gruyères – zamek znajdujący się w miejscowości Gruyères, w alpejskim kantonie Fryburg w Szwajcarii. Nazwa Gruyères pochodzi prawdopodobnie od heraldycznego żurawia panów Gruyères (franc.grue = żuraw). Hrabiowski ród Gruyères jest jednym z najważniejszych we francuskiej części Szwajcarii, jednak jego pochodzenie […]

Zamknij
en_GBEnglish
pl_PLPolish en_GBEnglish