Święta w irańskich górach

Czyli o trekingu podczas Kurban Bajram
Grzegorz Czekała

W tym poście opisuję drugi dzień wyprawy po górach, dlatego jeśli jesteś zainteresowany tym co było wcześniej (schodowa wioska, prezent zamiast bomby…) zapraszam do wcześniejszego posta, link znajdziesz poniżej.

zobacz też: Masluleh – niezwykła górska wioska.

Pełna trasa wyprawy jest zaprezentowana na multimedialnej poniższej mapie.

Dzień 8 Tajemnicza wioska

W takim miejscu wiatr wieje od rana do zmroku

Po przespanej bardzo wietrzniej nocy, sporo czasu zajęło mi złożenie namiotu bo i poranek w takim miejscu należy do bardzo wietrznych. Schowałem namiot choć muszę przyznać, że łatwo nie było. Po mniej więcej 4 godzinach wędrówki zostało mi 10 proc baterii w telefonie, tym samym nastała pora aby gdzieś znaleźć prąd (niestety pod kamieniami go nie było). Wokół mnie same wysuszone słońcem góry, brak roślin i według GPS do najbliższej wioski jeszcze pół dnia drogi. Na nieszczęście zapomniałem wyłączyć mój awaryjny telefon (Samsung Solid) gdy ostatnim razem sprawdzałem czy przynajmniej on łapie zasięg. Telefon starszej generacji powinien wytrzymać co najmniej tydzień pracy na baterii ale w sytuacji gdy pracuje poza zasięgiem to potrafi zużyć cały zapas energii w kilka godzin. Już oczami wyobraźni widziałem jak moja mama przeżywa brak kontaktu z mojej strony, przez kilka dni z rzędu….

Na szczęście ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu usłyszałem dobrze mi znane dźwięki ceremonialne. Udałem się czym prędzej w tamto miejsce z ładowarką w ręku i przeżyłem najciekawsze 3 godziny w moim życiu.

Trafiłem do wioski gdzie mieszka zwykle 20 osób. Jak mieszkają to dowiedziałem się gdy zostałem zaproszony do jednego z domów gdzie udostępniono mi gniazdko aby podładować powerbank. Po chwili okazało si, że dziś jest jakby ichszejsze Boże Narodzenie. Wielkie święto, więc całe rodziny pozjeżdżały się na stare śmiecie odwiedzić dziadków. Po 20 min do domu w którym siedziałem przyleciał pewien nastolatek, jedyna osoba która znała angielski. W ten sposób poznałem mojego przewodnika / tłumacza na następne 3 godziny wyprawy.

Dziś (niedziela) jest koniec najważniejszego święta muzułmańskiego, a to co widzę (filmy) to poranne uroczystości. Zwracam uwagę, że oni się nie ranią. Islam ponoć zabrania sprawiania sobie i innym bólu.

Ja robiłem zdjęcia uroczystości, a wszyscy wokoło nakręcali mnie. Bylem (podobno) pierwszym turystom w historii tej wioski!! Nikt nie pamięta nikogo innego. Zresztą nawet na drodze nieliczne samochody się zatrzymywali tylko po to aby zrobić sobie ze mną zdjęcie!

Przepraszam za ilość, krótki filmików jednak słowa nie opiszą tego jak to naprawdę wyglądało. Nawet zdjęcia nie oddadzą klimatu tego czego byłem świadkiem.

Po głównym punkcie ceremonii czyli odcięciu głowy baranka przyszła pora na spalenie „kukieł” po czym wszyscy udaliśmy się na pyszny obiad do meczetu. W tym miejscu muszę się przyznać, że niestety nie widziałem jak dokonano tego ceremonialnego „mordu” bo akurat chłopak mnie zagadał i odwróciłem wzrok. Że baranka nie ma już z nami wśród żywych zorientowałem się dopiero gdy po drodze do meczetu zauważyłem kałuże krwi i jego odciętą głowę. Niby się tego spodziewałem bo przecież w jakim innym celu ciągnięto go na początku przemarszu za sznurek, ale i tak trochę się zaskoczyłem. Krwi sporo, ale to i tak nic w porównaniu do tego co miałem zobaczyć za 2 dni w stolicy Azerbejdżanu Baku (o czym później). Wracając do meczetu…. Zanim podano nam jedzenie siedzieliśmy sobie w nim dobrą godzinę dlatego mogę podejrzewać, że jeszcze nie tak dawno temu nasz obiad maszerował sobie z nami. Jedzenie było na tyle smaczne, a ludzie gościnni, że drugą porcje spakowali mi na wynos w pudełku. Proponowali mi jeszcze kilka innych rzeczy ale już naprawdę nie mieściły mi się w plecaku.

Warto przeczytać

Jeżeli dla kogoś szybkie ceremonialne zabicie zwierzęcia, podchodzi pod wielkie okrucieństwo (a jestem przekonany, że dla części czytelników tam będzie) to przypominam, w jakich warunkach z powodu Wigilii Bożego Narodzenia transportowane i „torturowane” są nasze karpie. Więcej na temat świadomego podróżowania i otwartości na inne kultury piszę w książce Rajzyfiber, którą możesz pobrać z tej strony Rajzyfiber czyli o świadomym bezpiecznym podróżowaniu i sztuce pakowania plecaka.


Nie taka stara wioska?

Co bystrzejsza osoba może, dostrzec na filmach, że ta wioska wygląda na stosunkowo nową i do tego wybudowaną na bardzo nieurodzajnym trenie. Jeśli ktoś docieka dlaczego miejscowi w ostatnich latach mieliby się w tej okolicy osiedlać to już tłumaczę. Ludzi nie wybudowali sobie tych kilku nowych domów w tym miejscu z powodów wypoczynkowych, handlowych, turystycznych ale z powodu klęski żywiołowej. Kilka kilometrów dalej (współrzędne 37°14’10.4″N 48°50’48.7″E ) gdzie podjechałem samochodem z tym nastolatkiem i jego tatą, nad przepaścią i zieloną „oazą w dolince” znajdują się opuszczone o wiele liczniejsze i starsze zabudowania. Mieszkańcy tej osady wyprowadzili się kilka lat temu po trzęsieniu ziemi gdy cała wioska zaczęła „wędrować” po zboczu i pojawiły się w gruncie szczeliny. Część mieszkańców wybudowała się zaledwie kilometr od starszej osady (powstało tam nowoczesne osiedle domków jednorodzinnych na pustyni), a pozostali Ci bardziej odludni trochę dalej.

Opuszczona osada z powodu osuwania się gruntu

Co za niezwykłe przeżycie, wręcz magiczne. Być światkiem takich prawdziwych uroczystości nie dotkniętych jeszcze wirusem komercji. Czysta tradycja. Zero turystyki.

Mój przewodnik, uczeń technikum i jego tata, którzy przyjechali do wioski na święta.

Po kolejnych kilku godzinach wędrówki docierałem do jednego z nielicznych punktów orientacyjnych na mapach w moim telefonie czyli do większego skrzyżowania dróg, a to w takich regionach zwykle oznacza przynajmniej kilka domków i jakiś sklep. Sklep jest wyjątkowo istotny, bo co prawda zapas jedzenia mam jeszcze spory, ale woda w takim klimacie znika dość szybko.


No to na skuter

Nim dotarłem do skrzyżowania to na jednym z punktów widokowych na trasie spotkałem 3 mężczyzn, a przy nich zaparkowany samochód i skuter. Tradycyjnie już poproszono mnie do zrobienia sobie z nimi wszystkimi kilku zdjęć. Tym razem jednak te zdjęcia przypominały te pozowane gdy uściskasz rękę prezydenta na jakimś wiecu. Kto był kim w tej scence? Nie wiem, ale jeden nich przypominał trochę sołtysa podziwiającego z góry swoją wieś.

Aby mi się odwdzięczyć za „modeling” starszy pan wskoczył na skuter i zasugerował aby się do niego przyłączył. Po skuterowych przygodach w Wietnamie taki transport w 2 osoby nawet z ogromnym plecakiem na małym skuterki nie wydawał mi się niczym niebezpiecznym, dlatego zdecydowałem się skorzystać z zaproszenia. Przejazd drogą przebieg bardzo sprawnie jednak gdy zjechaliśmy do wioski i mknęliśmy po wąskich chodnikach to kilkukrotnie amortyzatory pojazdu nie sprostały naszej masie i trochę nas obiło. Przejażdżka skuterem to zawsze miłe urozmaicenie spaceru więc przewietrzony i delikatnie naładowany adrenaliną grzecznie podziękowałem udając się w dalszą drogę.

Dom jak dom, jednak jak na górską wioskę to prezentował się okazale.

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu wioska ta okazała się małym miasteczkiem z bardzo ładnymi nowoczesnymi otynkowanymi (co nie jest standardem w ciepłych krajach) domkami jednorodzinnymi. Mogę przypuszczać, że przynajmniej część z nich została wybudowana przez młodych ludzi, którzy się dorobili w miastach i czasem wracają w swoje rodzinne strony.

Gdy dotarłem do pierwszego (przypuszczalnie jedynego) sklepu zaopatrzyłem się w wodę i kilka lodów na drogę. Standardowo mój spacer przez miasto stał się wydarzeniem bo podbiegło do mnie kilkoro dzieciaków, które mi towarzyszyły podczas dalszej wędrówki, a dorośli zagadywali i robili sobie zdjęcia.

Zbliżał się wieczór więc jak co dzień przyszła pora na obowiązkowe zadanie czyli znalezienie bezpiecznego noclegu poza miastem. Gdy tylko minąłem ostatnie zabudowania dostrzegłem, że za miastem rozciąga się zaskakująco zielona dolinka. Niezbyt długa i szeroka (może na 100 metrów w najszerszym punkcie) ale wystarczająca aby się w niej niepostrzeżenie rozbić. Szybko zorientowałem się, że przez jej środek przepływa strumyk dzięki, któremu jest tutaj aż tak zielono. Zdecydowałem, że rozbiję się jak najbliżej jego brzegu.

Nauczony doświadczeniami z wcześniejszych podróży wiedziałem, że kluczem aby spokojnie spędzić tą noc będzie rozbić namiot w taki sposób aby nie był widoczny z drogi (spiąć 3 lata wcześniej w namiocie na parkingu pod Amsterdamem, zaliczyłem już przygodę z pijaną młodzieżą). Nigdy nie wiadomo też czy kierowcy mogliby zgłosić właścicielowi fakt, że ktoś koczuje na jego działce (teren gdzie się rozbiłem był ogrodzony siatką). Drugie zagrożenie to zwierzęta. Nie obawiałem się tych dzikich ponieważ w okolicy widziałem zbyt wiele swobodnie pasących się zwierząt hodowlanych ale co do bezdomnych psów to już pewności nie miałem. Zresztą nawet samotne krowy stanowiły jakieś drobne zagrożenie bo mogłyby przejść nocą przez strumyk i mnie przypadkowo zdeptać. W sadzie jak to w sadzie nie było problemu z znalezieniem suchych gałęzi to też w bezpiecznej odległości od namiotu, rzeki i drzew rozpaliłem sobie niezbyt duże ognisko.

Wieczór minęła bardzo spokojnie, a dźwięki pobliskiego strumyka szumem wody szeptały mi kołysankę do ucha. Po dwóch dniach wspinaczki po wysuszonym krajobrazie nocleg ten przypominał spanie w saharyjskiej oazie.

Poranny widok na dolinkę w której spędziłem ostatnią noc.

Dziewiąty dzień wyprawy po Bliskim Wschodzie

Jak co rano wstałem, spakowałem swoje rzeczy czym prędzej aby nikt mnie nie zauważył. Wilgotne powietrze z strumyka przyczyniło się do powstania przyjemnej porannej mgiełki, która z kolei niestety skutkowało osadzeniem się kropelek rosy na tropiku. Polak to zawsze znajdzie powód aby ponarzekać. Gdy namiot by już przypięty do plecaka w taki sposób aby mógł wyschnąć na moich plecach podczas wędrówki, pora na śniadaniem. Standardowo smacznie i pożywnie Nutella z bananem zawinięta w pieczywko. Na szczęście ognisko które rozpaliłem przed spaniem jeszcze się nie wypaliło więc mogłem sobie na spokojnie te placki chlebowe podgrzać resztkami żaru. Uzyskałem w ten sposób coś w stylu chrupkich naleśników z Nutellą i bananem na ciepło. Kto by pomyślał o takim wręcz hotelowym śniadaniu na takim odludziu.

W kolejnej wiosce już standardowo. Idę sobie, a tu ludzie zagadka i pytają czy mogą sobie zrobić ze mną zdjęcie. Potem symboliczny uścisk dłoni i kilka fotek. Sam nie do końca wiem po co. Ale dalej takie zachowanie utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem jednym z pierwszych – jeśli nie pierwszym – zagranicznym turystą w tej okolicy. Co ciekawe domy po południowej stronie gór przypominają te które znamy z filmów o bliskim wschodzie. Z tej okolicy w wilgotnych dolinach – do złudzenia przypominają naszą zabudowę. Ładne, standardowe, otynkowany czyste i zadbane.


Z głową w chmurach

Wędrując wyżej, po 3 godzinach wspinaczki dostrzegłem chmury zawieszone na szczytach gór. Miałem nadzieję, że w nie choć na chwilę wejdę i dadzą mi odrobinę ulgę w tą upalną pogodę. Trzeba uważać o czym się marzy bo marzenia czasem się spełniają. Te chmury towarzyszyły mi już przez kolejne 36 godzin aż do opuszczenia kraju. Chmury, które zatrzymały się na szczytach to nic innego jak mgła, w tym przypadku bardzo gęsta mgła. Początkowo traktowałem to jak bardzo przyjemne odświeżenie i orzeźwienie ale po kilku godzinach chodzenia w mgle można zapomnieć o suchym skrawku ubrania. Już dawno nie czułem takiej wilgotności, silnego wiatru i zimna. Tego dnia rozpoczynałem wędrówkę właściwie po pustyni, na zegarku dopiero południe, a ja już mam obawy czy przypadkiem nie przemarznę …

Niestety jako, że większość dalszej część trasy przebyłem w gęstej niczym mleko mgle nie zrobiłem żadnych zdjęć. Jednak abyś mógł zobaczyć to czego ja wtedy zobaczyć nie mogłem i bardzo się zaskoczyć jak prezentuje się ta okolica wystarczy, że w Zdjęciach Google wpiszesz Olesbelangah bo to nazwa okolicy do której dotarłem.

(Autor zdjecia @MustSeeIran) Te zielone, góry to naprawdę w dalszym ciągu Iran, a nie Alpejskie widoczki.

Ja niestety z powodu tej gęstej mgły dopiero po powrocie do Polski dowiedziałem się w jak atrakcyjnej i zaskakującej okolicy spacerowałem. Jednak wracając do opowieści…

Z krajobrazu pustynnych gór nagle przeobraziły się one w zielone pastwiska. Na tej podstawię mogłem wnioskować, że mgła jest tutaj stałym lokatorem. Wilgotny front z nad Morza Kaspijskiego systematycznie sprowadzał na okolicę opady. Po drodze mijam kilka osad pasterskich i coraz liczniejsze samochody. Co któryś się zatrzymuje i pasażerowie pytają po angielsku czy niczego mi nie potrzeba. Zawsze odmawiam. Choć na dwa jabłka się skusiłem i byłyby to najlepszej owoce jakie kiedykolwiek jadłem. Wysiłek robi swoje.

Gdy ok godziny 14 dotarłem do przełęczy zaczęło się schodzenie. Według mapy pozostało mi jeszcze jakieś 50km asfaltem do najbliższego miasta pośród zielonych lasów. Oby nie w mgle – pomyślałem.

Po kolejnej godzinie w mgle spotkałem parę irańczyków, którzy poprosili mnie o zrobienie im zdjęcia. Wow. W końcu nie ja na pierwszym planie. Oczywiście na drugim zdjęciu miałem już być ja.

Sympatyczna parka, z którą spędziłem kilka godzin i przejechałem kilkadziesiąt kilometrów.

Tą parą okazało się małżeństwo. Wykładowca uniwersytecki ekonomi i pielęgniarka w szpitalu. Sporo pogadaliśmy. Zaproponowali mi podwózkę i obiad. Z powodu fatalnej pogody nie miało sensu odmawiać. Zatrzymaliśmy się w pobliskiej restauracji. Jeszcze nigdy tak szybko nie zjadłem obiadu. Niby miałem pół plecaka jedzenia ale co ciepły kebab to ciepły kebab.

Po obiedzie za który oczywiście nie pozwolili mi zapłacić zaproponowali, że może podrzucą mnie do Raszt i znajdą dla mnie tani hotel. Czemu nie. W deszczu nie ma sensu chodzić po górach, a z prognozy którą mi pokazali wynika, że padać będzie do końca tygodnia. W ten sposób będę dwa dni do przodu w stosunku do planu. Zjeżdżając niżej samochodem nie mogłem uwierzyć swoim oczom. Zielone zbocza, gęsty las, krajobraz niczym wycięty z naszych Beskidów, choć może szczyty trochę wyższe.

Czy to Beskidy, Tatry? Nie to północny Iran

Po dotarciu do miasta para znalazła dla mnie tani nocleg. Pierwszy strzał 60 euro. Trochę dużo jak na autostopowicza. Drugi już trafny bo niecałe 50 zł w samym centrum. Co prawda warunki tragiczne ale o tym napiszę Ci później.

Nie często podczas podróży naprawdę się boję i czuję że jestem w czarnej …. Ale tak wyglądała sytuacja gdy wkroczyłem do Azerbejdżanu. Historią niczym z rosyjskiego horroru podzielę się z Tobą już wkrótce w kolejnym poście (który jak tylko napisze podepnę w tym miejscu)

Poprzedni Następny

Jest tego więcej...


					Książki, które warto Inne

Książki, które warto

przeczytać w wolnej chwili cz. 2

zobacz też: Książki, które warto przeczytać cz. 1 Książki rozwijające „Rajzyfiber” – Grzegorz Czekała Od początku powstania tej strony miałem w głowie ideę stworzenia (wraz z znajomymi i internautami ) praktycznej ściągi dla osób, które wyruszają w podróż. Mowa o listach rzeczy, które warto spakować do plecaka w zależności od typu, czasu trwania i celu […]


					Przesiadka w Singapurze Podróże

Przesiadka w Singapurze

czyli jak zobaczyć wszystko w 6h

Z czego słynie Singapur? Przede wszystkim z niezwykłych „Super drzew”, hotelu Marina Sand Bay, niezliczonych wieżowców, znienawidzonego przez mieszkańców posągu pół lwa pół ryby i codziennych ogromnych spektakli artystycznych woda – światło – dźwięk. Jeśli ktoś zastanawia się ile musi poświęcić czasu aby to wszystko na spokojnie zobaczyć, to już podpowiadam. Trzeba na to poświęcić […]


					Jak żyć ekologicznie? Jak żyć?

Jak żyć ekologicznie?

Ponad 100 łatwych do wprowadzenia nawyków cz1

Jak żyć? To pytanie zadaje sobie bardzo wiele osób. Osób zagubionych w współczesnym świecie, przed podjęciem ważnej decyzji życiowej, z problemami finansowymi, rodzinnymi, gdy rozmawia z politykami itp. W tym poście skoncentruję się na próbie odnalezienia odpowiedzi na to pytanie w kontekście „eko” czyli jak żyć ekologicznie i zminimalizować swój negatywny wkład w zmianę klimatu. […]


					Prawdziwe oblicze Teheranu Podróże

Prawdziwe oblicze Teheranu

O śniadaniu, górskich spacerach i atrakcjach

Jeżeli wszystko co wiesz na temat Iranu zaczerpnąłeś z amerykańskich filmów i wyobrażasz sobie ten kraj jako scenerię w której rozgrywała się Pustynna Burza to obowiązkowo powinieneś rzucić okiem na poniższe akapity, bo prawdopodobnie mylisz go z Irakiem. Śniadanie Pierwszy posiłek tego dnia miałem przyjemność zjeść z koleżanką poznana na CouchSurfingu, z która to zgodziła […]


					Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 4 Podróże

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 4

Zapraszam na noc do siebie ? Do Luksemburgu

zobacz także: Pozytywna historia … cz 3, Szwajcaria Już po kilku minutach okazało się, że mój kierowca to znowu podróżnik. W tym roku pojechał wraz z dziewczyną rowerem z Genewy do Chorwacji. A w roku ubiegłym spędzili razem 3 miesiące w Indiach. Nie było by w tym nic dziwnego – przecież to bogaci szwajcarzy – […]


					Blog, nie blog? Inne

Blog, nie blog?

Dlaczego ten „blog” nie będzie kolejnym „blogiem” podróżniczym

Jeśli przyjmiemy, że ludzie nie lubą czytać (2/3 Polaków nie przeczytało żadnej książki w 2015 roku ), a ja nie potrafię dobrze pisać (w szkole miałem stwierdzoną dysleksję i nigdy nie dostałem nawet 3 z dyktanda) to nasuwa się pytanie …. Po co ten „blog” ??? Przede wszystkim chcę podzielić się z Tobą własnym doświadczeniem […]


					Lotnisko w Kutaisi, Gruzja Podróże

Lotnisko w Kutaisi, Gruzja

czyli wszystko co powinieneś wiedzieć

Odwiedzając Gruzję po raz drugi (w 2018 roku) spotkałem się z pewnym malutki ale jednak powszechnym problemem. Jak tanio dojechać z lotniska w Kutaisi do celu podróżny i jak później na nie wrócić. Po przeszukaniu internetu znalazłem kilka starych wskazówek, które jednak zwykle nie prezentują dwóch najtańszych opcji… Wylądowałem i co dalej? Po przylocie i […]


					Ferraty -  żelazna adrenalina Podróże

Ferraty - żelazna adrenalina

Wprowadzenie dla niewtajemniczonych

Lubisz spędzać czas w górach? Przeszedłeś już Beskidy, Tatry, Bieszczady i chcesz czegoś więcej? Masz już za sobą wielodniowe trekingi, zimowe wędrówki na szczyty, biegi nocne i wspinaczkę skałkową? A mimo to w dalszym ciągu poszukujesz urozmaicenia? Jeżeli poszukujesz zdrowej adrenaliny w górach i pociąga Cię Orla Perć ale uważasz, że typowy alpinizm, wspinaczka po […]


					Stara strona Inne

Stara strona

Link do poprzedniej zawartości bloga

Bardzo się cieszę, że zawitałeś na mojej stronie internetowej – w jej nowym wydaniu. Niestety, jako że wszystko wymaga czasu, bo przecież nie od razu i Rzym zbudowano, jestem dopiero w trakcie jej uzupełniania. Jeżeli poszukujesz postów, które znasz z jej wcześniejszej odsłowny i nie potrafisz ich znaleźć w tym miejscu to możesz cofnąć się […]


					Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 2 Podróże

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 2

Genewa, miasto z fontanną

zobacz także: Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 1 W Genewie spędziłem 4 noce z czego dwie na domówkach w bardzo dużym międzynarodowym gronie. Pierwszą z pracownikami ośrodka naukowego CERN (tak tego od Wielkiego Zderzacza Hadronów), a druga już bardziej otwartą dla wszystkich młodych pracowników genewskich organizacji (ONZ, WHO, Czerwony Krzyż – który zresztą został założony […]

Inne

test gwiazdek


					Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 6 Podróże

Pozytywna historia pewnego autostopu cz. 6

Miasto dobrych ludzi - Haga

zobacz też: Pozytywna historia …, cz 5, Rotterdam Dzień 8 – Daleko jeszcze ? Z miasta portowego udałem się do miasta Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości czyli do Hagi tym razem wyjątkowo pociągiem – bo dystans do pokonania to tylko 30km. Co ciekawe pierwszy raz w życiu robiłem zakupy w małym sklepiku – wielkości większej Żabki – […]

Zamknij
pl_PLPolish